Poezye. Serya trzecia/Serenady z Jarosława Vrchlickiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jaroslav Vrchlický
Tytuł Poezye. Serya trzecia
Data wydania 1887
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Maria Konopnicka
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
Serenady
z Jarosława Vrchlickiego.
„Hudba v duszi“.
I.

Czarodziejskie noce letnie,
Dajcie skrzydła, dajcie fletnie!

Kwiat jaśminu wsypcie w dłonie,
Orzeźwijcie rosą skronie,

Duszę pień słowiczych trunkiem —
— Ale serce — pocałunkiem...






II.

Z lipy samo złoto pada,
Ćmi powietrze kwietny puch,
Motyl ciężkie skrzydła składa,
Pszczół i ptasząt gaśnie ruch.

Ach, i mną już miłość włada,
Sercu śni się luby druh...
Z lipy samo złoto pada,
Ćmi powietrze kwietny puch...

Miesiąc w senny sad się wkrada,
Jak przez mgły święcący duch...
Motyl ciężkie skrzydła składa,
Pszczół i ptasząt gaśnie ruch...

Z łąk pobrząka żuczków zwada,
W cieniu taniec złotych much...
Z lipy samo złoto pada,
Ćmi powietrze kwietny puch.


O, daj sercu, niech zagada,
Tęsknej pieśni skłoń swój słuch...
Motyl ciężkie skrzydła składa,
Pszczół i ptasząt gaśnie ruch.

Póki wiosna — kochaj rada!
Świat — to miłość, życie, ruch...
Z lipy samo złoto pada,
Ćmi powietrze kwietny puch!






III.

Nasza miłość latem jarem
Rozkwieca się kwieciem starem,
Jako głóg się rozrumienia,
Puszcza prątki od korzenia.

Wonią dyszy, kwiaty roni,
Nad życia się przepaść kłoni,
Cień tam rzuca chłodny, rosny,
Dusza ma tam lata po sny...

A mych pieśni słowik szary
Słodkich nutek rzuca czary,
Całą noc tam klaszcze, śpiewa,
— Pójdź, o moja, czarnobrewa!






IV.

Cisza... Gdzieś fontanna kwili...
Głębiej, głębiej w owej chwili
W puchy się twe łono chyli,
Ciemnych włosów zwój...

Pieśni, co mi w sercu zbyły,
Jak turkawki się uśpiły,
I pod skrzydła główki skryły,
— Skończ też szczebiot twój...

Cisza... Czasem gwiazda zleci,
Woń śpi w pąku, co się kwieci,
A sny złote w głowach dzieci.
Spokój wszerz, a wzdłuż...

A marzeniom twym w ramiona
Miłość moja roztęskniona,
Cieniem gajów osłoniona —
Leci z łuną zórz...






V.

O wielkie słonecznice
O złote słonecznice!
O, jak wy się patrzyły
W naszą świetlicę...

O, jak po ścianach padał
Wasz długi cień, jak padał!
Jak na jej białą pościel
Cicho się skradał...

O, leżała tam głowa,
Przy mojej piękna głowa...
Drozd śpiewał — brzmiała w dali
Piosnka echowa...

O wielkie słonecznice,
O złote słonecznice!
Z uśmiechem wy patrzyły
W naszą świetlicę!





VI.

Cały dzień my z sobą byli,
Ani słówka nie mówili,
Patrząc tylko, jak ten wieczór
Smutnie w dół się chyli...

Jak się zwolna skłania ziemi
Gałązkami wierzbowemi,
Jak śmierć cichy i jak dola,
A jak my — tak niemy.

Tu nad nami rozkosz kołem,
Tam nędz ludzkich przepaść dołem...
Dwie głębiny — noc i dusza
Mierzyły się społem...







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jaroslav Vrchlický i tłumacza: Maria Konopnicka.