Pan Jąkalski

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Pan Jąkalski
Podtytuł Komedyjka w 1-ym akcie
Pochodzenie Księgozbiorek Dziecięcy Nr 49
Wydawca „Nowe Wydawnictwo”
Data wydania 1929
Druk Zakłady Graficzne „Zjednoczeni Drukarze“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

KSIĘGOZBIOREK DZIECIĘCY.
E. KOROTYŃSKA.


PAN
JĄKALSKI.
Komedyjka w 1-ym akcie.
Korotyńska - ornament 5.jpg
NAKŁADEM „NOWEGO WYDAWNICTWA“
WARSZAWA, UL. SIENNA 3.
Zakłady Graficzne „Zjednoczeni Drukarze“
Warszawa, ul. Elektoralna 15.






OSOBY:

Julek 
 lat 14.
rodzeń-
stwo.
Zdziś 
 lat 10.
Kazia 
 lat 12.
Marcysia — służąca lat kilkanaście.



Rzecz dzieje się w miasteczku. Julek ubrany po skautowsku, lub w szkolnej bluzce, Zdziś i Kazia po domowemu. Scena odbywa się w pokoju dziecinnym, gdzie stoją: stół, krzesła, etażerka z książkami. Na stole leży tornister, stoi kałamarz i przybory do pisania.


AKT I.
SCENA 1-a.
Julek (przeglądając dziennik ze stopniami swego młodszego brata).

Taki zdolny chłopiec a takie złe stopnie! Co to znaczy? czyżby się nie chciał uczyć? To byłoby bardzo smutne... (Chodzi zamyślony po pokoju)
Przed rokiem, gdym wyjeżdżał na kursa, miał same celujące stopnie... Muszę się z nim zobaczyć i wypytać. (Wychodzi, a po chwili wraca ze swym bratem)


Zdziś (wchodząc do pokoju, spostrzega rozłożony dziennik i rumieni się).

Kto tu przewracał moje kajety?

Julek.

To ja... Czy się gniewasz?

Zdziś.

O, nie, ale...

Julek.

Ale się wstydzisz?.. Powiedz mi, co się z tobą stało? Byłeś prymusem we wstępnej...

Zdziś.

Czy ja wiem...

Julek.

Jakto? czy wiesz?.. A któż wie lepiej od ciebie?..

Zdziś.

Dają mi złe stopnie, bo nie znoszą jąkania...


Julek.

O ile przypommam, nie jąkałeś się nigdy...

Zdziś.

Zacząłem od niedawna... I to ich drażni...

Julek.

Czyś upadł, czy czasami nie uderzył cię który z kolegów w tył głowy? Ach! to byłoby straszne... Toć jąkanie jest prawie kalectwem...

Zdziś.

Nic mi się podobnego nie zdarzyło...

Julek.

A więc?.. Wreszcie, jak słyszę, mówisz i teraz bez zająknienia... Dlaczegoż więc w klasie się jąkasz?..

Zdziś (jakby coś sobie przypominając)

Ja? ja i w rozmowie się-ę-ę-ę ją-ą-kam...


Julek (w rozpaczy).

Zdzisiu! co to znaczy? ach! jakżem nieszczęśliwy! Co ci jest? Skąd to nagłe jąkanie?..

Zdziś.

Skąd? Samo z siebie! (po cichu) Zapomniałem się. (głośno) S-a-a-mo z sie-e-e-bie...

Julek (krzyczy).

Przestań! przestań! słuchać nie mogę! Ach! co począć (do Zdzisia, biorąc go za rękę) Zdzisiu, słuchaj, to twoje jąkanie, to wielkie, bardzo wielkie nieszczęście... przyszłość twoja zmarnowana... bo i pomyśl, czem będziesz, mając tę okropną wadę?.. czem zostaniesz, jeśli w dodatku będziesz w możności skończyć nauki przy tem jąkaniu?.. Marzyłeś, aby być adwokatem? Jakiżto adwokat, co się jąka? Piękniebyś bronił... Cała sala pękałaby od śmiechu!.. Bo rozumiesz.. tylko my, tylko rodzina twoja może to znosić i tylko ciebie żałować... Obcy zawsze wyszydzą...

Zdziś.

Swoi?.. Oni także znieść nie mogą mego jąkania. Nawet mamusia, choć tak dobra, zakrywa uszy ręką, gdy mówię...

Julek.

Wiesz co Zdzisiu, sprobój się z tego wyleczyć... Toć od ciebie zależy... Ot i teraz powiedziałeś zupełnie bez zająknienia (do siebie) A może on udaje, żeby pobłażliwie patrzano na jego złe stopnie?... To byłoby straszne! (głośno) Zdzisiu, czy umiesz już lekcje?

Zdziś.

U-u-miem...

Julek.

Czy naprawdę? A możebym cię przesłuchał?


Zdziś (szybko).

O nie, nie, nie.

