Ludzkie, arcyludzkie/Człowiek w obcowaniu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

293.

Udawanie z życzliwości. – Często w relacjach z innymi zachodzi potrzeba udawania z życzliwości, jak gdybyśmy motywów ich postępowania nie przeglądali na wskroś.


294.

Kopie. – Nierzadko spotykamy kopie ludzi wybitnych; i większości ludzi kopie te, tak samo jak kopie obrazów, podobają się bardziej od oryginałów.


295.

Mówca. – Można mówić wcale nieźle, a przecież tak, iż cały świat woła, że jest przeciwnie: mianowicie wtedy, kiedy się nie przemawia do całego świata.


296.

Brak poufałości. – Brak poufałości między przyjaciółmi jest wadą, której nie można zganić, żeby nie stała się nieuleczalna.


297.

Ze sztuki obdarowywania. – Konieczność odtrącenia daru tylko dlatego, że nie został ofiarowany w sposób właściwy, wywołuje rozgoryczenie przeciw dającemu.


298.

Najniebezpieczniejszy członek partii. – W każdej partii bywa ktoś, kto przez to, iż ze zbyt wielką wiarą głosi zasady partii, pobudza innych do odstępstwa.


299.

Doradcy chorego. – Kto choremu udziela rad, zdobywa sobie poczucie wyższości nad nim, niezależnie od tego, czy zostały zastosowane, czy odrzucone. Dlatego chorzy drażliwi i dumni nienawidzą doradców jeszcze bardziej niż choroby.


300.

Dwojaki rodzaj równości. – Żądza równości może się objawiać albo tak, że się chce wszystkich innych ściągnąć do siebie (przez umniejszanie, zabijanie milczeniem, podstawianie nogi), albo że się chce ze wszystkimi wznieść się (przez oddawanie sprawiedliwości, pomaganie, radowanie się cudzym powodzeniem).


301.

Przeciw zakłopotaniu. – Najlepszy środek przyjścia z pomocą ludziom bardzo zakłopotanym i uspokojenia ich polega na tym, żeby ich chwalić w sposób stanowczy.


302.

Upodobanie do pewnych cnót. – Nie przykładamy szczególnej wartości do posiadania pewnej cnoty dopóty, dopóki nie spostrzeżemy jej zupełnego braku w swoim przeciwniku.


303.

Dlaczego się przeczy. – Przeczy się często pewnemu zdaniu, kiedy właściwie tylko ton, jakim je wygłoszono, jest dla nas niesympatyczny.


304.

Zaufanie i poufałość. – Kto umyślnie dąży do poufałości z kimś, zwykle nie jest pewny, czy posiada zaufanie tej osoby. Kto zaufania jest pewien, przywiązuje mało wagi do poufałości.


305.

Równowaga w przyjaźni. – Nieraz w naszym stosunku do innego człowieka wraca właściwa równowaga w przyjaźni, kiedy na swoją własną szalę kładziemy kilka gramów niesłuszności.


306.

Najniebezpieczniejsi lekarze. – Najniebezpieczniejszymi lekarzami są ci, którzy urodzonego lekarza niby urodzeni komedianci naśladują ze skończoną sztuką łudzenia.


307.

Kiedy paradoksy są stosowne. – Żeby ludzi żywego umysłu pozyskać dla jakiegoś zdania, trzeba im przedstawić je nieraz w postaci potwornego paradoksu.


308.

Jak się pozyskuje ludzi śmiałych. – Ludzi śmiałych nakłania się do pewnego czynu przez to, że się go przedstawia jako niebezpieczniejszy niż jest w istocie.


309.

Grzeczności. – Osobom, których nie lubimy, poczytujemy grzeczności, jakie nam świadczą, za przestępstwo.


310.

Kazać czekać. – Niezawodnym środkiem, żeby wzburzyć ludzi i napędzić im złe myśli do głowy, jest: kazać im czekać długo. To czyni niemoralnym.


311.

Przeciw ufającym. – Ludzie, darzący nas pełnym zaufaniem, sądzą, iż mają przez to prawo do naszego zaufania. Jest to wniosek błędny: przez dary nie zdobywa się praw.


312.

Środek pojednania. – Wystarcza często nastręczyć temu, komu się wyrządziło krzywdę, okazję do żartu z siebie, żeby mu dać zadośćuczynienie osobiste, a nawet żeby go dobrze usposobić dla siebie.


313.

Próżność języka. – Czy człowiek swoje złe cechy i występki ukrywa, czy otwarcie wyznaje, w obydwu wypadkach próżność jego pragnie stąd wyciągnąć korzyść: trzeba tylko uważać, jak subtelnie rozróżnia, przed kim te cechy ukrywa, z kim jest uczciwy i otwarty.


314.

Pełen względów. – Nie chcieć nikogo urazić, nikogo skrzywdzić, może równie dobrze być oznaką sprawiedliwego, jak bojaźliwego ducha.


315.

Dysputa wymaga. – Kto nie umie kłaść swych myśli na lód, ten nie powinien narażać się na zapał sporu.


