Franciszek Żmurko (Prokesch, 1911)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Władysław Prokesch
Tytuł Franciszek Żmurko
Pochodzenie Współczesne malarstwo polskie.  Zeszyt I
Wydawca J. Czernecki
Data wydania 1911
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Wieliczka
Ilustrator Franciszek Żmurko
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Galeria grafik w Wikimedia Commons Galeria grafik w Wikimedia Commons
WSPÓŁCZESNE MALARSTWO POLSKIE. Z. I.
FRANCISZEK ŻMURKO
KRAKÓW
NAKŁADEM J. CZERNECKIEGO W WIELICZCE
1911
Kraków. — Druk W. L. Anczyca i Spółki.
FR. ŻMURKO.






Jest przywilejem wielkiej sztuki, że wybrańców swoich namaszcza piętnem wybitnego indywidualizmu, który pozwoli po wiekach odszukać ich postacie na szlakach pochodu kultury.
Jedną z takich postaci w historyi malarstwa polskiego jest Franciszek Żmurko.
Działalność jego przypadła na okres, w którym najświetniejsza epoka malarstwa polskiego, epoka wielkiego renesansu sztuki polskiej, stworzonego zjawieniem się Jana Matejki i Artura Grottgera, zasuwać się poczęła w przeszłość. W chwili, gdy na widnokręgu sztuki naszej po ustąpieniu ostatnich świetnego okresu przedstawicieli: Matejki, Grottgera, Siemiradzkiego i J. Kossaka, rysować się zaczęły zorze Zachodu, gdy zjawiło się pokolenie epigonów, które hołdując nowym chorobliwym hasłom i kierunkom zapożyczonym od obcych, poczęło zatracać i obniżać wielkie tradycye rodzimej sztuki, wystąpił na widownię on, jeden z uczniów wielkiego mistrza, jeden z tej garstki nielicznych, którzy nie zmarnowali przekazanego im ideału sztuki, ale w miarę sił i zdolności dźwignęli sztandar czystej sztuki w najszlachetniejszem tego słowa pojęciu.
W chwili, kiedy malarstwo polskie nie zasilane dopływem talentów równej miary, jak wyżej wymienieni przedstawiciele nieśmiertelnego ducha narodu, — który i w sztuce zadokumentował swoje istnienie, — tracić zaczęło swój wielki walor i znaczenie w Europie, Żmurko był jednym z tych nielicznych następców, którym przypadło w udziale podtrzymać za granicą honor malarstwa polskiego.
Był to talent z Bożej łaski, artysta natchniony, o szerokim locie skrzydeł, malarz-poeta, który jak żaden przed nim a nie wielu zapewne po nim uczynić to potrafi, wyśpiewał czarowny wdzięk i piękność ciała kobiecego.

∗             ∗


Przez całą twórczość Żmurki snuje się jak nieprzerwana nić złota, kult kobiety i typu kobiecego w różnych odmianach. Typ ten jest już to bachicznie zmysłowym, już to opromienionym sentymentem i czynnikiem idealistycznym. W różnych okresach życia i działalności malarskiej, różne fazy przybierało to studyum aktu kobiecego, który już najwięksi mistrze malarstwa wszechświatowego jak Rubens, Tycyan, Veronese, Tiepolo uważali za kwintesencyę malarstwa, za najwdzięczniejszy temat i najwyższy wzlot siły twórczej malarskiej.
Artyzm Żmurki był z tych, w których odnaleźć można bardzo wyraźnie nieśmiertelne pierwiastki wielkiego Renesansu. Był to duch twórczy, gnany żywiołową siłą wewnętrznej inspiracyi do gorączkowego tworzenia. Olbrzymi poczet jego obrazów, plon przeszło trzydziestoletniej pracy, jest całym rozdziałem sztuki nie tylko polskiej ale wszechświatowej.
W wielkiej plejadzie polskich mistrzów pędzla doby po-Matejkowskiej on jeden siłą indywidualizmu swego dokazał tego, że obrazy jego zostały na targu wszechświatowym.
Podczas gdy u wszystkich niemal wielkich malarzy polskich piętno rodzimego charakteru występuje bardzo wyraźnie jako dominujący czynnik ich twórczości, jako zasadniczy rys pędzla, u Żmurki zasadniczym tonem jest kosmopolityczny typ kobiety.
