Dyskusja indeksu:PL Hugo Zathey - Antologia rzymska.djvu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

i
Andrzej Juszyński
Księgarnia. iM nut i przyborów dopisania w Przemyślu. li
Dr. HUGO ZATHEY.
ANTOLOGIA RZYMSKA. -A
V:n 1000169674
T«wf Przyjaciół aauk w Prztmyilo. 1312 D —
Cena w oprawie 1 jł. 50 ct., czyli 3 torony. — — — ŁJ> ^--- — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — jd.r
K^ Jt)
OSIŃSKICH-/
WE LWOWIE.
NAKŁADEM ZAKŁADU NARODOWEGO IMIENIA OSSOLIŃSKICH. 1898. 1000169674
J#L “-o1 Pfc^v mwLiA
W *, rv
Z DRUKARNI ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSOLIŃSKICH pod zarządem’Juliusza Birkenmaiera & £1 kj*l
SPIS RZECZY.
Wstęp................................................... a) POEZYA.
I. Poezya dramatyczna................................. a) Tragedya....... h) Komedya.......
Plautus. Z komedyi „Jeńcy“ (Cuptiui). Tłóm. J. W ol fram.
Prolog.......
Akt III scena 4 — 5
Akt V...................................
U. Poezya epiczna.......................................
Lukrecyusz. Z poematu: „0 wszech świecie^ (Dc rerum natura).
Spokój ducha. Tłóm. K. M ech e rzy ń s k i W e r g i 11 u s z. Z poematu „ Qeor(jiki“-
Pochwała Italii (II. 136 — 176). Tłóm. dla tego dzieła Ignacy Stein.
Pochwała życia wiejskiego (II. 458 — 640). Tłóm.
Il ii z. Słowa tti’
Zj „Encidy“. Tłóm. F. Wężyk.
Ilurza (1 — 204)......
Zburzenie Troi (II. I — 313)....
Droga do piekła (z ks. VI.).... śmierć Euryala (IX. 392 — 4G0 i 482 — 614) 0 widy uii z. Z „Przemian“ (Metamorfoz). Tłóm. Il runo Kici ń s k i.
Cztery wieki (I. 89 — 132)....
Faeion (II. 1 — 3(13).....
Niobe (VI, 146-312).....................
Dedal i Ikar (\ 111 183 — 235)
Filemon i liaucis (VIII G22 — 720)
Z,,Fasti“. Tłóm. dla tego dzieła Ignacy Stein.
Pogrom Kabiuszów (II. 193 — 242).
Zdobycie Gabii (II. 687 — 710)
Stronica 3 7 10 14 18 23 30 41 58 59
GO
G2 66 73 93 96 97 105 108 110 112 113 Stroni ca Poezya liryczna 115 Z „Pieśni“ Katulla. Tłóm. J. Czubek 125 Z „Ód“ Horacego. Ks. I. ody 3, 4, 7, 11, 22, 34. Tłóm. Luc. Siemieński..... 131 Ks. II oda 3. Tłóm. J. Kochanowski 136 oda 14. Tłóm. Luc. Siemieński 136 Ks. III. oda 1. Tłóm. J. Kochanowski 137 ody 18 i 30. Tłóm. Luc. Siemieński 138 Ks. IV. ody 3 i 9. Tłóm. Luc. Siemieński 139 Z „Epod“. Ep, 2. Tłóm. BogdanZaleski. 141 Ep. 4 Tłóm. L u c. S i e m i e ń s k i 143 EłegueTyballa. Tłóm. dla tego dziełalg. Stein. Ks. I. el. 1. Życie wiejskie.... 144 Ks. 1. el. 10. Pochwała pokoju 145 Magie Propercyusza Ks. IV. el. 17. Tłóm Szym. Baranowski. 146 Ks. V. el. 7. Tłóm. Szym. Baranowski. 147 Królowa elegii (V, 11). Tłóm. J. Kallenbach. 149 Owidyusz. Z „Źalówu (TrisHa). Pożegnanie z Rzymem. (I. 3). Tłóm. E u z. Słowacki 151 Satyra. list poetycki, epigram, bajka, sielanka 155 Satyra. Z Satyr Horacego. Ks. 1. sat 1. Tłóm. M. Motty.. 161 Ks II sat. 6. Tłóm. F. Faleński. 163 Petroniusz. Z „Uczty Trymalchionau. (Urywek). Tłóm. W. M. Dębicki. 167 Juwenalia. Tłóm. F. Kaleński. Satyra wstępna (w skróceniu) 170 Sat. X. w. 220 — 310.... 174 Listy poetyckie. Z nList/nvu Horacego. Ks. L list 7. Tłóm. E. Dmochowski.. 177 Ks. I. list 10. Tłóm. F. Faleński 179 Do Ihzonów. (Ks. IL list. 3. w. 308 — 422). Tłóm. X, A. K r asińsk i.. 181 Epigram. Z Marcyalisa. Tłóm. dla tego dzieła J. Czubek 184
Bajka.
Z „Bajeka Fe dr a. Tłom. I. Minasowicz.. 192
Sielanka.
Z „Bukolik“ Wergilego. Sielanka I. Tłóm. J. L i piński...... 193 b) PROZa.
I. Dziejopisarstwo.
Cezar. Z „Wojny gallickieju. Tłóm. dla tego dzieła J. Czubek.
Pogrom Wenetów (III 12 — 16)... 208
Gallowie i Germanowie (IV. 13 — 28).. 210
Z „Wojny domowejTłóm. dla tego dzieła J. Czubek.
Zajęcie Korfinium (I. 16 — 23)... 215
Bitwa pod Farsalos (111. 84 — 99)... 218
Korneliusz Nepos.
Hannibal (w skróceniu). Tłóm A. Mierzyński. 224
Sallustyusz. Ze „Spisku Kaiidiniiu. Tłóm.
F Ilabura.........................228
Z „Wojny Jugurtyńskicja. Tłóm. St. Rzepiński...... 237
Z „Roczników“ Liwiusza. Tłóm. J. M. Ossoliński.
XXI. 1, 4, 18 — 20 w skróceniu, 31 — 38. 2*3
XXII, 40 — 50 252
Tacyt. Tłóm. A. Naruszewicz.
Z nGermamiu...., 259
Z „lioczników“.
Odnalezienie kości Warusa (I. 60 — 62).. 265
Śmierć Germanika (11. 69 — 73)... 266
Pogrzeb Germanika (111 1 — 6)... 267
List Tyberyusza o zbytkach (III. 62 — 65). 270
Widowisko bitwy morskiej (XII. 66 — 67).. 272
Wojna z Partami (XIII. 34 — 42).. 273
Zabicie Agryppiny (XIV. 1 i 3 — 12).. 277
Pozai Rzymu. Prześladowanie chrześcijan (XV. 38 — 44)................................................... 281
Z „Historyi
Stan umysłów po śmierci Nerona (I. 1 — 6). 284
Palestyna. Początek oblężenia Jerozolimy (V. 6-13).....................................................286 Stronica Vymowa. (Mowy i listy). 290 Mowy. Z Mów Cycerona. Tłóm. E. Rykaczewski. Z Mów przeciw Werresowi. Z mowy IV. (roz. 48 — 57).... 297 Z mowy V. (roz. 7 — 9).... 302 Pierwsza mowa przeciw Kałt/linie 305 Z Mowy w obro-nie poety Archiasza. 313 Czwarta mowa przeciw Anloniuszołoi (w skrć — ceniu)...... 317 Listy. Z Listów Cycerona. Tłóm. E, Rykaczewski. Z JAstów do przyjaciół (Ad famiłiares). List do M. Maryusza (VII. 1, w skróceniu). 320 List do M. Katona (XV. 4, w skróceniu) 321 Z.Listów do Aityka (Ad Aiticum) (I. 18) 323 Z Listów Pliniusza Młodszego. Tłóm. R. Ziołecki. Dwa lisiy do historyka Tacyta. (W/buch We — zuwiusza) (VI 16 i 20) 324 List Pliniusza do cesarza Trajana o chrześci — janach (X. 96)..... 328 Odpowiedź I rajana ( X. 97)..... 330 FJJozoiia 331 Z Cycerona. Tłóm. E. 11 y k a c z c w s k i. Z pisma „0 rzcczypospolitcj“. Sen Soypiona. (Z księgi VI.) 336 Z „Iiozpraw tuskulańskich“ (V 20 — 22).. 340 Z pisma „Lchusz czyli 0 przyj.śni“ 342 Z Seneki. Tłóm. X. 1). Pilchów sk 7j pisma „0 yniewAc1’ (III. 24 — ’7) 345 Z pisma „0 łaskawości“ (11. 1 — 2) 347.Nauki ścisło 349 Z dzieła Pliniusza Starszego „ Historya natu — ralna“ Tłóm. Lukasie w icz. 0 pamięci (VII. 24). 351 Czerstwość ducha ( VII. 251.... 362 Znakomici rzeźbiarze (XXXIV. 19, w skróceniu) 352
LITERAT LR A RZYMSKA
Zathey. Antologia rzymeka. 1
LIT ER AT UR A R.ZYMSK A.
W.S TĘ P.
Literatura rzymska czyli łacińska jest tylko przeważnie echem literatury greckiej — a mimo to ma pierwszorzędne światowe znaczenie. Pomogło jej do tego niemało chrześcijaństwo, które na gruzach wszechpotężnego pogaństwa wzrosło, zakwitło i powoli całą niemal ogarnęło Europę. Przyjęło bowiem chrześcijaństwo język łaciński za swój własny i za kościelny, przechowmło znaczną liczbę dzieł pogańskich pisarzy — i lyin sposobem, gdziekolwiek zatknięto krzyż, wprowadzano równocześnie kulturę rzymską i język Rzymian. Stał się też len język niejako światowym i zdawało się przez kilka naście wieków, że tylko tym językiem pisać i tylko w r.im uczyć się można. Jakkolwiek bardzo ubolewać trzeba, że świat nie poznawał wzorów prawdziwie pięknych z literatury greckiej, właściwej matki wszystkich innych, to z drugiej strony dobrze było, że poznawał przynajmniej jej uczenicę i naśladowniczkę z wielu względów znakomitą, że ona stała się nauczycielką i mistrzynią narodów i była podstawą całej średniowiecznej i nowoczesnej cywilizacyi.
Literatura rzymska zjawia się o kilka wieków później niż grecka. Na pielęgnowanie poezyi i sztuki nie pozwalały pierwszym Rzymianom usposobienie i charakter, a zwłaszcza stosunki, wśród których żyli. Byli to prości rolnicy, ludzie cnotliwi, dbający o powagę i uczciwość, ale zajęci głównie wywalczaniem sobie bytu politycznego i osobistego mienia. Walki, które bezustannie prawdę prowadzili, wywierały dobry wpływ na rozwój historyi, wymowy i prawa, t. j. tych rodzajów prozy, które z czynem, energią 1* i walką są związane, ale stawiały zaporę kształceniu umysłów i marzeniom. 0 poezyi mało kto myślał, ludzie byli zanadto poważni i zanadto praktyczni. Wyobraźni mieli bardzo mało; wskazują na to choćby tylko łacińskie nazwy miesięcy (September, October, November etc. znaczyło: siódmy, osmy, dziewiąty miesiąc) luń imiona własne takie, jak np. Ouintus (Piąty), Sexlus (Szósty), Decimus ((Dziesiąty). Nie było więc w Rzymie podstawy do rozwoju poezyi, nie było bodźca ani materyału; z pierwszych też wieków jego dziejów zaledwie ślady jakiejś rodzimej, ludowej poezyi zostały.
Dopiero około połowy III-ego wieku przed Chr., gdy Rzym zaczął obce kraje i narody podbijać, wpływ obcy rzymską poezyę powołał do życia. Grecya pokonana, pokonała dzikiego zwycięzcę. (Graecia capta fcrum cepit yictorem),
Cała Italia, najbardziej południowa, cały Rzym napełniły się przebiegłymi Grekami, którzy stopniowo opanowali umysłową i moralną sferę życia. Przynosili oświatę, podniecali zamiłowanie do nauk i sztuk. W otoczeniu każdego zamożnego Rzymianina znajdujemy odtąd greckich filozofów, poetów i nauczycieli wymowy. Pod wpływom wvższej cywilizacji i język łaciński z czasem wydoskonalił się, uszlachetnił, a Rzym zyskał powagę dzięki kilkunastu niepospolitym utalentowanym patryotom, którzy zacząwszy pisać po grecku, potem ku ojczystemu językowi zwrócili się z miłością i pracowali nad nan z upodobaniem, podobnie jak znakomitsi nasi pisarze XVI w. z łacińskiego do polskiego przeszli obozu. (idy Rzymianie zwrócili na nią uwagę, skończyła już literatura grecka ostatnią fazę rozwoju, mogła więc dostarczyć wzzorów na wszystkie rodzaje poezyi czy prozy. Korzystano z nieli bez wyboru i niezawszo umiejętnie; pisano równocześnie dramaty i epopeje lub liryczne wierszyki, naśladując zarówno modne utwory czasów późniejszych, jak arcydzieła ubiegłych epok.
Naturalnym porządkiem rzeczy naprzód epiczną poezyę stwarzają narody. Od wrażeń zewnętrznych przechodzi dalej wyobraźnia do zgłębiania uczuć i stwarza poezyę uczuciową czyli liryczną. Dramat, to połączenie dwóch poprzednich rodzajów poezyi, powstaje zwykło dopiero na końcu. Tak było w’ Grecyi. W Rzymie inaczej; w Rzymie te (rzy rodzaje powstały prawie równocześnie, więc rozwój rzymskiej literatury był nieorganiczny.
Dzieje rzymskiej literatury podzielić można na pięć OKresów:
I. Okres pierwotnej, rodzimej literatury, od r. 754 do 240 przed Chr., czyli od założenia Rzymu do końca I. wojny punickiej Sądząc z nielicznych szczątków, które po nich pozostały, zaledwie do zawiązków piśmiennictwa zaliczyć możemy pieśni religijne, napisy grobowe czy zapiski kapłanów. Forma ich ciężka i niezgrabna, treść nie objawda żadnego polotu myśli, więc wartości literacKiej nie mają.
II. Okres archaiczny, od r. 240 do 90 przed Chr., więc mniejwięcej od końca I-ej wojny punickiej do dyktatury Sulli. Właściwa literatura zaczyna się dopiero pod wpływem greckim, około połowy wieku Ill-go. W tym czasie występuje na widownię Grek Livius Andronicus, jako tłómacz Odyssei i autor tragedyi i komedyi. W ślad zanim piszą na wzór Greków poemata opisowe Naevius, Ennius, tragedye prócz powyższych PacuviusiAccius, komedye: Plautus, Terentius i inni, satyry Lucilius. Proza także budzi się do życia; wśród dosyć sporej garstki prozaików odznacza się Cato.
III. Wiek złoty, zwany także cycerońsko-augustowskim, od r. 90 przed Chr. do 14 po Chr., a więc od czasów dyktatury Sulli do śmierci Augusta.
W okresie tym dochodzi zarówno poezya, jak proza rzymska do największej doskonałości.
Podzielić go można na dwa okresy: a) Czasy Cycerona, republikańskie, od r. 90 — 50 przed Chr.; b) Czasy Augusta, cesarskie, od r. 30 przed do 14 po Chr.
W wieku złotym żyją najwięksi poeci jak: Lueretius, Ca tullus, Vergilius, Horatius, Tibullus, Propertius, Ovidius, — i prozaicy jak Terentius Varro, Cicero, Caesar, Cornelius Nepos, Sallustius, Livius.
IV. Wiek srebrny, od r. 14 — 117 po Chr., więc od śmierci Augusta do śmierci Trajana.
Poziom literatury w ogólności się obniża, poezya staje się nienaturalną, proza za wiele szuka ozdób. Ale występują jeszcze niepośledni talentem poeci, jak: Persius, Lucanus, Martialis i Juvenalis. Z prozaików’ zaś, prócz największego historyka Tacyta, spotykamy w tym okresie Paterculusa, Senekę i dwóch Pliniuszów.
V. Okres stopniowego upadku, od r. 117 — 176, czyli od śmierci Xrajami do chwili zagłady zachodnio-rzymskiego cesarstwa.
Zupełny brak samodzielności i zastępowanie języka literackiego ludowym prowadzą literaturę do upadku. Ale produkcya na ilość nie słabnie. Z poetów tego czasu: Ausonius, Sedulius, Claudianus i Namalianus, z prozaików. Suełonius, Pronto, A pule i u s, Cellius, Papinianes, lllpianus, Donatus, Ammianus M arce 11 i n u s, Priscianus i inni, większy rozgłos sobie zyskali.
W tym okresie czasu zjawiają się też pierwsi pisarze chrześcijańscy.
Nas zajmować będzie Przedewszystkiem wiek złoty i srebrny, choć i na inne epoki będziemy zwracać uwagę.
I. POEZYA DRAMATYCZNA
Poezya dramatyczna pojawia się w Rzymie pierwej’, niż wszystkie inne rodzaje literatury. Przyczyny tego faktti szukać należy w właściwościach umysłu i usposobienia Rzymianina. Bystry zmysł spostrzegawczy, skłonność do naśladownictwa i szyderstwa, dowcip i zdolność improwizowania ułatwiały twórczość w zakresie lego rodzaju poezyi. Toteż już w najdawniejszych czasach, podczas zabaw’ i uroczystości ludowych, odbywały się teatralne przedstawienia. Uczestnicy ich, zwykle młodzieńcy w kostyumach i maskach, tańczyli, deklamowali i śpiewali przy akompaniamencie (lotu. Śpiewy ich były dowcipnoini improwizacjami, składanemi wierszem salurnjjskim ‘), w trywialnej mowie pospólstwa, na jakiś lemat do okoliczności zastosowany; illustrowano je ruchami i mimiką. Ryło kilka rodzajów takich przedstawień. a) Fescennini (rersu.s), otrzymały nazwę od etruskiego miasteczka Fescennmm, gdzie miały powstać. Naśladowały kłótnię kilku osób. b) Satura2) składała się z luźnie ze sobą związanych śpiewek. Treścią ich były rozmaite zabawne zdarzenia. c) Atellana (fabuła) była z początku zabawa polegająca na wydrzeźnianiu ruchów i mowy naiwnych i nieokrzesanych mieszkańców kampańshiego miasta AteJla Z czasem objęła szersze ho * ) W wierszu saturnijskim zgłosek nie mierzyło się iloczasem ale akcentem. Stworzony przez Rzymian, był powszechnie używany aż do czasów Enniusa. a) Nazwę wywodzą niektórzy uczeni z greckiego wyrazu satyroi (wieśniacy przebrani w skórę capów), inni sądzą, że ona ma związek z łacińską nazwą półmiska napełnionego różnemi potrawami, która brzmi satura lanx, ryzonty i przedstawiała różne w życiu spotykane typy: błazna (Maccus), żarłoka (Bucco), głupiego starca (Pappus), wykpigrosza (Dosennus), skąpca etc. Miała więc wybitniejszy już nieco zakrój i charakter i była więcej niż poprzednie rodzaje do dramatu zbliżoną. Doskonaląc się i rozwijając, doczekała się z czasem artystycznego wykończenia. Za czasów Sulli próbowano stworzyć z niej nowy rodzaj komedyi. Wprowadziwszy ład do planu i Jednostajność do charakterystyki, pisali wtedy atellany poeci Pomponius i Novius. Piszą je jeszcze za cesarstwa, ale nie są już. popularne. d) Mimus, przeniesiony do Rzymu z Wielkiej Grecyi (połudn. Italii), przedstawiał śmieszne charaktery i sytuacye z codziennego życia pospólstwa. Od atellany różnił się tem, że mimika główną w nim odgrywała rolę, że nie miał stałych typów, że aktorowie występom ali w nim bez masek i koturnów, że wreszcie występowały w nim kobiety, co było w starożytności faktem niezwykłym. Był najbardziej przez Rzymian ulubionem widowiskiem. Z końcem rzeczjpospolitej i za cesarstwa wielu poetow pisało mimy. Wśród nich odznaczył się talentem Laberyusz (Decimus Laberius). W r. 45 przed Chr. zmusił go Cezar, mszcząc się za ustawiczne docinki, do wystąpienia na scenie, co pociągnęło za sobą dla Laberyusza utritę rycerstwa rzymskiego. Wstęp czyli prolog, którym wtedy Laberyusz rozpoczął przedstawienie, należy do najpiękniejszych zabytków rzymskiej poezyi i świadczy o wielkich zdolnościach poety, ’lak nim wtedy rozbroił Cezara, że mu utracone rycerstwo natychmiast przywrócił.
Za czasów cesarstwa z mimu wyradza się pantomimus, to samo mniej więcej co dzisiejszy balet, bo tylko gestykulacyą i Łam em wyrażano w nim myśli. Do zapalonych zwolenników tego rodzaju widowisk należał Nero, który nawet w nich występował.
Wszystkie te rodzaje ludowej poezyi niewiele różniły się od siebie Wszystkie były po prostu błazeństwami1), których jedynym celem było rozbawienie publiczności z pomocą rubasznych, nieprzyzwoitych zwykle i niemoralnych dowcipów. Niemniej podobne do siebie są dzieje tych widowisk. Pierwotnie przedstawiano je podczas różnych uroczystości religijnych i narodowych, na wolnem powietrzu. Potem fescenniny przeniesiono do domów prywatnych, a inne
LiYius twierdzi, że wprowadzono je z Etruryi podczas strasznej zarazy w r. 364 przed Chr. dla ukojenia zrozpaczonych umysłów. rodzaje wprowadzono na scenę narodowego teatrui przedstawiano je w antrainach poważnej tragedyi, lub po odegraniu ostatniego aktu, jako zakończenie sztuki, podobnie do greckiego dramaiu satyrowego.
Niezależnie od powyższych zawiązków poezyi dramatycznej rozwijał się w Rzymie dramat artystyczny. Ukazał się o wiele później niż tamte. Dopiero w połowie 111. w. przed Chr. zaczęła się twórczość w jego zakresie. Twórczość ta polegała z początku na przerabianiu greckich wzorów. Czasem po prostu tłómaczono, naturalnie nie dosłownie, wprowadzając dowolnie zmiany, dodając i opuszczając ustępy, bo te zmiany choć niewielkie upoważniały w owych czasach do tytułu oryginalnego poety Czasem znowu kilka komedyi czy tragedyi greckich zlewano w jedną całość, wzbogacając akcyę przez połączenie ze sobą ich treści. Tana robota nazywała się contaminalio (contaminare znaczy zanieczyszczać). Przedstawiano zrazu tylko greckie, później także i rzymskie stosunki. Układ sztuk nie wiele się różnił od greckiego, ale pewne różnice były. Miejsce, gdzie w Grecyi występował chór, zajmowała w teatrze rzymskim publiczność, chórzyści występowali na scenie i brali udział w akcyi. W komedyi zniesiono chóry. Nato ł) Przedstawienia teatralne odbywały się w Rzymie, ^podczas uroczystości narodowych (mniejwięcej 48 razy na rok) i religijnych kosztem państwa. Urządzeniem ich zajmowali się urzędnicy państwowi, zrazu pretorzy, później edyle, nie szczędząc starań ni kosztów, ho od świetności widowiska zależała ich popularność. Przód każdą uroczystością wznoszono drewniany budynek, a zaraz po przedstawieniu rozbierano go. Dopiero w r. 55 przed Chr. zbudował Pompejusz stały teatr kamienny. Przedstawienia odbywały się za dnia, w porze południowej (między 12 a 3-cią). Wstęp był bezpłatny, udział piubliczności znaczny, kobietom nie broniono wstępu. Aktorami byli niewolnicy i wyzwoleńcy; za dobrą grę uwielbiano ich nieraz i hojnie płacono (np. aktor Roscius z czasów Cycerona otrzymywał za jedno przedstawienie 1000 denarów tj. mniejwięcej 480 złr.), ale w życiu publicznem podrzędne zajmowali stanowisko. W jednej sztnee występowało ich pięciu, sześciu, albo i więcej. Role kobiece grali mężczyźni, tylko w mimusie występowały kobiety. Kostyumy były wspaniałe; w dramatach poważnych przywdziewali aktorzy powłóczyste szaty a na nogach mieli wysokie koturny, w komedyach, zwłaszcza w atellanach i mimach, stroje były krótkie i lekkie, a na nogi przywdziewano nizkie trzewiki; w mimusie na scenie występowano bez koturnów. Masek nie używano z początku. Dopiero za czasów Cycerona użycie ich stało się powszechnem. miast były dwojakie partye: wygłaszane dyalogi (diverbia) i śpiewane monologi (eantica). Muzykę układał osobny kompozytor, śpiewali osobni śpiewacy za sceną a aktor udawał, że śpiewa.
TRAGEDYA.
Pomiędzy rodzajami rodzimej rzymskiej poezyi nie było żadnego, w którymby dopatrzeć się można zawiązku tragedyi. Rzymianie nie czuli potrzeby poważnych i smutnych widowisk; gdy szli do teatru, to nie po to, żeby myśl swą odświeżyć i uszlachetnić wzniósłszy ją na chwilę w sferę ideału, lecz po to tylko, żeby się zabawić, nasmiać i nacieszyć. Rez względu na to tłómaczono i przerabiano w Rzymie greckie tragedye, rzec nawet można, że od nich zaczyna się rzymska literatura. Wystawiano je, bo chciano podnieść poziom inteligencyi, a powtóre dlatego, że z ich pomocą można było wpływać na polityczne przekonania pospólstwa, wywołując w niein żądzę zemsty, uwielbienie dla zwycięzcy i inne uczucia1).
Ale przedstawienia tragedyi nieczęsto mogły się odbywać. Żeby ściągnąć na nie niechętną publiczność, trzeba było dawać wspaniałą wystawę, która pochłaniała ogromną sumę pieniędzy, „dyszymy, że w tragedyi Akcyusza Klyteme tra« sześćset mułów ciągnęło na scenie łupy, które w Troadzie zdobył Agamemn, on, a w jednej sztuce występowało czasem 50(10 statystów.
Skutek obojętności był laki, że twórczość musiała się bardzo ograniczać, bo nie chciano pisać, nie mając nadziei rnateryalnego ani moralnego powodzenia. Pierwsze tragedye rzymskie były przekładami litworów Eurypidesa. Przedstawiano więc w nich greckie życie i stosunki. Ulubionym tematem były opowiadania o wojnie trojańskiej i jej bohaterach. Później zwrócono się także do Aischy 1) Po śmierci Cezara kazał Antonina wystawić tragedyj o Ajasie, która potrafiła pobudzić lud do nienawiści względem morderców. Innym znowu razem chciano uczcić Cycerona po powrocie iego z wygnania: przedstawiono tragedvę o Teukrzc. Ezop, słynny aktor, występował w głównej roli. Kiedy mówił ze sceny, jako Teucer w ciężkiem położeniu nie namyślał się ani chwilę, ozy ma narazić życie dla dobra ojczyzny, oczy wszystkich widzów zwróciły się z uwielbieniem na obecnego w teatrze pogromcę Kalyliny, a kiedy mówił dalej; »Niewdzięczni obywatele, za zasługi skazaliście go na wygnanie*, publiczność wzdychała z cicha, a sam aktor miał łzy w oczach.
— u — lesa, Sofoklesa i późniejszych tragików. Trzeba było język i styl zastosować do przedmiotu; to sprawiało autorom wielkie trudności. (Idy chcą być poważnymi, są ciężcy i nudni; patos zmienia się w ich dziełach w nienaturalność i przesadę, a niestosowne, trywialne wyrażenia psują efekt najładniejszych scen. Z czasem przełamują te przeszkody i są pewniejsi siebie. Próbują nawet stanąć o własnych siłach. Pospólstwa nie zajmowały obce tematy, nie znało, więc nie rozumiało obcych stosunków; ludzie wykształceni zaś woleli czytać oryginały, niż niezdarne ich naśladownictwa.
Zaczęli więc tragicy w ojczystych dziejach i stosunkach wyszukiwać tematy i pisać samodzielnie. Obok tragedyi, przedstawiającej greckie dzieje, powstała wkrótce narodowa fabuła praetext, a (nazwana od stroju rzymskiego, toga praetesta), w którym występowali jej bohaterowie. Poeci uprawiali równocześnie obydwa te rodzaje. Ale choć w dziejach rzymskich nic brakło tragicznych momentów, nie często praetexty pisano. Trzeba osobnych zdolności do samodzielnego stworzenia tragedyi, trzeba rozumieć każdy odcień uczucia czy myśli ludzkiej i trzeba mieć żywe poczucie piękna. Zrozumienia uczuć i zmysłu estetycznego nie miał praktyczny Rzymianin. Zdolność naśladownictwa, dowcip i inne własności, o których wspomnieliśmy poprzednio, ułatwiały ułożenie farsy i komedyi, ale pięknej tragedyi stworzyć nie mogły1). Zapasy gladyatorów siały się składową częścią wszystkich uroczystości. Odtąd nikt już nie chciał słuchać tragedyi, bo widok rozlewającej się krwi nierównie więcej niż one wzruszał i bawił tłumy.
Na polu tragedyi odznaczyli się następujący poeci:
Liwiusz Andronikua (bivius AndronTcus 284 — 204 przed Chr.) pierwszy przekładał i naśladował arcydzieła greckie i przez to powołał do życia rzymską literaturę; ważna więc jego rola, choć wielkich zdolności nie miał. Z pochodzenia był Grekiem, podczas oblężenia Tarentu w r. 272 dostał “się jako młody chłopiec do niewoli.

  • ) Prócz zdaje się nieprzedstawionych na scenie kilku tragedyi Seneki, ani jedna rzymska tragedya nie doszła do nas w całości, więc tylko na podstawie fragmentów i sądów zawartych w dziełach starożytnych pisarzy oceniać je możemy.

Później pan jego Liwiusz Salinator wyzwolił1) go i mianował nauczycielem swych dzieci
Prócz Odyssei Homera (patrz rozdział: Poezya epiczna) przetłómaczył cały szereg tragedyi Eurypidesa i nowych komedyi, a gdy je przedstawiano, sam w nich jako aktor występował. Zyskał sobie za życia wielką popularność.
Newiusz (Gnaeus jNaevius, 270 — 199) miał talent żywy i świeży, charakter wolnomyślny i niezawisły, dowcip cięty. Przytem patryota, pragnący skierować literaturę na tory narodowe, choć szedł zwykle szlakiem greckim, czasem także ojczyste tematy opracowywał. On jest twórcą tragedyi narodowej, fabuła praetexta. (O epopei Newiusza powiemy w rozdziale: Poezya epiczna). Jako autor był Newiusz ulubieńcem Rzymian; po śmierci imię jego otoczono wielką chwałą.
Enniusz (Ouintus Ennius, 239 — 169) urodził się w Rudiae w Kalabryi, służył w wojsku rzymskiem w Sardynii; tam poznał go kwestur Kato (Censorins) i zabrał z sobą do Rzymu. W Rzymie utrzymywał się tylko z pióra i z udzielania lekcy i greckiego języka, ale choć był ubogi, obcował z znakomitymi mężami, jak Scipio Afrykański i Eulwiusz Nobilior. Fulwiuszowi towarzyszył Enniusz w podróży do Etolii. Scypionowie po śmierci poety w nagrodę za poemat, w którym ród ich sławił, kazali umieścić marmurowy jego biust w swym rodzinnym grobowcu. Był on zdolniejszym niż jego poprzednicy a przytem wszechstronnie wykształconym. Nazywają go ojcem rzymskiej literatury. Pisał tragedye, i greckie, z Eurypidesa przerobione, i narodowe, prócz nich komedye, satyry 1 drobne wiersze, ale podstawą jego nieśmiertelnej sławy była epopeja p. t.. Roczniki (Patrz rozdz. Poezya epiczna). Enniusz pierwszy zastosował w poezyi hexametr i nadał jej przez to wdzięk i lekkość. io największa jego zasługa. Siostrzeńcem i uczniem Enniusza był:
Pakuwiuijz (Marcus Paeuvius 220 — 132) zarazem arlysta-malarz i poeta. Pracą zastępował natchnienie i zdolności, mimo to miał w swoim czasie wielkie powodzenie. Znamy dwanaście tytułów jego tragedyi. W niektórych naśladuje Sofoklesa, na którego dotychczas nie zwrócono uwagi, jest więc u niego postęp.
J) Andronikus było greckie imię poety. Livius dodał do niego swoje rodowe nazwisko.
Akoyusz (Lucius Accius 170 — 94) urodzony wPisaurum, syn wyzwoleńca, był najznakomitszym tragikiem rzymskim. Sławiono jego wielostronne wykształcenie i energię stylu. Napisał prócz kilku poematów dydaktycznych (Patrz rozdz.: Poezya epiczna) mniejwięcej 45 tragedyi, wśród nich narodowych trzy lub cztery. Znamy tylko ich treść i tytuły.
Enniusz, Pakuwiusz i Akcyusz są przedstawicielami najwyższego rozwoju tragedyi rzymskiej Rzymianie, którzy lubili porównywać się z Grekami, szukali analogii i podobieństwa między nimi, a wielką trójcą greckich tragntów, Aischylosem, Sofoklesem i Eurypidesem.
Ze śmiercią Akcyusza po krótkim rozkwicie zaczyna się upadek, choć twórczość nie ustaje od razu. — Wyjątkowem tylko zdarzeniem było, że E. Varius Rufus, przyjaciel Wergilego (którego Eneidę wydał), za tragedyę p. t. Thyestes, wystawioną w r. 29 przed Chr. na uczczenie zwycięstwa pod Actium, dostał od Augusta honoraryum w kwocie miliona sesterców (około 100.000 złr. w. a.) iżeOvidius Naso (Patrz rozdz.: Poezya epiczna) napisał tragedyę p. t. Medea, kióra w starożytności wzbudzała najwyższy zapał. Wogóle od połowy I-go wieku po Chr. tragedya nie znajduje uznania, a z poetów uprawiających ją jeszcze, żaden nie odznacza się talentem. — Jeden z nich tylko zajmować nas może, nauczyciel Nerona, słynny lilozof Seneka
Seneka (Lucius Annaeus Seneca, patrz rozdz. Filozofia). Doszło do nas 10 jego tragedyi, z tego 8 całych, a dwie tylko niozupełne. Wszystkie mają treść z greckiej mitologii zaczerpniętą1), wszystkie z greckich wzorów, a zwłaszcza z Eurypidesa i Sofoklesa, przerobione. Od doskonałości bardzo dalekie. Brak im jednolitości akcyi, charakterystyki osób i stosunków, naturalności i praw dy. Seneka sili się na to, by nagromadzić przy sobie szereg scen przejmujących zgrozą, tak strasznych, że aż nieprawdopodobnych Język napuszysty, retoryczny. W tekście dużo opisów i porównań, dużo zdań moralnych (sentcncyi), które w doklamacyi miały sprawiać wrażenie. Bez zarzutu jest tylko wiersz, gładki i potoczysty. Na scenie, jak się zdaje, nie wystawiano tych tragedyi nigdy, mimo to ważną odegrały rolę, bo przetrwawszy wieki średnie, były przez x) Tytuły ich brzmią Hercules furens, Thyestes, Phaedra, Oedipus, Troades, Medea, Agamemnon, Hercules Oetaeus. długi czas ulubionym wzorem francuskich zwłaszcza i hiszpańskich tragików. Naśladowali je między innymi sławni Corneille i Racine. Tragedyę Seneki Troades przetłumaczył na język polski w 16. wieku Łukasz Górnicki. Wszystkie tragedye Seneki przetłómaczył X. Aleks. Bardziński w r. 1695.
W zbiorze tragedj i Seneki dochowała się późniejsza od innych, opowiadająca dzieje jednej z żon Nerona; tytuł jej Octavia. Autor nieznany. Jest to jedyna nam znana fabuła praetexta.
KOMEDYA.
Fabuła palliata jest odgłosem t. zw. nowszej komedyi attyckiej, kwitnącej z koncern 4-go wieku przed Chr. Polityki ani urządzeń społecznych nie mogli ośmieszać rzymscy komedyopisarze; magnaci stojący u steru rządów mścili sie za każde słowo, za każdą alluzyę wypowiedzianą ze sceny. To też przykład Newiusza, który swą wolnomyślność wygnaniem przypłacił, zniechęcił poetów raz na zawsze do naśladowania Arystofanesa i dawnych greckich komedyopisarzy, Zwrócili się do nowszych, do Menandra, Filemona, Difilosa, którzy żyli już wtedy, gdy Grecya straciła wolność, którzy więc musieli się wyrzec politycznej satyry i tylko w rodzinnem życiu szukali pobudki do śmiechu. Naśladowali ich niewolniczo prawie: akcya, typy, budowa pallia!y, były żywcem z ich utworów zaczerpnięte. Typy powtarzały się jak w atellanie; najczęściej przedstawiano ojców zbyt surowych i skąpych, lekkomyślnych młodzieńców, wyjadaczy (pasożytów) patrzących, gdzie się kurzy z komina, przebiegłych niewolników, oddających synom usługi a płatających ojcom figle, i kobiety z właśeiwenit płci tej wadami. Figury te były wplątane w jakąś intrygę. Chóru niema w tym rodzaju komedyi wcale. Sztuka zaczyna się zwykle od prologu, w którym poeta zaznajamia słuchacza z treścią sztuki i daje potrzebne wyjaśnienia, a kończy się epilogiem, w którym upomina się o oklaski (Plaudite, cives). By nie nużyć słuchaczy, dzielono sztuki na akty, aktów było zwykle trzy lub pięć. — Rozkwit palliaty przypada na koniec trzeciego i na drugi wiek przed Chr. Prócz wspomnianych przy tragedyi: Liwiusza Andronikusa, Newiusza, Enniusza, upraw, a ją wtedy cały szereg poetów Dwaj zwłaszcza odznaczają się talentem: Plautus i Tereneyusz.
Plautus (T. Maccius Plautus, 254 — 184) urodził się w Sarsina wlmbryi, Pociągnięty urokiem wielkiego miasta przybył do Rzymu; tu najął się za posługacza przy teatrze. Z wynagrodzenia zdołał uciułać sobie trochę grosza i rozpoczął handel: zbankrutował i doszło do tego, że dla zaspokojenia głodu był parobkiem w młynie. Nie tracił jednak fantazyi i nie marnował zdolności; w chwilach wolnych od pracy zaczął pisać komedye. Gdy je przedstawiono, zyskał odrazu powodzenie i sławę. Komedyi Plauta naliczono w jakiś czas po jego śmierci aż 130. Pokazało się, że późniejsi komedyopisarze podszywali się pod sławne nazwisko1), i uczony Yarro po długich badaniach uznał tylko 21 z nich za dzieła, co do których niema wątpliwości, że Plautus a nie kto inny jest ich autorem. Z tych 21 dochowało się do naszych czasów 20 — One są najda7 wniejsze z wszystkich utworów rzymskich, które znamy w całości. Są między niemi wesołe, są i poważne; niektóre kładą nacisk na charaktery, inne na sytuacyę. Wszystkie osnute na tle życia greckiego, bo są przeróbkami attyckich komedyi2). By sztukę zrobić więcej ruchliwą i zajmującą, często posługiwał się Plautus kontaminacyą, przyczem czasem własny dodawał pomysł, ale zreszlą niewielkie wprowadzał zmiany. Był mistrzem w wynajdywaniu komicznych sytuacyi i znakomitem charakteryzowaniu ludzi. Miał cięty dowcip i niewyczerpany humor. Językiem władał biegle, umiał naginać go do swych myśli. Rytmom nadawał przyjemną rozmaitość, dyalogom żywość. To zalety, z pomocą których mógł zyskać powodzenie. Teatralną publiczność stanowił w Rzymie przeważnie tłum nieokrzesany i rubaszny, więc chcąc przypodobać się tłumom, musiał często chwytać się środków obniżających wartość utworu: bohaterzy często się biją i mówią ordynarnie. Pallialom nadawał Plautus rzymskie zabarwienie. Scena przedstawia zwykle ulicę.
W swych czasach był Plautus przedmiotem uwielbienia3), w średnich wiekach nie znano go, ale w 1(3. wieku na nowo zaczęto go podziwiać. Komedyę Captivi czytano wtedy w szkołach. Szekspir i Molier znali go dobrze i często zapożyczali się od niego. a) Honoraryum autorskie zależało w Rzymie od powodzenia sztuki, a publiczność tłumnie uczęszczała na komedye Plauta, więc taka spekulacya opłacała się. 2) Menandra, Diphilosa, Philemona, Demophilosa. 8) Yarro wrysoko podnosił jego dyalog, Terentius zręczną charakterystykę postaci, Gaecilius treść, a znakomity krytyk Aelius Stilo twierdził, że gdyby Muzy zechciały mówić po łacinie, to musiałyby mówić językiem Plauta
Menaechmi, ucieszna historya, polegająca na zupełnem podobieństwie dwóch bliźniaków, powtarza się w Szekspira > Komedyi omyłek*, gdzie występuje nadto dwóch służących do siebie podobnych. Aulularia (Garnek z pieniądzmi) jest matką Molierowskiego ♦ Skąpca* (fAvare). Żołnierza samochwała (Miles gloriosus), który przypadkiem uderzy! słonia i kość mu złamał niechcący, przypomina FalstafT. W 18-ym jeszcze wieku Lessing, wielbiciel Plauta, napisał przeróbkę jego sztuki: Trinummus (Potrójny) p. t. »Der Schatz*. Na język polski przetłumaczył »Potrójnego* jeszcze w 17 w. Piotr Ciekliński. W nowszych czasach przełożył kilka komedyi Plauta Wolfram (Poznań, 1873) a I. Kraszewski napisał parafrazę pięciu jego komedyi (Złoczów, 1887). Podobno krakowska Akademia Umiejętności posiada rękopis przekładu wszystkich komedyi Plauta, dokonany przez Ulry cha, znakomitego tłómacza Szekspira.
Terencyusz (Terentius Afer, 190 — 159), Afrykańczyk, wzięty do niewoli dostał się do domu senatora Terentiusa Lucanusa, który zobaczywszy w chłopcu zdolności, karał go kształcić, dał mu wolność i nazwisku rodowe. Równą łaską obdarzali go i inni znamienici mężowie, jak Scipio Aemilianus i Faelius. Wyjechawszy w podróż do Grecyi, co było wówczas marzeniem każdego poety,,ak w nowszych czasach podróż do Włoch, w drodze umarł. Mamy sześć jego komedyi, naśladowanych głównie z Menandra1). Najbardziej interesować nas może jedna p. t. Adelphi (Rracia), przedstawiająca dwóch braci zupełnie odmiennie wychowanych (porównaj braci Strawińskich w »Listopadzie* Rzew uskiego). Obaj bracia przychodzą do przekonania, że byli jednostronnie i niewłaściwie wychowani. Teroneyusz różni się od swoich kolegów znacznie. Przedstawia życie wyższych warstw społeczeństwa, a nie ludu, jak Plautus. Wzorów greckich trzyma się wiernie; jest poprawny, przyzwoity, gładki, spokojny i elegancki; wszelkiej rubaszności unika. Nie przypadł do smaku współczesnym, ale za to był ulubieńcem średnich wieków i n p. w Niemczech już z końcem 15. stulecia wszystkie jego komedye przetłómaczono. U nas tłómaczył jego komedye Konstanty Tyminiecki (Warszawa 1817).
Fabuła toga ta (nazwana od togi, stroju rzymskiego) powstaje później niż palliata i kwitnie tylko przez czas krótki, bo między r. 150 — 80 przed Chr. Choć greckie wzory naśladuje, przed 1 1.aesar nazwał go połówką Menandra (dimidiatus Menander). stawia rzymskie życie i rzymskie stosunki. Narodowe cechy uwydatniają się w niej dosyć wyraźnie. Niewolnicy nie mają w niej już takiej roli, jaką mieli w palliacie, bo w rzymskiem życiu podrzędne zajmowali stanowisko.
Togata przedstawiała komiczne sceny z prywatnego życia niższych warstw ludności; rzecz odbywała się w Italii, zwykle w malej latyńskiej mieścinie. Osób występowało niewiele; poetów nie stać było na samodzielne przedstawienie większych kombinacyi i zawikłań. Rubasznych i prostackich dowcipów co nie miara. Akcya w niej szczupła, intryga prosta. Zato odznaczała się togata świeżością, siłą i werwą. Do nas nie doszła niestety żadna tego rodzaju komedya; znamy tylko niektóre tytuły i nazwiska autorów. Najzdolniejszym twórcą narodowych komedyi miał być Afraniusz (Lucius Afranius), który ich około roku 100 przed Chr. przeszło czterdzieści napisał. O jego życiu i pismach nic praw.e nie wiemy.
Zathey. Antologia rzymska. 9
PLAUTUS.
Z komedyi »Jeńey« (Captivi).
Osoby.
IIF.GlO, starzec, obywatel w Kalydonie. ARiSTOFONT, z Elidy, jeniec. FILOPOLF.M, syn jego. KRGAZYK. pasożyt.
FILOKRAT. szlachetny młodzieniec z Elidy. STALAGMUS, niewolnik Hegiona. TYNDAR, niewolnik 1’ilokrata, teraz z nim Kilku niewolników Hegiona. jeniec Hegiona.
Rzecz dzieje się w Kalydonie.
Prolog.
Których tułaj widzicie stojących dwóch jeńców,
Ol tych, którzy tam stoją — stoją, a nie siedzą, —
Was, was wzywam na twiadki, że ja prawdę mówię.
Starzec, tu mieszkający, Hegio, jest ojcem Tego tu; a dla czego on w niewoli ojca,
To zaraz wam opowiem, jeśli słuchać chcecie.
Ten starzec miał dwóch synów; z nich czteroletniego Chłopca ukradł niewolnik i sprzedał w Elidzie Ojcu lego drugiego. Rozumiecie? Dobrze.
Ten tam w tyle powiada, że mnie nie rozumie;
Chodź bliżej, a jeżeli me masz tu już miejsca,
Id* sobie na przechadzkę, jeżeli aktora Chcesz do torby żebraczej i do kija przywieść.
Nie myśl tego, bym sobio dla twojej przyczyny Zrywał piersi. Wy, którzy dla majątków waszych Do pierwszych należycie, wysłuchajcie reszty, l!o nie chcę nic być dłużnym. Więc, jak powiedziałem,
Ow zbieg, z domu uciekłszy, sprzedał pana swego,
Którego tam był ukradł, tego tutaj ojcu;
A len kiedy go kupił dał swemu synowi Do zabawy, gdyż byli obaj w równym wieku;
Teraz zaś niewolnikiem jest ojca swojego,
A ojciec o tem nie wie. W rękach bowiem bogów Jesteśmy jako piłki. Tyle więc już wiecie,
W jaki sposób jednego z synów swoich stracił. Tymczasem, kiedy wojnę wiodą Etolowie Z Ejlami, jak to w wojnie, dostaje się drugi Do niewoli, jest jeńcem i lekarz Menarchus Kupuje go w Elidzie. A llegio zaczyna Jeńców zewsząd skupować pochodzących z Elis, Ażeby między nimi takiego napotkał,
Któregoby wymienił za swojego syna Wziętego do niewoli. Że ten synem jego,
Którego już ma w domu, o tem wcale nie wie.
A ponieważ usłyszał, że pojmano wczoraj Rycerza elijskiego z wysokiego rodu 1 ze znacznej rodziny, nie oszczędza grosza,
Aby syna oszczędził. Więc aby tem łatwiej Mógł go dostać do domu, kupił tych obydwóch Od kwestorów z zdobyczy. Ci zaś między sobą Takie plany ukuli, ażeby niewolnik Mógł wyprawić do domu tego pana swego.
W Lytn celu przemienili nazwiska i suknie:
Ten się zowie Filokrat, a lamten Tyndarus,
Ten tego a ten togo przyjął na się postać.
Ten tu więc swój plan chytry mądrze przeprowadzi 1 tak panu swojemu przywróci znów wolność;
A nie wiedząc o niczem, ocali zarazem Brata, którego nie zna, i sprawi, iż wolny Powróci do ojczyzny i do swego ojca.
I!o to często i w wielu zdarzyło się miejscach,
Że ktoś więcej dobrego uczynił niechcący,
Niż z wiedzą. Tak też oni, nic o tem nie wiedząc Plan cały ułożyli i tak obmyślili,
Chytrze wedle swej myśli wszystko urządziwszy, Ażeby ten w niewoli był u swego ojca.
W ięc służy ojcu swemu, a nie wie nic o tem.
Jak mizerni są udzie, gdy sobie rozważę!
Tc więc tu grać będziemy, dla was ta komedya. Lecz jeszcze kilka słówek powiedzieć wam chciałem. Z pew nośeią się opłaci wysłuchać tę powieść.
Treść to nie oklepana, jak w komedyach innych, Ani w niej sprośne wiersze, niegodne pamięci,
Ani żołnierz samochwał. Tego się nic bójcie,
Choć mówiłem, że wojnę prowadzą z Elami Etolowie, bo bitwy będą tam za soeną.
Albowiem na komika wcale nie wypada,
Abyśmy odegrali tu nagle tragedyę.
Jeśli więc kto chce walki, niech zacznie od kłótni, A jeśli przeciwnika znajdzie mocniejszego,
Życzę mu, niech tak dobrej doczeka się bitwy,
Aby mu się oglądać nigdy jej nie chciało.
Odchodzę. Bądźcie zdrowi, dzielni wojownicy W wojnie, a sprawiedliwi w pokoju sędziowie.
AKT III.
SCENA IV. iiegio (wychodzi z Aristofontem). tyndar.
IIEGIO.
Ale gdzież się ten człowiek nagle z domu podział?
TYNDAR.
Już po mnie, już, Tyndarze, godzi nieprzyjaciel Na ciebie! 1 cóż powiem? Do czego się przyznam? Albo co przeczyć będę? Wszystko jest niepewne!
Na czemże mam polegać? 0, żebyś był przepadł,
Nim wyszedłeś z ojczyzny, Aristofonlesie,
Który mi wszystkie moje połamałeś szyki!
Wszystko marnie przepadło, jeżeli nie znajdę Jakiem szczęściem dobrego, pewnego wykrętu.
HER 10.
Chodź za mną! Otóż i on! Zbliż się, mów do niego..
TYNDAU.
Któż jest pomiędzy ludźmi biedniejszym odemnie?
ARISTOKONT.
Dlaczegóż to, Tyndarze, uciekasz przedemną,
I na mnie patrzeć nie chcesz, jakbym ci był obcym v I jakobyś mnie nie znał! Choć ja teraz jestem Tak |ak ty niewolnikiem, przecież byłem wolny,
A ty zawsze w Elidzie niewolnikiem byłeś.
IIEGIO.
Wcale mnie to nie dziwi, ze unika ciebie Albo wzroku twojego, że cię nienawidzi,
Kiedy go zwiesz Tyndarem zamiast Filokratem. tyndar (do Hegiona po cichu).
Regionie, jego wszyscy za szaleńca mieli,
Dopóki był w Elidzie; nie wierzze niczemu,
Cobykolwiek ci mówił. Toż on w domu swoim Godził dzidą i ścigał swą matkę i ojca.
Niekiedy miewa nawet także tę chorobę,
Którą to opluwają. Bądź zdała od niego!
IIEGIO.
Precz, zdaleka odemnie!
ARISTOFONT.
Co gadasz hultaju?
Że ja jestem szalony? że dzidą godziłem Na ojca i na matkę? że miewam chorobę,
Którą dla uleczenia ludzie opluwają?
IIEGIO.
Nie iroszcz się, ta choroba bardzo wielu dręcz;, Którym wyszło na dobre, że byli opluci.
TYNDAR.
O, Elijczykom także!
ARISTOFONT Co? i temu wierzysz?
Czy wierzę?
IIEGIO.
ARISTOFONT.
Żem szalony?
TYNDAR.
Patrz, jak dzikim wzrokiem Już na ciebie spogląda! Ustąp, to najlepsza Co mówiłem, już bhzkie: wściekłość się w nim żarzy Slrztiżże go się, Regionie!
IIEGIO.
Zaraz to widziałem,
Że musi być szalonym, gdy cię zwał Tyndarem.
TYNDAR.
A toż często swojego on nazwiska nie wie,
Ani nie wie, kim sam jest.
IIEGIO.
Ale jednak mówił, (Żeś ty jego przyjaciel.
TYNDAR.
Słyszałem niestety!
Ale tak to Alkmeon, Orestes i Liktirg Są mymi przyjaciółmi, jak on przyjacielem.
ARISTOFONT.
Co? więc ty śmiesz, wisielcze, tak źle o mnie mówić? Więc to ja ciebie nie znam?
HEGIO.
Wyraźnie go nie znasz,
Kiedy go zwiesz Tyndarem, zamiast Filokratem,
Więc się mylisz w osobie, zmieniając nazwiska.
ARISTOFONT.
Przeciwnie, ten przybiera nazwisko nie swoje,
A kim jest w rzeczy samej, tego nie powiada.
TYNDAR.
To więc ty więcej prawdy mówisz, niż Filokrat? ARISTOFONT.
A ty widzę, na Boga, chcesz prawdę zbić kłamstwem! Ależ ja ciebie proszę, zajrzyjże mi w oczy!
No?
Zaprzeczam.
Tak, twierdzę.
TYNDAR.
ARISTOFONT
Powiedz, więc zaprzeczasz, że jesteś Tyndarem?
TYNDAR.
ARISTOFONT.
To więc twierdzisz, żeś Filokratesein?
TYNDAR.
ARISTOFONT.
Ty mu wierzysz?
IIEGIO.
Więcej, niżli tobie,
Albo sobie samemu; ten bowiem, któregoNazwisko tu powiadasz, odszedł do Elidy Dzisiaj do ojca tego.
ARISTOFONT.
Do czyjego ojca?
Tego tu niewolnika?
TYNDAR.
I tyś niewolnikiem,
Choć byłeś dawniej wolnym! a ja się spodziewam Być wolnym, jeśli wolność przywrócić polraiię Hegiona synowi.
ARISTOFONT.
Co mówisz, wisielcze?
Tyś się wolnym urodził?
TYNDAR.
Nie mówię, żem wolny,
Lecz jestem Filokratem.
ARISTOFONT.
Cóż to? ten wisielec,
Hegi-mie, jeszcze z ciebie żarty sobie stroi,
Gdyż sam jest niewolnikiem; prócz samego siebie Nigdy on jeszcze w życiu nie miał niewolnika.
TYNDAR.
Ponieważ i w ojczyźnie sam jesteś biedakiem,
Ani me masz w swym domu, cobyś wziął do gęby, Chcesz, aby wszyscy tobie podobnymi byli;
Taka bowiem natura prawie wszystkich nędznych,
Iż dobrych nienawidzą, nawet im złorzeczą.
ARISTOFONT.
Regionie, przestrzegam oię, abyś mu nie wierzył. Ale on tu, jak widzę, już ci spłatał figla:
Ze mówi, iż twojego syna ma wykupić,
Wcale mi się nie widzi.
TYNDAR.
Tak. bo nie chcesz tego,
Lecz ja to przeprowadzę przy boskiej pomocy,
Temu oddam tamtego, on mnie ojcu memu.
Dlatego stąd wysłałem do domu Tyndara.
ARISTOFONT.
Toć ty jesteś Tyndarem, a w Elidzie całej Drugiego niewolnika Tyndara nie było.
TYNDAR.
Czy mi więc nie przestaniesz wyrzucać niewoli,
Iż pojmany zostałem?
ARISTOFONT.
Wstrzymać się nie mogę!
