Miarka za miarkę (Shakespeare, tłum. Ulrich, 1895)/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Miarka za miarkę
Podtytuł Przedmowa
Pochodzenie Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach. Tom XI
Data wydania 1895
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
MIARKA ZA MIARKĘ.

G

Giraldi Cinthio, w zbiorze powieści pod tytułem: Hecatommithi (1565) Dekada VIII. N. V. umieszcza następującą:

„Za panowania wielkiego cesarza Maxymiana nad państwem rzymskiem, posyłani bywali urzędnicy do zarządu krajów, które pod jego władzą zostawały. Między innymi posłał on do zarządu Inspruck’u jednego z dworzan swych, którego miłował bardzo, imieniem Jurystę. A zanim wysłał, rzekł mu: „Jurysto, dobre mniemanie, jakie powziąłem o tobie czasu tego, gdyś był przy osobie mojej na usługach, sprawiło to, że cię ślę na rządcę szlachetnego miasta Inspruck’u; o którym rządzie mógłbym wiele dodać, ale wszystko zamknę w jednem, to jest, abyś niezmiennie strzegł sprawiedliwości, choćby ci przyszło sądzić przeciwko mnie nawet, który panem twym jestem. Oznajmuję ci, że wszelkie inne błędy, jakiebyś popełnił lub z niewiadomości, albo z niedbalstwa (a tych też unikać należy, ile możności), mógłbym ci przebaczyć, nigdy zaś, cobyś wykroczył przeciwko sprawiedliwości“.
„A jeśli sądzisz, że nie możesz być takim, jakiego cię mieć chcę, bo nie wszyscy ludzie do wszystkiego są zdolni, nie podejmuj urzędu tego, zostań tu lepiej przy dworze i zwykłym swym urzędzie, niżbyś miał, zostawszy rządcą miasta tego, ściągnąć na się to, co ja uczynićbym był zmuszony z obowiązku sprawiedliwości, jeśli przeciw niej wykroczysz“.
„I rzekłszy to, zamilkł.
„Jurysta, więcej uszczęśliwiony z godności i urzędu, do którego cesarz go powoływał, niżeli znający sam siebie, podziękował panu swemu za tę przyjazną naukę, i rzekł mu, że sam z siebie żywo pragnął strzedz sprawiedliwości, a będzie to czynić tem chętliwiej, iż mu polecił cesarz, i że pragnął tak spełniać rządy swe, aby jego cesarska mość chwalić go tylko mogła.
„Mowa ta Jurysty podobała się cesarzowi, który rzekł:
„Zaprawdę będę was chwalił, jeśli czyny ze słowami się zgodzą“.
„I rozkazawszy wydać mu listy otwarte, które już gotowe były, wysłał go tam.
„Jurysta tedy począł rządzić miastem dosyć roztropnie, starając się wielce szalę trzymać w mierze, zarówno w sądach, jako i w rozdawnictwie urzędów, nagradzaniu cnoty i karaniu występków. I długi czas w ten sposób utrzymywał się w wielkiej u cesarza wziętości i w miłości u ludu całego, tak, że mógłby się był zwać szczęśliwym, gdyby zawsze się tak rządził.
„Aż stało się, że młodzian pewien z miasta tego, zwany Vico, gwałt popełnił na panience z Inspruck’u, i skarga zaniesioną została przed Jurystę. Ten zaraz ująć go kazał, i, gdy wyznał, że w istocie gwałt jej uczynił, skazał go, wedle praw tego miasta, aby mu głowę ucięto, chociaż obwiniony chciał pogwałconą wziąć za żonę.
„Człowiek ten miał siostrę, dziewicę, więcej nad osiemnaście lat nie liczącą, piękności wielkiej, umiejącą słowy bardzo słodkiemi przemawiać, w obejściu miłą, przytem cnoty niewieściej osobliwej.
„Zwała się ona Epitya. Wiedząc, że brata na śmierć skazano, żal ją ogarnął okrutny, i poczęła rozmyślać, jakoby brata uwolnić mogła, lub przynajmniej karę jego lżejszą uczynić. A że była wprzódy, z bratem razem, pod dozorem człowieka starego, którego ojciec jej w domu trzymał, aby ich oboje filozofii nauczył, chociaż brat z nauk jego mało korzystał; szła do Jurysty, prosząc go, aby ulitował się nad jej bratem i nad młodym wiekiem jego, gdyż nie miał nad lat szesnaście, żadnego doświadczenia, i miłość go bodła, dowodziła tedy, że mędrców zdaniem, cudzołóstwo popełnione z miłości, a nie dla pokrzywdzenia męża żony, zasługiwało na lżejszą karę, niż to, któreby było złośliwie uczynione, i że toż o postępku brata jej rzec było można, gdyż krzywdy ani złości wyrządzić nie chciał, ale gwałtowną powodowany miłością, popełnił to, za co był skazany, a dla naprawienia zła, gotów był panienkę poślubić.
„A chociaż prawo chciało mieć, aby to gwałtowników nie uwalniało, mógł on przecie, jako mąż mądry, surowość jego złagodzić.
„Inne też przywodząc racye, starała się skłonić Jurystę, aby przebaczył nieszczęśliwemu.
„Jurysta, któremu nie mniejszą sprawiało przyjemność słuchać wdzięcznej mowy Epityi, jako i wielkiej jej piękności się przypatrywać, po dwakroć kazał sobie jedno powtarzać, a brudną żądzą zdjęty, myśl swą obrócił ku temu, by ten sam popełnił występek, za który na śmierć skazał Vicon’a i rzekł:
„Epityo, to coś mówiła, do tyla bratu twojemu posłużyło, że tam, gdzie jutro głowę ściąć mu miano, nakażę zwlec wykonanie wyroku, aż rozważę, com słyszał, a jeśli uznam, iż mogę brata twojego uwolnić, oddam ci go tem chętniej, iż mi żal widzieć na śmierć wiedzionym dla prawa, które tego wymaga“.
