Nowy zwrot wśród fermerów amerykańskich/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Abramowski
Tytuł Nowy zwrot wśród fermerów amerykańskich
Pochodzenie Pisma. Pierwsze zbiorowe wydanie dzieł treści filozoficznej i społecznej.
Tom I
Data wydania 1924
Wydawnictwo Związek Polskich Stowarzyszeń Spożywców
Druk R. Olesiński, W. Merkel i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Całe Pisma ekonomiczne
Pobierz jako: Pobierz Całe Pisma ekonomiczne jako ePub Pobierz Całe Pisma ekonomiczne jako PDF Pobierz Całe Pisma ekonomiczne jako MOBI
Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron


W chwili obecnej Stany Zjednoczone są widownią ważnych zjawisk społecznych, mogących nam wyjaśnić niejedną ciemną stronę procesu rozwojowego społeczeństw nowożytnych.
Fermerzy łączą się z potężną partją roboczą — „rycerzami pracy“, dla wykonania wspólnego ataku na uciążliwy dla nich porządek rzeczy; przeszło 6 miljonów zorganizowanej ludności, niewidziana dotąd siła społeczna rozpoczyna walkę z „potęgą pieniędzy“, rzuca rękawicę prywatnym monopolom, spekulacjom, kartelom, jednem słowem całemu nowożytnemu kapitalizmowi.
Jest to fakt, którego dotąd nie widzieliśmy w dziejach ludzkości. Klasy zajmujące zupełnie odmienne stanowiska ekonomiczne, mające dotąd całkiem różne dążności, pojęcia i ideały, występują w zwartym sojuszu walczących sprzymierzeńców. Średnia i drobna własność, z ciasnym drobnomieszczańskim poglądem na świat, nieprzychylna wielkim kapitalistom tylko z zawiści konkurencyjnej, ze czcią najwyższą pielęgnująca ideały własności prywatnej i prywatnego wyzysku, ożywiona jedyną tylko namiętnością — podniesienia swych procentów i renty, naraz objawia dążności nowe; usiłuje podkopać stanowisko swych współzawodników-monopolistów, zagraża jednocześnie własnemu i walcząc o zwiększenie swoich dochodów, widzi się w konieczności przyjąć hasła najemników i stanąć w jednym z nimi szeregu. Indywidualiści do szpiku kości, z umysłem wypiastowanym w atmosferze purytańskiego dorobkiewiczostwa, zabarwiają swój sztandar kollektywizmem, znagleni potężnym biczem nowożytnego monopolu.
Ten radykalny zwrot klasy fermerskiej zaznaczony został urzędownie na kongresie waszyngtońskim 1891 r, a ogłoszony tamże program walki politycznej, mającej się odbyć łącznie z „rycerzami pracy“ w czasie kampanji wyborczej 1892 r., zaniepokoił i wzburzył umysły w Stanach Zjednoczonych.
Ażeby zrozumieć dobrze genezę i znaczenie tego zjawiska, musimy zapoznać się przedewszystkiem z naturą rozwoju gospodarczego Stanów Zjednoczonych.
Nigdzie produkcja kapitalistyczna nie przechodziła tak szybko swych faz rozwojowych i nie doszła do tak zupełnego zawładnięcia całością stosunków gospodarczych — jak w wielkiej rzeczypospolitej. Wpłynęły na to przedewszystkiem ogólne warunki właściwe wszystkim kolonjom. Pierwsze kapitały, które przybywały tam z Europy w XVI wieku, znajdowały odrazu przyjazny grunt dla szybkiego rozwoju. W kolonjach kwitła zupełna wolność ekonomiczna, nie było żadnych pęt feodalnych, monopolów cechowych, ciężarów i ograniczeń państwowych. Kapitał nie potrzebował, jak w Europie, zwalczać przeszkód wynikających ze starych form społecznych, a nie będąc niczem krępowany, mógł z całą swobodą odbywać nieskończony cykl reprodukcji, rozszerzać zakres działania, doskonalić sposoby fabrykacji, zajmować najdogodniejsze punkty, przenosić się z łatwością, zmieniać postacie i wszechwładnie panować na rynku miejscowym. To dawało mu ogromną przewagę nad kapitałem europejskim; był śmielszy, energiczniejszy, bardziej rozzuchwalony. Jeżeli w początkowym okresie produkcja, jaką prowadził, ograniczała się przeważnie do materjałów surowych dostarczanych przedsiębiorstwom metropolji, był to tylko wynik braku odpowiednich rynków miejscowych.