Julek.

A to dlaczego?

Zdziś.

Idź, odpocznij po drodze... Umiem wszystko.

Julek.

Widzę, że i mowić umiesz bez jąkania, o ile chcesz...

Zdziś.

Martwisz się tem, braciszku?

Julek.

O, przeciwnie, bardzo się cieszę... ale...

Zdziś (przerywając).

Widzę węża w trawie...


Julek (prosząco).

Powtórz raz jeszcze lekcje, pójdę odpocząć... (wychodzi)

SCENA 2-ga.
Zdziś, potem Kazia.
Zdziś (chodząc po pokoju, mówi:)

Nie mogę się jeszcze przyzwyczaić do jąkania się w domu, bo co do lekcji, to, gdy jej nie umiem, znakomicie się jąkam... Nauczyciel zdenerwowany mojem jąkaniem, każe mi iść na miejsce i nie męczy mnie wydobywaniem z mózgu wiadomości... (macha ręką) Bez których i tak istnieć na Bożym świecie będę!.. Iluż to sławnych ludzi nie skończyło nawet i jednej klasy, a stawiano im pomniki i umieszczano w pismach portrety...
A Kolumb, czy kończył jakie szkoły?.. Jednak odkrył Amerykę... Jestem przekonany, że i Kopernik do klas nie chodził... bo i kiedyżby siedział z lunetą i gwiazdy na niebie liczył?.. Cha! cha! cha! Spałby sobie w nocy smacznie, gdyby miał lekcje do wyuczenia, tak jak ja to, robię... A to mi się chce spać!.. Niechże cię, mucho! nie przeszkadzaj! Ubiję cię, żywcem zamorduję, jeśli mi nie dasz spokoju!.. (spędza muchę z głowy) Takem zmęczony, ale czem? wszak nic nie robiłem... (Kładzie się na otomanie — wchodzi Kazia)

Kazia.

A to co? czyś chory, że w biały dzień leżysz?.. Oj, leniuszku, leniuszku!.. (porusza go ręką)

Zdziś (odsuwając ją).

Daj mi spokój! człowiek chwili niema na odpoczynek...


Kazia.

A po czem odpoczywasz?

Zdziś (z gniewem).

Po niczem...

Kazia.

Nic — ogromnie cię zmęczył?

Zdziś.

Bardzo...

Kazia (na stronie).

Wcale się nie jąka... (głośno) Czy umiesz już lekcje?..

Zdziś.

Co cię to obchodzi?..

Kazia.

Chciałam cię przesłuchać...

Zdziś.

Drugi amator!..


Kazia.

A kto był pierwszym?

Zdziś.

Julek.

Kazia.

Julek przyjechał?

Zdziś.

Przecież nie przypłynął...

Kazia.

Jakiś ty dziś szorstki!..

Zdziś.

Bo mnie denerwujecie...

Kazia.

Czem?

Zdziś.

Wtrącaniem się do mnie...

Kazia.

Przecieś nasz brat...


Zdziś.

Żem brat, to dlatego mnie kontrolujecie i dokuczacie?

Kazia.

Ależ, Zdzisiu...

Zdziś.

Ależ, Kaziu!..

Kazia.

Co się z tobą stało? takiś dziwny!

Zdziś.

Daj mi spokój, odejdź!..

(Głos za sceną) Zdzichu! Zdzichu!


Zdziś (wskakuje i biegnie ku drzwiom).

Ach! to Ignaś! pójdziemy na ryby!

Kazia.

A lekcje?..

Zdziś.

Pilnuj siebie! (Wybiega)


SCENA 3-a.
Kazia, potem Julek.
Kazia.

Znowu będzie dwójka z geografji... Mamusia prosiła, żebym go przesłuchała... Ale cóż poradzę? Alboż mnie chciał słuchać?.. Ale co to znaczy, że się ani razu nie jąkał? Czyżby moje przypuszczenia były słuszne?
Pewnie, a nawet napewno, jąka się wtedy, kiedy nie umie... Coby tu na to poradzić? Jeśli tak jest jak myślę, to choroba ta jest uleczalną... A jeśli się mylę?.. O, to byłoby bardzo smutne!.. Ale cicho! Ktoś idzie... (Wchodzi Julek)

Julek (całując Kazię).

Jak się miewasz, siostrzyczko? Jakże się cieszę, że jestem już w domu, tak się już za Wami stęskniłem! Ale wiesz co, niepokoi mnie Zdzisio, zkąd się wzięło u niego to okropne jąkanie? Wprawdzie nie zawsze się jąka, ale często... Powiedz, co się z nim stało?

Kazia.

Ja także i mamusia i tatuś martwimy się o niego... Zeszłego roku mówił jaknajlepiej, raptem w tym roku jąka się niemożliwie i z tego powodu przynosi złe stopnie...

Julek.

Czyż nie znajdzie się jaka na to rada?