316.

Towarzystwo i zarozumiałość. – Odwykamy od zarozumiałości, jeśli się zawsze czujemy pośród ludzi zasłużonych; odosobnienie zaszczepia zarozumiałość. Młodzieńcy bywają zarozumiali, ponieważ obcują z równymi sobie, którzy wszyscy są niczym, ale chętnie wiele udają.


317.

Motyw napaści. – Napada się nie tylko dlatego, żeby komuś ból wyrządzić, kogoś zwyciężyć, lecz może też w tym jedynie celu, żeby poczuć świadomość swej siły.


318.

Pochlebstwo. – Osoby, które w obcowaniu z nami chcą uśpić naszą ostrożność za pomocą pochlebstw, stosują niebezpieczny środek, jak gdyby napój usypiający, który, kiedy nie usypia, trzyma tylko w tym większej czujności.


319.

Dobry korespondent. – Ten, kto nie pisze książek, myśli wiele i spędza życie w towarzystwie, które mu nie wystarcza, bywa zwykle dobrym korespondentem.


320.

Co jest najbrzydszego. – Należy wątpić, czy człowiek, który wiele podróżował, spotykał gdziekolwiek w świecie brzydsze widoki niż na ludzkiej twarzy.


321.

Współczujący. – Natury współczujące, w każdej chwili śpieszące z pomocą w nieszczęściu, rzadko są jednocześnie współradującymi się: w szczęściu innych nie mają nic do czynienia, są zbyteczne, nie czują swej wyższości i dlatego łatwo okazują niezadowolenie.


322.

Krewni samobójcy. – Krewni samobójcy mają mu za złe, że ze względu na ich dobrą sławę nie pozostał przy życiu.


323.

Niewdzięczność do przewidzenia. – Ten, kto darował coś wielkiego, nie znajduje wdzięczności; obdarowany bowiem już przez to samo, że dar przyjął, za wielkie brzemię wziął na siebie.


324.

W bezdusznym towarzystwie. – Nikt nie poczuwa się do wdzięczności względem człowieka wykwintnego za jego grzeczność, jeśli zniża się on do towarzystwa, w którym nie jest grzecznie okazywać wykwintność ducha.


325.

Obecność świadków. – Skacze się za człowiekiem, który wpada do wody, z podwójną chęcią, jeśli są obecni ludzie, którzy do tego nie mają odwagi.


326.

Milczenie. – Najnieprzyjemniejszym sposobem odpowiadania na polemikę dla obydwu stron jest gniewać się i milczeć: zaczepiający bowiem zazwyczaj tłumaczy sobie milczenie jako znak pogardy.


327.

Tajemnica przyjaciela. – Mało jest ludzi, którzy, będąc w kłopocie o przedmiot do rozmowy, nie wydaliby najważniejszych tajemnic przyjaciół.


328.

Humanitarność. – Humanitarność ludzi sławnych polega na tym, żeby w stosunkach z niesławnymi, kiedy sami nie mają słuszności, obstawać przy swoim w sposób zobowiązujący.


329.

Skrępowany. – Ludzie, którzy nie czują się pewni w towarzystwie, korzystają z każdej okazji, żeby osobie bliżej znajomej, od której są wyżsi, tę wyższość jawnie, wobec towarzystwa, okazać, na przykład przez docinki.


330.

Podzięka. – Duszy szlachetnej ciąży myśl, że ktoś się jej czuje zobowiązany do podzięki; gminnej, że ona komuś.


331.

Cecha obcości. – Najsilniejszą oznaką obcości poglądów między dwoma ludźmi jest to, że obydwaj mówią sobie wzajemnie rzeczy nieco ironiczne, ale żaden z nich nie czuje tej ironii.


332.

Zarozumiałość zasłużonych. – Zarozumiałość ludzi zasłużonych obraża jeszcze bardziej niż zarozumiałość ludzi bez zasługi: albowiem sama zasługa już obraża.


333.

Niebezpieczeństwo w głosie. – Niekiedy w rozmowie dźwięk własnego głosu wprowadza nas w zakłopotanie i skłania do wypowiadania twierdzeń, które zupełnie nie odpowiadają naszym przekonaniom.


334.

W rozmowie. – Czy w rozmowie przyznaje się komuś przeważnie słuszność, czy zarzuca się niesłuszność, jest to wyłącznie rzeczą przyzwyczajenia: tak jedno, jak drugie ma sens.


335.

Bojaźń bliźniego. – Boimy się wrogiego usposobienia bliźniego, ponieważ obawiamy się, że za pomocą tego usposobienia przeniknie nasze tajemnice.


336.

Wyróżniać za pomocą nagany. – Bardzo wybitne osobistości nawet nagany udzielają tak, że chcą nas w ten sposób wyróżnić. Ma ona zwrócić naszą uwagę, jak bardzo się nami zajmują. Rozumiemy je zupełnie błędnie, jeśli naganę ich bierzemy dosłownie i bronimy się przed nią; rozdrażniamy je tym i odstręczamy od siebie.


