Katorżnik/Rozdział X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Siwiński
Tytuł Katorżnik
Podtytuł czyli Pamiętniki Sybiraka
Data wydania 1905
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza Polska
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział x.

Jazda dzień i noc.

Gdyśmy opuszczali Niżny-Nowogrćd, rząd rosyjski z obawy, aby który z nas nie umarł w drodze od zimna, zaopatrzył nas w kożuchy.
Z Niżno-Nowogrodu wyjechaliśmy dnia 20. listopada i jechaliśmy przez następujące stacye: 1. Kistów, 2. Majdany, 3. Polany, 4. Kistowa, 5. Łysków, 6. Ostaczycha, 7. Czuguny, 8. miasto Wasilsk-Sursk. Pod Wasil-Surskiem przeprawiliśmy się promem przez rzekę Surę, która wpada do Wołgi. Zauważyłem, że na rzekach w Rosyi i Syberyi używają innych, aniżeli u nas promów przewozowych.
O jakie 300 metrów od promu, w górę rzeki, jest na środku rzeki utwierdzone czółno, na którem znów na dobrze przytwierdzonym słupie jest przymocowana lina, ta idzie przez drugie takie samo czółno poniżej, następnie przez trzecie, czwarte aż do promuu. Jeżeli rzeka niezbyt szeroka, to wystarczą cztery takie czółna, jeżeli szeroka, to 6 a nawet i 10. Prom zaś składa się z dwóch podłużnych łodzi, które są połączone pomostem. W tyle promu jest przyrząd łańcuchowy, nadający kierunek głównemu wachlarzowi, którym przewoźnik kieruje w czasie przeprawy i tak: gdy jedzie na prawy brzeg, przekręca ów rudel na lewo, a woda sama przez nacisk na ów rudel pcha prom ku brzegowi; gdy zaś jedzie na lewy brzeg, to daje odwrotny kierunek wachlarzowi, czyli owemu rudlowi; tak jeden przewoźnik bez żadnego zmęczenia może i 10 wozów naraz przewozić a nie będzie czuł różnicy, czy prom jest próżny, czy naładowany, gdyż woda sama przewozi a przewoźnik nadaje tylko kierunek.
W okolicy Wasil-Surska mieszkają przeważnie Czuwasy, jest to jakaś sekta, czy jakiś szczep — tego nie wiem. Z Wasil-Surska jechaliśmy przez stacye 9. Emanaczy, 10. Witowataja, 11. Smidyry, 12. miasteczko Czebokszory, 13. Jambutowa, 14. Akazinaja, 15. Lipowaja, 16. Worobiowaja, 17. miasteczko Swiaszk, gdzieśmy się znów przeprawiali przez rzekę Swiagę, która wpada do Wołgi. Następna stacya 18. Nodok, 19. Ustowa. Ustowa jest to ostatnia stacya przed miastem Kazaniem, ową stolicą tatarską. Z Ustowy do Kazania trzeba się przeprawiać przez Wolgę, a ponieważ naówczas szła już gęsta kra na Wołdze, przeto i przeprawa była nie łatwa i niebezpieczna. Do przeprawy wezwano ośm łodzi dużych, nie promów, gdyż na Wołdze prom jest niemożliwy. Na każdą łódź taką weszło nas 20 i żandarmów 20, przewoźników zaś 10.
Lecz jakaż to była przeprawa? Oto krok za krokiem, cal za calem posuwaliśmy się pomiędzy kry, pomiędzy lody; sześciu chłopów okutemi żerdziami oddalało kry i lody od łodzi, gdyż każde takie uderzenie olbrzymiej kry groziło zgruchotaniem łodzi i zatopieniem! Zimno przejmowało nas do szpiku kości, raz dla braku ciepłej przyodziewy, a powtóre, że każdy z nas był sponiewierany ową nieustanną jazdą i niewyspaniem. A jednak przeprawa ta, trwała dzień cały o chłodzie i głodzie, a w dodatku groziła jeszcze śmiercią co chwila, gdyż Wołga w tem miejscu miała milę szerokości! Wreszcie, jak każda rzecz się kończy, tak i ta przeprawa się skończyła bez żadnego wypadku na razie; później dopiero dwóch towarzyszy z przeziębienia zachorowało i umarło w Tobolsku, gdzie też leżą pochowani: jeden niejaki Niedźwiecki, a drugiego nazwiska nie pamiętam.
Po tej strasznej przeprawie przez Wołgę, przyjechaliśmy do miasta Kazania, do owej sławnej stolicy tatarskiej, w której po dziś dzień stoi ów sławny meczet tatarski z wieżycą obłoków sięgającą. Cały ów przesławny meczet, jest murowany z palonej, lub może polerowanej na czerwono cegły; to też dominuje on nad całem miastem i z daleka krwawą łuną błyska, a wieżyca jego wystrzeliła tak wysoko, że zawrotu głowy dostałbyś, gdybyś długo w nią się wpatrywał.
Kazań ma wygląd stepowego miasta, to też istotnie ponad Wołgą przeważnie Tatarzy i Czeremisy zamieszkują owe równiny stepowe.
Z Kazania tak jak i z każdej innej stacyi pocztowaj, wyruszyliśmy natychmiast, rozgrzawszy się conieco herhatą, przez stacye: 21. Janezuzina, 22. Czuzylina, 23. Mateski, 24. Koroduwany, 25. Jangutowy, 26. miasto powiatowe Małmyż, gdzieśmy znów musieli się przeprawiać w podobny sposób jak na Wołdze przez rzekę Wiatkę. Rzeka Wiatka jest znacznie mniejsza od Wołgi i płynie stepową równiną, dlatego też gdy przyjdą roztopy, zwłaszcza wiosenną porą, to rozlewa na parę mil wokoło. Wówczas kominikacya wszelka ustaje i zdarza się nieraz, że i czternaście dni trzeba czekać na opadnięcie wód.