Nie dość tego; kapitał mając możność swobodnego rozwoju, miał także z czego czerpać swoje siły żywotne; olbrzymie grunty plantacyjne, kopalnie złota i srebra, cała masa dziewiczych bogactw natury — stały dla niego otworem.
Z drugiej strony, praca niewolnicza, dziś tak wstrętna dla burżuazji „humanitarnej“, stanowiła przewyborne narzędzie ciągnienia z robotników nadwartości. Niewolnictwo, którego zniesienie wymagało tyle krwi i deklamacyj filantropijnych, cieszyło się uznaniem ze strony tych samych „humanistów“, dopóki zawikłania produkcji towarowej i ciągle rosnący bezład rynkowy nie sprowadził perjodycznych przesileń. Dopiero wobec tych nowych warunków niewolnik, wymagający ciągłej hodowli, zaczął być ciężarem dla kapitalisty; dopiero wtenczas rozbudziły się w nim uczucia humanitarne i zamiłowanie do pracy wolnej, tak łatwo dającej się przystosować do zmiennej natury produkcji.
W początkowych jednak okresach życia kolonjalnego, wyciągano z niewolnictwa ogromne zapasy sił żywotnych, dopuszczając się strasznych nadużyć. Tresowanie całych zastępów łapaczy ludzkiego towaru, polowanie na nich z psami, gwałty, morderstwa, praca z kajdanami na nogach, wymaganie nadludzkich natężeń siły roboczej, wszystko to były środki powszechnie używane w produkcji nowego świata. W. Howitt, naoczny świadek tej gospodarki, wyraża się o niej w następujący sposób: „Barbarzyństwa i straszne okrucieństwa, dokonywane przez tak zw. chrześcijańskie szczepy we wszystkich częściach świata i ze wszystkiemi ludami, które one podbijały, nie mają nic równego sobie w dziejach świata, i żadnej innej rasy, chociażby najdzikszej, najnieokrzesańszej, w najwyższym stopniu niemiłosiernej i bezwstydnej“ (Colonisation and Chrystianity).
Taką była jutrzenka kapitału amerykańskiego, jego sielanka młodości; wyszedł on z niej „cały we krwi od stóp do głowy“, lecz zahartowany, silny, zdatny do potężnego rozwoju.
W miarę tego, jak ginęła tubylcza ludność barbarzyńska, wypierana przez coraz to większe fale emigracji europejskiej, tworzył się rynek wewnętrzny, powołując do życia przeróbcze fabrykacje miejscowe, rozwijały się kapitały przemysłowe, już nietylko w zakresie produkcji surowych materjałów, zależnej od metropolji, lecz i w samodzielnych przedsiębiorstwach gotowych przedmiotów użytku.
Szybki wzrost techniki wytwórczej, bogactwo miejscowych materjałów, (bawełny, węgla, żelaza i t. d.) sprawiły, że przemysł amerykański nietylko na miejscowym rynku z powodzeniem rugował towary europejskie, lecz i na wszechświatowym zdołał wywalczyć sobie stanowisko poważne.
W okresie od 1825 do 1880 r., kiedy ludność wzrastała w stosunku 1:2:3:4½, bogactwa krajowe rosły w stosunku 1:2:6:11:13½ (Stiebeling: Die Wirtschaftliche Entwickelung der Vereinigten Staaten).
Temu wzrostowi bogactw odpowiadało ciągłe rozszerzanie się przemysłu, liczebny wzrost kapitałów działających w produkcji. Kiedy jeszcze w r. 1870-ym stosunek pracującej do całkowitej ludności kraju przedstawiał się jak 100:308, to już w r. 1880-ym był jak 100:288. Liczba mężczyzn, zajętych w przemyśle przez te 10 lat wzrosła o 149%, liczba zaś kobiet o 317%.