337.

Przykrość z powodu życzliwości innych. – Mylimy się co do stopnia, w jakim przypuszczamy, że nienawidzą nas lub obawiają się: my sami bowiem wprawdzie dobrze wiemy, do jakiego stopnia różnimy się od pewnej osoby, kierunku, partii, lecz inni znają nas bardzo powierzchownie i dlatego tylko bardzo powierzchownie nienawidzą. Spotykamy się często z życzliwością, której nie umiemy sobie wytłumaczyć; kiedy ją jednak zrozumiemy, obraża nas, ponieważ dowodzi, że nas brano nie dość poważnie, za osoby nie dość ważne.


338.

Krzyżujące się próżności. – Dwie osoby, których próżność jest równie wielka, spotkawszy się, zachowują później jedna o drugiej złe wrażenie, ponieważ każda tak była zajęta wrażeniem, które chciała wywrzeć na drugiej, że ta nie wywarła na niej żadnego wrażenia; w końcu obydwie spostrzegają, że ich wysiłki chybiły, i spychają winę jedna na drugą.


339.

Niegrzeczność jako dobra oznaka. – Umysł wyższy znajduje przyjemność w nietakcie, zarozumiałości, a nawet w niechęci względem siebie ambitnych młodzieńców; są to wybryki koni ognistych, które nie nosiły jeszcze żadnego jeźdźca, a przecież wkrótce tak będą dumne z tego, że go noszą.


340.

Kiedy pożyteczne jest nie mieć słuszności. – Dobrze robi, kto bez odpowiedzi znosi oskarżenia, jeśli nawet wyrządzają mu krzywdę, w wypadku, kiedy by oskarżyciel widział w tym jeszcze większą niesłuszność z naszej strony, gdybyśmy mu przeczyli lub nawet odparli jego zarzuty. Wprawdzie w ten sposób mógłby ktoś nigdy nie mieć racji i zawsze przy racji zostawać, i w końcu z najczystszym w świecie sumieniem stać się nieznośnym tyranem i duchem dręczycielem; a co stosuje się do jednostek, może się też zdarzać w całych klasach społecznych.


341.

Za mało czczeni. – Osoby bardzo zarozumiałe, którym okazało się mniejszy szacunek niż oczekiwały, długo próbują siebie i innych w błąd co do tego wprowadzić i stają się sprytnymi psychologami, żeby tylko wywieść, iż uczczono je jednak dostatecznie: jeśli nie dopinają swego celu, jeśli rozdziera się zasłona złudzenia, wpadają w tym większy gniew.


342.

Odgłos stanów pierwotnych w mowie. – Po sposobie, w jakim obecnie mężczyźni wygłaszają w towarzystwie swoje twierdzenia, poznaje się często oddźwięk czasów, kiedy się lepiej rozumieli na orężu niż na czymkolwiek innym: obracają twierdzeniami niczym strzelcy składający się swą bronią do strzału, to znowu, rzekłbyś, słychać świst i szczęk klingi; a niektórzy walą twierdzeniem niby tęgim kijem. – Kobiety natomiast mówią jak istoty, które przez tysiące lat siedziały za warsztatem tkackim lub igłą wyprowadzały ściegi, lub z dziećmi były niby dzieci.


343.

Narrator. – Ten, kto opowiada coś, łatwo pozwala spostrzec, czy opowiada dlatego, że go interesuje fakt, czy dlatego, że chce zainteresować opowiadaniem. W tym ostatnim wypadku będzie przesadzał, używał superlatywów i tym podobnych środków. Opowiada wtedy zwykle gorzej, ponieważ nie tyle myśli o przedmiocie, ile o sobie.


344.

Lektor. – Ten, kto na głos odczytuje poematy dramatyczne, czyni odkrycia w swoim charakterze: spostrzega, że w pewnych nastrojach i scenach głos jego jest naturalniejszy niż w innych, na przykład w miejscach patetycznych lub krotochwilnych, gdy tymczasem w życiu codziennym, być może, nawet nie miał okazji okazać patosu lub żartobliwości.


345.

Scena jak z komedii zdarzająca się w życiu. – Ktoś układa sobie w myśli oryginalne zdanie o pewnej sprawie, żeby wygłosić je potem w towarzystwie. I oto niby na komedii przysłuchujemy się i przypatrujemy, jak rozpina wszystkie żagle, żeby przybić do tego punktu i zabrać z sobą na okręt całe towarzystwo, gdzie będzie mógł zrobić swoją uwagę: jak ustawicznie kieruje rozmowę do jednego celu, jak mu się zdarza gubić kierunek, znowu go odzyskiwać; w końcu chwyta moment: oddech mu niemal zamiera – i wtedy ktoś z towarzystwa wyjmuje mu z ust jego uwagę. Cóż uczyni wtedy? Czy będzie przeczyć swemu własnemu zdaniu?


346.