TYNDAR.
Czy słyszysz, co on mówi? Czemuż nie uciekasz?’
Już on na nas kamieńmi zaraz godzić zacznie,
Jeśli go nie pochwycą.
ARISTOFONT.
Prawiebym oszalał!
TYNDAR.
Oczy mu się już palą — powroza! — Regionie,
Czy widzisz, jak po całem ciele występują Już mu żółtawe plamy? żółć go czarna pali.
ARISTOFONT. ‘O, ciebie to zaiste, jeśli starzec mąd-y,
Niech pali smoła czarna i niech się zaświeci Na twej głowie u kata.
TYNDAR Już gada w gorączce.
Ot, widma już go dręczą.
IIEGIO.
Kazać go pochwycić?
TYNDAR.
Natychmiast.
ARISTOFONT.
Czemuż nie mam kamienia pod ręką, Abym temu łotrowi mógł wybić mózg ze łba,
Który mnie swemi słowy chce zrobić szalonym.
TYNDAR.
Słyszysz, już chce kamienia!
ARISTOFONT
Chcę z tobą, Regionie,
W cztery oczy pomówić.
HEGIO.
Mówże stamtąd, co chcesz? Słyszeć będę zdaleka.
TYNDAR.
Tak, bo mech się zbliży,
A nos ci z twarzy zgryzie; taki jest zażarty.
ARISTOFONT.
Regionie, nie wierz temu, abym był szalony,
Ja nim nigdy nie byłem i nie mam choroby, 0 której ten tu mówi. Jeśli mnie się boisz,
Każ mnie okuć w łańcuchy, dobrze! ale okuj Tego (u razem ze mną.
TYNDAR.
Tak, tak, Regionie,
Każ go okuć w kajdany, kiedy tego żąda.
ARISTOFONT.
Milczże ty, Filokraeie udany; ja sprawię Dziś to jeszcze, iż w tobie Tyndara poznają. 1 czemuż na mnie kiwasz?
TYNDAR.
Ja kiwam na ciebie?
Widzisz olo, co plocie! Jakbyś tutaj nie był...
HEGIO.
Co mówisz? Gdybym wziął się do lego szaleńca?
TYNDAR.
Głupstwa ci gadać będzie, będzie plótł od rzeczy, Bez sensu i bez myśli. Daj mu ubiór tylko,
A zobaczysz Ajasa w nim zaraz drugiego.
HEGIO.
Mniejsza o to, jednakże do niego się zbliżę. tyndar (do siebie).
O, teraz już jest po mnie, mam już nóż u szyi I nie wiem co mam począć!
IIEGIO.
No, Aristofoncie,
Słucham cię, jeżeli masz co do powiedzenia.
ARISTOFONT.
Usłyszysz, że jest prawdą, coś za fałsz uważał;
Lecz chciałbym Przedewszystkiem przekonać cię o tem,
Że szalony nie jestem, że choroby nie mam,
Chyba żem niewolnikiem. A jak pragnę tego,
By mi moją ojczyznę oglądać dozwolił
Nasz król bogów i ludzi, tak ten Filokratem
Z pewnością nie jest więcej, jak każdy z nas obu.
HEGIO.
To powiedz, któż on przecie?
ARISTOFONT.
Już ci go nazwałem Od samego początku. Jeśli to nie prawda,
Chcę u ciebie w niewoli być przez całe życie,
Rodziców i wolności nie oglądać nigdy!
IIEGIO.
A ty co powiesz na to?
TYNDAR.
Żeś ty panem moim,
A ja twym niewolnikiem.
IIEGIO.
Nie o to się pytam.
Czy ty byłeś wolnym?
TYNDAR.
Tak, byłem.
ARISTOFONT.
To jest kłamstwo.
Wolnym nie był.
TYNDAR.
Skąd to wiesz? Czyś był przy mej matce Wtenczas, gdy mnie rodziła, iż z tą bezczelnością Śmiesz takie twierdzić rzeczy?
ARISTOFONT.
Toć cię. znałem chłopcem!
TYNDAR.
Wrięc ja starszy od ciebi. widzę ciebie starszym;
Ale jabym cię prosił; najlepiej uczynisz,
Że się nie będziesz mieszał w moje interesa;
Ja się w twoje nie mieszam. hegio (do Aristofonta).
Zwie się ojciec jego
Skarbozłotołowski.
ARISTOFONT.
Nie, tego ja nazwiska W mem życiu nie słyszałem. Filokrata ojcem Był Teodoromedes.
TYNDAR. 0, teraz już po mnie!
Czemuż mi moje serce tak gwałtownie bijesz?
Idź do kata, powieś się! Ty skaczesz, ja biedny Zaledwo się ze strachu już na nogach trzymam.
IIEGIO.
Czy pewna, że w Elidzie był on niewolnikiem 1 że to nie Filokrat?
ARISTOFONT.
Tak pewna, że nigdy Inaczej nie usłyszysz. Ale gdzież on teraz?
IIEGIO. (idzie ja me chcę, aby był. On się z tego cieszy! Więc jestem oszukany, zrujnowany, biedny,
Przez podstęp tego łotra, który mnie do woli Wygłupił i oszukał! Ale czy to prawda?
ARISTOFONT.
Bądź pewny. Niezawodnie jest tak, jak ci mówię. HEGIO.
Z pewnością?
ARISTOFONT. .Mówię tobie, że większej pewności W żadnej rzeczy nie znajdziesz. Filokrat już chłopcem Był moim przyjacielem, gdy ja chłopcem byłem.
HEGIO.
Lecz opisz Filokrata. Jakże on wygląda?
ARISTOFONT.
Powiem ci: bladej twarzy, nos ma zakończony,
Płeć białą, czarne oczy, włos nieco rudawy,
Wijący się w kędziory.
IIEGIO.
To się wszystko zgadza. tyndar (clo siebie).
Jakże ja to dziś jeszcze, boże, nieszczęśliwy Za to wszystko odpowiem! Biada biednym rózgom, Którę na moich plecach rozbite zmarnieją!
HEGIO.
Widzę, żem oszukany!
TYNDAR.
Czemuż wy, kajdany,
Nie spieszycie się do mnie? Chodźcież prędko, chodźcie! Skrępujcie moje nogi, abym was pilnował. hegio (w gniewie).
Jakże mnie też te łotry jeńcy oszukali!
Ten grał rolę wolnego, a ów niewolnika,
A tak jądro straciłem, w zastaw mi zośtawił Lichą tylko łupinę. 1 tak mnie głupiego Łatwo w pole wywiedli. Ten mnie nie oszuka!
Kolafie, Kordaljonie, Korali sic: przynieście Zaraz mi tu powrozy! niewolnik (do drugiego).
Czy we dwóch pójdziemy?
SCENA V. ci sami. (Niewolnicy z powrozami krępujący Tyndara). HEGIO.
Włóżcie zaraz kajdany na tego hultaja!
TYNDAR.
Dlaczego? Com zawinił?
HEGIO.
Ty się pytasz o to?
Ty, któryś zbrodnię zasiał, wypełł, owoc sprzątnął?
TYNDAR.
Czemuż jeszcze nie dodasz, żem ją ubronował?
Boć wieśniak wprzód bronuje, zanim piele ziemię.
HEGIO.
Ale z jaką śmiałością on mi czoło stawił!
TYNDAR.
Bo niewolnik niewinny i czysty w swem sercu Może być śmiałym zawsze, zwłaszcza względem pana.
HEGIO.
Lecz proszę tylko mocno skrępować mu ręce.
TYNDAR.
Twoją jestem własnością, każ mi je i obciąć,
Lecz dlaczego to czynisz, czemu się tak gniewasz?
HEGIO.
Ponieważ poszarpałeś mnie i me zamiary, 0 ile tylko mogłeś, przez zbrodnicze sztuczki;
Majątek mi zniszczyłeś przez kłamliwy podstęp, Połamałeś mi szyki, popsułeś mi plany.
Przez swą chytrość wydarłeś mi Filokratesa,
Bom myślał, żeś ty wolny, a on niewolnikiem.
Wyście się tak pomiędzy sobą umówili:
Zmieniliście nazwiska.
TYNDAI5.
Przyznaję, że wszystko Tak się stało, jak mówisz: że on sobie poszedł Precz od ciebie przez podstęp przy mojej pomocy 1 przez moje zabiegi; lecz, na bogi! proszę,
Powiedzże, czy dlatego ty się gniewasz na mnie?
HEGIO.
Na twoje to największe zrobiłeś nieszczęście.
TYNDAR,
Mniejsza o to, że zginę, bo zginę z honorem.
Jeżeli ja tu zginę, a on nie powróci,
Choć powrócić obiecał, toć to moje dzieło Po.śmierci nieskończoną przyniesie mi sławę,
Iz pan mój, jako jeniec, przez moją ofiarę Wolny wrócił do kraju i do swego ojca Z niewoli nieprzyjaciół i że sam wolałem Wystawić głowę moją na niebezpieczeństwo,
Niż żeby on miał zginąć.
HEGIO.
A więc myślże o tem,
Aby cię u Plutona otoczyli chwałą.
TYNDAR.
Nie zginie, komu cnota jest przyczyną śmierci! HEGIO.
Kiedy cię dla przykładu najsrożej umęczę I śmiercią cię ukarzę za szalbierstwo twoje,
Niech tam mówią o tobie, żeś zginął, żeś umarł, Niech i mówią, że żyjesz, byle cię nie było.
TYNDAR.
Jeżeli to uczynisz, kara cię nic minie,
Gdy on tutaj powróci; że powróci, wierzę.
ARISTOFONT ((lo Stchic).
Bogowie nieśmiertelni! teraz to rozumiem,
Wiem teraz, o co idzie. Przyjaciel Filokrat Jest wolny i u ojca, jest w kraju. Cieszę się,
Nie mam bowiem nikogo, coby mi był milszym.
Ale mi bardzo przykro, żem się tak przysłużył Temu tu, który teraz i z mojej przyczyny I przez moje wyrazy okuty w kajdany.
IIEGIO.
Czym ci dziś nie zabraniał mówić mi nieprawdę? TYNDAII.
Zabraniałeś.
HEGIO.
A jednak czemu śmiałeś kłamać? TYNDAR.
Byłbym bowiem zaszkodził, prawdę mówiąc, temu, Którego byłem sługą. Kłamstwo mu pomogło.
HEGIO.
Ale tobie zaszkodzi.
TYNDAR.
Dobrze, ale pana Mojego ocaliłem i z tego się cieszę;
Bo mnie stróżem uczynił jego pan mój starszy.
Lecz powiedz, czy uważasz czyn mój za niegodny?
HEGIO. 0! za najniegodniejszy!
TYNDAR.
Nie zgadzam się z tobą 1 uważam za dobry. Bo pomyśl, gdyby to Twój niewolnik uczynił dla twojego syna,
Ile byłbyś mu wdzięcznym! Czybyś niewolnika Obdarował wolnością, czy nic? powiedz, proszę.
L czyby ten niewolnik nie był ci najmilszym? hegio.
A może.
TYNDAR.
Więc dlaczegóż na mnie się tak gniewasz? hegio.
Dla tego, iż wierniejszym jemu, niż mnie byłeś!
TYNDAR.
Co? więc tego żądałeś, bym przez jedną dobę, *
Człowiek świeżo pojmany i świeżo nabyty,
Tak był usposobiony, abym lepiej tobie Życzył, niżli onemu, z którym od dzieciństwa Życie moje spędziłem? jif.gio.
Wiec od niego żądaj Zapłaty za przysługę, (do mcwołnikiho) Wy go wyprowadźcie, Gdzieby go w ciężkie, grube okuto kajdany.
A stamtąd pójdziesz dalej do łomów kamiennych,
Jak inni wykopują po ośm kamieni,
Tak ty, jeśli połową więcej nic wykopiesz Codziennie, nazwą ciebie sześćset-plag-biorąeym.
ARISTOFONT.
Na bogów i na ludzi miłość błagam ciebie,
Hegionie, nie daj zginąć temu człowiekowi!
HEGIO. 0 to się starać będę; bo w nocy w łańcuchach Leżeć będzie pod strażą, we dnie wykopywać Będzie skały z pod ziemi. Ja go dręczyć będę Długo i przez dzień jeden sprawa się nie skończy.
ARISTOFONT. 1 to już rzecz jest pewna?
IIEGIO.
Śmierć nie jest pewniejsza. (do niewolników)
Zaraz go do kowala Hipolita wiedźcie I każcie go w kajdany okuć jak najgrubsze;
A potem zaprowadźcie po za bramy miasta Do mego wyzwoleńca, Kordala, do łomów 1 powiedzcie, że każę, aby myślał o tem,
Iżby mu gorzej było jeszcze niż najgorzej.
TYNDAR.
Czemuż miałbym zbawienia pragnąć bez twej woli? Utrata życia mego nie jest bez twej straty.
Po śmierci, w samej śmierci już nie ma nic złego, Czegobym się miał lękać, bo chociaż dożyję Nawet późnej starości, krótkim jednak będzie Czas znoszenia tych cierpień, któremi mi grozisz.
Fjądź mi więc zdrów na zawsze, choć nie zasługujesz. I ty, Aristofoncie, bądź zdrów wedle zasług Koło mnie położonych, gdyż przez ciebie cierpię.
HEGIO.
Odprowadźcie go teraz!
TYNDAR. <) to jedno proszę,
Ażebyś mi pozwolił, gdy Filokrat wróci,
Z nim się widzieć i mówić. hegio (w złości, do niewolników).
Ja was zabić każę,
Jeśli mi go natychmiast z ócz nie odwleczecie. (Iiegio pcha Tyndara, niewolnicy go ciągną).
TYNDAR.
To jest gwałt, na bogi! być wleczonym i pchanym. HEGIO.
Prosto więc do więzienia jest odprowadzony Tak, jak na to zasłużył. Przezeń dam naukę Jeńcom innym, by żaden nie pomyślał o tem Zrobić coś podobnego, lio gdyby nie tamten Był mi to wszystko wykrył, byliby przez podstęp Wodzili mnie aż dotąd, jak murzynek słonia.
To pewna, że nikomu już wierzyć nie będę!
Dość, żem raz oszukany. Ja biedny myślałem,
Zem już syna mojego wykupił z niewoli
I zgasła ta nadzieja! Jednegom już syna Czteroletniego stracił, którego niewolnik Ukradł mi, i już nigdym ani niewolnika Ani syna nie widział. A starszy się dostał W ręce nieprzyjacielskie! Jakież to nieszczęście!
Jakoby na to tylko byli przyszli na świat,
B; mnie osierocili! (do AHstofonta) Chodź za mną, powrócisz, Skąd przyszedłeś. Litości już ja mieć me będę,
Gdyż dla mego nieszczęścia nikt boleści nie ma.
ARISTOFONT.
Pozbyłem się łańcuchów, a oto, jak widzę,
Już znowu do łańcuchów powrócić mi trzeba.
Koniec aktu III.
A K T V.
SCENA I.
HEGIO, FILOPOLEM, FILOKRAT, STALAGMUS. hegio (do Filopolcma).
Jowiszowi i innym bogom dzięki składam,
Że cię ojcu twojemu znowu przywrócili,
Mnie od wielu okropnych uwolnili cierpień,
Które dotąd bez ciebie tutaj mnie dręczyły, —
Że tego tu oglądam teraz w naszej mocy I że ten słowa swego tak święcie dotrzymał.
Dosyć już wycierpiałem, dosyć natrapilem Się łzam. i troskami, dosyć już słyszałem Tam w porcie o cierpieniach, które ty znosiłeś!
Teraz dosyć już na tem!
FILOKRAT.
Cóż więc powiesz na to,
Żem ci słowa dotrzymał, syna ci uwolnił,
Do ciebie odprowadził? hegio.
Uczyniłeś tyle,
Iż nigdy ci się dosyć wywdzięczyć nie mogę Za zasługę, jaką masz względem mnie i syna.
FILOPOLEM.
Owszem możesz, mój ojcze, będziesz mógł i ja też Módz będę, a bogowie dadzą tę sposobność,
Abyś za dobrodziejstwa dobroczyńcę tego Wedle zasług nagrodził.
Zathey. Antologia rzymska. 3
S — —
HEGIO.
Czyż tu słów potrzeba?
Cokolwiekbyś zażądał, odmówić nie mogę.
FILOKRAT.
A więc żądam od ciebie, abyś niewolnika Oddał mi, którego tu zostawiłem w zastaw Za siebie, który zawsze bywał dla mnie lepszym,
Niż dla siebie samego; ażebym za wszystko,
Co mi dobrego czynił, mógł mu się wywdzięczyć.
HEGIO.
Za twoje dobrodziejstwo chętnie się wywdzięczę 1 czego teraz żądasz, czego żądać będziesz,
Wszystko dam ci, uczynię. Ale się nie gniewaj,
Że z nim źle postąpiłem uniesiony gniewem.
FILOKRAT.
I co mu uczyniłeś?
IIEGIO.
W łomach go kamiennych Zamknąłem okutego, kiedym się dowiedział,
Że byłem oszukany.
FILOKRAT.
O ja nieszczęśliwy!
To więc z mojej przyczyny tak przezacny człowiek W takie popadł nieszczęście 1
HEGIO.
Zato mi za niego Nie dasz ani szeląga; weź go i uwolnij!
FILOKRAT.
Dziękuję za twą łaskę; ale błagam ciebie,
Byś go tu przyzwać kazał.
HEGIO.
Owszem! [do niewolników) Gdzież jesteście? Pobiegnijcie natychmiast! Niech tu Tyndar przyjdzie! (do Filopolcma i Filokrata)
Idźcież teraz do domu, a ja tu wybadam Ten tu słup biczowniczy, co się stało z małym Moim synem. Tymczasem sprawcie sobie łaźnię.
FILOPOLEM.
Pójdź ze mną, Filokracie.
FILOKRAT
Owszem, idę chętnie (odchodzą). SCENA II.
IIEGIO i STALAGMUS.
HEGIO.
Zbliż się tu, mój kochanku, mój ty miły sługo. STALAGMUS.
Cóż mnie czynić wypada, kiedy ty, mąż taki, Nieprawdziwą rzecz mówisz? Ja nigdy nie byłem Kochankiem, miłym, dobrym, ni byłem uczciwym,
Ale nigdy nie będę! Nie ciesz się nadzieją,
Abym kiedy był mściwym!
IIEGIO.
Łatwo pewnie zgadniesz,
Jaki los ciebie czeka. Jeśli prawdę powiesz,
Wyjdzie ci to na dobre, złą sprawę naprawisz.
Mów otwarcie, prawdziwie! Ale nigdy jeszcze Nie działałeś otwarcie, ani tez prawdziwie1
STALAGMUS.
Czy myślisz, że się wstydzę przyznać, że tak mówisz? HEGIO.
Lecz ja ci wstydu nagnam, zlawszy cię czerwienią.
STALAGMUS.
O wierz mi! znam ja chłosty, któremi odgrażasz.
To więc zostaw na później, a powiedz, co myślisz, Ażebyś się dowiedział, czego wiedzieć żądasz.
HEGIO.
Dosyć jesteś wymownym, ale słów oszczędzaj.
STALAGMUS.
Jak każesz. hegio (do siebie).
Jako chłopiec był bardzo posłuszny,
Lecz teraz nie wypada, (głośno) Uważaj i słuchaj,
A na moje pytania dawaj odpowiedzi.
Gdy prawdę mówić będziesz, naprawisz swą sprawę.
STALAGMUS.
To żarty! czyliz myślisz, że nie wiem, com godzien? HEGIO.
Lecz możesz chociaż w części kary swej uniknąć, Choć nie całej.
STALAGMUS.
Wiem, w części, gdyż mnie wielka spotka,
I na nią zasłużyłem, ponieważ uciekłem,
Syna twego ukradłem i sprzedałem.
IIEGIO.
Komu?
STALAGMUS.
Teodoromedowi w Elis bogatemu,
Za sześć min.
IIEGIO.
Ha, na bogi! wszakże to jest ojciec Tego Filokratesa.
STALAGMUS.
A toż go znam lepiej Niż ciebie i widziałem go częściej od ciebie.
HEGIO. 0 Jowiszu potężny, zaehowajże, proszę, 1 mnie i mego syna. Wejdź, Filokratesie,
Na bogi cię zaklinam, z tobą się chcę widzieć.
SCENA III.
STALAGMUS, HEGIO, FILOKRAT.
FILOKRAT.
Ot jestem, Legionie, na twoję usługi.
HEGIO.
Ten tu mi opowiada, że syna mojego W Elidzie sprzedał za sześć min twojemu ojcu.
FILOKRAT. 1 Kiedyż to się stało?
STALAGMUS.
Rok temu dwudziesty.
FILOKRAT.
Kłamie.
STALAGMUS.
Ja? albo i ty. Gdyż czteroletniego Tobie chłopcu małemu dał ojciec chłopczyka Do zabawy.
FILOKRAT.
Jeżeli prawdę mówisz, powiedz,
Jak mu było na imię?
STALAGMUS.
Zwano go Pegnius,
Ale wy nazwaliście go późn.aj Tyndarem.
FILOKRAT.
Czemuż ja ciebie nie znam?
STALAGMUS.
Bo to zwyczaj ludzi Zapominać o innych i wcale ich nie znać,
Gdy już są niepotrzebni.
FILOKRAT.
Powiedzże mi jeszcze,
Czy ten, którego ojcu mojemu sprzedałeś I który mnie był dany, był tego tu synem?
IIEGIO.
A czy żyje on jeszcze?
STALAGMUS.
Dostawszy zapłatę, 0 nic już nie pytałem. 1IFGIO.
Co ty mówisz na to?
FILOKRAT.
To tylko, że nasz Tyndar jest właśnie twym synem Wedle jego dowodów; gdyż on jako chłopiec Wraz ze mną od dzieciństwa był wychowywany 1 dobrze i uczciwie aż do lat młodzieńczych.
HEGIO.
O jakżem nieszczęśliwy i szczęśliwy razem,
Jeśli prawda to wszystko, co mi powiadacie!
Nieszczęśliwym się czuję, że mu dokuczyłem,
Kiedy jest moim synem! O czemuż czyniłem Więcej jeszcze albo mniej, jak co było słuszne!
Dręczy mnie, że mu tyle wyświadczyłem złego! 0 gdyby, co się stało, odstać jeszcze mogło!
Lecz oto on się zbliża w stroju i ubraniu Nie takim, jaki cnocie jego się należy.
SCENA IV. ci sami. tyndar wychodzi w łańcuchach i z młotem.
TYNDAR.
Obrazów widziałem już wiele, które męki Piekielne przedstawiają; ale nie znasz piekła Takiego, jak to miejsce, w którem teraz byłem,
Tam w tych łomach kamiennych. To właśnie jest miejsce, Gdzie praca precz wygania z ciała unużenia.
Skoro bowiem przybyłem, jak dzieciom szlacheckim Dają kawki, lub kaczki, albo też przepiórki,
Z któremiby igrały, tak mnie dano zaraz Oto dudka z żelaza, który mnie miał bawić. (spostrzega Ileg ion a)
Ależ pan przede drzw.ami! (radośnie) i oto pan drugi Już powrócił z Elidy.
HEGIO.
Witaj, ty mój synu,
Upragniony! tyndar (zadziwiony).
Co? synu? Ależ wiem, dla czego Siebie ojcem nazywać miniesz, a mnie synem, lż przez ciebie oglądać mogę światło dzienne,
Jak dziecko przez rodziców.
FILOKRAT.
Witam cię, Tyndarze.
TYNDAR. 1 ja ciebie, z którego to przyczyny znoszę Te cierpienia. filokrat.
Lecz teraz sprawię, iż do bogactw Przyjdziesz wolny, gdyż ten tu jest rodzicem twoim.
Ten niewolnik cię ukradł, gdy n.iałeś lat cztery,
I za sześć min w Elidzie sprzedał ojcu memu,
A ten cię maleńkiego mnie małemu chłopcu Dał jako towarzysza. Tam on wszystko wyznał,
Gdyż myśmy go z Elidy tutaj sprowadzili.
TYNDAR.
Co? tego jestem synem?
FILOKRAT.
Tam w domu jest i brat
Twój rodzony.
TYNDAR.
Co mówisz? To więc sprowadziłeś Jego syna z niewoli? filokrat.
Tak, on tam jest w domu.
TYNDAR.
Cieszę się, bo zrobiłeś dobrze i uczciwie.
FILOKHA r.
Teraz ten ojcem twoim, ten złodziejem twoim,
Który ciebie chłopczyka maleńkiego ukradł
TYNDAR
To ja teraz dorosły jego dorosłego Dam katu za złodziejstwo.
FILOKRAT.
I zasłużył na to.
TYNDAR
A więc dam mu nagrodę, na jaką zasłużył. (clo Hegiona) Ale mi powiedz, proszę, ty więc moim jesteś?
HEGIO.
Ja nim jestem, mój synu.
TYNDAR.
Ot teraz nareszcie,
Kiedy sobie rozważam, przypominam sobie,
Oto teraz nareszcie powraca mi pamięć,
Jakby przez sen, żem słyszał, że ojca mojego Nazwisko było Hegio.
HEGIO.
I to ja nim jestem.
FILOKRAT.
Więc proszę, każ ze syna zdjąć zaraz kajdany,
A włożyć tu na tego.
HEGIO.
Tak, to Przedewszystkiem;
Więc chodźmy, aby kazać przyjść tu kowalowi, Cobym z ciebie kajdany zaraz zdjąć rozkazał,
A dał temu. strobil (przerywając).
Tak, dobrze, nic ja bowiem nie mam.
Epilog.
WSZYSCY.
Widzowie! w tej komedyi są cne obyczaje; Komedyi w tym rodzaju, by dobrzy lepszymi Się stali, wymyślają niewiele poeci.
A teraz, jeśli wam się podoba i jeśli,
Podobaliśmy się wam i was nie znudzilim, Okażcie to znakami, przyklaśnijeie szczerze, Jeżeli wynagrodzić tę skromność zechcecie.
Tłom. J. Wolfram.
II. POEZYA EPICZNA.
W pierwszych latach istnienia państwa rzymskiego powstawały krótkie pieśni, opisujące jakieś polityczne przypadki lub czyny znakomitego męża. Z tych pieśni nie dochowała się do nas żadna. Dopiero gay literatura zeszła na greckie szlaki, próbują Rzymianie tworzyć epopeje. Uprawiają naprzód epopeję historyczną. Bez wyboru opisują w mej wierszem wszystko, co wiedzą o tem lub owem, ale choć swym utworom wielkiej wartości nadać nie potrafią, zyskują rozgłos i hołdy współczesnych za to, że głoszą sławę rzymsk, ego imienia.
Epopeja bohaterska układana na wzór Ilomora, cykiików, a zwłaszcza epiKÓw aleksandryjskiej epoki, powstaje dopiero później w złotym okresie. Ma treść zaczerpniętą z greckiej mitologii. Z poetów, którzy pisali takie epopeje, prócz Wergilego żaden nie odznacza się w iclkim talentem. Lepiej niż poprzednie udaje się inny rodzaj: poetyckie opowiadanie, poemat składający się z szeregu opowieści w jedną całość zestawionych Do największego rozwoju dochodzi t. zw. epopeja dydaktyczna, wykład z zakresu którejkolwiek umiejętności: astronomii, geografii, historyi literatury, rulnictwa, czy nawet ortografii, napisany w formie poetyckiej Jest to prócz satyry jedyny rodzaj poezyi, w którym Rzymianie przewyższyli Greków, swych mistrzów, i doszli do zupełnej samodzielności. Twórczość na polu rzymskiej poezyi epicznej zaczyna się od przekładu
Liwiusz Anćronikus (Livius Andronicus, p. Poezya dram.) aby ułatwić swoim uczniom naukę literatury i jęzjka greckiego, przetłumaczył na łaciński wiersz saturnijski Odysseję Homera. Przekład był słaby i niezgrabny, mimo to ceniono go przez czas dłuższy i jeszcze za czasów Horacego był książką szkolną, na której Rzymianin uczył się czytać.
Drugi poeta, Gneusz Newiusz (Gnaeus Naevius, ob. Poezya dram.), pisze już samodzielnie epopeję historyczną p. t. Wojna punicka (Bellum punicum). Opisuje w niej szczegółowo przebieg wojny z Kartaginą, w której sam brał udział. Dzieło jego jako utwór poetycki nie ma większej wartości.
Natomiast nie bez zalet i piękności jest utwór Enniusza (ob. Poezya dram.) p. t. Amiales (Roczniki) opowiadający dzieje Rzymu od jego założenia aż po rok 173 przed Chr. Charakterystyka znakomitych postaci historycznych i podmiotowe sądy autora ożywiają to dzieło i nadają niektórym ustępom cechę prawdziwej poezyi. Widoczne w dziele naśladowanie Iliady, ale zdarzenia przedstawione w niem sposobem czysto kronikarskim. W formie wielki postęp. W miejsce wiersza saturnijskiego wprowadza Enniusz heksametr i nagina do tej miary język łaciński, Przez to utwór zyskuje wiele na lekkości i wdzięku. Odtąd idąc za przykładem Enniusza wszyscy poeci używają metrów greckich. — Rzymianie cenili »Roczniki* bardzo wysoko i stawiali je nawet obok epopei Homerowskich. Cesarz Hadrian, miłośnik starych czasów, wynosił je nad dzieła Wergilego..leszcze za czasów cesarskich deklamatorzy po mniejszych miastach recytują ustępy »Roczników*. Do nas doszło tylko 600 wierszy tego utworu.
W pół wieku po Rocznikach zjawiają się pierwsze poemata dydaktyczne p. t. Didascalica i Pragmalica; treścią ich są dzieje poezyi rzymsidij i greckiei. Naśladują piękny utwór Arystotelesa. Autorem ich jest słynny tragik Lucyusz Akcyusz (ob Poezya dram.). Dochowały się z nich lylko bardzo małe urywki.
Wielcy epicy występują dopiero w I w. przed Chr.
Tytus Lukrenyusz Karus (Titus Lucretius Carus) jest wśród rzymskich poetów jednym z najzdolniejszych. Urodził się około roku 97 przed Chr,, pochodził z rzymskiej, zamożnej rodziny. W Atenach uczył się filozof“ od Epikurejczyków, potem przebywał w Rzymie, w życiu publicznem me biorąc żadnego udziału. W sile wieku popadł w obłąkanie i w r. 53 przed Chr.1) życie sobie odebrał.
Pozostawił w rękopisie niedokończony poemat »0 naturze wszech rzeczy* (De rerum natura); wydał go Cycero, podzieliwszy na 6 ksiąg. Jest to utwór dydaktyczny, owoc długich badań i głę-
J) Niektórzy badacze podają rok 96 lub 95 przed Chr. jako rok urodzenia, a 55 lub 54 jako rok śmierci. bokich a bolesnych rozmyślań. Lukrecyusz był z natury skłonny do smutku i pessymizmu. Szukając przyczyn złego i nieszczęść, które wkoło siebie widział, wpadł na ciekawą myśl, że to złe pochodzi głównie z lęku, jaki ludzie mają przed śmiercią. Ludzie powinm żyć przyjemnie i cnotliwie, tymczasem myśl o życiu pozagrobowem, o jego wiecznych katuszach, me daje im spokoju i sprowadza ich nieraz na manowce. Otóż poeta przedsięwziął soDie uwomić ludzi od tego lęku i napisał poemat streszczający fdozoficzny system Epikura, w którym stara się udowodnić, że bogowie o świat i ludzi nie dbają wcale. Śmierć podług niego jest tylko końcem katuszy, poza którym nic już nie istnieje, bo dusza umiera razem z ciałem, znajdując przez to wieczny spokój i wytchnienie. Powinniśmy więc żyć spokojnie, ale roztropnie, używając rozkoszy o tyle tylko, o ile one nie są źródłem chorób, zmartwień i smutków.
Sceptycyzm i wydrwiwame religii były w czasach Lukrecyusza częstem w Rzymie zjawiskiem; igranie z ogniem doprowadziło do pożaru. W duszy człowieka, który wziął rozbrat z życiem publicznem, więc miał czas nad życiem się zastanawiać, zrodziło się zwątpienie, rozstrój i rozdarcie. Pojęcia, z pomocą których chciał ludzkości zapewnić spokój, nie dały Lukreeyuszowi ani szczęścia ani spokoju, jego poemat jest krzykiem boleści i rozpaczy.
Materyalistyczny system filozofii nie ńyl wdzięcznym przedmiotem dla poetyckiego utworu. Lukrecyusz wie o tem, i żeby jego wykład nie był suchy, wplata tu i ówdzie epizody i opisy, którę są prawdziwą ozdobą poematu l). W jednym epizodzie n. p. przedstawił zarazę w Atenach, podług opowieści Tukidydesa. Wogóle całe dzieło napisane i opracowane starannie, choć niektóre ustępy gdzieniegdzie trudne do zrozumienia i twarde, niektóre znowu snać niewykończone wydawca poumieszczał w niestosownem miejscu. Formalną walkę stoczył poeta z językiem łacińskim, który nie miał jeszcze wyrazów potrzebnych na oznaczenie filozoficznych pojęć. Styl jego ma cechę starożytnych pisarzy. Dzieło Lukrecyusza, w swoim rodzaju jedyne, nie znalazło wśród ogółu znaczenia, ale zachwycało się niem wielu uczonych; na Horacego i Owidyusza wielki wpływ ono wywarło.
Ustępy z dzieła Lukrecyusza tłómaczyli: Bruno Kiciński, Karol Mecherzyński, Józef Szujski i F. H. Lewestam. l) Ks. VI w. 1136 — 1249.
Publiupz WergiUusz Maro (Publius Vergilius Maro) urodził się w r. 70 przed Chr. w Andes koło Mantui, gdzie ojciec jego,, wzbogacony wieśniak, miał małą posiadłość. Otrzymawszy pierwsze nauki w Kremonie i w Medyolanie, udał się w r 53 przed Chr. do Rzymu i tam kształcił się dalej w retoryce, filozofii i w naukach przyrodniczych. Po ukończeniu studyów, nie mogąc dla wątłego zdrowia poświęcić się służbie publicznej, powrócił do Andes i w wiejskiej zaciszy zajmował się czytaniem dzieł greckich poetów. W tym czasie zawarł znajomość z Asiniuszem Follionem, który iako legat Antoniusza otrzymał zarząd Gallii transpadańskiej i). Przyjaźń tego bardzo wykształconego i obdarzonego poetyckim talentem człowieka odegrała ważna rolę w późniejszem życiu poety. Po bitwie pod FUippi, gdy Oktawian rozdzielił między weteranów grunta okolicy Mantui i Kremony, zagrabiono Wergilemu odziedziczone pc ojcu posiadłości. 7.a wstawieniem się Asiniusza obiecał Oktawian oddać je, ale weterani, nie zważając na te obietnice, wygnali go z ojczystej siedziby i omal że nie zanili, gdy się opierał. Wyjechał do Rzymu i z pomocą Mecenasa, możnego opiekuna poetów, któremu go Asiniusz polecił, wystarał się o to, że jhko odszkodowanie dano mu inne dobra w okolicy Neapolu. Odtąd już żył bez troski o byt materyalny. Po r. 40 przed Chr. stale mieszkał w Rzymie, gdzie o jego względy starali się najznakomitsi mężowie. Czasem tylko zatęsknił do wiejskiego życia i w jakimś kącie Kampanii lub Sycylii przypatrywał się życiu sielskiemu, by napisać poemat o ziemiaństwie. W r. 19 przed Chr., chcąc artystycznie wykończyć Eneidę, pojechał do Grecyi. Pięknie żegnał go wtedy Horacy:
Niech cię prowadzi Cypru bogini,
Świ“cą Heleny bracia, dwie gwiazdy,
Eol niech wialry wiążąc w jaskini Dmucha Japigiem w ciągu twej jazdy,
Okręcie; grzbiet twój drogi skarb bierze,
Mego Werpila zdrowie i głowę,
Tam na attyckie nieś go wybrzeże,
Ochraniaj duszy mojej połowę
Życzenia przyjaciela nie spełniły się. Wergili podczas zwiedzania Megary ciężko się rozchorował, a gdy bawiący wówczas w Atenach Oktawiar namówił go do powrotu, umarł w drodze do
’) Część Włoch na północ od rzeki Padu. ojczyzny, w Brundisium dnia 21. września r. 19 przea Chr. Zwłoki jego pochowane w Neapolu, gdzie dziś jeszcze pokazują grób wielkiego poety1).
Był on wzrostu słusznego, twarzy śniadej; głos miał piękny i dźwięczny. Z usposobienia cichy i spokojny, serce miał niewinne a gorące. Kochał ojczyznę, kochał wieś i naturę. Dążenia jego były zawsze idealne, cele wzniosłe. W stosunkach z ludźmi był wierny naturze wieśniaczej, jakby zakłopotany i lękliwy, ale szczery i serdeczny. Energii i męstwa miał w sobie mało, porównywano go często do młodej dziewczynkia). Wszystkie te cechy i właściwości uwydatniły się w jego poezyi. Doskonałym jest wtedy, gdy opisuje martwą przyrodę, lub gdy mówi o spokojnych uczuciach. Bohaterów i wielkie czyny przedstawia za blado. Miał widocznie zdolności do poezyi uczuciowej, ale uległ namowom przyjaciół i pracował długi czas nad epopeją bohaterską. Stąd liczne braki i usterki jego utworów, bo wyobraźnia nie zawsze mu dopisywała. Jest on największym epikiem rzymskim, ale w swoim rodzaju doskonałym nie jest. Pisał swe utwory Dardzo powoli i z wielkiem wytężeniem umysłu, nad każdym pracował przez lat kilka przynajmniej. Ciągle wykończał, ciągle poprawiał to, co napisał. Toteż jego język i budowa wiersza są w całem tego słowa znaczeniu poprawne i były niedoścignionym wzorem dla wszystkich późniejszych poetów.
Prócz kilku krótkich i niewiele znaczących utworów, stworzył Wergiliusz tylko trzy dzieła:
Bukoliki (Bucolica), także Eklogami (Eclogae) zwane, są pierwszem dziełem Wergilego. Do pisania ich namówił poetę Asiniusz Pollio. On chętnie usłuchał rady, bo od pierwszej młodości lubił wieś i życie wiejskie, więc z zamiłowaniem zaczął tworzyć sielanki, których przedtem nikt w Rzymie nie tworzył. Zaczął studyować utwory Teokryta długo i uważnie. Zapoznał się dokładnie z kompozycyą, tokiem myśli i formą sielanki. Potem dopiero sam pisał Pisząc, naśladował greckiego mistrza, ale nie tłómaczył. Teo ł) Na grobie był napis rzekomo ułożony przez samego poetę: >Mantua me genuit, Calabri rapuere, t.enet nunc Parthenope, ceeini pascua, rura, duces*. (Mantua mnie wydała, Kalabrya pozbawiła mnie życia, teraz ma mnie Parthenope; opiewałem życie pasterskie, wieś i bohaterów). 2) Stąd pochodzi, że nazwisko jego Vergilius przekręcono na Virgdius; virgo znaczy dziewica. kryt kilka razy w rozmowach pasterzy robi! alluzye do niektórych znajomych mu osób. To podobało się rzymskiemu poecie i opierając się na tem, stworzył nowy rodzaj allegorycznej sielanki, w której wspomina o swoich osobistych stosunkach i interesach, albo wychwala swych przyjaciół. Połowa sielanek (mianowicie I, IV, VI, IX, X) ukrywa w sobie allegoryę i ma taki okolicznościowy charakter. Sielanka I i IX np. mówią o zagrabieniu dóbr poety i są zarazem podziękowaniem za opiekę Oktawiana. W IV-tej sielance wielbił Wergiliusz Asiniusza Polliona, X-tą naprał na pociechę dla nieszczęśliwego w miłości poety Korneliusza Gallusa.
Przez długi czas porównywano Wergilego z Teokrytem i oddawano mu pierwszeństwo, w świetle nowszej krytyki to porównanie wypada tylko na niekorzyść naśladowcy. Sielanki Teokryta są wiernym obrazem życia sycylijskich pasterzy, jest w nich naturalność i prawda, wszystko przedstawione przedmiotowo. U Wergilego inaczej; brak u niego prostoty, naiwności. To co u niego oryginalne i nowe, tę allegoryę w sielance, tylko do wad zaliczyć można, bo wywołuje wrażenie nienaturainości w utworze, który powinien być nawskroś naturalnym. Ale mimo tych wad, a może właśnie wskutek nich, miały Bukoliki wśród współczesnych wielkie powodzenie. Przedstawiano je nawet na scenie. Jeszcze w średnich wiekach bardzo wysoko je ceniono, dla tego Przedewszystkiem, że w eklodze IV. obiecującej lepsze czasy dopatrywano się bezpodstawnie przepowiedni przyjścia Zbawiciela.
Bukoliki tłómaczyli: Jan Achacy Kmita (1588), Lipiński (1822) i Motty (Poznań 1861).
Georgiki (Georgica). Jest to poema to rolnictwie. Celem jego miało być wskrzeszenie w Rzymianach dawnego zamiłowania do roli, którę podczas burzliwych czasów wojennych bardzo podupadło. Składa się z czterech ksiąg. W księdze I-ej mówi poeta o uprawie roli, o ziemi, nasionach, narzędziach rolniczych i podaje rozkład pracy wieśniaczej. W 1.1, — ej księdze mówi o pielęgnowaniu drzew i krzewów, o sposobach szczepienia ich i doskonalenia owoców, zwłaszcza winogron; w lll-ej ks. o hodowli zwierząt domowych: kom, krów, owiec i kóz, o paszy, mleku, wełnie; w 1V-tej ks. o pszczelnictwie, o życiu pszczół, ich chorobach, mieszkaniach itd. Więc treść postępuje od przyrody martwej do żywej. Poemat dydaktyczny treści prawdziwie poetyckiej z natury swej mieć nie mógł; treść jego stosowną była już wtedy, gdy dostarczał poecie jak naj więcej sposobności do pięknych opisów, apostrof, epizodów czy dygressyi, bo one nadają mu urok poetycki. Otóż w takiem znaczeniu temat Georgik był bardzo dobrze dobrany. Gospodarstwo rolne jest jednem z najpiękniejszych zajęć człowieka, w niem znaleźć można spokój i sielankową szczęśliwość, ono pobudza do poznawania i podziwiania sił przyrody. Wergiliusz wyzyskał temat doskonale, przystąpił do pisania poematu z w.elkiem nabożeństwem i zamiłowaniem do przedmiotu, pracował nad napisaniem niespełna 2 tysięcy wierszy przez lat siedm (od r. 37 — 30 przed Chr.), wytężając wszystkie siły, by zadość uczynić wymaganiom sztuki i artyzmu.
W Georgikach jest wiele miejsc prawdziwie pięknych; obrazy przyrody i cichego życia wiejskiego, pochwała Italii, czy opis zimy w Scytyi, są w swym rodzaju niezrównane. Sposób wykładu plastyczny, obrazowy; czyta się je z zajęciem od początku do końca, choć treść wrażenia sprawiać nie może. Wszystko łączy się na to, by Georgiki były arcydziełem w swoim rodzaju. Niektórzy uczeń, uważają je nawet za najcelniejszy utwór rzymskiej literatury. Co się tyczy oryginalności dzieła, to zaprzeczyć się nie da, że poeta czerpał wiele szczegółów z Hezyoda, Arata i innych poetów czy prozaików piszących o tym samym przedmiocie, ale w ogólności jest samodzielnym, przedstawia przeważnie to tylko, czemu się sam z bhzka przypatrzył i dokładnie poznał. Naśladowców >Guorgik« było wielu w późniejszych czasach U nas na wzór ich stworzył Kajetan Koźmian swoję >Ziemiaństwo«, Na język polski przetłumaczył Georgiki: Waleryan Otwinowski (1641), Jacek Przybylski (1813), Feliks Frankowski (1819) i A. Kotiużyński 1821); urywki tłómaczyli Ign. Krasicki, Euz. Słowacki i Fel. F a 1 e ń s k i.
Eneida (Aeneis) jest największem co do rozmiarów i zarazem najsłynniejszem dziełem Wergilego. Pracował on nad niem lat jedenaście blizko, od roku 30. przed Chr. do końca życia, mimo to w chwil, jego śmierci nie było jeszcze wykończone1). W utworze tym opiewa poeta przygody Eneasza i jego towarzyszy, uważanych za praojców Rzymian. Od Eneasza, syna bogini Wenery, wywodził
B Mówią, że umierając prosił, by manuskrypt Eneidy spalono,.nie usłuchano przecież tej prośby i przyjaciel Wergilego Varius wydał Eneidę wkrótce po śmierci autora. swój ród Oktawian, adoptowany przez familię Juliuszów; poeta chciał większym urokiem otoczyć imię przychylnego dla siebie cesarza i to było pierwszą pobudką do napisania Eneidy. Inną pobudką, o wiele chyba ważniejszą i większą, była chęć napisania narodowej epopei, którąby z dziełami Homera mierzyć się mogła. Przypominamy, że starożytnym mistrzom nie zależało nic na oryginalności, że dążyli do wydoskonalenia różnych gałęzi literatury, wspinając się na barkach poprzedników i ucząc się od nich tajemnic sztuki. Wirgiliusz rywalizując z Homerem bez skrupułu z niego korzystał i w pierwszej części swojego dzieła wiernie naśladował Odysseję, w drugiej zaś IliadęJ). Ubóstwo rzymskiej mitologii sprawiło, że musiał dla zrozumienia treści sam zmyślać dawne dziejo, łącząc je o ile możności z przytoczonymi przez historyków faktami. Nadto musiał dbać w wielkim stopniu o rzymskie zabarwienie całości i szczegółów, treści i formy, żeby epopeja była narodową; musiał tu i ówdzie wyrazić zręczną alluzyę do nowszych czasów i stosunków, ażeby podobać się współczesnym.
Jak wywiązał się ze swego zadania? Eneida zyskała niesłychane powodzenie; od chwili okazania się aż do niedawnych czasów była przedmiotem podziwu całego świata Rzymianie cenili ją wyżej niż Iliadę i Odysseję, a przynajmniej na równi z niemi (naturalnie tak się cieszyli tem, że mają nareszcie piękną epopeję, która sławi ich męstwo i poetyczny urok mu nadaje, że sąd ich stracił trzeźwość). Ale i potem przez wieki całe uważano ją za niedościgniony wzór epopeiJ). Jej naśladowców, tłómaczy i komentatorów jest cały legion. Dziś jeszcze czytają ją uczniowie gimnazyalni we wszystkich krajach Europy.
Rożne są tego przyczyny. Język grecki a więc i Homera znali w średnich wiekach tylko wybrańcy wśród Włochów, Francuzów czy Niemców, a z rzymskich epopei prócz Eneidy jednę tylko Farsalię Dukana, żadne więc wielkie dzieło nie ćmiło jej sławy.
Zresztą dziwić się nie można, że z wielu względów zachwyt wzbudzała. Takie ustępy jak: »Zdobycie Troi*, »Miłość Didony*, * ) Ubocznie tylko i w mniejszym o wiele stopniu posługiwał się utworami poetów cyklicznych.
J) Dante wybrał sobie Wergiliusza za przewodnika w swej zaziemskiej wędrówce, bo go uważał za największego wieszcza czy geniusza. ♦ Wędrówka po świecie duchów*, ♦Przyjaźń Nizusa i Euryala«, ♦ Śmierć Pallasa* itd. musiały znaleźć oddźwięk w sercach czytelników. Język utworu barwny i żywy, wiersz gładki i potoczysty, w stosunku do Lukrecyusza, a tem bardziej do dawniejszych poetów, wykazują postęp ogromny.
Ale najnowsza krytyka literacka nieco inaczej się na Eneidę zapatruje i przyznając jej wszystkie zalety, obniża przecież sąd, który o niej przez długi czas wydawano. Eneida jest naśladownictwem, więc jako takie powinno się ją cenić; do piękności wzorów jej daleko. Treść nie może nas zająć ani zapalić i kiedy Eneasz zdobywa Latium, sympatya dzisiejszego czytelnika jest po stronie spokojnych mieszkańców Italii, nie po stronie najeźdźcy; to psuje wrażenie. Charaktery występujących w poemacie osób nakreślone są trochę mglisto i niewyraźnie. Główny bohater Eneasz jest pobożnym, jak go poeta nazywa, ale istotnych cech bohatera nie ma, nie ma własnej woli, poddaje się zupełnie zrządzeniu losów czy bogów. Przytem w tonie utworu, w sposobie wyrażenia się nie ma homeryckiej prostoty, miejsce jej zastępuje nieraz patos, deklamacyą, retoryka. Eneida jest w każdym razie sztuczną epopeją
Treść Eneidy jest następująca:
Księga 1. luż przez siedm lat błąka się po świecie Eneasz, syn Anchizesa i Wenery. Prześladuje go bogini Junona, Trojańczykum niechętna. Właśnie odpłynął z Sycylii, dążąc do Italii. Eol, bóg wiatrów, namówiony przez Junonę zsyła gwałtowną burzę, która zapędza okręty Trojan na brzegi libijskie. Widzi to Wenus z Olimpu i zanosi prośby przed Jowisza, żeby ulitował się nad jej synem i uwolnił go od prześladowania dumnej bogini. Władca bogów i ludzi uspokaja ją, pociesza opowiadaniem o przyszłej w ielkości Rzymian, potomków Eneasza, i wysyła Merkurego, by Didonę, władczynię Libii, życzliwie dla przybyszów usposobił. Tymczasem Eneasz wyszedłszy z okrętu na brzeg nieznanego sobie kraju spotyka swoją matkę. Ona przybrawszy postać młodego dziewczęcia, niepoznana, objaśnia go, gdzie się znajduje, i prowadzi do Kartaginy. Tu spotyka bohater swrych towarzyszy, których okręty burza innemi drogami na to samo miejsce przyniosła. Rozbitków prowadzą przed królowę Królowa wita ich serdecznie i ugaszcza. Na jej prośbę opowiada Eneasz swoję dzieje.
Mówi naprzód (ks. II.) o zburzeniu Troi.
Zathey. Antologia rzymska. 4
Po dziesięciu latach bezskutecznej walki, widząc, że męstwem miasta nie zdobędą, chwycili się Grecy podstępu. Pewnego poranku wsiedli na okręty i odpłynęli do Tenedos, na obozowisku zostawili tylko drewnianego koma ogromnych rozmiarów. Trojanie ucieszyli się bardzo, że oblężenie się skończyło; idąc za radą Synona, przebiegłego Greka, schwytanego na wybrzeżu, wciągnęli tego konia w środek miasta; nie mógł się zmieścić w bramach, więc wybili w murach wielki wyłom, żeby to uskutecznić. W nocy powrócili Grecy, weszli po cichu przez wyłom do miasta i połączywszy się z ukrytymi we wnętrzu drewnianego olbrzyma wojownikami rozpoczęli straszliwą rzeź. Eneasz przekonawszy się, że opór byłby bezskuteczny, bo rodacy jego nie przygotowani do walki nie mogli się opamiętać z przerażenia, ratował się ucieczką; wziąwszy ze sobą ojca, żonę i synka, wyszedł z palącego się grodu. Po drodze w zamieszaniu zgubił żonę; wrócił się. żeby ją odnaleźć, ale ukazała mu się tylko w postaci cienia, donosząc o swej śmierci. Podążył więc na miejsce, gdzie zostawił ojca; tam zebrali się tymczasem Trojanie, którzy zdołali ujść śmierci. Było ich dosyć wielu; wszyscy oddali się w opiekę Eneaszowi: mech ich prowadzi, niech im nową znajdzie ojczyznę.
Ks. III. On wysłuchał prośby i udał się z nuni do Tracyi, potem na Delos i na krelę. Nigdzie nie mógł znaleźć przytułku; gdy był na Krecie, bogowie polecili mu we śnie, żeby udał się do Italii Nic opierał się (ej radzie i okręty na zachód skierował, Po wielu przygodach dostał się najpie-w do Epiru i zabawił w nim czas jakiś, bo serdecznie go ugaszczał król llelenus, syn Priama. Stąd popłynął dalej do celu swej pouroży, wśród ciemności nocy zmylił drogę i wylądował w Sycylii. W Drepanum umarł mu ojciec; pochowawszy go uroczyście, rozwinął żagle, by wreszcie dobić do Italii, ale burza rozpędziła mu okręty i zagnała je na brzegi Afryki.
Ks. IV. Opowiadanie Eneasza zachwyca Didonę. W jej serce dostaje się iskra miłości, którą Wenus roznieca w wielki płomień. Wkrótce królowa nie umie już swem uczuciem zawładnąć. Ze swojej słabości zwierza się przed siostrą Anną. Anna poddaje jej myśl o małżeństwie. Tym. zasem Jowisz rozkazuje Eneaszowi opuścić Kartaginę. On nie śmie się bogu opierać i mimo próśb i zaklęć kochanki wyjeżdża pokryjomu. Didona odbiera sobie życie.
Ks. V. Znowu przez burzę zmuszony przybywa Eneasz z towarzyszami po raz drugi na Sycylię i urządza igrzyska na cześć swego ojca Anchizesa, bo właśnie przypada rocznica,,ego śmierci. Podczas igrzysk usiłowały kobiety spalić flotę, by położyć koniec długiej wędrówce. Spłonęło kilka okrętów. Rozgniewany Eneasz puszcza się w dalszą podróż, zostawiając na wyspie kobiety i mężczyzn niezdolnych do oręża.
Ks. VI. Dostaje się do Cumae, gdzie mieszka Sybilla Deifobe, kapłanka Apollina. Ona prowadzi go w świat podziemny, do Hadesu, by mu pokazać życie umarłych i umożliwić rozmowę z ojcem. Zwiedzają między innymi przybytek samobójców, lam spotykają Didonę, która spostrzegłszy ich ucieka. W siedzibie sprawiedliwych znajdują Anchizesa. Ten pokazuje synowi cienie, które mają na nowo przyoblec się w ciało, by być chwałą przyszłego Rzymu.
Ks. VII. Powróciwszy na powierzchnię ziemi, między towarzyszy, udaje się Eneasz z nimi nad ujście Tybru i wyprawia posłów do króla Lalinusa z prośbą, Dy pozwolił mu założyć miasto na ziemi latyńskiej. Król zezwala i w dowód zaufania oddaje przybyszowi swoją córkę Lawinię za żonę. Rozgniewana tem Junona usiłuje zamącić zgodę i skłania Turnusa, króla Rutulów, dawnego narzeczonego Eawinii, do tego, że Trojanom wypowiada wojnę
Ks. VIII. Nie ufając w swe siły, prosi Eneasz króla Ewaudra, by stanął w jego obronie, i otrzymuje posiłki pod wodzą Pallasa. Wulkan sporządza tarczę dla Eneasza, na której wykuwa różne sceny z przyszłych dziejów rzymskich aż do czasów Augusta.
Ks. IX. Podczas gdy Eneasz w kraju Etrusków bawił, i u nich szukał pomocy, Turnus zbliżył się z wojskiem pod obóz trojański. Przerażeni Trojanie wysyłają dwóch młodzieńców, Nizusa i F.uryala, do wodza, wzywając go do szybkiego powrotu. Młodzieńcy przekradają się nocą wśród straży nieprzyjacielskich, mordując po drodze śpiących Rutulów, ale wkrótce dostrzeżeni giną, choć bronią się dzielnie. Turnus z całą siłą uderza na przeciwników, ale odparty cofa się.
