Modlitwa daka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mihail Eminescu
Tytuł Modlitwa daka
Pochodzenie Wybór poezyj i poematów
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1933
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Emil Zegadłowicz
Tytuł orygin. Rugăciunea unui Dac
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
MODLITWA DAKA

Gdy jeszcze śmierci nie było, niczego co nieśmiertelne,
gdy nie istniało światło, życia ognisko naczelne,
gdy nic nie zwało się: zawsze, ni dziś, ni jutro ni wczora
bo dla wszystkiego w jedności jednaka trwała pora —
gdy ziemia, niebo, przestrzenie, świat cały w zespoleniu
w równorzędności istniały — istniały w swem nieistnieniu —
wówczas to byłeś Ty jeden, — przeto ma warga woła:
kim jest ten Bóg, przed którym schylamy nasze czoła — ? —

Był-ci on Bogiem jedynym — nie było przed nim bogów —
w on czas, gdy złote ziskrzenia z nocnych wstawały rozłogów,
On ducha we wszystkich tchnął bogów, szczęśliwość w ziemię wpromienia,
On jeden ludzkość prowadzi do źródlanego zbawienia.
Wgórę unoście serca — świat wypełnijcie śpiewaniem,
On-ci jest śmiercią śmierci! On życia zmartwychpowstaniem!

On mi dał żądne źrenice, bym światło ujrzał dniące,
szczęsnym urokiem współczucia napełnił serce bijące —
Jegom usłyszał imię wśród wielkich wichrów szumienia —
w tym głosie na falach pieśni pojąłem słodycz wieszczenia —
— i jeno o jeden jedyny w tem wszystkiem żebrzę przyczynek:
aby mi odejść pozwolił w wieczysty odpoczynek.


I oby przeklął każdego, kto się nademną lituje,
a błogosławił tego, co plecom brzemienia dosuje.
O niechaj przekleństw wysłucha — niech błogosławi szydercę
i niechaj skrzepi to ramię, co nóż wbić pragnie w me serce —
i niechaj podniesion będzie pośród współbraci mrowia
— ten, co z pod głowy mi wyrwie kamień mojego wezgłowia.

O niechaj przejdę przez życie jako ścignane zwierzę,
aż męka oczom moim ostatnią łzę zabierze,
aż ujrzę, że w każdym człowieku wróg mój zacięty powstaje,
aż rzucę w otchłań pytanie — : czyliżto ja — ? — nie poznaję!
bo oto z bólu i cierpień tak stwardłem, skamieniałem,
iż mogę urągać matce, którą tak bardzo kochałem...
Tedy gdy straszna nienawiść — miłością zda się nadnieje —
przepomnę, być może, cierpień; — nareszcie do śmierci dojrzeję!

Natenczas, gdy umrę — ja obcy, ja zbrodniarz wyrodny —
wyrzućcie kędyś na drogę mój zewłok podły, niegodny.
A tego, Ojcze mój, okryj w gronostaj i wielkie cenności,
co psy poszczuje, by ze mnie wyżarły wraże wnętrzności,
a temu co kamień podniesie i w moje rzuci oblicze —
wiekuistego żywota, za Twą poręką życzę!

Tak oto jedynie, Ojcze, dziękować mogę przecie —
za szczęście, iż zezwoliłeś żyć mi na Twoim świecie!
Nie ugnę kolan, ni czoła nie schylę proszący o Twe dary,
raczej Cię skłaniam do przekleństw, do nienawiści bez miary —
bym czuł, że Twoje tchnienie łamie mi ducha jak trzcinę —
aż-ci wygasnę na wieki — przepadnę bez śladu — i zginę!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Mihail Eminescu i tłumacza: Emil Zegadłowicz.