Mimo woli niegrzeczny. – Kiedy ktoś był mimo woli względem innego niegrzeczny, na przykład nie pozdrowił go, ponieważ go nie poznał, gryzie się, chociaż nie może robić wyrzutów swoim intencjom; korci go zła opinia, którą wywołał w innym, lub obawia się skutków nieporozumienia, lub boli go, że uraził kogoś – więc może przemówić w nim próżność, obawa lub współczucie, być może wszystko to razem.


347.

Arcydzieło zdrady. – Wyrazić dotkliwe podejrzenie względem towarzysza spisku, czy się nie jest przez niego zdradzanym, i to właśnie w chwili, kiedy samemu się zdradę popełnia, jest arcydziełem złośliwości, ponieważ w ten sposób zajmuje się tamtego jego własną osobą i zmusza do szczerego i otwartego postępowania przez pewien czas, co rozwiązuje ręce rzeczywistemu zdrajcy.


348.

Obrażać, a być obrażonym. – Daleko przyjemniej obrazić, a potem prosić o przebaczenie niż być obrażonym i udzielić przebaczenia. Ten, co robi pierwsze, daje wpierw dowód siły, a potem dobroci charakteru. Drugi, jeżeli nie chce uchodzić za nieludzkiego, nie może nie przebaczyć; rozkosz z upokorzenia kogo innego wskutek tego przymusu staje się bardzo mała.


349.

W dyspucie. – Kiedy jednocześnie przeczymy cudzemu zdaniu i uzasadniamy przy tym swoje własne, ciągłe pamiętanie o innym zdaniu zmienia zwykle naturalną postać naszego własnego: wydaje się ono bardziej umyślne, ostrzejsze, być może nieco przesadzone.


350.

Podstęp. – Jeżeli się żąda od człowieka czegoś trudnego, nie należy formułować swej sprawy jako problemu, lecz po prostu przedstawić swój plan jako jedynie możliwy; skoro w oku przeciwnika przesunie się cień zarzutu lub przeczenia, należy umieć szybko urwać i nie zostawiać mu czasu.


351.

Wyrzuty sumienia po opuszczeniu towarzystwa. – Dlaczego po opuszczeniu zwykłego towarzystwa czujemy wyrzuty sumienia? Ponieważ ważne rzeczy braliśmy lekko, ponieważ omawiając osoby, nie mówiliśmy w zupełnie dobrej wierze lub milczeliśmy, kiedy powinniśmy byli mówić, ponieważ we właściwym czasie nie skończyliśmy i nie uciekli – słowem, ponieważ zachowywaliśmy się w towarzystwie, jak gdybyśmy do niego należeli.


352.

Bywa się fałszywie sądzonym. – Kto ciągle nasłuchuje tego, jak go osądzają, ma ciągłe zmartwienie. Albowiem sądzą o nas fałszywie już ci, którzy stoją najbliżej nas ("najlepiej nas znają"). Nawet dobrzy przyjaciele wylewają swe niezadowolenie w nieżyczliwym słowie; i czyżby byli naszymi przyjaciółmi, gdyby nas dobrze znali? – Sądy obojętnych bolą nas bardzo, ponieważ brzmią tak bezstronnie, niemal rzeczowo. Lecz jeżeli zauważymy, że ktoś wrogi nam zna nas także w sprawach sekretnych, tak jak my znamy siebie, jakże wtedy dopiero wielkie jest nasze zmartwienie!


353.

Tyrania portretu. – Artyści lub politycy, którzy szybko z oddzielnych rysów układają cały obraz człowieka lub wydarzenia, są najbardziej niesprawiedliwi, iż żądają później, żeby wydarzenie lub człowiek był rzeczywiście taki, jakim go odmalowali; wprost żądają, żeby ten ktoś był takim utalentowanym, takim przebiegłym, takim niesprawiedliwym, jakim żyje w ich wyobrażeniu.


354.

Krewny jako najlepszy przyjaciel. – Grecy, którzy tak dobrze wiedzieli, co to jest przyjaciel – oni jedni ze wszystkich narodów posiadali głębokie, wielostronne, filozoficzne wyjaśnienie przyjaźni; tak też oni pierwsi, i dotychczas ostatni, uważali przyjaciela za problem godny rozwiązania – ci sami Grecy używali do oznaczenia krewnych wyrażenia, które jest superlatywem wyrazu "przyjaciel". Tego nie umiem sobie wyjaśnić.


355.

Uczciwość nierozpoznana. – Jeżeli kto cytuje w rozmowie siebie samego ("powiedziałem wtedy", "mam zwyczaj mówić"), robi to wrażenie zarozumiałości, gdy tymczasem często wypływa wprost z przeciwnego źródła, chociażby z uczciwości, która danej chwili nie chce przystrajać i upiększać pomysłami, należącymi do chwili innej.


356.

Pasożyt. – Oznacza to zupełny brak dostojniejszego sposobu myślenia, jeśli kto chce raczej żyć w zależności kosztem innych, żeby tylko nie być zmuszonym do pracy, zwykle z tłumioną goryczą względem tych, od których zależy. – Podobny sposób myślenia jest o wiele częstszy u kobiet niż u mężczyzn, a także o wiele łatwiejszy do darowania (z przyczyn historycznych).