Ks. X. Gdy Eneasz powrócił na czele tyrreńskich posiłkow, bój rozpoczyna się na nowo. Ginie Pallas, syn Ewandra, z ręki Turnusa. Napróżno szukał wódz Trojan zabójcy, chcąc pomścić śmierć sprzymierzeńca. Junona wzięła zabójcę w swą opiekę i uprowadziła z pola wralki. Natomiast tracą Rutulowie najdzielniejszych wojowników, wśród nich Mezencyusza i jego syna
Ks. XI. Nastaje dwunastodniowe zawieszenie broni. Trojanie grzebią poległych z wielką okazałością; odsyłają Ewandrowi zwłoki Pallasa. Potem Eneasz wyrusza pod Laurentum. Turnus zachodzi mu drogę; w walce ginie Kamilla, bohaterska dziewica, dowodząca oddziałem jazdy.
Ks. XII. Eneasz i Turnus postanawiają pojedynkiem zakończyć wojnę, narody mają się ze sobą pogodzić, ale za sprawą Junony układy zerwane i walka znowu się wszczyna. Nieznany wojownik rani Eneasza. Wenus goi jego rany. Bohater zagrzawszy towarzyszy do walki natarł na Turnusa, który w zbroje Pallasa się odział i trupem go położył.
Eneidę tłómaczyli w całości: Jędrzej Kochanowski (1590), F. Ks. Dmochowski (1800), Jacek Przybylski (1811) i Franciszek Wężyk (przekład dokonany między r. 1801 — 1827, a wydany dopiero w r. 1878). Niektóre ustępy przekładali: J. A. Kmita, Marcin M ols ki, ks. Jakubowski, Euz. Słowacki, F. Sal. Dmochowski, F. Kowalski, Jan Pawlikowski i K. Ehrenberg.
Owidyusz (Ovidius Naso ur. r. 48 przed Chr., zmarły r 17 po Chr.). Urodził się w Sulmo w kraju Pelignów, z zamożnej obywatelskiej rodziny. Rodzice zawieźli go do Rzymu i dali mu jak najlepsze wychowanie. Uczył się tu u sławnych retorów gramatyki, retoryki i filozofii a potem pojechał do Grecyi i do Azyi dla uzupełnienia edukacyi. Powróciwszy na życzenie ojca, wstąpił do służby państwowej, został urzędnikiem, ale to nie godziło się z jego usposobieniom i skłonnościami, więc rychło służbę porzucił. Miał dostatek, nie potrzebował troszczyć się o kawałek chleba, żył więc swobodnie i przyjemnie w Rzymie lub na wsi. Znamienitsi ludzie, jak Messala, Aemnius Maoer, ETopertius i inni lubili go i zapraszali Żenił się dwa razy i dwa razy się rozwiódł, dopiero z trzecią żoną był szczęśliwy. Ale właśnie w tym okresie spotkało go wielkie nieszczęście, którego powód nie jest nam dokładnie znany. Używając na dworze cesarskim wielkiego miru, bywał tain często, widziany zawsze chętnie. Nagle w r. 7 ym czy 8-ym po Chr. skazano go bez procesu na wygnanie w strony dzikie i barbarzyńskie do Tomi nad ujście Dunaju. Winę poety okrywa tajemnica, on sam mówi to tylko, że carmen et error t. j. pieśń i błąd są przyczyną jego nieszczęścia. Straszny to był cios dla takiego panicza, dla którego Rzym i życie wielko światowe były tem, czem jest woda dla ryby. To też złamał się i nie umiał pogodzić się z losem, nie umiał zachować godności. Prosił, płakał, lamentował. Nic to jednak nie pomogło. Augustus byłby wreszcie może wysłuchał skarg i próśb poety, ale umarł, i tak Owidyusz nie doczekawszy się wyzwolenia umarł na obczyźnie w r. 17 po Chr. Pochowano go w Tomi.
Twórczość Owidyusza można podzielić na trzy okresy.
Okres pierwszy obejmuje jego lata młodzieńcze, powstają w nim dzieła o miłości, w swoim rodzaju świetne, ale miejscami niemoralne. Do nich należą: 1. lleroides albo Epistulae, 21 listów pisanych niby przez różne heroiny starożytnego świata do swoich oddalonych mężów i kochanków, n. p. Penelopy do Ulissesa, Didony do Eneasza, Deianiry do Herkulesa, Heleny do Parysa itd. 2. Amores (Pieśni miłosne) są to elegie w trzech księgach. Dowcipne często, ale częściej wyuzdane, są wiernym obrazem życia i zepsucia owych czasów; wpływ wywierały na moralność juk najgorszy, ale pozłacana młodzież chwytała i czytała je chciwie.
Do tej samej kategoryi należą: 3. Ars amatoria (Sztuka kochania) w 3 księgach, kreśli inti ygi i sposoby, za których pomocą można usidlić serce mężczyzny lub kobiety i na uwięzi trzymać. Utwór ten jest jednym z najznakomitszych poematów dydaktycznych rzymskiej literatury. Lekkość i wdzięk formy czynią go prawdziwem arcydziełom 4. Remedia atnoris (Lekarstwo na miłość), dzieło dosyć słabe, każe z pomocą wyobraźni obrzydzać sobie ukochaną kobietę, żeby się od jej pęt uwolnić.
Z poematu >I)e medicamine faciei (O środkach upiększenia twarzy) doszło do nas tylko 100 wierszy. Zdaje się, że był to poprostu spis kosmetyków i przepisy ich używania.
Drugi okres twórczości poetyckiej Owidyusza przypadający na jego wiek dojrzały, bo 2 — 8 po Chr., zawiera dwa poważne dzieła.
Metamorfozy (Metamorphoseon libri, Przemiany), poemat w 15 księgach, jest ozdobą rzymskiej literatury. W listach pisanych z Tomi skarżył się Owidyusz nieraz, że przez wygnanie nie dozwolono mu Metamorfoz wykończyć. Być może, że nie miał czasu wygładzić ich w kilku szczegółach, ale wogóle my tego niewykonczenia zauważyć nie możemy
Metamorfozy nie są jednolitą epopeją, ale zbiorem opowieści luźnie choć zręcznie ze sobą spojonych. Ten rodzaj poezyi nazwano poetycznem opowiadaniem. Treścią są wszystkie mity greckie i rzymskie, w których jest mowa o przemianie człowieka w zwierzę, roślinę czy gwiazdę. Takich mitów było bardzo wiele u Greków, których wyobraźnia ożywiała całą przyrodę. Źródłem ich była wiara, że bogowie stykając się z ludźmi przybierają często ludzkie lub nawet zwierzęce kształty i że za karę zmieniają człowieka w istotę niższą, w nagrodę zaś szlachetniejsze, wznioślejsze i dłuższe dają mu istnienie.
Poemat zaczyna się od stworzenia świata i historyi Deukaliona i Pyrrhy, pierwszych rodziców, którzy rzucając poza siebie kam’anib, w ludzi je zamieniali. Potem cały szereg obrazów wesołych i smutnych, ponurych, pełnych grozy i sielankowych naprzemian. Niektóre z nich bardzo ładne, np. mit o Narcyzie i dziewczynie, która stała się »e<Aemx, o dumnej Niobie, po stracie dzieci skamieniałej z boleści, o Faetome, lekkomyślnym młodzieńcu, o Filemonie i Baucis, o Pygmalionie itd. Kończy się rzecz apoteozą Cezara, którego bogowie po śmierci w gwiazdę przemienili.
Źródeł i wzorów miał Owidyusz dosyć wiele. Słyszymy, że grecki poeta Nikandros napisał poemat podobnej treści, że Parthenios napisał »Metamorphoseis«. Zdaje się, że Owidyusz czerpał z nich obydwóch, a prócz tego z Homera i kilku poetów aleksandryjskiej epoki. Ale nie był ich n.Twolniczym naśladowcą. Umiał na dziele wybić swoje indywidualne piętno. Ciekawy i oryginalny jest jego pogląd w kwestyach religijnych. O bogach mówi z jakimś ironicznym uśmiechem, odziera ich z dawnego majestatu, znać, że nie wierzy w nich zupełnie i pisze o mcii dlatego tylko, że nastręczają mu dużo tematów do rodzajowych obrazków.
Dziwi nas trafny dobór tematu i niezmierna zręczność układu, ale poprostu zachwyca sposób przedstawienia zdarzeń i zewnętrzna forma dzieła. W opowiadaniu jest eleganeya, wdzięk, lekkość, urozmaicenie. Genialny autor wynajduje coraz to nowe sposoby, by czytelnika zaciekawić i wzbudzić w mm estetyczne zadowolenie. Każda »przemiana* przedstawiona tak plastycznie i żywo, że cały jej przebieg stoi nam przed oczyma i wvdaje się prawdopodobnym Każda osoba, o której mówi poeta, scharakteryzowana dobitnie i stosownie do swej roli. Język prawdziwie poetyczny, piękny
Metamorfozy przetłómaczyli: Jakób Żebrowski (1636), Waleryan Otwinowski (1638) i Bruno Kiciński (1843).
Fasti jest to utwór poetycki, objaśniający rzymski kalendarz. Pobudkę do ich napisania aało z jednej strony dzieło \ erriusa Flaccusa, który naówczas kalendarzem i jego reformą żywo się zajmował, z drugiej zaś strony t. zw. elegia aitiologiczna, badająca przyczyny różnych zjawisk i zdarzeń, stworzona przez Kalhmacha a uprawiana w Rzymie przez Propercyusza1).
Owidyusz oparł się na nich i napisat narodowy poemat, w którym zaczepiając nieraz o astronomię opisuje rzymskie uroczystości, ich obrzędy i powstanie. Przegląd świąt odbywa poeta w takim po rządku, w jakim następują po sobie w kalendarzu, każda księga obejmuje jeden miesiąc. Więc dzieło miało się składać z dwunastu ksiąg. Mamy tylko sześć pierwszych, reszty zapewne wygnanie nie dozwoliło stworzyć.
Mimo treści niekoniecznie nadającej się do poezyi poemat nie jest nigdy suchy, ani nudny. Zycie rzymskie, rzymskie zabawy i rozrywki, których skądinąd nie znamy, odbijają się tu jak w zwierciedle. Wiele w dziele szczegółów nadzwyczaj ciekawych, wiele epizodów i dygresyi bardzo ładnych, np. opis śmierci Fabiuszów nad rzeką Kremoną, lub pochwała astronomii. Przytem forma godna Owidyusza; poeta umie przedmiot ożywić i zabarwić.
Trzeci okres obejmuje lala spędzone na w ygnaniu. Natchnienie w nim słabnie, nawet metryka mniej dbała, język mniej wygładzony. Sain poeia przyznaje, że barbarzynskie otoczenie stępiło jego ucho. Nad brzegami morza Czarnego powstają następujące dzieła:
Tristia (Żale), pięć ksiąg elegii. Poeta opiewa w nich na wszystkie tony i nuty swoje nieszczęścia i swoją tęsknotę. Elegie pisane są w formie listów. W pierwszej księdze opis podróży i przebycie do Tomi, z ładnym obrazem żeglugi morskiej. Księga druga, to jeden długi list do Augusta, błagający przynajmniej o przeznaczenie mu innego, znośnie]Szego miejsca pobytu. Trzy dalsze księgi zawierają listy do przyjaciół, do żony i do córki, pełne żalu i smutku.
Tristia tłumaczył Jacek Przybylski (1802).
Epistulae ex Ponto {Listy z Pontu, 4 ks.) to dalszy ciąg uniewinn.ania się i narzekań, cała serya skarg i gróźb zasyłanych do rozmaitych wpływowych osobistości, między innymi do króla trac-
J) Uczony polyhistor Varro napisał prozą podobny utwór p. t. Aetia, kiego Kotysa, żeby wyjednali ułaskawienie u cesarza. Od >Tristiów* różnią się te listy co do formy tem, że na tytule każdego jest podane nazwisko adresata. Na nas te prośby, to małoduszne płaszczenie się i upadek ducha robią bardzo przykre wrażenie. Przytem i jako utwory poetyckie większej wartości te listy nie mają.
Przetłómaczył je Jacek Przybylski (1802).
Ibis, niewielki poemat na wzór Kallimacha, zrodził się z chęci zemsty i jest wyrazem gniewu i oburzenia. Poeta rzuca w nim najstraszniejsze przekleństwa i miesza z błotem jednego ze swoich znajomych (którego, niewiadomo) za to, że go w Rzymie oczerniał i pragnął sobie przywłaszczyć resztki jego mienia
Halieutica, poemat o rybach Czarnego morza i o rybołostwie, pozostał urywkiem.
Inne prace Owidyusza, a wśród nich słynna tragedya Medea i wiersz pisany w języku Retów na cześć Augusta, zaginęły ze szczętem.
Owidyusz jest jednym z najgenialniejszych poetów rzymskich. Ma wyobraźnię nadzwyczaj bogatą, dowcip wielki i cięty, formą włada jak nikt inny. W jego opowiadaniu jest wdzięk i lekkość, jakeśmy to zaznaczyli powyżej, w stylu jasność i przejrzystość. Przytem wiersze składa z zdumiewającą łatwością1). Ale mimo tych wszystkich zalet palmy pierwszeństwa oddać mu me można. Ma wielkie niedostatki. W utworach jego nie odzywa się żywsze uczucie, ani głębsza myśl się nie pojawia, /ycia nie pojmuje poważnie. Z religii drwi, ojczyzna, nic go nie obchodzi, miłość uważa za rozrywkę. Wielki swój talent poświęca tylko na to, by bawić siebie i innych, a w nieszczęściu, by żebrać cudzej łaski. Po za używaniem życia i zabawy mt> widzi nic: obce mu wzniosłe cele i dążenia, jego w dumę wbija to, że był prawodawcą rozpusty. Nie taki jest poważny Wergiliusz. Zresztą utwory Owidyusza i inne mają skazy gdzieniegdzie razi rozwlekłość, to znowu przesada i powtarzanie tej samej myśli w przeróżnych waryantach.
W dziedzinę poezyi opisowej wkraczają przez niektóre swoje utwory wielcy lirycy: Katullus (przez > Warkocz Bereciki*) i Horacy usz (przez List do Bizonów, właściwie poemat dydaktyczny o sztuce rymotwórczej); powiemy o nich w rozdziale o poezyi lirycznej.
U Opowiadają o Owidyuszu, że gdy go ojciec bił za pisanie wierszy, płacząc obiecywał poprawę, ale mimowoli obiecywał wierszami.
Epików drugo — i trzeciorzędnych jest w okresie złotym i następnych okresach nie mało. Wszyscy prawie naśladują Wergiliusza; mieli swoje koło czytelników i mniejsze lub większe powodzenie, ale utwory ich do nas nie doszły, albo nie wzbudzają już zajęcia. więc pominiemy ich milczeniem. O jednym tylko wspominamy, o poecie srebrnego okresu, którego utwór jeszcze w śreanich i nowszych wiekach uważano za najlepszą po Eneidzie epopeję. Jest nim:
Lucanus (Annaeus Lucanus 39 — 55), siostrzeniec retora Seneki. Pochodził z Korduby (w Hiszpanii), przybył do Rzymu, kształcił się u najlepszych nauczycieli i wcześnie zwrócił na siebie uwagę. Polubił go sam Nero, ale przez zazdrość życzliwość jego zmieniła się wkrótce w wyraźną niechęć. Poeta ze złości przyłączył się do spisku Pizona, więc po odkryciu spisku spowodowano go do samobójstwa. W kwiecie młodości musiał przeciąć sobie żyły. Lukanus ma błędy zwyczajne w młodym wieku: nieprzestrzeganie miary i niedostateczny spokój, ma także błędy swoich czasów: skłonność do deklamatorstwa i retorycznych zwrotów, ale mimo to zajął wśród epików rzymskich poważne stanowisko w starożytności i w wiekach średnich, bo miał rzeczywiste zdolności. Z utworow jego pozostała tylko niewykończona epopeja historyczna w 10 księgach, p. t. Pharsaiia, opowiadająca dzieje wojny domowej między Cezarem a Pompejuszem (z stanowczą syinpatyą dla ostatniego) aż do zamknięcia Cezara w Alexandryi. Już Rzymianie zauważyli, że dzieło to jest raczej wierszowaną historyą niż epopeją. Najlepszą częścią dzieła są charakterystyki osób n. p. Pompejusza i Cezara (I 129 — 150) i Katona Uticensis (Il 380 — 390).
Pharsalię przetłumaczył X. Jan Bardziński (Oliwa 1691).
LUKRECYUSZ.
Z poemata: >0 wszechświecie* (De rerum natura). Spokój ducha.
Miło jest z brzegów patrzeć na trudy żeglarza,
Po wzdętych morza falach miotanego burzą;
Nie, iżby cudze rozkosz sprawiały nam bole,
Lecz, że się od nich wolni czujem szczęśliwymi.
Miło niemniej spoglądać z bezpiecznej uehrony Na krwawe wojsk walczących zapasy i mordy;
Ale milej nad wszystko w mądrości świątyni,
Objaśnionej prawdami wielkich myślicieli,
Zabawiać się i umysł poić ich nauką,
Z dumą szlachetną patrzeć na szaleństwa gniewu,
Błądzącego w ciemnościach po życia bezdrożu,
Jak o łaski, godności i władze zabiega,
Marzy o berłach świata, dzień i noc rozmyśla,
Jakby tylko największe zebrać złola stosy.
O, ślepoto! o, ludzie nikczemnego serca!
Jakże nędzne wleczecie w tylu walkach życie!
Czemu żaden Natury nie słucha przestrogi:
»Człowiecze 1 chroń Iwo ciało od przykrych boleści,
Staraj się o spokojność i swobodę ducha,
Oddiflaj próżne troski, smutki i obawy,
Bądź wesół! Czyż nie widzisz, jak mało potrzeba,
Aby każde natury nasycić pragnienie ( czystych życia pociech łatwe zbierać plony?
Swiecą-ć innym ozdobne w pałacach posągi,
Złotym i srebrnym kruszcem błyszczące naczynia:
Ty za to na zielonej miękkich mchów pościeli,
Pod jaworowym cieniem, nad brzegiem potoku,
Co szemrząc lekkim do snu namawia szelestem,
Spoczywasz bez wymysłu, bez zbytku, bez kosztu;
Jeszcze ci przytem wiosna dla uciechy zmysłów Świeżym przystraja kwieciem wonnych łąk kobierce.
Więc gdy ni perskich skarbów, ani tronów blaski Nie zdołają nic zgoła pomódz twemu ciału,
Jakąż przynieśćby mogły korzyść twojej duszy?
Tlóm. Karol Mccherzyński.
WKRGILIUSZ.
Z poematu,,G e o r g i k i“. Pochwała Italii. (II. 136 — 176).
Lecz ani lasy Medów i kraj ich uroczy,
Ani Ganges, ni Herimis, co złoty żwir toczy,
Nie zrównają Italii; nad italską ziemię Piękniejszej nie ma Baktrów ani Indów plemię.
Nie zorały jej woły, buchające skrami,
Nikt jej łanów smoczymi nie zasiał zębami,
Lany się nie zjeżyły zbrojnym w dzidy szykiem.
Lecz zato słynie plonem i sławnym Massykiem,
Zato wypasa bydła zastęp niezliczony;
Tu pędzi dzielny rumak z wiatrami w przegony,
A tu w twych fałach nieraz skąpani;, Klitnmniel), Tuczne woły z owcami postępują tłumnie, Wyprzedzając, zwycięski wóz tryumfatora *).
Wieczna wiosna to ziemi tej jedyna pora.
Tu wszystko dorodniejsze: owoce i trzody;
Drapieżny lew lub tygrys nie wyrządza szkody, Trujące zioła biednych nie zwodzą zbieraczy,
Wąż olbrzymieli swych kręgów po ziemi nie znaczy, Ani drzewa lśniącymi nie otacza sploty.
Przydaj tyle miast pięknych, te trudne roboty,
Tyle twierdz zawieszonych na urwiskach skały I rzek, co starych grodów oblewają wały.
Gzy mam mówić, że wkoło rozlewa się morze?
Gzy mam wspomnieć o larskiem, benackiem jeziorze, Co ze swej iście morskiej burzliwości słynie?
Czy wspomnieć o przysianiach i groblach w Lukry me*), Gdzie o wybrzeża morze rozdąsane wali, * ) Rzeka w Umbryi. s) Na Kapitol, na ofiarę.

  • ) Lukryn, większa odnoga puteolańskiej zatoki między Bajami a Puteoli.

Gdzie, odciętej od morza, szum Julijski ej falix)?
Gdzie Tyrrhenus do jezior Awernu się wdziera?
Nadto italska ziemia wielką moc zawiera Złota, srebra, żelaza w głębi swego łona.
Ona wydała dzielne Sabinów plemiona,
Ligurczyków i Wolsków w dzidy uzbrojonych 1 cały zastęp mężów wojnami wsławionych;
Z niej wyszli Scypionowie; z niej i ty, Cezarze,
Któryś teraz na Azyi dalekim obszarze Gnuśnym Indom odebrał chęć do wojen wszelką.
Witaj, ziemio Saturna! wielka rodzicielko Płodów ziemnych i mężów; dziś dla twojej chwały Niech brzmi ma pieśń askrejska2) po Italii całej.
Tlóm. dla tego dzieła Ign. Stein.
Pochwała życia wiejskiego. mi. 458 — 540).
Trzykroć szczęśliwi, gdyby dobra swoje znali Rolnicy, co nie słysząc szczęku zbójgztfj stali Łatwy z łona łaskawej biorą pokarm ziemi.
Jeżeli pałac pyszny wroty wspaniałemi We drzwi ich zrana zgrai pochlebców nie tłoczy,
Ni farb igrzysko z drogich skorup bawi oczy;
Jeśli miedź ofirejska, szata złotem tkana I wełna assyryjskim jadem farbowana 1 struta cynamonu przyprawą oliwa Jest im obcą: jednakże spokojność szczęśliwa,
Życie od zdrad dalekie, dostatków do woli I swobodne zabawy na szerokiej roli,
Groty i wody żywo, łąki, gaje ciemne,
Ryk bydląt i pod drzewem uśpienie przyjemne.
Tam zarośle, tam knieja w zwierzynę obfita,
Młódź w żądzach wstrzemięźliwa, w pracy mepożyta, Tam cześć bogów, tam cnoty synowskiej przykłady, Sprawiedliwość ostatnia tam wyryła ślady,
Gdy z ziemi ku niebieskiej wzniosła się krainie.
Mnie nad wszystko, o święte Parnasu boginie,
Którym cześć niosę, wielką miłością przejęty,
Chciejcie gwiazd tajnej drogi pokazać zakręty;
Dlaczego się ćmi słońce, mieni nocy zorze,
Czemu się trzęsie ziemia, czemu wzdyma morze, ‘) Augustus wpuścit wodę morską do jeziora lukryńskiego i ten basen nazwał falą Julijską.

  • ) Na wzór Hezyoda z Askry, który napisał dydaktyczne dzieło: »Prace i dni*.

Czemu wzdęte wysoko na odwrót opada?
Jaka spóźnione nocy wstrzymuje zawada?
Lub czemu słońce, kiedy rzeki wiążą lody,
Tak się spieszy zanurzać w oceanu wody?
Jeżeli krew oziębła, zmysł pojęcia tępy Do tych tajni natury zamkną mi przystępy,
Choć bez chwały naówczas, w lasach i strumykach Rozkocham się, w dolinach i cichych gaikach.
O, gdzie Spercheus płynie, gdzie Bacha kapłanki Pląsają pod Tajgelem, nadobne Spartanki,
Któż mnie tam zaprowadzi, kto w Hemu dolinie Postawi i w drzew ciemnej ukryje gęstwinie? Szczęśliwy ten, kto dociekł rzeczy przyrodzenia, Zdeptał bojaźń i wzgardził losem przeznaczenia, Chciwego Acherontu szumów się nio lęka!
I ten szczęsny, kio w wiejskich świątyniach przyklęka Czci Pana i Sylwana i święte nimf zbory!
Nie mami go purpura, ni rzymskie topory,
Ani waśniące braci obchodzą niezgody,
Sprawy Rzymu i zgubą grożące narody Ani to, które wściekłość od Istru napędza;
Nic zazdrości bogactwom, nio wzrusza go nędza. Zbiera owoce, którę obciążają drzewa.1 które hojna ziemia obficie wylewa.
Nie znają praw żelaznych, pism sądowych zbiorów, Szalonych trybunałów i prawniczych sporów.
Ci wiosłem mórz nieznanych zwiedzają przestwory, Biegną na śmierć, lub wchodzą na monarchów dwory Ton ogniom niszczy miasta i bogi domowe,
By miał perły w napoju, łoże purpurowe;
Inny czuwa nad złotem i skarby zgromadza;
Tego zachwyca mówców i sława i władza;
Ten słysząc, osłup.ały, teatrów oklaski,
Zazdrości świetnej chwało, wielbi gminu łaski;
Tych przelew krwi braterskiej napełnia rozkoszą;
Ci porzucają domy, mieszkania przenoszą,
Pod obcem niebem obcej szukając ojczyzny;
Rolnik, gdy krzywym pługiem grunt zaorze żyzny, Nagrodzon, wyżywi dom i dzieci ochocze 1 liczne stada bydląt i woły robocze.
Bez przerwy urodzaje: albo sad dojrzewa,
Albo stada zarodzą, lub żółknieją żniwa I role się upłodnią, przepełnią zagrody.
Przyjdzie zima; sycyońskie tłoczą się jagody,
Tuczne żołędzią stada wracają, a lasy Dają owoc, i jesień rozliczne zapasy;
Dojrzewają winogron na wzgórkach ostatki.
Tu lube koło szyi wieszają się dziatki,
Skromny wstyd domem włada, krów wymię ciężące Tryska mlekiem, tu tłuste na wesołej łące Walczą rogami kozły, w zbyt żywej rozprawie.
Sam rolnik w dni świąteczne, leżąc na murawie,
Nieci we środku ogień, drudzy czasze wieńczą,
Cześć dając wina bogu. wnet na grę młodzieńczą Stawi cele, gdzie lotna ma ugodzić strzała,
Lub do wiejskich zapasów obnaża ich ciała.
Tak wzrośli Etruskowie, tak stare Sabiny,
Tak żył Romul i Remus, sławne Marsa syny,
Tak Rzym, król wszystkich rzeczy, do potęgi zdążył 1 jednym murem siedem twierdz wielkich okrążył.
Nim król dyktejski berłi m swom ogarnął ziemię,
Nim się krwią bydląt dzikie paść zaczęło plemię,
Saturn chętny po świecie przetaczał wiek złoty,
Nie jęczała stal twarda pod ciężkimi młoty,
Ani trąba okropna i wieszcząca wojnę Zatrważała swym grzmotem narody spokojne.
Th mi. Euzebiusz Słowacki.
Z Eneidy. Burza. (I. 1 — 204).
Śpiewam walki i męża, co, przez wyrok mściwy Ścigany, przybył z Troi na italskie niwy;
Długo mm pomiatały przez morza i lądy Gniew zawziętej Junnny i odwiecznych rządy.
Długo łamać się musiał przez okropne boje,
Gdy gród wznosił i bóstwa zaprowadzał swoje.
Stąd albańscy ojcowie, stąd ród znamienity Latynów, stąd powstały pyszne Rzymu szczyty. Muzo, wykaż mi źródło: czemże obrażona Tyle trudów i przygód zesłała Junona Na męża, co go wsławił żywot świętobliwy?
Takież to bogów nawet rozjątrzają gniewy?
Wprost italskiej krainy, gdzie Tybr w morze wpada, Leżało dawne miasto, tyryjska osada,
Kartago, której sławę świat uwielbiał cały I z bogactw znakomitych i z wojennej chwały.
Tam milszy niżli w Samos pobyt był Junonie,
Tam najchętniej składała i wóz swój i bronie.
Więc zamierza bogini, na ten kraj łaskawa,
By, jeśli los dozwoli, wkładał innym prawa;
Bo słyszy, że lud, z Trojan ciągnący pochody,
Z czasem dumne tyryjskie poobala grody,
Że z walk pyszny, rząd ludów objąwszy udzielny, Libom (gdyż tak chcą Parki) zada cios śmiertelny.
W obawie tej przyszłości i pomna na boje,
Które za lubych Greków ściągnęła na Troję, Pobudkami do gniewu zaprząta się ściśle;
Tkwi jeszcze sąd Parysa w wyniosłym umyśle I obelga jej wdzięków i ród ohydzony I cześć, co ma Ganimed z nieba zachwycony.
Więc niedobitki Greków uszłe rąk Achilla Wiecznie od mw latyńskich w swym gniewie uchyla; Długo każe im zwiedzać wszystkich mórz przestrzenie: Z tak ciężkim trudem przyszło Rzymu założenie.
Ledwie od niw Sykulskich wiatry ich odniosły, Ledwie jęli pruć morze niezłomnemi wiosły,
Gdy Juno, gnieżdżąc w sercu niezgojną ranę,
Tak z sobą: ».)aż więc w moim zamiarze ustanę?
Jaż się zwalczyć dozwolę? Czyliż siły memi Eneja od italskiej nie odwrócę ziemi?
Wprawdzie wyrok odwieczny stawa na przeszkodzie, Lecz jeśli mogła Pallas greckie spalić łodzie I lud dzielny w bezdenne zanurzyć głębiny Dla jednego Ajaksa wściekłości i winy,
Piorunami Jowisza miotać bez obawy,
Morze wzburzyć wiatrami, porozpraszać nawy,
Skoro zaś jego piersi ogień wynńotały,
Porwać wichrem i w gniewie wbić na ostre skały,
A bogów pani, siostra Jowisza i żona,
Tyle tat z jednym ludem walczyć przymuszona:
Któż więc uczci me bóstwo, kto w kornej ofiarze Zechce moje darami obciążać ołtarze?*
Tak z sobą w gniewnej myśli rozprawiając jeszcze Przybywa w Eolię, skąd słoty i deszcze,
Skąd na świat wściekłe wichry wybuchają w gminie. Tam są dla burz i wiatrów rozległe jaskinie.
Te Eol gromiąc spędza w turmę niewolniczą;
Gniewne z strasznym gór jękiem przy zaporach ryczą. Siedzi z berłem król Eol na wyniosłym grodzie I butne duchy w swormj utrzymuje zgodzie.
Inaczej razem z sobą niespokojne plemię Rozszarpałoby morze i niebo i ziemię.
Lecz ojciec wszechmogący, by się to nie stało, Zamknął je w czarne lochy i przywalił skałą
I dał im króla, który przez pewne prawidła Umie zręcznie popuszczać lub skracać wędzidła.
Tego błagać poczęła w te słowa Junona:
»Ty, któremu tak wielka władza poruczona Od ojca bogów, króla śmiertelnych, Jowisza,
Ze twe skinienie wichry wzburza lub ucisza:
Patrz! lud wstrętny, przez morza flotę pławiąc swoją,
Chce przenieść w Italię bóstwa zbite z Troją.
Wzburz wiatry twą potęgą, zatop wszystkie łodzie 1 rozprósz w różne strony ich trupy po wodzie.
Mam zternaśeie nimf, wszystkie z urody wsławione; Najpiękniejszą, Dejopę, dam ci z nich za żonę*.
On na to: >0 królowo! rozkaż, a twa wola Świętą dla posłusznego stanie się Kola.
Twa mi łaska przychylność Jowisza sprowadza,
Przez ciebie wzrost największy bierze moja władza,
Ty sprawiasz, że przy boskich biesiadach się mieszczę,
Ty zdajesz pod me berłu i burze i deszcze*.
To rzekłszy tylcem włóczni w bok uderzył góry.
Wnet tłum wichrów, z wstrząśniętej wypadłszy-zapory, Hurmem na świat wybucha drogi otwartemi I moc swoją po całej rozpościera ziemi.
Już się wiatr wspinać począł na słono przestworze,
Już Not, Eurus i Afryk z dna dobywa morze;
Pędzi Imrza od brzegów bałwan na bałwany,
Powstał krzyk mężów z jękiem żeglarzy zmieszany.
Dzień z przed oka Trojanów brudna płoszy chmura,
Noc na morskie odmęty spuszcza się ponura,
Grzmi niebo, huczy burza, piorun ognio toczy I śmierć już, już zagląda drżącym ludziom w oczy.
Wtem, gdy Enej dreszcz nagły poczuł w swojem łonie, Jęknął i rzekł, do niebios korne wznosząc dłonie: >0, trzykroć i czterykroć ci są szczęśliwszymi,
Co przed ojców obliczem na ojczystej ziemi Znaleźli śmierć u Troi wśród krwawych zacieków. 0 ty! synu Tydeja, najdzielniejszy z Greków,
Nie mógłżeś na tych polach wsławić się mym zgonem,
Gdzie poległ z rąk Achilla Hektor z Sarpedonem,
Gdzie Symois w swych nurtach razem zatapiała 1 szyszaki i włócznie i rycerskie ciała?*
To gdy rzekł, już Akwilo burzą rozhukany Tłucze żagle i ciska do niebios bałwany.
Kruszą się wiosła, fala nawę z boków nęka,
Góry wodą wydętej szczyt wyniosły pęka.
Jedni wiszą na wzbitym w obłoki bałwanie,
Drudzy widzą przed sobą bezdenno otchłanie;
Trzy nawy Not zapędza na tajone skały,
Których ogrom grzbiet morzu wystawia zuchwały;
Trzy inne Kur zaciekły (o srogie zjawiska!)
W płytkie brody wód szczupłych i mielizny ciska.
Tę, w której wierny Oront płynął wraz z Łykami,
Tę nawę przed samego Eneja oczami Tłucze z góry ku sztabie bałwan wypiętrzony;
Pada sternik na głowę w odmęty strącony.
Trzykroć okręt zajmują wód ryczących tonie,
Porywa go wichr bystry i w przepaści chłonie.
Ledwie ktoś pływać zdoła po strasznem przestworzu; Toną Troi bogactwo i oręże w morzu.
Już nawą lliona wściekły wiatr pomiata,
Chwieje się łódź Abasa, Alla i Achata;
Zwycięża wszystko burza, a w bokach rozszyta Każda z naw wodą zgubną poi się do syta.
Wtem Neptun, gdy się morza srodze rozhukały, Poczuł burzę i spostrzegł piętrzące się wały,
A strzegąc władzy swojej, ciężkim gniewem zdjęty, Podniósł głowę spokojną nad słone odmęty.
Całą flotę Eneja widzi rozproszoną;.Giną Teukrzy od gromów lub na morzach toną.
Brat Jnnony, znał, jak jest zdrad na i gniewliwa.
Wnet więc Eura z Zelirem do siebie przyzywa. ♦ Tyleż to ufa w sobie harde wasze plemię,
Ze śmiecie bez mej wiedzy, wichrzyć z niebem ziemię? Któż, dozwolił z wód góry wznosić aż do nieba?
Wnet ja was... Lecz wprzód morze uspokoić trzeba.
Inny raz głowy wasze dotknie kaźń surowa;
Precz stąd i panu swemu te odnieście słowa:
Nikt mu władzy nie zwierzył nad morskimi wały,
Lecz mnie trójząb potężny losy w ręce dały.
Ma on skały„ogromne, gdzie wiatry zgromadza;
W ich pieczarach Eola niechaj słynie władza*.
To nim jeszcze wymówił, już ucichła burza; Pierzchło grubych chmur brzemię, słońce się odohmurza. Wnet Tryton z Cymotoją, gorliwością zdjęty,
Tkwiące na ostrych skałach spychają okręty;
Sam Neptun swym trójzębem spycha z niemi społem I ukojone morze lekkiem przebiegł kołem.
Tak, gdy bunt naród wielki wzburzy i zamiesza 1 gdy w szale wybuchnie niecna ludu rzesza,
Wściekłość głazów dostarcza, pochodni, oręża;
Wtem gdy gmin ujrzy z cnoty poważnego męża,
Zntbey. Literatura rzymska. 5
Milczy z natężonemi stawając uszami:
Przemawia, koi gniewy i włada sercami.
Tak za jednem spojrzeniem potężnego boga W mgnienia oka ucichła nawałnica sroga;
Wnet pod niebem pogodnem, przez spokojne wody Pędzi konie i rydwan puszcza bez przeszkody.
Brzegów blizkich chcą dobiedz Trojanię — znużeni I do libijskich nawy zwracają przestrzeni.
Jest ustroń, a w mej wyspa z brzegów port czyniąca; Tam się tłok morskich wałów kruszy i roztrąca; Stamtąd woda różnemi przepływa zatoki;
Gdzieniegdzie grożą niebu olbrzymie opoki.
Pod niemi ciche morze wałami nie miota:
Dalej las, w którym wieczna przeraża ciemnota.
Jest naprzeciw jaskinia; w niej oko odsłania Słodką wodę, głaz w ławach i nimf pomieszkania.
Tu dla naw utrudzonych żadnych kajdan niema,
Ni jo nawet kotwica w krzywych zębach trzyma, lam Enej swe okręty w stanowiska dzieli:
Siedm tylko z nich naliczył po strasznej topieli.
Ląd pożądany Trojan spiesznie z naw prowadzi Zmokłe ciała na piasku rozciągają radzi,
Najpicrwszy Achał iskier dobywa z krzemienia;
Ti przyjąwszy, liść suchy w ogień się zamienia Wnet karmy do wznieconych przydano płomieni,
Mokre zboże z statkami przynoszą znużeni,
A polne strawy, których powódź nie dopadła,
Trą kamicami i w Ogniu sposobią do jadła.
Zburzenie Troi. (Il, 1 — 317).
Umilkli, wszystkich usta natężenie ścina.
Wtem z wyniosłego łoża Enej tak zaczyna:
»0 królowo! chcąc wiedzieć, jak z Danajów dzieła Cała Troi potęga i świetność runęła,
Wzbudzasz żal niewysłowny wspomnieniem niemiłem Nieszczęść, których sam świadkiem i sam częścią byłe Któryż Dolop, Myrmidon, któryż na te dzieje Łez hardego Llissa żołdak nie wyleje?
Już i ziemię noc czarna swą ogarnia władzą I znikające gwiazdy we śnie spocząć radzą;
Lecz jeśli chęć niezbędną w tobie zaspokoi Obraz krótki klęsk naszych i skonania Troi,
Choć serce na ich wzmiankę wstręt okropny czuje, Choć w boleści i płaczu pamięć odstępuje,
Pocznę. Bojem ugięć i przez los nękani,
Tyle czasu strwoniwszy, greckich wojsk hetmani Konia, pomoc Pallady zyskawszy przez modły,
Budują na kształt góry z tarcic rżniętej jodły.
Ze w nim tkwi za ich powrót ofiara wzniesiona, Wieść biega. Potem wielu z pierwszych mężów grona Ciemnym lochom potworu wybór losu zwierza; Wstępuje w kadłub mnóstwo zbrojnego żołnierza.
Jest bjizko wyspa Tened; ta z bogactw i chwały Słynęła, póki grody Pryama jaśniały;
Dziś zmoka, co nawy utrudzone myli.
Tam się za pustym brzegiem zdrajcy przyczaili.
Już sądzim, że do Myccn drogę przedsięwzięli.
Już wybawiona z trwogi Troja się weseli;
Otwierają się bramy, błogo biedź w to strony,
Gdzie był obóz Dunajów, gdzie brzeg opuszczony;
Tu leżał pułk Dolopów, ówdzie A ch i 11 krwawy,
Tu plac srogich zapasów, a tam stały nawy.
Część ludu dar Minorwy sposlrzegfszy zgubliwy,
Nad ogromem potworu okazuje dziwy.
Pierwszy Tyinet wieść radzi w zamkowe przestrzeniu, Czy z zdrady, czy tak chciało Troi przeznaczenie;
Lecz Kapis, a z nim zdrową składający radę I w samych darach Greków przenikając, zdradę,
Radzą ogień podłożyć lub wepchnąć do morza,
Lub przewiercić i przejrzeć kadłuba przestworza.
Dzieli się lud wątpliwy na dwie sprzeczne strony.
Wtem najpierwszy Laokon, rzeszą otoczony, Woła w zapale, z zamku spiesznym dążąc pędom: ♦ Nędzne ziomki! jak srogim zwodzicie się błędem! Czy mniemacie, że nasze wróg opuścił brzegi?
Obccż wam dary Greków, Ulissa przebiegi?
Lub się kryje w tem drzewie zastęp mężów zbrojny. Lub w niem srogiej narzędzie upatruję wojny,
Które, przeszpiegowawszy mury nasze zdradnie,
I te wały rozsypie i na miasto spadnie,
Lub w tem fałsz jest, którego rozum nie docieka;
Ja nawet w samych darach obawiam się Greka*.
Rzekł, i dziryt ogromny z całej wzniósłszy siły, Cisnął w konia, gdzie żebra z brzuchem się łączyły Jęknął hydny dziwotwór i zachwiał się cały,
A dźwiękiem przeraźliwym jaskinie zagrzmiały Gdyby nie lekkomyślność z przeznaczeń nakazem, Gdyby Greków kryjówki zgłębiono żelazem,
O Pryamowy zamku, grodzie okazały!
O Trojo! mury twoje dotądby jaśniały.
Wtem pasterzy trojańskich z wielką wrzawą rzesza Do króla z skrępowanym młodzieńcem pospiesza,
Który się sam, nieznany, poświęcił z ochoty Wpuścić Greków do Troi otwartemi wroty.
Śmiały i pełen wszelkich do zdrady przymiotów,
Albo podstęp wykonać, albo umrzeć gotów.
Ze wszech stron młodzież Troi skora i ciekawa Biegnie i na wyścigi z jeńca się naigrawa.
Teraz słuchaj zdrad wątku, a z tego zdarzenia Poznasz chytrość całego Danajów plemienia.
Gdy drżący stanął, wielkim okrążony tłokiem,
I frygijskie zastępy bacznem przejrzał okiem: >Przchóg! jakież mię przyjmą morza, jakie kraje?
Cóż mi*, rzecze, »nędznemu na świecie zostaje?
Nie masz dla mnie wśród Greków przytułku, schronienia,
A Trojanie wołają krwi mej udręczenia*.
Płacz ten naszym zapędom silne kładzie tamy, 0 ród jego, przygody zmiękczeni pytamy,
Chcemy wiedzieć, w ozem można zaufać więźniowi.
On z trwogi ochłonąwszy, tak do króla mówi: >0 panie! w tem, co wyznam, niema fałszu cienia,
Ani ja taić będę, żem Grek z urodzenia,
A chociaż Synon z losu dni swe, pędzi w biedzie,
Do wi biegów lub kłamstwa nędza go me zwiedzie.
Może kiedy twych uszu, królu, doleciała Bolidy Palamcda potęga i chwała.
Tego Griyy, myśl sprzeczną wojnie mieniąc zdradą, ’ Zabili, a dziś płaczą nad jego zagładą.
Do niego, abym z dziecka w bój nawykał srogi,
Posłał mię jak krewnego ojciec mój ubogi.
Gdy kwitło państwo, jego wspierane ramieniem, 1 jam się niepośledniem zaszczycał imieniem.
Becz gdy zawiść (wszak znano opowiadam dzieła) Chytrego Ulissesa życie mu odjęła,
Odtąd dni me w ukryciu i łzach rzewnych wiodę, Pomnąc na przyjaciela be’zwinną przygodę.
Szalony! nie taiłem tycti coiów nikomu,
Że jeśli kiedy wrócę zwycięzcą do domu,
Zemstę mą we krwi niecnej zbrodniarza ukoję;
Stąd poszła moja zguba, stąd nieszczęścia moje.
Stąd grożąc Oliss nowej dodawał mi troski T puszczał sprzeczne o mnie miedzy lud pogłoski.
Stąd różnej broni różnym używając czasem,
Nie spoczął, aż gdy na mnie spiknął się z Kalchasem. Becz pocóż rzecz niemiłą wywodzę z daleka?
Jeśli słusznie każdego nie cierpicie Greka,
Dość na tem; dajcie karę i odbierzcie życie.
Wam Uliss, wam Atrydy odwdzięczą sowicie*.
Tu każdy badać przyczyn z zapałem poczyna, Nieświadomy podstępów i zbrodni Greczyna.
Ten z drżeniem tak zmyślonym mówi do nas głosem ♦ Często Grecy, nękani długiej wojny losem,
Troi inurów niejednej odstępując chwili Chcieli odbiedz; dla czegóż tego nie spełnili.?
Lecz pragnącym powrotu często Auster srogi Z twarda zimą na morzu nie dopuszczał drogi.
Zwłaszcza, gity stanął z drzewa koń ten równy górze,
W całą przestrzeń powietrza rozlały się burze.
Wstrzymani Eurypila ślemy nieodwłocznie Do Koba. Ten nam srogie odnosi wyrocznie.
»»Krwią««, rzekł, »>wiutry zbłagajcie, wszak dziewicę wprzódy Poświęciwszy, trojańskie obiegliście grudy.
Wyjednanie powrotu w greckiej krwi się mieści,
Grek niech zginie*«. Do ludu gdy te doszły wieści,
Dreszcz przejął wszystkich kości, serca bojaźń skryła,
Każdy się z troskliwością, kto ma zginąć, pyta.
Wtedy diss Kalchasa między ludu tłoki Wyprowadza i bada o bogów wyroki.
Wnet (nu wii lii podstępy zdrajcy utajone 1 okropną przy.-złości odkrywa zasłonę..
Nic przez dni dziesięć z wieszcza wybadai nie mogą Dziesięć dni nie śmiał na śmierć wskazywać nikogo,
Lecz złamany natręctwem Italu władacza
Niby z musu głos podniósł i śmierć mi przeznacza.
Tak ci, co o los własny wprzódy się trwożyli,
Na zagładę nędzarza wszyscy przyzwolili.
Już nadszedł dzień okropny, już o.hleby znoszono,
Już rrri w zwykłe opaski skronie otoczono.
Wtem, wyznam, bo mym głosem włada prawda święta, Wyrwałem się od więzów i stargałem pęta,
’Czekając przez noc skryty wśród trzciny i błota,
Póki, jeśli ma wracać, nic odpłynie flota.
Już i promyk nadziei nędznemu nie świeci,
Bym ujrzał kraj ojczysty i ojca i dzieci;
Pewnie od rozjątrzonych mej ucieczki winą W najokropniejszych mękach nieszczęśni poginą.
O! jeśli czcicie bóstwa, które fałsz nie złudzi,
Jeśli jeszcze rzetelność świętą jest dla Judzi,
Żebrzę, niechaj was litość nad nędznym ogarnie,
Który bez żadnej winy takie zniósł męczarnie*.
Na te łzy wszystkich dusza użaleniem zdjęta, Sam Pryam krępujące odjąć kazał pęta 1 rzekł słowy pełnemi przychylnej opieki:
»Ktośty kol wiek, straeune puść w niepamięć Greki;
Mów, a zaprawdę z tobą ojczyznę podzielim.
Kto tak wielkiego konia i jakim wzniósł celem?
Czyli on na cześć jaką komu poświęcony,
Czy jest wojny narzędziem?* — On, w zdradach ćwiczony, I obfity w wybiegi przez Greków uknute,
Ręce z kajdan ku gwiazdom podnosząc,, wyzute: >Wieczne ognie, wy, bóstwa niezgwałcftne!« rzecze,
»I wy od których zbiegłem, ołtarze i miecze!
Wy przepaski, w których mię śmierć czekała krwawa!
Wszak mi wolno pogwałcić święte Greków prawa, Nienawidzić, skrylości na świat wydać cały,
Gdy ojczyste ustawy wiązać mię przestały, becz ty! jeślić objawię wielką tajemnicę, 0 Trojo wybawiona! spełń twą obietnicę.
Cała Greków nadzieja i los wojny cały Od pomocy Minerwy zawsze zależały.
Gdy Dyoined z DJtśsem, sprawcą wszelkiej zdrady,
Skradli posąg wyroezy z świątyni Pallady 1 gdy, w krwi straży zamku pomazawszy ręce,
Sinieli skalać bogini przepaski panięce,
Odtąd się wszystkie Greków nadzieje zwątpiły, /nikła pomoc Minerwy, kłamały się siły.
Straszne znać dały zjawy o bogini zgrozie,
Bo ledwie stanął posąg Pallady w obozie,
Wnet ogniste promienie wzrok jej roziskrzyły I wszystkie słonym potom członki się okryły.
Trzykroć z ziemi (o dziwy!) wzbity się jej nogi,
Trzykroć tarcza i włócznia dźwięk wydały srogi.
Natychmiast radzi Kalchas ucieczkę przez morze,
Bo dotąd, rzekł, miecz grecki Troi nie rozorze,
Póki w Argach wyrocznię nie zbadają wieszczą I, skąd wzięli na łodzie, pŚsąg nie’umieszczą.
Pewnie ich już w ojczyste wiatr zapędził progi;
Stąd gdv ściągną posiłki, gdy i (Al wesprą bogi,
Po niedłngiej żegludze wrócą niespodzianie.
Taka rada Kalchasa takie było zdanie.
Więc za posąg porwany z Minerwy świątyni Tę potworę w odpłacie wynieśli bogini;
Tę drzewy wyniosłemi wzdymano z mozołem,
By niebios, jak chciał Kalchas, dosięgała czołem,
By jej gród przez bram żadnych nie przyjął otwory,.
By z mej za cześć nawykłą nie miał lud podpory.
Bo jeśli (wróżył) dary zgwałcicie Pallady,
Strasznej państwo Pryama nie ujdzie zagłady;. / (Niech go raczej bogowie dotkną klęsk tych władzą). Lecz jeśli ręce wasze konia w gród wprowadzą,
Wtedy Azya zniszczy greckie wojną ziemie I grożących wam losów nasze dozna plemię*.
Dano wiarę zaklęciom i zdradom Synona.
Tak łzami tych potęga została zwalczona,
Których nie zmogły bitwy dziesięć lat trwające,
Ani Tydyd lub Achill, ani naw tysiące.
Tu w serca nniłobaczne wielki pooi-śk ciska Srogi dziw i straszliwszy nad inno zjawiska.
Padł los na Lhokona, by wołu w oliarze Wielkiego przed Neptuna powalił ołtarze.
Wtem od wyspy Tenedu po morskiej głębinie (Drżę jeszcze, gdy to mówię) para wężów płynieg iŁ Oba w kręgach ogromnych czołg ku brzegom wiodą; Pierś ich tkwi pośród wody, krwawy pysk nad wodą, A ogon w mnóstwo kłębów za nimi zwimęiy Pławił się przez spokojno słonych wód odmęty.
Krzyk powstaje, skłócone morze piany ciska.
Wchodzą na ląd; krew z ogniem z oczu ich wytryska, A sycząc, ozorami liżą paszczę srogą.
Uciekamy wybledli; oni proslą drogą Na Laokona pędy wymierzyli swoje I najpierwej spotkawszy dzieci jego dwoje,
Wpadli na nie obadwa, w kłęby opasali I drobne ciała nędznych okropnie skąsali.
Bieży z nueczi m na pomoc ojciec żalem zdjęły;
Wnet i jego krępują straszliwemi pęty;
Dwakroć ciało ściśnięte i barki i szyja,
Dwakroć nad hardym karkiem nad głowę się wzbija. Czarnym jadem okryty i posoką zlany, < tburąez targa z siebie dręczące kajdany;
A wyciśnięte, holem okropne jęczenia Do gwiaździstego niebios dochodzą sklepienia:.Podobnie zbiegły cielec od ołtarzy ryczy,
Gdy z grzbietu strąci ehybny topór ofiarniozy Wtem czołg swój ku świątyni obróciwszy gady Uciekają i w zamku kryją się Pallady.
Tu znowu trwoga w drżące przeciska się łona. Wszyscy za grzech skaramm mienią Laokona,
Który na święte drzewo dłoń swoją wymierzył I zbrodniczym pociskiem w bok konia uderzył.
Cały gmin błagać bóstwo domaga się w zgodzie, ♦ Wiedźmy konia*, wołają, G umieśćmy w grodzie!*
Łamiemy mury miasta, rozkopujem wały,
Z skwapliwością do pracy lud się zaprzągł cały,
Suniem walce pod nogi, kładzieni na kark sznury,
Brzemienny wrogiem potwór kraje nasze mury.
Nucą wkoło pieśń ^świętą chłopcy i dziewczyny,
Każdy, kto tylko zdoła, rad się chwyta liny.
Postępuje rumaka ogromna postawa I grożąc srogim losem pośród miasta stawu.
O mury, którę krwawa rozsławiła wojna! 0 Trojo, samych bogów ojczyzno dostojna!
Czterykroć koń utyka nim progów dosięże;
Czterykroć wśród kadłuba zagrzmiały oręże.
Lecz oślepieni szałem naglim prace skore 1 mieścim w świętym zamku okropną potworę.
Srogą przyszłość Kassandra opiewać zaczyna;
Nigdy jej nie słuchano z woli Apollina.
Więc nędzni uroczyste czynim bogom śluby W dniu tym, co miał być dla nas dniem ostatniej zguby.
Już noc kir swój po morzu rozciągnąwszy blady,
Skryła niebo i ziemię i Danajów zdrady.
Rozsypani wśród miasta umilkli Trojanie;
Więzi ich w śnie głębokim dzienne zmordowanie.
Wojsko greckie z Tencdu na łodziach odbija,
Dążącym w znano brzegi blady księżyc sprzyja.
Gdy ognie na królewskim wzniecono okręcie,
Synon, którego bogi wsparły przedsięwzięcie,
Otwarł Grekom kryjówki okropnego drzewa.
Już mnóstwo zbrojnych mężów z konia się rozlewa;
Spuszczają się po linie przejęci weselem Srogi Uliss, toż wodze Tessander z Stenelem,
Akam, Pyrrus, Menelaj i Machaon skory,
’I oas i jEpej, sprawca zdradziecidej potwory.
Spieszą w gród zagrzebany w spoczynku i wimu;
Naprzód straż czuwająca od ich miecza ginie f Puszczają wszystkich ziomków otwartemi wroty,
Łączą się wspólną mową zgromadzone roty.
W pierwospy, gdy wytchnienia pierwszych chwil po trudzie Z daru bogów zażywać poczynają ludzie,
Śni mi się uśpionemu, że przed mojem okiem Stawa Hektor, łez rzewnych zalany potokiem,
Oszpecony kurzawą, cały we krwi tonie,
A za pokłute nogi szarpały go konie.
Niestety! jak czas krótki zmienił jego lica!
Jakaż w nim od owego Hektora różnica,
Gdy powracał przybrany w łup Achilla krwawy,
Lub gdy ognie trojańskie w greckie ciskał nawy.
Dziś krwią spiekłą włos zlany, poszarpane bliznę,
Których odmósł tak wiele w obronie ojczyzny. ♦ O ty!< rzekłem do niego tocząc łzy obficie, ♦ 0 nadziejo twych ziomków i świetny zaszczycie,
Gdzieżeś dotąd przebywał, i skąd nam w tej porze Pożądany od braci powracasz Hektorze?
Po zgonach i po klęskach zwalonych na Troję Jakże nędzni wejrzenia znieść polrafiin twoje?
Cóż do tej twarz pogodną przywiodło odmiany?
Za cóż mi tak okropne okazujesz rany?«
Njc nie odrzekł na próżne z ust moich pytania,
Lecz ciężkie z głębi serca wydobywszy łkania: ♦ Chroń się synu bogini z tych ogniów*, powiada, ♦ Nieprzyjaciel jest w murach i Troja upada.
