Fragment. Między ziemią a niebem... (Konopnicka, 1915)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Fragment. Między ziemią a niebem...
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolf.
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
XLIV. FRAGMENT.
Grafika na początek utworu 1.png

Między ziemią a niebem rzuciłeś błękity,
Boże, w słonecznych blaskach chwały Twej ukryty!
Lecz niegdyś tak przejrzystą była ta zasłona,
Że ziemia wyciągała do Ciebie ramiona
W uniesieniu miłości, jakby Cię widziała...
Ludy mówiły wówczas: »Oto Jego biała
Szata, gwiazdami tkana... oto łuk tęczowy...
Oto głos pełen gromów... oto blaski głowy...
Wszyscy Cię czuli, Boże! wszyscy Cię widzieli...
Tyś był w płonącym krzaku, Ty w jaskrawej bieli
Roztopionego w glorję wierzchołka Taboru...
Ty w gwieździe porankowej... Ty w szeptach wieczoru
Rodziłeś się — cierpiałeś — i leżałeś w grobie;
Ludzie, jakby po bracie, płakali po Tobie...
...................
Szły wieki — na błękitach zebrały się chmury...
Lekkie owo velarium[1] przejrzystej purpury,
Od oparów łez gorzkich, od krwi rdzawych dymów,
Od cienia wielkich mogił, upadłych olbrzymów
Ściemniało tak, jak gruby, czarny kir sierocy.
Ludzkość idzie niepewna, stąpając wśród nocy...
Wiekom i ludom trudno dojrzeć Cię w zaćmieniu —
I są, co zapomnieli zwać Cię po imieniu.



Czasem tylko przeleci błyskawica ducha,
Niecąc płomienną łunę w oba niebios końce,
A za nią chwilę świeci pełna blasków droga...
Czasem iskra, padając na serce, wybucha...
Ludy wtedy wołają: »Oto świeci słońce!...«
A myśliciel w zadumie mówi: »Widzę Boga!« —
Lecz wnet przygasa wszystko... gwiazd bladych tysiące
Stoją na czatach, jakby porażone, drżące —
I złotych swych promieni przeźroczystą przędzę
Zarzucają na ból nasz — i na naszą nędzę...
Coraz rzadziej, w rozpaczy i zwątpienia męce
Człowiek wznosi do nieba załamane ręce;
Ciemno mu w duszy — nie wie, oślepły żałobą,
Że ma jeszcze błękity — i Boga nad sobą...
Ach! odsłoń się — i ukaż ludom Twoje lice!
Zepchnij w ostatnią przepaść zmrok i tajemnice...
Rozedrzyj gromem swoim, jak niegdyś w świątyni,
Zasłonę[2], co nam Ciebie niewidzialnym czyni...
Zdmuchnij potężnem tchnieniem mgłę, która oddziela
Od ołtarza Twej prawdy smutnego czciciela...
Powiedz ludom, co Twego oczekują słowa,
Żeś Ty nie Adonai[3], żeś Ty nie Jehowa[4],
Ale że imię Twoje, przeczyste i święte,
Imię, co nie ma końca — nie było poczęte,
Imię, przy którem gasną promienie słoneczne,
Jest światło wieczne!


Grafika na koniec utworu 3.png



Przypisy

  1. Velarium (słowo łacińskie) — płótno rozciągnięte nad widownią teatralną, zasłona od słońca.
  2. »Jezus... oddał ducha. A oto zasłona kościelna rozerwała się na dwoje od wierzchu aż dołu« (Ewang. św. Mateusza XXVII, 50—51).
  3. Adonai — w hebr. liczba mnoga od adon, pan, używana wyłącznie na określenie Boga.
  4. Jehowa, t. j. Jhwh, dziś czytane przez badaczy biblijnych Jahwe — nazwa Boga izraelskiego.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.