Kartka z „Pamiętnika wojennego“

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Józef Hieronim Rychter
Tytuł Kartka z „Pamiętnika wojennego“
Data wydania 1916
Wydawnictwo I. Krakowskie Biuro korespondencyjne
Drukarz Drukarnia Nakładowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Przedruk wolny.
Kartka z „Pamiętnika wojennego“.
Sprawa Sieroszewski — Sikorski.

Czytając list otwarty p. Wacława Sieroszewskiego z 24-go listopada 1916, wystosowany do pułkownika Władysława Sikorskiego, jako kierującego Departamentem wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego — czujemy, iż nam coś duszę szarpie, coś ją krwawi — że jakieś przekleństwo tkwi w narodzie naszym, niby kolec w zdrowem ciele... Bo, że jesteśmy na ogół zdrowi, zarówno fizycznie, jak i moralnie — to więcej niż pewne. — Atoli, ta znikoma acz straszna, wrzaskliwa mniejszość, w której pokutuje ów wieczny bunt: przeciw wszystkiemu, co jest karnością i ładem — ta zatruwała nam i ciągle zatruwa wszystkie lepsze chwile w Ojczyźnie.
Czytając list otwarty p. Sieroszewskiego, ogarnia nas kolejno ból... lęk przed straszliwą wizyą: krnąbrnej, nieokiełznanej a nieodpowiedzialnej samowoli jednostki — i jakiś wstręt, jakby wobec spełnionej operacyi Schyloka. — I oprzeć się niemożemy dojmującej idyosynkrazyi, gdy kończymy czytanie wspomnianego listu; opadają nam ręce, a z duszy wydobywa się jęk: „niestety!...“
Tak! — Niestety!!...
— Podejrzenia... przypuszczenia... ogólniki — i z tego wszystkiego — druzgocący wyrok: winien!
To okrutne! — To tak straszliwie okrutne, że na określenie tego okrucieństwa brak w mowie polskiej odpowiedniego wyrazu.
P. Sikorski przeszkadzał — jak twierdzi p. Sieroszewski — w tworzeniu przez społeczeństwo na rzecz Legionów — wszelkiego dobra; nawet rozmaite w tym kierunku poczynania — paraliżował. Tak twierdzi p. Sieroszewski bez jakichkolwiek konkretnych dowodów — i dodaje: że może się to działo wbrew wewnętrznemu przekonaniu p. Sikorskiego — ale, był on, jako człowiek słabej woli — jak znowu przypuszcza p. Sieroszewski — powolnem narzędziem w rękach osób drugich...
Dotyka dalej p. Sier. „memoryałów“ p. Sikorskiego wystosowywanych w interesie Legionów do władz — i znowu rzuca podejrzenie, co do szczerości tych memoryałów!... Wnioskuje nawet p. Sier. z własnego przypuszczenia, że cokolwiek czynił p. Sikorski jako kierownik Departamentu wojskowego, to czynił wyłącznie dla swej osobistej karyery! Nawet werbunek przeprowadzany przez Departament wojskowy N. K. N., dla wzmocnienia sił legionowych, przed ukonstytuowaniem się Rady Stanu — przypisuje p. Sier. karyerowiczowstwu p. Sikorskiego.
W steku tych inwektyw i ferowań wyrocznych, próżno szukałbyś Sz. Czytelniku choćby jednej daty, jednego faktu dowodowego, — co jednak nie przeszkadzało p. Sieroszewskiemu odsądzić p. Sikorskiego od czci i wiary! Ba, on nie zawahał się nawet użyć takiego wyrazu na określenie charakteru p. Sikorskiego, na jaki, bez przeprowadzenia dowodu sądowego — nie pozwolił sobie dotychczas żaden prokurator świata.
Ha, trudno! Widocznie w dziejach nieszczęśliwego narodu naszego, brakowało takiego odstraszającego przykładu autodyktatury moralnej jednostki względem jednostki, na jaką sobie pozwolił p. Sieroszewski względem p. Sikorskiego.
Ściął głowę człowiekowi (w swojem przekonaniu) — bez dowodów winy i bez wyroku jakiegokolwiek uprawnionego sądu!
Tu, musimy zaznaczyć, ze względu psychologii, choćby nawet patologicznej, iż nas bardzo dziwi właśnie ten wypadek: że tak straszliwej niesprawiedliwości dokonał na bliźnim socyalny demokrata, człowiek, który wyszedł z ciężko życiem doświadczanej sfery robotniczej, sam bowiem ongi jako zwykły robotnik ciężko pracował i z pewnością zaznał na własnej osobie cięgów losu, który się nazywa: „niesprawiedliwością społeczną“. I ten sam człowiek, krwawiący sobie może niejednokrotnie ręce w przedzieraniu się przez ciernistą gąszcz życia, który dorobił się wreszcie — jak mówią: „szerszego na świat poglądu“, tenże właśnie człowiek, zdolny był sam na własną odpowiedzialność, bez oparcia się na jakimkolwiek stwierdzonym fakcie, — uporać się z moralnością człowieka drugiego! I był to w stanie uczynić w najdrażliwszym momencie dziejowym własnego narodu!
Jest to nawet w psychologii patologicznej — chyba wyjątek.

