Po ugorach... (Orkan, 1898)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Orkan
Tytuł Po ugorach...
Pochodzenie Życie tygodnik
Rok II (wybór)
Wydawca Ludwik Szczepański
Data wydania 1898
Drukarz Drukarnia Narodowa F. K. Pobudkiewicza
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI (testowo) Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub Pobierz Cały wybór jako PDF Pobierz Cały wybór jako MOBI (testowo)
Indeks stron
PO UGORACH...
I.

Po ugorach i po szarych łanach zbóż
Powiał jakiś zaraźliwy, mroźny wiew —
W złotych kłosach niedojrzały zatruł siew
I pomroził wczesne pączki dzikich róż...

Niby jakiś przedśmierciowy, smoczy ziew
Gna zarazą, ponad ziemią wzdyma kurz,
Który oczom przeosłonił świty zórz
I mgłą ciemną pookrywał wirchy drzew..

Turbanem się zakapturzył stary świat,
Śpi — a za nim twarz wychyla wieczny gniew
I przybliża się powoli nocą burz...

Żywym lasem idą gniewy wieków lat —
Przed nią powiał zaraźliwy, mroźny wiew
Po ugorach i po szarych łanach zbóż...



II.

Po ugorach — wśród zasianych zbożem pól
Ciemność chodzi, jak przed burzą... Zamilkł śpiew
Ptasząt polnych — słychać tylko krzyki mew,
Jak się skarżą, odlatując stadem z ról...

A na roli czerwieni się każdy krzew,
Czerwieni się trawka złota pośród pól —
Bo gdy na nią spadną rosy — już je ból
Wypotniałych znojem jestestw mieni w krew...

Za chmurami słońce pali. — Nowy świt
Nie pokrzepi beznadziejnych, martwych dusz,
Gdy im niesie nowe smutki każdy dzień...

Jeden tylko słychać wszędzie płacz i zgrzyt —
I nocą się rozpościera groźny cień
Po ugorach i po szarych łanach zbóż...



III.

Chłop na łany wyszedł z kosą... istna śmierć!
Istny szkielet, chylący się pośród zbóż...
Stanął... patrzy... kiwa głową: »Któż wie, któż,
Czyli z korca wysianego zbiorę ćwierć?...«

Nie usiecze — owies mały — liche źdźbła...«
Prasnął kosą, aże brzękła, rzucił sierp:
»Dał ci Pan Bóg marne życie... a ty cierp!«
Zęby zaciął — na powieki trysła łza...

I potoczył łzawem okiem w ciemną dal:
»Przyjdzie zczeznąć... Ha! no darmo... to i cóż?
O mnie mniejsza — ino dzieci, dzieci żal!«

I do serca pchał się gwałtem dziwny lęk —
I poleciał niesłyszany, cichy jęk
Po ugorach i po szarych łanach zbóż...

Niedźwiedź 1898. Władysław Orkan




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Orkan.