Dość ma ofiar ojczyzna, dość Pryam; to ramię Pewnieby Ocaliło twe mury, Pergamin,
Gdyby mógł kto ocalić. Tobie swoje bogi,
Tobie Troja porucza zbiór świętości drogi;
Te weź z sobą, tym szukaj na mury przestworza, które dźwigniesz ku melm, gdy przebędziesz morza*.
Jo rzekłszy sam z tajnego wynosi siedliska Westę i jej przepaski i święte ogniska.
Wtem odgłos srogich jęków z murów miasta słyszę,
A choć dom ojca mego chroniło zacisze, Choć go mnóstwo drzew rosłych od zgiełku uchyla,
Krzyk, wrzawa i szczęk broni wzmaga się co chwila.
Zrywam się ze snu pragnąc poznać, co się dzieje,
Wybiegam lia szczyt domu słucham i truchleję.
Tak ogień wiatrem dęty bujno trawi kłosy;
Tak potok, spadłszy z góry wzbitej pod niebirsy,
Niszczy role i lasy porywa zuchwale;
Słysząc łoskot, drży pasterz na wyniosłej skale.
Już się na jaw wydała sroga Greków zdrada,
Płonie ginach Deifoba i w gruzach upada;
Tuż gore llkalegon, a łuna jaskrawa
Świeci brzegom; powstaje dźwięk trąb, mężów wrzawa.
Bezprzylomny broń chwytam, me wiedząc, co działam, Zebrać ziomkow, na zamek spieszyć z nimi pałam.
Gniew z zażarto.ścią miota sercem rozżalonem I zgon z orężem w ręku pięknym stał się zgonem*.
Droga do piekła. (z ks. VI).
Tak rzekł z płaczem, a floty nie hamując w biegu, Wylądował przy Kumach, na eubojskim brzegu.
Przody naw płucze morze, spuszczona kotwica Dna samego silnymi zębami zachwyca,
A rząd krzywych sztab łodzi nadbrzeża pokrywa.
Na grunt ziemi italskipj, młódź wybiega żywa;
Część spieszy dobyć iskier z twardych żył kamienia, Część tnie lasy i zwierząt rozrywa schronienia,
Cześć zaś rzek znalezionych wskazuje nadbrzeża. l.ecz linej w gród wyniosły Apollina zmierza, Spieszy w otwór okropny Sybilli jaskini;
Tam bóg z Delu natchnienia zsyła prorokini,
Ciemną przyszłość jej oczom objawiając zblizka; Wchodzą w las i pod złoję Dyany sklepiska.
Dedal z kreckiej, jak wieść jest, uciekając ziemi Śmiał się zwierzyć powietrzu pióry ulotnemi,
A płynąc w skrzepłą północ nietkniętym zawodem, Wreszcie lot swój powściągnął nad kumejskim grodem. Tu zstąpiwszy, dłoń jego gmach ogromny wzniosła,
Tu ci i Febie, poświęcał skrzydeł swoich wiosła.
Na drzwiach zgon Androgcja wyryty; za karę Siedm dziatek dają co rok Ateny w oliarę.
Stoi urna okropna, skąd losy ciągniono,
Naprzeciw widać Krelę z morza wyniesioną.
I ty także Ikarze, by nie żal ogromny,
Miałbyś w tem dziwie rzeźby udział wukopomny: Dwakroć zgon twój okroimy chciał przenieść na złoto, Dwakroć ręce ojcowskie wyroniły dłóto.
Jużby byli Jrojanie wszystko przepatrzyli,
Wtem Ach.it w towarzystwie powraca Sybilli,
Co kapłanką Dyanie jest wraz i Echowi. ♦ Nie tych zabaw czas żąda*, tak do Króla mówi, ♦ Teraz raczej w ofierze z niętłkanej trzody Siedm byków i owieczek masz poświęcić wprzódy*. Wnet shig rzesza na rozkaz zadość woli czyni,
A kapłanka Trojanów wzywa do świątyni.
Jest w kumejskiej opoce otwor nakształt.jamy, Przez sto wchodów do niego setne wiodą bramy; Stamtąd w tyluż brzmią głosach wyrocznie Sybilli.
Do wrót w skale wykutych już się przybliżyli,
Wtem kapłanka zawoła stanąwszy u proga: ♦ Czas jest błagać wyroczni; oto macie Boga!*
To gdy rzekła, przy wstępie do ogromnej skały Mieni się, twarz jej blednie i włosy powstały,
Pierś jej wzdęta, a w sercu szał się znagła budzi. Zda się być większą kształtem i głosem nad ludzi. Gdy ją bóstwa blizkiego uniósł duch straszliwTy: ♦ Leniwyś jest do ofiar, Eneju, leniwy!
Bo nie w przód strasznych gmachów zdziwiona budowa Otwmrzy się dla ciebie* Te wyrzekłszy słowa,
Zamilkła. Kości Trojan dreszcz okropny ziębi;
Wtem Knej tak się modli z samej serca głębi:
»Febie! coś miał dla Trojan czucie litościwe,
Tyś skierował w Achilla Parysa cięciwę,
Za twą wodzą dalekie zwiedziłem Massyle I brzeg Syrtów sąsiedni i mórz wielkich tyle.
Już sięgam Italię, niknącą przed nami.
Dotąd los Ilionu ścigał nas klęskami;
Wy, bogi i boginie, przez Troi wsławienie Wzburzeni, dziś Trojanom dajcie przebaczenie.
I ty, wieszczko najświętsza, co czytasz w przyszłości,
Dozwól (wszak żądz niesłusznych umysł mój nie rości),
Z penaty tułaczami i bóstwy błędnci. i Dozwól osiąść Trojanom na latyńskiej ziemi.
Febowi i Dyanie w niezłomnej budowie Wzniosę gmach i na cześć icn święta postanowię, i ciebie wielkie u nas czekają świątynie,
Z nich z wróżb twych dla rnych ludów święty skład uczynię I przy nim wybór mężów ku straży umieszczę.
Tylko liściom twe rymy nie poniezaj wieszcze,
By wiatry nie rozniosły całą ich osnowę;
Sama ogłoś je, błagam*. Na tem zamknął mowę.
Już w skale miota wieszczką niecierpliwość sroga,
By z swych piersi wielkiego wydać na jaw boga.
Lecz on jeszcze, zawzięoiej jej ustami robi,
Wzdyma pierś, tłoczy serce i do wieszczb sposobi.
Juz się sama stuwrotna otwarła budowa I z ust wieszczki w powietrzu te zabrzmiały słowa:
»Ty, coś uszedł na morzu przed ciosy strasznymi, Okropniejsze cię jeszcze czekają na ziemi.
Dojdziesz więc państw Iawińskieli, oddal troskę z myśli;
Są Teukrzy, co zapragną, by w ten kraj nie przyszli.
Wojny, wojny okropno widzą moje oezv I Tybr z hojnej posoki krwawe piany toczy.
Znajdziesz Ksant z Symoentem, znajdziesz obóz Greka,
Inny tam na cię Aelull z krwi bogini czeka;
A Juno wiecznie ku wam karmiąc zagniewanie,
Nigdy i nigdy Trojan ścigać nie przestanie,
W któreż miasta italskie i w które narody Błagań twoich o wsparcie nie trafią wywody?
Obca zona, co Trojan obdarzy gościną, 1 znów będzie ślub obcy srogich klęsk przyczyną.
Ty się znękać nie dozwól przeciwnymi c-iosy,
Lecz się wznieś siłą męstwa nad twe własne losy.
Wreszcie z miasta greckiego nad twe spodziewanie Pierwsza droga zbawienia otwartą-ć zostanie*.
To rzekłszy ciemne baśnie ogłasza w jaskini I miesza prawdę z fałszem straszna prorokini.
Sam Apollo zaciekom wędzidła rozpuszcza,
Sam wybuchy szaleństwa w sercu jej poduszcza.
Gdy szał wieszczkę opuścił, gdy z prorockiej mowy Wytchnęły usta, Enej temi począł słowy:
SNie są obce, dziiwicoMwszelkie dla mnie trudy. Wszystko z sobą w umyśle roztrząsnąłem wprzódy.
Lecz gdy stąd jest, jak mówią, otchłań piekieł blizlco 1 z nurtów Acherontu rozlane bagnisko,
Spraw, niech ojca drogiego twarz oglądać mogę,
Otwórz święte podwoje i pokaż mi drogę. Gardząc tysiącem mieczów i wrogów nawałem,
Jego z pośród pożarów na barkach wyrwałem. On ze mną mórz rozlicznych przebywając brody,
Wszelkie nad wiek i siły znosił niewygody l groźby samych.nebios. Na jego żądania Do twych progów pokorne zaniosłem błagania.
Zlituj się ojca z synem! Wielką jest twa siła, (idy ci rząd kniuj Awernu liekate zleciła.
Jeśli Orlej potrafił cień wywołać żony,
Wsparty słodko brzmiącemi trackiej cytry strony; Jeśli Polhuc dla brata śmierć podzielił srogą I tą, którą odchodzi, zawsze wraca drogą;
Wspomnęż ci o Tezeju lub wielkim Alcydzie?
I mój ród od Jowisza najwyższego idzie*.
Tak dzierząc. się ołtarzy błagał ukorzony »0 synu Anchizesa z krwi bogów zrodzony!
Łatwy wstęp w kraj Plutona*, wieszczka na to rzekła: > Dzień i noc są otwarte czarne wrota piekła;
Lecz nikt z nich krokuw swoich na świat nie powraca I w tem trudność niezbędna, w tem jest cała praca. Ledwie kilku z Jowisza względów i szczodroty I których pod obłoki wywyższyły cnoty,
Zdołało, acz z krwi bogów. Zewsząd gęste knieje,
A wkoło kręty Kocyl czarne nurty leje.
Lecz, gdy się powziętego nie zrzekasz zamiaru,
Dwakroć Slyx przebyć, dwakroć wstąpić do Tartaru,
Gdy podjęcia czczych trudów żądza tobą władnie, Posłuchaj, co ci wprzódy dopełnić wypadnie.
Jest na drzewie ukryta w gałęzi gęstwinie Złota a poświęcona różdżka Prozerpinie;
To drzewo zewsząd lasów pokrywa odzienie
J czarne wklęsłych dolin otaczają cienie
Niech się nikt w kraj podziemny wstąpić nie spodziewa,
Kto wprzód złotej gałązki nie ułamie z drzewa.
Tę piękna Prozerpina jfeEką, odebrać w darze.
Zerwiesz jedną, wnet druga złota się okaże.
Wznieś oczy i tej szukaj; znalazłszy, bez zwłoki Sięgaj po nią; jeślhcię wzywają wyroki,
Sama wpadnie w twe ręce; jeśli są sprzecznymi,
Ni ją złamiesz żelazem ni siły żadnemi.
Nadto leży przyjaciel wyzuty z żywota,
A cała jego zgonem przeraża się flota,
Gdy ty przy moich progach błagasz o wyrocznie^
Powierz wprzód zwłoki ziemi i pogrzeb niezwłocznie,.
Niech się krew z czarnych bydląt w ofierze rozleje;
Potem wzbronne dla żywych ujrzysz Styksu knieje*.
To wyrzekłszy zamilkła. Wzrok w ziemię utkwiony Dzierżąc, rzuca jaskinię Cnej zasmucony I w swej myśli ciąg przygód rozbiera obszerny;
Tuż za nim w równych troskach Achat spieszy wierny. Długo z sobą rozmowę przez drogę toczyli,
Czyj zgon i pogrzeb wyrpk oznaczył Sybilli.
Wtem ujrzą, gdy w brzeg suchy przenieśli swe kroki Rozciągnione Mizcna srogą śmiercią zwłoki,
Mizena, co nad wszystkich w krwawym Marsa znoju Męże dźwiękiem swej trąby zapalał do beju,
Druh Hektora wielkiego, słynny tym zaszczytem,
Żę przy nim biegł na walki z trąbą i dzirytem.
Gdy od broni Achilla Hektor dni zakończył,
Niepoślednicjszy związek z Enejrm go złączył.
Lecz gdy dziś ponad morzem w krzywe zabrzmiał rogi 1 szalony, swym dźwiękiem na liarc wyzwał bogi,
Jeśli można dać wiarę., zawiścią przejęty Tryton przez zdradę w morskie strącił go odmęty.
Żal wszystkich, jęk powszechny z ust Trojan wymusza.
Lecz najtkliwszy żal serce Eneja porusza.
Z łzami rozkaz Sybilli pełnią bez odwłoki I z drzewa aż do niebios wznoszą stos wysoki;
Spieszą w knieje odwieczne, stare gniazda zwierza,
Z grzmotem w sosny i buki siekiera uderza,
Łupią w szczapy, piłami krają w pnie jesiony,
Pada jawor ogromny z góry obalony.
Enej równem z innemi uzbrojon żelazem I zagrzewa do pracy i wzór daje razem *
A w głębi swego serca troskami miotany Tak mówi poglądając na las nieprzejrzany:
»0! gdybym różdżki złotej ujrzał tu zjawienie,
Gdy się ziściły wieszczki słowa o Mizerne! <
Ledwie rzekł, aż z obłoków przed twarz jego prawie Dwa gołąbki na świeżej upadły murawie.
Poznał w nich mąż pobożny matczyne ptaszęta I dusza przezeń mówi radością przejęta:
»0! jeśli jest gdzie droga, bądźcie przewódzc-ami 1 kroki me z powietrza wiedźcie przez las sami Tam, gdzie żyzny grunt droga ocienia roślina;
Ty zaś, o boska matko, wspieraj twego syna*.
Te słowa wymówiwszy zatrzymał się nieco Bacząc, jaki ślad wezmą i kędy polecą.
One pasąc się naprzód biegły takim krokiem,
Jaki bystrem idący dosiądź tnoże okiem. (idy ku puszczy Awernu zbliżyły się potem,
Wzbiły się w lekką przestrzeń nieścignionym lotem 1 w miejscu pełnem wdzięku przypadły do drzewa, Gdzie złoto wśród gałęzi świetny blask rozsiewa.
Tak jemioła, z własnego wyzuła korzenia,
W zimie listki świeżymi lasy zazielenia 1 wszedłszy z obcem drzewem w nierozdzielne związki, Pnie okrągłe płowemi otacza gałązki.
Ten był kształt wpośród jodły błyszczącego złota, Podobnie lekki wietrzyk liściem jego miota.
Porwał Enej za gałąź, ku sobie ją skłania I zdjętą do Sybilli zanosi mieszkania.
Już Teukrzy nad Mizeneru lejąc łez potoki, Spieszą uczcić pogrzebem martwe jego zwłoki; Wznoszą wielki stos, z dębem smolną łącząc sosnę,
I wieńczą boki jego w gałązki żałosne,
Czoło stosu w cyprysy pogrzebowe stroją,
A sam szczyt pokrywają świecącą się zbroją.
Tym grzać wodę, tym lać ją w podział się doslało, Myją i wonnościami namaszczają ciało.
Jęk powstaje: stos zwłoki opłakano bierze;
Pokryli je w szkarłatne zgasłego odzieże.
Inni (w smutnej przysłudze) pod stos wielki włażą Przykładając pochodnię z odwróconą twarzą:
Taki był zwyczaj przodków. Wnet na ogniu płonie
I rozlana oliwa i strawy i wonie
Gdy z opadłym popiołem zgasł ogień rozdęty,
Skropili hojnie winem pozostałe szczęty.
Zebrał kości Korynej w miedziane schronienie,
A trzykroć z czystą wodą ziomków zgromadzenie Obszedł i kropiąc wszystkich różdżki oliwnemi, Oczyścił i pożegnał słowy zwyczajnemi.
Euej zaś usypawszy mogiłę wyniosłą,
Złożył na niej broń męża i trąbę i wiosło Pod górą, którą odtąd Mizenem nazwano,
Która chowa do dziś dnia niezatarte miano.
To spełniwszy rozkazom wieszczki zadość czyni.
Jest paszcza niezmierzona wyniosłej jaskini,
Las ją z czarnem jeziorem w wieczne cienie kryje:
Nad nią skrzydeł bezkarnie żaden ptak nie wzbije,
Taki wyziew otacza wkoło czarną jamę,
Buchając z ciemnej paszczy aż pod nieba >lsamo:
Stąd te miejsca okropne Grek Awernem mieni.
Tam cztery czarne cielce ustawiła ksleni;
Polem wszystkim na czoła lejąc trochę wina,
Z pośrodka bujnych rogów sierć najwyższą ścina 1 wzywa, gdy w żar święty te pierwiastki ciska, Strasznemu niebu z piekłem Hekaty nazwiska.
Ci rżną byki, ci czary pod krew ciepłą garną.
Sam Enej własnym mieczem św.ęei owcę czarną Dla matki Eumenid z jej wielką siostrzycą,
Prozerpinę bezpłodną darząc jałowicą.
Piekieł boga noenemi błaga oliarami,
Kładzie byki na ogień z wszystkiemi trzewiami 1 potoki oliwy w żar wylewa na nie.
Gdy mrok nocy najpierwsze spłoszyło świtanie, Ziemia jękła pod stupą, lasy się wzruszyły I psy czując kapłankę okropnie zawyły. >Preez«, zawoła Sybilla, »preez niepoświąeoni!
I z całej świętych lasów uchodzić przestrzeni!
’Ty Eneju poslępuj dobywszy oręża;
Tu ci trzeba stałości, tu odwagi męz.t*.
Wtem zdjęła szałem w otwór skoczyła głęboki,
A Enej równa za nią niezachwiane kroki.
Wy bóstwa, w których ręku władza dusz zostaje,
Chaosie, Flegutonie, głuchej nocy kraje!
Dozwólcie mi potomnym opiąć ze słyszenia Ziemię i wiecznym mrokiem pokryte zdarzenia.
Szli sami; szła wraz z niemi noc nieprzenikniona Przez czcze gmachy, przez pusto ciemnice Plutona;
Tak przebywa wędrowiec nieprzejrzane knieje,
Gdy mu księżyc niepewny zdradne światło sieje,
Gdy Jowisz po obłokach rozciągnie ciemnoty
I nOc czarna z kolorów obedrze przedmioty.
W progach na samem wnijściu w piekielne siedliska Jęków i Trosk ntścicielek wznoszą się łożyska:
Obok tęsknej Starości bladych Chorób zgraja,
Strach, sprosna Nędza z Głodem, co zbrodnie doraja,
Tam Śmierć z Trudem i widma okropne z oblicza I Sen Śmierci pokrewny i Radość zbrodnicza:
Tkwi Wojna mężobójeza w sprzecznym progu piekła I żelazne Jędz łoża i Niezgoda wściekła,
Włos jej z wężów krwawemi taśmy upleciony.
W środku wiąz z ogromnemi wznosi się ramiony;
Na starych jego barkach lotnych Snów gromada Wszystkie liście rojami dokoła obsiada.
Nadto potwór zwierzęcych znajduje się tyle,
Gnieżdżą u wrót Centaury i dwukształlne Scylle l sturęczne straszydło, Briarej niezmierny,
I świszcząca okropnie krwawa hydra z Lerny,
Chimera ognistemi buchająca łony J z potęgą Harpiów trójcielne Gorgony.
Tu Enej trwogą zdjęty, dobywszy oręża,
Ku wzlatującym widmom żelazo natęża I, gdyby przewodniczka poznać mu nie dała,
Że te cienie w czczym kształcie wzlatują bez ciała, Pewnieby walczył z nimi płonnymi zacieki.
Ta dgófn do piekielnej doprowadza rzeki;
Jej nurt wrzący uslawnie i zmąeon od błota Wszystkie piaski swą paszczą do Kocytu miota. Straszny z plugastw przewoźnik i brudem szkaradny, Charon rząd nad tą wodą trzyma samowładny.’
Siwa broda nieschludna, ogniem oko pała,
A szata obrzydliwa z ramion mu spadała;
Sam on pcha statek drągiem, sam żagle rozwodzi I sam starzec na czarnej spławia cienie łodzi;
Starzec, lecz starość, boska siły inn dodaje.
Tam więc wszystkie do brzegu sypały się zgraje:
Tu matek, ówdzie mężów widać zgromadzenie,
Dalej wspan.ałomyślnyeh bohaterów cienie; rl u chłopcy, a tam stoją bczżenne dziewczęta ( młódź w oczach rodziców na stosy ciśnięla Tyle picwszy szron mrozu ścina listków w lesie,
Tyle ptaków ku lądom lot z nad morza niesie,
Gdy je zimy nieznośnej ostre nawałnice W ogrzane blaskiem słońca pędzą okolice.
Stoją, żebrzą przeprawy przez mezwrotne tonie,
Ku przeciwległym brzegom wyciągają dłonie.
Już tych, już znowu tamtych wzywa do siadania, Innych zaś srogi sternik daleko odgania.
Enej zgiełkiem zdumiały zapytał dziewicę: ♦ O wieszczki* cóż oznacza taki zbieg ku rzece? Czegóż tu pragną dusze? przez jakie powody
Te odchodzą, a tamte blade krają wody?*
Na to ksieni podeszła temi rzecze słowy: ♦ 0 bogów plcmienniku, synu Anchizowy!
To Kocyt i Styks rzeka; na te w strasznem słowie Zakląć się i uchybić ni 3 śmieją bogowie.
Tych dusz zgon bez pogrzebu ucieczki przyczyną;
Ten przewoźnik jest Charon, pogrzebani płyną.
Nie pierwej wolno cieniom przebyć te zatoki,
Póki w grobie spoczynku nie znajdą ich zwłoki.
Sto lat tacy po brzegach tułają się wprzódy;
Nareszcie upragn.one przebywają wody*.
Tu Enej krok swój wstrzymał: czuła jego dusza,
Nad ich losem okropnym litością się wzrusza;
Wtem nieuczczonych grobem i smętnych znachodzi Leukaspa z Orontesem, wodzów lickieh łodzi;
Tych, gdy z Troi przez burze szuKali przeprawy,
Uniósł wiatr, zatapiając i męże i nawy.
Oto sternik Palinur wprost ku niemu kroczy;
Ten gdy na libskiem morzu w gwiazdy utkwił oczy,
Padł ze steru w odmęty i pozbył żywota.
Ody go ledwie rozpoznać dozwala ciemnota,
».Jakiż cię bóg*, rzekł En.:j, »i z jakiej przyczyny Wydarł nam i w bezdenne zatopił głębiny?
Mów, bo dotąd Apolla niemylne wyrocznie Względem ciebie jednego zw.odły mię widocznie!
Wyrzekł, że cały ujrzysz auzońskie granice.
Także się dopełniły jego obietnice*?
»Ni cię Koba*, odpowie, »wróżby oszukały,
Ani mię bóg, o wodzu, w morskie strącił wały;
Ten, któregom strzegł wiernie, rudel oderwany Padł swą siłą i z sobą ściągnął mię w bałwany. Przysięgam ci na morza straszliwe odmęty,
Żem nie tyle był własnem nieszczęściem dotknięty,
Jak temi, co twój okręt czekały, przygody Elez rudla i sternika wśród burzliwej wody.
Przez trzy nocy okropne Auster rozbujały Unosił mię i trzymał nad morskimi wały;
Zaledwie Italię w czwartym dniu ujrzałem.
Już, już płynąc powoli lądu dosięgałem,
Az gdym się ostrych szczytów skał nadbrzeżnych chwytał, Lud mię srogi za zdobycz bogatą poczytał I przemokłego, mieczem pozbawił żywota.
Dziś mym trupem po falach wiatr o brzegi miota.
Lecz przez światło niebieskie, p*zez pamięć żałośną Ojca i przez nadzieje, któreć z Julem rosną,
Wyzwól mię dręczonego nędzami srogiemi;
Szukaj w porcie Welinu, przysyp garstką ziemi.
Jeśli los jakiej drogi świadomym cię czyni,
Jeśli ci co zwieściła twa matka bogini, —
Bo pewnie nie bez bogów woli i opieki
Śmiesz przebyć Styksu bagna i tak straszne rzeki, —
Zathey Antologia rzymska. 6
Daj dłoń i przez okropne przeprowadź mię tonie,
Bym spokojne siedlisko znaleźć mógł po zgonie*.
Bzekł, wiem wieszczka mu w takim odpowie sposobie: ♦ Skądże żądza tak płocha wzbudziła się w tobie?’
Tyż więc straszną Jędz rzekę i stygijskie fale Bez pogrzebu i prawa chcesz przebyć zuchwale?
Przestań błagać i ufać przeciw bogów woli
I słuchaj, co ci powiem na ulgę niedoli.
Przerażeni Leukańscy groźby niebieskiemi Będą w całej twe kości przebłagiwać ziemi;
Wzniosą grób, w kornym dary złożą ci obrzędzie,
To miejsce imię twoje wiecznie nosić będzie*.
Na len głos tęskne serce lżejszy żal uciska 1 kraj ten Palinura używa nazwiska.
Już w dalsze przez las głuchy spieszyli zawody,
Już do ferzegu szumiącej zbliżali się wody; (idy to spostrzegł przewoźnik od Styksu koryta,
Pierwszy tymi wyrazy karcąc ich przywita ♦ Ktokolwiek się przybliżasz, powiedz bez odwłoki,
Po eo tu zbrojny.dz.esz i wstrzymaj twe kroki.’
Tu cienie i sen mieszka i noc, snów szalarka;
Ciała żywych stygijska nie przemyca barka.
Na złe wyszła powolność dla Aleyda moja,
Na złe, gdym wraz z Tezejem przewiózł Pirytoja,
Chociaż wzięli ród z bogów, niezwalezone duchy:
Pierwszy sam slróża piekieł okuwał w łańcuchy 1 wywlókł go drżącego z Plutona dziedziny;
Ci przyszli łoże boga wyzuć z Prozerpiny*
Na to wieszczka Apolla w krótkiej rzecze treści: ♦ Nie troszcz się, takiej zdrady zamiar nasz nie mieści;
Broń ta gwałtu nie zrządzi Niechaj to sklepienie Oszczekująe, stróż piekieł blade straszy cienie.
Niech dla nas Prozerpina czysta i wstydliwa
W progach stryja swojego na zawdy przebywa.
Enej, Trojańczyk, głośny z dzielności i cnoty,
Chce zstąpić przez piekielne do ojoa ciemnoty.
Jeśli cię nie porusza pobożności siła,
Patrz na znak ten. (Tu różdżkę z pod szaty dobyła).
Gasną na to gniewliwe Charona zapały;
Nic już odtąd nie wyrzekł. Wzruszony, zdumiały,
Ogląda dziwną różdżkę, dar mało widziany,
A łódź płową w brzeg sunie przez straszne bałwany.
Spędza dusze z miejsc wziętych, czyści długie ławy 1 wielkiego Eneja wzywa do przeprawy.
Jękła pod tym ciężarem łódź składnie uszyta I bagna się przez szpary napiła do syta.
Wreszcie męża i wieszczkę po przebyciu wody Na wilgotnej murawie wysadza bez szkody.
Niezmierny Gerber, gnieżdżąc w miejscu wnijścia blizkiem, Całe piekło potrójnym oszczekuje pyskiem.
Na którego łbie strasznym gdy kapłanka zoczy Kłęb ogromny z padaleów splecionych warkoczy,
Przysmak z ziół sen niosących i z miodu mu ciska.
On trzy spiekłe od głodu rozwarłszy gardliska,
Połknął; wtem mu się z mdłości grzbiet ogromny zwinie,
Padł i całą swem ciałem zawalił jaskinię.
Enej stróża uspiwszy ku wnijścin się zblizy,
Z brzegu wód niepowrotiiych krok unosząc liyży.
W progach, na samym wstępie w ciemne piekieł kraje,
Płacz dziatek i jęk straszny słyszeć mu się daje,
Którym gdy zorza życia ledwie zajaśniała,
Śmierć je wczesna od piersi do grobu porwała.
Tu są ci, co przez potwarz kaźń ponieśli srogą.
Ani miejsc lyeh bez sądu zająć duchy mogą;
Mihos wstrząsa losami, wraz z nini straszna tada Zgasłych cienie o żywot i o zbrodnie bada.
Dalej ci się znajdują w tym tęsknot pobycie,
Go zmierzłc własną ręką śmieli zgasić życie.
Jakby dziś znieśli chętnie wróceni na ziemię I doskwierne ubóstwo i prac twardych brzemię!
Stało się: liydne bagna z srogiem przeznaczeniem 1 Styx dziewięeiokrotnern powściąga ramieniem.
Dalej pola otwarte jawią się stąd blisko,
Pola, którym nadano płaczących nazwisko.
Tam ci, co ich zagładzi! zgubny jad kochania,
Błądzą ścieżki taj nenii, które las osłania.
Ani się z śmiercią samą troski ich przesilą,
Tu jest Fedra i Prokrys z tęskną Erylilą;
Tkwi w niej cios ten, którym ją własny syn zabija.
Ewadna, Pazyfae i Laodamia
Elłądzą z niemi; tu Cenej, co władzą niezbytą
Niegdyś młodzian, dziś zMieuion znowu jest kobietą.
Wśród tych Dydo nieszczęsna po ogromnym lesie Z pełną jeszcze krwi raną błędne kroki niesie.
Gdy przy niej stanął Enej i poznał przez cienie,
Jakie w chmurach nowego księżyca promienie Rozrzucają, że widzieć zda się ludzkie oko;
Zapłakał, a miłością przejęty głęboką, Nędzna’ więc to jest prawdą*, tym rzecze wyrazem, >Ześ z mej winy dni twoje przecięła żelazem?
Ach! przez bogi i gwiazdy i wiarę w Erebie Przysięgam, że niechętnie odstąpiłem ciebie,
Lecz te sanie, co głębie i ciemnie i trwogi Każą zwiedzać, i wtedy zmusiły mię bogi.
Anim to mógł nieszczęsny wyobrazić sobie,
By cię odjazd mój w takiej pogrążył żałobie.
Dlaczegóż przed mym wzrokiem twarz sie twoja chowa? StOj! wszak te, co ci niosę, sąlostatnie słowa*.
Tak Enej zagniewanem błyskającą okiem Chciał zmiękczyć i łez rzewnych zniewolić potokiem. Odwrócona i w ziemię topiąc wzrok surowy Bez wzruszenia żadnego słucha jego mowy;
Stoi jak głaz Marpezu lub jak twarda skała;
Nareszcie w gaj cienisty z gniewem uleciała,
Gdzie pierwszy mąż jej Sychej przez tkliwo starania Do podobnej miłości swą miłością skłania.
Enej, którego serce jej nieszczęścia ranią,
Opłakując je rzewnie, postępuje za nią.
Idzie drogą nicwzbronną. Już s, ęgał przestrzeni,
Którą zalegli męże przez wojnę wsławieni;
Tu 11111 Tydej zabiega, ówdzie w świetnej zbroi Parlenop, tam bladego cień Adrasla stoi,
Oglądu z żalem żywych pobite Trojany.
Jęknął, bacząc swych ziomków szereg nieprzebrany:
Tu Glauk, Medon, Tersyloch, tam z nimi złączony Stał Polibet, Gererze kapłan poświęcony;
W tamtych krew Antenom; Idej, co po zgonie Dzierży wóz swój i oręż. Stoją w licznem gronie Duchy w lewo i w prawo; w każdym chęć niezbyta Wstrzymać go, więc z nich każdy, poco przybył, pyta. Lecz gdy greckim hetmanom i Atrejów rocie Przechodząc świetnym mieczem zabłysnął w ciemnocie, Część, jak niegdyś., na łodzie pierzcha przelękniona, Gzęść ehco podnieść krzyk slaby, głos ijh w uścieeh kona.
Dalej syna Priama spostrzegł, Doifoba;
Podarte na nim ciało i policzki oba,
Skronie z uszu wyzute, ręce porąbane 1 nozdrza rozerżmęte przez okropną ranę.
Tego, gdy cały drżący krył ohydne ciosy,
Ledwie poznał i rzekł tak znajomymi głosy: >0 ty, zacna krwi Teukra, dzielny Deifobie!
Któż więc śmiał tak okrutnie pastwić się na tobie? Wieść miałem, że wśród rzezi po zdobytem mieście Na stosach trupów greckich poległeś nareszcie.
Czczy grób w reckiem wybrzeżu na twoje uczczenie Wzniosłem i trzykroć głośno pożegnałem cienie;
Dotąd miejsce to broń twą i twe imię trzyma.
Anim ja cię mojemi mógł ujrzeć oczyma,
Ni pogrześć przedpkodjazdem, gdzie leżą przodkowie* Na to mu syn Priama w te słowa odpowie: 0 duchu, wszystkom z twego odebrał udziału, Niczegoś nie uchybił Deifoba ciału.
Mnie w stan ten los pogrążył i czyny zbrodnicze Ileleny; takie po niej pamiątki dziedziczę.
Czczą radość ostatecznej dla nas nocy w Troi Znasz i nam się aż nadto pamiętać przystoi;
Gdy brzemienny żołnierzem, olbrzymimi kroki Wstąpił potwór ogromny na Pergam wysoki,
Ona wziąwszy Bachantki pod swcją przewodnią, Wiodła orszak, w swych rękach trzymając pochodnię, I z wyniosłego grodu Greków przyzywała.
Już snu upragnionego po znużeniu ciała Cisnęła mię o łoże siła nieodzowna,
Już 11.ię więzi spokojność, słodkiej śmierci równa; Wtem broń wszelką wyrzuca zacna żona z domu [ wyciąga miecz wierny z pod głów pokryjomu; Wzywa w dom Menelaja i otwiera wrota,
Sądząc, że tem jej dawna zetrze się niecnota,
Że przez to wdzięcznym będzie mąż dla zalotnicy.
Po cóż dłużej się bawić? Wpadli do łożnicy,
Wpada z innymi Uliss, co podżegał zbrodnią. 0 bogowie, wy Grekom odpłaćcie to godnie!
Lecz ty, jakimi trafy przyszedłeś „cisnięty?
Czy cię tu zapędziły morskich wód odmęty?
Czy cię przygnał los jaki, albo wyrok bogów Do nieznająeych słońca smutnej nocy progów?*
Wśród tych mów pędząc konie Jutrzenka różowe już napowietrznej drogi spełniła połowę; 1 pewnieby czas na nich wyczerpali drogi,
Gdyby takiej Sybilla nie dała przestrogi:
»Noc znika, my czas w płaczu trwonim dozwolony; Oto miejsce, skąd ścieżki w sprzeczne idą strony. Prawa dąży aż w mury czarnych krajów boga,
Tędy nam do Elizu otworzy się druga.
Lewa idzie do piekieł, niezbożnej otchłani,
W której jęczą zbrodniarze na męk’ skazani“. Nie miej gniewu*, Deifob uspokaja ksienię; Odejdę, głos mój zamknę, wrócę między cienie.
Idź, zaszczycie nasz! wiedzion lepszymi wyroki*.
Te słowa domawiając wstecz obrócił kroki.
Enej rzucił wzrok w lewo i ujrzał z pod skały Wielki gród, co go trzykroć mury otaczał1,;
Wkoło nich z piekielnego Flegeton siedliska Toczy ognia strumienie, brzmiące głazy ciska.
Dyamentowe słupy wielką zdobią bramę,
Tę żelazem osłabić nawet bogi same,
Ani żadna sił ludzkich nie zdoła potęga;
Przy niej wieża z żelaza obłoków dosięga.
Tam siedząca i w krwawe przybrana odzieże Dzień i noc Tyzyfone wstępu do niej strzeże.
Tam słychać łoskot ciosów i jęk nieprzerwany, Gwiżdżą bicze siecząeo, szczękają kajdany.
Knej dźwiękiem straszliwym osłupiał; staje: ♦ Jakież są*, pyta wieszczki, *tyeh zbrodni rodzaje, Za które kar okropnych ciężkie brzemię spada?
Skąd ten jęk brzmi w powietrzu?* Wieszczka odpowiada’ ♦ Wodzu, którego ramię Trojanom przywodzi,
Progów zbrodniarzy czystym dotknąć się nie godzi. Gdy mi zdała Hekatu w rząd Awernu gaje,
Wszędy wiodła, kar wszelkich wskazując rodzaje:
Tu Radamanta z Krety twarde panowanie;
Sam on zbrodnie roztrząsa i sam karze za nie,
On zręcznie zdziera z wyznań obłudne pokrycia, W czem kto do późnej śmierci skaził się za życia;
Tu mściwa Tyzyfone i niezgięta niczern Urągając przestępcom, srogim chłosta biczem,
Wstrząsa kłęby padalciów, wzywa sióstr orszaki.
Wtem z otworu wrót świętych z.askrz.ypiały haki, Widzisz li srogiej warty w tych przysionkach leże? Baczysz li, jaki potwór progów piekła strzeże?. Wewnątrz ma swe łożysko hydra przeraźliwa,
Która z paszcz pięciudz.iesiąt czarny dym wyziewa. Sam Tartar tak się dwakroć zanurza głęboko,
Jaką przestrzeń stąd w Olimp zmierzyć może oko.
’Na dno piekła strącona gromami palnymi Tu leży młódź tytańska, dawne dzieci Ziemi.
I uin z innymi olbrzymy zepchnięte widziała Dwóeti synów Aloeja n.eznnerzone ciała,
Co chcieli gmachy niebios siłą swej prawicy Zburzyć i strącić z górnej Jowisza stolicy.
Okrutnych kar Salinona widziałam ogromy,
Za to, że śmiał Jow.sza naśladować gromy.
On pędząc czworgiem koni, wstrząsając kagańce,
Do czci bosKiej Elid; przymuszał mieszkance; Szaleniec! co błysk gromów z nienaślednim grzmotem. Chciał miedzią i nóg końskich przedrzeźniać łoskotem! Wtem Jowisz nie kaganiec, lecz piorun zapalił I przez chmury nędznika strasznym ciosem zwalił. Płód Ziemi, Tytyona, te widziały oczy,
Jak całe dziewięć morgów ciałem swojem tłoczy;
Sęp straszny trzewia jego bez przestanku dzióbie I na wiecznie trwającej pastwi się wątrobie,
Tkwi pod piersią z niezgasłą chęcią pożerania I odrosłemu ciału spoczynku zabrania.
Lapity, Pirytoja wspomnęż, lksyona,
Na których już, już spaść ma skała zawieszona?
Błyszczą łoża od złota pod świetnym przybytkiem,
Widać stoły z królewskim zastawione zbytkiem;
Zasiada z jędz najpierwsza, tknąć się potraw broni,
Z wrzaskiem wstając, pochodnię w groźnej wstrząsa dłoni. Tu są własnych za życia prześladowcę braci. /myślacze zdrad klientów, ojęów swoich kaci;
Dalej ci, którzy w skarbach zatopiwszy siebie,
Ani cząstki z nich swoim nie dali w potrzebie;
Tych jest rzesza największa. Dali j orszak krwawy W cudzołóstwie lub ległych w boju dla złej sprawy;
Ci, którzy śmieli zawieść własnych panów wiarę,
Tu zawarci, na ścisłą oczekują karę.
Nie pytaj, w jakie chłosty grążą ich niedole.
Ci toązą wielkie głazy luh wiszą na kole,
Wplecieni między sprychy. W tych nieszczęsnych rzędzie Siedzi i nędzny Teze.j, wiecznie siedzieć będzie,
A Klegij woła głośno wśród okropnych progów: Chowajcie sprawiedliwość i bójcie się bogów!*
Ten ojczyznę pod obcą zaprzedał potęgę,
Wniósł za złoto, za złoto zgwałcił ustaw księgę. 0! choćbym sto języków, sto ust posiadała,
Choćbym głosem żelaznym zbrodnie wyliczała,
Anibyrn kar i przestępstw dotknęła połowy*. Temi letnia kapłanka zakończywszy słowy, Idź*, rzecze, »spełń twój zamiar; spieszmy, oto wrota I mury wykopany od Cyklopów młota;
Przy tej bramie, naprzeciw kuźniczej pieczary,
Według bogów rozkazu złożyć mamy dary*.
Rzekła; już razem dążą i w niedługiej chwili Przez zaciemnione ścieżki do wrót się zbliżyli.
Na wstępie Enej wodą z czystego strumyka Pokrapia się i w progach gałązkę zatyka.
Złożywszy dar bogini, zaszli w błogie kraje,
W zieleniące się łąki, w najwdzięczniejsze gaje;
Swietnem niebo powietrzem otacza tam niwy,
Własne słońce i gwiazdy ma ten kraj szczęśliwy.
Część tamecznych mieszkańców w rozkosznej zabawie Na piasku lub kwiecistej igrała murawie,
Część pląsając do miary wdzięczne nuci pienia.
Tam jest tracki wieszcz, znaczny z dłuższego odzienia;
Z siedmiu strun dźwięk wydaje cytra jego brzmiąca,
Tę on kością słoniową lub palcami trąca.
Tu jest Toukra odwieczne i świetne pogłowie;
Tu wielcy z lepszych czasów mieszkają mężowie,
II, Assarak i Dardan, założyciel Troi.
Dziwi się zdała próżnym ich wozom i zbroi;
Tkwią włócznie wbile w ziemię, przez rozległe błonie Chodzą po bujnej paszy rozkiełzane konie;
A jal im który lubił na świecie sposobem
Paść konie, mieć wóz, oręż — lubi i za grobem.
Dalej w wonnym gaiku z laurowego drzewa,
Przez który nurt szeroki Erydan rozlewa,
Widzi w lewo i w prawo, wsparte na zieleni Biesiadujących grono wśród weselnych pieni.
Tu ei, co za ojczyznę ciężkie znieśli rany,
Dalej są nieskażone za życia kapłany;
Tu wieszi-ze słynni z pieniów godnych Feba łaski I zdobieiele świata przez szluk wynalazki 1 ci, których wsławiła dobrodziejstw [ictęga:
Tych wszystkich głowy śnieżna uwieńczała wstęga.
Do rozlanych Sybilla tak rzecze zwrócona,
A naprzód do Muzeja — ten wielkie ramiona Wśród gminu ponad całe wznosił zgromadzenie: — ♦ 0 wieszczu słodko.śpinwny i wy, szczęsne cienie!
Mówcie, w jakim jest kraju, w jakiej Ariehiz stronie;
Dla niego tu piekielne prz< byliśmy tonie*.
Na to Muzej odpowiedź w królkicj daje treści: ♦ Żadnego tu z nas pewne siedlisko nie niieś„i;
W ciemnvch gajach mieszkamy, nad brzegiem strumieni,
Błądziin tam, gdzie smug świeży wiecznie się zjfilenl.
Wstąpcie tu, gdy jesteście wszystko poznać radzi,
Tu was ścieżka na wzgórze snadno wyprowadzi*.
Rzeki, wszedł pierwszy i wskazał świetnych niw przestworze; Wkrótce potem najwyższe opuścili wzgórze.
Już Anchiz zgromadzone na zielonej łące Przeglądał dusze na świat wrócić się mające,
Liczył szereg swych wnuków, głębiąc się ciekawie W ich losach, przeznaczeniu, obyczajach, sławie Gdy więc ujrzał, że Enej zbliża się przez błonie,
Zapłakał i z radością wzniósł ku niemu dłonie. ♦ Przyszedłeś więc*, zawoła, ♦a twej cnoty władza,
Przez tak trudną cię drogę do ojca sprowadza 1 Więc nu cię znowu widzieć dozwalają losy,
Słuchać i nieść odpowiedź na znajome głosy *
Możność twego przybycia przez czasu koleje Ujrzałem, ni tak słodkie zwiodły mię nadzieje. 0 przez jakie to lądy i morskie bałwany, 1 przez jakie przygody byłeś pomiatany V
Jak drżałem, by kraj Libów nie zrządził twej zguby!* W częstych zjawach«, rzekł na to, >cień twój, ojcze luby, Znaglał mię do szukania w tem miejscu przeprawy. Już dziś w morzu tyrreńskiem stoją moje nawy;
Teraz dozwól dłoń twoją mojej ująć dłoni,
Niech przed syna uściskiem ojciec się nie chroni*.
Tak mówi, i łez potok lica jego myje;
Trzykroć chciał mu swe ręce zarzucić na szyję,
Czczy cień z rąk mu uchodzi w zawodach trzykrotnych Nakształt lekkich powiewów, nakształt snów ulotnych
Wtem Fnej gaj oddzielny, oddzielne zacisze Spostrzegł, gdzie wiatr z łoskotem drzewami kołysze; Letą. błogi ten pobyt nuriem swoim kraje Przy nim ludów rozlicznych przelatują zgraje, lak pszczółki rozpierzchnięte, gdy w lato gorące Ulije i kwiat różny obsiądą na łące;
Napełnia brzękiem pola rzesza pracowita.
Nagłym widokiem Endj przerażony pyta: Jakaż to straszna rzeka przez te miejsca płynie? Jacyż inężo jej brzegi napełniają w gminie*?
Na to Ancluz: >Te dusze, co w nowym zawodzie Inne ciała wziąć mają, tu w letejskiej wodzie Zapomnienia przeszłości czcrpają napoju;
Dawno z memi oswoić chciałem oczy twoje 1 całe mych następców okazać ci plemię,
Ilyś tem chętniej pogląduł na italską ziemię*. Prawdaż to, że z tych siedlisk liczba dusz niemała Znowu w gnuśne*, rzekł Enej, »odziewa się ciała? Skądże płoci la chęć życia nieszczęsnych napada?* Poznasz to*, odrzekł Ancluz i tak rzecz wykłada: Naprzód w słońcu, księżycu i niebios błękicie I w ziemi wszechmogący duch rozlewa życie;
A gdy po wszystkich częściach siłę swą rozioczy, Wzrusza cały ten ogrom i z nim się jednoczy.
Stąd rud zwierząt i ptactwa, stąd ludzi potęga,
Stąd widma, które morze w swych nurtach wylęga. Wszystkim duszom jest siła ognia udzielona, Wszystkie w sobie niebieskie piastują nasiona,
Jeśli nie są szkodnemi skrępowane ciały 1 jeśli się z znikomą ziemią nie zmieszały.
Stąd czują żądze z trwogą, z radością cierpienia,
Ni mogą spojrzeć w nieba z ciemnego więzienia;
Co większa, choć już w nędznych zgaśnie światło życia, Nie wszystkich przywar ciała doznają pozbycia.
Lecz tak mus na nie działa przez dziwne przyczyny, Że ich długo zebrane trzymają się winy.
Więc kara dawnych grzechów srodze je uciska:
Jedne wiszą wydane na wiatrów igrzyska,
A drugich hydne zbrodnie i zmierzłe przywary Zmywa wielkie jezioro, lub czyszczą pożary.
Każdy ma tu swe chłosty. Nareszcie nas wiodą W Elizej, który rzadkim staje się nagrodą,
Aż gdy czas wszelkiej zmazy zagładę uiści I wzięty z niebios ogień zupełnie oczyści.
Skoro więc w tych przemianach tysiąc lat upłynie,
Do letejskiej je wody bóg przyzywa w gminie,
By przez to całą przeszłość grążąc, w niepamięci Do ciał i zwrotu na świat powstały w nich chęci*. Tak rzekł Ancluz i zaraz wraz z Sybillą syna Środkiem szemrzącej rzeszy prowadzić poczyna I wstępuje na wzgórek, skąd całe zebranie Widać, skąd wszystkich twarzy snadne rozpoznanie. Teraz Trojan potomstwu chwałę zgotowaną, Jacy z rodu balów naśledcy powstaną 1 szlachetnych dziedziców naszego imienia I wreszcie twoje własne wskażę przeznaczenia Patrz młodzieńca, cq białym podparty dzirytem Sfoi w miejscu od blizkicj światłości okryłem:
On pierwszy z krwią Italów zrodzi się zmieszany, Ostatni z twoich synów, Sylwicm nazwany.
Tego ci Lawinia w późnych lat twych kresie Króla i ojca królów na świat wyda w lesie;
Krew nasza będzie przez nich w Albie panowała.
Ten, co przy nim, jest Prokas, rodu J mian chwała: l’u Kapis, tam NuiinŁor; za noni nadchodzi Enej Sylwius. który imię twe odrodzi;
Równie z cnoty jak z męztwa rozgłośnym się stanie, Jeśli kiedy pozyska Alby panowanie.
Patrz, jak dzielne ta młodzież okazuje siły!
Ci, których skronie wieńce dębowe okryły,
Wzniosą Noment i Gaby z fideńską osadą I zamki kolatyńskie na górach pokładą,
Pometę i gród Ina i Rolę wraz z Korą.
Puste dziś ziemie przez nich nazwy swe odbiorą.
Z trojańskiego pogłowia, patrz, jak obok dziada Romul zrodzon z liii, syn Marsa, zasiada.
Patrz na dwa z jego głowy promienne zjawiska,
Jak piętno swej świetności Jowisz mu wyciska’
Oto pod jego wodzą Rzym, ów Rz\ m wysoki Wzniesie władzę nad ziemię, dusze nad obłoki
I zawrze jednym muru siedm zamków obwodem 1 utwierdzi swe szczęście mężów swoich płodem.
Tak, Cybele gdy wozem w wieżystej koronie Odwiedza brygów miasta, w licznem bogów gronie Sto się wnuków dobija o jej uściskanie;
A tymi są z wyższymi najwyżsi niebianie.
Zwróć oczy i twych Rzymian baeznem zważ wejrzeniem Oto jest Cezar z całetn Jula pokoleniem,
Co kiedyś na świat wyjdzie ku świata ozdobie:t\
Oto mąż, com tak często zwiastował go tobie,
Oto ów August Cezar, wielkie bogów plemię,
On wiek złoty odnowi przez latyńską ziemię,
Która rządów Saturna dotąd pamięć dzierży;
Za Indy i Garmanty on państwo rozszerzy,
Za kraj, który gwiazd nie zna, skąd się słońce wraca, Gdzie Atlas jasne niebo na bark;., h obraca.
Na zwieszczone od bogów przyszłe jego rządy Drżą już dziś z kaspijskimi ineotyckie lądy I miesza się jiedm koryt zduniiułego Nilu.
Ani Alcyd w przechodach państw nie zwiedził tylu,
Choć w lasy erymanckie pokój zaprowadził 1 z łanią miedzionogą smoka z l.erny zgładził;
Am Bachus zwycięzca doszedł tej potęgi,
Lejcem z wina tygrysów pędzący zaprzęgi.
I wahamyż się męstwo podnieść prz-ez działania?
I trwoga w Auzomi osieść nam zabrania?
Któż to niesie świętości w koronie z oliwy?
Króla Rzymian włos z brodą wydaje sędziwy;
On pierwszy wzmocni państwo ustawy mądremi,
Na tron wielki z ubogiej przywołany ziemi.
Po nim Tullus ojczyznę poruszy spokojną I lud zwycięstw odwykły krwawą zajmie wojną Za nim Ankus zaszczytów szukający innych Już dziś nawet w oklaskach zatapia się gminnych,
Chceszli poznać Tarkwinich i rząd im odjęty I wraz Druta mściciela umysł nieugięty?
On w godności konsula najpierwszy zasiędzie 1 za nim groźne władzy poniosą narzędzie;
Nędzny! gdy się obawa nowych wojen wznieci,
Własne za piękną wolność wskaże na śmierć dzieci! Jakokolwiek potomność osądzi te sprawy,
Zwycięży święta miłość ojczyzny i sławy.
Oto Druzy, Decye. Torkwat w topór zbrojny 1 Kamil godła pułków odnoszący z wojny.
A ci, co w równy oręż zbroją swe prawice,
Dziś zgodni. gdy ich nocne pokryły ciemnice,
Niestety! jeśli życiem nieba ich obdarzą,
Jakich walk między sobą i klęsk nie rozzarzą?
Teść spadnie z gór alpejskich od Moneka grodu,.A zięć mu się zastawi z całą siłą Wschodu. , f> dzieci! nie wszczynajcie takich zawziętości,
Nie szarpcie macierzyńskich ojczyzny wnętrzności;
Ty pierwszy, co ród z meba wiedziesz znakomity, 0 krwi moja, pofolguj i odrzuć dziryty!
Ten z wziętego Koryntu i z Achiwów klęski Zatoczy na Kapitol rydwan swój zwycięski.
Zburzy Argi, Myceny, gród Agamemnona, 1 plemię niezłomnego Aelnlla pokona;
Za przybytek Minerwy zgwałcon sprośną nogą J za przodków swych Trojan zemstę wywrze srogą. Któż cię, wielki Katonie i Kossie dostojny,
Kto Graehów, kto strach Libów, dwa pioruny wojny, Scypionów pominie? wielki w szczupłym stanie Fabrycy i siejący swój zagon, Seranie?
Gdzież to rwiecie znużone, Fabiowie, oko?
Tyś jest Masym, co jeden zbawiasz Rzym odwłoką. Innych dłoń miedź hartowną dhehem natchnąć zdoła I twarze z litych głazów do życia powoła:
JJędą lepiej spraw bronić, a rozmiaru władzą 1 wschód gwiazd i ruch niebios w swych rysach wydadzą. Ty w podział Rzymianinie weźmiesz świat podbity; Pomnij, te twoje sztuki, te będą zaszczyty:
Pokój wkładać narodom na zasadach trwałych, Przebaczać zwyciężonym a nękać zuchwałych*.
Tu Ancluz rzecze dalej podziwieniem zdjętym: Oto idzie Marceli z łupom z wodza wziętym I zwycięzca, nad innych jaśnieje rycerzy;
On swą jazdą Rzymowi straszny bunt uśmierzy,
Zetrze Peny, na Galla buntownego zleci I z wodza Kwirynowi łup zawiesi trzeci*.
Enej widząc, że razem idzie rycerz młody Świetną zbroją okryty i boskiej urody,
Eecz wzrok w ziemię spuszczony, twarz smutkiem okryta Ojcze! któż to, co idzie za tym mężem?* pyta. Syn to jego, czy prawnuk z tak świetne] rodziny? Jakiż gwar całej za nim powstaje drużyny?
Jakże sobie podobni! lecz zacóż wokoło Noc swym kirem osłania smętne jego czoło*?
Na to mu Anchiz łzami odpowie zalany: Nie badaj o twych ziomków żal nieopłakany;
Ach! ten młodzian, dotknięty wyroki srogimi, Zaledwie się pokaże i wraz zniknie z ziemi.
Zbytby Rzym dla was, bogi, w siłę wygórował,
Gdyby go los przy życiu dłużej nam zachował.
Te pola, blizkie Marsa potężnej załogi,
Jakież jęki wydadzą, jakiż pogrzeb srogi Ujrzysz Tybrze przy świetnej płynący mogile?
Żaden młodzian nie wzbudzi świetnych otuch tyle,
Ni mu równym z krwi Trojan Latynów starszyzna,
Ani się Romulowa poszczyci ojczyzna!
O cnoto! dawna wiaro! niezwalczona dłoni!
Nikt bezkarnie na niego nie podniósłby broni,
Czyby na nieprzyjaciół dzielną natarł nogą,
Czyby zwarł spienijnego rumaka ostrogą. 0 nieszczęsny młodzieńcze! jeśli cię ochroni
Los twój, będziesz Marcelim. Niechaj z pełnej dłoni Sypiąc kwiaty, me serce ulgi stąd poszuka,
Zem uczcił czczym obrzędem wielką duszę wnuka*.
Tak pilne na rzecz każdą zwracając baczenie, Wszystkie państw napowietrznych zwiedzają przestrzenie. Gdy Arichiz obwiódł syna przez Elizej cały 1 wzniecił w jego duszy miłość przyszłej chwały,
Te, co wkrótce ma stoczyć, wojny mu wspomina, Uczy ludów laurem kich i miasta Latyna,
Co go w znoszeniu trudów, co od nich zachowa.