Z tego nie można czynić artyście zarzutu i umniejszać należnego mu wymiaru uznania. Takiem było już ukształtowanie się natury jego talentu, jego umiłowań piękna w sztuce, że w tej tylko dziedzinie wzrok jego wyczuwał piękno, talent jego czerpał swą siłę i natchnienie. Jeżeli zaś chodziłoby o ściślejszą analizę typu kobiecego Żmurki, to nie ulega wątpliwości, że odnaleźć tam można także wyraźny pierwiastek swojski. Kto zna Warszawę i jej urocze typy kobiece, ten w licznych postaciach niewieścich Żmurki odnajdzie niewątpliwie w niezrównanej wierności, z przedziwną finezyą oddany ten charakterystyczny typ warszawskiej »amoureuse« w jej najcharakterystyczniejszych, najwdzięczniejszych odmianach. Typ ten krystalizuje się stopniowo, aż w ostatniej fazie rozwoju talentu Żmurki przybiera skończony kształt wyidealizowanej postaci niewieściej, która snadnie uchodzić może za wcielenie najpiękniejszego wizerunku polskiej kobiety.
Nie wiele jest postaci w europejskiem malarstwie współczesnem w ogóle a w polskiem w szczególności, w którychby bujność temperamentu malarskiego rozlewała się tak pełną falą, tak żywiołową siłą, jak u Żmurki. Jego siła przechodzi wprost w brawurę, jego temperament graniczy z passyą malarską. Jest w nim coś z mistrzów cinquecenta włoskiego i równocześnie coś ze współczesnego illustratora. Francuska finezya i brawura łączy się z ogromnem umiłowaniem karnacyi niewieściej mistrzów włoskich, a głównie weneckiego malarza Tiepola, którego Żmurko istotnie uważał za swego mistrza. A że ten mistrz był, jak słusznie podniesiono, ostatnim malarzem dawnej epoki a pierwszym nowej i że on to przeniósł wspaniałe tradycye cinquecenta do wieku XVIII, przeto i wzorujący się na nim Żmurko ma prawo być nazwanym wnukiem renesansu włoskiego w polskiej sztuce malarskiej.
Ten zaś właśnie wpływ malarstwa włoskiego z jego klasycznej doby, podobnie jak u Lenbacha, warunkuje rozwój talentu Żmurki i wykreśla całą jego drogę artystyczną. Wbrew prądom epoki, w jakiej mu żyć przyszło, nie popłynął z falą modernizmu. Nie przemawiały doń ascetyczne wychudłe chimery symbolizmu, choćby tak wytworne jak u Klimta, ale mówiło doń zdrowe życie, mówił temperament szczery, mówiła radość i umiłowanie życia. A że posiadał wyjątkową zdolność podpatrywania tego co piękne, co złoci szarość życia i wprawia w drżenie nasze nerwy, że umiłował arcytwór natury — kobietę, pulsującą pełnią krwi, to mu zapewniło stanowisko nie tylko w polskiej ale wszechświatowej sztuce i to było źródłem jego sławy i wyjątkowego powodzenia.
W ściśle ograniczonym swoim zakresie Franciszek Żmurko był typem malarza o indywidualności tak zdecydowanej, tak na wskróś odrębnej i charakterystycznej, że wybiła ona wyraziste piętno na najdrobniejszem nawet dziele sztuki, jakie wyszło z jego pracowni.
Typy kobiece Żmurki pozostaną w historyi malarstwa polskiego jako odrębna, na wskróś indywidualna interpretacya typu kobiety polskiej, podobnie jak pozostaną w niem typy kobiet Matejki, kobiet Siemiradzkiego i Axentowicza, koni Kossaków ojca i syna, typy chłopskie Tetmajera lub Wodzinowskiego.