357.

Na ołtarzu pojednania. – Bywają okoliczności, kiedy otrzymuje się od człowieka pewną rzecz tylko w ten sposób, że go się obraża i usposabia wrogo: to uczucie, że posiada wroga, dręczy go tak, iż skwapliwie korzysta w celu pojednania z pierwszej oznaki łagodniejszego usposobienia i na ołtarzu tego pojednania składa ową rzecz, na której mu tak zależało, że nie chciał jej ustąpić za żadną cenę.


358.

Żądanie współczucia jako oznaka zarozumiałości. – Są ludzie, którzy, wpadłszy w gniew i obrażając innych, po pierwsze wymagają, żeby im tego nie brano za złe, a po drugie, żeby litowano się nad nimi, iż ulegają tak gwałtownym paroksyzmom. Tak daleko sięga zarozumiałość ludzka.


359.

Przynęta. – "Na każdego człowieka istnieje cena" – to nieprawda. Ale dla każdego znajdzie się przynęta, na którą musi się chwycić. Tak, by niejednego pozyskać dla pewnej sprawy, trzeba tę sprawę przedstawić w blasku miłości ludzi, szlachetności, miłosierdzia, poświęcenia – a jakiej rzeczy blasku takiego nadać by nie można! – są to słodycze i łakocie dla ich duszy; inni mają inne.


360.

Zachowanie się względem pochwał. – Jeśli bliscy przyjaciele chwalą naturę hojnie uposażoną, często z grzeczności i życzliwości okazuje ona ukontentowanie, ale w gruncie rzeczy jest to dla niej obojętne. Jej właściwa istota zachowuje się względem pochwał całkiem biernie i nie daje się ani na krok wywabić przez nie ze słońca lub cienia, w którym leży; ale ludzie pochwałą chcą zrobić przyjemność i zasmuciłoby to ich, gdyby nie okazano zadowolenia z ich pochwały.


361.

Doświadczenie Sokratesa. – Kto się w pewnej rzeczy stał mistrzem, ten zazwyczaj właśnie wskutek tego pozostał zupełnym partaczem w wielu innych rzeczach; lecz sądzi się zwykle odwrotnie, jak tego doświadczył już Sokrates. Jest to niedogodność, która obcowanie z mistrzami czyni nieprzyjemnym.


362.

Środek obronny. – W walce z głupotą najbardziej sprawiedliwi i najłagodniejsi ludzie stają się w końcu brutalni. Może wtedy są na właściwej drodze obrony; gdyż na głupi łeb argumentem, który mu się z prawa należy, jest zaciśnięta pięść. Ale ponieważ, jak się rzekło, charakter tych ludzi jest łagodny i sprawiedliwy, sami więcej cierpią z powodu tych środków obrony koniecznej niż zadają bólu.


363.

Ciekawość. – Gdyby nie ciekawość, mało by robiono dla dobra bliźnich. Ale ciekawość, pod nazwą obowiązku lub współczucia, wkrada się do domu nawiedzonego przez nieszczęście i nędzę. Może nawet w tak wielce sławionej miłości macierzyńskiej jest spora doza ciekawości.


364.

Przeliczenie się w towarzystwie. – Ten chce się okazać interesującym przez swe sądy, ów przez swe sympatie i antypatie, trzeci przez znajomości, czwarty przez swe osamotnienie – i przeliczają się wszyscy. Ten bowiem, przed kim dają widowisko, sądzi, iż jedynie on jest widowiskiem godnym uwagi.


365.

Pojedynek. – Na obronę wszelkich spraw honorowych i pojedynków da się powiedzieć, że jeśli ktoś jest tak drażliwy, iż nie chce żyć, jeśli ten a ten to a to powiedział lub pomyślał o nim, wówczas ma prawo sprawę uczynić zależną od śmierci jednego lub drugiego. O to, że jest tak drażliwy, nie ma się co spierać, w tym jesteśmy dziedzicami przeszłości, jej wielkości, jak również jej przesady, bez której nigdy nie było wielkości. A skoro obecnie istnieje kanon honorowy, dozwalający zastępować śmierć przez krew, tak iż po pojedynku, odbytym według wszelkich prawideł, doznaje się ulgi, to jest to wielkie dobrodziejstwo, ponieważ inaczej niejedno życie ludzkie byłoby w niebezpieczeństwie. – Zresztą, instytucja tego rodzaju każe zwracać ludziom uwagę na swój sposób postępowania i czyni możliwym obcowanie z nimi.


366.

Dostojność i wdzięczność. – Dusza dostojna chętnie poczuwać się będzie do długu wdzięczności i nie będzie bojaźliwie unikać okazji, w których się takie zobowiązania zaciąga; również będzie potem w objawach wdzięczności swobodna; tymczasem dusze niskie bronią się przed wszelkim zobowiązaniem, lub następnie przesadzają i są aż nadto gorliwe w objawach swej wdzięczności. To ostatnie zresztą daje się spostrzec także u osób niskiego pochodzenia lub stanu upośledzonego: okazanie życzliwości im wydaje się im cudem łaski.


