Na Skalnem Podhalu T. 1/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz
Przerwa-Tetmajer
Tytuł Przedmowa
Pochodzenie Na Skalnem Podhalu T. 1
Data wydania 1903
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk Wł. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
PRZEDMOWA.
Na Skalnem Podhalu ornament (5).jpg

Opowiadania moje »Na Skalnem Podhalu« nie są ani powtórzeniem oryginalnych opowieści góralskich, ani waryacyami na ich temat; są one snute wyłącznie z mojej wyobraźni. Co przenoszę charakterystycznego z ust ludu: notuję w przypisku: autentyczne; pieśni oryginalne, które słyszałem śpiewane, odznaczam cudzysłowem. (Psuję tem może zewnętrzną harmonię książki, ale nie chcę, aby uchodziły za moje kompozycye, gdy niemi nie są).
Sposobu wymawiania niektórych liter u Podhalanów nie mogłem uwidocznić tak, jakby należało, gdyż do tego musiałbym używać specyalnych naukowych znaków, których belletrystyka nie znosi. Kto zna gwarę podtatrzańską, będzie wiedział, jak trzeba wymawiać; kto nie, lepiej, żeby wymawiał trochę błędnie, niż zupełnie źle. Zresztą to mała rzecz. Podhalanie mają swój odrębny sposób wymawiania samogłosek w pewnych połączeniach (n. p. spocywa, tańcujęcy etc., należy wymawiać, jak Rienzi; syba nieco twardziej, niż francuskie si etc.); również mają oni całą ogromną ilość swoich własnych zwrotów (widziałek go iść, ty będzies moją być etc.); robią często błędy gramatyczne (nie obraził , przy koniowi etc.). Nie chcę mnożyć przykładów. Wymowa zresztą jest zmienna, jak i u inteligencyi. Ten sam Góral może powiedzieć: będziemy, bedziemy, beemy, bemy, budziemy; kce lub fce; wnet lub hnet etc. Nie chciałem, aby mój język był sztywniejszy, niż w naturze.
Jest nakoniec cała masa specyalnych podhalańskich wyrazów, którychby nikt z szerszej publiczności zrozumieć nie mógł. Gdybym n. p. napisał: Osotał się, nie sobkał mocki, hoć luto było słuhać, jak nad nim jojceli (opamiętał się, nie żalił się bardzo [nie jęczał, coś w tym rodzaju], choć litość brała słuchać, jak nad nim biadali); albo: pąk się końdek hore (posuń się trochę w górę); otukno mi było onacyć samemu po ćmie dolinami, kiek zamirknom (straszno lub smutno mi było iść [obracać się, wykonywać coś] samemu w nocy po dolinie, kiedy się zmierzchło). i t. p. i t. p. i t. p.: toby tego nikt nie zrozumiał. Otóż używam wprawdzie od czasu do czasu tych obcych reszcie polskiego języka słów, ale staram się ich nie nadużywać, aby czytania nie utrudniać.
Tu trzeba także zaznaczyć, iż góralskie je nie jest wcale ogólnem chłopskiem je zamiast jest, gdyż jest wymawiają oni wyraźnie (n. p. on je jest taki); jestto jakby wzmocnienie zaimka on, przy nim tylko stawiane (n. p. on je fainy cłek, lub on je jest fajny cłek); nakoniec, iż Podhalanie mają swoje specyalne dźwięki, od których lubią zaczynać zdanie: zej, zje, ze, oprócz ogólnie używanych e, hej etc.
Wiele jest zwrotów wziętych ze Słowaczczyzny, zwłaszcza z Orawy (n. p. na mój sto prawdu), wiele ztamtąd sposobów wymawiania i słów (np. cirny (czarny), tę jamu (jamę), hore (w górę), dołu (na dół) etc. Gdzie uważam za konieczne, daję objaśnienia w przypisku.
Artystycznem założeniem mojem było, aby rzeczy stworzone i opowiadane przeze mnie wyglądały tak, jakby się stały naprawdę i opowiedziane były przez chłopów. Drogowskazy miałem dwa: jeden, żem się między Góralami urodził i wychował; drugi: ich pieśni, których znam chyba tysiąc.
Mógłbym za motto położyć genialny dwuwiersz Goethego:

Wer den Dichter will verstehen,
Muss in Dichters Lande gehen...


Opowiadania moje są z czasów przeszłych, lat temu kilkadziesiąt, sto i więcej — z tej epoki, kiedy powstawać mogły dziś jeszcze śpiewane starsze pieśni, łatwo się dające odróżnić od nowych (przedewszystkiem dlatego, że nowe są wogóle bardzo liche i pozbawione charakteru). Była epoka, o której śpiewają:

»Pogniły jawory i limbowe lasy,
Ka się nom podziały starodowne casy...«

albo:

»nase dobre casy...«

Jaworów już jest bardzo mało, limbowe lasy dawno pogniły. Została o nich tylko pamięć.

Zakopane 2 grudnia 1902.


Na Skalnem Podhalu ornament (4).jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Kazimierz Przerwa-Tetmajer.