Nocleg hetmański/Część druga

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ludwik Kondratowicz
Tytuł Nocleg hetmański
Podtytuł Część druga
Pochodzenie Poezye Ludwika Kondratowicza/Tom III
Data wydania 1908
Wydawnictwo Wydawnictwo Karola Miarki
Miejsce wyd. Mikołów-Warszawa
Źródło skany na commons
Indeks stron
CZĘŚĆ DRUGA.

I.

Wkrótce mu dano hełm, pancerz i zbroję,
Proporczyk, pałasz, rusznicę do strzału,

Hrehory zrzucił skromne suknie swoje,
Czamarę wilczą i płaszcz z samodziału.
Spojrzał ze wstydem na stare odziże,
Jakby je chować za brzydki miał zakał,
Rzucił na drodze — niech kto chce zabierze, —
I ani westchnął, i ani zapłakał.
Pysznił się, w nowe przystrojony wdzięki,
Jak wyłuzane z poczwarki motyle;
Nie uszanował wieśniaczej sukienki,
W której u ojca przechodził lat tyle.
Patrzała na to drużyna wojacka
Lecz nikt nie ostrzegł w hetmańskim taborze,
Że taka wzgarda - to rzecz świętokradzka,
Za którą Pan Bóg rozgniewać się może.

II.

Hetman, nim wojsko przyszło do stolicy,
Już Hrehoremu opieki udziela
Stary pancerny, Derszniak z Rokietnicy,
Był mu dodany za nauczyciela.
Człek to bywały w bojowem rzemiośle,
Towarzysz broni Tarnowskiego Jana,
I wiedział hetman, że wszędy wygrana,
Kędy Derszniaka z Rokietnicy pośle.
On na hetmańskiej starzejąc posłudze,
Nie miał ni domu, ni żony, ni syna;
Nie chciał spoczynku, kędy domy cudze,
Obóz — to jego i dom, i rodzina.
Z nawisłem czołem, z pochyloną głową,
Z długiemi wąsy aż do pół pancerza,
Nie lubił z długą rozerzać się mową;
A kiedy wzrokiem do kogo wymierza,
Tobyś powiedział: błyskawica z chmury,
Albo rozbójnik, albo wilk ponury.
Nie był on wszakże ni wilkiem, ni zbójem,
Lecz tylko ostrym żołnierzem z natury.
Duch jego błogim cieszył się spokojem,
Choć czoło w groźne nafałdował chmury.

Wpatrzył się, wsłuchał w Tarnowskiego postać,
Był niby drugim hetmana obrazem,
Nietylko myślał jakby mężnym zostać,
Był to koronny obywatel razem.
Nieraz się śmiała żołnierzów gromada,
Gdy zamiast dzielić ich z czarką zabawy,
Przy smolnym szczepie wieczorem zasiada,
Czyta jak prawnik sejmowe ustawy,
Lub, gdy zabraknie słuchaczów hussarzy,
O rzeczach państwa sam ze sobą gwarzy.
Koń jego tuczny, czysty, pełen cnoty,
Bo sam go czyści, i karmi, i poi.
Jakby w zwierciadle przejrzysz mu się w zbroi,
Choć stary Derszniak nie jeździł w zaloty.
Najgłośniej śpiewał modlitwy i marsze,
I różnych piosnek posiadał niemało, —
A wszystkie piosnki raźniejsze i starsze,
Niż te, co dzisiaj rycerstwo śpiewało.
Derszniak był pierwszym — gdy się w szable grzmocą,
I bił się dobrze, i rozumiał o co.

III

Takiego człeka niezachwianej wierze
Hetman poruczył Sulimę Hrehora;
Przyszli na nocleg — i tegoż wieczora
Wespół z Derszniakiem stanął na kwaterze.
Gdy wytchły konie unużone drogą,
Kiedy się służba krząta do wieczerzy,
Piersi wyzute z żelaznych pancerzy,
Kiedy swobodniej oddychać już mogą,
Siedli przy smolnem ognisku łuczywy
Młody Sulima i pan Derszniak siwy.
Starzec z początku coś dumał w milczeniu;
Potem z ukosa spojrzał na pacholę,
Uderzył z wolna po jego ramieniu
I szorstką ręką pogłaskał po czole.
— Aha młodzieńcze! wczora o tej porze

Ani myślałeś być chwycon z nienacka;
Byłeś przy matce w rodzinnej komorze,
Strugałeś sobie do zabawki cacka,
Przez noc zmężniałeś i urosłeś zda się,
I małe dziecko wyszło na hussarza.
Chciałbyś powrócić — ale już po czasie,
Musisz rad nierad iść, gdzie dola zdarza...
A szkoda matki, ciepłego zapiecka,
Szkoda braciszka, szkoda swojej strony!
Tutaj nikt miodem nie nakarmi dziecka,
Nikt nie ulula, kiedyś snem zmorzony!