Jednocześnie z tem mnożeniem się kapitału i rozszerzaniem zakresu jego działania odbywał się równie szybko wewnętrzny postęp w organizacji produkcji. Rękodzielnicza forma ulegała szybkiemu rozkładowi. Doskonalenie narzędzi pracy pojawianie się coraz to nowych maszyn i systemów wytwarzania, wywoływały ciągły wzrost produkcyjności pracy; w r. 1870-ym producent wytwarzał przeciętnie wartości za 1,469 dolarów, w r. 1880-ym za 1,798 dolarów, t. j. o 22% więcej.
Pociągało to za sobą zmiany w organizacji przemysłu; udoskonalone przedsiębiorstwa, stosujące najnowsze zdobycze wiedzy technicznej, dążyły do wszechwładztwa na polu produkcji; maszyna rugowała ręczne warsztaty, nowa maszyna lub nowy system fabrykacji rugował stary. Konkurencja między temi różnemi formami produkowania prowadziła z konieczności rzeczy do ciągłego koncentrowania się kapitałów i bogactw. Tylko wielki kapitał mógł posiadać fabryki, maszyny, stosować nowe wynalazki, iść za postępem nauki i wymagań rynkowych; to mu dawało zupełną przewagę nad mniejszemi konkurentami i przywilej najstosowniejszego. Taniością produktów, reklamą, wielkim zakresem działania, zwyciężały wielkie przedsiębiorstwa, wywołując zjawisko koncentrowania się kapitałów. Biorąc tylko jedno dziesięciolecie, już spostrzegamy ten olbrzymi proces koncentracji: w r. 1870-ym było warsztatów 252.148 z kapitałem stałym 1.694.567.008 dolarów, t. j. na 1 warsztat — 6.721 dolarów; w r. 1880-ym było warsztatów 253.882, t. j, wzrosło o ½% z kapitałem stałym 2.790.272.600 dolarów, t. j. na 1 warsztat — 10.993 dolary, czyli o 64% więcej (Stiebeling). Jeszcze dobitniej występuje to przy badaniu oddzielnych gałęzi produkcji. Tak np. w szewstwie ilość warsztatów zmniejszyła się o 23%, koncentracja kapitałów wzrosła o 81%. W produkcji narzędzi rolnych, ilość warsztatów zmniejszyła się o 7%, koncentracja kapitałów wzrosła o 138% w przemyśle stalowym i żelaznym — ilość warsztatów zmniejszyła się o 72%, koncentracja kapitałów wzrosła o 427%. Koncentracja z wielką produkcją maszynową zagarnęła już prawie wszystkie gałęzie przemysłu: nawet takie jak szewstwo lub krawiectwo, które w Europie w znacznej części utrzymują się jeszcze na poziomie drobnego rzemiosła, tam zostały ujęte w systemat fabryczny, są prowadzone przez wielkich przedsiębiorców.
Handel także nie pozostał wolnym od wpływu tej koncentracji. New-York, Filadelfia, Chicago, posiadają olbrzymie magazyny, obsługiwane przez tysiące subjektów, (dom Wanamaker w Filadelfji ma 3.800 urzędników) i po 150 miljonów franków rocznego obrotu mające (jak np. dom Steward w New-Yorku). Nawet piwiarnie samodzielnie istniejące są tylko filjami wielkich browarów.
Wyższość zcentralizowanego handlu nad drobną rozprzedażą, polegająca na potędze reklamy, doborze towarów, wielkich oszczędnościach w kosztach administracji, personelu, ruchu, grozi bankructwem masie sklepikarzy. Kiedy koszt brutto wielkiego handlu wynosi około 5%, drobna rozprzedaż pochłania na koszty przedsiębiorstw 20%, a przytem koszty te jeszcze wzrastają wskutek braku organizacji, cechującej wielkie magazyny.
Ciągle wzrastająca przewaga wielkich przedsiębiorstw, postępy techniki wymagające wielkiego zakresu działania, szkodliwe dla przedsiębiorców skutki wzajemnej konkurencji i anarchji rynkowej, wszystko to przyczyniło się do wyłonienia nowych typów gospodarczych — karteli i różnych spekulacyjnych trustów handlowych.
