Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Panna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aratos z Soloj
Tytuł Fenomena / Phaenomena
Podtytuł Panna
Pochodzenie Jana Kochanowskiego Dzieła polskie: wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Data wydania [1919]
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kochanowski
Indeks stron
PANNA.

Pod nogami oglądasz Boota jasnego
Pannę, która kłos trzyma zboża dostałego.
Któregokolwiek ojca córką chcesz być zwana —
Bo rózne ludzkie głosy, o panno wybrana! —
Pojźrzy okiem łaskawem ku tej niskiej ziemi,
A dopuść się mianować rymy niegodnemi.
Póki płynął chwalebny on pierwszy wiek złoty,
A ludzie przestrzegali dobrowolnie cnoty,

Nie patrząc albo na kaźń albo jakie prawa,
Ale sama przystojność ta była ustawa:
Święta sprawiedliwości! i tyś nie gardziła
Śmiertelnem towarzystwem, aleś z nimi żyła,
Każdego nauczając jego powinności,
A oni twój święty głos mieli w uczciwości.
Przetoż onych lat pierwszych ani miecza znano,
Ani między krewnymi o zwadzie słuchano.
Żyli wszyscy w pokoju, przestawając na tem,
Co przyrodzeniu dosyć; więc morski pław[1] zatem
Nie był ludziom znajomy, a dla breły złota
W niebezpieczeństwo żaden nie wdawał żywota.
Pług a rola — to wszytka ludzka żywność była,
A święta sprawiedliwość wszem błogosławiła.
Ale kiedy zaś nastał śrebrny wiek po złotym,
Rzadko tę świętą pannę widać było potym.
I to z ludźmi już nigdy mieszać się nie chciała,
Ale wieczorem tylko z gór się więc puszczała,
A upatrzywszy ludzi gromadę niemałą,
Wymawiała im jawnie cnotę zaniedbałą.
Jakie, prawi, złe dzieci po narodzie złotym!
Lecz jeszcze i wy gorszych narodzicie potym,
Który wiek walki srogie i mordy pobudzi,
A rozmaity smętek przypadnie na ludzi.
To rzekłszy, ku świadomym górom się puściła
Niewściągniona, a ony strachem napełniła.
Ale jako żelazu śrebro ustąpiło,
Tak nad pierwsze gorszych się ludzi namnożyło,
Którzy naprzód złoczynną szablę ukowali
I robotnego wołu na srogi stół dali.

Nie mogła dalej zmieszkać z narodem okrutnym
Święta panna, lecz poszła w niebo lotem chutnym
I osiadła to miejsce, skąd czasu nocnego
Da się widzieć — sąsiada Boota zacnego.
U tej na prawem skrzydle płomień nad ramiony
Wynika, Protrigitir od Greków rzeczony,
Tej wielkości i światła tak znakomitego,
Jakiej ogon niedźwiedzia gore co więtszego.
Świetny to i ma świetne gwiazdy wedla siebie,
A łacno je obaczyć poźrzawszy po niebie.
Bo krom tych, które w głowie i w łapach gorają,
Czterzy co naświetniejsze w kroku miejsce mają
Na kwater[2] usadzone, lecz za przebaczeniem
Starych, żadnej z nich własnem nie zowiem imieniem.



Przypisy

  1. żegluga.
  2. czworobok.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.