Płaczennica

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Bartłomiej Zimorowic
Tytuł Płaczennica
Pochodzenie cykl Sielanki
ze zbioru Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów
Data wydania 1857
Wydawnictwo Nakładem Michała Dzikowskiego
Miejsce wyd. Przemyśl
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
III. Płaczennica.

Już teraz powiedz mądrej Mnemozyny
Córko! lamenty onej heroiny,
Nad którą kraje roksolańskich włości
Nie miały równej od dawna w piękności.
Serce nieszczęsne, smutne serce moje!
Czemu się w krwawe nie rozpłyniesz zdroje?
Czemu łez gorzkich nie lejesz strumieniem,
Widząc mię ciężkiem zdjętą utrapieniem?
Oto dziś wszystkie frasobliwe siły
Na mnie swym pędem oraz uderzyły:
Gdzie jest przyjaciół wiernych rzesza wielka?
Gdzie są pokrewni? gdzie jest rodzicielka?
Niemasz ich, niemasz! wszyscy mię sierotę
W puszczy na wieczną odeszli sromotę.
W puszczy bezludnej, w puszczy samę tylko
Opuściłaś mię moja rodzicielko!

Kiedy wieczorne zorze prawie gasną,
Kiedy twarz Hesper pokazuje jasną,
Opuściłaś mię! gdzież ja głowę skłonię,
Gdzie się przed smokiem jadowi tym schronię,
Który na duszę i krew lichą moję
Rozdziera gardło nienasyte swoje?
Pójdę, o! pójdę, i jużem jest bliską
Drogi o matko! twojej towarzyszką.
Przeto, ktokolwiek wiernym mi się liczysz,
Ktokolwiek żalu krótkiego mi życzysz,
Wyrwij stal ostrą, a duszę mizerną
Rozłącz z tym światem ręką miłosierną.
I wy drapieżni, wy nieubłagani
Lwi w tej żałośnej pustyni zchowani!
Wszyscy się do mnie co najprędzej zbieżcie
I członki moje po górach roznieście;
A ja z ochotą dziś nawiedzę kraje,
W których noc smutna nigdy nie ustaje;
Nie zastraszy mię Cerber trojpaszczeki,
Ani smródliwy bród siarczystej rzeki,
Ani przewoźnik, który z wielkim szumem
Dusze przewozi przez Acheron prumem.
Przewiezie i mnie, a ja z podziemnemi
Wezmę społeczność duchami blademi,
Sama stawszy się także cieniem marnem,
Będę łzy toczyć nad jeziorem czarnem,
Będę narzekać u teskliwych progów
Jędz zapalczywych, aż podziemnych bogów
Płacz ustawiczny i piękność mej duszy
Do pomsty, abo do gniewu poruszy.
Tam, tam dopiero pospołu z żywotem
Opuści mię żal wieczny, tam z kłopotem
Płacz koniec weźmie, tam rzewliwe oczy
Oschną mi, tam duch z otuchy wyskoczy.
A jeźli piciem wody niepamiętnej
Nie zbędę troski i tej myśli smętnej,
W wiecznych ciemnościach niech nagle zatonę
Niech będzie imię moje zagładzone.
Wy zasię jędze, boginie okrutne!
Które lat moich kołowroty smutne,
Toczycie, czemu śmiertelnem żelazem
Prędzej nie rwiecie dni moich zarazem?
I cóż mieszkacie? ja pragnę bydź z temi,
Którzy swój mają odpoczynek w ziemi:
Jużem na progu ostatnim stanęła,
Już mię zimnemi rękami ujęła
Śmierć, już mi z karku niezbłagana Kloto
Głowę zdjąć miała ostrą kosą — oto
Wściekła Nemesis śmierci mi zajźrała
Chcąc, abym codzień żyjąc umierała.

O hańbo moja! co rzeką potomni
Mieszkańcy świata? jako mię też wspomni
Wiek nadchodzący, kiedy w moim stanie
Znajdzie zniewagę nad własne mniemanie?
Bodajżem była wprzód zimnym marmorem
Nad Owidowem stanęła jeziorem,
Bodajżem była w dzikim Delermanie
Między lwicami miała swe mieszkanie,
Niżeli kiedy szczęście mię opaczne
Przywiodło na tak obelżenie znaczne.
Ale że mi już przez okrutne zdanie
Żyć, miasto śmierci, na ciężkie karanie
Jeszcze kazano, jakoż mój żal wieczny
Nie ma się zacząć na dzień ostateczny!
Jako pelikan, który od swych dzieci
Przez bystry Eufrat do obłowu leci;
Jeżeli w sidła niewidome wpadnie,
Które nań Murzyn chytry stawia zdradnie,
Opuszcza w gniaździe płód niedokarmiony,
Który od macior będąc opuszczony
Krzyczy żałośnie, że też narzekanie
Wicher po hucznym niesie Gadytanie:
Tak też i mój płacz i nieutulone
Skargi usłyszą lata nieskończone.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Bartłomiej Zimorowic.