Kazia.

Tatuś radził się doktorów, szuka i teraz jednego słynnego profesora, który niegdyś uczył w Instytucie Głuchoniemych... Może ten coś poradzi na to raptowne jąkanie naszego Zdzisia.

Julek.

Wiesz co, Kazieczko, ja trochę podejrzewam...


Kazia.

Ja również...

Julek.

Rozumiemy się, widzę, doskonale...

Kazia.

Myślę, że Zdziś udaje...

Julek.

W jakim celu?

Kazia.

Żeby wytłomaczyć tem swoje złe stopnie...

Julek.

Ja myślę toż samo...

Kazia.

I teraz np. poszedł ze swym kolegą na ryby, a geografja, nawet nie wyjęta z szuflady...


Julek.

Ci koledzy go gubią, nauczyli próżniactwa...

Kazia.

I kłamstwa...

Julek.

To gorsze od wszystkiego...

Kazia.

Nie widzę rady na to nieszczęście...

Julek.

A ja ją mam...

Kazia (podbiega do Julka).

Jaką?.. Ach! powiedz, braciszku...

Julek.

Widzisz, siostrzyczko, Zdziś jest tchórzem, szczególniej boi się bólu...

Kazia.

O, tak! Pamiętam, co wyprawiał, jak mu ząb rwali...


Julek.

Na strychu pół dnia przesiedział...

Kazia.

A co się napłakał?..

Julek.

Myślę więc, żeby zmusić go do przyznania się do kłamstwa i udawania — bólem...

Kazia.

Ach! przecież go bić nie będziesz!..

Julek.

Nigdy!

Kazia.

A więc?..

Julek

Nastraszymy go przy udziale naszego poczciwego doktora, że trzeba mu zrobić operację języczka, od układu którego zależy złe lub dobre mówienie...


Kazia.

Jakiż ty masz świetny pomysł!..

Julek.

Idę do ojczulka i plan mu swój przedstawię...

Kazia.

Idź, idź, drogi braciszku... (Julek wychodzi)

SCENA 4-a.
Kazia, potem Zdziś, Julek i Marcysia.
Kazia.

Ach! gdyby się to udało! gdyby udało!..

(wchodzi Marcysia)


Marcysia.

Panienko! panienko! A gdzie to nasz panicz Zdzisio?.. Szukają go do doktora... Ma być jakaś aspiracja!..


Kazia.

Co za aspiracja? Co pleciesz?

Marcysia.

Mają język paniczowi wyciągać, bo za krótki... dlatego jąka się...

Kazia.

Operacja nie aspiracja... Co też ty wygadujesz!..

Julek (wbiega szybko i szuka Zdzisia).

Gdzie Zdziś? Doktór jest... chce go uratować od jąkania...

Kazia.

Nie wiem, właśnie Marcysia przyszła i też o niego pyta... Poszedł na ryby, ale powinienby już wrócić...

(Słychać tupot nóg za drzwiami, wbiega Zdziś)

Zdziś.

Patrzcie! złowiłem rybę! dużego takiego szczupaczka! Mam dużo (przypomina coś sobie) du-u-u-żo-o ry-y-b!

Julek.

Chodź Zdzisiu, właśnie przyszedłem po ciebie, dobrze, żeś wrócił... Jest doktór, specjalista od choroby mówienia, chce ci zrobić bolesną wprawdzie, ale skuteczną operację, po której już nie będziesz się jąkał...

Zdziś (przerażony woła).

Nigdy! nigdy! (chce uciekać)

Julek i Marcysia (zastępując mu drogę).

Doktór czeka!

Zdziś (wydzierając się rozpaczliwie).

Ależ jam nie chory! puśćcie!


Kazia (podchodząc do niego).

Zdzichu drogi, pozwól doktorowi zrobić tę operację: zaboli cię raz, ale potem, pomyśl tylko: będziesz miał jak zeszłego roku same celujące stopnie... Jak się mamusia i tatuś ucieszą! Teraz martwią się, że nie dostaniesz promocji... a wszak to tylko wskutek tego nieszczęsnego jąkania... Wiem, że się chcesz uczyć, ale ci ta wada w mowie przeszkadza... Pozwól braciszku!..

Zdziś (nawpół z płaczem).

Nie! nie! jam nie chory! Niepotrzebna mi operacja! Jam tylko udawał!

Julek i Kazia.

Jakto? (do Marcysi) Odejdź, Marcysiu! (Marcysia wychodzi)

Zdziś.

Namawiali mnie koledzy, abym chodził z nimi na ryby i zabawy... Chodziłem, a nie mając czasu się wyuczyć lekcji, udawałem jąkanie. Ach! nigdy! nigdy to się nie powtórzy! Zaraz siadam do lekcji!..

Julek.

Popraw się Zdzichu, ale nie z obawy operacji, lecz z przekonania, że źle postępowałeś!..

KONIEC.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.