Ma Sen bramy podwójne; jedna z nich rogowa, Tędy wolno prawdziwe wychodzą zjawiska;
W drugiej z nich kość słoniowa swym blaskiem połyska,, Tędy na świat kraj nocy czcze mary wyprawia.
Tak gdy Aneliiz do syna i wieszczki przemawia, Natychmiast przez słoniowe wypuszcza ich wrota. Wraca, gdzie go czekają towarzysze, flota,
Wnet do portu Kajety brzeg okrąża prawy.
Spadły w morze kotwice, ląd pokryły nawy.
Śmierć Euryala. (IX 392-460).
Rył las ciemnymi wiązy zarosły niezmiernie,
Rzadka ścieżka, a zewsząd gęste bodły ciernie; Ciemność i ciężar łupów spieszyć nie dozwala I obawa zbłądzenia wściąga Euryala.
Nizus uszedł; niebaczny, już kroki spiesznymi Minął miejsca, od Alby zwane albańskiemi,
Gdzie miał stajnie wyniosłe król Latyn w tej dobie; Stawa, lecz przyjaciela mc widzi przy sobie. ♦ Gdzieżem ciebie porzucił*, woła pełen żalu,
»W których stronach cię szukać, biedny Euryalu*?’
Więc wstecz dąży. tak mylne zdradnej kniei dragi, Ślady swe i przebyte obiega rozłogi.
A błądząc przez okropne głuchą ciszą krzaki Słyszy głos ścigających i konie i znaki Wkrótce go krzyk uderzył; wtem, nędzny, dostrzega Huf, który Euryala w ucieczce przebiega;
Otacza go, porywa. Zbłąkanie, ciemnota Zdradziła go; napróżno broni się i miota.
Cóż zdziała? jakąż siłą z rąk niepizyjacieli Nieszczęsnego młodzieńca wyrwać się ośmieli? * Czv się rzuci na zgubę w pośród zbrojnej rzeszy I przez rany śmierć piękną dla siebie przyspieszy? Wtem podniósł w ręku dziryt do rzutu gotowy I spojrzawszy w twarz Luny temi rzecze słowy ♦ Strażniczko kniej i chlubo wszystkich gwiazd na niebie! Wesprzyj m.ę, o bogini, w tak wielkiej potrzebie. Jeśli cię ojciee llyrtak w jakim uczcił darze,
Jeślim kiedy twych gmachów podwoje, ołtarze Ociązał z własnyi h domów przyniesionym zyskiem Dozwól mi tłum ten zmieszać, kieruj mym pociskiem*. Kzekł, i włócznię niezłomną z całej rzucił mocy; Puszczona kraje w locie czarne cienie nocy,
Ugadza w grzbiet Sulniona, a potę, nie wbita Pęka i samem ostrzem przeszywa jelita.
Ten z swej piersi krwi ciepłej miotając strumienie Padł skrzepły i okropne wydawał jęczenie Oglądają się wszyscy. Szczęściem uniesiony Rzuca znowu na drżących dziryt wymierzony.
Cios warczący przeszywa obie l aga skronie 1 w przenikniunym mózgu rozegrzany tonie Wścieka się srogi Wolseens, a w zajadłym gniewie,
X czyjej ręki cios wypadł, gdzie ma natrzeć, me wie; Lecąc na Euryala z dobytem żelazem, ♦ Iwa mi krew*, rzekł, ♦odpowie za obydwóch razem*. Nizus strwożon, bezmyślny, bo w żadnym sposobie Arii skryć się, ni żalu znieść już nie mógł w sobie; ♦ Otom jest, mnie, Rutule, mordujcie!* zawołał, ♦ Moją jest cała zdrada; ten ni śmiał, ni zdołał;
Niech niebo słowom moim świadectwa udziela*.
Tak bardzo nieszczęsnego kochał przyjaciela.
Wołał; lecz oręż siłą napędzony całą
Już kości nieszczęsnego i pierś strzaskał białą.
Broczy krew piękne członki i Euryal kona;
Spada na kształtne barki szyja pochylona.
Tak więdnie kwiat szkarłatny, gdy go pług podryje, Tak po deszczu mak główki upuszcza na szyję.
Wtem Nizus w samą gęstwę rzuea się rycerzy,
Samego chce Wolscena, na Wolscena mierzy;
Otoczywszy go wkoło, uderzają razem.
On ich gromi i błyska piorunnem żelazem:
Aż je utkwił w krzyczącem gardle Rutulezyka I sam ginąc wyciągnął duszę z przeciwnika.
Na zwłoki przyjaciela padł skłóty, skrwawiony I tak słodkim snem śmierci zginął zachwycony Szczęsni oba! jeśli co pienia moje wsławi,
Żaden czas wdzięcznych dla was wspomnieli nie pozbawi, Dopóki ród Kneja, Kapitolu skały,
Póki Rzym pod swą władzą świat zadzierży cały, (482 — 514).
Wtem sława przez gród trwożny szybując skrzydlata Do matki Kuryala z złą wieścią przybita.
Wnet ducha z ciała nędznej pogłos jej odpędza);,,,.,
Padły z rąk jej na ziemię iglice i przędza,
Wylatuje nieszczęsna z niewieścimi krzyki,
Rwie włos, biegnie bez zmysłów na mur, między szyki,
Nic zważa na głos mężów, na trwogę, pociski; l.eci i wzrusza nieba srogimi u tyski. Takiegoż to cię, synu, oczy me ujrzały’
Taż to z ciebie podpora na mój wiek zgrzybiały?
Mógłżeś okrutny samą porzucić mię śmiele, J Ani do spieszącego na przygód tak wielo Raz ostatni przemówić, matce dozwolono;
Psom i ptakom Lityńskim na łup cię rzucono!
Obcą ziemię, niestety, ciało twoje tłoczy;
Ni cię matka pogrzebła, ni zawarła oczy,
Ni obmyłam ran twoich, ni w szaty okryła,
Którom ci słodząc wiek mój dzień i noc spieszyła.
Odzież pójdę? którejż ziemi teraz się dostało Zatrzymać posiekano członki twe i ciało?
Toz mi to z siebie wracasz, o synu jedyny?
Za temże szłam przez lądy i morskie głębiny?
Ku mnie pierwszej, przez litość, ciosy wymierzajcie, Mme pierwszej, o Rutulc, śmierć srogą zadajcie!
Lub ty, o bogów ojcze, miej litość nademną I gromem zmierzłą głowę w przepaść zepchnij ciemną, Jeśli srogich dni z innej nie zakończę ręki*.
Płacz ten wzruszył umysły; zewsząd słychać jęki,
Żądza walk poniewolnym wątleje oporem.
Wnet szlochającą Idej porywa z Aktorem 1 na rękach w domowe odnoszą ją ściany:
Tak im zlecił Ihon i Jul rozpłakany
Tłom. Franciszek Wężyk.
OWIDYUSZ.
Z iPrzemiam (Metamorfoz). Cztery wieki. (ks. 1, 89 — 162).
Najpierwszy był wiek złoty. Nie z bojaźni kary, Z vrłasnej chęci strzeżono i cnoty i wiary.
Kary, trwogi nie było, W spiżowych tablicach Groźby praw i wyroku na sędziego licach Lud nie czytał; bez sędziów byli bezpiecznymi. 1 sosny dla zwiedzenia obcej sobie ziemi
Nie zstąpiły do morza, ścięte z gór rodzinnych,
I człowiek prócz ojczystych nie znał brzegów innych. Grodów nie otaczano spadzistymi wały,
Proste trąby i surmy zagięte nie brzmiały,
Hełmu, miecza nie było, a bez wojsk narody Bezpiecznej używały w pokoju swobody;
Radłem, broną nietknięta, od pługa spokojna, Wszystko z siebie dawała ziemia w dary hojna. Przestając na pokarmie zrodzonym bez pracy,
Z drzew owoc, z gór poziomki zbierali wieśniacy, Tarnki i głóg rosnący na krzakach ciernistych I żołędzie upadłe z dębów rozłożystych.
Wiosna była wieczysta. Zefiry łagodne Rozwijały tchem ciepłym kwiaty samorodne.
Zboża na nieoranej rodziły się ziemi 1 łan ugorny kłos; połyskał ważnymi.
Już inleko, już i nektar hojnie płynie rzeką I z zielonej jedliny złote miody cieką.
Gdy strąciwszy Saturna w ciemne piekieł kraje Jowisz wziął berło świata, wiek srebrny nastaje. Gorszy niżeli złoty, od miedzi szczęśliwszy.
Wtedy to, starożytnej wiosny czas skróciwszy,
W zimę, w niestałą jesień i w lata upały I w krótką wiosnę Jowisz rok przedziela cały.
Wtedy jęło powietrze wrzeć skwarnemi spieki,
Lód w chmurach się zawiesił i zamarzły rzeki; Szukano domów; były domami gęstwiny,
Pieczary i szałasy z chrustu i wikliny.
Zaczęto ziarna w długie ukrywać zagony 1 jęknął wół podwójnem jarzmem uciśniony.
Wiek trzeci był miedziany; dziki, niespokojny, A choć wolny od zbrodni, już skory do wojny.
Wkońcu nastał wiek, twardem przezwany żelazem.
Z nim wszystkie na świat zbrodnie wywarły się razem. Wstyd, niewinność i wiara i prawda uciekła.
Ich miejsce wzięła chytrość, zdrada, zemsta wściekła Z żądzą władzy i bogactw pragnieniem łakomem. Rozciągnął majtek żagle wiatrom nieznajomym;
I te, co długo stały na wyniosłej górze,
Płynąc sosny po morzach wyzywają burze.
Wprzód wspólną jak powietrze, jak słoneczna jasność, Miernik ziemię miedzami pokrajał na własność.
Nie tylko z niej owoce i zboża ciągniono,
Więcej żądała chciwość: wdarła się w jej łono;
Stąd owe drogie skarby zustały dobyte,
Podniety złego, d^tąd blizko piekieł skryte.
Juz szkodliwe żelazo i kruszec szkodliwszy Wyszedł na świat, a wojna ich obu uzywszy,
Krwawą prawicą niezgód pochodnię rozżarza.
Żyją z łupiestw, niepewny gość u gospodarza,
Teść zię.cia, brat własnego brata nienawidzi,
Mąż w żonie, żona w mężu wroga swego widzi, Macocha swym pasierbom jad gotuje skrycie I syn chciałby przed czasem skrócić Ojca życie. (linie cnola; krwią zlane widząc ludzkie plemię,
Ostatnia z bóstw, Aslrea, opuściła ziemię.
Faeton. (11. 1 — 3K3).
Dwór Słońca był wyniosły, na słupach przejrzystych, Połyskał się od złota i blach płomienistych.
Szczyty słoniową kością wspaniale jaśniały, 0 drzwi z srebra ulane blask promienny siały.
Nad kruszce droższa praca, bo Wulkana dłutem Morze świat obwodzące było tu wykutem,
Ziemia i okrąg nieba nad z.emią wiszący.
Ma swoje bóslwa morze. Płynie Trylon grzmiący 1 Protnisz odmienny i Kgeon z nimi,
Tłocząc grzbiet wielorybów ramiony silnemi
Jest Dorys, są i córk, z tych część jedna pływa,
Część susząc włos zielony, na darni spoczywa,
Te wozą <się na rybach. Mają podobieństwo,
A jednak różność w twarzy, jak często rodzeństwo.
Grunt dźwiga ludz,, miasta, lasy, zwierząt mnóstwa, Rzeki, ^limfy i włościom sprzyjające bóstwa.
Nad wszystkiem okrąg niebios świetnym ogniem płorie, Sześć znaków jest po lewej, sześć po prawej stronie.
Zathey. Antologia rzymska. 7
Doszedłszy syn Klimeny wśród górzystej drogi W wątpliwego mu ojca jaśniejące progi,
Widząc twarz, która ogniem promienistym błyska, Stanął; oko światłości znieść nie mogło z bhzka.
Na tronie od szmaragdów lśniącym się bez końca Siedział w szkarłatnej szacie bóg światła i słońca.
Z obu stron wkoło niego był Wiek, Rok, Miesiące, Dzień i Godziny w równych odstępach stojące;
I młoda Wiosna w kwiaty ozdobna i hoża I nagie Lato z wieńcem splecionym ze zboża,
Jesień tłocząca stopą słodkie winogrona I lodowata Zima szronem ubielona.
Tem okiem, którem światów prz^giąda przestrzenie, Feb młodziana przed tronem ujrzał zadumionie.
»Cóż cię<, rzekł, »Faetonie, sprowadza w te strony, Potomku, ojcu drogi i niezaprzeczony?* ♦ Pochodnio niezmierzonych światów, ojcze Febie! Jeśli mię tem imieniem wolno nazwać ciebie;
Chciej jawnie dowieść rodu mojego prawdziwość 1 rozprosz obelżywą umysłu wąLpiiwość*.
Wyrzekł. Fch składa z czoła błyszczące promienie, Ojcowski dając uścisk, mówi. »Wierz Klimenie, ly synem moim jesteś i godnyś nim zostać.
Chcesz rękojmi, więc żądaj, wszystko możesz dostać, Przysięgam; ty mię słuchaj, p.ekiolny jifitoku,
Świadku bogów, mojemu niewidzialny oku*.
Ledwie przestał, już ojca błagasz, 1’aetonio,
By ci na dzień dał w zarząd skrzydłunogie konie.
Zawczesnego żałował ojciec przyrzeczenia; Świetną wstrząsając głową, rzekł ♦Twoję życzenia Dowiodły, że niebaczny przysiągłem zuchwale.
Obym przysiąg nie czynił, lub mógł cofnąć wcale 1 Byłbym ze wszystkich darów ten zastrzegł jedynie. Lecz wolno mi odradzać; co mogę, uczynię.
Wielkich rzeczy wymagasz i nad siłę twoją, Takie dary młodzieńczym latom nie przystoją.
Losy masz wspólne z ludźmi, żądze z niebianami. Czego chcesz, chcieć bogowie nie śmieliby sami.
Prócz mnie, żadenby nie siadł na ognistej otsi,
Nawet ten, co go niebo władcą swoim głosi,.
Ten, co straszną prawicą palne gromy miecie,
A któż może być większy nad Jowisza w świecie?
Zrazu przykrą mam drogę; nią ledwie jak trzeba Wzmagają zrana konie; najwyższa środ nieba,
Skąd widząc ziemie, morza, sam z przestrachu płonę,
Bije mi drżące serce trwogą napojone.
Przy końcu idzie w przepaść; w dzielnej trzeba dłoni Co siła dzierżyć wodze, bo nie wstrzymasz koni.
I sama nawet Tetys, gdy schodzę w jej wody.
Lęka się, by mnie w morskie nie strąciły brody.
Dodaj, że niebo ciągle obraca się kołem,
Górne gwiazdy w wir chwyta i kręci je społem.
Ja wznosząc się nad ziemię, w sprzeczną stronę dążę; Pęd, co resztę porywa, mnie tylko nie wiąże.
Chociaż dam wóz, ’ cóż poczniesz? znajdziesz śmierć stokrotną Porwany krętych połów osią wartkolotną.
W rozognionym umyśle może ci się zdaje,
Że tam są boskk; grody, świątynie i gaje.
Śród zasadzek jest droga i zwierz straszny mnogi:
Choćbyś nawet nie zbłądził i trzymał się drogi,
Iść musisz na poroże przeciwnego Cielca,
Na Lwią paszczę, na groty berneńskiego Strzelca, Niedźwiadka krzywiącego swe nogi dziwacznie I Raka idącego od innych opacznie.
I zdołaszże powściągnąć niecierpliwe konie, Parskające tym ogniem, którym pierś ich płonie?
Ja sarn, gdy się zbiegają, ledwie nimi władnę,
Bo ich karku wędzidło nic powściągnie żadne.
Niech nie, będę powodem nieszczęść i złorzeczeń, Zmień chęci, lub mnie synu zwolnij od przyrze.ozeń. Chceszże rękojmi, z mego że pochodzisz rodu?
Patrz na mą trwogę, trzebaż lepszego dowodu?
Po ojcowskiej obawie poznaj ojca we mnie,
Troski me czytaj z oczu i dziel je wzajemnie.
Z tego, co świat bogaty ukrywa w swem łonie,
Z morskich i ziemskich skarbów, żądaj, Faetonie! Wybieraj, me odmuwię; tego nie chciej w darze,
Czem cię nie uszczęśliwię a raczej ukarzę.
Tak synu! zamiast daru kary się domagasz.
Niebaczny! stoisz jeszcze i pochlebnie błagasz.
Przyrzekłem, więc dotrzymam mego przyrzeczenia,
Dam co chcesz, rozsądniejsze nucj przecie życzenia*.
Skończył ojciec przestrogi, syn swego zamiaru Nie zmienia, stały w żądzy używania daru.
Po daremnej przewłoce Feb wiedzie młodziana Do wspaniałego wozu, do pracy Wulkana.
Oś złota, dyszel złoty, dzwona są złociste,
A ze szczerego srebra sprychy promieniste,
Na wbrzchu chryzolity i drogie kamienie Gorejącego słońca oddają wejrzenie.
Sławne boskiego mistrza przeglądając dzieła, Gdy Faetona podziw i radość przejęła,
Czujna Zorza od wschodu szkarłatne podwoje Uchyla i odsłania pełne róż pokoje.
Schodzą gwiazdy, Jutrzenka ich orszak zamyka I na ostatku z niebios stanowiska znika.
Widząc Feb, że już ziemia i świat się rumieni, Że pobladł róg księżyca na niebios przestrzeni,
Każe rączym Godzinom sprządz konie zwyczajnie. Pełnią rozkaz: na górno udają się slajnie,
A syte ambrozyi, ogniem parskające
Wiodą konie, w wędzidła ująwszy błyszczące.
Feb wtedy wytłoczonym z różnych ziół nektarem Ubezpiecza twarz syna przed płomieni* żarem.
Czoło zdobi prom!eiimi; przewidując skutki,
Rzecze z westchnieniem przyszłe zwiastującem smutk’: »Już korzystać z rad ojca nio będziesz mćgł dłużej, Słuchaj mię: rzadko bicza, częściej lejców użyj. Dzielno moje rumaki samo lecą śmiało,
Powściągnąć ich i wstrzymać jest prac.ą niemałą.
Na pięć łuków rozpiętych nie kieruj ich kroni,
W ukos poza trzy strefy idzie pas szeroki,
Przed obu biegunami zarówno ucieka,
I tym, co mrozi lodem i ęo skwarem sjiićka.
Tędy leć, kół mych śladu trzymać ci się trzeba, Ażebyś grzał jednako i ziemię i nieba, *
Nie leć ani zbyt górą, ani nazbyt nizko,
Bobyś spalił lub bogów, lub ziemian siedlisko.
Ale już noęr wilgotna zaszła w ziemi, końce.
Już mi zwlekać nie wolno, świat czeka na słońce.
Już zabłysła Jutrzenka, rozprószywszy cienie,
Weź za wodze lub jeśli zmieniłeś życzenie,
Nie na rumaki ojca, lecz na rady zważaj;
Póki możesz, na pewną śmierć się nie narażaj ] wóz mi zostawiwszy, używaj szczęśliwie Widoku tej jasności, którą świat ożywię*.
Syn z młodzieńczą żywością na lekki wóz siada I niechętnemu ojcu tkliwe dzięki składa,
Ująwszy wodze z sercem radością natchnionem. Tymczasem Pirois, Kton, Uous z Flegonem,
Skrzydlate Słońca konie, lejce pianą kryją, y
Rżą głośno i w zapory kopytami biją. ’
Nie znając wnuka losów Tetys je otwiera,
Wtem niezmierzonych światów przestronność przebiera, Konie pędem rwą drogę, a lecąc do góry I wiatry wymijają i spędzają chmury.
Lecz na wozie był ciężar za lekki, był laki,
Że go uczuć nie mogły Febowe rumaki.
Jako na morzu okręt niedoładowany W różne strony wiatr miota i niosą bałwany,
Tak zwykłego jpiężaru nie mając wóz Słońca,
Jakby próżny to spada, to skacze bez końca.
Gdy to poznały konie, nie pilnują śladu,
Schodzą z ubitej drogi i lecą bez ładu.
Drży Faeton i nie wie, dokąd cugle skłoni,
Nie zna drogi, i znając nie wstrzymałby koni.
Wówczas Tryony, spiekłe skwarnymi upały,
Próżno w wzbr^riioncm morzu zanurzyć się chciały.
Wąż, najbliżej stojący lodowatej osi,
Rozmarzły, znowu jady wokoło roznosi. 1 ty na straszny widok powszechnej pożogi,
Boncie, twoich wozów odstąpiłeś z trwogi.
Gdy już stanął Facton na najwyższem niebie, Widząc ziemię daleko, daleko od siebie,
Nagle kolana pod niui zadrżały, tw.irz zbladła,
Na wzrok blaskiem rażony pomroka zapadła.
Wolałby nigdy nie znać rumaków ojcowskich,
Ani się nie przyznawać do pochodzeń boskich 1 jako syn Meropa żyć w świecie nieznany.
A wtem pęd^ą z mm konie, jak wiatr rozhukany Lodź niesie, gdy wędrowcy bez steru, śród nocy,
Drżący, tylko się boskiej oddają pomocy
Już znaczny przebiegł zawód, większy przebiedz trzeba. Co czynić? Mierzy w myśli obie części nieba.
Już się wątpliwym wzrokiem obraca do wschodu,
Już na wzbronione sobie krainy zachodu,
W niodość silnej prawicy słabo trzyma wodze 1 przezwiska rumaków zapomina w trwodze.
To rozsiane po niebie potwory i dziwy,
To dzikich zwierząt kształty przegląda trwożliwy.
Jest miejsce, gdzie do Bliźniąt Niedźwiadek się wciska I dwóch znaków niebieskich przytykając zblizka,
Ogonem i barkami wkracza w ich posady;
Ujrzawszy go Faeton, jak czarnymi jady Zbryzgiwiy, ostrem żądłom groził śmiercią srogą,
Wodze1 wypuszcza z ręki zimną zdjęty trwogą.
Zaledwie je na grzbietach uczuły rumaki,
Bez wyciągu, przez powietrzne nieznajome szlaki Lecą i tam wóz toczą, gdzie ich rwie pęd jazdy,
To po dzikich bezdrożach, to pod samę gwiazdy,
Raz do nieba się wzbiją i znowu do ziemi, Spuszczają się jak w przepaść skrzydłami rączemi. Zdumiał Księżyc, wóz Słońca rozpoznawszy z góry.
Wtem zwolna wrzące dymić zaczęły się chmury, Wzgórza płomień ogarnął, rozpękły opoki I spiekł się grunt, wilgotne postradawszy soki,
Schnie łąka, tlą się drzewa, wysusza krynica 1 zboże z własną szkodą płomienie podsyca.
Lecz nad małem się żalę Wielkie giną grody I w proch się obracają kraje i narody.
Razem z górami płoną i bory stuletne:
Podwójne ognie zewsząd ogarnęły Etnę,
Gore Atos, Trriol, Taurus, Ilolikon dżiewiczy,
Ilemos, co czci Orfeja jeszcze nie dziedziczy,
Teraz sucha, wprzód Ida zdrojami wsławiona I pierwszy raz Rodopa śniegów pozbawiona, Dwuszczytny Parnas, Otrys, Mimas, Eryx, Ete, Dyndyma, Cynt z piękności mający zaletę,
Mikule i Gyleron do ofiar stworzony,
Gore Kaukaz, nic Scytom nie pomogły szrony I Pind z Ossą i Olimp wyższy nad te góry I Alpy i Apenin dźwigający chmury.
Patrzy Faetnn, ziemia przeraża płonąca,
On już sam znieść uie może zbytniego gorąca.
Wciąga wrzące powietrze żarem przyduszgny I czuje już pod sobą swój wóz rozpalony.
Lecą skry i popioły po niebios przestrzeni,
Obejmując, go w tuman dymów i płomieni.
W czarnym kłębie zamknięty, w jakiej byłby stronie, Nie wio, lecą z nim oślep samowolne konie. Wówczas, gdy nagłe ognie cflłą ziemię spiekły,
Czarną Etjopów twarze, farbą się powlekły Wówczas z ziemi żar soki pożywne wyplenił 1 urodzajną Libję w pustynię zamienił Płaczą Nimfy, EInocya za zdrojem dyreejskim,
Argos za amimońskim, Korynt za pirejskim.
Nie są zabezpieczone i te nawet rzeki,
Których nadbrzeża przestwór rozdziela daleki.
Dymią się wody Donu. Kaik, Penej siary,
Erymant, rączy Izmen cierpią słońca skwary I Xant jeszcze na drugie skazany pożogi I Meander wśród krętej igrający drogi I Eufrat babilońskie skrapiający niwy,
Żółty Likormas. Melas, Termodon pierzchliwy, *
Wre Eurotas i Ganges; żar słońca wysusza Orontesa, Fazysa, wody Alfeusza,
Wre Dunaj i Spercheus ocieniony drzewem.
I te, co swym Meonję ożywiały śpiewem,
Płoną śnieżne łabędzie we wrzącym Kaistrze,
Tag złoto roztopione z wodą toczy bystrze.
I Nil trwugą przejęty porzucił koryto,
Skrył głowę i dotychczas jeszcze ma ukrytą,
Siedem łożów i ujści swej wody pozbawił.
Pożar Stryrnona z llebrem suchymi zostawił,
Wysechł Ren, Pad i Rodan i Ty ber wspaniały, Któremu władzę świala losy przeznaczały.
Rozpcka ziemia, światło do piekieł się wciska, Król podziemny nowego przeląkł się zjawiska.
Nawet morza ub^wa, a co było morzem,
Teraz piaszczystych zaspów staje się przestworzem. Góry wyszłe z wód łona łączą Cyklad koło Rybv aż w głąb uciekły, delfiny wesoło Nic śmią igrać nad wodą i kryją się na drue.
Ryki morskie na grzbietach pływają bezwładnie,
Sam Nerej niezwykłymi dotknięty pożary Z Dorydą do najdalszej chroni się pieczary.
Neptun trzykroć prawicę z gniewliwem spojrzeniem Wzniósł i trzykroć ją cofnął przed słońca płomieniem.
Nawet Ziemia, choć była morzem otoczoną, Choć do nu j jak na wspólnej rodzicielki łono Ze wszystkich stron się zbiegły przerażone zdroje, Jednakże i tak sucha, ręką czoło swoje Zakrywa, z płodneni w niebo zwraca się wejrzeniem I drżąc sama świat cały przejmuje tem drżeniem 1 z spiekłych ust te słowa ledwie wyrzec może: Jeślim ci przewiniła, o najwyższy boże,
Jeśli rui przeznaczyłeś zginąć od pożaru,
Weź piorun, śmierć z twej ręki przyjmę zamiast daru, Tobą klęskę osłodzę. Racz spojrzeć: tchu nie mam, Ledwie mówię, już dłużej płomień’ nie wstrzymam,
Z nieba skry i popioły w każdą lecą stronę,
Twarz mam spiekłą, dym w oczach i włosy spalone. Taż nagroda za moją żyzność i zasługi,
Ze znoszę, iż mnie co rok ostre ranią pługi,
Że w liście i pastwiska opatruję bydła,
Że ludziom zboża rodzę a bogom kadzidła?
Choćby mnie słusznie taka czekała zapłata,
Cóż wody winne? jakaż zbrodnia twego brata? Czemuż ubywa morze, jemu dane w rządy,
Oddalasz go od nieba i zwężasz mu lądy?
Jeśli na mme i brata jesteś oburzony,
Miej litość nad twem niebem; patrz na obie strony,
Dym ogarnął bieguny, a gdy one spłoną,
I wy runiecie. Atlas z pracą niezmierzoną Ledwie zdoła na barkach strzymać oś gorącą.
Gdy tak ognie świat, niebo i ocean zmącą,
Powróci dawne Chaos. Nie chciej świata karać,
Zgaś ogień i nieszczęściu, póki można, zaradź*.
Nie znosząc dłużej żaru, którym twarz jej spiekła, Bez tchu tych słów ostatnich zaledwie dorzekła, Wróciła sama w siebie ognia niecierpliwa I w najbliższych Krebu grotach się ukrywa.
Bogów i dawcę wozu Jowisz czyniąc świadkiem, Jak świat bez jego wsparcia groziłby upadkiem,
Na sam szczyt swego grodu idzie bek odwłoki,
Skąd rozciąga na ziemię chmury i obłoki,
Skąd straszno wstrząsa grzmoty, skąd pioruny ciska. Lecz chmury ze zwykłego znikły stanowiska 1 deszczów brakło; zagrzmiał potężną prawicą,
Piorun cisnął i razem strzaskał wóz z woźnicą;
Tak stłumił ogień ogniem niepożytej siły.
Przelękły się rumaki i wstecz odskoczyły,
Drą cugle, rwą zaprzęgi i na oślep bieżą.
Tu oś z dyszla strącona, tam wędzidła leżą,
Dalej piasty w ułamkach i koła strzaskane 1 różne szczątki wozu po niebie rozsiane.
Lecz kanton, któremu ogniem włor^ płoną,
’/ wysokości, mijając przestrzeń niezmierzoną,
Leci, jako w noc jasną z nieba gwiazda blada,
Choć nie spadła, a przecież zdaje się, że spada. Przyjmuje go daleki od ojczystej ziemi ’
Erydan i twarz spiekłą gasi wody swemi.
Ilesperyjskie Najady ciało w grobie kryją 1 na żałobnym głazie taki napis ryją:
»Tu spoczywa Eaeton; w niebo wzniósł się śmiało, Upadł, lecz w wielktem dziele sam upadek chwałą*.
Ojciec twarz swoja zakrył w dofkliwem zmartwieniu I jeśli damy wiarę wieków zapewnieniu,
Dzień przeminął bez słońca, pożary świeciły 1 tak nieszczęścia samę użyteczne były.
Wtem Klimena na odgłos tej okropnej wieści, Wyrzekłszy, co się w takiej da wyrzec boleści,
Smutna i obłąkana świat przebywa cały,
Patrząc, gdzie Faetona zwłoki się podziały;
Na cudzoziemskiej ziemi znajduje mogiłę,
Na której imię syna wyczytawszy miłe,
Klęka, łzami je skrapia i rozgrzewa łonem. 1 siostry nad nieszczęsnym płaczą Faetonem, Niosą śmierci czcze dary, swoje łzy i łkania,
W dzień i w noc go wołają, lecz próżne wołania;
Już nie słyszy klęczących na głuchej mogile.
Niobe. (VA. 146 — 312).
Cała l.idya zadrżała i Frygji mieszkance,
A wieść ten czyn rozniosła w oba ziemi krańce.
Niobe, przed swym ślubem żyjąca w Meonaeh,
W ojczystych się z Arachną zapoznała stronach. Przykład zioniki daremną był dla niej przestrogą,
Że bóstwa znieść zjji hwalslwa bezkarnie nie mogą.
Z wielu miar była pyszną. Jednak ani z rodu,
Am z władzy królewskiej, ani z męża grodu Nie tak wzbiła się w dumę, ile z licznych dziatek;
I byłaby Niobe najszczęśliwszą z matek,
Lecz sama zbyt zuchwale swe szczęście rozgłasza.
Bo Manto prorokini, córka Tyrezjasza,
Boską mocą natchniona tak po drogach woła: Spieszcie się Isnienidy, spieszcie do kościoła, Przysparzaj, ic Latonie z jej córką i synein Oliar, woni i włosy opnijcie wawrzynem.
Bóstwo przezomnio mówi*. Posłuszne Tebanki Schodzą się wieńczyć skronie w wawrzynowe wianki, Sypią wonie i święte ognie zapalają.
Wtem nadchodzi Niobe z liczną dworzan zgrają, Po Irygijsku ubrana, od złota jaśniała.
Mimo gniewu powabna, w ruszeniu wspaniała.
Na pierś śnieżną włos spadał trefiony w pierścienie. Staje i dumne wkoło rzucając wejrzenie,
Tak z zapałem zawoła: »Ach! co za błąd srogi Przekładać niewiadome nad w adome bogi,
Stawiać ołtarz Latonie, gdym ja bez kościołów,
Córka Tantala, boskich uczestnika stołów,
Ja Plejad siostrzenica i Atlasa wnuka,
Na którego ramionach świat podpory szuka!
Mnie jak teść wielki Jowisz i jak dziad zaszczyca, Mnie czczą ludy frygijskie, mnie Kadma stolica,
Mnie gród wzniesion twórczemi męża mego strony I lud w nim zamieszkały składają pokłony.
Wszędzie w moich pałacach błyszczy skarbów mnóstwo, A kto piękność mą widzi, przyznaje, żem bóstwo.
Z siedmiu cór, z siedmiu synów mam życia słodycze, Wkrótce tyleż synowych i zięciów naliczę.
Jeszcze śmiejce o powód dumy mojej badać,
Jeszcze śmiejcie Latonę nademnie przekładać,
Córkę jakiegoś Cea, której ziemia cała Ani kąta na połóg dozwolić nie chciała.
Sławnej waszej bogini ani morskie kraje,
Ani niebo żadnego schronienia me daje.
Tułała się wygnanka po świata przestworzach. ♦ ♦Ty błąkasz się po ziemi, ja błąkam po morzach*«, Rzekła Delos i w górach ukryła ją swoich.
Tam rodzi dwoje dzieci, to siódma część inoich. Szczęśliwam i na zawsze szczęśliwą zostanę,
Dostatek mnie na wszelką ubezpieczył zmianę. Wyższam nad pocisk losu, wyzywam go śmiało, Choćby mi wydarł wiele, więcej by zostało;
Choć z tłumu dzieci moich weźmie jedno dziecię, 0 dwojgu jak Latona nie zostanę przecie;
Dalekam od sieroctwa. Wychodźcie z kościoła 1 liśćmi laurowymi nie wieńczcie już czoła*.
Rzekła. Laury zdejmują, wychodzą z świątyni,
Lecz jak mogą cześć w sercu oddają bogini.
Ten gwałt w duszy Latony słuszną zemstę nieci I tak z wierzchołka Cyntu do swych rzekła dzieci: ♦ Oto ja wasza matka, chełpiąca się wami,
Prócz junony z wszystkiemi równa boginiami,
Czylim bogini, wątpię. He z waszej opieki Zostanę bez ołtarzy wzgardzoną na wieki.
Nie nad tem tylko cierpię. Potomka Tantala Siebie nademnie, nad was swe dzieci przechwala, Mnie nazywa sierotą; niech to na nią spadnie, (idy tak ojca przykładem śmie bluźnić szkaradnie*.
Już chciała dodać prośbę do tego, co rzekła. ♦ Przestań*, mówi Feb, ♦skarga zemstę by przewlekła*! Toż samo stwierdza Pebe i w gęstym obłoku Schodzą na zamek Kadma niewidzialni oku.
Przy samych wałach miasta były równe błonic, Twardemi je knpyty stratowały konie 1 ostrych kół tysiące zagony rozbiło.
Dwaj synowie Amfjona celujący siłą Ujeżdżali tam wówczas ogniste rumaki;
Złotem lśnią się ich wodze, szkarłatem czapraki.
Wtem jeden z braci Ismen, pierwsze matki brzemię, Gdy wkoło koniem skręca na tętniącą ziemię,
A koń wspina się, pieni ♦Ach, biada mi*! krzyknął I zaraz środek piersi pocisk mu przeniknął;
Z konającego dłoni wędzidła wypadły I legł na prawą stronę martwy i pobladły.
Słysząc przez czcze powietrze świszczące pociski, Sypilus puszcza wodze; — tak gdy obłok blizki
Ciężarny piorunami żeglarz ujrzy nagle,
Chcąc lada wietrzyk schwytać, rozpościera żagle;
Lecz i pierzchającego dosiągł cios morderczy,
Strzała przeszywszy czaszkę w środku gardła sterczy;
On jak biegł nachylony, po grzywie się stoczył,
Padł i w tem miejscu ziemię gorącą krwią zbroczył.
Kiedy po zwykłej pracy, nieszczęsny Fedymie 1 ty, Tantalu, dziada dziedziczący imię,
Na młodzieńcze zapasy biegliście z zapałem,
Cdy pierś z piersią się zeszła, ciało starło z ciałem,
Z wyprężonego łuku wypuszczona trzcina,
Jak byliście spojeni, was obu przecina;
Razem jękli, polegli i tej samej chwili Razom oczy ich zgasły i zmysły stracili.
Przerażony Alfenor, widząc zwłoki bratnie,
Chce je wziąć, chce im oddać usługi ostatnie;
I gdy do tak pobożnej czynności się spieszył,
Król Dulu ostrym grotem śród piersi mu przeszył; Wyrwał go, lecz się z ostrzem wyciągają płuca,
A z krwią upływającą duch ciało porzuca.
Ale tobie niejedna zgon zadaje rana, Damazychlonie młody; grot środek kolana W samem zgięciu ci przebił i gdy ręką silną Usiłujesz wydobyć strzałę nieomylną,
Druga tobie natychmiast przeszywa śród garła,
Ale ją krew ognista na ziemię wyparła 1 silnym z ciężkiej rany potokiem wypada.
Ostatni llijonej ręce darmo składa 1 tak błaga: ♦ Przebaczcie, o bogowie nieba*!
Prosił wszystkich, a było nic wszystkich potrzeba. Chciał Feb, lecz nie mógł cofnąć, strzały wypuszczonej I od najlżejszej rany poległ llijonej.
Wieść nieszczęścia, żal ludu i krewnych zmartwienie Wkrótce doniosły matce to smutne zdarzenie; Zadziwiona, że mogli, i gniewna, że śmieli To czynić, na co prawa bogowie nie mieli,
Usłyszała, iż Amfjon przebił się żelazem I tak smutku i życia pozbawił się razem. 0! jak teraz Niobe odmienna od owej Dumnie przez środek miasta idącej królowej, Rozganiającej tłumy od ofiar Latony.
Litości stał się godnym jej los zazdroszczony.
Padła na zimne zwłoki i synów swych ciała Rez różnicy raz jeszcze ostatni ściskała I nakoniec tak rzekła własne bijąc łono: ♦ Nakarm się mem nieszczęściem, okrutna Latono!
Nakarm, nasyć mym smutkiem srogie serce twoje. Siedmiorakim pogrzebem kończę życie moje;
Ciesz się, raduj, odniosłaś tryumf nad Niobą,
Lecz nie, i teraz jeszcze mam wyższość nad tobą. Biednej więcej zoslało niż szczęśliwej tobie;
Jeszczem cię zwyciężyła, choć synów mam w grobie*.
Rzekła: wtem po powietrzu strzała z łuku brzękła; Wszyscy zbledli, Niobe sama się nie zlękła; Nieszczęściem była śmiałą. Nad bratnimi stosy Stały ich siostry w czerni z spuszczonymi włosy; Jedna z nich, gdy w rozpaczy nad bratem schylona Chce strzałę z ciała wyrwać, upada i kona;
Druga, gdy w żalu matkę pociesza stroskaną,
Już na wieki umilkła, tajną tknięta raną;
Ta uciekając padła, ta na siostrze legła,
Tę kryjącą się dusza, tę drżącą odbiegła.
Już dręczyła się matka sześciu córek stratą,
Ostatnia pozostała. Tę ciałem i szatą Otulając zawoła: »Zostaw mi jedyną,
Za ostatnią cię proszę, najmłodszą dzieciną*.
Gdy błaga, ta upada, za którą błagała.
Śród zwłok męża i dzieci już osierociała Stanęła słupem. Z bladej jej twarzy krew znikła; Włosy rozpierzchłe twardość przejęła niezwykła.
W marlwem oku źrenica stoi bez wzruszenia.
Nie może władać ręką, ni podnieść ramienia,
Ani stopą posunąć; ani ruszyć szyją;
Nie ma życia w posągu; już żyły nie biją,
Już czułe podniebienie z językiem zdrętwiało,
Już nakoniec i same wnętrzności są skałą;
Płacze jednak: wiatr silny porywa ją w chmury 1 w pędzie ją zanosi ria ojczyste góry,
Tam ślad jej łez aż dotąd zostaje na głazie.
Dedal i Ikar. (VIII. 183 — 235).
Wtedy w Krecie po długim rozdziale ze swemi Uczuł Dedal tęsknotę do ojczystej ziemi,
Lecz wstrzymuje go morze i Mi nosa rządy. Niechaj zamknie przedemną i wody i lądy*,
Rzekł Dedal, »niebo dla mnie wolnem się zostanie. Niech ma świat, lecz powietrza nie wziął w panowanie*.
Bystrym umysłem swoim naturę odnawia 1 nowe kunszta tworzy. Pióra w rząd ustawia,
Małe od dołu, wyższe do niższych koleją.
Tak na wsiach z trzcin nierównych flet robić umieją.
Z środka je nićmi, w końcu lepkim woskiem spina 1 na wzór skrzydeł ptaka lekko je zagina.
Na ojca — swego twory patrzał Ikar mały,
Igrał z ninu nie wiedząc, że go zgubić miały.
To raz śmiejąc się piórka latające goni,
To wosk przysposobiony w szczupłej gniecie dłoni I tak spóźnia cudowne ojca swego dzieło.
Gdy nakoniec z rąk jego doskonałość wzięło,
Mistrz oba sobie skrzydła na ręce zawija I poruszająć niemi, w powietrze się wzbija.
Uczy syna: >llyś nie był przyczyną twej zguby, Średniej trzymaj się drogi, Ikarze mój luby Spuszczając się za nizko, woda skrzydła zmoczy,
Za wysoko się wznosząc, słońce wosk roztoczy.
Leć środkiem. Na Uoota, na oba Niedźwiedzie,
Na miecz nagi Oryoria niech cię wzrok nie wiedzie.
Za mną spiesz*. Tak mu sztukę latania objawia 1 niezwyczajne skrzydła do ramion przyprawia.
Wśród rad i przygotowań starzec ciężko wzdycha, Drży mu ręka, twarz blednie i płynie łza cicha.
Ostatni raz synowi tkliwy uścisk daje 1 wskazując mu drogę w górne wzlata kraje.
Tak matka ptasząt z gniazda wysokiego leci, l’o raz pierwszy w powietrze wywodząc swe dzieci.
By w jego dążył ślady, na wszystko zaklina I sam bije skrzydłami i patrzy na syna.
Rybak mącący wędką czyste wód zwierciadło, Pasterz o kij oparty i rolnik o radło,
Widząc ich, jak powietrzne przebywali drogi,
Osłupiał z zadumienia i wziął ich za bogi.
Minęli Delos, Paros; po lewej ich stronie Był Samos poświęcony potężnej Junonio,
Z prawej Lebinl i w miody Kalinina bogata,
Gdy młodzian niecierpliwy, że tak nizko lata,
Żądzą nieba przejęty, ojca porzuciwszy,
Wzniósł się w przestrzenie wyższe. Słońca promień żywszy Skoro spojenia skrzydeł wonny wosk rozgrzeje,
Spadły pióra; nagienu rannonam. chwieje,
Już się dłużej w powietrzu utrzymać nie zdoła. Spadający za późno ojca w pomoc woła,
Legł w morzu, które odtąd imię jego wzięło.
Ojciec nie widząc syna przeklina swe dzieło, Nieszczęsny, już nie ojciec. Ikara przyzywa, ♦ Ikarze! Gdzieś, Ikarze?* Patrzy, ciało pływa.
Przeniósł je biedny ojciec na wyspę poblizką I od pogrzebionego nadał jej nazwisko.
Filemon i Baucis. (VIII. 622 — 720).
Nieraz mię w kraj pelopski Pileusz wyprawiał, Tam, gdzie się ojciec jego mądrym rządem wsławiał. Tam we Frygii widziałem pod stopami góry Dąb przy lipie nizkimi opasany mury;
Przy tem mętne jest bagno, ziemia dawniej żyzna, Teraz nurków i pliszek wodnistych ojczyzna.
Tu Jowisz i Merkury ludzką wziąwszy postać Tysiąc chat odwiedzili, chcąc przytułek dostać.
Tysiąc chat drzwi zamknęło, lecz przyjęła jedna, Słomą, trzciną poszyta i nizka i biedna.
W niej to podeszła Ilaucis i Filemon stary Z młodu złączeni węzłem miłości i wiary Doszli wieku późnego; przestając na małem,
Nie czuli, że ubóstwo było ich udziałem;
Sług tam nieina i niema panów nad sługami Dwoje ich tylko, państwo i słudzy ryś sami.
Gdy do szczupłego domu prowadzącej sieni I w nizkie drzwiczki weszli bogowie schyleni,
Wita gości i ławkę przysuwa staruszek;
A Baucys kładzie parę wysłanych poduszek,
Zbiera liście i korę, zbliża się do pieca,
Ciepły popiół odmiata, zgasły ogień wznieca,
Słabymi go dmuchając ożywia poddechy,
Przynosi szczepy suche i drzazgi z pod strzechy, Kładzie drewka pod kocioł i jarzyny czyści,
Które jej mąż w ogrodzie poobrywał z liści.
On tymczasem słoniny uwędzonej kawał Z pod okopconej bGki widłami dostawał,
Ucina z niego cząstkę i ukropem parzy.
Gdy tak około uczty krzątają się starzy,
Na przyjemnej rozmowie trawią czas merdanie.
Wisiał ceber bukowy na baku przy ścianie;
Weń pełno ciepłej wody Filemon nalewa I nogi gościom swoim starannie obmywa.
Proste wierzbowe łóżko w środku izby mieli,
Na niem była rogoża na miejscu pościeli;
Szatą ją okrywają chowaną od święta,
Choć i ta gruba, dawne już lata pamięta,
Godna takiego łoża Tu spoczęły bogi.
Drżąca Baucys przystawia stół, co miał dwie nogi I trzecią, lecz nierówną; tę skorupą wsparła,
Stół już mocno stojący świeżą miętą starła.
Na nim dwufarbny owoc święcony Palladzie,
Tarnki w lagrze moczone i sałatę kładzie.
Dalej rzodkiew i sery wytłaczane z mleka 1 jaja, które w ciepłym popiele przypieka.
Wszystko w misach glinianych. Wreszcie na ochłodę W glinianym rostruchanie daje wino młode,
Z niego w kubki bukowe, woskowane wlewa,
Wreszcie ciepłe od ognia przynosi warzywa.
Na drugie danie wety na stół zastawiono.
Tu zdjęte z latorośli słodkie winogrono,
Tu w koszyku plecionym mnóstwo jabłek leży,
Suche figi, daktyle, śliwki, orzech świeży
I plastr miodu białego. Tę ucztę ubogą
Krasi twarz starców z serca dających, co mogą.
Widząc oni, że mimo częste nalewanie Coraz jednakże wino rośnie w rostruchanie,
Dziwią się i tak mówiąc ręce w niebo wznoszą: Godnie was przyjąć dla nas byłoby rozkoszą; Darujcie, że jesteśmy nieprzysposobiem*.
Dla straży małej chatki gęś karmili w sieni,
I tę dla swoich gości zabić chcieli sami.
Ptak szybki męczy starców schylonych latami 1 uwodząc ich długo do bogów ucieka. Ten ptak nie zginie, nasza strzeże go opieka,
Myśmy bogowie*, rzekli. »Za spełnione zbrodnio Wszystkich waszych sąsiadów ukarzemy godnie.
Wy tylko od powszechnej ujdziecie zagłady.
Opuśćcie strzechę waszą, idźcie w nasze ślady 1 spieszcie się za nami na górę wysoką*
Posłuszni woli bogów, słabe nogi wloką 1 silą się o kiju piąć po ścieżce małej Oddaleni od wierzchu tylko o lot strzały Oglądają się: wszystko zniknęło w powodzi,
Tylko nizka ich strzecha nad wody wychodzi.
Tem zdziwieni, gdy płaczą nad zgubą swych braci, Dom, wprzód dla dwojga szczupły), postać swoją traci. Zmienia się w kościół, z słupów powstają filary, Słoma połyska, złotym zdaje się dacii stary,
Marmur podłogę, brama zdobi wchód świątyni.
Wtem Jowisz im łagodnie to pytanie czyni: Powiedz, dobry staruszku, co sobie życzycie Wraz z żoną, z którą miałeś szczęśliwe pożycie*?
Filemon krótką chwilę z Llaucydą rozmawia,
A potem wspólne myśli tak bogom objawia: Chcemy być kapłanami, żyć w waszym kościele;
A że z sobą lat zgodnych spędziliśmy wiele,
Chcemy i umrzeć razem; niech grobu mej żony Nie widzę, ani od niej będę pogrzebiony
Wysłuchał bóg ich prośby. Straż kościoła mieli, Zycie im przeznaczone spędzają weseli.
Syci wieku, gdy stali przy kościoła schodach 1 rozmawiali z sobą o miejsca przygodach.,.
Postrzegł starzec, iż Baueys w liść się przyodziewa, Widzi Baueys, iz mąż jej bierze postać drzewa;
Krew się ścięła w ich żyłach i zmartwiały członki ♦ Bądź zdrowa*, rzekł Filcpnon do swojej małżonki, ♦ Bądź zdrów*, do Filemona rzekła Baueys tkliwa,
Wtem razem miękka kora usta im pokrywa
Jeszcze ze czcią pobożność tych starców wspomina, Pamiętna na ich cnoty frygijska kraina.
Od ludzi, godnych wiary, słyszałem tę powieść,
Którzy chcąc mi dokładniej prawdy swojej dowieść, Pokazywali wieńce, jakie ludu rzesza Na wieczystą pamiątkę na tych drzewach wiesza.
I ja rzekłem, mój wieniec mieszcząc w innych rzędzie: ♦ Szczęśliwy, kto czci bogów, i on czczony będzie*.
Tłóm. Ilrunn Kiciński.
Z „FASTl“
Pogrom Fabiuszów. i II. 198-242).
W Idy1) Faunowych ofiar dym w niebo się ścieli Na wyspie, która rzekę na dwie striH.d dzieli.
To był dzień, w którym niegdyś od Wejentów broni Trzystu, sześciu Fabiuszów poległo na błoni.
Jeden ród za ojczyznę poniósł swoje siły,
Krewnych ręce dźwignęły broń, z którą się zżyły. Wychodzą; patrz na dzielnych tych żołnierzy postać: Każdv z nich byłby godny, żeby wodzem zostać.
Gdy spiesznym marszem przyszli nad Kremery brzegi, Której falo tające zasiliły śniegi,
Rozbili zaraz obóz i wzniósłszy okrzyki,
Śmierć i popłoch ponieśli na tyrreńskie szyki,
Jak Iwy, co nagle z urwisk libijskich uderzą 1 wśród rozbiegłej trzody spustoszenie szerzą.
Pierzcha wróg i sromotnie bierze z tyłu rany;
Cały obszar tyrreńską krwią zafarbowany.
Kiedy wreszcie spostrzegli, że nie dadzą rady,
W otwartym boju szpetnej chwycili się zdrady. ’) 13. lub 15. dzień miesiąca.
Była łąka pagórków łańcuchem objęta 1 lasem, kędy dzikie mieszkały zwierzęta.
Na tej to łące garstkę ludzi zostawiają
Wraz z bydłem a zaś sami w zaroślach czekają.
Jak potok, gay po deszczu jego fale wzrosną Lub gdy je topniejący śnieg zasyci wiosną,
Występuje z swych brzegów i niepowstrzymany Z szumem wali przez drogi, przez pola i łany,
Tak Fabiusze bez trwogi przed zasadzką zdradną Uganiają, mordując, gdzie kogo dopadną.
Zacny rodzie, gdzież zapęd unosi cię śmiały?
Naiwna szlachetności, strzeż się zdradnej strzały!
Przez zdradę ginie męstwo: zastęp niezliczony Nieprzyjaciół wypada na nich z każdej strony.
Cóż zrobi garstka mężnych lej tysiącznej sile,
Cóż im jeszcze zostało w tak nieszczęsną chwilę?
Jak dzik w laurenckiej puszczy przez długi czas gnany Padając, piorunowym kłem płata brytany,
Tak i oni bezkarnie wyciąć się nie dają,
Ale na wszystkie strony ciosy rozsiewają.
Jeden dzień wszystkich Fabiów na wojnę wyprawił I jeden dzień na wojnie życia ich pozbawił.
Żeby jednak tak zacny ród mógł istnieć dalej,
To podobno bogowie sami o to dbali,
Bo tylko mały chłopiec, co broni nie sprostał,
Sam jeden z Fabiuszów rodu w domu został Na to, byś ty się kiedyś narodził. Maksymie,
Coś miał swojem wahaniem zyskać zbawcy imię.
Zdobycie Gabii. (II. 687-710).
Ostatni w Bzymie siedział na królów stolicy Tarkwiniusz, mąż przewrotny, lecz dzielnej prawicy. Ten jedne miasta zburzył, inne opanował I Gabiom los podobny przez podstęp zgotował. Najmłodszy bowiem z braci, godny syn * Pysznego*, W nocy wszedł do obozu nieprzyjacielskiego.
Rzucono się nań z mieczem, lecz on się nie rusza: ♦ Zabijcie, spełńcie chęci ojca Tarkwiniusza,
Od którego okrutne otrzymałem plagi*.
To powiedziawszy, grzbiet im pokazuje nagi.
Księżyc świecił, spojrzeli, pochowali miecze,
Bo widzieli, że z świeżych ran krew jeszcze ciecze.
A to on sam się kazał biczem tak poranić,
Ażeby łatwowiernych łatwiej otumanić.
Zathey. Antologia rzymska. 8
Płaczą, proszą, by z nimi krzywdy swej dochodził, Na co się ten przebiegły zdrajca łatwo zgodził.
Kiedy był pewny swego, nim wykonał zdradę, Wyprawił przyjaciela do ojca po radę.
Był ogród przy pałacu w wonne kwiaty strojny, Gdzie toczył swoje wody strumyczek spokojny:
Tam wiódł z posłańcem syna Tarkwiniusz rozmowę Tajemniczo i prętem ścinał liliom głowę.
Kiedy się syn dowiedział o tem lilii ścięciu, Zrozumiał, jak postąpi w swojem przedsięwzięciu. ivazał pościnać głowy znakomitszym panom A miasto się już samo poddało Bzymianom.
Tłótn. dla tego dzieła Ign. Stein.
III. POEZYA LIRYCZNA.
Już w najdawniejszych czasach istniały w Rzymie pieśni ludowe, ale, o ile sądzić mużemy z urywków, ani treść ich ani forma nie czyniły zadość wymaganiom poezyi. Prawdziwa poezya liryczna zjawiła się w Rzymie dopiero w i. w. przed Chr., więc później jeszcze niż epopeja i dramat i kwitła przez czas bardzo krótki, bo zaledwie przez poł wieku Cech narodowych nie miała wcale. Rzymianin miał za mało uczucia, a raczej za mało delikatności uczucia w sobie, zresztą zajęty był zawsze praklycznemi sprawami rodziny i kraju i nie czuł potrzeby ani skłonności do wylewania swych uczuć na zewnątrz. Dopiero gdy kultura grecka głębiej zapuściła w Rzymie korzenie, zaczęto naśladować lakze liryków greckich. Powstało naraz wiele piosnek i elegii. Tworzyli je poeci, obdarzeni niepoślednim talentem i różniący się duchem i sercem od społeczeństwa, wśród którego żyli. Naśladownictwa ich były bardzo udatne. Pieśni Katulla z pewnych, ody Horacego z innych znowu względów1 mają wartość pierwszorzędną. Stosunkowo wyżej jeszcze niż nieliczna poezya stanęła elegia, modna naówczas dzięki poetom aleksandryjskiej epoki Ma ona przedstawicieli bardzo wybitnych, którzy stają nawet o własnych siłach i są do wielkiego stopnia samodzielni. Katullus, Owidyusz, Tybullus i Propercyusz usprawiedliwiają swymi utworami zdanie Oumtiliana: »Na polu elegii śmiało możemy się liczyć z Grekami*.
