Noc letnia (fragment)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Polskiemu dziecku Noc letnia (fragment) • Poezje Władysława Bełzy • Poezje mniejsze • Władysław Bełza Ojczyzna
Polskiemu dziecku Noc letnia (fragment)
Poezje Władysława Bełzy
Poezje mniejsze
Władysław Bełza
Ojczyzna

O, nocy letnia! — Srebrnej rosy zdroje
Padają cicho na ziemię spragnioną,
Na twe skinienie tulą się powoje,
Róża zamyka pierś roznamiętnioną,
I młode dziewczę o twarzyczce bladej,
O swym kochanku marzące w drzew cieniu,
Z ufnością dziecka, które nie zna zdrady,
Główkę swą składa na twojem ramieniu.

Nocy! o jakże twej ciszy spragnieni
Ci, których nędzy bliźni nie podeprze —
Pod twoje słodkie skrzydła przytuleni,
Na twardem dzisiaj — marzą jutro lepsze.
O! w tobie oni niech znajdą obrońcę!
Ty sen im błogi zeszlij na powieki,
Każ, by ich jutro nie budziło słońce,
Jutro niepewne — niechaj spią na wieki!

O, nocy letnia! gwiazd złotych królowo,
Co ciszę siejesz w gwar miasta i wioski,
Której zaklęcia czarodziejskie słowo
Ból ubezwładnia i usypia troski,
Co płaszcz swój szary rozwiewasz szeroko,
Aby niem nakryć męki i katusze,
Co dla spraw ziemskich zamykasz nam oko,
A na niebieskie otwierasz nam duszę —

O, nocy letniej ciszy utajona!
W niemej modlitwie twoich łąk i gajów,
W ciszy twych jezior, w westchnieniu ruczajów
I sama w sobie — bądź błogosławiona!

Kiedy się wsłucham w twą czarowną ciszę
I uchem mojem nocne szmery łowię,
Badam twój oddech i wyraźnie słyszę,
Jak się w twem cieniu modlą aniołowie.
Wieczorna zorza, jak lampa zamglona,
Niepewnym blaskiem miga na lazurze,
I słyszę jęki z głębin ziemi łona,
Na skrzydłach twoich płynące ku górze.

Leśne ptaszęta, kwiaty i płaz lichy,
Wzorzyste łąki i zamierzchłe knieje,
W twojem objęciu znajdują sen cichy
I pokrzepienie i jutra nadzieję.
Wszystkich utulasz w matczyne ramiona,
Chłodną im ręką ścierasz krople znoju,
Dla wszystkich jesteś równie upragnioną,
Tylko dla zbrodni nie znasz ty pokoju.

O nocy! dla niej straszne są twe cienie!
Jak blade widmo stajesz przed oczyma,
Na czole twojem iskrzą się płomienie
Jak u bram piekła: „tu nadziei nie ma!”
I próżno zbrodzień w twoją głębię czarną
Ucieka, ciszy łaknąc w twoim cieniu;
Bo choć mu spuścisz snu makowe ziarno,
Choć sen dasz oczom — nie dasz go sumieniu!
W twym chłodzie jego nie ostyga czoło,
W twej ciszy burza gra w sercu Kaina —
I gdy cię wszystko błogosławi w koło,
On jeden tylko twą ciszę przeklina!


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Bełza.