367.

Godziny wymowy. – Jeden, żeby mówić dobrze, potrzebuje kogoś, kto go stanowczo i w sposób powszechnie uznany przewyższa, inny odnajduje zupełną swobodę mowy i szczęśliwe zwroty krasomówcze tylko wobec tego, kogo sam przerasta: w obydwu wypadkach przyczyna jest ta sama: każdy z nich mówi dobrze tylko wtedy, kiedy mówi sans gêne, jeden, ponieważ względem wyższego od siebie nie odczuwa bodźca konkurencji, współzawodnictwa, drugi również wskutek tej samej przyczyny wobec niższego od siebie. – Lecz oto istnieje całkiem inny rodzaj ludzi, którzy mówią dobrze tylko wtedy, kiedy mówią, współzawodnicząc z kimś, z zamiarem zwyciężenia. Który z tych rodzajów jest ambitniejszy: ten, który dobrze mówi wskutek podrażnionej ambicji, czy ten, który wskutek tej samej przyczyny mówi źle lub wcale nie mówi?


368.

Talent do przyjaźni. – Między ludźmi posiadającymi szczególny talent do przyjaźni występują dwa typy. Jeden ustawicznie się wznosi i dla każdej fazy swego rozwoju znajduje ściśle odpowiedniego przyjaciela. Szereg przyjaciół, który sobie w ten sposób zdobywa, rzadko jest w związku wzajemnym, niekiedy w nieporozumieniu i sprzeczności: zgodnie z tym, że późniejsze fazy w jego rozwoju kasują lub zmieniają fazy wcześniejsze. Takiego człowieka można by żartem nazwać drabiną. – Drugi typ przedstawia ten, kto wywiera siłę przyciągającą na różne charaktery i talenty, tak iż zdobywa wielkie koło przyjaciół; ci znowu przez to samo właśnie, pomimo wszelkich różnic, zawiązują między sobą stosunki przyjacielskie. Takiego człowieka można by nazwać kołem: gdyż w nim ten związek między tak różnymi usposobieniami i naturami musi się w jakiś sposób zacierać. – Zresztą wielu ludzi posiada większy dar do zdobywania dobrych przyjaciół niż do tego, żeby być dobrymi przyjaciółmi.


369.

Taktyka w rozmowie. – Po rozmowie z kimś najlepiej jest się usposobionym dla swego rozmówcy, jeśli się miało sposobność wykazać przed nim w całym blasku swój dowcip, swoją uprzejmość. Korzystają z tego ludzie chytrzy, kiedy chcą kogoś dla siebie usposobić przychylnie, a to przez podsuwanie mu w rozmowie najlepszych okazji do żartu i tym podobnych rzeczy. Ucieszną rozmowę można by było sobie wymyślić między dwoma mądralami, którzy się chcą wzajemnie przychylnie usposobić; dlatego tu i ówdzie stwarzają sobie w rozmowie piękne okazje, z których żaden nie korzysta: tak iż w ogólności rozmowa przebiega bezdusznie i bez uprzejmości, ponieważ jeden drugiemu przekazuje okazję do wykazania dowcipu i uprzejmości.


370.

Wyładowywanie niezadowolenia. – Człowiek, któremu się coś nie powiodło, woli przypisywać swe niepowodzenie raczej złej woli innego człowieka niż przypadkowi. Sprawia to ulgę jego podrażnionemu uczuciu, kiedy myśli, że przyczyną niepowodzenia jest osoba, nie zaś rzecz; albowiem na osobach można wziąć zemstę, przeciwności losu trzeba w sobie przetrawić. Dlatego otoczenie księcia, kiedy się temu coś nie powiodło, zwykło wskazywać na jednego człowieka jako na rzekomą przyczynę i poświęcać go w interesie ogółu dworaków; inaczej bowiem zły humor księcia wyładowałby się na nich wszystkich, gdyż na samej bogini losu wywrzeć wszak zemsty nie może.


371.

Przybierać barwę otoczenia. – Dlaczego skłonność i niechęć są tak zaraźliwe, że zaledwie można żyć w bliskości silnie odczuwającej osoby i nie być jak naczynie napełnionym jej "za" i "przeciw"? Po pierwsze, zupełne powstrzymanie się od sądu jest bardzo trudne, niekiedy wprost nie do zniesienia dla naszej próżności; nosi ono bowiem tę samą barwę, co ubóstwo myślowe i uczuciowe, lub bojaźliwość, niemęskość: w ten sposób bywamy przynajmniej pociągani do wzięcia czyjejś strony, może wbrew tendencji otoczenia, jeżeli to stanowisko sprawia więcej przyjemności naszej dumie. Zwykle jednak – i to jest druga przyczyna – nie uświadamiamy sobie wcale przejścia z obojętności do skłonności lub niechęci, lecz przyzwyczajamy się powoli do sposobu odczuwania swego otoczenia, a ponieważ sympatyzujące potakiwanie i rozumienie się jest tak przyjemne, wkrótce wszyscy nosimy znaki i barwy partyjne tego otoczenia.