Bardzo trafnie a bliżej jeszcze określił indywidualizm ten jeden z krytyków współczesnych, mówiąc o Żmurce: »Cały jak zarzewie trawiące się na ołtarzu zwycięskiej Ewy, piewca ciała kobiecego i jego uroków, jako wyrazu nieodgadnionej zagadki »des ewig Weiblichen«, Greuze polski, tylko bardziej nerwowy i nowoczesny, bardziej niespokojny w dążeniu i bardziej natężony w wyrazie. Dwa typy krańcowe kobiety, którą tak dobrze czuł w jej natężonym jak struny blasku piękna cielesnego, stanowią bieguny osi twórczej Żmurki. Jeden rozdrganej lutni ciała pod podmuchami rozkoszy i upojeń w omdleniach miłosnych, w niemocy żywiołu upojonego, — drugi — uciszony, tęskny, zmróżony, jak słodka pieśń duszy kobiecej i jej poezya głęboka, płynąca nad ciałem w zadumaniach ciszy wieczornej. Przez oba te typy ujawniała się dążność do jednego, do miary środkowej, do odcyfrowania ideału kobiecego w jego ostatecznym i syntetycznym wyrazie piękna cielesnego — w spokoju i majestacie. Oba te typy ujmował w formy rzetelnie malarskie jak zwykli to czynić zawodowi mistrze Renesansu, bez ideologii zawiłej i symbolów wyszrubowanych, podporządkowując wszystkie władze czuciowe zasadniczej wartości malarskiej — oku, sprowadzając dążenia do zasadniczych postulatów malarskich: barwy i kształtu. Był on malarzem w całem znaczeniu wyrazu, malarzem z krwi, kości i nerwów«.
W tem też leży tajemnica tego, że niepospolita indywidualność Żmurki wytrzymała próbę czasu i zapewniła trwałość jego dziełom.
Jeżeli mowa była poprzednio o wpływie mistrzów włoskich na twórczość Żmurki, to wpływ ten odnieść należy jedynie do podstaw umiejętności malarskiej a nie sposobu interpretacyi własnych wrażeń. Mistrze byli mu szkołą, ale indywidualizm swój sam artysta nasz wyrobił siłą talentu, obserwacyi i malarskiej intuicyi. Jedynym, którego wpływ silniej się uwidocznia w dziełach Żmurki, jest Makart, ale i tu nici pokrewnych dopatrzeć się można raczej w wykwincie dekoracyjnym i w harmonizowaniu tła i barw, aniżeli w metodzie interpretowania typu kobiecego. Mimo wszystkie bowiem analogie i nasuwające się porównania Żmurko stoi sam po za wszystkiemi szkołami i kierunkami, jako malarz o własnym, wybitnym emplois, którego zadaniem jest wieczne rozwiązywanie zagadki cielesnego piękna kobiety.
A w tem dążeniu, choć wyrażało się ono w porywie zmysłowym, umiał świetny artysta uchronić się od brutalności i trywialności. Czynnikiem warunkującym artyzm tych dzieł był zawsze wytworny wdzięk i finezya francuska w rysunku a świetna plastyka i soczystość w kolorycie. W większych kompozycyach występuje u Żmurki jako czynnik podstawowy i zasadniczy niesłychana harmonia barw. W obrazie n. p. »Gwiazda Betleemska« harmonią kompozycyi tła i barw przypomina styl Siemiradzkiego. A przecież jakże zasadnicza jest między dwoma tymi malarzami różnica. Siemiradzki umiłował bogaty słoneczny pejzaż południa i na tło tego pejzażu rzucał postacie ludzkie, które miały równorzędny z pejzażem walor malarski, dla Żmurki zaś główną rzeczą była zawsze postać kobieca a pejzaż sprowadzony był do charakteru wybornie zharmonizowanego tła, na którem piękno postaci kobiecej tem silniej się uwydatnia. Siemiradzki spokojny klasyk zrównoważony, cyzeluje pracowicie i rzeźbi jak w marmurze swoje postaci, drapując je bogactwem akcesoryów, Żmurko rzuca je z gorączkowym temperamentem ale z tą brawurą i energią, która jest świadectwem pełni kunsztu artystycznego, która śmiałym konturem, plamą barwną, jaskrawością kontrastów świetlnych wywołuje pełny efekt rysunkowy lub kolorystyczny.
Żmurko jest prawdziwym poetą wdzięku niewieściego czysto zmysłowego. Odnalazł on w pięknie kobiecego ciała to, co dla wielu artystów pozostaje na zawsze ukrytem lub niedostrzeżonem. W tym kierunku jest on w sztuce europejskiej jednym z niewielu przedstawicieli, stojąc na równi z najwybitniejszymi tego kierunku francuskimi przedstawicielami: Cabanelem, Chaplinem, Lefebrem i Saint-Pierrem. Od nich to wziął Żmurko ten wyraz uduchowienia, który po za stroną zmysłową, owiewa każdą postać jego kobiecą i użycza jej czaru piękna.
