Obiady

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Obiady
Podtytuł Naśladowane
Pochodzenie „Kolce“, 1875, nr 18
Redaktor S. Czarnowski
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1875
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


OBIADY.
(Naśladowane).





Ubiegły rok przeszedł mi znakomicie,
Uleciał szybko, i bystro jako strzała,
Bo też to zawsze tak bywa, ot widzicie,
Gdy człowiek myśli i wciąż dla drugich działa,

W sam Nowy rok był obiad u magnata,
O szóstej w sali światła zajaśniały.
Było tam nudno wśród wielkiego świata,
Lecz za to obiad... obiad był wspaniały!

W sprawach nauki mnóstwo różnych głosów,
Płynęło bystrym i szumnym potokiem...
Świat idzie śmiało wśród zawistnych losów,
A my z nim szybkim postępujem krokiem.
Jadłem więc obiad na wspaniałej sali,
Nie zapomniałem o potrawie żadnej,
Nie pomnę wprawdzie, o czem tam czytali,
Ale w ogóle... obiadek był paradny.

Z nauką, sztuka była wówczas w parze,
To niby słaby bluszcz czepił się dębu liści,
I dzisiaj jeszcze często o tem marzę,
Jaki obiad w resursie sprawili artyści...
Dywany cudne, lustra, firanki, zastawy,
Mówili i o sztuce, a gust mieli wytworny,
A jakie wina... była tam kwestja wystawy,
Ale w ogóle... ten obiad był wyborny.

Należąc sam do grona gospodarzy,
Na każdym zjeździe bywałem gorliwie,
Słuchaliśmy przeróżnych mów bajarzy,
Że nieraz miejsc zabrakło już prawdziwie.
Jaśniały tam w harmonji arcy-miłej,
Nauki blask i blask zwierciadeł w sali,
Szczególniej poncze zapachem nas wabiły,
Ależ był obiad... jak już nie idzie dalej!

Ubiegły rok pamiętam doskonale,
Oto naprzykład wpośród spraw bieżących,
Między innemi było w karnawale
Otwarcie klubu... klubu dla służących,
Już to dyskretność zawsze mam we zwyczaju
W stosunkach z ludźmi — i takt niepospolity,
Jam się nie skrzywił siedząc choć przy lokaju,
Ale był przytem no... obiad wyśmienity.
 

Sprawom społecznym poświęcam me wczasy,
I własną korzyść dla tych celów tracę,
Więc jadłem obiad za pomyślność prassy,
Więc jadłem obiad za kobiecą pracę...
Za powodzenie komedji i baletów,
Za dramaty, opery i tragedje liczne,
Niech djabli porwą... ja schudłem wśród bankietów,
Jednak w ogóle obiady były śliczne.

Stroniąc wytrwale od mdłych nihilistów,
W poważnych myślach zawsze pogrążony,
Byłem przez grono cnych ekonomistów
Na świetny obiad także zaproszony.
Robiono tam rachunki i bilanse,
Ja sam zrobiłem wynalazek znaczny,
Że rok obiadów uszczuplił me finanse,
Ale co prawda... obiad był bardzo smaczny.

Jak też rok przeszedł, ani się obejrzałem,
Próżniactwo nawet i na myśl mi nie wpadło,
I Nowy-rok szampanem przywitałem,
I obiad znów w licznem gronie się zjadło.
Były tam mowy, zbijano różne zdania,
Obiad się skończył, kiedy już świtało,
Kwestje zostały, tak, bez rozwiązania.
Ależ był obiad... obiadek jakich mało!

Klemens Junosza.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.