Olbrzymie siły społeczno-wytwórcze, które nowsza technika rozwinęła, wymagały nowych odpowiedniejszych form produkcji, w którychby swobodnie poruszać się i wzrastać mogły, wymagały przejścia z indywidualnej do kooperacyjnej formy, z pojedynczych konkurujących ze sobą przedsiębiorstw do stowarzyszania tych przedsiębiorstw.
Dążności te wystąpiły szczególniej silnie w ostatnim dziesiątku lat. Najprzód pojawiały się tylko czasowe połączenia kapitalistów w celu utrzymania pewnej określonej ceny lub ograniczenia produkcji. Były to stadja przygotowawcze, wykształcające tylko żywioły tej nowej rewolucyjnej siły gospodarczej. Stopniowo powstawały coraz to bardziej rozwinięte związki kartelowe, dążące do skupienia w sobie wszystkich procesów produkcji i obiegu. Kartele surowych materjałów i wyrobów fabrycznych zlewają się w jedną wyższą całość: w rękach jednego zarządu łączy się produkcja dobywająca, przerabiająca, i dostarczanie gotowych już przedmiotów użytku bezpośrednio nabywcom. Kartel ruguje klasę pośredników — kupców; zaciera różnicę między wsią a miastem, jednocząc w sobie na podobieństwo starożytnego oikosu wszystkie funkcje producentów i pośredników.
Proces kartelizacji może rozwinąć się jeszcze dalej: prowincjonalne i narodowe związki przedsiębiorców dążą do połączenia się ze związkami innych gałęzi przemysłu; konwencje wewnątrz-państwowe rozszerzają się na między-państwowe; jednem słowem — w procesie kartelizacyjnym nowożytnego kapitalizmu zarysowuje się coraz to wyraźniejsza dążność do zamienienia państwa w jednolity organizm gospodarczy. Jest to dążność czysto techniczna, zobaczymy jednak w dalszym ciągu, jak ta techniczna dążność wywołała odpowiednie sobie żądania klas społecznych i ze ślepej siły staje się świadomą, ludzką.
Jak szybko rozwija się forma kartelowa produkcji amerykańskiej sądzić można z ostatnich lat kilku.
W 1888 r, było 21 karteli, w 89 r. — 59, w 90 r, przybywa dwadzieścia kilka nowych. Procesowi temu podlegają coraz to nowsze gałęzie przemysłu. Dzisiaj już takie przedsiębiorstwa, jak żelaza, stali, narzędzi i maszyn rolniczych, papieru, soli, nafty, cukru, oleju, wyrobów szklanych, gazu i wiele innych, zostały skartelowane.
W ostatnich czasach pojawiają się nowsze: kartele kolei żelaznych, żeglugi parowej (konwencja amerykańsko-europejska komunikacji oceanowej) kartele przedsiębiorstw krochmalnianych, skórzanych, gumowych, pończoszniczych, granitowych, kartele wielkich młynów, browarów, kopalni węgla, fabryk tytoniowych i t. d.
Ażeby zrozumieć zasadnicze cechy tych nowych przedsiębiorstw kartelowych i ocenić ich doniosłość rewolucyjną w dzisiejszej produkcji, weźmy dla przykładu kartel naftowy. Produkuje on 3/4 nafty amerykańskiej; kraj cały uważa za swój rynek, którego potrzeby z góry określa i zaspokaja. Prowadząc zorganizowaną i racjonalną produkcję — usuwa wszelką niepewność sprzedaży, uniemożliwia pojawianie się kryzysów rynkowych dla swoich wytworów. Posiada on olbrzymie grunta ze źródłami nafty, rafinerje i własne magazyny sprzedaży cząstkowej rozrzucone po całym kraju. Ogólny zarząd prowadzi wszystkie czynności, a wszelkie ulepszenia techniczne zostają natychmiast wprowadzane do zakładów kartelu.