∗     ∗

Zwróćmy się teraz do Sprawiedliwości i zaczerpnijmy od niej wskazań — każdemu zresztą normalnemu śmiertelnikowi wiadomych — gwoli wciągnięcia w stłoczoną przez p. Sieroszewskiego pierś naszą — powietrza świeżego...
Jeśli p. Sieroszewski miał jakieś (chociaż je w liście nieujawnił) — faktyczne dane, oparte na niezbitych dowodach — formułując swe oskarżenie publiczne przeciw p. Sikorskiemu, to dlaczegoż — stwierdziwszy w swym liście otwartym: chwiejność charakteru p. Sikorskiego — nie pozwał tego „chwiejnego człowieka“ przed oblicze najwyższej dziś w tego rodzaju sprawach powagi — przed oblicze p. brygadyera Piłsudskiego?
Wszak był winien to uczynić z trzech kardynalnych względów: jako człowiek, jako dobry obywatel kraju i jako były legionista.
Czy sądził p. Sieroszewski, że p. brygadyer, nie byłby odpowiednio tej całej sprawy załatwił? On jeden miał prawo — niechaj to p. Sier. zrozumie — wydać wyrok w sprawie oficera legionowego; bo Legiony polskie — to On, mimo wszystko, coby się nawet wbrew Jego woli w ich szeregach działo. —
Karność narodowa nakazuje w tej chwili dziejowej bezwzględnie: nie zabierać głosu w sprawach legionistów nikomu, prócz przełożonej ich władzy! A najwyższą, naczelną władzą w sprawach honoru obywatelsko-wojskowego Legionów polskich — jest Obywatel, brygadyer Piłsudski i przez niego powołane czynniki.
Skandalem publicznym, sprawie Legionów źle się służy. Legiony to nie „partya“ polityczna, to Ciało i Krew całego Narodu polskiego!
P. Sieroszewski swem własnowolnem wystąpieniem zgrzeszył ciężko przeciw Duchowi Narodu!
P. Sieroszewski powinien był sobie dobrze zapamiętać wielkie słowa Czcigodnego Obywatela-wodza Piłsudskiego: Polska — Ojczyzna, to nie żadne burżuazyjne straszydło, lecz w takiej samej mierze: własność i słodkie prawo robotnika, jak i magnata“. —
I gdyby był p. Sieroszewski uszanował to „słodkie prawo“ również w odniesieniu do byłego organizatora „Odrodzeniowców“, dzisiejszego pułkownika Sikorskiego — nie byłby sobie zauzurpował prawa: ferowania wyroków w sprawach, w których dziś tylko Ojczyzna ma głos. A Ona dziś jest w krwawym boju i nie p. Sieroszewskiemu dała prawo sądzenia żołnierzy polskich, lecz innym mocom.
Każdy zatem rzetelny Polak musi — pomijając wszelkie inne względy — potępić jaknajsurowiej czyn p. Wacława Sieroszewskiego ze stanowiska karności narodowej.

J. J. Rychter
publicysta polski.

Nakładem I. Krakowskiego Biura korespondencyjnego w Krakowie.
Z Drukarni Nakładowej w Krakowie, ul. Kopernika l. 8.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Hieronim Rychter.