Niespokojni (Lipski, 2015)/Joanna IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leon Lipschütz
Tytuł Niespokojni
Rozdział Joanna IV
Pochodzenie Powrót
Wydawca Instytut Literacki „Kultura” — Instytut Książki
Data wydania 2015
Miejsce wyd. Paryż — Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cała powieść
Pobierz jako: Pobierz Cała powieść jako ePub Pobierz Cała powieść jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała powieść jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)

Cała książka
Indeks stron


Joanna IV

Pokój Joanny był nieduży, lecz bardzo przyjemny; naprawdę.
Kwadratowy prawie tapczan, najrozmaitsze stopnie światła sztucznego i dziennego, dużo luster, w niszy — pianino. Naprawdę bardzo przyjemny.
Gdy Emil wszedł, ona czytała Lothara Romancę F-dur.
— To jest inteligentnie napisana książka — zauważył, a Joanna zaczerwieniła się, bo właśnie pod wpływem tej książki zaczęła pisać pamiętnik.
On przyjrzał się jej dokładnie: to była twarz Ewy, tylko utrwalona jakby, ustalona, z dokładnie wyrzeźbionymi rysami i nieco, nieco brzydsza, a raczej zbyt jednoznaczna, a to „nieco” — to była przepaść.
— Przyszedłem do ciebie w sprawie Ewy.
— A kiedy przychodzisz w innej sprawie?
— Chciałabyś, żebym przychodził w innej?
W odpowiedzi wzruszenie ramion.
— Czy mogłabyś mi wymienić wszystkich członków rodziny Ewy, którzy byli... powiedzmy, szczególni. Nie chciałbym używać innego wyrażenia. I opowiedzieć, pod jakim względem tacy byli. Interesują mnie zwłaszcza dziadkowie i rodzice.
— O dziadkach wiem mało. Krąży po rodzinie pogłoska, że jak dziadek miał się ożenić, to do swojej narzeczonej, która mieszkała w innym mieście, napisał: „Nie mogę wyjść za ciebie za mąż, bo pod podłogą Akademii Umiejętności leży gówno”.
— I co było z nim dalej?
— No, ożenił się. Bzik minął. Zresztą nie wiem.
„Skłonności interseksualne plus schizofrenia”.
— A z czyjej strony był to dziadek: matki czy ojca?
— Matki. Brat dziadka ze strony ojca popełnił, zdaje się, samobójstwo.
— Jak?
— Wiesz, teraz sobie przypomniałam. Zdjął dzwonek z budzika, takiego dużego, kuchennego budzika i uwiązał u części, która się odkręca przy dzwonieniu, sznurek. Drugi jego koniec przymocował do kurka gazowego. Obstawił budzik tomami encyklopedii Brockhausa, nastawił na dzwonienie, wziął trzy tabletki weronalu i położył się spać. A budzik już sam otworzył kurek od gazu.
„Ale to musiał być typ... ”
— Dalsi.
— Z obecnie żyjących to wiem coś jeszcze o ciotce Ewy, Mirze (naprawdę to ona nazywa się chyba Franciszka). Jest tancerką. Objechała pół świata, ale to jej nie wystarcza. Ona nie jeździ dla tańczenia, ona jeździ dla zmiany miejsca.
— A jak ci się zdaje, dlaczego mi Ewa o tym nie powiedziała?
— Po prostu zapomniała. Tak sądzę.
— Więcej nic sobie nie przypominasz?
— Nic.
Emil położył się na tapczanie.
— A teraz ja chciałam spytać o coś: co robi Janek?
— Nie przychodzi do ciebie więcej?
— Nie.
— Wiesz, że ja nie wiem, co on robi. Widziałem go z jakąś rudą dziewczyną na koncercie Hoffmana. Potem wygłupialiśmy się razem. Ta ruda dziewczyna — bardzo blada i ładna — szła o sto metrów przed nami i udawała prostytutkę. Starszy pan w futrze i meloniku krążył dookoła niej, a myśmy tak chodzili, że płoszyliśmy tego starszego pana, gdy ją chciał zaczepić. Stary był zrozpaczony.
— Tę rudą widziałam. Ale czy ty myślisz, że nie ma nic między Ewą i Jankiem?
— Nie... nie myślałem o tym.
Nagle ucieszył się. „Zresztą Ewa wszystko mi mówi”. Zaczerwienił się. „Czym bardziej przykre, tym dokładniej”.
— Ja też nie wiem. Tylko pytałam. Bo Janek jest świnia.
— Wiem o tym. Urocza świnia.
„A Ewa by to zrobiła z przyjemnością. To wszystko by było dla mnie wyjątkowo przykre. Nie wiem właściwie, dlaczego tego nie zrobili“.
Emil oparł się o poduszki. Na tapczanie można było leżeć we wszystkich kierunkach: kręcić się dookoła własnej osi w pozycji poziomej. Poprosił ją o papier, na którym napisał: — Poszukać w „Acta Psychologica” Szondi: Analysis of Marriage 38 r. (?)
— Czy to prawda, że jesteś taka dyskretna?
— Tak mówią.
— Jak tak mówią; to opinia zobowiązuje. Więc dobrze.
I był już teraz spokojny.



Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.