„Epitya, z tych słów powziąwszy otuchę, podziękowała mu za uprzejmość jego, za którą wdzięczność mu wieczną przyrzekła, mając nadzieję, że rozważywszy sprawę i to, co mówiła, uraduje ją wolnością brata. Jurysta rzekł, iż uczyniłby to i spełnił jej żądanie, gdyby mógł, nie obrażając przez to sprawiedliwości.
„Poszła Epitya donieść bratu, co uczyniła z Jurystą, a Vico uradował się, prosząc ją, aby się za nim wstawiła, co też ona przyrzekła.
„Jurysta, na którego sercu piękność Epityi uczyniła wrażenie, przedsięwziął ją skłonić sobie i czekał, ażby wróciła.
„Gdy przyszła potem w dni kilka z zapytaniem, odpowiedział, iż uwolnić go nie może, chybaby okupiła go swą cnotą.
„Na te słowa, Epitya spłonąwszy, rzekła:
„Drogie mi jest życie brata, ale droższa jeszcze cześć moja, a wolałabym go ocalić tracąc życie, niż moją cześć poświęcając. Odepchnijcie więc myśl tę niecną. Jeśli innym sposobem uczynić to mogę, uczynię to chętnie“.
„Po rozmowie tej Epitya szła do brata i opowiedziała mu, co jej rzekł Jurysta, dodając, iż ocalić go nie może; zaczem brat płacząc, zaklinać ją począł, aby się dlań poświęciła, i łzami a prośbami zmusił do przyrzeczenia.
„Stało się więc, jak brat żądał, ale Jurysta mimo ofiary tej wydał rozkaz, ażeby bratu jej głowę ścięto, i nazajutrz zbył Epityę, mówiąc, iż do domu jej przyśle brata... Jakoż ciało jego tylko odwieziono siostrze. Epitya doznała boleści wielkiej, lecz pokrywając ją, rzekła do oprawcy, który trupa przywiózł:
„Powiedzcie panu swojemu, który jest też moim panem, że przyjmuję brata takim, jakim mi go odesłać mu się podobało, a gdy mej woli spełnić nie chciał, cieszę się, że swojej zadosyć uczynił, sądząc, że tak było sprawiedliwie... Poleć mu mnie z tem, żem zawsze sługą jego“.
Epitya zrazu chcąc się pomścić, pragnęła zabić wiarołomcę, ale, rozmyśliwszy się, poszła sprawiedliwości szukać u cesarza, który był w Villac’u. Ubrawszy się w żałobę, padła mu do nóg i skarżyła. Kazał cesarz przywołać winowajcę, który na widok kobiety strasznie drżeć począł, uląkł się i stracił przytomność.
Wybadawszy sprawę, cesarz kazał najprzód Juryście zaślubić pokrzywdzoną, która się temu opierała, a potem na śmierć go skazał.
„Jurysta przygotowany na śmierć, czekał już tylko, rychłoli oprawca przyjdzie mu wziąć życie; wtem Epitya, która tak gorąco przeciw niemu świadczyła, posłyszawszy o wyroku cesarza, poruszona wrodzoną dobrocią swoją, uznała niegodnem siebie, gdy cesarz nakazał, aby była żoną jego, i ona go za męża przyjęła, dozwolić, by zginął z jej powodu. Myślała, że to raczej pragnieniem zemsty się wyda, niż sprawiedliwością. Szła tedy prosić cesarza o ocalenie mu życia.
„Maxymian zachwycony był, usłyszawszy ją tak przemawiającą za Jurystą, chociaż ten ją pokrzywdził; uznał też, że tak wielka dobroć zasługiwała, aby spełniono to, o co prosiła, a kazawszy o godzinie, która była na śmierć przeznaczoną, przywołać Jurystę, przebaczył mu, oddając za żonę Epityę i t. d.“.
Ta historya Jurysty, z małemi zmianami, powtórzyła się wielekroć w rzeczywistości. Hugo przywodzi we Francyi dwa wypadki podobne, Olivier le Diable i Laubardemont’a, w Anglii pułkownika Kirke’go, we Włoszech któregoś z domu d’Este. W roku 1577 Jerzy Whetstone na tle tej powieści osnuł komedyę we dwóch częściach, której dał tytuł: Wielce doskonała i sławna historya Promosa i Kassandry. (The right excellent and famous Historye of Promos and Cassandra. Six Old Plays. II. V. 1779). Nieznany ten poeta uczuł wszakże, iż pożycie małżonków byłoby niemożliwem, gdyby je przypomnienie śmierci brata zatruwało, i, jak Szekspir, dla ocalenia prawdopodobieństwa, ocalił mu życie cudownie. Oprócz tego Whetstone, zwyczajem ówczesnym, postawił obok drugą parę komiczną, i przygody jej splątał z historyą Promosa i Kassandry. Tym cieniakiem głównego bohatera Promosa (Jurysty) jest niejaki Phallax, któremu powierzono sprawowanie policyi w mieście. Z rozkazu namiestnika zamyka on wszystkie podejrzane domy. Jednego dnia pachołkowie przyprowadzają mu opierającą się rozkazom ulicznicę, Lamię. Phallax rozmiłowuje się w niej i bierze ją w swoją opiekę. Zręczna jejmościanka, której doradcą jest niejaki Rosko, za wiele sobie pozwala na rachunek łask Phallaxa, którego odziera niemiłosiernie. Ten, nie mogąc wystarczyć jej wymaganiom, łupi mieszkańców, a gdy i tego mało, policyantów swych, Rapaxa i Gripaxa, zmienia w ulicznych rabusiów. Kończy się to tem, że Phallaxa precz wyrzucają, odebrawszy mu, co porabował u ludzi, a Lamia idzie do więzienia. Dwie te powieści idą z sobą razem, ale niczem połączone nie są.
Whetsone zrobił później jeszcze powieść ze swej komedyi, pomieszczoną w jego: Heptameron of civil discourses. (1582 roku).
Z tej to nieforemnej komedyi Szekspir zrobił swoją: Miarka za miarkę; tytuł, jak wnioskuje Bodenstedt, wziąwszy zapewne z tego wiersza w Promosie i Kassandrze: (Akt V. Scena 4)