IV.

Tak stary husarz z uśmiechem przyjaźni
Gwarzył, w nadziei, że chłopię rozdraźni;
Bo chciał się pośmiać z łez małego zucha
I pochamować niewczesne płakanie.
Ale Hrehory niecierpliwie słucha...
— Wstydźcie się bredzić, miłościwy panie!
Czego żałować matki albo brata,
Żałować nędzy, która nas tak gniecie?
Co mi tam chata! u mnie wszędzie chata,
Piękniejsze chaty zobaczę na świecie.
A nasze strony niewesołe, leśne,
Wilk tylko zajrzy do naszej ustroni;
Ja tutaj w gwarze obozowym wskrzesnę,
Zwyknę do konia, zuczę się do broni.
Pójdę na wojnę, na rycerskie harce,
Zdobędę sławę i pieniędzy dosyć;
Głupiecby chyba, mogąc złoto nosić,
Tęsknił po swojej siermiężnej czamarce!...

V.

Przykro ta mowa ubodła Derszniaka,
Więc brwi namarszczył i wąsy najeża:
Waść, jako widzę, stworzon na żołdaka,
Nie na chrobrego polskiego rycerza!

Powiedz mi, proszę, jak się waści zdawa,
Na co się przyda wojenna wyprawa?
— Na co się przyda?!... to śmiesznie pytacie!
Bronić ojczyzny od obcej napaści!
Derszniak odfuknął: Gdzież ojczyzna waści,
Jeśli nie tęsknisz ku rodzinnej chacie?
Jeżeli walczysz dla marnych pieniędzy?
Jeśli ci wstydno twego ojca nędzy?...
Bronić ojczyzny!! — A wieszże, młokosie,
Co jest ojczyzna? — Oto ja ci powiem:
Starzy ją zwali swem życiem, swem zdrowiem,
Służąc jej wiernie w złym i w dobrym losie.
Co jest ojczyzna? — To twej chaty ściany,
To dach twój stary, słomą poszywany,
To zagon żyta, co cię karmi w głodzie,
Z rzeczki twej woda, co cię rzeźwi w lecie,
To piękność dziewcząt, co ci serce bodzie,
To twoje niebo najpiękniejsze w świecie,
Smak twego jabłka, cień twojej jabłoni,
To dzwon kościelny, co ci na Mszę dzwoni,
To twoich sejmów trwałość i swoboda,
To twego ojca osiwiała broda...
Oto ojczyzna — za jednym wyrazem;
Wszędzie cząstkami i pospołu razem.
Takiej ojczyzny od Tatarów bronim,
Taką kochamy, jesteśmy z niej hardzi;
Lecz kto ojcowską zagrodą pogardzi
Już się rycerza nie spodziewaj po nim;
Pójdzie na wojnę — nawet krew przeleje,
Lecz mu na czole wyryta sromota;
Godzina próby łacno go zachwieje
Marnym postrachem albo garścią złota.
Och! nim złą dolę przyniesie rodzinie,
Niechaj go pierwsza kula nie ominie!

VI.

Tu stary Derszniak potarł się po czole,
Pokraśniał cały, jak makiem zakwitnął,

Wziął konew miodu stojącą na stole,
Wypił z pospiechem i zębami zgrzytnął.
Rzucił na ławę swój kaftan z kolczugi,
Na wiązkę słomy rzucił się jak długi,
I słychać było, że boleśnie płacze.
Po chwili zasnął, przytulon do kąta.
A gdy pobudkę zagrali surmacze,
Najrańszy ptaszek w chorągwi się krząta.
On pierwszy dojrzy, czy dobrze rozdano
Dla koni wodę, i owies, i siano.

