Poezye. Serya trzecia/Lirnik Platona Kosteckiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Platon Kostecki
Tytuł Poezye. Serya trzecia
Data wydania 1887
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Maria Konopnicka
Źródło Skany na Commons
Indeks stron

VIII.

Lirnik.

Platona Kosteckiego.

(Z rusińskich pieśni.)

...Sam, samiutki, starowina —
Bez chatynki, rodu, syna,
Lira, kosztur, kawał szmaty...
Wskazki za to przebogaty!

Siwe włosy, broda siwa,
Jak zbielały kłos do żniwa...
Idzie chyłkiem a powoli,
Jakby szukał dawnej doli,
Co spłynęła gdzieś z wodami,
Co rozwiała się z wichrami.


Na ulicy lira brzęczy,
Dziad wesoło w nią podzwania,
Dzieci za nim rój z pustotą
Woła piosnek, dziada męczy,
A zmarszczona dłoń ogania
Od głów złotych lirę złotą...

Wszystkim rad był gdzie mu radzi.
Ale stara jego noga
Już najczęściej go prowadzi
Do naszego, było, proga...
Bo się znał gdzieś z dziadem naszym,
Z Ukrainy, szlakiem laszym...

Ponad strzechą nasza chatka
Miała gruszę. Grusza — matka
Jak zakwitnie — to z niej miody
Biorą całe pszczelne rody...
............

Cicho — że i liść nie szachnie,
Stoi grusza w kwieciu biała,
Z dzbana krupnik miodem pachnie,
I na licu starców pała.

A jak zaczną snuć do wątka
One czasy, one boje,
Jak zpod serca gdzieś, z zakątka,
Wydobędą młodość swoję, —

— Słowo niże się po słowie,
I godzina po godzinie,
O Humaniu, Poczajowie,
O Dobrudży, Ukraninie,
O tym Barze, Carogrodzie,
Czarnym szlaku, Krasnym brodzie,
O tych puszczach, o tym stepie,
Sawie, Marku, a Mazepie,
O tych Turkach, o tych Lachach,
Bitwach, koniach, cudach, strachach,
A — „Waszeci”, a „Mospanie”,
To i żal tak, i wesoło,
Że nam malcom stojąc wkoło,
Dziwu, słuchu, łez nie stanie...

Gdzieś tam brzmi kapela musza,
Mruczy potok, szepce grusza,
W górze niebo jasne, sine,
Patrzy w step, a w Ukrainę...
Gwiazdy wschodzą drobne, złote,
Na wspominki, na tęsknotę...
„Wóz” zatoczył się wpół nieba,
„Kurki” już wywiodła kwoczka,
Błyska zorza zza obłoczka...
Toż i idziem, choć nieradzi.
Dawno-bo już spocząć trzeba
I gościowi i czeladzi.


Obu starców twarz płonąca
Zapatrzona do miesiąca...
Westchną czegoś — a po chwili
Głowę na pierś przykłonili,
I dumają... Ot, tak sobie,
O szczęśliwszej jakiejś dobie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Platon Kostecki.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie tłumacza: Maria Konopnicka.