W malarstwie polskiem kobieta jako temat nadzwyczaj mało była uwzględnioną. Bujne we wszystkich kierunkach, a zwłaszcza za sprawą Matejki w historycznym kierunku malarstwo nasze, pozostało na punkcie typu kobiecego i karnacyi ciała daleko w tyle po za sztuką europejską. Żmurko jest jedynym, który lukę tę znakomicie wypełnił i jako taki w historyi malarstwa polskiego zajął stanowisko zupełnie odrębne.



Linia rozwoju talentu Franciszka Żmurki wykazuje trzy główne okresy. Okres pierwszy, w którym ulegając wpływom szkoły krakowskiej Matejki i monachijskiej Wagnera tworzy obrazy historyczne, gdzie jednak już zjawiają się pierwsze typy kobiece, mające piętno subtelnego odczucia a przytem posiadające ogromny przepych ciała.
W okresie drugim, który przypada na czas pobytu Żmurki w Warszawie i w Paryżu, zostaje artysta nasz wyłącznie pod wpływem inspiracyi własnej i intuicyi w odczuwaniu i wyrażaniu typu niewieściego. Maluje główki, akty kobiece w najrozmaitszych pozach, zawsze rysowane linią śmiałą, pełną brawury, z zamaszystością dyktowaną przez nerwowy niespokojny temperament, żądny gwałtownego natychmiastowego wypowiedzenia się. Akty te w najróżnorodniejszych przegięciach i pozach rzuca zawsze na tło doskonałych akcesoryów, a rysuje tak, aby na plan pierwszy wysunąć linię piersi i biust podać naprzód, dać interesujące skróty, olśnić świetnością karnacyi. Głowy jego to galerya prześwietnych studyów z modelów, o niesłychanem bogactwie szczegółów, o zawsze zaokrąglonym, przeważnie zmysłowym wyrazie, zawsze pięknych interesujących rysach, pełnych iście francuskiej finezyi i pikanteryi. Oczy tych główek zawsze niemal spuszczone lub powiekami przysłonięte, mają wspólny wyraz zmysłowości, z przymieszką naiwności i nieporównanego sentymentu.
W miarę dojrzewania myśli, rozszerzenia się sfery obserwacyi, pogłębiania techniki studyowanej na najlepszych wzorach starej sztuki włoskiej — Żmurko dochodzi w swym typie do mistrzowstwa. W jednym z najświetniejszych obrazów ostatniego okresu twórczości, w kompozycyi »Laudamus feminam« daje ostatecznie syntezę swej twórczości, typ wprost klasyczny, który wchodzi jako wytwór ducha natchnionego twórcy do historyi współczesnego malarstwa.



Franciszek Żmurko urodził się we Lwowie w r. 1858. Ojcem jego był znakomity matematyk Wawrzyniec Żmurko, profesor i rektor uniwersytetu lwowskiego. Do szkół uczęszczał we Lwowie, najpierw do gimnazyum, następnie do szkoły realnej. Po skończeniu tejże pierwsze studya rysunkowe rozpoczął u głośnego malarza lwowskiego Franciszka Tepy, poczem udał się do krakowskiej Szkoły sztuk pięknych pod kierunek Jana Matejki.
Żywa, bujna i wrażliwa natura młodego adepta sztuki nie umiała jednak się poddać systemowi szkolnemu. Wchodząc do szkoły krakowskiej umiał już znacznie więcej od swoich kolegów, nie miał więc cierpliwości do poddawania się ponownym systematycznym studyom. Po krótkim w Krakowie pobycie wyjechał dalej do Wiednia i tam, nie zapisując się do żadnej szkoły, uczył się i pracował samodzielnie. Dalszym etapem jego drogi artystycznej było Monachium, gdzie zapisał się do Akademii tamtejszej, poczem wstępuje do głośnej naówczas »Malszuli« prof. Wagnera i tam po półrocznem studyum zdobywa złoty medal za studya i szkice.
Następstwem tego było założenie własnej pracowni i na nowo podjęta samodzielna praca, której pierwszym plonem jest wybitnej wartości obraz historyczny »Kleopatra«.