Katullus (Gaius Valerius Catullus) pierwszy usiłuje przyswoić ojczystej literaturze poezyę uczuciową. Uroaził się w Weronie około 84. roku przed Chr. Pochodził z rodziny rycerskiej, miał willę nad jeziorem Garda i posiadłość w górach sabinskich. W 17. roku życia przybył do Rzymu. Stolica pociągała już podówczas wszystkich mieszkańców Italii. Tu przyłączył się do grona inteligentnej, ale hulaszczej młodzieży, która zorganizowała sobie rodzaj klubu, i bawół się-tylko. W r. 61 przed Chr. popadł w sidła pięknej kobiety, którą potem jako Lesbię opiewał. Nie Lesbia nazywała się ona w rzeczywistości, ale Klodya. Była siostrą osławionego wichrzyciela, trybuna Klodyusza. Zaczął się romans, któremu zawdzięczamy piękne piosenki miłosne, Trwał przez trzy lata. Z początku harmonia i miłość idealna, pełna wzajemnego szacunku (w pieśniach 51 — 53, 55 — 57); wdcrótce pierwsze niesnaski, potem zgoda (p. 107 i 109), nawet myśl o małżeństwie. Ale w końcu zmechęca się Katullus i zrywa stosunek (p. 76 — 68). W r. 57 wyjechał na wschód w charakterze urzędnika państwowego z Memmiuszem, namiestnikiem Bitynii. Sądził, że dorobi się tam majątku; nadzieje zawiodły, tylko pretor się wzbogacił. Wrócił tedy zaraz w następnym roku do ojczyzny, naprzód w rodzinne strony, potem do Rzymu. Bardziej go teraz zajmowała przyjaźń i nienawiść. Kongres w Rucca zagiuził upadkiem republikańskiej formie rządu. Kilku patryotów zaczęło występować przeciw tryumwirom. Katullus się do nich przyłączył i w utworach swych często narzekał na Cezara, a częściej jeszcze na jego zausznika Mamurrę, którego z niewiadomej nam przyczyny całą duszą niecierpiał. Umarł Katullus bardzo młodo, bo zdaje się że w r. 54 przed Chr. lub w następnym.
Pozostało po nim 116 utworów różnych rozmiarów. Największą wartość mają wierszyki małe, epigramy, piosenki1), opowiadające dzieje serca w naiwnym, prostym języku. Nie sztuczne, nie wypracowane i nie wymyślone nawet. Pod tym względem są w Rzymie wyjątkowem zjawiskiem. Podobają się zwłaszcza wierszyki, opiewające miłość do Uesbii, tej miłości uciechy i cierpienia, ale i inno mają w sobie dużo poetyckiego uroku, mianowicie te, które powstawały z żalu po śmierci brata, z przywiązania do stron rodzinnych, z przyjaźni lub nienawiści. I żal i przyjaźń i nienawiść są w sercu poety równie gorące i namiętne jak miłość. Cała skala uczuć odzywa się w tei poezyi i uwidaczniają się przeróżne ich odcienie. Utwory większe, oznaczone w zbiorze liczbami od 61 — 68, mają zupełnie inny nastrój i charakter. Poeta ulega w mch wpływowi szkoły, popisuje się z swą uczonością i naśladuje modnych naówczas poetów greckich aleksandryjskiej epoki. Szereg tych poemacików otwierają dwie pieśni weselne (Ipi x) Kaiullus sam nazwał te drobne utwory fraszkami (nugae). l hala mi a), każda w inn^m rodzaju, pełne swobody i rodzimego rzymskiego ducha. Wśród dalszych odznacza się mistrzowską charakterystyką Attis, obfitością pięknych obrazów Wesele Peleusza i Tetydy. Ciekawą treść ma utwór 65. p. t. »Warkocz Bereniki*, dosłownie prawie przetłómaczony z Kallimacha. Królowa Berenika ślubowała bogom, że jeśli jej mąż szczęśliwie z wy prawy powróci, ona ofiaruje im pęk swych włosów. Mąż powrócił; warkocz złożono w świątyni, ale znikł stamtąd cudownym sposobem i dopiero po jakimś czasie odkrył go pewien astronom na niebie jako gwiazdę.
Pieśni Katulla tłómaczył Szymon Baranowski (Wrocław 1839) i J. Czubek (Kraków 1898).
Horacy (O. lloratius Flaccus) urodził się w r. 65 przed Chr. d. 28. grudnia w uroczej Wenuzyi, na granicy Apulii i Lukanii. Ojciec jego, wyzwoleniec, dość zamożny, był bardzo rozumnym i poczciwym człowiekiem, a dla dziecka swojego prawdziwie opatrznościowym. Sprzedał on, co miał i zawiózł synka do Rzymu. Życie umysłowe było tam już niemałe, ale kto chciał ukończyć najwyższą w duchu ówczesnym edukacyę, musiał udać się do źródła, wysłał więc poczciwy ojciec po jakimś czasie Ouintusa do Aten, co przeciętnie możhwem było tylko dla możnych paniczów, którzy szli za prądem i modą powszechną, ale często tylko na to, żeby nadszarpnąć ojcowską kieszeń i nabyć obcych nawyczek. Chciwie połykał młody chłopiec nauki mistrzów, będących wprawdzie tylko mizernymi spadkobiercami wielkich przodków, ale mimo to niepospolitych. ’Pak dalece zapalił się do poezyi greckiej, że sam na próbę zaczął pisać po grecku. Ale zaprawdę nie było zadaniem człowieka, mającego stać się jedną z największych chwał Bzymu, ażeby pomnożył niezliczony zastęp poetów Grecyi. Nie byłby nigdy zapewne (chyba gdyby się wynarodowił) doszedł do większego znaczenia jako poeta grecki, a byłby rozminął się z powołaniom, przeznaczonem mu w ojczyźnie. Sprowadził go z tych błędnych szlaków sen (dawniej jeszcze więcej niż dziś wierzono w sny). Raz w sennem widzeniu zjawił się Horacemu poczciwy stary Rzymianin i przemówił do niego surowo: >Ty chcesz klecić greckie wierszyki? na eo pomnażać liczne Greków zastępy? To tak, jakbyś chciał drwa nosić do lasu*. (Satyry I. 10.). Nagle przybywa do Grecyi niestrudzony obrońca republikańskiego Rz^mu, Brutus i rozchoazi się hasło: ‘Młodzieży grecka, spiesz do obrony upada jąeej wolności, którą pragnie zgnębić samów ładczy cezaryzm*. Horacyusz, dusza gorąca, zaciągnął się w szeregi, został tribunus militum. Republikanie ponieśli klęskę. Jeżeli poeta później mówi o siebie, że porzucił tarczę pod Philippi i uciekał, może to tylko bolesna ironia, którą chce się zasłonić zwolennik przegranej sprawy.
Horacy wraca do Rzymu. Tu zmieniło się wszystko. Oktawianus Augustus odtąd bogiem i panem. Na szczęście ten spadkobierca Cezara, który jako wódz tyle razy dopuścił się nielitościwych okrucieństw’, zostawszy panem świata zmienił się zupełnie, stał się łagodnym, łaskawym władcą, opiekunem sztuk i nauk. Mimo to Horacy nie ufał mu, nie starał się więc o jogo względy. Porwała go złość na wszystko, co widział wokoło siebie, zaczął pisać gryzące satyry, ale pisał tak świetnie, tak po mistrzowsku, że od razu zdobył sobie stanowisko i imię, choć był (dla kawałka chleba, bo mająteczek jego zagrabili weterani) tylko pisarzem przy kwesturze, a i ten urząd musiał sobie kupić za resztę gotówki, jaką posiadał. Zwrócono nań uwagę, zaczęto o nim mówić, szlachetny Wergili i Waryusz zbliżyli się do niego, a zasłyszał o nim nawet przyjaciel cesarza, wielki pan i miłośnik nauk i sztuk pięknych, Mecenas. Ten Mecenas stał się przysłowiową postacią, także jeszcze i dzisiaj każdego nauk i sztuk opiekuna nazywamy jego nazwiskiem Szlachelnie używał on darów bożych i serce miał otwarto dla każdej pracy i każdego talentu. Pierwszy raz przyjął Horacego chłodno, z rezerwy, jak to zwykle mówią, widocznie nie był lekkomyślny w zawieraniu przyjaźni. Przeczekał dziewięć miesięcy, poznał poetę lepiej, a polem przygarnął go do serca i stał się |Cgo największym przyjacielem. Raz na wsi podejmował go Mecenas. »Ach, jak tu miło*, powiedział poeta, »jaka to rozkosz uciec z gwaru miasta do tak miłego zakątka*. Powiedział to bez żadnej pobocznej myśli. »Jeśli podoba ci się ten zakątek, to odtąd jest on twoim*. Takim wspaniałym i delikatnym sposobem zapewni! poecie i byt niezawisły i spokój i miejsce odetchnienia. Umarł poeta nagle w r. 8 przed Chr. w kilka tygodni po śmierci Mecenasa. Horacy był nizki a gruby1); rysy twarzy miał delikatne i ładne; czupryna czarna, nasunięta na czoło; oczy
J) Suetonius powiada, że był okrąglutki jak baryłka, więc go Augustus żartem baryłką (sextariolus) nazywał. duże, otwarte, ale chorowite (kaprawe). Cierpiał często na nerwy, osiwiał bardzo wcześnie.
Umysł jego był sposojny, pogodny, wesoły a zarazem bystry i jasny. Nie ma w nim niezwykłego polotu wyobraźni, ani myśli natchnionych, ani niedoścignionych ideałów, ale poczucie piękna złączywszy się z trzeźwym poglądem na świat i ludzi, wytwarza w nim harmonię i równowagę. »Używaj życia, wyciśnij z niego wszystko, co ci przyjemne, co ci choć odrobinę szczęścia przynieść może. Na smutki, na cierpienia i bole nie zważaj, nie przyjmuj ich do wiadomości, a nie dadzą ci się we znaki. Jeśli sądzisz, że ludzie są głupi, to z nich drwij, jeśli ich za złych uważasz, to staraj się ich poprawić, ale spokojnie, bez gniewów, bez zbytecznego zapału, bez nienawiści. Wylewy żółci na nic się nie zuadzą; tylko życie zatrujesz nimi sobie i drugim*. To zasady, którę Horacy wygłaszał w swej poezyi i do których stosował się w życiu. Przypominają naukę Epikura. Gdy się je źle zrozumie, mogą człowieka przemienić w zwierzę, ale gdy głęboko pojęte, gdy na ich straży stoją cnota i piękno, to dają mu zadowolenie i spokój, nie ujmując szlachetności, nie obniżając wzniosłych porywów. Horacy był lubownikiem wesołości i żartów, sam mówił o sobie, że jest lekki jak korek (Od. III. 9.), sam się nazywał lniltajem. Za rozkoszą gonił, ale nigdy się nie upodlił, nie upadł w błoto, bo rozkosz w.Jział tylko w tem, co i piękne i z sumieniem zgodne, bo dbał o swój honor Uznawał wszechmocną potęgę bogów i korzył się przed nią nieraz. Kochał ojczyznę, jej wielkość i sławę, starał się wśród naroduw cześć dla Uzymu obudzić. Więc były w nim szlachetne uczucia i dążenia.
Utwory Horacego są wiernem odbiciem jego duszy, on jest szczery, jak może nikt inny, niczego nie ukrywa przed czytelnikiem, naw ot umyślnie mówi o wszystkich swych wadach. W tych utworach występuje poeta ezęsto jako mędrzec, głoszący nie wzniosłe wprawdzie, ale dla wszystkich przystępne i dla wszystkich ludzi pożyteczne prawdy. Przedstawia obrazki z życia wiernie i naturalnie, tu i ówdzie tylko wypow iadając przy sposobności jakąś złotą myśl*, owoc długiej relleksyi.
To jedno z głównych znamion poezyi Horacego, które sprawna, że dopiero w wieku dojrzałym, gdy poważniej zastanawiamy się nad życiem, możemy poznać całą jej wartość.
Innemi cechami są Przedewszystkiem niekłamane uczucie, wytworny wdzięk i piękna, lekka forma. Co do formy zasługa poety jest podwójna: posunął o krok naprzód rozwój ojczystego języka i wzbogacił rytmikę, wprowadzając kilkanaście nowych metrów.
Pisał satyry, listy poetyckie, ody i epody.
Satyry (Satirae) powstały najwcześniej; pierwsza ich księga (obejmująca 10 utworów) ukończona w r. 35 przed Chr., druga (8 utworów) przed r. 30. Treść ich bardzo rozmaita, zaczerpnięta z życia codziennego i z literackich stosunków; sprawy polityczne nietknięte zupełnie. W kilku satyrach mówi poeta o sobie i swoich utworach, w innych o życiu ludzkiem wogóle, o niezależności, umiarkowaniu, o skutkach namiętności, niezadowoleniu z swego losu, ale najczęściej zajmuje się śmiesznemi, małostkowemi wadami charakterów ludzkich. Wyszydza schlebianie wielkim panom i ♦trzymanie się pańskiej klamki*, przedrzeźnia przesadę stoików, wyśmiewa pyszalkowstwo i próżność dorobkiewiczów czyli parweniuszów, potępia łakome i podłe wyłudzanie spadków itd. Wszystkie śmieszności umie podpatrzeć dokładnie i przedstawia je z niezrównaną worwą i dowcipem, zawsze unikając tonu kaznodziejskiego i nudny oh morałów. Chce być wesołym, chce żartem mówić prawdę (ridendo dicere verum), nie oburza się, nie gniewa, nie zatruwa swych słów jadem goryczy. ’Ton, styl i język satyr są takie, jakich używali ludzie inteligentni podczas rozmów potocznych. Dlatego poeta nazwał te utwory pogadankami (Sermones), tak samo jak swoje listy poetyczne. We wszystkich jest ten sam rodzaj wiersza > mianowicie hexam< tr.
Wzorów dostarczył Lucilius, ale Horacy pisał samodzielnie, i treści nowej używał i mnej, o wiele piękniejszej i szlachetniejszej formy. Mistrza swojego przewyższył znacznie i stał się sam niedoścignionym wzorem dla potomnych. Naśladowców miał naturalnie co nie miara — u nas najzdolniejszym z nich jest Ignacy Krasicki.
Wszystkie satyry przetłómaezył Marce lii Motty (Doznań 1856); niektóre: Fel. Faleński (Przekłady obcych poetów), Schneider i inni.
Równocześnie z satyrami pisał poeta pokrewne im duchem ♦ iajjabi* czyli jak je nazwali uczeni ♦epody* (po polsku brzmiałby ten wyraz ♦dośpiewki* lub podobnie). Epodami nazywano podówczas utwory, w których wiersz krótki następował po długim, lub odwrotnie. Treścią ich ostre zaczepki i szyderstwa, skierowane przeciw pewnym osobom; mają więc zupełnie prywatny, osobisty charakter. Poeta chłoszcze znanego sobie lichwiarza, rozpustnika, dumnego parweniusza, naśladując Archilocha z Paros, który wszystkich swych nieprzyjaciół wierszem wydrwił. Ale nie wszystkie epody są złośliwe. Niektóre mają nastrój pogodniejszy, wesoły a nawet sielankowy; możnaby je między odami umieścić, bo podobną mają formę, jak znowu kdka ód tu by można przenieść. Epodów jest siedemnaście; wartość ich w stosunku do innych dzieł Horacego me wielka.
Niektóre epody tłómaczyli: Fiałkowski (Wrocław 1811), E. Siemieński, 13. Zaleski i inni.
Ody pisał poeta już w dojrzałym wieku, trzy pierwsze księgi między 35-lym a 42-gim, czwarlą między 48-ym a 52-gim rokiem swego życia. Jest ich 104. Rozmaitość ogromna. Jak w kalejdoskopie przesuwają się przed naszemi oczyma coraz nowe myśli, coraz nowe uczucia, nowe kształty poezyi. Religia, ojczyzna, miłość, przyjaźń, uwielbienie dla natury czy chwilowe jakieś wrażenie dostarczają im tematów. Do każdej treści dobrany odpowiedni ton, wysoki lub nizki, smutny lub wesoły, fantastyczny lub realistyczny. Przytem wiele form, wiele rodzajów wiersza i stylu. Jaka wariość tych utworów? Technika świetna: w odach jest wykwintność, wdzięk, polot dykcyi, mistrzowska budowa wiersza. Ale mni( | one czytelnika ogrzać mogą, ho rodzą się u Horacego z rcllcksyi i wyrażają myśli poety, jego przekonania i poglądy, o których mówiliśmy już powyżej. W jego liryce nio ma tych głębokich, wstrząsających uczuć, ożywiających wierszyki Katulla; on nie pociąga, ani porywa, nie zachwyca młodzieńców. Za to ci wszyscy, którzy przestali już szaleć i usiłuią rozwiązać zagadki życia, zastanawiając się nad tem, co wokoło siebie widzą, ci wielbią te piosenki za ich myśli prawdziwe i jasne, oparte na znaj >mości świata i ludzi. Zresztą ody, choć dydaktyczne poniekąd, nie są bynajmniej ani ciężkie ani nudne; każda niemal myśl przedstawiona na tle wdzięcznego obrazku, często okraszona dowcipem, więc poucza, ale zarazem bawi i wzbudza estetyczne zadowolenie. Co rzeczywiście obniża wartość wielu ód, a raczej zasługę ich twórcy, to mała samodzielność. Horacy naśladuje pieśni Safony, Anakreonta, Alkajosa i innych greckich liryków, zarówno pod względem formy jak i treści, z początku nawet tłómaczy, z czasem dopiero, spostrzegłszy się, że ma serce mniej gorące niż jego mistrzowie i inne niż oni myśli, próbuje stanąć o własnych siłach.
Niektóre ody Horacego tłómaczyli J. Kochanowski, Sarbiewski, Kochowski, Fiałkowski, Krajewski, Lucyan Siemienski (Kraków 1869), Fel. Faleński i inni.
Listy (Epistolcte) to najpóźniejsze utwory poety, pisane w tym samym tonie swobodnej gawędy, który charakteryzował satyry i w tej samej formie daktylicznego hexametru. Stosowane są do rozmaitych adresatów, nie wprost do publiczności, stąd treść ich zahacza nieraz o prywatne sprawy i stosunki łączące poetę z tą lub ową osobą, ale obejmują szersze horyzonty i zajmują są życiem prywatnem i literackicm wogóle, więc i one są owocen doświadczeń i rozmyślań, i one zawierają wiele zdrowych rad, odnoszących się do życia praktycznego. Zakres myśli ten sam mniejwięcej, co w Satyrach lub Odach, afo zmienione już trochę, więcę w nich teraz spokoju i powagi. Ale filozofia niema w nich ustalonego systemu, ani stałych zasad. Poeta chwieje się ciągle między eDikureizmem a stoicyzmem, a zarazem z miłym humorem wyznaje, że między teoryą a praktyką jest wielka różnica i tym sposobeu może bez zamiaru wpada na tony sceptyczne.
Listy podzielone są na dwie księgi1). Księga druga obejmuje trzy długie listy poświęcone prawie wyłącznie problematom literackim. Poeta sławi mistrzów greckich, wykazując równocześnie, jak niepłodne i nieudolne były naśladowania starodawnej rzymskiej poezyi. Najobszerniejszy i najciekawszy jest list trzeci drugiej księgi (do Pizonów), któremu Ouintilian dał tytuł »0 sztuco poetyckiej* (De arte poetica). Jest to właściwie poemacik dydaktyczny, streszczający poglądy ówczesne na zadania i istotę poezyi dramatycznej. Wiele szczegółów czerpfo Horacy z Arystotelesa; niektórzy sądzą, że także z innych autorów. Na odwrol Francuz Mikołaj Boileau i nasz Dmochowski w swojej Sztuce rymotwórczej, że pominiemy zastęp innych, wiernie naśladują list do Pizonów1.
Listy tłómaczył Fiałkowski (wszystkie utwory Horacego, Wrocław 1811), Marc. Motty (Satyry i Listy, Poznań 1856), niektóre; F, Dmochowski, X. A. Krasiński, Fel. Faleński i inm i) Pierwsza księga powstała w latach 24 — 20, druga prawdopodobnie przed rokiem 10 przed Chr.
Tybullus (Albius Tibullus, 54 — 19 przed Chr.) jest według powszechnego mniemania największym elegikiem rzymskim. Pochodził z rodziny zamożnej; weterani zagrabili mu większą część posiadłości, ale pozostało mu tyle, że biedy cierpieć me potrzebował i miał byt niezawisły, dla artysty i poety tak pożądany. Wszyscy znamienitsi rodacy byli jego przyjaciółmi. Iloracy napisał do niego odę (ks. I. 33) i list (ks. I. 4). Owidyusz poświęcił mu rzewne pośmiertne wspomnienie (Amores ks. III. 4).
W usposobieniu skromny, poczciwy, marzyciel, miał Tybullus serce poczciwe, skłonne do tęsknoty i rzewnego smutku. wolny był od wszelkich pretensyi, od przesadnych w-ymagań daleki. W elegiach odzwierciedla miękką naturę, mówiąc o swych uczuciach i dążeniach. Sławi wieś, marzy o spokoju wygodnym, otaczającym człowieka rozkoszami, przeklina tych, którzy cywilizacyę zbytnio wyrafinowali, wzdycha do »złotego wieku*. Ciągle falowanie uczucia nadaje wdzięk jego poezyi. Wdzięk ten podnosi jeszcze język prawdziwie poetyczny i miara wiersza nadzwyczaj wygładzona. Zbiór elegii przypisywanych Tybuilusowi składa się z czterech ksiąg. Ale zbioru tego, tak jak go teraz widzimy, nie uporządkował ani nie wydał sam poeta, tylko późniejsi uczeni, toteż nieład w nim wielki. Wielo z umieszczonych tam utworów jest płodem nie Tybulla, ale późniejszych, mało znaczących wierszokletów. Nowszo badania tylko dwie pierwsze księgi uznały za autentyczne. Najpiękniejsze są elegie pierwszej księgi (zwłaszcza 1, 2, 3, 4, 5, 6), których bohaterką jest Delia.
Wszystkie elegie tłómaczył Andrzej Moraczewski (Wrocław 1839), niektóre Kajetan Ko Zmian
Propercyusz (Sextus Propertius, 50 — 15 przed Chr.) urodził się w Umbryi (prawdopodobnie w Asisium) z zamożnej rodziny. I jego pozbawił rozdział gruntów pomiędzy weteranów większej części rodzinnego majątku, ale i on nie popadł przez to w nędzę. Przybył do llz;mu w młodym wieku, zbliżył się do Mtcenasa, żył z wybitniejszymi ludźmi w przyjaźni, pokocnał młodszego 0 wiele lat Owidyusza. Umarł w młodym stosunkowo wieku.
Obuk tematów miłosnych, opisuje poeta świątynię Apollina, którą cesarz August z wielką pompą poświęcał, przedstawia obraz miasta w nocy, układa wiersz na śmierć Mareellusa, brom się przeciw żądaniu Augusta, aby przeszedł do wyższych rodzajów poezyi 1 sławił bitwę pod Actium i t. d.
W ostatniej księdze naśladuje poetów aleksandryjskiej epoki i nagromadza w swych utworach wiele sztucznych zwrotów i mitologicznych obrazów, więcej niż inni poeci. To główna wada jego poezyi. Drugą wadą jest niejasność formy, wywołana skłonnością do retoryzmu z jednej strony, a żywością i szybkicm następstwem myśli z drugiej.
Mimo wad ma Propercyusz w sobie dziwny urok, który sprawia, że nawet taki mistrz jak Goethe powiada: »Doch Properz nachzuahmen gereicht mir zur Ehre*.
Utwory Propercyusza tłómaezył A. MOraczewski (Wrocław 1839). 0 Owidyuszu mówiliśmy już w rozdziale traktującym o poezyi opisowej.
W późniejszych okresach rzymskiej literatury, w czasach cesarstwa, nie spotykamy zdolnych liryków.
Z „PIEŚNI“ KATULLA.
Zgon wróbelka (carm. 3).
Płaczcie, bożki miłości, płaczcie i boginie,
Niech, kio ma czułe sercę, we łzy się rozpłynie! Zmarł mej pani wróbelek, nadobna ptaszyna, Wróbelek, mojej pani pociecha jedyna.
A konała go bardziej niż ocząt swych parę,
Bo był jak miód słodziutki i grzeczny nad miarę Jak córunia mateczkę, tak on znał swą panią, Gdzie się tylko ruszyła, wszędzie latał za nią, Uszka jej bawiąc swymi ptasimi świergoty,
Lub usiadał na łonie odbierać pieszczoty.
Alić teraz już zmierza ku ciemnemu błotu,
Tam podąża biedaczek, skad nie ma powrotu.
O przeklęte mi bądźcie, ciemności zdradliwe!
Wy, co piękne na ziemi, pochłaniacie chciwe, Wyścio ptaszynie jasne pogasiły zorze.
O losie zbyt okrutny 1 Wróbelku nieboże,
Dziś mej pani wielkiego tyś żalu przyczyną,
Dla ciebie z ócz czerwonych łzy strumieniem płyną.
Powitanie. (carm. 9).
Weraniuszu, serdeczny, jedyny,
Ty mój najlepszy z przyjaciół drużyny,
Więc powróciłeś do domu, szczęśliwy,
Do miłych braci, do maiki sędziwej?
Jakże me ucho nowina la pieści!
Więc cię zobaczę i twoich powieści Miłych posłucham o hiszpańskich krajach,
Miastach, narodach, dziejach i zwyczajach?
Jakże ci słodko u szyi zawisnę,
Sto pocałunków na ustach wycisnę! 0 ilu was jest szczęścia posiadaczy,
Cóż wasza radość obok mojej znaczy?!
Powitanie stron rodzinnych. (carm. 31).
Perło półwyspów i wysp, Synfiionie,
Jakie w jeziorach i na oceanie Oba Neptuny piastują na łonie, 0 jakież słodkie z tobą przywitanie!
Zaledwie wierzę, żem bityiiskio łany Rzucił i patrzę na piękność twych wzgórzy.
O, cóż milszego, jak gdy kto znękany Rzuci trosk brzemię, lub z długiej podróży Wróciwszy do dom, do swego ogniska,
Stęsknion na łóżko, na swoje sic ciska!
Z, a ciężkie trudy tyle mej nagrody,
Więc witaj, Syrmio, ciesz się; pan z powrotem! 1 wy się cieszcie, zwierciadlane wody,
Wy, śmieszki, głośnym rozbrzmiejcie chichotom!
Wyrzut. (cann. 38).
Źle, Kornificy, źle z Kalulloin Iwo.m;.Choroba ciężkim nęka niepokojem 1 ciągle gorzej, co dzień, co godzinę,
A tyś pociechy dał choć odrobinę?
Wszak to tak łatwa, nie kosztuje wiele.
Gniewam się na cię: tacyż przyjaciele?
Toć mnie słów parę, od skarg Symon.da Choćby smutniejszych, ach, niebem się wyda!
Szaleniec. (carm. 75).
Żadna się nie pochwali na okręgu całym Taką miłością, jaką ja ciebie kochałem;
Nigdy nie było takiej wiary nieskażonej,
Jaka była w kochaniu naszem z mojej strony. Twoja wina, żem serce dla ciebie już stracił, Bom swoją wierną miłość męczarnią zapłacił.
Dzis, choćbyś dobrą była, nie jesteś mi miła,
A szaleję, chociażbyś jeszcze gorszą była.
Niewierny przyjaciel. (carm. 77).
Rufie! próżno i darmo przyjacielem zwany —
Darmo? nie, drogo owszem, kosztem ciężkiej rany — Przypełznąłeś i milezk.em zadając ból srogi,
Wydarłeś mi biednemu cały skarb mój drogi;
Wydarłoś — i przez ciebie dziś życie mi brzydnie, Przez ciebie przypuń nasza zdeptana ohydnie.
Ostatnia przysługa. (cann. 101).
Mnogie lądy i morza przebywszy w żałobie,
Staję wreszcie samotny przy twym, bracie, grobie,
I!y ci złożyć zmarłemu ofiary ostatnie,
Niemym popiołom zanieść pozdrowienie bratnie;
Nie toloe, nieszczęśliwy, bo ciebie los srogi
Zbyt, ach, wi zośnie nu zabrał, niszcząc żywot błogi.
A dotąd na mogile pogrobowe dary
Nie złożone, jak każe zwyczaj przodków stary.
Więc przyjmij je ze łzami, co płyną z powieki, Przyjmij — i żegnaj bracie, ach, żegnaj na wieki.
Życzenie kochanka. 5*’-(carm. 109).
Mówisz, że miłość na za — złoty promień słońca,
Że raz w sercach poczęta nie będzie mieć końca. Wielkie bogi! wy sprawcie, niech te błogie słowa I 7, pod serca jej płyną i święcie je chowa.
Niech na wieki oboje zachowamy szczerze Miłości związek święty i święte przymierze.
Wesele Peleusza i Tetydy. (carm. 6i, w skróceniu).
Wspaniałe sosny, niegdyś Pelionu córy,
Wartko pruły szumiące Neptuna lazury,
Płynąc nad złoty Fazys, kędy słońce wschodzi;
Bo sławne bohaiery, kwiat argiwskiej młodzi,
Po złote runo śmiało do Kolchów krainy Mknęli w chyżym korabiu przez słone głębiny,
Dłońmi wioseł modrawe zamiatając brody.
Samo bóstwo, co włada wysokimi grody,
Zbudowało im pojazd, przez wiatry pędzony,
Eelki sosnowe wr okręt zmwszy zakrzywiony,
Co pierwszy poznał żywioł Amfitrycie święty.
Gdy statek ostrym dzióbem zaczął pruć odmęty I woda się spieniła, wiosłami sieczona,
Wynikły Nere’dy z fal wzburzonych łona,
Nie mogąc się napatrzeć dziwnemu widoku,
Widne wtedy dni kilka śmiertelnemu oku.
Wtedy Pelej Tetydę pokochał zuchwały;
Bogini me wzgardziła ludzkimi zapały I sam Ojciec1) na związek dał swe przyzwolenie.
Sława wam, bohatery, bogów pokolenie,
W lepszych czasach zrodzeni, wielkich matek dzieci! Was nieraz jeszcze pieniem ma Muza zaleci,
Ciebie zwłaszcza Peleju, niw tessalskieh chwało!
Z ludzi ciebie jednego to szczęście spotkało:
Tobie Tetys w małżeństwo swoią wnukę daje I Ocean, co wszystkie obejmuje kraje.
Gdy po upływie czasu piękny dzionek błyśnie, W dom się cała Tefisalia gęstym tłumem ciśnie;
Gości (iworzec królewski pomieścić nie zdoła,
A każdy niesie dary, każda twarz wesoła.
Scyr pustynią i ftyjskie Tempy opuszczone,
Krannon pusty, Larysy mury wyludnione.
Do Farsalu gromadnie ciągnie lud wesoły.
Nikt roli nie uprawia, spoczywąją woły,
Winnic krzywa motyka nie trzebi, nie piele,
Skiby nie odwracają pochyłe grądzieln,
Pod nożem ogrodnika gałązka nie spada,
Porzucone lemiesze brudna rdza osiada.
Zato w dworcu królewskim, jak długi, szeroki,
Kapią od złota, srebra stropy i ścian boki.
Kość słoniowa lśni w krzesłach, na stołach kielichy, Wszędy skarby ogromne widać i przepychy.
Loże bogini stoi w komnacie środkowej,
Wspaniało, całe lśniące od kości słoniowej.
Na nim purpura sokiem tyryjskim pojona,
Na niej wieków zamierzchłych powieść wyrażona Bohaterów przewagi dziwnym kunsztem głosi1).

  • * *

Gdy wreszcie młódź tessalska źrenicę zdziwoną Napasie do sytości, odchodzi od łoża,
Jako rannym powiewem gładkie fale morza ‘) Jowisz, ojciec bogów i ludzi.

  • ) Tu następuje diugi opis kobierca przedstawiającego opuszczenie Aryadny przez Tezeusza na wyspie Naksos.

Marszcząc Zefirek w wały garbate układa 0 świcie, gdy jutrzenka słońce zapowiada;
Zrazu lekkim tchem gnane zwolna płyną dalej,
A szept cichy podaje fala siostrze fali;
Wnet przy wietrze silniejszym szumniej, gwarniej suną W skocznych pląsach, oblane purpurową łuną;
Tak z dworca królewskiego wnet rzesza po rzeszy Płynie falą i do dom lekką stopą śpieszy.
Gdy ci odeszli, z Pelion pierwszy Chiron stary Przybywa na wesele, niosąc polne dary.
Bo ile kwiatów błonia, ile góry rodzą 1 te, co nad wodami polokow wnet wschodzą Ciepłą piersią lekkiego Zefirka muskane,
Wszystkie przyniÓ!’ w barwisty wieniec powiązane. Wnet się rozchodzi zapach balsamicznej woni.
I Penej z Temp zielonej przybywa ustroni,
Z Temp wkoło’ opasanych luśnymi pagóry, (idzie pląsają urocze wodnych Najad chóry.
Nio przyszedł próżno: przyniósł pień smukłej buczyny Wyrwanej wraz z korzeniem i bujne wawrzyny,
Klon w niebo strzelający, topole wyniosłe,
Siostrzyco Faelonla i cyprysy rosłe.
Tą drzewiną szeroko przedsionek ocienił,
Że,, się bujneni wnet liściem cały zazielenił.
Po nim przyszedł Promelej, bogaty w fortele,
Kary jeszcze ślad niosąc wyraźny na ciele,
Którą cierpiał, łańcuchem przykuty do skały,
A członki nad przepaścią rozpięte wisiały.
Wreszcie i bogów rodzic przybywa sam z nieba Z małżonką i dziatkami, bez jednego Pcha I bez siostry, co Idę opieką zaszczyca,
Bo Palejem wzgardziła cna Peba siostrzyea,
Pogardziła weselne Telydy pochodnie.
Gdy już wszyscy bogowie spoczęli wygodnie 1 pod ucztą się stoły wygięły wspaniała-,
Niemylne Parki, stare, trzęsące nię całe,
Poczęły głośno nucić wyroczne swe pienie.
Słabe ich członki śnieżne okrywa odzienie,
Na nim rąbek potrójny lśni się purpurowy,
Zaś różowe przupaski ®wfc zdobią głowy.
Bę.ee wieczną robotę, robią, jak należy.
Lewica trzyma kądziel, co wełną się jeży,
Prawica snuie nitkę, skręcając ją silnie
Pięknem, krągłem wrzecionem, kręcącem się pilnie.
Ząb, rwąc paździory, nitce daje pozór gładki,
Warg suchych, zwiędłych wełny czepiają się płatki,
Zathey. Antologia rzymska. ił
Co przedtem kosmykami u nitki wisiały.
U stóp boginek runo wełny jak śnieg białej Leży w pięknych koszykach, plecionych z łoziny.
Tak przędąc wełnę w kole weselnej drużyny,
Czystym głosem zaczęły nucić boskie pienie,
A kłamu im nie zada przyszłe pokolenie: ♦ O ty tarczo Ematyi i chwało jedyna! ♦ Bohaterze głośniejszy kiedyś sławą syna, ♦ Słuchaj pilnie dziś siostrzye wyroczni rzetelnej, ♦ Wróżb niemylnych posłuchaj w tej chwili weselnej, ♦ Posłuchaj, bo szczęśliwa ci przyszłość sądzona — ♦ Kręćcie się snując wątek, kręćcie się wrzeciona i ♦ Syn bohater bez trwogi, Achill wain się znaczy, ♦ Piersi mu wróg zobaczy, tyłów nie zobaczy; ♦ W szybkim biegu zwycięzca, sam nieprześcigniony, ♦ Chyżą łanię prześcignie wartkimi przegony, ♦ Gdy przed luirtem jak strzała umyka spłoszona — ♦ Kręćcie się snując wątek, kręćcie się wrzecionaI ♦ Nikt się z tym bohaterem na rowm mc stawi, ♦ Kiedy Troja frygij.skie strumienie zakrwawi, ♦ Gdy ją po długoletniem oblężeniu zgniecie ♦ Przcniewicre.y Pelopsa pokolenie trzecie, ♦ Lecz Achill zaćmi wszystkich rycerzy imiona — ♦ Kręćcie się snując wątek, Kręćcie się wrzeciona! ♦ Jego męstwo niezłomne, bohaterskie czyny ♦ Niejedna matka wspomni, grzebiąca swe syny, ♦ Gdy włos siwy rozpuści, w popiele umaże ♦ I drżącemi rękoma pierś zeschłą ukaże, ♦ Po slraeie drogich dziatek rozpaczą szalona — ♦ Kręćcie się snując wątek, kręćcie się wrzeciona! ♦ Bo jak żniwiarz w upały gęste zżyna kłosy, ♦ Żółto garście po ziemi kładąc na pokosy, ♦ Tak przed nim padać będzie ćma Trojan spłoszona — ♦ Kręćcie się snując wątek, kręćcie się wrzeciona! ♦ A świadkami mu będą te Skamandru piany, ♦ Co je wnet Ueilespontu unoszą bałwany; ♦ Jego nurty gęslymi zawali on trupy, ♦ Że zatory porobią ciał zabitych kupy, ♦ A woda się ociepli krwią ludzką sycona — ♦ Kręćcie się snując wątek, kręćcie się wrzeciona!* Takie pieśni nuciły wyroczne, weselne,
Niegdyś usty boskiemi Parki nieśmiertelne.
Bo przed wieki w widomej postaci niebianie Odwiedzali cnotliwe śmiertelnych mieszkanie,
Gdy jeszcze nie zginęła pobożność wśród zbytków. Nawet Jowisz zstępował z niebieskich przybytków
I był świadkiem, jak w święta uroczysty ranek Sto rydwanów jak strzała wypadało z szranek.
Nieraz Bakchus się spuszczał w dół z parnaskich szczytów,
Z nim szalone Tyady wśród dzikich zachwytów.
A całe Delfy ku nim tłumami się gamą,
Wonią boga wesoło witając ofiarną.
Nieraz wśród ciężkich znojów bojowej rozprawy Czy wartkiego Trytona pani, czy Mars krwawy,
Czy wreszcie wieezme mściwa ramnuzyjska dziewa, Stając oblicznie, męże do boju zagrzewa.
Lecz odkąd ziemia zbrodnią przesiąkła przeklęta,
Z grzesznej piersi wygnana sprawiedliwość święta,
Brat rodzony prawicę broczy we krwi brata,
Synowi obojętna rodzieiela strata,
Ojciec syna własnego poważy się zgładzić,
Aby młodą macochę do domu wprowadzić,
Między zbrodnią a cnotą zniknęła granica,
Odwrócili bogowie sprawiedliwe laca,
Odtąd grzesznych zgromadzeń odwiedzać nie raczą 1 śmiertelne ich oczy więcej nie obac.zą.
Tióm..km Czubek.
Z „OD‘‘ HORACEGO.
Na odjazd Wergilego do Aten. (ks. 1. oda i). »Sic te diva potens Cypn«).
Niech cię prowadzi Cypru bogini,
Świecą Heleny bracia, dwie gwiazdy;
Eol, niech wiatry więżąc w jaskini,
Dmucha.lapigiern w ciągu twej jazdy,
Okręcie; grzbiet twój drogi skarb bierze,
Mego Wergila zdrowie i głowę;
Tam, na altyckie nieś go wybrzeże,
Ochraniaj duszy mojej pohmę.
Potrójną mmdzią pierś miaf okutą,
Kto się odważył najpiorwszy pływać Kruchą po morskich odmętach szkutą,
Do walki sprzeczne z sobą wyzywać Wichry afryckie z wichrem północnym,
Kto o ilyady nie pytał wcale,
Gardził na Adryi Notem wszechmocnym,
Co, jak chce, głaszcze, lub wzdyma fale.
Taki czy śmierci jakiej się zlęknie,
Jeśli suchemi patrzy oczyma W potwory morskie, w bałwan, gdy pęknie Lub w epirockich skalisk olbrzyma?
Napróżno Bóg sam w mądrości swojej Oceanami lądy przegradza;
Bezbożność nasza nic się nie boi,
Człowiek po wodach łodziami chadza.
Ród nasz praw bożych nieprzyjacielem,
Ile w ślepocie zgwałcił ich, me wie;
Syn Jafetowy chytrym fortelem Wynosi z nieba ognia zarzewie.
Po tej kradzieży w niebieskich progach Spadły na ziemię złych chorób roje;
I śmierć, tak niegdyś leniwa w nogach,
Konno wyprawia się na rozboje.
Dedal skrzydłami w powietrze rwiu się,
Choć ludzie pierzem nie porastamy.
I tyś do piekieł szedł, Herkulesie,
Acherontowe rozwalać bramy.
Śmiertelnikowi wszystko dostępne,
Głupstw *m do nieba szturmować golów,
Lecz na zapędy takie występne łowisz ma dosyć gromów i grzmotów.
Tłum. hucyiin Sienitrunki.
Do konsula L. Sestjtusza. (ks I. oda 4: »Solvitur acris hiems«).
Wiosna znów wraca, z nią ciepły Fawoni Zimowe roztopił lody;
Lód/, z suchych brzegów na wody Zjeżdża; bydełko od obór swych stroni;
Rolnik kąt rzuca ogrzany;
Szronem nie srebrzą się łany.
Wenus prowadzi przy blasku miesiąca Orszak lcki.ehnych postaci,
Nimf połączonych i Gracyi Co nóżką piąsząc w przemian ziemię trąca,
A Wulkan wyrzuca snopy Iskier, gdzie kują Cyklopy
Teraz się mirtem wieńczmy po zwyczaju,
Lub strójmy włos połyskliwy W rozwity słońcem kwiat żywy;
Teraz Faunowi zanieśmy do gaju
Koźląlko, lub, jeśli pragnie,
W ofierze dajmy mu jagnię.
Blada śmierć depce obojętną nogą
Królewskie dwory, jak chaty.
Pomnij, Seslyuszu bogaty,
Że życie krótką wymierzone drogą
Wielkim nadziejom w nicm ciasno,
Bo ledwo błysną, wnet zgasną.
A gdy się ujrzysz raz w Plutona świecie
Śród mar bajecznych, w ciemności,
Nie będziesz tam rzucał kości.
Olo, kto królem ma być na bankiecie?
Tam i z Licyda nic lobio,
Choć doń się palą płcie obie.
Tłóm. fAtcyun Siemieński.
Do Munacyusza Pianka. (ks. I. oda 7: »Laudabunt alii claram llhodon*).
Ciiwal Mitylenę, Efez, Ilodus sławny,
Chwal sobie Korynt w dwa morza oprawny;
Teby, gdzie Eiaclnis, Delfy, gdzie Apollin Cześć ma i Tempe, najpiękniejszą z dolin.
Inny niech gro iziec Pallady dziewiczej Gotowym hymnem nieustannie ćwiczy 1 wieńczy sobie głowę jednośpiewną Najpospolitszą gałązką oliwną.
’fen znów niech śpiewa hołd niosąc Junome Skarby mikeńskie i argejskie konie.
Lecz ni Larysy żyzna okolica,
Ni twarda Sparta tak mię nie zachwyca,
Jak ten rozkoszny gaiczek w Tyburze,
Jak Albunei jaskińka na górze,
Dudniąca szumem Aniowej kaskady,
Lub te wilżone strumykami sady.
Nie zawsze Notus napędza nam słotę;
Nieraz z chmur niebo umiecie i złote Słonko pokaże; tak i ty, mój Planku,
Kłopoty życia utop w winnym dzbanku.
Czyś gdzie w obozie, czy w tyburskim gaju,
Zawsze dobrego pilnuj się zwyczaju.
Wszak Teukr ojcowskim wypchnięty wyrokiem Ze Salaminy, skroń swą winnym sokiem Spoconą oplótł gałązką topoli I rzekł do smętnych druhów swej niedoli: Gdziekolwiek losy od ojca łaskawsze Rzucą nas, pójdziem razem, razem zawsze. 0 towarzysze! Rozpacz nas nie złamie,
Teukr z wami, Teukra zasłania was ramię.
Niemylny przecież Apollo mi wróży. Drugą Salamis znajdę w tej podróży!*
Więc dalej bracia! nieraz my przebyli 1 gorsze biedy; teraz będziem pili Na ten frasunek! Jutro skoro zorze,
Znów na bezbrzeżne wypłyniemy morze*.
Tłum. łAicyan SimnieśsTgi.
Do Leukonoi. (ks. I. oda 11 »Tu ne <|iiaesieris. scirc nefas*).
Lcukonoe, grzech badać, co tam za zasłoną,
Jak długo mnie lub tobie żyć tu przeznaczono;
Ani też babilońskiej pytaj się kabały;
Lepiej każdą znieść dolę, jaką nieba dały.
Czy Jowisz da zim wiele przeżyć, czy ta zima Ostatnia już, co morze tyrreńskie lak wzdyma I tłucze nim o skały? Nie marz! wina nalej!
Za obecność nadzieją nie wylatuj dalej;
Mówim, a tu ucieka wiek nasz, życie krótsze;
Co dziś jest, chwytaj, mało polegaj na jutrze.
Tłum. i.ucyan Siemimiski.
Do Aryscyusza Fuska. (ks. I oda 22: »Integer vitae scelerisąue purus*).
Kto wolen zbrodni, kto wiódł czyste życie,
Po maurytańskim co mu tam dzirycie;
Łuk, kołczan, strzały z jadowitym grotem:
Co mu tam potem!
Taki przez Syrtów rozpalone piaski,
Przez niegościnny przejdzie grzbiet kaukaski I do bajecznych dotrze on rubieży,
Gdzie Hidasp bieży.
Raz, o Laladze gdym składał wierszyki,
Zabłąkałem się w sabiński bór dziki,
Wtem wilk mi zaszedł; choć broni nie miałem,
Uciekł on cwałem.
I w niezbrodzonych apulskich dąbrowach Podobnej bestyi nie spotkasz na łowach,
Ni w kraju Juby, co srogie lwy rodzi,
Taki nie chodzi.
Czy mnie zapędzisz, kędy lodowate Słońce nie stroi drzew w wiosenną szatę,
Kędy mgły wieczne, a Jowisz ponury Wciąż pada z góry.
Czy w kraj bez domów, nagi, kędy z blizka Rydwan słoneczny na głowy żar ciska,
Gdziekolwiek pójdę, z Lalagą mą wszędzie Dobrze mi będzie.
Tłóm. Itmcywn Siemioiski.
Do siebie. (ks. I. oda 34: >I’arcus deorum cultor ct infrequens«).
Rozumowania uwiedziony szałem Jam wypowiedział służbę moim bogom;
Dziś błąd poznawszy, żagle pozwijałem I znowu wracam ku dawniejszym drogom. i
Bo Diespiter, co zwykle ognistym Gromem rozcina obłoków całuny,
Przebiegł w tej chwili po błękicie czystym W wozie niesionym przez grzmiące tabuny.
Od tego linku zatrząsł się ląd stały,
Zadrżały w łożach rzeki swawolnie*,
Styx i Tenaru wstręt budzące skały I Atlas, światu dany za granicę.
Dumne wielkości Bóg poniża czasem A w górę dźwiga proch upokorzony;
Jednym fortuna z niezmiernym hałasem Zrywa, a drugim rozdaje korony.
Do Delliusza. (ks. II. oda 3: »Aequam memento rebus in arduis«).
Stateczny umysł pamiętaj zachować,
Jeśli cię pocznie nieszczęście lrasować;
Także i góry nie radzęć wylatać,
Kiedy się szczęście z tobą imie bratać.
Śmierci podległy człowiecze cnotliwy,
Choć wszystek twój wiek będzie frasobliwy,
Chociaż też czasem, siedząc z przyjacioły,,
Przy dobrym trunku strawisz dzień wesoły.
Tu przy ciekawym, przezornym strumieniu Każ stół gotować w jaworowym cieniu;
Każ wino nosić, póki beczka leje,
Póki wiek służy a śmierć nie przyspiejo.
Postąpisz z włości drogo zapłaconych,
Postąpisz z dworu i gmachów złoconych;
A co zebrania twego kolwiek będzie,
To wszystko przyszły namiastek osiędzie.
Bądź się kto zacnym rodził i bogatym,
Rądź niewolnikiem: u śmierci nic na tem;
Uz yi kol wiek naprzód los wynijdzie, wsiadaj,
Wieczny wygnańcze! ani więc odkładaj.
Tłum. Jan Kochanowski.
Do Postuma. (ks. II. oda 1.4: »Eheu! fugaces, Poslume. Postume*).
Hej! hej! pieraoraiwe, Postumic, Postumie,
Zbiegają lata; ni modlitwa nasza Zmarszezków z oblicza odstraszyć nie umie;
Starości ani śmierć nie odstrasza.
Niczem nie zmiękczysz Plutona wyroków’,
Choćbyś mu trzysta byków bił codziennie,
Jak raz Tytyja z Geryonem wziął w oków Czarnego Stygu, tak trzyma niezmiennie.
A my, co ziemskie pożywamy płody,
Radzi nie radzi pójdziem kiedyś wszyscy Przez jego czarne przewozić się wody,
Wielcy królowie, pachołkowie nizcy.
Próżno nas stracha Mars srodze wojenny I unikamy burz Adryatyku;
Próżno, gdy powiew pociąga jesienny,
Chronimy zdrowia od chorób bez liku.
Wkońcu przyjść musisz nad brzeg czarnej rzeki Mknącej leniwo, patrzyć na tortury Cór Danausa przeklętych na wieki I na Syzyfa trud u stoku góry.
Raz się oderwać trzeba — niema rady —
Od roli, domu, małżonki nadobnej;
A z drzew, któremiś umaił twe sady,
Za tobą pójdzie Ii cyprys żałobny.
Cekub chowany pod zanikiem tak długo Mądrzejszy dziedzic wypije, zmitręży 1 po podłodze, lać się będzie, strugą Wino, co warte iść na stół do księży.
Tłóm. ł.ucyfMi Siemieński.
Pochwała umiarkowania. (ks. III. oda 1: »Odi profanum vulgus et arceo«).
Królom moc na poddane i zwierzchność dana,
A królowie zaś mają nad sobą pana,
Który wszystkiemu świalu sam rozkazuje,
Na ziemi i na niebie wiecznie króluje.
Nin wszyscy z jednem szczęściem na świat się rodzą: Szerze.j jedni niż drudzy swe płoty grodzą; len ma wiele nad insze w zacności domu,
Ton dobrą sławą nie da naprzód nikomu,
Za tym przyjaciół więcej. Śmierć sprawiedliwa Jednakiego na wszystkich prawa używa;
Ktobądź, tenbądż, na kogo los naprzód padnie,
Tak pana jako sługę poima snadnie.
Komu zawsze nad szyją wisi miecz goły,
Nie uczynią mu smaku przyprawne stofy,
Nie pomoże mu do snu słodkie śpiewanie;
Sen u prostaków przyjmie i złe posłanie.
Kto swą chciwość na tem, co dosyć, miarkuje,
Tego ani burzliwe morze frasuje,
Ani ciężki grad, ani złe urodzaje,
Kiedy drzewo to ciepłu, to zimnu łaje.
Delfinowie swe morza ściśnione czują,
Bowiem już i na wodzie zamki budują;
Wszystka się do roboty czeladź rzuciła I sam pan, bo mu się już ziemia sprzykrzyła.
Ale bojaźń i zgroza pana prowadzą 1 z wysokich pałaców pchać się nie dadzą;
Na okrętli budowny, na końli wsiędzio,
Troska w okręcie, troska za siodłem będzie.
A jeśli ani marmur serdecznej rany,
Ani ulżą jedwabiem obite ściany:
Przecz nam zajrzeć kosztownych pałaców komu,
A nie raczej w swym mieszkać ojczystym domu? llHirt. Jan Kochemmwski.
Do Fauna. (ks. III oda 18: »Faunę, Nyrnpharum fugientum amator*).
Faunie, lubiący ścigać Nimfy płoche,
Błogosławieństwem oblec moje kopce,
Drobnym przychówkiem opiekuj się trochę A potem leć w strony obce.
Przecież rokrocznie masz z kozła ofiary;
Druhowi Cypry, stawiam z winem kruże,
Sypię kadzidła i ołtarzyk stary Wonnymi dymy okurzę.
Po bujnej trawie hasa cała trzoda,
A gdy w decembrze wrócą twoje nony,
Ze wsi na błonie wyjdzie moc naroda I byk samopas puszczony.
Jagnięta mężnie wilkom patrzą w oczy;
Las na cześć twoją majem się zieleni;
I rolnik trzykroć z radości poskoezy,
Że ziemia lepiej mu pleni.
Do Melpomeny. (ks. III. oda 30: »Exegi monumentom*).
Skończyłem pomnik; przy nim niepożyty Spiż niczem; wyższy nad piramid szczyty;
Nic go nie zniszczy, ani pleśń wilgoci,
Ni wichr szalony, ni potok lat kroci,
Ni czas c depczący tylko po ruinie.
Nie umrę wszystek; najlepsza nie zginie Cząsteczka moja! Sławę mą prawnuki Odnawiać będą bez końca, dopóki Najwyższy kapłan na Kapitol chadza Z cichą Weslalką, którą tam wprowadza.
Powiedzą kiedyś, żem ja z ziemi onej,
Gdzie Aufid szumi, gdzie Daun wysuszony Wziął imię króla, co władał tym ludem;
Żem wzrósł z niczego, żem eolskie tony Pierwszy w italską nutę przeniósł cudem.
Pysznij się, Muzo, swoim wychowankiem I skroń laurowym opasuj mu wiankiem.
Thim. f.ur.yan Siemieński.
Do Melpomeny. (ks. IV. oda 3: »Oucm tu, Melpomenę, semel*),
U Melpomeno! kogo wzrokiem swoim Powitasz w chwili, gdy na świal przychodzi,
Ten się islmi> k.m na kułaki bojem Nic wsławi, ani wyjdzie z krwi powodzi Wielkim hetmanem, co dziarskimi końmi W achejskim wozie na Kapitol jodzie Z uwieńczonomi w liść delijski skrońmi 1 co pobite króle w pętach wiedzie.
Za to strumyk tyburyjskich błoni,
Gajów cienistych woniejące wrzosy.
Gdy je eolską pieśnią w świat rozdzwoni,
Wybiją sławę jego pod niebiosy.
Odkąd mnie w koło najpierwszych pieśniarzy Wpisała Roma, wszystkich stolic księżna,
Odtąd mej sławy wieszczej nie znieważy Zawiść zjadliwa i krzywoprzysiężna.
O ty! przez którą lutnia moja gędzib,.
Co niemym rybom, byłeś tylko chciała,
Z paszczyby śpiewy płynęły łabędzie,
Pieryo! tyś mi, tyś mi wszystko dała,
Że gdy przechodzę, wskazują palcami:
Patrzcie, mistrz idzie, nasz rzymski lutnista!
Jeślim natchniony, jeśli oklask da mi Każdy, w tem twoja pomoc oczywista.
Tlóm. Łucyan Siemicński.
Do Lolliusza. (ks. IV. oda 9: »Ne forte credas interitura*). 0 nie myśl, żeby pieśń ta przebrzmieć miała,
Com ją, nad szumnym Aufidem zrodzony,
Składał, a lutnia moja wygrała Nowymi ryliny i tony.
