O kobiecie i o miłości/Voltaire

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Voltaire
Tytuł O kobiecie i o miłości
Podtytuł wybór myśli najznakomitszych pisarzy i myślicieli
Redaktor Kazimierz Bukowski
Wydawca Instytut literacki „Lektor“
Data wydania 1922
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


VOLTAIRE.
(Franciszek Marya Arouet.)

Kobieta potrafi w przedziwną związać całość: miłość, bigoterję, politykę, obłudę.


Cóż nadto prostszego, że mężczyzna opanował kobietę? Świat stoi na pancernej pięści. Nie czulmy się zbytnio nad tą prawdą. Równowadze ducha odpowiada zawsze równowaga ciała — czyli że zabór ten został uświęcony prawem naturalnem.
Dość — że jest. W zamian mężczyzna nie pretenduje ani o tak wyjątkowo szeroką miednicę, ani o siedzenie o tak powabnych i skończonych kształtach, jak te, które zdobią niewiastę.


Kardynał Mazarin mawiał często, że kobietom można byłoby powierzyć losy państwa, gdyby nie obawa, że podścielą się pod nogi jurnych a głupich samców, niezdolnych do rządzenia — kurnikiem. Ale kobieta, jako taka, sama przez się potrafi panować.
Zresztą historja połknęła i strawiła niejedną dynastję złych króli masculi generis.


Dziewczęta wcześniej czują — niż chłopcy myślą.


Dwa słowa o niedorzecznem wychowaniu naszych córek. Od wczesnych lat wpajamy w nie żądzę podobania się mężczyznom. Czyni się z tego kunszt, umiejętność... W tym samym kierunku, nierównie jednak skuteczniej i potężniej pracuje natura, wobec której nasza korektywa wydaje się zbędną.
Gdy wszakże dziewczyna posiadła już w całej pełni umiejętność wyzyskiwania każdego wdzięku, każdej przeguby i kształtu i szuka realnego zastosowania i „wcielenia“ długiej nauki, zaczynamy jej prawić morały, śledzić, karcić i psować jej ścieżki.
Cóżby powiedziano o mistrzu tańca, który ćwicząc swego ucznia przez dziesięć lat w tym kunszcie, rozstrzaskałby mu nogi i ramiona za to, że go schwytał na gorącym uczynku pląsów z kim innym...


Przed sąd pozwana tak mówi niewiasta cudzołożna do swego męża: — Jeżeliś bez grzechu, panie, wtrąć mnie do wieży, weź chudobę moją, każ ściąć mi włosy... Szalbierzu! policz grzechy męskie — policz, ileśto razy cudzołożył słowem i czynem! Dlatego nie będziesz sądził niewiasty swojej, gdyż miecz sprawiedliwości służy nam w równej mierze.
Ale mężczyzna rzekł:
— Panem i mistrzem twoim jestem! Taceat mulier przed tymi, co o kilka calów wyżsi i upierzeni na licach, jako małpy i niedźwiedzie, mogą.... to co mogą.
Na to ona znowu:
— Królowej angielskiej samej spytaj, czy nie jest panią — pana swego?
I zamilkł rogacz, jako mocarny, wierny pies domowego ogniska.
Tak przeto wnioskuję, że nie masz prawdy na świecie: gdzie grzech, gdzie cnota — gdzie zbrodnia — gdzie kara?
Strzeżmy się, bracia, prawodawstwa kobiet: prawo, jak bicz, wpaść może w niepowołane ręce.


W sprawach cudzołostwa za moment drażliwy i godny potępienia uważam tę, niestety tak powszechną i zabawną okoliczność, że kobieta pozwala sobie często na krzywdzące męża wyśmiechy, oczywiście do spółki z kochankiem i w nieobecności za plecyma pana domu.
Nikt nie chce być śmiesznym.
Również często się zdarza, że żona niewierna okrada męża, aby sprawić przyjemność kochankowi.
Nikt nie chce być okradany, Ale co mnie pozbawia snu i z czem się nie mogę pogodzić — to zwyczaj płodzenia dzieci „na rachunek męża“.
Nikt nie chce piastować obcych dzieci.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Franciszek Maria Arouet, Kazimierz Bukowski.