Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/008

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sposób wymawiania samogłosek w pewnych połączeniach (n. p. spocywa, tańcujęcy etc., należy wymawiać, jak Rienzi; syba nieco twardziej, niż francuskie si etc.); również mają oni całą ogromną ilość swoich własnych zwrotów (widziałek go iść, ty będzies moją być etc.); robią często błędy gramatyczne (nie obraził , przy koniowi etc.). Nie chcę mnożyć przykładów. Wymowa zresztą jest zmienna, jak i u inteligencyi. Ten sam Góral może powiedzieć: będziemy, bedziemy, beemy, bemy, budziemy; kce lub fce; wnet lub hnet etc. Nie chciałem, aby mój język był sztywniejszy, niż w naturze.
Jest nakoniec cała masa specyalnych podhalańskich wyrazów, którychby nikt z szerszej publiczności zrozumieć nie mógł. Gdybym n. p. napisał: Osotał się, nie sobkał mocki, hoć luto było słuhać, jak nad nim jojceli (opamiętał się, nie żalił się bardzo [nie jęczał, coś w tym rodzaju], choć litość brała słuchać, jak nad nim biadali); albo: pąk się końdek hore (posuń się trochę w górę); otukno mi było onacyć samemu po ćmie dolinami, kiek zamirknom (straszno lub smutno mi było iść [obracać się, wykonywać coś] samemu w nocy po dolinie, kiedy się zmierzchło). i t. p. i t. p. i t. p.: toby tego nikt nie zrozumiał. Otóż używam wprawdzie od czasu do czasu tych obcych reszcie pol-