Odinteligentniony święty

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tytus Czyżewski
Tytuł Odinteligentniony święty
Pochodzenie Lajkonik w chmurach
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wydania 1936
Druk Drukarnia Literacka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ODINTELIGENTNIONY ŚWIĘTY
(Fragment)
MĄDRY:

(staje nad morzem
morze faluje i błyszczy
Słońce)

życie się składa jak pieśń
jak rózga brzozowa
z wielu cienkich pręci stalowych
osadzona w ziemię rozkwita
liśćmi zielonego eukaliptusu
święty który nie może
znieść życia w szacie z złotogłowiu
bez szychu bez sztyletu
którym się wydrąża piersi ludzkie
jak ziemia czerwona od morza
skały głowy olbrzymów łysych
pługi okrętów orzących morze
idzie drogą wężową wśród skał
węszy jak wilk — jak orzeł oczami uderza
staje nad morzem
wita fale
wita mewy dotyka przestworza
rozgląda się
łamie napół morze
szuka głębi gdzie rosną korale
i patrzy w wybrzeża
gdzie kwitną róże i dalje.

ŚWIĘTY:

(w łachmanach idzie drogą mówi do siebie)
widziałem jak szły tędy bochenki
ku miastu na targ dla ludzi
o chleba — o chleba dajcie
tak ciężko gdy głód się budzi
chciałem głód schować dla siebie

jak myśli plugawe się tai
gdy dusza nie — a ciało w potrzebie
gdy życie idzie w rozstaje

MĄDRY: (do świętego)

jak wielkie góry są chleby
brązowe u wierzchołka
ten tylko chleba dostanie
kto pracę ma dla potrzeby.

ŚWIĘTY
(zrzuca z siebie habit staje nago)

ta ręka szukała gwałtu
ta noga kopała piersi
ten palec wytykał śmieszność
ten nos dmuchał pochlebstwem
to oko syczało wzgardą
te usta kłamały miłość
to łono gniotło rozpustę
te uda drżały jak dzwon
na wielki karnawał chuci
pośladki były jak gachy
w wielkim zamtuzie życia
to ciało parskało pianą
jak świnia błotem kałuży

(rzuca się na ziemię)

bijcie mnie, bijcie
ja chcę wiedzieć kto jestem...

(tłum otacza świętego i gapi się)
JEDEN Z TŁUMU

wyłaźże z tego niegdyś pana
jak z morza brudu i piany
te plecy które leżały
na pierzynie i na śpiewnem łożu
to morze ciała które falowało
w zatoce wielkiego wieprza

(kopie go w piersi i plecy)

Święty wstaje wdziewa na się suknie
i kroczy zamyślony nad morzem
Tłum idzie za nim.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tytus Czyżewski.