Przemiany (Owidiusz)/XLVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Owidiusz
Tytuł Przemiany
Pochodzenie Przemiany
Życie i poezja Owidjusza
Data wydania 1933
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bruno Kiciński
Tytuł orygin. Metamorphoseon, Libri Quindecim
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XLVI. Cygnus.

Na krańcach trojakiego świata: między morzem,
Między ziemią i niebios rozległem przestworzem
Jest miejsce, skąd najdalsze widzieć można kraje,
Skąd ze świata całego głos słyszeć się daje.
Tam Wieść na szczycie góry w wielkim mieszka gmachu,
Jest doń tysiąc dostępów i tysiąc dziur w dachu,
W bramach drzwi niema, w nocy otwarty i we dnie;
Wszędzie, wewnątrz i zewnątrz, wiszą blachy miednie,
Więc brzęczy, głos oddaje, powtarza, co słyszy,
Nigdzie niema spokoju, w żadnej izbie ciszy.
Nie są to jednak wrzaski, lecz głuche pomruki;
Tak zdala słychać morza przyciszone huki,
Lub ostatnie, dalekie odgłosy po burzy,
Gdy się z czarnych obłoków pogoda wynurzy.
Tłum zalega komnaty: ci idą, ci wchodzą,
Prawdziwe wydarzenia i fałsze przywodzą,
Krzyżują się pogłoski w rozlicznej przemianie.
Tu próżniaków zabawia czcze opowiadanie,
Tam roznoszą nowinki; wzrasta fałszu miara,
Bo każdy coś nowego dołożyć się stara.
Tu mieszka Łatwowierność, tu niepewne Słuchy,
Tu Myłki lekkomyślne i nagłe Rozruchy,

Czcza Radość z dobrych nowin i Smutek ponury.
Sama Wieść widzi wszystko ze szczytu swej góry,
Przegląda niebo, morze, ziemię i świat cały.
Wieść rozniosła, iż greckie nawy się zbliżały,
Czekało więc już na nie zbrojne Trojan plemię,
Broniąc brzegów i wstępu na ojczystą ziemię.
Pierwszy legł Protesylaj, od Hektora pchnięty;
Tak drogo opłacili Grecy bój zaczęty.
Lecz i Hektor i sami poznali Trojanie,
Jak jest straszne z achajskiem rycerstwem spotkanie.
Już się sygejska ziemia[1] posoką rumieni,
Już Cygnus, syn Neptuna, stu posłał do cieni;
Już z wojennego wozu dzielny syn Tetydy
Ściele Trojan rozmachem peliońskiej dzidy[2],
Cygna z Hektorem szuka w walczących natłoku.
Lecz Hektora w dziewiątym miał zwyciężyć roku.
Widzi Cygna, rozpędza białogrzywe konie
I ku nieprzyjacielskiej wóz zwracając stronie,
Wstrząsa dzidą i woła: »Ktośkolwiek, młodzianie,
Ciesz się: śmierć z rąk Achilla za sławę ci stanie«.
Takiemi dumnie słowy wyrzekł Eacyda
I natychmiast za głosem pośpieszyła dzida;
Lecz chociaż jej rzucenie było nieomylne,
Przecie ostrze żelaza zostało bezsilne
I o pierś się odbiło. Rzecze Cygnus śmiały:
»Synu pięknej bogini! — bo znamy cię z chwały —
Nie dziw się, że ja żadnej nie odniosłem rany;

Ten hełm, co końską grzywą widzisz przyodziany,
Ta wydrążona tarcza, którą pierś zakrywam,
Nie są mi na obronę, za strój ich używam;
Z tych samych zwykł powodów Mars przywdziewać zbroję.
Choć wszystko zdejmę, przecie rany się nie boję,
Bo mało z Nereidy, trza z tego się rodzić,
Co i Nerejdom przywykł i morzu przywodzić«.
To rzekł i silną dzidę rzucił na Pelida.
Miedź i dziewięć skór zbitych wskroś przeszyła dzida
I ledwie o dziesiąty okrąg się oparła;
Lecz prawica Achilla z tarczy ją wydarła,
Pelid drugi grot cisnął, lecz nie ranił ciała;
I trzecia nawet Cygna nie drasnęła strzała,
Choć bez zbroi sam prawie śmierci się poddawał.
Jak w cyrku na purpury wywieszony kawał
Leci buhaj ognisty i rogiem go zdziera,
Taka wściekłość rozpala serce bohatera.
Patrzy, czyli żelazo tkwiło jeszcze w drzewie;
Tkwiło. »Więc już dłoń moja osłabła? — rzekł w gniewie —
Takżem się już na jednym z mej siły wyikrzył?
Bom ją miał, kiedym się nią drugim dobrze przykrzył,
Kiedym mury Lirnessu i Tenedu burzył
I etyońskie Teby[3] w krwi ludu unurzył;
Przeze mnie to krwią ziomków Kaik się zrumienił
I dwakroć dumny Telef moją moc ocenił.
I tu zwłoki, na brzegu leżące powałem,
Świadczą, że dawną siłę dotąd zachowałem«.

Rzekł; jakby jeszcze mało przeszłym czynom wierzył,
W Meneta z rodu Lików swój pocisk wymierzył:
Zbroję i pierś pod zbroją jeden cios przenika.
Gdy padał konający u stóp przeciwnika,
Achilles wyrwał dzidę i tak rzekł z zapałem:
»Oto grot, oto ręka, którą zwyciężałem.
Tych obojga użyję, aby Cygna zgromić;
O losie, ty go pozwól, jak innych, poskromić!«
To rzekł; wymierza w Cygna: nie chybiło drzewo,
Lecz zabrzękło, w łopatkę uderzywszy lewą,
I obiło się jakby o mur lub o głazy.
W tem miejscu, gdzie uderzył, krwawej dostrzegł zmazy.
Lecz daremnie Achilles był uradowany:
Znak ten jest z krwi Meneta; Cygnus nie miał rany.
Wyskakuje więc z wozu syn Peleja gniewny;
Kroku nie cofa młodzian, daru ojca[4] pewny.
Miecz Pelidy, co zbroje i tarcze przebijał,
Na twardem ciele Cygna kruszył się i zwijał.
Wściekł się Achill i tarczą w twarz trzykroć rycerza,
Trzonem miecza po trzykroć w samą skroń uderza.
Pierzchającego ściga, przeraża, napada
I chwili nie da wytchnąć: już Cygnem strach włada,
Już mu ciemność wzrok mroczy i gdy w przerażeniu
Kroczy wstecz, w polnym spotka zawadę kamieniu.
Na nim to Cygna na wznak Achilles obala
I całym swym ogromem na ziemi przywala;
Pierś tarczą i twardemi przytłacza kolany,
Zdziera rzemień od hełmu, pod brodą związany,

Nim silnie dławi gardło i oddech zamyka.
Już chce zwyciężonego łupić przeciwnika,
Lecz zbroja spada sama: pan morza zamienia
Syna w białego ptaka, nie tknąwszy imienia[5].


Przypisy

  1. »Sygejska ziemia« — trojańska, tak tu nazwana od przylądku Sigeum.
  2. »Peliońska dzida« — z góry Pelion w Tessalji.
  3. »Etyońskie Teby« — Teby, gród Eetjona, ojca Andromachy.
  4. »Daru ojca pewny« — ojciec Neptun obdarzył go nietykalnością, tak, że go żaden pocisk zranić nie mógł.
  5. »Cygnus« — łabędź.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Owidiusz i tłumacza: Bruno Kiciński.