Jeśli meoński Homer w pierwszym rzędzie.
To Pindar, Cejezyk me są zaponmieni I groźny Alenj z nimi żyć będzie Obok Stezyehora pi*>m.
Anakreonta krotochwiine śpiewy
Wieki szanują; i dziś wieje dusza
Z płomiennych strofek eolskiej dziewy, Budzi tęsknotę i wzrusza.
Nic tylko jedna Helena z Lakonii
Dała się gacha usidłać kędziorem 1 złotolitą szatką, gdy do niej
Zajechał królewskim dworem.
Najpinrwszą z łuku eydońskiego strzałę
Teucer wypuścił; nie sam Stenel pierwszy Lub Idomenej wyłączną chwałę Zdobył i godzien wierszy.
Ilion nie tylko raz był oblężony 1 wprzód, gdy mury wróg ściskał taborem,
Pierśmi zasłaniał dzieci i żony
Nie sam Deifob z Hektorem.
I wprzód heroje bywali niezwykli,
Ale zstąpiwszy do ciemnej otchłani,
Swoich poetów me mając, znikli Nieznani, nieopłakani.
Nierozsławione pieśnią bohatyry
Jak lada gnuśnik zapomnieni w grobie.
Dlatego, Lolliti, w dźwiękach mej liry Nie mogę milczeć o tobie,
Ni ścierpieć, żeby zacnych czynów tyle Zawiść zatarła. Tyś obdarzon takim
Duchem, że w szczęsną, lub czarną chwilę Zawsześ niezłomnym, jednakim.
Tyś fałszów mściciel; nie więcej jak śmiecie Ponętne złoto ma dla eię ponęty;
Nie jednoroczny konsul ly przecie,
Lecz taki, co raz wprzęgnięty
W twardą powinność, nad zyski ją ceni,
Dary przekupne odtrąca wzgardliwie;
Chociaż nań biją wrogi spiknieni,
On ieli zwycięża szczęśliwie.
Nie ten, co trzosy nabił, zwie się. u mnie Szczęsnym, lecz taki niechaj się nim zowie,
Co w każdym sianie zdoła rozumnie Użyć, eo dali bogowie,
Wesoło w nędzy spożywać elilch suchy,
A gorzej śmierci brzydzić się niecnotą,
A za ojczyznę i miłe drnhy
Żywot poświęcić z ochotą.
Tlóm T.ucyan Siemicński.
Z „EP0D“.
O życiu wiejskiem. (Kpoda II.. >l3catus ille. <jui procul negotiis*). Szczęsny, kto w życiu niczego nie chciwy,
Jako przed wieki bywało,
Swoimi woły swe uprawia niwy,
Nie dłużny ludziom ni mało!
Ani mu we śnie trąba w uszy klaska.
Ni grozi morska niełaska,
Ni się napiera ku wysokim dworom,
Ni słucha wrzawy na forum.
Więc lub ożenią po wierzbach podniośle Młodziuehne płonki, swe wina,
I co okwitsze krzepi latorośle,
A co podlejsze obcina;
To sobie patrzy, jak po bujnej łące Hasają trzody ryczące;
To zlewa miody do świeżuehnych kadzi;
To runa z owiec gromadzi.
Kiedy znów jesień pysznie zamigoce W dojrzałe sadu owoce,
Jakże się cieszy rwąc grusze dokoła, Dusząc jagodę rumianą,
Że dary świetne opiekuni sioła I bogi leśne dostaną!
Czasem pod jodłą używa ochłody,
Darń mu za jędrne wezgłowie,
A przełyskują skróś po skałach wody,
Wabią się w lasach ptaszkówie I szum slrumieni senliwy, daleki,
Ze same lipną powieki.
Nuż gdy ku zimie rok już Jowiszowy
Miewa dni śnieżno, to mgławe, Na dzikie wieprze rozpoczyna łowy,
Psami je szezuje w obławę; Znowu lociuchne rozpościera sieci,
Łakome sidli kwiizoły;
Lękliwy zając, to żuraw mu wleci,
Połów dzień po dniu wesoły! Któż chorobliwych smutków nie rozpłoszy Pośród takowych rozkoszy?
Cóż, jeśli w domu gospodarza żona,
Którą srom, statek zaszczyca, Istna Sabmka słońcem opalona,
Powszednich znojów spólnica, Nanieci ognia na powrót mężowi,
A gdy się rzeźwi pomału,
Sama nawiedza dobytek swój krowi,
Z wymion udoi nabiału, Swojskiego wina przyniesie postawek 1 niekupionych potrawek!
Ni tak smakują ostrygi z I.ukryny,
Ni ryb wymyślnych rodzaje, Jakie nam Kol przez morskie głębiny Na włoskie brzegi podaie,
Ni afrykańskie ptactwo tak posili,
Ani jarząbek Achiwa
Wyda się tłustszy, jako tu na chwili
Świeża z drzew polnych oliwa!
Wszystko tu miłe; ów szczawik ze ślazem Smaczne i zdrowe zarazem 1 resztki dobre jagnięcia ze święta I kózka wilkom odjęta!
I widzieć wieczór śród wiejskiej biesiady Napasłych owiec gromady!
I widzieć wołki, jak w górę lemiesze Powolnie wloką się z pola! 1 widzieć, widzieć czeladną swą rzeszę,
Jak twoje łany okolą*!
Ze słychuw takich Alfiusz, jak sądzę,
Szczędził na wioskę radośnie,
Szczędził i skrzętnił i wszystkie pieniądze Oddał — na lichwę ku wiośnie.
Tlóm. Bohdan Zaleski.
Przeciw wyzwoleńcowi. (Epoda JV.: »Lei pis ct agnis*).
Jak wilka z rodu nienawidzi owca,
Tak i ja ciebie, co nosisz na ciele Od iberskiego pamiątki bykowca 1 od łańcuchów obdarte piszczele.
Prożno łeb zdzierasz, bogactwem nadęty;
Krwi podłej złoto szlachectwa nie daje;
Bo gdy zamiatasz kurz po Drodze Świętej Sześciołokciową togą, lud cię łaje.
Przechodzeń z wstrętem na ciebie spoziera,
Mówiąc; patrzajeie! z czego on dmie, z czego?
Czy gdy z rozkazu bity tryuinwira Przy egzekucyi aż zmęczył woźnego?
Dziś ma w Kalemie tysiąc, morgów ziemi;
Po Appi cugi dziarskimi ugania.
Kkwes, w najpierwszych ławach z najpierwszymi Siada, choć prawo otońskie zabrania.
Poco wyprawiać miedziokute floty Na zbój. ów morskich i na niewolników,
Gdy właśnie jeden z między tej hołoty Zrobion trybunem i dowódzcą szyków?
TYBULLUS. (ks. f. elegia 1., w skróceniu).
Niech kto inny gromadzi złoto w pocie czoła,
Inny dzierży rozliczne folwarki i sioła,
Niechaj się wciąż obawia sąsiadów, swych wrogów,
I budzi na chrapliwy dźwięk wojennych rogów:
Mnie niech życie bez troski w ubóstwie przepłynie, Byle się tylko ogień tlił na mym kominie.
Sam się na czas zaprzątnę koło winogradu,
Sam po|dę szczepić drzewka do mojego sadu.
Niech mi tylko nadzieja dotrzymuje kroku 1 pięknych urodzajów użycza co roku.
Wszak czczę bogów i zawsze zdobię w wieńce liczne Ich kamienne posągi i słupy graniczne;
A corocznie, co tylko urodzaj dać raczy,
Najpierw z tego ofiarę bierze bóg wieśniaczy.
Płowa Cerero! tobie złote z kłosów wieńce Na drzwiach świątyni złożą wioski naszej żeńce. Pryapa zaś opiece polecimy sady,
Niech srogim sierpem ptactwa odpędza gromady.
Wy także racz’le przyjąć łaskawie ofiary Moich pól, dziś już biednych, opiekuńcze I.ary! Niegdyś za liczne trzody biłem ja wam cielę A teraz małe jagnię już na mnie zawiele.
Lecz wam poświęcę owcę, całej wsi kochanie,
Tylko dajcie jilon piękny, piękne winobranie.
Dziś już umiem, dziś wolę przestawać na małem Zamiast się wciąż po świecie tułać w życiu całem. Dziś miło nad strumykiem szemrającej wody 1 w cieniu drzew poszukać od skwaru ochłody.
Nie wstyd mię dziś i trzodę hodować czasami Lub biczem nad ciężkimi wywijać wołam: 1 nie żal czasem odnieść, na rekach do chatki Jakieś koźlę lub jagnię, zbłąkane od matki.
Wy! wiley i złodzieje, do mej drobnej trzody Nie zachodźcie; bogatszym wyrządzajcie szkody.
Ja tu co rok ofiary za pasterza czynię 1 skrupiam mlekiem Palas, zacną trzód boginię. Przyjincie, bóstwa, te dary przezemme składane, Chociaż moj stół ubogi i misy gliniane.
Wszak dawny wieśniak innych naczyń nie posiadał,
Z glinianych pijał kubków, z glinianych mis jadał.
Ja nie chcę bogactw przodków; nie pragnę tych plonow, Które mój dziad z rozlicznych gromadził zagonów.
Mnie skromny zbiór wystarcza; jam zadowolony,
Kiedy mogę na łożu odpocząć strudzony,
Kiedy mogę w bezpiecznej zasypiać komorze 1 słuchać, jak wiatr z deszczem szaleje na dworze.
Ja togo tylko pragnę; mech się ten skarbami Słusznie cieszy, Kto z morzem walczył i z wichrami. Niech raczej wszystko złoto i szmaragdy zginą,
Jeśliby łez dziewczęcia miały być przyczyną.
Ty, Messalo! na lądzie i morzu tocz boje,
Niechaj zdobycz wojenna zdobi ściany twoje;
Mnie piękne dziewczę więzi swoimi wdziękami,
Ja pod jej nieczułymi, jak strćż, siedzę drzwiami. Delio! ja nie chcę chwały; pókim jest przy tobie, Niech mnie ludzie próżniakiem nazywają sobie;
Nie dbam o ich gadania, byłem mógł przy zgonie Ostatni raz ci podać krzepnące już dłonie.
Zapłatzesz Delio! serce twoje się rozżali,
JJo ono nie z kamienia, twa pierś nio ze stali.
A nawot każdy młodzian i każda dziewica Na mym pogrzebie łzami zrosi swoje lica.
Pochwała pokoju. (ks. I. elegia.10).
O! prawdziwic był dzikim i żelaznym mężem,
Kio pierwszy niegdyś błysnął straszliwym orężem. .Odiąd powstały wojny, przyszła wojna sroga, leOdtąd krótsza dla śmierci otwarła się droga.
I cóz zyskał? Miecz, przezeń dany ku obronie Od zwierząt, my na własną zgubę bierzem w dłonie. To wszystko wina złota, bo wojen nic było,
Póki z bukowych kubków przy ucztach się piło.
N.e było zaników, wałów, nie wiedząc o wojnie, Pasterz pośród swych owiec zasypiał spokojnie. Czcmuni ja wtedy nio żył? Byłbym nie znał szczęku Brom ani strasznego trąb wojennych dźwięku.
Dziś mnie wloką na wojnę; a tam, któż to zgadnie, Może wróg ostrzy strzałę, co w pierś moją wpadnie. Lecz wy, ojcowskie Lary, przed ciosem zdradzieckim Strzeżcie mię tak, jak niegdyś, gdym by) jeszcze dzieckiem. Nie wstyd mnie, żeście z starej wyciosani kłody; Takeście mego dziada bronili zagrody.
I wiara była głębsza, gdy w ubogiej chacie Drewmany bóg na skromnej przestawał obiacie.
Tu błagalnych rolnika wysłuchiwał głosów,
Wziąwszy ofiarę z wina albo wieniec z kłosów.
Zathey Antologia rzymska. 10
Tu niejeden, spełniając śluby uroczyste,
Składał chleby a po nim córka miody czyste.
Wy, Lary, odwracajcie odemnie strzał chmarę,
A złożę wam z tucznego prosięcia ofiarę.
Sam pójdę za niem w czystej, odświętnej odz.eży, Uwieńczywszy koszyki i czoło w mirt świeży.
Tak chcę się wam podobać. Niech się inny sławy Dobija mieczem w boju, gdy dlań Marą łaskawy,
By mi mógł potem czyny opowiadać swoje,
Kreśląc winem po stole obozy i boje.
Co to za szał wojnami przyspieszać skonanie 1 1 tak śmierć cichym krokiem kiedyś przy nas stanie;
A tam w podziemiu nie ma pól ani ogrodów,
Ale wstrętny przewoźnik u stygijskich brodów.
Tam z opalonym włosem, z wyjedzoną twarzą Snują się blade tłumy pod Cerbera strażą. 0 ileż ten szczęśliwszy, któremu w rodzinie,
Wśród dzieci, wnuków życie w cichej chacie spłynie.
Sam pasie swoje owce, syn jagnięta młode,.
Znużonemu na kąpiel żona grzeje >yodę.
W takiem życiu niech późnej doczekam starości,
By potem o minionej gawędzić przeszłości.
Tymczasem jasny Pokój niech uprawia pole.
Pokój najpierw pod jarzmo ugiął karki wole;
Pokój wlał słodkie soki jagodom w winnicy,
Żeby syn spijał wino z ojcowskiej piwnicy,
W Pokoju trwa bezpiecznie [duga panowanie-,
Podczas gdy broń żołnierza rdzewieje na ścianie. .7’Aóii. dla lego dziełu Tijnamf Stein
Z ELEGII PROPERCYUSZA.
Zgon Marcella. (ks IV. elegia 17).
Kędy morze ścieśnione u Awernu brzega Parne Bajów cieplice swą falą obiega,
Kędy Mizen się nakrył piaszczystą mogiłą 1 grzmi droga wzniesiona llerkulową siłą,
Gdzie, gdy miasta bohater zdobywał dla chwały,
Bożkowi tebańskiemu zabrzękły cymbały; (Dziś od Bajów zbrodnicze odstręcza nas dzieło.
Jakież bóstwo złowrogie w tych wodach stanęło?)
Tam Marcellus do Styxu pogrążony ginie,
A duch jego się błąka w jeziora głębinie.
Cóż mu pomógł Cezara przyjaźni zadatek,
Co ród świetny i męstwo i najlepsza z matek?
Cóż naciały powiewne teatru zasłony I spraw zarząd wybornie przez matkę pełniony?
Zginął marnie, gdy ledwo dwudziesty rok liczył:
Tyle — wielkich przymiotów dzień jeden zgraniczył!
Łudź się teraz nadzieją i tryumfów blaskiem,
Nieeh cię teatr radosnym ucieszy poklaskiem,
Zaćmij przepych Attalski. niech wielkie igrzyska Lśnią perłami 1 to wszystko strawi żar ogniska.
Tu jednak wszyscy dążym, i króle i kmiecie:
Wszystko pójdzie tą drogą, eo żyje na.św.ecie.
Błagać trzeba potrójną paszczekę Cerbera,
Wnijść do łodzi Charona, eo wszystkich zabiera.
Nikomu nie pomogą zbroje ni oręże:
Śmierć pod stalą i miedzią każdego dosięże,
Niezem piękność Nereja i Acl-illa władza,
Js zem złoto Krezusa, eo 1’aktol rozpładza.
Kzyni płacze, jak płakały niewinne Achiwy,
Kiedy gorzał ku brance A Iryd zapalczywy.
Ty zaś starcze, żeglarzu bogobojnych cieni,
Prowadź duszę Marcella w krainę promieni,
Gdzie Klaudyusz jaśireje z gwiazdami pospołu,
Gdzie i Cezar z ziemskiego ustąpił padołu.
Tłóm Smpnoii Jlurn iionski.
Sen o Cyntyi. (ks. V. elegia 7).
Są mary czemsiś: z śmiercią nie wszystko przepada I cień lilady się gwałtem od stosu wykrada.
Bo Gyntya, niedawno grzebiona u rzeki,
Stanęła mi nad łożem, gdy moje powieki Sen gorzki i miłosna trapiła zgryzota I gdym bolał po stracie kochanki sierota.
Też same miała włosy, z jakim, niesiona,
Też same oczy; suknia przy boku spalona I pierścionek na palcu nadpsuty płomieniem,
A usta nadgryzione lelejskim strumieniem,
W gniewliwym, jak za życia, przemówiła tonie,
Ale teraz kościsty chrzęst wydały dłonie: Zdrajco, lepszej nikomu me czyniąc nadziei,
Czy sen taką przewagą twe oczy już klei?
Gdzież są tajne przysięgi? przysiągłeś a przecie Głuche wichry twe kłamstwa rozwiały po świecie.
Mnie nikt oczu nie zamknął, za duszą nie wołał: Byłbyś jeszcze dzień jeden wyprosić mi zdołał.
Przy mych zwłokach nie było strażnika z piszczałką, Lecz pod głowę mi dano dachówkę nie całką.
Zresztą i któż na moim pogrzebie cię zoczył,
Żebyś łzami rozpaczy swą togę umoczył?
Jeśliś nie chciał prowadzić za bramę, atoli Mogłeś kazać, bv mary niesiono powoli Czemuś wiatrów nie błagał, by na slos powiały? Czemu moje płomienie balsamu nie miały?
Ciężko nawet ci było narzucić w tej di bie Hiacyntów i rozbić dzban wina na grobie.
Niechaj palą Ligdama, niech cierpi katusze (Ja czułam, że trucizna zajęła mą duszę),
Ale chytra Nomada niech gusła oddali Pręt ognisty na zbrodniu zeznanie wypali.
Choć eś jednak zasłużył, ja bijać przestanę:
Moje rządy w twych księgach oddawna są znane.
Dwa są różne siedliska za piekielną strugą I. tłum wszystek odmienną zatrudnion żeglugą:
Tu niecna Klitemestra i w tejże kolei Płynie potwór drewniany sprośnej PazyfeL Tam w łodzi uwieńczonej pobożność żegluje,
Gdzie roże elizejskie zefirek całuje,
Kędy dzwonią cytary i kotły Cybeli,
Gdzie się z lutnią lidyjską c.hór w mitrach weseli Tam wierna z Andromedą Ilypermestra siada,
Jedna drugim nawzajem swe dzieje powiada:
Pierwsza, maiki oliarn, rozwodzi stąd żale,
Iż niesłusznie jej ciało rozpięło na skale:
Druga mówi, że siostry zbyt ciężko zgrzeszyły,
Iz popełnić tę zbrodnię me tniała dość siły.
Tak goimy łzą śmierci żywota gorycze:
Ja zdrad twoich i zbrodni w miłości nio liczę. Jakiekolwiek się o mnie wierszyki zostały,
Spal na grobie: zaprzestań me śpiewać pochwały.
Od grobowca bluszcz oddal, co boki rozpiera I krętemi ramiony me kości przyciera.
Gdzie na niwach owocnych Anio się pieni,
A nigdy kość słoniowa koloru nie mieni,
Na kolumnie dwa wiersze położysz dogodnie Ale krótkie, by łatwo czytali przechodnie:
»Tu na ziemi Tyburnu Cyntya spoczywa:
Twym brzegom, Anionie, zaszczytu przybywa*.
Nie gardź snami, co z świętej przychodzą ci bramy: Bo sny takie są błogie i ważność ich znamy.
W nocy błądzim samopas (noc uwalnia Cienie) 1 sam Cerber się błąka rzuciwszy więzienie.
Rano wracać nam każą do Lely powodzi:
Płyniem, a Charon liczy gromadę u łodzi*.
Gdym tak wreszcie dosłuchał tych żalów dziewczęcia. Lekka mara z mojego wypadła objęcia.
Tłum. Szymon Baranowski.
Królowa elegii. (ks. V. elegia 11).
Przestań, Paulu, twojemi grób muj dręczyć łzami,
Bo żadne modły czarnej nie otworzą bramy:
Cienie, co w grób popadły, innemi prawami Rządzą się, dyament1) stawia nieprzeparte tamy. Choćby prośby twej słuchał bóg komnaty ciemnej, Głuche brzegi pić będą łzy skargi daremnej!
Niebian modły wzruszają! A gdyś przewoźnika Zapłacił, żółta brama ciemności zamyka.
Gdy smutno trąby grały, gdy pod moje łoże Podłożona pochodnia wroga mnie porwała,
Na co mi związek z Paulem sławy wielkiej może Dowody, lub inyc.li ojców świetność się przydała?!
Czy może Parki dla mnie mniej surowe były? J By innie podnieść, wystarczą pięciu palców siły.
O złowrogie ciemności i powolne wody,
Bagna, wy krępujące stopy moje brody!
Wcześnie może, lecz żadną winą nie splamiona Przybywam, o łaskawsze tutaj błagam prawa,
Jeśli Eakus siedzi, przy nim postawiona Urna, niech ciągnie losy i wyrok mi dawa I Bracia tuż. miejsce zajmą; przy Minosie siądzie Straszna zgraja Kumenid na tym ścisłym sądzie I Syzyfie, zbądz ciężaru; koła Iksyjona Niech umilkną, niech stanie praca zawiedz.ona Tantala łaknącego wody; niech szkarada Cerber duszyczek żadnych dzisiaj nie napada I Niechaj spokojnie leżą wszelkie drzwi zapory!
Sama bronić się będę; gdy słowa kłamliwe Wypowiem, niech mnie trapią sióstr tych oto zmory, Niech ich wyrok przygniecie barki nieszczęśliwe I l) Bramy podziemia były dyamentowe.
Jeśli z ojcowskich odznak sławę mieć się godzi,
To moje wspominają ojców numantyńskich;
Innych szereg Libonów sięga macierzyńskich;
Tak dla domów obudwu sławy znak się rodzi.
Wnet skoro już zmieniły pochodnie weselne Strój mój dziewiczy, włosy przepaska związała,
Paulu! z tobą mnie łączą węzły nierozdzielne.
Na grobowcu wyryją: >Ta jednego miała Męża!* Przodków mych cienie na świadectwo biorę, Rzym czcić jc winien zawsze, bo pod ich imieniem Afryka w jarzmie leży; do bojów zaś skore Perseusza serce, dumne Achilla wspomnieniem,
Chcąc wstąpić w ślady przodka legło zwyciężono. Ojców mych prochy! świadczcie, że nienaruszone Censorskie prawa były, że wasze ognisko Zostawiam nieskalane żadną sprawą nizką.
Sławy waszej pomnikom ujmy nie przynosi Kornelia, bo i ona za wzór służyć może; Niezmienna ży( la mego kolej zawsze głosi,
Że bez winy dziewicze i małżeńskie łoże.
W krwi zaś odziedziczyłam cnolliwośei prawa, hepsząbym ja z bojaźni przed sądem nie była.
Niech którakolwiek z ostrym wyokiem tu stawa! Przy mnie usiąść wszak żadna by się nic wstydziła: Am ty, coś Cybolę wiodła opieszałą,
Klaudyo! rzadka kapłanko wieżowej bogini,
Ani ta, co wzniecn-iszy zasłoną swą białą Płomień święty, żądaniu Westy zadość czyni.
Matko droga, Skrybonio, w czem córki twej wina? Cóż byś we mnie zmieniła, jak nio los mój srogi? Chlubą dla mnie płacz miasta, chlubą łza matczyna! Brom smutek Cezara do prochów mych drogi,
Głosi wszędzie, żem godną córki jego była Siostrą — a twarz boskiego nawet łza zrosiła!
Brat na krześle kurulnem zapłakał też szczerze;
On konsul — los fałszywy wtedy siostrę bierze! Jednak godne już odznak i moje ubranie I śmierć mnie nie zabrała z domu bezdzietnego: Lepidzie! Paulu! wyście w moim przykrym stanie Pociechą dla mnie I przy was dałam ducha mego. Córko censorska! ojca godności ty wzorze,
Idź w me ślady: raz tylko niech cię śluby wiążą Czem ehlubniejszem kobieta poszczycić się może,
Jak, że wieści pochlebne o jej życiu krążą.
Ród wasz niech nie wygasa w późne pokolenia,
Ja ochotnie wstępuję w łódkę Charonową,
Bo ona mnie uwalnia z tych nieszczęść brzem.enia,!
Co jeszcze zwisnąć miały nad mą biedną głową.
A teraz ci polecam wspólnie drogie dziatki,
Troska o nie w popiele nawet mym się żarzy.
Ojcze! 1y zastąp teraz dzieciom miejsce matki,
Ogrzej wszystkie przy piersi twej! a gdy na twarzy Płaczących pocałunki składać będziesz twoje,
Dołącz i macierzyński. Tak na twoją głowę Całego domu teraz spadły znoje!
Bolej, jeśli masz nad czem, bez dzieci; gdy owe Przyjdą, całuj je łudząc, że powieki suche.
Dość już nocy nademną we łzach, Paulu, trawisz 1 sny ci często moję odtwarzają postać.
Gdy tajemną rozmową z mym cieniem się bawisz,
Mów powoli, jak gdybyś odpowiedź miał dostać.
Becz jeśli naprzeciwko drzwi już inne łoże,
A na mojem przezorna siedzi już macocha,
Dzieci! chwalcie len związek i znoście, a może Ujmie ją la szlachetność — szczerze was pokocha!
Matki zbytnio mc chwalcie! to porównywał.ie Z poprzedniczką wbrew waszej urazi ją woli;
Lub może on na moim cieniu poprzestanie Ukochawszy me proi hy; uczcież się powoli Teraz już nadchodzącą starość mu osładzać,
Kłopotom wdowca teraz drogę już zagradzać!
A co mnie z lat ujęto, oby wam dodano:
Wesoło będzie starzeć Paulus wśród mych dzieci. Szczęśliwarn! nic w matczynein sercu trosk nie wznieci: Wszyscy moi tam byli, l.ędy mnie grzebano.
Wstańcie świadki płaczące! skończyłam obronę,
Podziemie mi nagradza życie zasłużone:
Cnocie niebo otwarte! Możem godną była,
By mnie sławnych mych ojców przyjęła mogiła’
Tłom. Józef Kallenbach,
OWIDYUSZ.
Z „ŻALÓW“ (TRISTIAL
Pożegnanie z Rzymem. (I.
Gdy nocy, co ostatnią dla mnie w Rzymie była, Stanie w umyśle moim pamiątka niemiła;
Gdy wspomnę, iłem dobra utracił na wieki,
Jeszcze teraz z pod mokrej płynie łza powieki.
Dzień ów nadchodził, w którym Cezara wyrokiem Miałem się wiecznie żegnać z miłym Włoch widokiem. Do wybrania się myśli, ni czasu nic było;
Krew ostygła w mych piersiach, serce ruch straciło.
Ni ja sług, ani dobrać towarzysza mogę,
Ni o zwykłe potrzeby mam staranie w drogę. Zmartwiałem: jak gdy kogo grom nieba ogłuszy, żyje, nie czując w sobie żadnej władzy duszy.
Lecz gdy sam zbytek żalu rozpędził te burze 1 obumarłej. czułość przywrócił naturze,
Ozwę się do przrjaoiół w tej ostatniej chwili,
Co z wmlu przecie jeden i drugi przybyli.
Zona mnie płaczącego płacząca ściskała.
Po jej zdrapanom licu rosa łez spadała.
Córka, gdzieś pod Libii niebo przeniesiona,
U losie mym nie mogła być uwiadomiona.
Gdzieś spojrzał, wszędy łkania, wszędy jęki brzmiały, Płaczliwego pogrzebu był wzorem dom cały.
Męże, niewiasty płaczą, płacze dom stroskany,
Każdy zakąt był łzami rzewnemi oblany.
Jeśli wielkie z małemi porównać przystoi,
’dobytej niegdyś taka była postać ’i roi.
Ucichły ludzkie mowy i psów nawet głosy,
Już blady księżyc w górne wzbijał się niebiosy;
Na ten patrząc i widząc z mym domem zetknięto Mury Kapilolium wspaniałe i święte, ♦ Bogowie* — rzeknę — d wy, gmachy tryumialne, Świątynie, raz ostatni mym oczom widzialne;
Bóstwa, których Rzym czujnej doznaje opinki,
Stróże twierdzy Kwiryna, żegnam was na wieki.
Choć późno biorę puklerz, gdy z rany krew sączy,
Niech przynajmniej nienawiść z klęską się nie łączy.
Jaki błąd mnie omamił, powiedzcie mu szczerze, Niech mąż boski pomyłki za zbrodnię nie bierze. Sprawcy nieszczęścia mego objawcie, co wiecie;
Gdy zbłagain boga, biednem nie będzie me życie*. Takie-m niósł w niebo modły i podobne żona.
Jej mowa gęstem łkaniem była przytłumiona. Rozczochrana przed ołtarz domowy się ciska,
Brżącemi usty zgasłe całując ogniska,
Łaje bogom domowym, na ich gniew się żali.
Próżna rozpacz, co męża zguby nie oddali!
Lecz już noc blizka końca wszelką zwłokę skraca. Już Parrazvs swe koła od osi oawraca.
Cóż czynić? Tu mnie miłość ojczyzny trzymała,
Tu noc ostatnia w podróż nieprzebytą gnała.
Mówiłem, gdy kto spieszył: Czemuż tak naglicie! Zważ, skąd idziesz i dokąd przenosisz twe życie*.
Jak częstom siebie zdradzał, stanowiąc godzinę,
W której rodzinną miałem opuścić krainę!
Trzy razy-m drzwi otwierał, zamykał trzy razy, Leniwe nogi serca pełniły rozkazy.
Częstom: »Bądż zdrów*, wyrzekłszy, bawił się rozmową I wszystkich uściskawszy, został jednakowo.
Łudzę sam siebie, jednę powtarzam zlecenia,
Patrząc na miłe sercu mojemu stworzenia:
»Na co tu pospiech*, rzekłem, »Scytya cię wzywa. Rzym opuścić należy!., zwłoka sprawiedliwa!
Żywa ci żona jeszcze odjęta za życia,
Tracisz dom i wiernego słodycze pożycia. 0 wy, których jak braci kochała ma dusza, Przyjaciele, spojeni wiarą Tezeusza,
Niech was uściskam. Wkrótce wzbronią nam uścisku! Tę ostatnią godzinę, niestety, mam w zysku!*
Czas uchodzi; zaczęte wyrazy przerywam,
Ściskam, kto bliżej stoi i łzami oblewam.
Gdy to mówię i płaczę, na górnym obłoku Jutrzenką, blask rzucała przykry memu oku;
Wychodzę i w tej chwili tak mi się zdawało,
Że na dwie części moje dzieliło się ciało.
Tak bolał Pryacn, kiedy mniemana obrona,
Koń, wyrzucał mścicieli z niezmiernego łona.
Powstał krzyk, ozwały się jęki przygłuszone,
Tłuką pierś nagą ręce rozpaczą wiedzione.
Żona na idącego rzucając się łono,
Tę doń obraca mowę, łkaniem przytłumioną:
»Nie puszczę! z tobą raczej pójdę razem wszędzie; Małżonka wygnanego z nim wygnanką będzie. 1 dla mnie ta jest podróż, ton los mełaskawy;
Małem brzemieniem zbiegłej nie obciążę nawy.
Twoja kara jest gniewu Cezara wymiarem,
Moja cnota — ta dla mnie stanie się Cezarem*.
Tego chciała, te miłość stręczyła jej kroki,
Zaledwie ją pożytku wstrzymały widoki.
Jak zmarły bez pogrzebu udchodzę wybladły,
Na twarz posępną włosy rozczochrane spadły. Odszedłem, a w rozpaczy zmysłów pozbawiona Padła na środku domu nieszczęśliwa żona.
Gdy wstała, w prochu swoje uwalawszy włosy 1 mdłe podnosząc członki, kląć zaczęła losy.
Nad swojem, to nad domu sieroctwem płakała,
To wydartego męża imię powtarzała,
Tak żałobliwie jęcząc, jakby stos wysoki Jej córki albo moje miał pożerać zwłoki.
Umrzeć chciała i z życiem pozbyć się tęsknicy;
I przez wzgląd na mnie życia nie przeszła granicy. Żyj dla nieprzytomnego, tak chce przeznaczenie! Żyj, aż mu pomoc twoja przyniesie ulżenie.
Tłóm Euzebiusz Sło>vacki.
VI. SATYRA, LIST POETYCKI, EPIGRAM, BAJKA.
Niektóre rodzaje poezyi łączą w sobie cechy poezyi epicznej i lirycznej. Zamiast podciągać je niezupełnie właściwie pod jedną z tych kategoryi, powiemy o nich na osonnem miejscu.
Tu należy Przedewszystkiem satyra, rodzaj, który powstał i rozwinął się w Rzymie zupełnie niezależnie od wpływów greckich. Z swawolnych krotoehwil, w dramatyczną formę ujętych (patrz rozdz.: »Poezya dramatyczna*) wyrobił się z czasem osobny ro dzaj poezyi, przeznaczony już nie dla widowisk, lecz do czytania, a zawierający wesołe żarty i obrazy ludzkich wad czy słabostek Na polu satyry odznaczyło się kuku poetów, i tak:
Lucyliusz (fi. Lucilius) urodził się w r — 180 przed Chr. w Suessa Aurunca w Kampanii. Pochodził z rodziny rycerskiej dosyć zamożnej. Większą część życia przepędził w Rzymie, gdzie miał własny dom. Zaprzyjaźnił się z f.eliuszem i ze Scypionem. W r. 134 zaciągnął się pod sztandary Scypiona i w jego prelorskiej kohorcie walczył pod Numancyą. Umarł w r. 103 w Neapolu. Pochowano go w Rzymie kosztem państwa. Napisał 30 ksiąg Satyr (Salirae) Do nas doszły tyIko urywki, zachowane w dziełach gramatyków i komentatorów. Urywków tych wicie, więc możemy mieć pojęcie o całości.
Otóż satyry Lucyliusza nie są już bezładną gadaniną »o wszystkich rzeczach i niektórych innych*, ale szeregiem obrazków — z życia politycznego i społecznego. Tendencyą ich jest obrona dawnych obyczajów i cnoty przodków. Poeta w wyrażeniach śmiałych i dowcipnych wyśmiewa, lub z oburzeniem piętnuje współczesne stosunki i głupich lub nikczemnych ludzi, nazywając winnych po imie niu1). Treść »Salyr* rozmaita. Księga 111. zawiera humorystyczny opis podróży do Sycylii2), pierwszy w swym rodzaju, formie możnaby dużo zarzucić. Stanowisko Lucyliusza baidzo ważne On jest twórcą satyry w dzisiejszem tego słowa znaczeniu, a więc mistrzem wielkich mistrzów, Horacego i Juwenalisa, i jest jednym z nielicznych poetów, którzy umieli mimo wielkiego poszanowania dla greckiej kultury zachować rzymskie piętno: chłopski rozum i jędrność w toku myśli.
Następcą Lucyliusza jest Terencyusz Warro (Marcus Terenlius Varro Keatinus, 116 — 27 przed Chr), słynny polihistor, uważany za najuczenszego z pośród Rzymian Napisał on całe mnóstwo dzieł prozaicznych najrozmaitszej treści, z pośród których zachowały się do naszych czasów księgi ’O języku łacińskim (I)e lingua Wina) i »0 rolnictwie* (Iierum ruslicarum libri Tli.) a nadto 150 ksiąg Satyr Menipejskich (Salurae Menippeae). Nazwa ta pochodzi od cynika greckiego Menipposa, żyjącego w III w. przed Chr. Warro naśladował go swobodnie i nie bez samodzielności..lego utwory to obrazy lub uwagi i refleksye, pełne starorzymskim werwy i zdrowego rodzimego dowcipu Risane są prozą pomieszaną z wierszami. Rytmy wierszy rozmaite. Dużo wyrażeń greckich. Znamy tylko fragmenta.
Do prawdziwej doskonałości doprowadzi! satyrę dopiero Horacy. Mówiliśmy już o nim w rozdziale »l’oezya liryczna*. Potem, już za czasów Nerona, pisze satyry Persyusz.
Persyusz (Aulus Persius Flaccus, 31 — 62 po Chr.) urodzd się w Volaterrae w Llruryi z rycerskiej rodziny. Wcześnie przybył Jo Rzymu i kształcił się u najlepszych nauczycieli. Wszyscy go lubili, bo miał duszę czystą i niewinną. Szczególnie przywiązali się do niego Paelus Thrasea (którego żona Arria była krewną Persyusza), poeta Lukanus sławny stoik Kornutus. Z utworów tego poety dochowały się do naszych czasów tylko Satyry. Jest ich sześć. Powstały pod wpływem satyr Lucyliusza i Horacego, ale z vrieiu względów są od nich pośledniejsze.

  • ) lloracy używa nazwisk wymienionych przez Lucyliusza jako pseudonimów podobnych typów jemu współczesnych.

a) Lucyliusz pierwszy stworzył rodzaj humorystycznego opisu podróży. Horacy w swym opisie podróży do Brundisium jest jego naśladowcą.
Filozof Seneka (patrz rozdz. Filozofia) zemścił się na Klaudyuszu za to, że go posłał w r. 41 na wygnanie do Korsyki, gryzącą satyrą (menippejską), w której przedstawia tego cesarza jako skończonego idyotę. Utwór ten ma być parodyą »apoteozy«. Klaudyusz musi po śmierci na tamtym świecie grać w kostki kubkiem bez dna; potem znudziwszy się nim, posyłają go bogowie podziemni z powrotem na ziemię, by był niewolnikiem i szpiegiem policyjnym. To była satyra polityczna.
Petroniusz Arbiter1), słynny ulubieniec i mistrz ceremonii (arbiter elegantiarum) cesarza Nerona, napisał „Satiricon“, satyrę menippejską wielkich rozmiarów, z której niestety pozostało tylko parę urywków, między nimi jeden obszerniejszy, bardzo sławny, p. t. Uczta Trymalchiona (Cena TrimalcMonis). Trymalchion, niegdyś niewolnik, głupi, próżny, śmieszny dorobkiewicz, gości u siebie liczne towarzystwo ludzi z różnych warstw społecznycn i różnej intelligencyi. Przed oczyma czytelnika staje cała galcrya ciekawych typów. Utwór, pisany ą wielkim talentem i prawdziwym dowcipem, jest ważnem źródłem do poznania ówczesnego życia i obyczajów. Ma także widnie znaczenie dla gramatyków, bo niektóre osoby przemawiają w nim językiem ludowym, skądinąd mało znanym.
Ucztę Trymalchiona tłomaezył W. M. Dębicki (Warszawa 1879).
Decius Iunius Iuvenalis (ok 60 — ok 140 po Chr.), syn bogatego wyzwoleńca, urodzony w Arprnum, kształcił się w Rzymie, wstąpił do wujska, służył w Brytanii jako tribunus militum. Powróciwszy do Rzymu był przez dłuższy czas retorem. Potem wrócił już w dosyć podeszłym wieku do ojczystego miasta i tam piastował urzędy burmistrza i kapłana. Raz, podobno nieostrożnem słówkiem, obraził jakiegoś ulubieńca cesarskiego i wywieźli go (tak twierdzą niektórzy biografowie, ale to rzecz niepewna) do Egiptu2). Umarł na wygnaniu. Zostawił nam pisanych już po 50tym roku żyi ia 16 satyr w 5 księgach. Wspaniale one, choć straszne. Nie obwijając nic w bawełnę. z v lelką siłą, z grozą i porywającą wymową maluje Iuvenalis okropny upadek moralny mężczyzn i kobiet, nie oszczędzając nikogo, nawet osób z pałacu cesarskiego. Włosy stają na 2) Świetną charakterystykę Petroniusza i jego czasów zawiera powieść Sienkiewicza p. t. »Quo vadis«. 2) Według innych do Brytanii. głowie, gdy się to czyta. Okrutne, rzec można bestyalskie rządy Domicyana wywołały w duszy poety ogromne oburzenie i ponury pessyinizm. »Oburzenie jest autorem tych wierszy* (facit indignaiio versum. Sat I. 89) mówi w jednem miejscu wstępnej satyry, w której roztacza program swego dzieła, a w innem powiada: Trudno nie pisać satyry* (difficile est satiram non scribere).
Napomkniemy pokrótce o treści kilku satyr. Naprzód, w satyrze drugiej, mówi poeta o ludziach, którzy udają świętoszków i wytykają innym winy, a sami są najgorsi; takich jest dużo. W Illciej satyrze opisuje niebezpieczeństwa i nieprzyjemności, na jakie narażony jest zawsze mieszkaniec Rzymu. W ks. IVtej jest anegdota o Domieyanie, charakteryzująca stosunki dworskie. W ks. VLej rozprawa o poniżaniu klientów W ks. VILej obraz upadku kobiet. W satyrze Yllmej skargi na niedostateczne wynagradzanie pracy uczonych, literatów i pedagogów. W satyrze YIHuj dowodzenie, że nie urodzenie stanowi wartość człowieka, ale jego czyny. Lepiej być synem Tcrsytesa, a mieć męstwo Achillesa, niż odwrotnie i t. d. luvenalis — rzecz jasna — korzystał z utworów wszystkich swoich poprzedników. Ale podobnym do nich nie jest; nie rozśmiesza jak Horacy, ani poucza jak Persyusz. Jest do wielkiego stopnia oryginalny i samodzielny, a że przytem ma niezaprzeczony talent, podobać się musi, choć treść jego utworów przejmuje grozą. I w starożytności i w wiekach nowszych miał zwolenników bardzo wielu i wielu naśladowców.
Na język polski przelłómaczył kilka satyr1) Juwenala Fel. Faleński (p t. Przekłady obcych poetów. Warszawa 1879 i Kraków 1892).
Epigrammafa pisali już dawniejsi poeci: Naevius, Fnnius, potem Catullus, Ovidius i Tibitllus, ale do rozkwitu i prawdziwej doskonałości doprowadził ten rodzaj poezyi niezrównany po dziś dzień.
Marcyalis (M. Yalerius Martialis, 40 — 102 po Chr). Zająt on jako autor fraszek i epigramów pierwszorzędne światowe stanowisko. Urodzony w Hiszpanii (w Rilbilis), biedak, bardzo utalentowany, przybył do Rzymu i oglądał się za kawałkiem chleba. W tej 1) Mianowicie satyry I, VI, X i XIV. walce o byt, w tym wirze i zamęcie społecznym zepsuło się jego serce: zaczął pochlebiać i drwić, patrząc zarazem, gdzie kurzy się z komina. Panów bawiły jego nadzwyczaj dowcipne wiersze, więc radzi go, jeżeli nie zapraszali, to przyjmowali. Gdy chleba zabrakło, przypominał się wierszykiem pochlebiającym, niegodnym wyższego talentu. Poniżał się do tego stopnia, że nawet Domicyana chwalił; dla popularności przedstawiał w swych wierszach rzeczy brudne, ohydne, niemiłe, od których poezya prawdziwa uciekać powinna. Wyprosił sobie tylko małą posiadłość i godność trybuna wojskowego. Miał mało godności osobistej, ale był niezwykle zdolny.
Zostało po nim 1555 epigramów w 14 księgach. Stosunki, obyczaje i ludzie jego czasów odzwierciedlają się w tych krótkich wierszykach. Wszystko nazwane po imieniu, wszystko opisane z prostotą, bez domieszki ozdób poetyckich lub morałów. Marcyalis miał dobry humor i świetnie umiał podpatrywać śmieszne strony charakterów, więc wiersze jego lekkie i wesołe. Ostre strzały dowcipu wypuszcza na wszystkie strony. Najwięcej naturalnie drwi z ogólnie znanych ludzi żyjących, z tych zwłaszcza, którym nic nie zawdzięczał. Zwykły to sposób zdobywania popularności. Nio wymienia wprawdzie prawdziwych nazwisk, ale współcześni z pewnością wiedzieli, przeciw komu ten lub ów wiersz był wymierzony. Czasem wszakże i umarłych ośmiesza..Jest przytem nad wyraz złośliwy. Na skąpcach, zakochanych i głupich — jak to mówią — suchej nitki nie zostawia. Podziw wzbudza zwięzłość jego epigramów; w kilku wierszach opowiada całe zdarzenie, w taki sposób, że każde słowo podnieca ciekawość czytelnika, a dopiero ostatni wiersz ją zaspokaja. Wszyscy epigramatycy świata czerpali z Marcyalisa pełną dlotną; u nas tłumaczył go Jan Kochanowski, Minasowicz i G z u bek,
Listy poetyckie pisał Horacy (patrz rozdział: Poezya liryczna) i Owidyusz (patrz roz.: Poezya epiczna).
Steicmki tworzył Wergiliusz (patrz roz.: Poezya epiczna). Bajki pisał Phaedrus.
Fedrus (Phaedrus) był to bieany niewolnik, który przybył do Rzymu z Macedonii. Podobno cesarz August wyzwolił go. Ezopa bajki umiał na pamięć, zaczął je tłómaczyć, dodając jednak do nich anegdoty i wzmianki do miejscowych stosunków się odnoszące. Tyberyusz, który podejrzywał wszystko i wszystkich, upatrzył w nich niejedno, co mu się nie podobało, uległ więc Fedrus, jak tylu innych, prześladowaniu. Dopiero po śmierci tego despoty wydal dalsze trzy księgi bajek (jest ich razem 92 w 5 księgach). Język bajek jest Jekki, poprawny, przyjemny, czasem może umyślnie trochę szorstki, metryka (jambiczne trymetry) staranna. Zamiar swój dobry i moralny określa we wstępie do ks. I.: »Podwójny jest cel tej książeczki, niech do śmiechu pobudza i niech uczy rozsądnego życia*.
Bajki Fedra tłómaczył Minasowicz.
SATYRA.
Z SATYR PIORĄCEGO.
Chciwość źródłem niezadowolenia. (Ks. I. sat. 1).
Skąd to pochodzi, że trudno taki się znajdzie, Meeeno, (toby poprzestał na losie, który mu rozum nastręczył,
Albo przypadek narzucił; innych wżdy chwali dążności? ♦ O, wy kupcy szczęśliwi!*, lala gdy ciążyć mu poczną, Woła mnogimi już wojak wypraw trudami złamany.
Kupięe przeciwnie, gdy nawą wichry z południa miotają: ♦ Lepsza żołnierka! lio czemuż? Zetrą się szyki, godzinka Szwanku wnet zgonem się kończy, albo radośncm zwycięstwem*. Zycie rolnika wysławia prawnik w zakonach przebiegły,
Gdy wraz 7. pianiem kognla klient we wrota kołacze.
Tamlen wywUczon do miasta z wioski, bo złożył rękojmię, Krzyczy, że szczęśliw jedynie taki, co w mieście zamieszkał. Tego rodzaju przykłady (tyle ich bowiem) potrafią
Choć Fabiusza gadułę znużyć; byś czasu nie tracił,
Słuchaj, do czego ja zmierzam. Z bogów jeżeliby który Rzekł: »Ot, uczynię, co chcecie. Będziesz, wojaku, nateraz Kupcem; prawniku, ty pilnuj pługa; więc role zmieniwszy, Wy z tej strony, wy z tamtej schodźcie! Dalejże, co prędzej! Cóż stoicie?...* Nie przyjmą,... szczęście wszak od mch zależy! Czemużby Jowisz iin nie miał słusznie, obadwa policzki Z gniewu nadąwszy, pogrozić: » Ludzie, na potem nie będę Tak powolny, bym uszu waszym życzeniom nadstawił!* Zresztą, by tego nie zbywag śmiechem, jak taki, co prawić Zwykł żarciki zabawne, chociaż i nieźle to czasem Prawdę żarcikiem osłonić (wszakże przychlebny bakałarz Abecadło pierniczkiem żaczkom częstokroć osładza),
Przecież igraszki pomimem, rzeczy poważnie rozbierzem.
Taki, co ciężką ziemicę twardym przewraca lemieszem I ten szalbierz kupczący, żołdak i żeglarz, co śmiało Po wszem włóczą się morzu, wszyscy nam prawią, że tylko Na to się biedzą, by mogli spocząć bezpiecznie na starość, Napełniwszy śpichlerze: otóż jak mrówka maluczka (Zwykli to bowiem przytaczać), wielce robocze zwierzątko, Wszystko, co może, do swojej pyszczkiem zawłóczy śpiżami,
Zathey. Antologia rzymska. 11
A przeczuwając złe doby, bywa przezorną zawczasu;
Ale, gdy z roku obrotem Wodnik niebiosa zachmurzy,
Nie wyłażąc z swej dziury, tego roztropnie używa,
Co zebrała, gdy ciebie żadne odpędzić od zysku Skwary nie mogą, ni mrozy, morza, ni ogień, ni miecze; Wszelka przeszkoda ci za nic, byle kto nie był bogatszy.
Cóż ci to nada, żeś nocą w ziemi głęboko, ze strachem, Złota i srebia niezmierne skarby ukradkiem zakopał?
— >SzeIąg zostanie się podły, jeśli z nich będziesz ubierał*.
— Jakież ma zapas powaby, kiedy naruszyć go nie mam? Niechbyś na swojem klepisku korcy wymłacał tysiące,
Wszak więcej spożyć niż ja, zaręczam ci, nie byłbyś w stanie.
Jak ów niewolnik, co sakwy z chlebem choć dźwiga w podróży Na swym grzbiecie zgarbionym, więcej od innych, idących Bez ciężaru, nie zyska. Powiedz, zależyż co na tem Zgodnie z naturą żyjącym, morgów czy setkę, czy tysiąc Zorzą? — >A jednak to miło z kopców ogromnych ubierać!*
— Z małych jeżeli mi nabrać tyle jest wolno, co z wielkich, Pocóż nad moją skrzyneczkę twoje śpichlcrze wynosisz?
Tak, jak gdybyś żądając wody li tylko dzbaneczka
Lub kubeczka, powiedział: >Z rzeki bym wielkiej zaczerpnąć
Wolał, niż z mego strumyka*. Często już, wierzaj, tych ludzi,
Co w obfitości zbytecznej swojej szukają rozkoszy,
Aufid gwałtowny pochłonął, z brzegu wyłomem porwanych.
Kto zaś li tyle pożądać, ile rnu trzeba, nawyknie,
Wody ten mętnej nie pije, ani też ginie w bałwanach.
Zaślepiona jednakże gawiedź chciwością zbrodniczą: Nie ma nic nazbyt*, krzyczy, * worek jest miarą znaczenia!*
Cóż więc z nią począć? Niech będzie nędzną, o ile samoelicąi Przy lem obstaje, jak ongi mawiał ów bogacz w Alenach,
Który w swem skąpstwie plugawem ludzkie wyśmiewał języki: Wygwizdują innie wszędzie... mniejsza! bo w domu ja za to Sam się pocieszę poklaskiem, oczy gdy wlepię w szkatułę!*
Nurty zwodnicze ustami Tantal spragniony daremnie
Chwyta.,. Ty śmiejesz się? pozwól... Odmień nazwisko, wnet poznasz, Że tu jest mowa o tubie. Zewsząd eś worów nazwłóezył,
Na nieb jak psisko wylęgasz, dysząc, a przytem je musisz Jakby świętości szanować, cieszyć się jakby obrazkiem.
Nie znasz wartości pieniędzy? Nie wiesz, jak użyć ich trzeba?
— »Kupi się phle.ba, jarzynki, czasem i wina kwaterkę,
Słowem bez czego już człowiek zgoła się obyć nie może*.
— Czy ci też miło, gdy czuwasz dniami i nocą bez duszy,
Drżąc przed ogniem, rabusiem, własnych gdy boisz się ludzi,
By cię złupiwszy, nie zemkli? Drzewo bym rąbać ot wolał,
Niżli te skarby posiadać, skoro w nich tyle kłopotu!
A gdy się człowiek przeziębi, ciało mu całe zboleje,
Albo go inna choroba wreszcie do łoża przykuje,
Czy cię pilnować, naparzać będzie ktokolwiek i błagać,
Drogim by tobie osobom wrócił, wskrzesiwszy cię, lekarz?
Oj, ni to żona, ni dzieci zdrowia twojego nie pragną,
Wszystkim bo kumom, sąsiadom, starym i młodym, obmierzłyś. Jeszcze się dziwisz, pieniądze ceniąc nad wszystko na świecie,
Że nikt ci miłości — boś nie wart — zgoła nie myśli okazać?
Czyliż to, gdybyś twych krewnych, których natura ci sama Dała bez twoich zabiegów, zechciał w przyjaźni utrzymać,
Groch rzucałbyś o ścianę, równie jak pustak, co osła Na wędzidle ujeżdża w polu Marsowem, jak konia? —
Przestańże wreszcie już zbierać; mając zaś więcej, niż trzeba, Mniej niedostatku się lękaj, zacznij folgować mozołom.
Wszakże nabyłeś, coś żądał; niechaj (powiastka to krótka) Będzieć Umidyusz nauką. Taki on bogacz był pono,
Że aż korcami pieniądze mierzył, a skąpiec tak brzydki,
Iż najpodlejszy niewolnik gorszej nie miewał sukmany.
Przytem do śmierci był ciągle w strachu niezmiernym, by z głodu Kiedy nie umarł; aż wreszcie sknerę spłatała we dwoje Wyzwoleniea toporem, dzielna jak córa Tyndara.
— »Żyć więc mi radzisz, jak żyje Newiusz rozpustnik, lub może Jak Nomentan hulaka?* — Czemuż bo dwie przeciwności Łączysz ze sobą niezgodne; zaraz więc przeto rozwiązłym Iltracyuszem byś został, gdybyś twe sknerstwo porzucił?
Wszakże jest miara we wszystkiem, pewna jest wszędzie granica; Zan.ą, czy w lewo, czy w prawo, zacność się ostać nie może.
Niktże więc (wracam napowrót) zgodny z swym losem nie będzie, Jak iw chciwiec i raczej innych wychwalał dążności.
I że koza twojego sąsiada inleezniejsza, dlatego
Masz z zazdrości usychać? Z tłumem biedniejszych zechciejmy
Los nasz tylko porównać; pocóż prześcigać każdego?
Zawsze się w takich gonitwach znajdzie przed nami bogatszy,
Jak to już w cyrku się dzieje; z szranek gdy wozy wypadną,
Każdy woźnica na oślep przodem pędzących dojeżdża,
Patrzy z pogardą na resztę z tyło daleko dyszącą.
Stąd się też rzadko nadarzy taki, eo wyrzekłby śmiele: Szczęśliw żyłem* i kontent z latek ubiegłych, jak syty Po bankiecie biesiadnik, żegnał się z światem ochoczo.
Dosyć., n. słówka nie dodam, abyś nie myślał przypadkiem, lżem ciekąoo-ukiego szafy splądrował Kryspina.
Tlóm. Marceli Molly-
Życie wiejskie a miejskie. ( Ks. 11 satyra 6).
Pragnąłem tylko mieć łan ziemi, z małem W sadzie schroniskiem i toż u chalenki Zdrój, oraz puszczy leśnej kęs maleńki:
Bogowie szczodrzej dali mi, niż chciałem.
U*
Niech i tak będzie. Więc cię tylko proszę, 0 synu Mai! zdarz, niech co najszerzej Z tych dóbr korzystam. Jeślim jak należy,
Dróg prawych szukał idąc, w te rozkosze,
Ani ich nie chcę zbyć krzywymi szlaki,
Jeśli nie mówię, jak z niemądrych jaki:
— >0! gdybym tylko posiadł własność klina, Którym się siąsiad w moją rolę wrzyna*.
