Encyklopedja Kościelna/Arnold Godfryd

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Encyklopedja Kościelna (tom I)
Redaktor Michał Nowodworski
Data wydania 1873
Drukarz Czerwiński i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron

Arnold Godfryd, duchowny luterański, ur. 5 Wrz. 1666 r. w Annaberg, w Saksonji. Z natury skłonny do mistycyzmu, rozwinął w sobie tę skłonność, słuchając w Dreźnie wykładu pietysty Spenera. Zarówno jak Spener niezadowolony ze stanu protestanckiego kościoła i jego nauki, ganił szczególnie spory, zarozumiałość i pretensje teologów, upadek wśród nich życia chrześcjańskiego, kierunek pojęć jednostronny, brak głębszego poczucia religijnego, brak zakładów, któreby je pielęgnowały; starał się więc wpływać na ulepszenia w tym kierunku. Taka dążność wyzwała opozycję duchownych luterańskich, témbardziej, iż Arnold i w życiu okazywał się niepraktycznym i bardzo słabym. Prześladowano go więc, a chociaż często nie miał słuszności za sobą, czuł się tak mocno dotkniętym, iż stopniowo doszedł do najwyższego stopnia nienawiści ku pastorom, szczególniej ku zwierzchniej władzy swego wyznania. Nareszcie opanowała go myśl, że duchowni, od początku aż do jego czasów, winni byli wszystkiego złego na świecie i że, gdyby nie oni, wszystkoby poszło doskonale. W tym duchu napisał swoją „Bezstronną historję Kościoła i heretyków:“ Unpartheische Kirchen-und Ketzerhistorie, vom Anfang des neuen Testaments bis auf das J. Chr. 1680. Frankf. a. M. 1699, f. 2 t. W témże mieście r. 1703 wyszły: Supplemente zur Verbesserung der Kirchen-und Ketzerhistorie. Arnold w tém dziele wychodzi z zasady, że wszystkie poprzednie historje Kościoła stronne były, bo pisane przez teologów odpowiednich wyznań; on zatem pierwszą prawdziwą i bezstronną historję Kościoła dostarcza. Najstarszych historyków Kościoła odmalował jako ludzi przesądnych, i często, z powodu tych przesądów, umyślnie przekręcających dzieje. Zarzucał im szczególniej, że nauki i obyczaje heretyków przedstawiali fałszywie, a często nawet prawdziwych i pobożnych chrześcjan mieli za heretyków. Późniejszych historyków Kościoła jeszcze mocniej o to samo obwiniał. Za to szczególniej względnym i uprzejmym był dla sekt kacerskich, starając się korzystniej przedstawiać ich naukę i stawać w obronie ich obyczajów. Tym sposobem dzieło jego stało się apologją prawie wszystkich herezji. Prawowiernym teologom i zwierzchnikom Kościoła zarzucał, że lepszych od siebie chrześcjan prześladowali, aby tym sposobem własną żądzę panowania i ambicję zadowolnić; że z chrystjanizmu, będącego sprawą serca i sumienia, zrobili suchą szkolarską umiejętność, przedmiot filozofowań i dysput, próżnych formuł i obrzędów. Duchowni też w jego dziele występują jako uosobione zło, a wszyscy przeciwnicy duchowieństwa, już tem samém zasługują na pochwałę. Wszystkiego tego nie byliby mu zapewne wzięli za złe jego współwyznawcy, gdyby był dzieło swoje tylko do czasów reformacji doprowadził; ale ciągnął je aż do roku 1680, tak, iż objął znaczną część protestanckiej historji kościelnej, a w niej współwyznawców swoich jeszcze ostrzej osądził, niż katolików. Mianowicie bardzo gwałtownie napadał na prawowiernych luterskich teologów, malując straszny obraz wszystkiego złego, jakie oni sprawili. Łatwo zrozumieć, iż dzieło to, bardzo także pod względem formy wadliwe, napisane stylem ciężkim, zawiłym, wielkie wywołało oburzenie; miało tę jednak zasługę, iż pobudziło do nowej czynności w dziedzinie historji kościelnej, i do staranniejszego jej traktowania. Pomiędzy luterańskimi teologami utorowało drogę do większej bezstronności i nauczyło ich wierzyć, że i między nieluteranami coś dobrego znaleść można. W następstwie, polemika u protestanckich pisarzy łagodniejsze przybrała formy. Arnold w 1697 r. został professorem historji w Giessen, ale tak go wszystko tam zrażało, iż już w następnym roku złożył professurę. Później był jeszcze pruskim historjografem, a w końcu, jako kaznodzieja w Perleberg, um. 30 Maja 1714 r. Inne jego dzieła, nacechowane mistycyzmem i marzycielstwem, nie zasługują na wzmiankę. Co się jego osobistości dotyczy, nie można mu odmówić dobrej woli, ale przedewszystkiém, wielką jednostronność i namiętną gwałtowność przyznać mu należy. W. B.