372.

Ironia. – Ironia jest na miejscu tylko jako środek pedagogiczny, ze strony nauczyciela w relacji z uczniami jakiegokolwiek rodzaju: celem jej jest upokorzenie, zawstydzenie, ale owego zbawiennego rodzaju, który budzi dobre postanowienia i dla tego, kto się z nami w ten sposób obszedł, niby dla lekarza, wzbudza szacunek i wdzięczność. Człowiek ironiczny udaje nieświadomego i to tak dobrze, że uczniowie, którzy z nim rozmawiają, dają się wprowadzić w błąd i z dobrą wiarą w swą wyższość stają się śmiałkami; odsłaniają wszystkie swe słabe strony; zapominają o ostrożności i pokazują się takimi, jakimi są – aż w pewnej chwili światło, którym świecili pod nosem swemu nauczycielowi, nie odrzuci w sposób bardzo upokarzający swych promieni na nich samych. – Gdzie nie zachodzi taka relacja, jak między nauczycielem i uczniem, ironia jest niegrzecznością, uczuciem pospolitym. Wszyscy pisarze ironiczni liczą na ten głupkowaty rodzaj ludzi, którzy pragną czuć się wyższymi od wszystkich innych wraz z autorem, na którego patrzą jako na wyraziciela swej zarozumiałości. – Przyzwyczajenie do ironii, tak samo jak przyzwyczajenie do sarkazmu, psuje zresztą charakter, stopniowo nadaje mu cechy wyższości, radującej się z cudzej krzywdy: w końcu człowiek staje się kąśliwy jak pies, który oprócz kąsania wyuczył się też jeszcze śmiać.


373.

Zarozumiałość. – Przed niczym nie należy się tak strzec jak przed plenieniem się tego zielska, które nazywa się zarozumiałością i psuje nam najlepsze żniwa; gdyż bywa zarozumiałość w serdeczności, w okazywaniu szacunku, w życzliwej poufałości, w pieszczocie, w radzie przyjacielskiej, w wyznawaniu błędów, w litości dla innych, a wszystkie te piękne rzeczy wzbudzają wstręt, jeśli wśród nich rośnie owo zielsko. Człowiek pełen zarozumiałości, to znaczy taki, który chce mieć większe znaczenie niż ma lub jakie mu przypisują, zawsze błędnie kalkuluje. Wprawdzie zdobywa sobie chwilowo powodzenie, w tym znaczeniu, że ludzie, względem których okazuje swą zarozumiałość, zwykle spłacają mu miarę czci, jakiej żąda, z bojaźni lub dla świętego spokoju; lecz za to mszczą się złośliwie, odejmując od wartości, którą mu nadawali dotychczas, akurat tyle, o ile jej żądał za dużo. Nie ma nic, co by ludzie kazali sobie odpłacać drożej nad upokorzenie. Człowiek zarozumiały swą prawdziwą, wielką zasługę może uczynić w oczach innych tak podejrzaną i nędzną, że ci następują na nią zabłoconymi nogami. – Nawet na dumną postawę należy sobie tylko tam pozwalać, gdzie się jest zupełnie pewnym, że się nie będzie źle zrozumianym i uważanym za człowieka zarozumiałego, na przykład wobec przyjaciół lub małżonek. Nie ma bowiem większej głupoty w obcowaniu z ludźmi niż zyskać sobie opinię człowieka pełnego zarozumiałości; jest to jeszcze gorzej niż nie nauczyć się grzecznie kłamać.


374.

Rozmowa we dwoje. – Rozmowa we dwoje jest rozmową doskonałą, ponieważ wszystko, co mówi jedna osoba, otrzymuje pewne zabarwienie, dźwięk, towarzyszący temu wyraz, w ścisłej zależności od drugiej osoby, z którą toczy się rozmowa, więc dzieje się podobnie, jak w relacjach listownych, że jedna i ta sama osoba wykazuje dziesięć sposobów wyrażania swej duszy, zależnie od tego, czy pisze do tej lub owej osoby. W rozmowie we dwoje istnieje tylko jedno jedyne załamanie się promieni naszej myśli: to wywołuje rozmówca, niby zwierciadło, w którym chcemy ujrzeć jak najpiękniejsze odbicie swych myśli. Lecz co się dzieje, kiedy w rozmowie uczestniczą dwie, trzy i więcej osób? Wtedy rozmowa z konieczności traci ze swej indywidualizującej subtelności, różne względy się krzyżują i wzajem neutralizują; zwrot, który jednemu przypada do gustu, nie zgadza się ze sposobem myślenia drugiego. Dlatego w liczniejszym towarzystwie człowiek zmuszony jest cofnąć się w siebie, przedstawiać fakty takie, jakie są, lecz pozbawiać przedmioty owiewającego je tchnienia eteru ludzkości, który się nad nimi unosi i który rozmowę czyni jedną z najprzyjemniejszych rzeczy na świecie. Trzeba tylko posłuchać tonu, jakim mężczyźni przemawiają zwykle w towarzystwie złożonym z samych mężczyzn, zdaje się, jak gdyby dominujący bas każdej przemowy był ten: "oto jestem ja, to mówię ja, wy zaś myślcie o tym, co chcecie!". To jest przyczyną, dlaczego kobiety wyższego umysłu na tym, kto je poznał w towarzystwie, pozostawiają najczęściej dziwne, przykre, odstręczające wrażenie: ponieważ rozmawiają z wieloma osobami, wobec wielu osób, obdziera je to z wszelkiego duchowego wdzięku i ukazuje tylko w jaskrawym świetle świadomą pewność siebie, ich taktykę i chęć odniesienia zwycięstwa publicznego; tymczasem te same panie w rozmowie we dwoje stają się znowu kobietami i odnajdują swój urok duchowy.


