Dziad i garnek miodu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Stanisław Jabłonowski
Tytuł Dziad i garnek miodu
Rozdział Bajka o dziadzie i miodzie (o wieśniaczce z mlekiem)
Pochodzenie Biernata z Lublina Ezop
Redaktor Ignacy Chrzanowski
Data wydania 1910
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)

Cały zbiór

Indeks stron

2. Dziad i garnek miodu.

Dziad, a dziad, mówię, ze dwóch miar dwojaki:
Dziad. bo miał wnuki; dziad, bo ladajakiéj
Będąc fortuny, w mieście żebrał sobie.
Aż kilku dziad się groszy doskrobie.
Długie consilium miał nad skarbem owym,

Ciesząc się długo swym groszem gotowym.
Tandem, co rzadka dziadowi więc bywa,
Który grosz chowa, a go nie dobywa,
Zwyciężył się dziad i z rady dowodu
Kupił na rynku sobie garnek miodu.
Przyniósł do chaty te swoje nabycie,
Kędy siedziała i baba i dziécię,
Córki bo jego syn, chłopiec swawolny.
Mój dziad, już będąc w domu sobie wolny,
Ten garniec miodu zawiesił w pół izby,
Bojąc stłuczenia, choć nie było ciżby,
A zawiesiwszy, siedząc, rozprawuje:
„Wiesz, babka, na co ten przaśnik kupuję?“
„Nie wiem — ma baba — na coś kupił“ — rzecze.
(O! jako próżne nadzieje człowiecze!)
Dalej dziad mówi: „Gdy zjazd będzie wielki,
„I zjedzie się pan kondycyi wszelkiéj
„Będzie miód drogi, czy to na pasztety,
„Torty, pierniki, czyli też na wety.
„Wtedy ja zyskam; potym na wieś pójdę,
„Kury z kogutem, jajec kupię, dojdę
„Kurcząt et caetera, i tym nie przestanę,
„Aż za pieniądze cielęcia dostanę;
„Cielę zaś wołem ze swym czasem będzie,
„A ten wół klaczy z źrzebięciem nabędzie“.
Baba wzdychała na tym to kazaniu;
Ale mój chłopiec, niecierpliwy w zdaniu,
Wsiędzie na kijek i, skaczący woła:
„A ja na źrzebcu tym pojadę zgoła!“
Dziad rozgniewany krzyknie na dziecięcia:
„Nie łam, hultaju jeszcze mi źrzebięcia!“
I, chcąc swym kijem sam chłopca uderzyć,

Musiał nieszczęściem swojem źle wymierzyć,
Bo, miasto chłopca, stłukł ten garniec drogi.
Co za nieszczęście, co za casus srogi!
Ale i co za tego dziada siła,
Co jednym macham i kijem pobiła
Miód, kury, jajca i owce i cielę,
Kobyłę z źrzebcem i rzeczy tak wiele!
Ty nie zamierzaj rzeczy niepodobnych,
Nie ciesz się z myśli przyszłych, choć ozdobnych,
Aż z tego, co ci Bóg da w ręce z łaski!
Nie miej za dęba liche jego trzaski!

J. S. Jabłonowski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Stanisław Jabłonowski.