Psalmodia polska/Psalm IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wespazjan Kochowski
Tytuł Psalmodia polska
Data wydania 1859
Wydawnictwo Wydawnictwo Biblioteki Polskiej
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
P S A L M IV.

Dominus regit me, nihil mihi deerit. Ps. 22.

Dzięka Opatrzności wiecznej za sztukę chleba.


Pan mię dogląda i rządzi, na miejscu paszy posadził mię, i za łaską jego na niczem mi nie schodzi.
On mi udzielił mierny strumyczek do napoju, i chciał abym w pragnieniu posilony zostawał, uważając jednak od kogo te pomocy życia biorę.
Bom nieostrożny fortunę jakąś sobie w myślach rysował, rozumiejąc że mię te fawory potykają od ślepego bożyszcza a nie od Boga prawego, który wszystko mając, wszystko daje, a wszystko mogąc, co dał odebrać może.
I byłem w tem rozumieniu jako bydlę jakie żujące trawę, albo marna świnia, która żerem się pasząc, nie uważa zkąd ta pasznia pochodzi?
Teraz nieco przyszedłszy do siebie, przyznaję o Boże, że z Ciebie niezbrodzonego dobroci morza, wszystkiego dobrego początek, który nietylko żeś sam jeden dobry, ale i owszem samą dobrocią jesteś.
Ta dobroć nie zastanawia się w nieograniczonem bóstwie, ale jako rzeka strumienie toczy: wielkie gdy świat buduje, większe gdy człowieka tworzy, niezmierne gdy Boga człowiekiem mieć chciała.
Ach jakoż Cię za to wielbić trzeba Panie! jako wywyższać za tak niesłychane uczynności.
Więc i ja mizerny upadam przed majestatem Twoim, dziękując Imieniowi Twemu świętemu, które jako straszne z sprawiedliwości, tak chwalebne jest z dobroci.
Bo gdy na każdy dzień uważam dzieła Twoje boskie, we wszystkiem widzę niepojętą mądrość, ale też i w udzieleniu obejścia każdemu niedoścignioną opatrzność.
Oto który wróblika na dachu sadzasz, a pod stropami budynków gnieździć się jaskółce pozwoliłeś, i mnieś też Panie udzielił kawałek ziemi, którymbym się gnarował.
Inszym Mexyk zasuty złotem, i jedwabnorodne niech będą perskich towarów intraty; ja się według udzielenia Twego kontentuję krwawą rodziców pracą.
Dosyć mój Panie, i za to, niegodny więcej dziękuję, wielbię Imie Twoje, że według miary i potrzeby substancyjkę mając, na niczem mi nie schodzi.
Dałeś mi według stawu groblą: a ja też mam zadosyć, że i z domowymi na czczo spać nie idę.
Od pierwszego bowiem rozumu wzięcia, aż do tej szóstego krzyżyka siwizny, za łaską bożą niewiem co to w klątwie być, albo kondemnatom sądowym okupywać się grzywnami.
Śmierć moja u sądu oczyma świecić; dopieroż o bassarynki nigdym się nie zgadzał, anim za jawne zbrodnie nie zajednywał wieży.
Ale pono gdy się z tego chlubię, grzeszę; nie rozumiem jednak abym grzeszył, gdy to Opatrzności boskiej przypisuję.
Zwydrzałbym był bowiem większemi dostatkami obłożony, i jako szkapa zbytnim wytuczony obrokiem, wierzgałbym przeciw Zakonowi.
Tyś Panie kazał: nie zabijaj; a ja w niezgodzie nie sfolgowałbym był bliźniemu, ufając w złocie i w depozytach bogatych.
Zaczem dzieło opatrzności Twojej wyznaję, żeś w terminach mierności mając mię, jakoś niechciał abym w ostatniem ubóstwie rozpaczał, tak i w zbytnich nie brykał dostatkach.
Mizerne dostatki, które jako cantharides błyszczycie się w nocy, a jak dzień żadnego nie macie pozoru, tracąc zmyślonego ognia widziadło.
Miejże w nazwisku bogaczu, Boga: ja go w złotej mierności szukam, i tą drogą do Niego przejść usiłuję.
Chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi ś. etc.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wespazjan Kochowski.