Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie/Pieczary w Czarnéj górze

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Pieczary pod Straczem Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie • 101. Pieczary w Czarnéj górze • Lucjan Siemieński Pieczara w Bruśniku
Pieczary pod Straczem Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie
101. Pieczary w Czarnéj górze
Lucjan Siemieński
Pieczara w Bruśniku

W bliskości pieczar Czarnéj góry, gdy słońce zajdzie, pokazują się przy miesiącu widma rozbójników, którzy tu mieli swoję niegdyś siedzibę. W milczącym i poważnym orszaku wychodzi dwanaście postaci w bieli, które niosą na barkach otwartą trumnę; a wyszedłszy z nią na szczyt góry znikają. Są to duchy tych samych zbójców, którzy długi czas rozbijali podróżnych i łupili cerkwie; niezmierne skarby przechowali oni w tych pieczarach, gdzie są do dziś ukryte; albowiem rzadko kto może namacać drzwi do nich prowadzące, chociaż się często zawarty wchód pokazuje; a widma w postaci pustelników wchodzą do pieczar.
Razu pewnego widział biedny wieśniak, ukryty za złomem skały, jak zwolna przez las przechodził pustelnik, a potém zniknął w ścianie opoki. Wieśniak, który go śledził, dostrzegł, jak się zatrzymał przy małych drzwiczkach, jak zakołatał z cicha i wyrzekł: Otwórzcie się drzwiczki! a drzwi się rozwarły. Na drugi rozkaz: Zamknijcie się drzwiczki! znowu się zamknęły. Drzał góral ze strachu, lecz wchód naznaczył gałęźmi.
Od tego czasu nie miał spokoju, tak pragnął wiedzieć, co się w tych pieczarach znajduje. Pościł więc w sobotę, a w niedzielę poszedł z krzyżem w ręku do naznaczonego miejsca. Stanąwszy przed drzwiczkami, długo trząsł się ze strachu i długo przysłuchiwał się; aż wreszcie odwaga mu przyszła i zakołatał mocno, mówiąc: Otwórzcie się, drzwiczki!
Na to zaklęcie otwarła się pieczara; wszedł głębiéj i zobaczył obszerną, jasną izbę: Zamknijcie się drzwiczki! rzekł mimowolnie i drzwi się zamknęły.
W około niego leżała w skrzyniach i w beczkach niezmierna moc złota i srebra, drogich pereł i kamieni. Żegnał się z podziwienia wieśniak, jednak niemógł się wstrzymać, aby cokolwiek niewziął, wspomniawszy na żonę i dzieci.
Kiedy tak ładował sobie kieszenie i zabierał się do wyjścia, odezwał się głos gruby z głębi pieczary: przyjdź znowu! — Zakręciło mu się w głowie i ledwie miał siłę powiedzieć: Otwórzcie się drzwiczki! Otwarły się i wybiegł na dwór uradowany. W domu nic niepowiedział o swojéj przygodzie, tylko poszedł do cerkwi i dał część z tych pieniędzy na kościół i ubogich. Za resztę nakupił różnych ubiorów dla dzieci i żony.
Następnéj niedzieli poszedł znowu do pieczary, ale śmielszym krokiem. Zrobił to samo, co pierwéj, a głos gruby zawołał: przyjdź znowu! I wieśniak przyszedł na trzecią niedzielę i nabrał pieniędzy.
Teraz już sobie był bogatym gospodarzem; lecz cóż miał robić z tak wielkiém bogactwem? Już był oddał na cerkiew dwie dziesięciny z tego, co posiadał; a co zostało, chciał zachować w ziemi, aby na każdy przypadek mógł się zapomódz w gospodarstwie. Jednakże przed zakopaniem pieniędzy umyślił je wprzód przemierzyć, poszedł więc pożyczyć ćwierci od sąsiada, wielkiego bogacza, a razem lichwiarza, który robotników krzywdził, sługom niepłacił, a pieniądze na lichwę pożyczał. W onéj ćwierci były wielkie szpary, otoż zaroniło się w nie przy mierzeniu kilka małych pieniędzy, których wieśniak niewytrząsł, a które nieutaiły się przed okiem łakomcy. Szukał więc kmiecia w lesie; a gdy go znalazł, zapytał, coby ćwiercią pożyczaną mierzył? — Leśne nasienie i mysiarki (orzechy) — odpowiedział z zająknieniem. Wstrząsając głową, pokazał mu lichwiarz srebrne pieniądze, to znowu wszystko obiecywał i tak powoli wyłudził tajemnicę o skarbach,
Cały tydzień przemyśliwał skąpiec nad tém, jakby cały skarb wyprowadzić z pieczary i jak zostać wielkim panem.
Pierwszemu wieśniakowi niebyło po myśli, że się zawistny jego sąsiad dowiedział o pieczarach, ale już niebyło rady, bo groźbami zniewolony dał się namówić, aby z nim do drzwi pieczar poszedł, gdzie miał odbierać wory, które lichwiarz skarbami napełni. Skąpiec obiecywał podzielić się z nim na połowę i także dać na kościół dziesięcinę, lecz w duchu zamierzał poczciwego wieśniaka zgładzić ze świata.
Następnéj więc niedzieli wybrali się przed wschodem słońca do pieczar w Czarnéj górze. Dźwigał skąpiec na plecach łopatę, siekierę i mnóstwo worów. Wieśniak napominał go, aby poprzestał téj chciwości; ale on niedał sobie nic mówić. Już doszli do pieczar, a lichwiarz krzyknął grubym głosem: Otwórzcie się drzwiczki! — Drzwi się otwarły. — Zamknijcie się drzwi! i drzwi się za nim zamknęły. Zaledwie wszedł, a ujrzał beczki i skrzynie z pieniędzmi, zaczął je łakomie i skwapliwie przesypywać w wory. W tém wyszedł z głębi pieczary wielki chart czarny z błyszczącemi oczyma i położył się na skarbach. Wystraszonemu lichwiarzowi wypadły z rąk worki, a czarny chart pokazał mu zęby i zawył:
— Po coś tu przyszedł lichwiarzu?
Trwogą śmiertelną przejęty padł na ziemię i rakiem pełzał ku drzwiom, lecz w strachu zapomniał wymówić: Otwórzcie się drzwiczki! i tylko raz wraz powtarzał: Zawrzyjcie się drzwiczki! i drzwi były zamknięte.
Drugi wieśniak, co stał na dworze, czekał nań długo pełen niespokojności; wreście przystąpił bliżéj ku drzwiom. Tu usłyszał głuchy krzyk i jęk pomięszany z wyciem psa; aż wkrótce wszystko ucichło. Właśnie zaczęto dzwonić na służbę bożą do cerkwi, zmówił: Ojczenasz! i z lekka zapukał do drzwi, przemówiwszy zwykłe wyrazy, a drzwi się otwarły. Jakaż tam okropność! Złego sąsiada ciało leżało krwią zbroczone, a beczki i skrzynie ze złotem i srebrem zapadały się powoli w ziemię przed jego oczyma.