Myszeis/Pieśń I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Krasicki
Tytuł Dzieła Krasickiego
Podtytuł Myszeis
Data wydania 1830
Wydawnictwo U Barbezata
Miejsce wyd. Paryż
Źródło skany na Commons
Indeks stron
PIEŚŃ I.


Król Popiel, odrodny od swoich przodków, zaniechawszy ćwiczeń rycerskich, pędzi życie w biesiadach i rozkoszach. Naprzód polubił myszy, lecz potem dostawszy Mruczysława kota, robi go swoim faworytem, i daje rozkaz wygubienia myszy w całym kraju.


Wy, co śpiewacie bohatyrów dzieła,
I świat dziwicie cudy rozlicznemi;
Jeźli was sława ich wielka ujęła,
I praca, którą stali się zacnemi;
Pozwólcie nucić to, co przedsięwzięła
Nie Muza, zdjęta duchami wieszczemi,
Ale wierszopis, pracujący w ciszy,
Nie dla rycerzy walecznych, lecz myszy.

Cóż kiedy myszy sławnego zrobiły?
Rzecze zuchwale krytyk mniej wiadomy:
Próżnym ciężarem i szkodliwym były;
Zwierząt odrodki, płód gnuśny, poziomy.
Rzuć tylko okiem na straszne mogiły,
Jeśliś Kruszwickich okolic świadomy;
Tam potężnego zbyt nieprzyjaciela,
Zagryzły mężnie xiążęcia Popiela.

Rozległe pola i żyzne oblewa
Gopło, jezioro wiekopomnie sławne;
Zdobią go cieniem ponadbrzeżne drzewa,
Brzozy, topole, buki starodawne.
Ptactwo rozliczne tam schronienie miewa,
I echo wrzaskiem sprawuje zabawne:
Doliny, wzgórki zielone i żywe
Miłą patrzącym czynią perspektywę.

Dalej równiny okiem nieprzejrzane,
Im rozleglejsze, milej się wydają;
Łąki rozlicznym kwiatem przyodziane,
Własnym się kłosy ciężarem zginają:
Gaiki, jakby umyślnie sadzane:
W chłodzie ich cienia bydlęta igrają:
Pod gęstym krzaczkiem siedząc w miłej parze,
Hoży pastuszek nuci na fujarze.

Po drugiej stronie jeziora, Kruszwica,
Miasto wspaniałe w struktury rozliczne,
Okazałemi gmachami przyświéca:
Wieże się zewsząd wznoszą niebotyczne:
Godna monarchów tak wielkich stolica
Okrasza bardziej te widoki śliczne:
Gdziekolwiek wzroku lot bystry przyśpieszy,
Wszędzie się zdziwi, wszędzie się ucieszy.

W środku jeziora, natury igrzysko,
A jako stara powieść w kraju głosi,
Czarnoxiężniczej sztuki dziwowisko,
Wyspa ozdobna wspaniale się wznosi:
Na niej twierdz mocnych straszne widowisko:
W szczycie, herb kraju, orzeł się unosi:
Tam znane plemie Krakusa i Leszka,
Sarmatów xiąże spoczywa i mieszka.

Potęgą kraju i przodków zasługi,
Popiel odrodny, próżno się nadymał.
Na ulubione spuszczając się sługi,
Płochym letargiem zniewolony drzymał.
Brzydził się jarzmem publicznej usługi,
I wodze rządów słabą ręką trzymał.
Mniemał być królem, że mógł rozkazywać,
I więcej roskosz nad innych zażywać.

Zniewieściałego pana faworyci,
Harpije państwa, krew poddanych ssały:
Łupem zdartego ubóstwa niesyci;
Na to swój umysł natężali cały,
Aby w tych gmachach z monarchą ukryci,
Stan szczęścia swego uczynili trwały:
A dzieląc z panem władzę tronu śliską,
Sobie rząd dali, a jemu nazwisko.

Zamiast odgłosu wojennego hasła,
Słychać tam było same biesiadniki.
Ochota mężna zupełnie wygasła,
I zapomniane marsowe okrzyki,
Trzoda nikczemna roskosznie się pasła,
Przy słodkiem brzmieniu przyjemnej muzyki.
Miedziane bramy uwieńczały róże,
A Nimf orszaki były twierdzy stróże.