„who others doth deceyve,
Deserves himself like measure to receyve“...

Grano tę komedyę w roku 1604, 26 grudnia, przed Jakóbem I. (świadczą: Accounts on the Revels of the Court), a myślą poety było zapewne skłonić króla do łaskawości i przebaczenia. W druku okazała się dopiero 1623, w wydaniu zbiorowem.
W Anglii dramat ten nigdy powodzenia nie miał; sądzono go bardzo surowo. Coleridge powiada o nim: „Komedya ta jest dla mnie najwstrętniejszą, powinienbym rzec, jedyną częścią wstrętliwą w dziełach Szekspira“. Hunter powtarza to zdanie i dodaje: „Wina to przedmiotu, który jest i nieprawdopodobny i obrzydliwy“. Knight pisze: „Są w niej sceny wprost oburzające“. W istocie, Miarka za miarkę, cynizmem osnowy i niekiedy wykonania, robi przykre wrażenie, chociaż Szekspir złagodził sytuacye, rzecz uczynił znośniejszą, niż jest w oryginalnej powieści, a swobodę wyrażeń, dochodzącą do ostateczności, na karb wieku więcej niż poety położyć potrzeba. Samo prowadzenie akcyi i szlachetna rola Wincencya, mistrzowską rękę zdradzają.
„Sztuka ta“, pisze Gervinus, „zaleca naprzód miarę w wymiarze sprawiedliwości, ale zarazem szersze zajmuje pole, i naukę tę rozciąga do wszelkich ludzkich stosunków; jest ona nasionkiem tak często u Szekspira wyrażonej myśli, że we wszystkiem środka się trzymać należy. Każe się strzedz wszelkich ostateczności. Doskonałą była księcia łagodność, ale ogólne dobro na niej cierpiało, i z niej zrodziły się w społeczeństwie występki. Dobrą była surowość Angela, ale chybiła celu, została przesadzoną. Dobrą była jego cnota, ale go wbiła w dumę i sprowadziła upadek. Nauka ta o szkodliwości przesady we wszystkiem, nawet w rzeczach najlepszych, czynami się tu dowodzi, ale zarazem w obrazach i porównaniach tego poematu obfitującego w zdania, się powtarza. Prawdy tej dowodzą także charaktery, ich sprzeczności i zestawienia. Sam Angelo, z nienaturalnie naprężoną przesadą swego charakteru, cały szereg sprzeczności wywołuje; jego surowość staje naprzeciw łagodności księcia, jego wstrzemięźliwość naprzeciw lekkomyślności Klaudya, jego brak uczucia przeciw miękkiego serca, słabej, wiernej Maryany, jego tchórzliwe staranie o pozór cnoty i przyzwoitość, przeciw obojętności Lucya, niedbającego o niesławę. Pomiędzy temi ostatecznościami stoi Izabella sama jedna, wyraz całkowitej, pełnej natury ludzkiej, która przekonywa, że ostateczności wszystkie są połowicznemi, że miara i rozumny środek nie jest słabością i ociężałością, że ona u człowieka istotny środek ciężkości stanowi, który go broni od wszelkich obłędów i upadków, i nadaje mu najwyższą siłę, jakiej od człowieka wymagać się godzi“.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.