Marcowy kawaler/Scena XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Bliziński
Tytuł Marcowy kawaler
Podtytuł Krotochwila w jednym akcie
Data wydania 1873
Druk Drukarnia S. Orgelbranda Synów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


SCENA XII.

HELJODOR, PAWŁOWA, IGNACY, EULALJA.
Ignacy.

Panna Eulalja! co się tu dzieje?

Pawłowa.

Abo ja wiem.

Ignacy.

Co jéj się stało?.. zemdlała!

Pawłowa.

Co jéj ta będzie! złego licho nie weźmie.

Ignacy.

Musiałaś jej tu coś powiedzieć... niezawodnie! głupstw nagadałaś... zemdlała na prawdę!... jeszcze mi tu zachoruje, albo umrze.

Pawłowa.

O la Boga! nie zrobiłaby się w niebie dziura, ino na ziemi góra.

Ignacy.
Trzeba ją ratować. (cuci ją) Dawaj wody... prędzéj!... (Pawłowa przynosi karafkę i leje na Eulalję).
Eulalja (spazmując).

Ah! ah! ah!

Ignacy.

Bójcie się Boga, możeby rozsznurować.

Eulalja (j. w.)

Ah! ah! ah!

Pawłowa.

Zaraz ja ją tu roztrzyźwię... (krzyczy jej w ucho) Trrrr...

Eulalja (zrywając się).

Ah! cóż za nieznośna baba! (wierci palcem w uchu).

Ignacy (chcąc ją wziąść za rękę).

Na Boga, co się stało?.. panno Eulaljo.

Eulalja (odskakując).

Idź pan sobie... nie dotykaj się mojej ręki... (Ignacy nie rozumiejąc, patrzy po wszystkich; gwałtownie) jesteś pan niegodziwiec, potwór! bałamucić dwie kobiety, a potem je obgadywać!

Ignacy (osłupiały).

Dwie kobiéty!

Eulalja.

Co mówię, dwie... trzy kobiety... (gestem dramatycznym wskazując Pawłowę, ironicznie) Bo i to, jak się przekonałam, jest przedmiot twoich westchnień i czarnych machinacyj.

Ignacy.

Ale, jak panią poważam...

Eulalja.

Nie zaklinaj się pan!... wiem wszystko... stary klak!

Ignacy (oburzony).

Ja, stary klak!

Heljodor (n. s. śmiejąc się).

Uderz w stół, nożyce się odezwą.

Eulalja.

O! zemszczę się, nie daruję!... Klotylda wszystko wiedziéć będzie!... dowié się, że o włos nie stała się ofiarą najobłudniejszego z świętoszków!... dowié się, w kim ma szczęśliwą rywalkę..

Ignacy (zniecierpliwiony).

Jaką rywalkę, do miljon djabłów!

Eulalja (majestatycznie).

Djabłami sadzi!... o, dobrana z was będzie para... ona także to potrafi... możecie sobie dać buzi... daléj!... przy mnie... nie żenujcie się!... owszem!... będę miała więcéj co opowiadać...

Ignacy (trzęsąc się z gniewu, do Pawłowej).

Gadaj mi co się tu stało! (ta się odwraca, skubiąc fartuch z figlarną miną).

Eulalja.

Co się stało? to się stało, że nie potrzebuję pańskich kolczyków... dostanę je od Klotyldy, gdy jéj powiem, że mi je pan ofiarowałeś za pomaganie mu do schwycenia jéj w swoje sieci... Ale wybij ją pan sobie z głowy, bo (uroczyście) jakem Eulalja Trajkotkiewiczówna... tu mi włosy na dłoni wyrosną, jeżeli pan ją dostaniesz... Adieu! uniżona sługa!... (wychodzi drzwiami w głębi; odwracając się z progu) Do prędkiego niewidzenia się!.. potwór!.. (wychodzi).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Bliziński.