Poezye Adama Mickiewicza/Tukaj Ballada II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Tytuł Tukaj
Podtytuł Ballada w czterech częściach
Pochodzenie Poezye Adama Mickiewicza, str. 79-86
Wydanie 1.
Data wydania 1822
Wydawnictwo drukiem Józefa Zawadzkiego
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron

II.

Ja mam, ja mam przyjaciela!
Konający Tukaj woła;
Wraz uchodzi bladość z czoła,
Jskrą zdrowia oko strzela,
Tukaj wydarty mogile,
Wstaje: dziwią się doktory;
Wstaje, chodzi o swéj sile,
Jakby nigdy nie był chory.
A wtém na poduszce z boku,
Ujrzy z wolej skóry karty,
Gdzie tajemnice wyroku,
Przeklęte spisały czarty.
Tukaj s ciekawością chwyta,
Siada, podparł się, i czyta:
„Kiedy miesiąc na młodziku,
Jdź za górę do gaiku,

Znajdziesz kamień, s pod kamienia,
Białego urwij korzenia.
Kiedy będziesz bliski śmierci,
Każ ciało posiec na cwierci.
W wodzie zgotować korzonki,
Pocięte namaścić członki,
Znowu się duch z ciałem zrośnie,
W młodociannéj wstaniesz wiosnie,
I możesz skutkiem tych leków,
Umiérać, wstawać, wiek wieków.”
Daléj tam były przestrogi,
Jak siekać głowę, jak nogi;
W jakiéj wodzie smażyć trunek,
Po jakiéj brać zioła szczypcie,
Ale na końcu w postskrypcie,
Taki dodano warunek:
„Jeśli użyty któś drugi,
Do namaszczalnéj posługi,
Zwiedzion przez nasze fortele,
Innemu pokaże ziele;
Lub w oznaczonéj godzinie,
Twego ciała nie namaści;

Wtenczas skutek zioła zginie,
Wtenczas piekło czeka waści.
Jeśli na to się ośmielisz,
Dla znaku że zaszła zgoda,
Nasz poseł Mefistofelisz,
Do wymiany traktat poda.
Ostrzegliśmy o fortelach,
Strzeż się; potém próżny kweres.
Dan w Erebie, w szabas rano,
Własną ręką podpisano;
Tak ma stać się: Lucyferes.
A za zgodność: Hadramelach.”
Tukaj trochę się zagniéwał,
Warunku się nie spodziéwał;
Brodę na ręku podpiéra,
Potarł czoło, skrzywił nosa,
Na kontrakt spojrzał z ukosa;
Tabaczki dwa razy zażył,
To na ziemię spuszcza oczy,
To po stolowaniu toczy.
Wziął pargamin, w ręku zważył;
Znowu nań zézem poziéra,

Znowu czytał i odczytał,
Znowu zważył, znowu zmierzył,
Kułakiem o stoł uderzył,
Westchnął, mruczał, zębem zgrzytał;
Ręce nad czoło zakłada,
Skoczył raptem i w zapędzie,
Machnął ręką: niech tak będzie!
Znowu umilkł, znowu siada;
Znowu myśli, znowu wstaje;
Znowu chodzi, znowu siada,
Niech go za to nikt nie łaie.
Bo z diabłami rzecz nie lada.
Myśli: albo wieczne życie,
Albo wiecznie diabłu dusza.
Nic nie mówi, myśli skrycie,
Tylko troche wargą rusza.
Nadszedł już czas odpowiedzi,
Tukaj oddala się s tłumu,
I do pracowni rozumu,
Zamknąwszy się jeden siedzi.
I tam swój traktat raz jeszcze
Nim stępel przyjęcia zyska,

W surowéj uwagi kleszcze
Bierze i porządnie ściska.
Tam myśl rozmaita ścieka,
W jedne podobieństwa tygle,
Tam jednę myśl niedoscigle,
Różnicy nożykiem sieka,
Sieka, topi, nakształt wosku,
Aż wycisnął extrakt wniosku.
Obejrżawszy wniosek ściśle,
Tak rzekł, po długim namyśle:
„Jakieżkolwiek te fortele,
O których słyszałem zgóry,
Czy ich nie wiele, czy wiele;
Trojakiéj będą natury.
Chcąc kogo przywieść do zdrady,
Trzeba siły, albo rady;
Albo podarunkiem skusić,
Albo strwozyć, albo zmusić.
Toż samo krótszémi słowy,
Będzie syllogizm takowy:
Trojaka do zguby droga,
Ciekawość, łakomstwo, trwoga:

Więc kto w tym trojakim względzie
Twardéj nie ulegnie probie;
Takiemu już można będzie
Ufać, jak samemu sobie.”
Tukaj kontent z wynalazku,
Szuka atramentu, piasku,
Idzie kryślić pismo grzechu;
Ale idzie bez pospiechu.
Już ciemno, pisać nie wcześnie,
W atramencie jakieś pleśnie;
Dwie swiéce musiał zapalać,
I dwa kałamarze nalać.
Cóś mu zabolało w łokciu;
Wziął pióro, na piórze włosek,
I bardzo spisany nosek;
Otrząsł, przyciął na paznogciu
Po długim względzie, rozględzie,
Wreszcie pisze: NIECH TAK BĘDZIE.
Chciał dołożyć i nazwisko,
Lecz nim pierwsze T napisał,
Myślał półgodziny blisko,
Głową i piórem kołysał,

I nic więcéj nienapisał;
Tylko do pierwszéj litery,
Dodał małe kropki.... cztery.
Gdy już napisano widzi,
Jeszcze patrzy, jeszcze bada;
Niechaj z tego nikt nieszydzi,
Bo z diabłami rzecz nie lada.
Lecz jakże się musiał zdumieć,
Gdy głoska B, w słowie Będzie,
Zaczęła brzęczeć i szumieć,
I wzdymać wszystkie krawędzie.
Kręci się, beczy, podrasta
Jak na drożdzach kawał ciasta,
Dolna litery połowa
Wykurcza się w brzuch i żebra,
U zwierzchniéj wypukła głowa,
Na kształt ogromnego cebra.
Szyjka jak u osy wąska,
Nosik orła, bródka kozła,
A z jednéj go strony końska,
Z drugiéj kurza łapka wiozła.

Pogląda okiem wołowém.
Skrzydła na kształt młyńskich wioseł,
Był to djabeł jedném słowem,
Był to Mefistofel poseł.
Jeszcze Tukaj nie mógł wiedziéć;
Czy żegnać, czy prosić siedziéć;
Kiedy przyskoczył zuchwalec,
Porwał za maleńki palec,
Zasadził nożyk pod skórką;
I umoczył we krwi piórko;
Piórko wścibił, ścisnął w ręku,
Ręką wodzi pomaleńku.
Gdy już U, K, A, J, minął
Zrobiło się całkiem Tukaj.
Diabeł świsnął, chychnął, zginął,
Terazże z nim ładu szukaj.

(Dalsze Ballady o Tukaju w następnych tomikach.)







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.