Po powrocie już do kraju, opowiadali mi towarzysze, z którymi w robotach katorżnych przebywałem, że gdy w r. 1869 na koszt rządowy, czyli etapnym porządkiem do kraju powracali, mieli na rzece Wiatce pocieszną, choć niebezpieczną przeprawę. Gdy przybyli nad rzekę, była ona wezbrana tak, że całe przestrzenie zatopiła — otóż nikt z przewoźników nie chciał się podjąć przeprawy. Naszym zaś spieszno było i dlatego nie żałowali poczęstunku i przy kieliszku znaleźli się tacy, którzy podjęli się tej niebezpiecznej przeprawy. Powsiadano tedy na lodzie i odjechano. Z początku szło wszystko dobrze, bo woda stała jak na stawie, więc wiosłowali, śpiewali i jechali — skoro jednak zbliżyli się do koryta rzeki, skoro zobaczyli i oko w oko przypatrzyli się tym strasznym żywiołom — już wracać było za późno! Nurty rzeki porwały ich w swój szalony pęd i tu już nie pomogły ani wiosła, ani nic zgoła, wir ów szalony gnał ich furyą straszną pomiędzy pale i pianę i tak pędził jak na śmierć owych żeglarzy, aż pomału, pomału, wiosłując bezustannie, zbliżali się ku przeciwnemu brzegowi, lecz że i brzegu nie było tylko płaszczyzna, przeto stały tu i ówdzie drzewa; w jedno takie drzewo łódź uderzyła, gdyż niepodobieństwem było nadać łodzi inny kierunek w tak szalonym biegu — łódź się rozbiła, a żeglarze wpadli do wody! Lecz na szczęście w tem miejscu woda była już nie głęboka, to też skończyło się tylko na kąpieli — inne zaś łodzie były szczęśliwsze, bo uszły rozbiciu i wszyscy szczęśliwie wylądowali. Ten wypadek opowiadał mi Ferdynand Gajewski, sybirak, który przed niedawnym czasem umarł w Gorlicach.
Z Wiatki ruszyliśmy przez stacye 27. Żurańsk, 28. Pocielsk, 29. Bolszekiłynek, 30. Mukikasińsk, gdzie trzeba było znów przeprawiać się przez rzekę Wałę. Stacya 31. Simtatmeżeńsk, 32. Kożylsk, 33. Selengińsk, 34. Wilisk, 35. Zjabczyńsk, 36. Pocienka, 37. Czarnoszung, 38. Żuryńsk, 39. Dolasza, 40. Czepeksk, 41. Klenowsk, 42. Sosnowsk, 43. Dobrowsk, 44. miasto powiatowe Ochońsk.
Z Ochońska znów musieliśmy się przeprawiać przez dużą rzekę Kammę do stacyi 45. Połudena, 46. Kustajewska, a następnie do gubernialnego miasta Permy. Miasto Perm jest duże i leży u podnóża gór Uralskich w nader pięknej okolicy. Z Permy 47. stacya Kujanów, 48. Janyszewsk, 49. Krytosów. 50. miasto Kungur. Miasto Kungur leży już w górach Uralskich i ma prześliczny widok.
Jest ono główną arteryą kopalni tutejszych złota, srebra, arszeniku i nafty. Kungur odznacza się także i tem, że tu są owe przesławne garbarnie. W butach z prawdziwej kungurskiej fabryki, można stać cały dzień w wodzie, a skóra nie przemoknie i nigdy nie stwardnieje.
Od Kunguru ku następnym stacyom prowadzi droga przez góry i doliny, urwiska i przepaście — jest to druga Szwajcarya! Gdyby nam było się dostało w udziale przejeżdżać po tej okolicy letnią porą i pod innymi warunkami, o! ileżby tu było wrażeń w tych górach niebotycznych i w tych otchłaniach przepaścistych! Co za czarujące widoki, co za głazy, dumnie sterczące ponad przepaściami — lecz my z tego wszystkiego mało co widzieć mogli, raz dlatego, że ciągle siedziało się w kibitce zabudowanej, a powtóre, że bylo to w spóźnionej porze, kiedy natura obumiera i wygląd ma smętny i ponury. Na jednej z poźniejszych stacyj jechaliśmy z karkołomnej góry po grudzie i większych jeszcze od grudy kamieniach. Kibitka podrzucała nas w siedzeniach jak laleczki i przy jednym takim gwaltownym podrzucie o mało co że nie wyleciałem z kibitki, jak z procy, lecz skończyło się tylko na tem, że mi czapka z głowy spadła, po którą ani myśli było złazić, gdyż w razie zatrzymania się, mogły następne kibitki rozmiażdżyć. Troskliwy jednak a pomny na przestrogi żandarm, zaraz mi nakrył swoją czapką głowę, aby mi nie umarzła. Jak to oni dbali o nas aby nas żywych i zdrowych odstawić tam, gdzie mieli zlecone.
Z Kunguru wieziono nas przez stacye 51. Buszujowsk, 52. Zabarskaja, 53. Złotomsk, 54. Bykowsk, 55. Aczyck, 56. Bichersk, 57. Klenowsk, 58. Kirgiszańsk, 59. Cyrobowsk, 60. Bilimbajewsk, 61. Talice.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Siwiński.