Na morzu polarnem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Albatros Na morzu polarnem • ze zbioru Poezye T. 2 • Kazimierz Przerwa-Tetmajer Filozofia miłości
Albatros Na morzu polarnem
ze zbioru Poezye T. 2
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Filozofia miłości

Śnieg rozciągnięty w przestrzeń, pustą nieskończoną
Skrzy w słońcu i tysiącznym odblaskiem się mieni,
Jakby rozprysł się po nim pył z drogich kamieni,
W którym rozżarzonego skry metalu płoną.

Biały niedźwiedź powolnym, ciężkim idzie krokiem
Błyszcząc jasno; cień za nim ciemny, długi sunie —
Idzie ku słońca świetnie odstrzelonej łunie
Od gór lodowych, widnych hen pod nieba stokiem.

Tu bliżej, czyliż jodły wzrosły w śnieżnej bieli,
A miast gałęzi sople zwisły im błyszczące
Z konarów?... U stóp jodeł ludzie, patrzą w słońce,
Ale tak nieruchomi są, jakby posnęli...

To nie jodły, to maszty obmarzłe korwety,
Co pruć nie mogła ściętej w lód dokoła fali;
Ci ludzie na pokładzie nie śpią, lecz skostniali
Padli tam, zda się skórą pokryte szkielety.

Pootulane w futrach osrebrzonych szronem
Sztywne posągi, twardem dłutem śmierci kute — —
Snać opuścili mroźną, pochlebną kajutę,
By patrzeć, czy lód taje pod niebem zognionem?

Cisza i spokój śmierci... Od wschodu z ukosa
Ogromne słońce, świecąc straszliwie jaskrawo,
Na śniegi i na okręt bucha blasków lawą
I płomienistą łunę wlecze przez niebiosa.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Przerwa-Tetmajer.