Rzecz dzieje się w miasteczku. Julek ubrany po skautowsku, lub w szkolnej bluzce, Zdziś i Kazia po domowemu. Scena odbywa się w pokoju dziecinnym, gdzie stoją: stół, krzesła, etażerka z książkami. Na stole leży tornister, stoi kałamarz i przybory do pisania.
Julek (przeglądając dziennik ze stopniami swego młodszego brata).
Taki zdolny chłopiec a takie złe stopnie! Co to znaczy? czyżby się nie chciał uczyć? To byłoby bardzo smutne... (Chodzi zamyślony po pokoju) Przed rokiem, gdym wyjeżdżał na kursa, miał same celujące stopnie... Muszę się z nim zobaczyć i wypytać. (Wychodzi, a po chwili wraca ze swym bratem)
Zdzisiu! co to znaczy? ach! jakżem nieszczęśliwy! Co ci jest? Skąd to nagłe jąkanie?..
Zdziś.
Skąd? Samo z siebie! (po cichu) Zapomniałem się. (głośno) S-a-a-mo z sie-e-e-bie...
Julek (krzyczy).
Przestań! przestań! słuchać nie mogę! Ach! co począć (do Zdzisia, biorąc go za rękę) Zdzisiu, słuchaj, to twoje jąkanie, to wielkie, bardzo wielkie nieszczęście... przyszłość twoja zmarnowana... bo i pomyśl, czem będziesz, mając tę okropną wadę?.. czem zostaniesz, jeśli w dodatku będziesz w możności skończyć nauki przy tem jąkaniu?.. Marzyłeś, aby być adwokatem? Jakiżto adwokat, co się jąka? Piękniebyś bronił... Cała sala pękałaby od [10]śmiechu!.. Bo rozumiesz.. tylko my, tylko rodzina twoja może to znosić i tylko ciebie żałować... Obcy zawsze wyszydzą...
Zdziś.
Swoi?.. Oni także znieść nie mogą mego jąkania. Nawet mamusia, choć tak dobra, zakrywa uszy ręką, gdy mówię...
Julek.
Wiesz co Zdzisiu, sprobój się z tego wyleczyć... Toć od ciebie zależy... Ot i teraz powiedziałeś zupełnie bez zająknienia (do siebie) A może on udaje, żeby pobłażliwie patrzano na jego złe stopnie?... To byłoby straszne! (głośno) Zdzisiu, czy umiesz już lekcje?
Powtórz raz jeszcze lekcje, pójdę odpocząć... (wychodzi)
SCENA 2-ga.
Zdziś, potem Kazia.
Zdziś (chodząc po pokoju, mówi:)
Nie mogę się jeszcze przyzwyczaić do jąkania się w domu, bo co do lekcji, to, gdy jej nie umiem, znakomicie się jąkam... Nauczyciel zdenerwowany mojem jąkaniem, każe mi iść na miejsce i nie męczy mnie wydobywaniem z mózgu wiadomości... (macha ręką) Bez których i tak istnieć na Bożym świecie będę!.. Iluż to sławnych ludzi nie skończyło nawet i jednej klasy, a stawiano im pomniki i umieszczano w pismach portrety... A Kolumb, czy kończył jakie szkoły?.. Jednak odkrył Amerykę... Jestem [13]przekonany, że i Kopernik do klas nie chodził... bo i kiedyżby siedział z lunetą i gwiazdy na niebie liczył?.. Cha! cha! cha! Spałby sobie w nocy smacznie, gdyby miał lekcje do wyuczenia, tak jak ja to, robię... A to mi się chce spać!.. Niechże cię, mucho! nie przeszkadzaj! Ubiję cię, żywcem zamorduję, jeśli mi nie dasz spokoju!.. (spędza muchę z głowy) Takem zmęczony, ale czem? wszak nic nie robiłem... (Kładzie się na otomanie — wchodzi Kazia)
Kazia.
A to co? czyś chory, że w biały dzień leżysz?.. Oj, leniuszku, leniuszku!.. (porusza go ręką)
Zdziś (odsuwając ją).
Daj mi spokój! człowiek chwili niema na odpoczynek...
Znowu będzie dwójka z geografji... Mamusia prosiła, żebym go przesłuchała... Ale cóż poradzę? Alboż mnie chciał słuchać?.. Ale co to znaczy, że się ani razu nie jąkał? Czyżby moje przypuszczenia były słuszne? Pewnie, a nawet napewno, jąka się wtedy, kiedy nie umie... Coby tu na to poradzić? Jeśli tak jest jak myślę, to choroba ta jest uleczalną... A jeśli się mylę?.. O, to byłoby bardzo smutne!.. Ale cicho! Ktoś idzie... (Wchodzi Julek)
Julek (całując Kazię).
Jak się miewasz, siostrzyczko? Jakże się cieszę, że jestem już w domu, tak się już za Wami stęskniłem! Ale wiesz co, [18]niepokoi mnie Zdzisio, zkąd się wzięło u niego to okropne jąkanie? Wprawdzie nie zawsze się jąka, ale często... Powiedz, co się z nim stało?
Kazia.
Ja także i mamusia i tatuś martwimy się o niego... Zeszłego roku mówił jaknajlepiej, raptem w tym roku jąka się niemożliwie i z tego powodu przynosi złe stopnie...
Julek.
Czyż nie znajdzie się jaka na to rada?
Kazia.
Tatuś radził się doktorów, szuka i teraz jednego słynnego profesora, który niegdyś uczył w Instytucie Głuchoniemych... Może ten coś poradzi na to raptowne jąkanie naszego Zdzisia.
Patrzcie! złowiłem rybę! dużego takiego szczupaczka! Mam dużo (przypminaprzypomina coś sobie) du-u-u-żo-o ry-y-b!
Julek.
Chodź Zdzisiu, właśnie przyszedłem po ciebie, dobrze, żeś wrócił... Jest doktór, specjalista od choroby mówienia, chce ci zrobić bolesną wprawdzie, ale skuteczną operację, po której już nie będziesz się jąkał...
Zdzichu drogi, pozwól doktorowi zrobić tę operację: zaboli cię raz, ale potem, pomyśl tylko: będziesz miał jak zeszłego roku same celujące stopnie... Jak się mamusia i tatuś ucieszą! Teraz martwią się, że nie dostaniesz promocji... a wszak to tylko wskutek tego nieszczęsnego jąkania... Wiem, że się chcesz uczyć, ale ci ta wada w mowie przeszkadza... Pozwól braciszku!..
Zdziś (nawpół z płaczem).
Nie! nie! jam nie chory! Niepotrzebna mi operacja! Jam tylko udawał!
Julek i Kazia.
Jakto? (do Marcysi) Odejdź, Marcysiu! (Marcysia wychodzi)
Zdziś.
Namawiali mnie koledzy, abym chodził z nimi na ryby i zabawy... Chodziłem, [26]a nie mając czasu się wyuczyć lekcji, udawałem jąkanie. Ach! nigdy! nigdy to się nie powtórzy! Zaraz siadam do lekcji!..
Julek.
Popraw się Zdzichu, ale nie z obawy operacji, lecz z przekonania, że źle postępowałeś!..