Oda IV. Do zguby

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

ODA IV.

Do zguby.

Diva, quae caetus hominum et calentes temperas iras...

Bóstwo, zesłane z niebieskich podwojów
Łagodzić gniewy i bratnić sojusze,
I z dzikiej żądzy do pomsty i bojów
Oczyszczać dusze!

Nic niemasz nad cię! Niebo cię przywiodło,
By siać pociechę pomiędzy ludami.
Święta jedności! tyś niebieskie godło,
Że Pan Bóg z nami!

Wiara i miłość wokoło twej głowy
Na jasno-śnieżnych skrzydłach lot swój ściele;
Pokój twe, dziecię, krzyż dyamentowy
Kładzie na czele.

Ojciec za synem modli się w Niebiosa,
Bo kędy pokój, bezpieczniejsze dziecię;
Ty żywisz ludzkość, jak majowa rosa
Ożywia kwiecie.

Tyś ludzi z lasów wywiodła łaskawa,
Rzuciłaś pierwsze fundamenta grodów,
Tyś nakłoniła pod wędzidło prawa
Karki narodów.

Od ciebie kwitnie i Rzeczpospolita,
Jako od słońca pagórki i niwy;
Przez ciebie męstwo, chociaż zębem zgrzyta
Wróg zazdrościwy.

Bo gdyśmy z tobą, nic nas nie dosięże;
Gdyśmy bez ciebie, wpada śmierci zaród,
I samobójczo własnemi oręże
Niszczy się naród.

O święte Bóstwo! nie uskąp twej łaski,
Weź pod twe oko starej Polski dolę,

Hamuj narodu ślepego niesnaski,
Hamuj swawole!

Niech bratni oręż nie bije na braci,
Lecz łbów tatarskich pogruchota czaszki;
Niechaj nam Turczyn swoją krwią zapłaci
Dawne porażki!


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jan Kochanowski i tłumacza: Ludwik Kondratowicz.