Książka z obrazkami bez obrazków/Ośmnasty wieczór

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Hans Christian Andersen
Tytuł Książka z obrazkami bez obrazków
Data wydania 1932
Wydawnictwo Księgarnia Wilhelma Zukerkandla
Miejsce wyd. Lwów — Złoczów
Tłumacz Jadwiga Przybyszewska
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
Ośmnasty wieczór.

„Opowiadałem ci,“ mówił księżyc, „o Pompeji, tym trupie wśród miast, który znowu w szeregi żyjących wstąpił; znam inne, jeszcze dziwniejsze, nie jest ono trupem, ale upiorem. Wszędzie, gdzie szemrzą fontanny w marmurowych basenach, zda mi się, że słyszę baśń o pływającem mieście. Strumienie wody muszą o tem opowiadać, fale nadbrzeżne o tem śpiewać! Ponad powierzchnią morza unosi się często mgła, to całun żałobny; oblubienica morza nie żyje, jej pałac i miasto to dzisiaj mauzoleum! Czy znasz to miasto? Nigdy w ulicach jego nie słyszano turkotu kół, ni uderzeń końskiego kopyta; snują się tam ryby i upiornie przesuwa się po zielonych wodach czarna gondola. „Chcę ci,“ ciągnął księżyc „forum miasta, jego największy plac, pokazać, a będziesz sądził, że się znajdujesz w jakimś świecie baśni; trawa rośnie między szerokiemi płytami, a o świcie unoszą się tysiące oswojonych gołębi naokół samotnej, wysokiej wieży. Z trzech stron jesteś otoczony sklepionymi krużgankami. Spokojnie siedzi w nich Turek z swoją długą fajką, piękny, grecki chłopak, wsparty na kolumnie, spogląda ku wywieszonym trofeom: wysokim masztom, świadkom dawnej potęgi. Flagi zwieszają się smutnie, jak żałobny welon; wypoczywa jakaś dziewczyna; ciężkie naczynie z wodą postawiła obok siebie, wiązkę drzewa na ramionach, i wsparła się na tryumfalnej kolumnie. To, co przed sobą widzisz, to nie żaden pałac czarodziejek, to kościół. Pozłacane kopuły, złote kule błyszczą naokół w mojem świetle; wspaniałe rumaki ze spiżu, tam w górze, odbyły podróż taką, jak ten żelazny konik z bajki, przyjechały zdaleka tutaj, odjechały stąd i znowu tu wróciły. Czy widzisz ten przepych na murach i witrażach? Zda się, że geniusz, który ozdabiał tę dziwną świątynię, wolę dziecka wykonywał. Czy widzisz skrzydlatego lwa na kolumnie? Złoto błyszczy jeszcze, ale skrzydła skrępowane, lew nie żyje, bo królowa morza nie żyje, wielkie hale stoją puste, a tam, gdzie niegdyś wisiały kosztowne obrazy, świecą tylko nagie ściany. Lazarone śpi pod łukami, na których wykładaną posadzkę tylko wysokiej szlachcie wstępować było wolno. Z głębokich studzien — a może z ołowianych więzień w pobliżu mostu westchnień — słychać westchnienie, jak niegdyś, kiedy tamburiny rozbrzmiewały na różnobarwnych gondolach, kiedy ślubny pierścień z błyszczącego bucentaura zlatywał do Adryatyku, króla mórz. Okryj się mgłą, Adryatyku! okryj żałobnym wdowim całunem twą pierś, otul nim mauzoleum twego oblubieńca z marmuru zbudowaną, upiorną Wenecyę!“



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Hans Christian Andersen i tłumacza: Jadwiga Przybyszewska.