375.

Sława pośmiertna. – Mieć nadzieję na uznanie oddalonej przyszłości ma tylko sens wtedy, jeśli się przypuszcza, że ludzkość w zasadzie pozostaje niezmienna i że wszystko, co wielkie, musi być odczuwane jako wielkie nie w pewnym tylko czasie, lecz po wszystkie czasy. To jednak jest błędem; ludzkość w uczuciach i sądach o tym, co jest piękne i dobre, zmienia się bardzo: mniemać o sobie, iż jest się o milę drogi na przedzie i że cała ludzkość ciągnie naszą drogą, to tylko fantazjowanie. Przy tym: nieuznany uczony może obecnie liczyć z całą pewnością na to, że jego odkrycie będzie dokonane także przez innych, i że w najlepszym razie, kiedyś później jakiś historyk przyzna, iż i on także już o tym coś niecoś wiedział, lecz nie był w stanie wzbudzić wiary do swej sprawy. Brak uznania będzie zawsze tłumaczony przez potomność jako brak siły. – Krótko mówiąc, nie należy tak lekkomyślnie decydować się na wyniosłe osamotnienie. Bywają zresztą wyjątki; lecz zwykle nasze błędy, słabości i szaleństwa stoją na drodze do uznania naszych wielkich zalet.


376.

O przyjaciołach. – Rozważ to tylko kiedyś sam z sobą, jak różne są uczucia, jak podzielone zdania, nawet między najbliższymi znajomymi; jak nawet te same zdania w głowach twych przyjaciół zajmują zupełnie inne miejsce lub posiadają zupełnie inną siłę niż w twojej; jak stokrotne zjawiają się powody do nieporozumienia, do wrogiego rozstania się. Po tym wszystkim powiesz do siebie: jak niepewnym jest grunt, na którym opierają się wszystkie nasze związki i przyjaźnie, jakże bliskie są chłodne ulewy lub złe pogody, jak osamotniony jest każdy człowiek! Jeśli kto wniknie w to, a oprócz tego w to także, że wszystkie zdania jego bliźnich, ich rodzaj i siła, równie są konieczne i nieodpowiedzialne jak ich postępki, posiądzie oko na tę wewnętrzną konieczność zdań, wypływającą z nierozwiązalnego splotu charakteru, zajęć, talentu, otoczenia – a tak wyzbędzie się może goryczy i ostrości uczucia, z jaką ów mędrzec zawołał: "Przyjaciele, nie ma wcale przyjaciół!". Powie raczej sobie: tak, są przyjaciele, ale błąd, złudzenie co do ciebie przyprowadziły ich ku tobie; prawie zawsze bowiem takie stosunki ludzkie opierają się na tym, że to lub owo nigdy nie zostanie wypowiedziane, a nawet, że nigdy o te rzeczy nie potrącą: lecz niechaj się potoczą te kamyczki, stacza się za nimi przyjaźń i pęka. Czyż są ludzie, którzy by nie byli śmiertelnie obrażeni, gdyby się dowiedzieli, co w gruncie rzeczy wiedzą o nich ich najbardziej zaufani przyjaciele? – Poznając siebie samych i patrząc na samą swą istotę jako na zmienną sferę mniemań i nastrojów, i tym samym ucząc się gardzić nią nieco, przywracamy z powrotem równowagę między sobą i innymi. Prawda to, że mamy słuszne przyczyny, każdego ze swych znajomych, choćby to byli ludzie najwięksi, mało szanować; ale równie słuszne, to uczucie zwrócić przeciw sobie samym. – Dlatego znosimy się wzajemnie, ponieważ znosimy samych siebie; a może dla każdego wybije kiedyś radośniejsza godzina, w której rzeknie:

"Przyjaciele, nie ma przyjaciół wcale!" – zawołał mędrzec, umierając.
"Wrogowie, nie ma wroga wcale!" – wołam ja, szaleniec żywy.