VII

Na jego słowa czuł biedny Hrehory,
Że go przebiegły niespokojne dreszcze.
Lecz insi w śmiechy: At, zważałbyś jeszcze!
On zawsze taki, na śledzionę chory.
Dajcie mu pokój, niech sobie gawędzi,
Niech sobie płacze, niech się we śnie miota:
Czy to deszcz pada, czy to Derszmak zrzędzi,
Przy takim szmerze spać większa ochota.
Więc nie zważajmy na jego pacierze,
Bo jego z dawna natura już taka.
Waści pan hetman na opiekę bierze.
To więcej znaczy, niż łaska Derszmaka.
Chociaś młodziuchny, lecz dobra otucha,
Konia dosiędziesz, nie kwilisz po domu.
Pan hetman ciebie uściskał bez sromu;
Znaczno, żeś pełen rycerskiego ducha;
My cię wyuczym, jak się wroga bije!...
Tak go cieszyli bracia chorągiewni;
Młody Hrehory płaczem się rozrzewni,
Wszystkim husarzom rzucał się na szyje.
I miód przynieśli, i kolej wypili,
Szedł jeden puhar, potem drugi spory;
Z całą chorągwią już młody Hrehory,
Jak gdyby z bracią, zżył się w jednej chwili.
Niktby nie zgadnął, że ten chłopak żywy

Był jeszcze wczoraj wioskowym niezdarą,
Strugał dla siebie szabelkę z łuczywy,
Nosił opończę siermiężną a starą.
Dziwna w dniu jednym stała się odmiana:
Całej przeszłości już i pamięć traci.
On w nich pokochał kolegów i braci,
Oni w Hrehorym pieszczoty hetmana.

VIII.

Zagrano sygnał, jak porządek każe.
Gdy kogut północ zaśpiewał nad głową,
Jedni pobiegli odprawować straże,
Drudzy opatrzyć czeladź obozową,
Insi do wioski na płoche zaloty,
Insi obejrzeć obozowe stajnie,
Tylko Hrehory coś śni nadzwyczajnie
O chwale bitew, o przyszłości złotej!
A stary Derszniak rzuca się na słomie,
Coś rozespany niedorzecznie prawi,
Za jakiemś widmem goni niewidomie,
Komuś złorzeczy, komuś błogosławi,
Jakieś układa plany i zamiary,
Dziwaczy we śnie — zwyczajnie jak stary.

IX.

Od pierwszej chwili, od pierwszej rozmowy
Już mu Hrehory nie przypadł do duszy,
I przed hetmanem wydał sąd takowy,
Że o swym uczniu nieszczególnie tuszy,
Że z takich ludzi nie będą rycerze,
Jeno żołdacy, nieróżni od innych.
Hetman go sfukał, że ze słów dziecinnych
Już zaraz miarę o człowieku bierze.
I oddał uczyć młodzieży ochoczej:
Jak się broń dzierży, jak kopia toczy,
Jako się rumak utrzymuje syto,
Jak trzeba umieć niedospać w potrzebie,
Jak się obywać o wodzie i chlebie,

Jak trzeba kochać sprawę pospolitą,
Hrehory z wszystkiem obeznał się snadnie,
Co przyzwoite dla mężnego człeka
W kościele Bożym modli się przykładnie,
Bierze naukę, od ksiąg nie ucieka.
Nieco od braci łaciny zaznawszy,
Często z bratniego wymykał się grona,
Czytywał rozdział z Tacyta ciekawszy,
Lub jaką grzmiącą mowę Cycerona.
Derszniak go mając na życzliwej pieczy,
W swobodną chwilę często przed nim gwarzy
Dzieje domowej Pospolitej rzeczy,
Dawa mu czytać swoich kronikarzy,
Wzorem dostojnych mężów w Europie
Ku wielkim celom jego serce budzi.
Z Dziejów Długosza wyczytuje chłopię
O czynach królów i rycerskich ludzi.
Tam Chrobry wielkim podziwem uderza,
Tam Krzywousty doznany w żołnierce,
Tam dobroczynna ręka Kazimierza,
Tam Oleśnickich płomieniste serce,
A resztę Derszniak na ostatek chowa
Z żywej pamięci co mu było znanem.
Na samym końcu wielki Jan z Tarnowa
Jak posąg bóstwa stawa przed młodzianem.
Hańba, kto serca rycerskiego me ma,
Kto, będąc dziejów macierzystych świadom
I wielkich ludzi mając przed oczyma,
Nie dał się zacnym zhołdowac przykładom.

X.

Lecz nim zbawienne rozrosło się ziarno,
Umarł sędziwy Derszniak z Rokietnicy.
Młodsi, weselsi, lepsi rówiennicy
Do Hrehorego uprzejmie się garną.
Przy nich zapomniał starca przez półrocze.
Mawiał: Pracujmy dla sławy i chleba!

Dwóch tylko rzeczy człowiekowi trzeba:
Mieć dobrą szablę i serce ochocze.
A przy hetmana życzliwej opiece,
Pełniąc na wojnie, co powinność każe,
Można już sobie nie dbać tak dalece,
Co tam napiszą o nas kronikarze.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ludwik Kondratowicz.