Jedna noc

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Jedna noc
Pochodzenie Ziemia, siostra daleka
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wydania 1936
Druk Drukarnia Naukowa Towarzystwa Wydawniczego w Warszawie
Miejsce wyd. Warszawa – Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
JEDNA NOC

Melodja nocy: wczesny wyje wiatr,
Akompanjament twojej samotności
Niezwyciężonej. Tam, w śniegu kurzawie
Dachy i w blasku blaszanym księżyca;
Tu okiennice, nieudolną dłonią
Wprawione, ślepną, jak martwe źrenice.
Ach, zły doradco! o, poszepcie mroczny,
Huczący basem przesadnym w tych szybach;
Wystarczy wargę przytknąć, ledwo chuchnąć,
By taflę czarną tchnieniem przepołowić,
Jak diament kraje szkło, — tak bezboleśnie.
A przestrzeń, która wzrasta, czyliż nie jest
Echem tłukącem serca? śladem jawy,
Cieniem muzyki, którą tak jest trudno
Wyplątać z żył tętniących, z szumu krwi,
Jakby zabójstwem było jej wcielenie?
Rozpaczy widna w ciemności! Rozblasku
Na wysokości oczu: jak rozszerzyć
Wzrok nieruchomy, aby sprostać rzeczom?
I w jaką trąbkę u warg zwinąć dłonie,
By głos przekrzyczeć wichury, co spada,
Wodogrzmot głuchy, po stopniach kamiennych

I gładzi tafle z głazu i z tarasu
Na taras zwisa, jako struga czasu?
Trzeba nam trombit anielskich, nie warg;
Nie palców, które ryją się w wyrazach,
By bezcielesne drążyć, wyłupywać
Źrenice szkliste, łupiny kryształów
Wieszać na strunach, by zabrzmiały we śnie.
O, dźwięków dość! Rylca, by ciosać mrok.
Może skrzypnęły drzwi? Lub rdzawe kurki
Na pochyłości dachów przywtórzyły
Ironją? Illion nie płonie, to lustro
Odblask rzuciło na mury i stół.
O, wiem. Milczenia nocy wielogłosa
Drabina sięga nad pochyłe dachy,
Kominy prostopadłe w czerni, ponad
Westchnienia stworów, meble czuwające
I tak bezbronne, w napowietrzne kręgi,
W spirale nieme, w obrót wiru, w wiatr.
Nie pukaj do drzwi, cieniu. Jak nam wrócić?
Kołatasz. Palce sztywno wyprężone,
Jak struny szorstkie, a paznokcie zdarte
O mury. Czyż nam obu liter trzeba?
Szczelnie powieki zawarłszy, nie stąpaj,
Ust nie zaciskaj gorzkich, jakbyś wzywał.
Potkniesz się. Gdy się spotkamy u progu,
Już nie zaszlocha nikt.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.