Obraz ten mający już wszystkie zasadnicze rysy talentu Żmurki, ujawnione zarówno w układzie i kompozycyi jak i w traktowaniu ciała Kleopatry, przyniósł Żmurce na akademickiej wystawie złoty medal, co spowodowało przeniesienie Żmurki do t. zw. »Meisterszuli«.
Nie długo jednak korzystał młody malarz z tego akademickiego wyróżnienia. Po namalowaniu obrazu »Zuzanna i dwóch starców« wyjechał z powrotem do Krakowa i zapisał się na nowo do szkoły Matejki.
Odbiciem historycznego kierunku w szkole Matejki jest obraz »Kazimierz Wielki i Esterka«, za który uzyskał przy poparciu mistrza stypendyum cesarskie na wyjazd do Rzymu.
Rzym silnie oddziałał na fantazyę twórczą Żmurki.
Tu podmalował jeden z najpiękniejszych obrazów z pierwszego okresu »Neron nad zwłokami Agrypiny«, następnie »Sfinksa« i długi szereg studyów.
Po półrocznym w Rzymie pobycie powrócił do Matejki po raz trzeci i pod jego już kierunkiem wykończył »Nerona«.
Obraz ten pełen bogactwa akcesoryów był już wypowiedzeniem się dojrzałego talentu artysty, który czując się wyzwolonym z więzów rutyny szkolarskiej i nie umiejąc się nagiąć do wymagań Matejki, chcącego zeń koniecznie uczynić malarza historycznego, poszedł odtąd własną drogą.
Niedopełnienie formalności wojskowej w Austryi i grożąca mu skutkiem tego trzyletnia służba w wojsku, zniewoliły Żmurkę do wyjazdu do Warszawy, która odtąd stała się stałem jego miejscem pobytu i terenem, na którym artysta odnalazł właściwą drogę dla swego talentu i natchnienia i gdzie talent ten rozbłysł istotnie pełnią swoich walorów i swego wybitnego indywidualizmu.
Pierwsze obrazy jakie Żmurko skomponował w Warszawie były jeszcze reminiscencyami pobytu pod niebem Italii a obok tego wykazywały wyraźny wpływ Matejki. Były to płótna »Śmierć Messaliny« i »Zaślubiny Messaliny na Monte-Pincio«.
Wyjeżdża potem raz jeszcze na krótki czas do Paryża, gdzie maluje słynną swą »Damę kameliową«, wreszcie wraca do Warszawy, z której już odtąd dorywczo i tylko na krótko czyni od czasu do czasu wycieczki za granicę.
Od stałego osiedlenia się artysty w Warszawie datuje się okres najbardziej gorączkowego tworzenia, najsilniejszego napływu myśli twórczej. Zaślubienie znakomitej artystki teatrów warszawskich p. Aleksandry Lüdowej umocniło silnie związek artysty z Warszawą, która zresztą okazała się zupełnie właściwym, odpowiednim i wdzięcznym dla jego kierunku i umiłowań terenem pracy.
Z początku z pod pędzla Żmurki wypływają pełne żaru, sentymentu lub zmysłowej melancholii obrazy: »Na skrzydłach pieśni«, »Śmierć na kwiatach«, »Napój miłosny«, »Pod wpływem haszyszu«, »Demon«, »Z rozkazu padyszacha«, »Jusprimae noctis« i inne, wreszcie trzy wielkie płótna, streszczające całą skalę talentu Żmurki i wieńczące najpiękniejszym laurem skroń artysty: »Przeszłość grzesznika«, malowany na zamówienie Ignacego hr. Milewskiego, własny portret dla tejże samej galeryi, »Pieśń wieczorna«, »Gwiazda Betleemska«, »Laudamus feminam«, »Hetera« i »Patrycyuszka«.
To były obrazy wielkie, komponowane i wykończane mozolnie, rewelacye myśli twórczej artysty. Obok tych zaś dzieł jakiż ogrom drobnych studyów, główek, szkiców i winiet płynie z pod pędzla artysty, który staje się ulubieńcem salonów, jako piewca najsłodszego czaru bijącego z ciał niewieścich.
Tej twórczości punktem kulminacyjnym, najwyższem wzniesieniem się i oczyszczeniem myśli twórczej ze zbytniego wybujania w kierunku erotycznym, jest obraz »Pieśń wieczorna«.