Taka organizacja przedsiębiorstwa podkopuje zasadnicze cechy gospodarki kapitalistycznej. Na miejsce chaosu rynkowego, walki konkurencyjnej, bezładnej produkcji wpadającej periodycznie w przesilenia, przedsiębiorstw podzielonych między różne kategorje nieprzychylnych sobie producentów (właścicieli ziemskich, fabrykantów, kupców), kartele wprowadzają nowe, nieznane dotąd czynniki. Produkcja zgóry określona, zastosowana zostaje do rzeczywistych potrzeb rynku; ceny są określone; wszystkie fazy przedsiębiorstwa (dobywanie materjałów surowych, przeróbka ich i sprzedaż) ześrodkowane w jednym zarządzie. Racjonalizm gospodarczy, zniesienie swobodnej konkurencji, wyrugowanie pośredników-kupców, zcentralizowana jednolitość produkcji narodowej — oto są dążności występujące coraz silniej w rozwijającym się ruchu kartelowym. Dążności te, wprowadzając na miejsce bezmyślnych zapasów indywidualnych — zorganizowaną spółdzielczość sił produkcyjnych, tem samem przekształcają życie społeczne i niszczą podstawy kapitalizmu.
Są to, jak zaznaczyliśmy wyżej, dążności nieświadome, dążności rzeczowej ewolucji, wypływającej z postępów techniki gospodarczej i niezliczonej masy różnych antagonizmów i zawikłań, jakie cechują dzisiejsze życie społeczne.
Lecz ta nieświadoma siła niszcząca powołuje do życia inne. Przedsiębiorstwa kartelowe są monopolem wielkich kapitalistów, a istniejąc w tej formie, tyranizują swoim uciskiem wszystkie inne klasy społeczne. Zapomocą swej ześrodkowanej gospodarki, umożliwiającej stosowanie wszelkich wynalazków technicznych i ulepszeń w systemach fabrykacji, podnoszą one w niebywałym stosunku wytwórczość pracy ludzkiej, czyniąc przez to zbyteczną całą masę dotąd zajętych rąk roboczych. Skutkiem tego klasa robotnicza przechodzi okres wielkiej doniosłości społecznej. Wyrzucane na bruk masy najmitów zwiększają ciągle zapasową armję proletarjatu — specjalny rodzaj poszukującego pracy włóczęgostwa; zależnie zaś od tego przekształcają się i bojowe stanowiska najmitów, pierzchają ich nadzieje osiągnięcia dobrobytu na gruncie istniejącego ustroju, wszczepiają się coraz silniej ideały nowego porządku. W taki sposób nieświadoma siła, nurtująca w postaci procesu kartelującego dzisiejszą produkcję, wywołuje i rozwija siłę świadomą — ludzką.[1]
Oddziaływanie tego nowożytnego kapitalizmu na klasę najemniczą przejawia się jaskrawo w Stanach Zjednoczonych. Wytworzył on dwumiljonowy tłum t. zw. włóczęgów bez zajęcia, którego jeszcze w 1860 r. nie było ani śladu; przytem przyczynił się w znacznej części do rozszerzenia wpływów socjalno-demokratycznych partyj na proletarjat amerykański.
Jaki jest ostateczny wynik ekonomiczny tego ewolucyjnego procesu w gospodarstwie społecznem, poucza nas krótka i jasna tablica, zamieszczona w kalendarzu „National Economist“ z zapytaniem „kto posiada kraj“ (oceniony w ogólnej sumie bogactw wyrażonych dolarami):

200 osób posiada wartość 4.000.000.000 dolarów
400 4.000.000.000
1000 5.000.000.000
2500 6.250.000.000
7000 7.000.000.000
20000 10.000.000.000

31100 osób posiada wartość 36.250.000.000 dolarów.

Innemi słowy: 3/5 całkowitego majątku Stanów Zjednoczonych (wynoszącego 60 miljardów dolarów) jest w ręku 2‰ części narodu.
Zobaczmy teraz, jak ten rozwój ekonomiczny oddziaływa na klasę fermerów i jaką drogą doprowadził ją do zajęcia razem z proletarjatem stanowiska rewolucyjnego.

Przypisy

  1. Nie twierdzimy jednak, że to są jedyne czynniki tej ewolucji psychicznej.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Abramowski.