Co niegdyś prawa obowiązek ścisły
Sarmatów sercem i myślą kierował;
A zagrzewając wspaniałe umysły,
W oczach całego świata dystyngwował;
Popiel odrodny przez swoje wymysły
Skaził wszetecznie, i z gruntu popsował.
Nic nie pomogły cnoty przodków starsze:
Trucizną kraju są grzechy monarsze.

Dwór pański źródłem występków, lub cnoty;
Lud w obieraniu prosty i mniej baczny,
Głupio zdziwiony na wyższe obroty,
W sądzeniu płochy, w działaniu dziwaczny,
Patrzy na dworskich intryg kołowroty:
Ten mu prawidłem, kto z postaci znaczny;
Na wzór bydlęcej nieroztropnej trzody,
Uczniem jest błędu, niewolnikiem mody.

W dziwactwie swojem Popiel niestateczny,
Coraz odmieniał wyuzdane chęci.
Nikt się nie ważył być królowi sprzeczny:
Chęć zysków pewnych do podchlebstwa nęci.
Opór monarsze zawżdy niebezpieczny,
Cnota u dworu mało kiedy święci.
Nie syt, lecz mnóstwem chęci zmordowany,
I pan i naród szalał naprzemiany.

Już dzień dziewiąty i z okładem mijał,
Już Popiel myszki pokochał statecznie.
Każdy im z dworskich nieodstępnie sprzyjał;
Biegały sobie po polach bezpiecznie:
Kotki, kocięta, kto chciał to zabijał,
Zrazy się bardzo broniły walecznie:
Nic nie pomogły nakoniec pazury,
Nie jeden rycerz pozbył swojej skóry.

Dobrze to jeden filozof powiedział:
Że się każdemu trzeba piędzią mierzyć.
Rzadki się w szczęściu statecznie osiedział:
Ślepej fortunie nie potrzeba wierzyć.
Gdy się o kocie wybornym dowiedział,
Myszkom faworów król nie chciał powierzyć.
Zginęły myszki z dobrym swoim bytem:
Mruczysław kotek został faworytem.

Na co się tylko zdobyć który może,
Jak myszy gubić, każdy z dworskich myśli:
Jeden kunsztowne sporządza obroże,
Klatki, aby je trzymać jak najściślej,
Łapki subtelne, zasadzone noże;
Rzemieślnik zdradnych sztuk modele kryśli.
Dopieroż koty, w tak okropnym stanie,
Obfite z myszek mają polowanie.

Trzeba opuszczać dziedziczne siedliska,
W których się kryły myszki od pradziadów.
Kąty roskoszne, miłe legowiska;
Śpiżarnie pełne sernych, mięsnych składów.
Kuchnie, wypasłej trzody stanowiska;
Dawnych już u was nie ujrzycie śladów.
Gdy się zajadła na nich złość przeklęta,
Muszą uciekać w pola niebożęta.

Tak kiedy orzeł głodem uciśniony
Ruszy się z gniazda, i skaliste góry
Rzuca, połowem już rozłakomiony,
Pędzi przed sobą małych ptasząt chmury:
A rozpostarte otwierając szpony:
Trwożliwą trzodę srogiemi pazury
Straszy; ta szelest słysząca zdaleka,
Wzmaga skrzydełka, i w strony ucieka.

Błądzą po polach mysz nędznych ostatki.
Ta dzieci szuka, te bez doświadczenia,
Śladów kochanej nie znajdując matki,
Okropne uszom wydają piszczenia.
Starsze, zdradliwej bojące się klatki,
Stoją jak wryte na każde wzruszenia.
Umysł strwożony w polu, czy u płota,
W oczach im stawia drapieżnego kota.

Płodna tymczasem w rozmaite wieści
Sława stugębna po świecie roznosi;
Jak los szczęśliwe koty tylko pieści;
A dekret srogi, nieużyty, głosi
Na biedne myszy, gubiąc ich do treści,
Rodzaj piszczący do ostatka znosi.
Odmienne krajem, lecz jednej natury.
Trwożą się wszystkie i myszy i szczury.

Kogożby taka przeciwność nie zbodła,
Gdy o ojczyznę idzie i o życie?
Z tak okropnego pochodzące źródła
Trwogi, zastraszyć powinny sowicie.
I chociaż w drugim panuje myśl podła;
Gotów natenczas działać znamienicie.
Umysł się wzmaga zostający w cieśni;
Co się więc stało, powiem w drugiej pieśni.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Krasicki.