Jakaż przedziwna harmonia, jakie uciszenie burz życia, jaka rezygnacya i melancholia bije z tego obrazu pełnego poezyi, wiodącego myśl naszą gdzieś w zaświaty! Obraz ten sprzedany do Ameryki niesie sławę artysty na drugą półkulę, gdzie Żmurko zdobywa »złoty medal« i wdzięczne a obok tego lukratywne pole zbytu dla swych obrazów.
W ślad za tym obrazem idąca »Gwiazda Betlejemska« jest wyrazem tej samej myśli, tego samego odczucia idealnej jakiejś tęsknicy, jakiegoś uduchowienia, które zwolna opanowywa artystę i myśl jego wyzwala z środowiska drobnych wysiłków rozpraszających jego wielki talent. Obraz ten utrwala zasadniczo imię Żmurki na kartach sztuki europejskiej. Wielokrotne jego reprodukcye popularyzują nadto nazwisko malarza w szerokich kołach miłośników sztuki za granicą, a zwłaszcza w Niemczech, gdzie wielkie wydawnictwa artystyczne współubiegają się o prawo reprodukcyi dzieł jego. Wielki organ sztuki »Moderne Kunst« w Berlinie twórczości jego poświęca cały zeszyt (1898 r.). Zagraniczne illustracye angielskie, francuskie i włoskie współubiegają się o jego utwory, wychodzą liczne albumy zbiorowe jego obrazów, artystyczne heliograwiury z jego dzieł zdobią wystawy najświetniejszych handlów rzeczami sztuki w stolicach europejskich. Na giełdzie sztuki wszechświatowej nazwisko Żmurki notowane jest w szeregu najbardziej poszukiwanych, na równi prawie z Makartem i Chaplinem.
Powodzenie i rozgłos nie upajają jednak artysty naszego. W miarę potęgowania się sławy i rozgłosu, w miarę podnoszenia się realnej wartości jego obrazów, Żmurko stara się doskonalić swą technikę, szukać nowych problemów w swej sztuce, uspokajać się w swojej gorączce nerwów i dawać rzeczy coraz dojrzalsze i doskonalsze. Troską jego jest już nie tylko sam typ kobiety, któremu hołduje zawsze z niesłabnącym zapałem, ale cały sztafaż obrazu. Pejzaż jego w »Pieśni wieczornej« przypominający najlepsze twory pejzażystów, jest tych usiłowań świadectwem najwymowniejszem. Świetne akcesorya i tła obrazów z ostatniej doby świadczą o pogłębionem studyum starych mistrzów, o odnalezieniu nowych, bogatych czynników piękna. On, który dawniej w Tiepolu widział ostatni wyraz sztuki, wraca do mistrzów florenckich i od nich przejmuje głębokość tonu, siłę kolorytu, przejrzystość karnacyi i owo niezrównane złoto starych florentczyków.
W chwili, gdy sztuka Żmurki wznosiła się na szczyty, gdy obrazy jego coraz większe zyskiwać zaczęły prawo obywatelstwa w sztuce wszechświatowej, śmierć nieoczekiwana przecięła pasmo dni pracowitego żywota artysty. Zgasł po kilkomiesięcznej chorobie serca, na którą napróżno szukał ucieczki w południowym klimacie Włoch, w dniu 9 października 1910 w Warszawie. W sile wieku i w chwili największego rozkwitu talentu odszedł od nas, pogrążając w żałobie osieroconą sztukę polską.
Jako artysta doby dzisiejszej Franciszek Żmurko należał do tych niewielu kapłanów prawdziwej sztuki, który umiał wytworzyć sobie ideał, i szedł ku niemu wytrwale przez całe życie. I dlatego na tle dzisiejszej sztuki polskiej postać jego odcina się jako zgoła odrębny typ twórczości malarskiej samoistnej, wyodrębnionej od współczesnych prądów, a nawiązującej ciągłość sztuki dzisiejszej ze sztuką największych mistrzów polskiego malarstwa. Jeżeli im nie dorównał siłą polotu rodzimego ducha, to w każdym razie po przez szarzyznę i mroki najmłodszego polskiego malarstwa wyjałowionego chorobliwem naśladownictwem brzydoty i brakiem treści i myśli, przeciągnął nić wielkiej tradycyi, którą następcy uchwycą niewątpliwie na chwałę nieśmiertelną sztuki naszej.

Władysław Prokesch.


Franciszek Żmurko



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Franciszek Żmurko, Władysław Prokesch.