Albo: — »Ach! gdybym znaleść mógł naczynie Pieniędzy pełne, jak ten, co jedynie Do Herkulesa swego westchnął, zaczem Z najmity własnych pól się stał oraczem*, Słowem, jeżelim z tego, co bogowie Dali mi, rad jest, błagam cię Merkury:
Mej całej za to majętności, z której Wyłączam tylko myśli mojej zdrowie,
Jakoś jest rnocen, strzeż mi z łaski swojej!
Tak więc, w warownej cichych gór ostoi Od miejskich zgiełków zdrową chroniąc duszę, Skoro rai dobrze z tem, to nio wiem znowu, Satyrycznego chcąc być syt obłowu,
Czem ja w tych miejscach Muzę moją skuszę? Ni mi dostojeństw chciwość tu dojada,
Ni letnich skwarów ołowiane łaźnie,
Ni jesień, z którą hił>ityna blada Po życia ludzkie sięga. Chyba tedy Wczesnych Poranków Ojcze lub wyraźnie Janusie boże, użal się mej biedy!
Ty, czcią którego, z woli niebios, ludzie W żywota swego pracowitym trudzie Dzień poczynają, za mnie proszę powiedz,
Jaki to w Rzymie łepski jest wszystkowiedz Ten twój Horacy I ♦ Dalej! spiesz kochanie!
Ho nuż od ciebie inny raniej wstanie!*
Mniejsza, że wicher dmie jak wśród pustyni,
Czy mgła dzień śnieżny jeszcze krótszym czyni, Nic nie pomoże, ruszaj w twoją drogę!
Cóż robić, idę, aby, ile mogę, 0 rzeczy jasnej gadać nic do rzeczy.
W powrocie znowu, gdy z ciekawców zgrają Kułaki mieniam, tamci wymyślają: ♦ Czego się pchasz ty, ty wyrzutku ezłeczy? Ostre nam łokcie wbijać będziesz w boki?
Do Mecenasa twego tak szerokiej
Trzeba ci drogi?* — Nikt mi nie zaprzeczy,
Ze jest pochlebnym taki głos ulicy.
Alić, Eskwilin kędy jest ciemnawy,
Wcale nie do mnie należące sprawy Zewsząd mi w uszy trąbią natrętniey: ♦ Panie! przed ósmą jutro, gdzie lichwiarzy Zaułek, Roscyusz gadać będzie*. — ♦ Panie!
Rzecz wielkiej miary, trudna niesłychanie!
Dziś los się państwa w miejskiej radzie waży,
Bądź tam. Zaszczytnych trudów towarzysze Proszą cię o to*. — >Za pamięci.świeżej Panie! Mecenas niech ten kwit podpisze*.
— ♦Pomyślę o tem*. — ♦Ach! wiem. Toż jedynie Od woli twojej wszystko tu zależy*.
Już się to wprędce ósmy rok przeminie,
Jak mię Mecenas między swoich liczy,
Poniekąd na to tylko, bym mu zasię Radził, z Kim drogę odbyć ma w kolasie,
Łub, by mniej więcej w sposób tajemniczy Mówił mi: ♦Słuchaj, która tam godzina?*
Lub: ♦Któż jest górą w cyrku: Gall czy Traki*?
Lub: »W zimne ranki, radzę, nie chodź nagi*
I tym podobne rzeczy równej wagi Z cicha mi zwierzał, którę siaki taki Tak samo mógłby na swe wziąć sumienie,
Jak ja. A jednak tych mi przyjemności Co dzień, co chwila niemal ktoś zazdrości!
Niech z moim panem ujrzą mię w arenie,
Niech w piłkę ze mną zagra ten dobrodziej:
— ♦Patrzcie go«! — mówią — ♦w czepcu on się rodzi!* Niechaj od rostrów popłoch z dreszczem skóry
Aż ku przedmieściom gruchnie między gapie, l ada mię łobuz wnet za rękaw łapie:
— ♦Słuchajno. waści wszystkov ledzu, który hu bogom jesteś obrócony twarzą,
Co tam o Dakach sądzisz?* — ♦Nic me sądzę*. —
— drwij zdrów, jak zawsze*. — ♦Niech mię nieba skarżą, Nic nie wiem, choćbyś grube dał pieniądze*. —
Wtem znów żołnierzy starych gawiedź chrobra:
— »Powiedzno: Cezar sycylijskie dobra Gdzieś tu w Italii, słyszę, nam wydzieli?*
Gdy się i na tem nie znam, lub jeżeli Zmilczę, szemrają: — »A to hipokryta!
To mruk,, którego nikt się nie dopyta!*
Tak się to miłym wezasem człowiek cieszy W tym naszym Rzymie! Więc też tęskny wzdycha: Prędkoz cię ujrzę, wiosko moja cicha?
Prędkoż odzyskam wśród ksiąg starych rzeszy To życie słodkie, senne, pół próżniacze,
Którego nie wart świat szumiący hucznie?
Tam to ja skromnie mój żołądek raczę Bobem gorszącym Pitagora ueznie,
Tam jem jarzyny z własnej gospodarki,
Szpcrką zaprawne i tłustymi skwarki.
Dopieroż godna boskich ust wieczerza!
U domowego kędy to ogniska Dobrani z sobą tęgich głów ludziska Przyrody darów używają szczerze!
Tam panowanie wszelkich miar bezprawia!
Kto chce, ten szklanki suszy w mgnieniu oka,
Kto znowu nie chce, ten powolnie cmoka,
A jednocześnie każdy rad rozprawia Nu tam o cudzych sprawach, ani o tem,
Czy skoczek jaki tańczy źle czy składnie,
Lecz o tem, czego lada człek nie zgadnie,
Gdyż mądrość tylko mężów jest przymiotem.
A mianowicie: Gzy to z dóbr wyzuci,
Nad skarb, nie mogą w mierność być bogaci?
Czy się pociągiem przyrodzonej chuci,
Czy też wyborem wzniosłym przyjaźń płaci?
Jaka jest cnoty treść i gdzie jej cele?
Z powodu lego wspomnieć się ośmielę,
Jaką to Cervius, sąsiad mój (zwyczaje Tych ganiąc, którzy, bosi ani głodni,
Sądzą, że w cudzej skórze jest wygodniej), Nauczającą przypowiastkę baje.
Oto tak było. Haz do swojej nory Cbudopacholskiej, ufna w polne zbiory,
Mysz zaprosiła przyjaciółkę z miasta.
Chciała ją uczcić. Więc się skrzętnie szasta,
Groch przed nią stawia, owies — wtem spostrzeże, Iż tamtę w zęby te przysmaki kolą.
Więc jej podsuwa to jagody świeże,
To wreszcie szperki okraszonej solą Kąsek, na który wszelka mysz jest chciwa.
Sama zaś głód swój byle czcm pozbywa.
Wtem tamta rzeknie: — »Słuchaj, moja droga,
Cóż ty za życie pędzisz w tej dziczyźnie?
Tu człek rozkoszy żadnej ani liźnie!
Zobaczno w mieście. Tamto z łaski boga Wszystkiego masz po uszy. Sama powiedz —
Życie jest krótkie. Cóżby warte trudy,
Jeśliby utyć mogąc, wolał chudy
Smutnie i na czczo w ciemny iść grobowiec?
Rola dla wszystkich równe jest szczęśliwa I ten rozumny tylko, kto używa.
Chodź ze mną, ja cię w lepszy świat wprowadzę.* Uznała tamta słów rozsądnych władzę,
Więc się nie bawiąc w drogę swą wybrały.
Tymczasem szary zmrok był zapadł. Zaczem Wiedzione męstwem ze wszech miar junaczem W gmach pyszny weszły, wprost, aż do wspaniałej Biesiadnej sali. Cóż tam za śliczności!
Łoża rzeźbione ze słoniowej kości,
Zasłane w miękkie purpury wezgłowie I wszędzie jadła zbytek co się zowie.
Więc gospodyni goście swe zaprasza,
Częstuje, karmi. — »llejże! dobra nasza!
Jedz! pij! używaj! wszak to zręczność rzadka*.
Istotnie wszystko zrazu szło jak z płatka,
Gdy wtem coś we drzwiach srogi zgrzyt uczyni.
Poproslu sługa wszedł, a z nim gromada Brytanów groźnych, węsząc, obees wpada.
Dopieroż w nogi gość i gospodyni!
Jedna przez drugą ledwie uszły z duszą!
Wtedy wieśniaczka rzeknie po namyśle:
— »Nio, już mię więcej uczty twe nie skuszą,
Bywaj mi zdrowa. Obliczywszy ściśle:
Smaczniej ty żyjesz, niż ja, lecz w mej norze Swój groch człek chociaż jeść spokojnie może*.
Tłóm. Fcheyan Fahmsbi.
PETRONIUSZ.
Z >Uczty Trymalchiona*. (Urywek).
Nakoniec położyliśmy się na sofach przy stole biesiadnym. Wnet ukazali się niewolnicy z Aleksandryi egipskiej i każdemu z nas nalali na ręce wody, ochłodzonej śniegiem. Inni znowu umywali nam nogi i obcinali paznokcie nader ostrożnie i zręcznie. Tej niezbvt miłej operacyi nie dokonywali bynajmniej w milczeniu, lecz równocześnie śpiewali. Wzięła mnie chętka przekonać się, czy też wszyscy niewolnicy śpiewają i w tym celu zażądałem napoju. Natychmiast przybiegł jeden z nich i powitał mię przeraźliwym śpiewem; w taki sam sposób postępował każdy, od którego żądano, aby co podał. Rzekłbyś, że się znajdujesz pośród chóru teatralnego, nie zaś w sali jadalnej bogatego obywatela.
Po chwili wniesiono przekąski dla zaostrzenia apetytu. Wszyscy goście już się byli pokładli oprócz samego Trymalchiona, któremu wedle nowomodnego zwyczaju pierwsze przeznaczono miejsce. Przekąska składała się z korynckiego miętusa, na którego grzbiecie leżały misterne sakwy, a w nich z jednej strony znajdowały się białe, z drugiej czarne oliwki. Ryba ta spoczywała na dwóch półmiskach, z których każdy miał na brzegu wyryte nazwisko Trymalchiona oraz wagę srebra. Na małych talerzykach, bramowanych stalą, leżały szczury marynowane w miodzie i posypane makiem. Dalej w srebrnych koszykach mieściły się gorące kiełbaski, a obok nich stały śliwki syryjskie i ziarnka jabłek punickich. Gdyśmy się rozkoszowali w smakowitych przekąskach, dały się słyszeć dźwięki muzyki, wśród której wniesiono niebawem samego gospodarza domu, Trymalchiona, i usadowiono go na miękkich poduszkach. Na len widok niektórzy z lekkomyślnych gości wybuclmęli śmiechem. Co prawda, trudno bjło utrzvmać powagę. Lysa bowiem jego głowa wystawała zabawnie ze szkarłatnego płaszcza, a wokół obciążonej ozdobami szyi zawiązano mu obszytą purpurowym szlakiem serwetę. Na małym palcu lewej ręki miał duży złocony pierścień, a na przednim stawie sąsiedniego palca mniejszy, lecz — jak mi się zdawało — szczerozłoty pierścionek, wysadzany gęsto stalowemi gwiazdkami. Ażeby więc, oj jeszcze pokazać swych bogai tw, obnażył prawe ramię, któro było ozdobione złotym naramiennikiem i bransoletą z kości słoniowej, zamykającą się zapomocą błyszczącego łańcuszka. — >Przyjaciele*, rzekł niedbale Trymalchion, czyszcząc sobie zęby srebrną wykałaczką, »jeżeli mam prawdę powiedzieć, to mi, aę jeszcze nie chciało przebyć do sali jadalnej; ażeby was jednak przez nieobecność nie skazywać na wyczekiwanie, zrzec się wolałem własnej przyjemności. Pozwolicie mi jednak, że skończę zaczętą partyjkę*. — Po tych słowach przystąpił doń niewolnik, niosąc warcabnicę z drzewa terebintowego i kryształowe kostki. Przy tej sposobności wpadł mi w oko szczegół, świadczący o pańskim guście Trymalchiona. Zamiast zwykłych czarnych i białych liczmanów używał prawdziwych monet złotych i srebrnych. Gdy nasz gospodarz zajął się grą, a my dojadaliśmy reszty przekąsek, wniesiono serwis z okrągłym koszykiem, w którym znaplowała się drewniana kura z rozpostartemi skrzydły, zupełnie tak, jak gdyby siedziała na jajach. Jednocześnie ukazali się dwaj niewolnicy i śród ogłuszającej muzyki zaczęli przetrząsać podścielisko kury i znalezione w niem jaja pawie rozdawać gościom. Trymaleliion odwrócił głowę od warcabnicy i rzekł: >Przyjaciele! kazałem pod tę kurę podłożyć jaja pawie, lecz na Herkulesa! jestem w strachu, czy się już nie zalęgły. Ilądż co bądź spróbujmy, czy się jeszcze na co przydadzą*. — Wzięliśmy tedy do rąk srebrne łyżki, z których każda ważyła przynajmniej pół funta, i zaczęliśmy przebijać skorupy jaj, sporządzone — jak się okazało — z mąki nasyconej tłuszczem.
Go do mnie, omałom nie upuścił swojej porcyi na ziemię, gdyż na pierwszy rzut oka byłem pewny, że wewnątrz utworzyło się już coś nakształt pisklęcia. Dopiero gdy usłyszałem, jak jeden ze starszych biesiadników zawołał: »Tu z pewneścią kryje się coś wyśmienitego*, za puściłem łyżeczkę głębiej i znalazłem ze zdumieniem tłuściutką figojadkę, a wokoło niej żółtko zaprawione pieprzeni. (Przy Falernie z roku konsulatu Opimiusza śród wesołej pogawędki uczta trwa dalej).
Nikt z nas nie przeczuwał, żeśmy dopiero — jak mówi nasze przysłowie — połowę góry przysmaków przebyli. Skoro bowiem sprzątnięto ze stołu przy akompun.ameneie muzyki, wprowadzone zostały do sali trzy białe świnie, ustrojone wstążkami i dzwoneczkami. Niewolnicy, którzy je wprowadzili, podawali jedną z nich za dwuletnią, drugą za trzyletnią, trzecią zaś za najstarszą, bo sześć lat mającą. Przypuszczałem, że to są petauryści, pokazujący na placach publicznych rozmaite sztuki i figle. Lecz Trymalehion wyprowadził mnie z niepewności pytaniem: >Którą z tych świń życzycie sobie mieć przyrządzoną natych miast? Chłopi i inni śmiertelnicy prażą sobie kapłony, kury i tym podobne drobnostki; ale moi kucharze gotują zwykle w kotłach całe cielęta*. I Sie czekając na naszą deeyzyę, kazał przywołanemu kucharzowi przyrządzić świnię najstarszą. (Zagroziwszy kucharzowi surową karą. jeżeli prędko i dobrze nie wywiąże się z zadania)
Trymalehion zwrócił się do nas z łaskawym uśmiechem i rzekł: ♦ Jeżeli wam to wino nie smakuje, to każę przynieść innego. Z łaski bogów nie potrzebuję nic kupować: wszystko, cokolwiek przyjemnie łechce podniebienie, rośnie w tych dobrach moich, których jeszcze nie widziałem ani razu. Mówiono mi, że leżą w pobliżu Tarentu i Tcrracyny. Zamierzam właśnie zakupić obszerne posiadłości w Sycylii, ażebym, gdy mi przyjdzie ochota wybrać się do Afryki, mógł jechać wciąż przez własne dobra*. (Spłynął czas jakiś na wesotej pogawędce, w której gospodarz popisywat się zo swoją niewczesną erudycyą i dowcipem, a goście mu przyklaskiwali, gdy wtem) olbrzymia taca z odpowiedniej wielkości wieprzem zajęła stół biesiadny. Wszyscyśmy jęli podziwiać pośpiech kucharza i przysięgać, że w tak krótkim czasie niepodobnaby upiec nawet kurczęcia. Zdumienie nasze było tem potężniejsze, że wieprz wydał się nam nierównie większym. niż odyniec, któregośmy widzieli niedawno. Trymalehion zaczął mu się przyglądać coraz uważniej, wreszcie zawołał: ♦Cóż to, len wieprz niew\ patroszony? Nie, doprawdy, niewypatroszony! Kucharzu! wołać mi tu natychmiast kucharza! * Kucharz stanął smutny przed stołem i wyznał nieśmiele, że zapomniał wypatroszyć. ♦ Jakto? co? zapomniałeś? Czyliż o tem można zapomnieć tak, jak o dodaniu kminu lub pieprzu? Obnażyć lego łotra! * Obnażono biedaka natychmiast i dwaj siepacze stanęli obok niego. Tymczasem wszyscy zaczęli za mm prosić i przekładać: >Wszakze to się każdemu może przytrafić, zapominać rzecz ludzka. Przebacz mu, przebacz tym razem; gdyby się to miało powtórzyć, nikt się za nim wsławiać nie będzie*. »No, kiedy masz taką złą pamięć, to wyjmij trzewia tutaj, w naszej obecności*. Kucharz wziął na się odzież, schwycił za nóż i drżącą ręką w kilku miejscach rozpruł brzuch zwierzęciu. I ktoby się spodziewał? Naraz z otworów, które się coraz powiększały pod wpływem wewnętrznego zawarcia, zaczęły się wydobywać różnego rodzaju kiełbasy i kiszki.
TJóm. Władysław M. Dębicki.
JU W EN A LIS.
Dlaczego piszę satyry. (Satyra wstępna, w skróceniu).
Wiecznież mi tylko słuchać? Nie — pokusą Pomsty mię dręczy. Dość już mam Kordusa,
Który mi przez nos, czyli śpię czy idę,
Wszędzie swą hobą prawi Tezeidę 1 tych, co nudne deklamują żale I co komedye niedowcipne wcale I tego, eo Telefem swym bezkarnie Dzień cały srogie sprawia mi męczarnie I co Oresta swego w każdej porze Czyta i nigdy skończyć go nie może.
Nie, nikt dokładniej własnej swej kieszeni Nie zna, jak ja znam gaj Wenery gacha I dziurę, w której Wulkan młotom macha I jak złoczyńcy w piekle są dręczeni 1 jakto złote runo zdobywano 1 jak Monychus centaur skądś wyrwaną Jesionu wiechą wrogi swe przepędza;
Ty cii wszystkich bow em oklepanek nędza Niesforną gębą lada wierszoroba,
Czy brzask na niebie, czy wieczorna doba,
W sadach Frontona w sposób niepozbyty Krużganki dręczy i drzew śpiące szczyty.
Więc czas już wielki, bym się dorwał bicza, Gdyż to jest bierność zda mi się zbrodnicza: Podczas gdy głośno lada chłystek skrzeczy Zużyte bajdy, godne zbutwieć w pyle,
Uparcie milczeć dłużej, mając tyle Do powiedzenia całkiem nowych rzecy.
Czemu zaś umysł mój się nie obawia Wkroczyć na szlaki, które już Lucyli Zaszczytnie zwiedz.ł? z tego wam bezprawia W nader się krótkiej wytłómaczę chwili.
Ten ot golarzem był, lecz co za zmiana!
Obecnie — patrzcie — śród patrycyuszy Swemi bogactwy mizdrzy się i puszy!
Ów zaś, w egipskiej psiarni gdzieś wylęgły Ciura i fagas, Kryspin — toż go znacie —
Jakże on dumny w swej szkarłatnej szacie!
Jak mu są twarde ztole łoża węgły!
Jak on się wiatrów lub gorąca lęka!
Jak miękkich puchów trzeba jego głowie!.
To wszystko widząc, czyż nie świerzbi ręka Satyry biczem kropić co się zowie?
Lub gdzież mi znaleść tak chłodnego człeka, W którymby gniewy żółci nie wzburzyły,
Gdy ujrzy pełną lektykę baryły Matona, który w trybunałach szczeka?
Tam się znów słania twarz i postać licha Donosiciela, który już zgubiwszy Własnego swego pana, coraz chciwszy,
Na zgubę innych i iof mienie czyha.
Więc mu się Hassa bardzo nizko kłania,
Więc Karus datków śle mu bardzo wiele.
No, albo Maryusz? Tętnu choć daleka Droga z wygnania, zbyt on nie wyrzeka:
Sąd mu cześć odjął, ale nie pieniądze,
Których on kupę nakradł, a ja sądzę,
Że ta prowin ’ya, eo to nazbyt chyże Zwycięstwo nad nim w sprawie tej rozwodzi,
Z tego, co dzielnie złupił z niej ten złodziej, Nieprędko lub się nigdy nie wyliże.
No i to t a Kich sprawek (z Horacyusza Pochodnią w dłoni, by im w kose oczy Zajrzała światłość) nie mam być ochoczy Chłostać? I czyż to mocniej — pytam — wzrusza O II rkulesie lub o Dyomedzie Lub Minotaurze dziwna bajka która,
Lub mądry Dedal, gdy w powietrze jedzie,
Lub Ikar głupi, gdy w głąb daje nura?
Istotnie dość jest wyjść na miasto, aby Podobnych wzorków zebrać co niemiara.
Tam, któż się taki być widzianym stara?
Sześciu go niesie, chłop w chłop tęgie draby!
A on z wysoka wdzięczy się wspaniale,
Rzekłbyś: Mecenas w Augustowej chwale!
To ni<\ On tylko w pewnym dokumencie Hiegle sfałszował podpis i pieczęcie.
— A ta znów pani? — O! to wielka dama!
Tak było: że raz kubek wina sama Mężowi dłonią gdy podała białą,
To mu się potem coś takiego stało,
Że wkrótce umarł. — Odtąd dusza tkliwa,
W opiece mając wszelką cześć kobiecą,
Jeśli się kiedy zdarzy, jak to bywa,
Ze mąż, przypadkiem zmarłszy, zczerniał nieco, Radzi: jak wprędce w sposób jak najgładszy Na stos wyprawić, nim się gmin opatrzy.
Słowem, gdyś tylko znaczyć rad na świecie, Rądź kajdaniarzem. — Cnota? — ok — w powiecie Rzecz to jpst areypiękna. — Tak, lecz ona Zębami z zimna szczęka, z głodu kona,
Podczas gdy zbrodzioń i człek podłej duszy Ni się zaziębi, zmoknie, ani pości;
Owszem, wszystkiego ma w pas i po uszy:
Ogrodów, gmachów, sreber, kosztowności.
Tchórz, kto podobnych rzeczy nio wywleka Na światło dzienne!
Ot i gdybym wątku Poetyckiego nie wziął jnż w kolebce,
To oburzenie samo mi podszepce
Wiersz — zły, czy dobry? nie wiem — jednak sądzę, Że jest mi dano sprośne chłostać żądżC,
Gdzież kiedy chciwość i rozrzutność w parze Z trudnem się skąpstwem tak, jak dzis, ukaże? Jednym zamachem w kości sto tysięcy Wyrzuca w błoto twa wspaniała ręka,
A twój niewolnik cały dzień lub więcej
Nie jadł i z zimna w swych łachmanach szczęka.
Kiedyż, jak dzisiaj, tyle budowano
Pałaców? i czyż z przodków kto, myślicie,
Na ucztę, w skromnej chacie zastawianą,
Jak wy siedm razy zmieniać dał nakrycie?
Za to u progu cóż za nędzne żarcie Rzucacie w gębę takich, co uparcie,
Ghoć z nich niejeden starą zdobny togą,
Do waszej łaski tłoczą się, jak mogą!
Jeszcze nierzadko w rozdawania porze W własnej osobie swojej sam nadęty Patron przychodzi sprawdzać te klienty Mocno zgłodniałe. Gdyż się zdarzyć może,
Ze wśród tej zbiegłej z końca świata zgrai Jakiś przybłęda obcy się zaczai,
Lub w zamieszaniu czasem tak wypadło,
Że ktoś podstępnie wziął po dwakroć jadło.
— No, gadaj głośno, ktoś ty? to ci dadzą.
Ilej zrób tam woźny między nimi ciszę!
— Rogi! nazwiska toż ja tutaj słyszę,
W Rzymie najpierwszą zdobne niegdyś władzą!
— Daj mi — jam pretor! — A jam trybun! — Hola f Ten wyzwoleniec już tu dawniej czeka.
— Tak, tak — ów mówi. — Cóż mi za niewola Ustąpić komu? — zwłaszcza, żem z daleka,
No, od Eufratu, jak to za pokutę Wskazują uszy moje wskroś przekłute.
Lecz żem dość grosza zgarnąć był szczęśliwy,
Więc drwię ze świata i mam znaczne wpływy,
Podczas gdy wielce świetny ty Korwinie Mimo twe liczne, w dziejach antenaty W liehei gdzieś Wólce jiasiesz własne Świnio.
Tak, tak, pierwszeństwo ma i tu bogaty, Mniejsza, że niegdyś kredą naznaczony Wszedł w Bzym, jak bydlę poganiacza biczem Pro.sto na rynek.
Dziś będący niczem Patrycyusz goły winien jest pokłony Lada chłystkowi z trzosem! Gdyż jedynie W Rzymie grosz miły godzien mieć świątynię,
Jak miały niegdyś: Pokój, Dobra Wiara,
Cnota, Zwycięstwo stąpające butnie,
Jak je ma jeszcze kędyś Zgoda stara.
Choć w niej gorszące tylko,.1Słychać kłótnie.
Nie, nie do naszych niecnot przyszłe wieki Doprawdy, cóż mieć mogą do dodania?
Więc zamiast głowę łamać, wnuk daleki Nas naśladować tylko niech się skłania,
Lub nam zazdrościć, żeśmy w danej chwili Już dla postępu nic nie zostawili.
Lecz maszże w sobie godność wraz z odwagą? Słowem tych wielkich przodków dar uroczy,
Co to w szlachetnym gniewie prawdę nagą Rznęli, nie patrząc, czyje skłuje oczy?
— Co? niżli palcem wytknąć, może lepiej,
Niech niegodziwca uczczę i pochwalę? —
— Tego ja mówić nie chcę. Lecz zuchwale Niech Tygelina język twój zaczepi,
To nim w świat frunie sprawka ta junacka,
W cyrku się szrankach możesz znajść znienacka I tam zapłonąć żywcem, jak z tych który,
Co to u słupa wzięci w stryk za gardło,
Nim ich zarzewie zwolna w żużel zżarło,
Dymów gryzące rozwlekają chmury.
— Jakże? Ten zbrodzień, który jest podziwem Świata, co trzykroć własne swoje stryje 1’otruł, spojrzeniem będzie pogardliwem
Ze swej wyżyny w oczy patrzał czyje?
— Tak. Ten sam bratku I gdy go przypadkiem Spotkasz, to z drogi w sposób jak najżwawszy Dawaj drapaka, ręką. wprzód zatkawszy
Gębę. Ho widzisz: być kupionym świadkiem Lub zgubić kogo, tożlo u nas fraszka.
Dość, gdy kto szepnie: To on! Bierzcie ptaszka 1 Stąd jest bezpieczniej starych lat Kneje W Lacyum osadzać, lub odwieczne w rzece Ilylasy topić, co już tak dalece Nikogo ani ziębi, ani grzeje,
Albo z Hektora smucić się pogromu,
Którego przecież nie żal już nikomu
Bo dziś złoczyńcę choćby n.ech Lucyli W obroty weźmie — oho — padła trwoga!
Jedni się z tego wielce ucieszyli.
Lecz on za bezcen kupił sofcie wroga,
Który mu od tej pory ftfljnU złomniej Z całego serca pomsty nie zapomni.
Więc, luwenalu, nim się owych panów Szarpać podejmiesz, pilnie się zastanów.
Masz wóz i przewóz. Może to korzystniej,
Zanim się zamiar twć urzeczywistni,
Dopóki pora jeszcze, te junaeze
Myśli dla siebie schować. — Ha! zobaczę.
Złudność pragnień ludzkich. (Satyra X. wiersz 220 — 310). Zwycięskie łupy, na wyniosłej zerdzi Pancerz z przyłbicą, co się nad nim sierdzi, Wóz, który wodza wrogów był kolaską,
Naw zahaczonych dzióby, oraz flagi,
Wreszcie spętanych jeńców orszak nagi Na szczycie łuku wyrzeźbiony płasko
Oto, co człowiek ponad wszystko ceni,
W co krew swą wkłada, cierpiąc niesłychanie I w czem bywają nawet skojarzeni Z barbarzyńcami Grecy i Rzymianie!
Bowiem jest większa sławy cześć, niżeli Zasługi cichej Cóżby z cnoty komu,
Gdybyście za nią świetny dank odjęli?
Więc też dla srogiej chwały z walk pogromu Ojczyznę nawet nieraz poświęcano W zamian za szumną wzmiankę, wyrzezaną W głazie, strzegącym szczątków bohatera,
A ten niewierny prochów stróż pod lada Korzeniem chwastu sam się w proch rozkłada, Gdyż grób tak samo jak i człek umiera!
Weź Hannibala. No, i co też ważą Popioły togo wodza ponad wodze,
Którego ciasną zdał się więzić strażą Obszar, gdzie z lewej.Maury bitne srodze,
Z przodu dwie Syrty w groźnej wrą obronie,
Od strony prawej Nilu ciepła wstęga,
Wstecz zaś lityopy, którym służą słonie? Hiszpanię wchłonął, Pirenejów sięga,
Alpy, wał z lodu, próżno mu straszliwa Stawi przyroda, groźby jej złowieszcze Depcze, brnie w śniegach, góry przerąbywa,
W Italię wtargnął, lecz rtiu nie dość jeszcze: ♦ Nie. nie zrobiłem*, woła w srogim szale, ♦ Póki bram Rzymu z zawias nie wywalę,
By na Sulmrze zatknąć znak zwycięski’«
O! cóż za postać!.lak brzemienna w klęski!
Na słonia grzbiecie, ten mąż jednooki Z twardej wykuły zdał się być opoki!
Cóż stąd? Wnet runął. Chwało! ty czcZy dymie! Len, co w wymiary urósł tak olbrzymie,
Ze im potomność dziwi się daleka,
W dłoń godną berła, wziąwszy kij tułaczy,
U drzwi Pruzyasza zbyt cierpliwie czeka,
Aż się ten królik zbudzić ze snu raczy!
I ów, co światem trząsł, bogaty w pychę,
Am go strzałą dłoń sprzątnęła człecza,
Ani od kuszy poległ, ni od miecza;
Ale po prostu źdźbło trucizny liche,
W pierścienia oczku z swą zabójczą siłą Zdolne się zmieścić, jednym tchem pomściło Krwi pod Kannami wytoczone strugi.
Idź! idź szalony! Rwij przyrody pęta Na to jedynie, abyś w czas niedługi Z potwora, którym dzieci wprzód straszono, Zabawa stał się chłopcom ulubioną,
Oraz ćwiczeniem szkolnem dla studenta!
Świat nasz za szczupły był Aleksandrowi; Rwał się w nim, dusił, jakby wśród wysepki Odludnej który z naszych zbójców krzepKi,
Aż gdy się w grodzie owym zastanowi,
Który garncarski przemysł móg) jedynie Tem obwarować, eo ulepisz w glinie;
Tum, w sarkofagu jednym, w zupełności Jak najwygodniej zmieścił swoje kości! l ak, śmierci tylko niezmorzona władza Całą lichotę naszą dzielnie zdradza!
Niegdyśj jak twierdzą Grecy (gdyby można Uwierzyć temu), przez Atosu szczyty W okrętach płynąc, Persów szła bezbożna Przemoc: a za to jak po ziemi bitej,
Przez wód odmęty, w sposób dziwnie prosty Dudniły wozy, rnająu z naw pomosty.
Także, podobno, nieraz owo zgraje W popasach rzeki wypijały całe;
Taką przynajmniej na ich cześć pochwałę Przy szklance Sostrat po partacku baje.
A przecież, jakże wracał stąd w swe progi Ich wódz szalony, który w sposób srogi Rózgami wiatry zćwiczył, jak w jaskini Eol im gniewny nigdy nie uczyni,
A zaś Neptuna w dyby wziął — i kto wie, Jak wiele brakłu, żeby go pamiętnrm Jak niewolnika nie naznacz.ł piętnem!
Stąd chyba jakiś bóg bez klepki w głowie Chciałby być w służbie u takiego pana.
To też zaledwie z życiem go uniosła Na lichej krypie krwią kurząca piana,
A tej zaś krvpy rudel oraz wiosła Wśród zbitych gęsto trupów się plątały I ten był koniec owej znacznij chwały!
LIST POETYCKI.
Z „LISTÓW“ HORACEGO.
Do Mecenasa. (Ks. I. list 7).
Pięć dni miałem być na wsi; nie stawiam się w słowie:
Bawię miesiąc; lecz jeśli dbasz o moje zdrowie,
Co czynisz dla chorego, równie racz uczynić Dla bojaźni choroby i nie chciej mnie winić.
Chronię się skwarów słońca, lękam się tej pory,
Która oczy przeraża czarnymi li który.
Bladzi ojcowie, matki o dzieci się trwożą,
Skrzętne w sądach zabiegi zgubne febry mnożą,
Lecą na śmierć lichemi sprawkami zajęci,
A sąd z ich testamentów odrywa pieczęci.
Skoro się grunt albański zabieli od śniegu,
Twój lub; wieszcz pośpieszy do morskiego brzegu;
Tam gdy w oszczędnej pracy ciężki czas przesiedzi,
Ciebie z Zeiirem, z pierwszą jaskółką odwiedzi.
Nie tak rni darów twoja szezodrola udziela,
Jak Kulaber gruszkami karmi przyjaciela.
»Jedz*. — >Dość jadłem*. — >Weź, co chcesz*. — ’Wdzięcznym [twej ofiary*.
— >Weź proszę, zanieś miłe dla twych dzieci dary*.
— »Jak gdybym wziął, tak cenię chęć szczerze wylaną*.
— »Nie chcesz? więc się te gruszki dziś wieprzom dostaną*. Rozrzutnik oraz głupiec, czem gardzi, to daje,
Stąd się lęgły i lęgną niewdzięczników zgraje.
Mądry tych darzy, w których widzi rozutn, cnoty;
Zna dobrze, co miedziany pieniądz, a co złoty.
Ja mego dobroczyńcy okażę się godnym.
Nie chcesz mi się dać ukryć w kąciku swobodnym?
Wróć zdrowie, czarnym włosem kryle wróć mi czoło,
Niech śmieję się, jak dawniej, żartuję wesoło 1 pełne z dobrem winem wypróżniając czary,
Gniewam się na niecznłość upartej Gynary.
Chuda myszka do skrzyni wązką szparką wlazła, Kontenta, że dostatek pszenicy znalazła,
Jadła, spasła się, ale tłusta wyjść nie zdoła.
To postrzegłszy łasica, z daleka zawoła; ♦ Chudaś weszła, i chuda szczupłym wyjdź otworem*.
Wrócę wszystko, gd; trzeba, tymże pójdę torem.
Nie chwalę ja skromności, choć sam dobrze jadam,
Lecz swobodę nad wszystkie bogactwa przekładam.
Znasz mnie i sam przyznałeś, żem nie jest nieskromny.
Tyś król mój, téś mój ojciec i czyliś przytomny,
Zathey. Antologia rzymska. 6
Gzy nie, daję ei z serca te imiona święte,
Doświadcz sam, czy wesoły wrócę dary wzięte.
Dobrze Telemak mówił: »Kiedy niema błoni,
Niema paszy, niezdatna Itaka dla koni,
Atrydzie! dary twoje nie mogą mi służyć,
Zatrzymaj je, sam lepiej potrafisz ich użyć*.
Małe małym przystoją: nad Rzymu przepychy Miękki przekładam Tarent, albo Tybur cichy
Filip mówca, którego imię w sądach słynie,
Szedł do siebie o drugiej z południa godzinie I kiedy się uskarżał, obciążony wiekiem,
Że mieszkał na przedmieściu od rynku dalekiem,
Postrzegł kogoś (dopiero z niego brzytwę złożył Balwierz; nożykiem sobie paznokcie chędożył).
— »Demetry«! mówi chłopcu, sprawnemu w języku, Bież, pytaj się i donieś, kto to w tym sklepiku?
Jakiego mienia, ojca, patrona i stanu*? —
Spieszy chłopiec, pyta się i donosi panu.
— »Mena woźny, człek dobry, lecz szczupły majątek;
Z równymi sobie żyje, ma swój własny kątek,
Krząta się w swój czas, wytchnie, szuka i używa,
Gdy wszystkie interesa swoje poodbywa,
Idzie na pole Marsa albo na igrzyska.
— »Żyezyłbym«, mówi Filip, »poznać się z nim zblizka,
Chcę z mm mówić, niech będzie u mnie na wieczerzy,
Bież, zaproś*. — Ale Mena dziwi się, nie wierzy,
Słowem dziękuje, nie ohee. — »Cóżto? mnie odmawia?*
— »Tobie liultaj, lecz może i bojaźń to sprawia*.
Rano Filip na rynku woźnego zastaje,
Ten kusemu Judkowi starzyznę przedaje.
Wita go; on swą pracę, swoję zatrudnienia Przekłada, że uchyb ł winnego uczczenia.
— Chciałem, 1 lecz widzisz, jaka wstrzymała przeszkoda.*
— »Pod tym warunkiem stanie między nami zgoda,
Jeśli ze mną jeść będziesz: cóż*? — Mena me przeczy.
— »Czekam, przyjdź w twoim czasie, teraz rób swe rzeczy*. Przyszedł, gadał, co mówić, co zmilczeć należy,
Pożegnał się; już rybka do ponęty bieży:
Rano klient, a zato dobre je wieczerze;
W dni odpoczynku Filip na wieś Monę bierze;
Jedzie na komu, chwali rzeczy sobie nowe: O, jak tu piękne miejsce, jak powietrze zdrowe!*
Śmieje się Filip, dobrze udała się sztuka:
I gdy sob>e wytchnienia i rozrywki szuka,
Daje sumkę, a drugą pożyczyć przyrzeka.
Tak do kupienia roli namówił człowieka.
Kupił — krótko; gospodarz z dworaka się robi,
Więc żwawo się do roli, do winnic sposobi,
Skrzętny, chciwy, bez przerwy pilnuje lemiesza I starość sobie zbytnim zabiegiem przyśpiesza.
Lecz kiedy kozy zdechły, złodzieje rozkradły Owce, żniwa chybiły, woły z pracy padły ’
Zgryziony taką stratą, w północy się zrywa,
Jedzie i do Filipa z żalami przybywa.
Ten wioząc, że zarosły, wychudły, znędzniały
— »Zdajesz się nadto skrzętny, o siebie nie dbały*. —
— »(.id\byś chciał rzecz oznaczyć wyrazem właściwym, Słuszniebyś mnie, patronie, nazwał nieszczęśliwym.
Lecz na rękę, na bogi i na twoje życie,
Proszę cię i zaklinam, wróć mi dawne bycie!* —
Kogo z lepszego w gorsze chęć niebaczna wniosła,
Niech wcześnie do pierwszego powróci rzemiosła.
Niechaj to wszystkim będzie w pamięć, wyryłem,
Ze się każdemu trzeba mierzyć swem kopytem.
UłótH. Franciszek Dmochowski.
Do Fuska Arystyusza. (Ks I. list 10.).
Zaciekły ty mieszczuchu 1 niech, zawzięty HręCzkosiej, ciebie listem dziś nawiedzę.
To jedno kładzie między nami miedzę,
Bo zresztą niemal równiśmy z bliżnięiy,
Tak to nas w zdaniach naszych nic me waśni.
Tylko, jak stoi w Ezopowej baśni,
Z braci gołębi dwóch, tyś rad, gdy gnuśnie Pilnując gniazda, duch twój w tobie uśnie,
Mnie zaś niesforny umysł mój wygania W szum puszcz, w łąk świeżość, w zboza falowania,
W skały obrosłe mchem i w chłodne gaje.
Cóż chcesz? W tem życiu i królestwo moje.
Rom ja dopiero wtedy, miły bracie,
Swobodny całkiem, kiedy mi się uda Mieć za plecyma wasze duszne cuda,
Którę wy równie z niebem wywyższacie.
Jam jak z kapłańskich jeden posługaczy,
Co, gdy mu kością w gardle już pierniki Stanęły słodkie, drapnął, drągal dziki, 1 gdzieś się w kącie chlebem czarnym raczy.
Jeśli z przyrodą radbyś żyć wesoło,
To, jak gdy chatę stawiasz, wprzód w swej porze Grunt opatrujesz, tak tu czyż być może Miejsce po temu, jak jest ciche sioło?
Kędyż jak na wsi znośniej zbieży zima?
Kędyż łagodniej wiatr na wodzy trzyma Lwa, gdy słonecznym żarom wskroś przeszyty,
Psią się wścieklizną miota? I gdzież, proszę,
Znane są komu słodsze snu rozkosze?
I czyż libijski marmur w drobne płyty Zieleńszy u was, lub choć w woń bogaty,
Jak nasze łąki, bujno tkane w kwiaty?
Woda, przemocą wzięta w ciasne rury,
Które rozsadzić w każdej chwili rada,
Czyż jest czyściejsza od strumyka, który,
Szemrząc swobodnie, z pochyłości spada?
Wszak nawet sami w waszych kolumn lesie Chętnie drzew licznych las pielęgnujecie I dom jest u was tem cenniejszy przecie,
Im z niego widok w szersze błonia niesie.
Ci, co w Akwinie, pragnąc nieostrożni Tyryjskiej szaty, lichą czerwień kupią,
Mniej stratni jeszcze, niż ów z głową głupią,
Który od błędu prawdy me rozróżni. lin więcej żądz swych kto w pomyślność włoży,. Tem w przeciwności cierpieć będzie srożej,
Bo wszak utracić wielce cię rozżala To, coś ukochał? Miej od siebie zdała Wielkość wszelaką. Tam, gdzie dach słomiany, Rozkoszniej żyjesz, niżli król z dworzany.
Jeleń, przeważną obdarzony siłą,
Często koniowi nie dał jeść na łące.
Temu nareszcie gdy się to sprzykrzyło,
Człeka przyzywa w pomoc. Ten mu lśniące Dał w pysk wędzidło. — Hajże! Teraz gonim Wspólnego wroga! — Ale, gdy już po mm,
Koń wzdycha. Wprędce spółka mil ta zbrzydła,
Bo ni się jeźdźca pozbył, ni wędzidła.
Tak kio, ubóstwa gdy go zdjęła trwoga,
Swej się swobody wyrzekł, która przecie Ponad najdroższe skarby bywa droga,
Pana, podobnie jak ten koń na grzbiecie,
Wciąż w ujarzmionej trzymać będzie dumie,
Przeto, iż sobie starczyć sam nie umie.
I kto chce lepiej, niżli ma, ten blizki Człeka, co z prędka wszedł w obuwie nowe.
W nazbyt przestronem — padł i rozbił głowę,
W ciasnem — ból srogi zyskał i odciski.
Więc, drogi Fusku! żyć tek, jak nam bywa Z góry znaczono — mądrość to prawdziwa.
Dlatego proszę, jeśli nad potrzeby Ujrzysz co u mnie, cóż dopiero, żeby Dojść miało wiedzy twojej, że gromadzę Dostatki w znoju: to ci daję władzę Zelżyć mię zaraz ostatniemi słowy.
Gdyż pieniądz — wierz mi — w miarę, jako kto woli:
Lub z niego sługa, albo pan gotowy.
Go do mnie, wolę wolność od niewoli.
List ten skreśliłem u świątyni starej,
Kędy się modlą ludzie cichej cnoty,
Lecz niezupełnie jestem swój, z tej miary,
Że ciebie niema ze mną, Kusku złoty.
Tłum. Frlicyan Faleński.
O sztuce rymotwórczej.
Z Listu do Pizonów (Ks. U list 3. w. 308 — 422).
Mądrość dobrze pLania grunlem jest i źródłem. Treść obmyśl pod nauki Sokratesa godłem,
A gdy rzecz obmyślana, wiersz łatwo popłynie.
Kto zna, co winien ojcn, gościowi, rodzinie,
Co jest miłość ojczyzny, co przyjaźni związki,
Jakie panów Rad, jakie sędziów obowiązki,
Gzem na wojnie jest wodza biegłość, doświadczenie,
Ten da każdej osobie wybitne odcienie.
Mistiz Uiegły niechaj życie, obyczaje, zbada,
Niech prawda z nich wysnuta piórem jego włada.
Nieraz przedmiot w treść samą i w myśli bogaty,
Chociaż nie ubarwiony ni sztuką, ni kwiaty,
Bardziej pociągnie, milsze uczyni wrażenie,
Niz w myśl ubogie wiersza harmonijne brzmienn.
Grekom, którzy niezego nie chciwi prócz chwały, Geniusz i urocze Muzy język dały:
U Rzymian wprawna w długie rachunki dziecina Na sto części grosz dzieli. Powie syn Albina:
— »Trzy czwarte od jednego?« — »Jedna czwarta*. Brawo! Nie zubożeje z taką do rachunków wprawą. Dodam do trzech półtora, ile mi wypadnie?*
— »Półpięta«. — Gdy tak sercem chęć zysku zawładnie A umysł zardzewieje, jakże się spudziewać,
Żeby pierś mogła cedru godną pieśń wyśpiewać?
Zadaniem jest poetów uczyć, albo bawić,
Lub tem, co miłe, życia naukę zaprawić.
Jeśli uczysz, bądź krótkim, bo treściwe słowa Łatwiej umysł obejmie, a pamięć dochowa.
Co zbytnie, z przepełnionej wyleje się czary.
Zmyślenie niechaj będzie podobne do wiary.
Bo i któżby mógł wierzyć, że jędza krwi chciwa Pożarte dziecię żywo z siebie wydobywa.
Wiersza bez treści siwe głowy nie pochwalą. Suche nauki żywej młodzi nie zapalą.
Ten prawdziwym jest mistrzem, który trudną sztuką Wdzięk z pożytkiem, zabawę połączył z nauką.
Takie dzieło popłatne, przejdzie morza, izeki,
Sławiąc imię poety w najpóźniejsze wiek.
Drobne jednak usterki znajdą przebaczenie;
Wszak nie zawsze żądane wyda struna brzmienie, Fałszywa nuta w czyste może wkraść się tony,
Ni też w cel zawsze trafia grot z łuku puszczony. Lecz, gdzie piękności wiele, nie razi mnie mała Plamka, co jak ślad ludzkiej słabości została.
Lecz jako pisarkowi, gdy mimo przestrogę Nie poprawia się w błędzie, przebaczyć nie mogę; Jak muzyk, co się zawsze w jednej nucie mylą Poeta, gdy wciąż grzeszy, jest nakształt Cheryla, Który, gdy kilka wierszy niezłych sklecić zdoła, Podziwienie w nas tylko i uśmiech wywoła.
Gniewa mnie, kiedy Homer niekiedy zadrzymie,
Ale leż trudno w długim nie znużyć się rymie.
W poezyi, jak w malarstwie, na to trzeba zblizka,
Na tamto z odległego patrzeć stanowiska,
To się w cieniu, to w świetle lepiej wyda oku,
Co się groźnego sędziów nio lęka wyroku.
To raz, tamto i stokroć widziane zachwyca.
Ty, najstarszy młodzieńcze! chociaż głos rodzica J ik za rękę cię wiedzie i własne masz zdanie,
Niechaj ci moja rada w pamięci zostanie:
Są rzeczy, w których nawet mierność dozwolona.
Tak rzecznik, co mu sprawy zwierza się obrona,
Choć z mego nie Kascellius, ni Messala drugi,
Lecz pomimo to może nie być bez zasługi.
Poecie za nic w świecie mierność nie uchodzi Na to ludzie, księgarnie, niebo się nie zgodzi.
Jak u stołu muzyki niedobranej tony,
Złe wino, mak sardyński miodem zaprawiony,
Rażą, bo się i bez nich obejdzie biesiada,
Tak wiersz, co ducha wznosi i sercami włada,
Gdy szczytu nie dosięgnie, to aż na dół spada.
Nie walczy, kto się w szkole nie ćwiczył Gradywa, Kto nie umie, ten w piłkę i w kręgle nie grywa,
Boby się zeń obecni śmian towarzysze.
Wiersze, czy kto eo umie, czy nie umie, pisze. Czemuż nie? wszakże szlachcic, przytem z łaski nieba Nie zbrodniarz i ma dobry swego kawał chleba
Pomnij słowa nie wyrzec. nie stąpić kroku, Jeśli się to Minerwy nie’podoba oku.
Wiersz twój pod Meeyusza sąd poddać należy,
Ojca i mój, a w tece dziewięć lat niech leży.
Poprawi się, wykończy niewydana praca:
Raz na świat wypuszczone słowo nie powraca.
Grał Orfej, tłumacz bogów, a lud dzil i lasy,
Podłą strawę i krwawe porzucił zapasy;
Stąd bajka, że ugłaskał tygrysy i lwice;
Że Amtion, co w Tebach założył stolicę,
Dźwiękiem lutni i pieśnią twarde wzruszał skały,
Że same szły i mury miasta budowały.
Ryła niegdyś ta mądrość i ten urok w śpiewie,
Że wieszcz miasta zaludniał, rył prawa na drzewie, Umiał od spraw publicznych osobiste względy,
Od świeckich rzeczy święte odróżniać obrzędy,
Karcił związki nieprawe, czcił małżeństwa świętość; Stąd pieśni, stąd i boskich wieszczów taka wziętość. Po nim zakwitnął Homer i Tyrteusz śpiewał,
Co pieśnią mężne serca do boju zagrzewał.
Wierszami w Delfach przyszłość obwieszczały bogi, Wiersz królów łaski jednał, uczył życia drogi;
Otwarto teatr, długich koniec trudów miły,
Czyżby więc Feb, lub Muzy wstyd ci przynosiły?
Pytano: czy natura przeważa? czy sztuka? Według mnie, bez wrodzonej zdolności nauka,
Ni zdolność, bez nauki arcydzieło zrodzi; 1 ak wzajem jedna drugiej na pomoc przychodź..
Ten, kto w gonitwach pierwszy staje u zawodu, W trudach, na mrozie, w skwarze hartował się z młodu, Nierządem się nie bawił, nie kąpał się w winie. Muzyk, co na pityjskich dziś igrzyskach słynie,
Bał się mistrza, nauce wiek poświęcił młody.
Nie dość wyrzec: »Ja śpiewam, klękajcie narody! Klątwa miernym poetom, dla mnie to za nizko, Ażebym drugorzędne zaja.ł stanowisko,
Lub wyznał, że na jakiej nauce mnie zbywa*.
EPIGRAM.
Z MARCYALISA.
I. 16.
Jest tu gorszy, jest lepszy, jest i wiersz nietęgi,
Lecz inaczej, Awicie, nie byłoby księgi.
I. 30.
Został lekarz Diaulus grabarzem w potrzebie,
I pod zmienioną firmą, jak grzebał, tak grzebie.
I. 33.
Rodziciela nie płacze Delja, gdy samotna;
Niechno kto się pojawi, zaraz twarz wilgotna.
Dla czczej chwały nie sztuka płakać choćby dziadka; Wiesz, kto płacze naprawdę? — Kto płacze bez świadka.
I. UQ.
Moim wierszom, że długie, przyganiasz niebacznie,
A sam piórkiem nie ruszysz; twoje krótsze znacznie.
II. 3.
Nic a nie-eś nie winien, Sekstusie, przyznaję:
Winien może być tylko, kto długi oddaje.
II..13.
Pchaj, Sekstusie, w sędziego, zapłać adwokata:
Spłać raczej wierzyciela, będzie mniejsza strata.
II. BO.
Prosiłem o pożyczkę — a człek był bogaty,
By mu nawet przepadło, nie poczułby straty —
Był przyjaciel mój stary, miał interes złoty 1 szalone raz po raz w nim robił obroty.
— »Gdyby.ś bił adwokatem, miałbyś zawsze grosze*. Ja na to: — »0 pożyczkę, nie o radę proszę*.
II. 38.
Jaki zysk mi przynosi mój Noment uroczy?
Ten, mój Linie, że ciebie nie widzą me oczy.
III. 9.
Coś na mnie Cynna bazgrze, aż mu piórko zgrzyta: Co mi to za satyra, której nikt nie czyta.
IV. 15.
Tysiąc ci odmówiłem wczora, Cecyljanie,
Gdyś prosił na dni parę (wieczne nieoddanie!).
»Nie mam*, rzekłem; aliści dziś znowu bez sromu: — »Pożycz sreber stołowych, gdyż mam gościa w domu*. Kpisz ze mn.e, czyś oszalał, ze prosisz o więcej? Odmówiwszy ci tysiąc, mam dać pięć lysięcy?
IV. I l-
Przed odczytem obwijasz szalem szyję całą:
Ach, namby się to bardziej na uszy przydało.
IV. 72. 0 egzemplarz mię prosisz, Kwincie; trudna rada:
Nie mam, lecz księgarz Tryfon na składzie posiada. ♦ Mam grosz trwonić na głupstwa? Niech tam inny kupi, Ja kupować nie głupi*. — A ja dać nie głupi.
IV. 83.
Newol, gdy pewien siebie, pan wielki nad pany;
Ten sam Newol, gdy w strachu, przyłóż go do rany; Pewien siebie — nie wita, z pod oka spoziera,
Cały świat to hołota, a my wszyscy zera.
W strachu — darzy i wita: ’Mój królu, mój panie!* A niechże ci, Newolu, ten strach pozostanie.
V. 9.
Niezdrów byłem troszeczkę, lecz nie było strachu:
Ale gdy z stu uczniami przyszedłeś, Symmachu,
Gdy mię setki rąk zziębłych pilnie obmacały,
Com przedtem nie miał febry, już trzęsę się caty.
V. 13.
Zem biedak, nie ukrywam, i wiem, żem nie panem, Alem praw i rycerskim zaszczycam się stanem 1 wszyscy mię czytają, pokazują sobie
I mam już za żywota, co mało kto w grobie.
Twój pałac, Kallistracie, sto słupów podpiera, T.ibertyńskie bogactwa twa skrzynia zawiera,
Łan olbrzymi nad Nilem daninę ci składa,
Strzyżesz owiec parmeńskich niezliczone stada,
A przecież, czem ja jestem, nie będziesz, nieboże; Czem ty jesteś, tem zostać lada dudek może.
V. 20.
Gdyby tak mnie i tobie, o mój Julu drogi,
Dniem swobodnie rozrządzać pozwoliły bogi, (Idyby tak dali możno’ść wy wczasu, użycia,
Żeby tak zakosztować piawdziwego życia!
Hej, precz panów wysokie progi i salony,
Precz procesy obmierzłe, rynek uprzykrzony,
Precz, mówię, pańskie łaski i pańskie humory!
Zato spacer, gawędka, najnowsze utwory,
Pola, portyk, cień chłodny, wyborne kąpiele:
Oto nasze zabawy, zajęcia i cele!
Teraz wiedziem psi żywot; jak płynąca rzeka Dzień po dniu niepowrotme czas drogi ućeka,
A nam lat źle użytych, ach, musi przybywać.
O któżby, wiedząc, jak żyć, nie śpieszył używać?
V 33.
Adwokat jakiś, słyszę, piórkiem mnie napada;
Kio, nie wiem: gdy się dowiem. no, będzie mu biada! v. ii
Klnie się Pilon, że nigdy nie jadł w domu: znaczy, Ze nie je, chyba że go zaprosić kto raczy.
V. 52.
Coś mi dał, to mi zawsze w pamięci tkwić będzie. Czemu więc milczę? pytasz. — Bo ty gadasz wszędzie. Zacznę mówić o darach, o twem sercu złotem,
Zaraz przerwą: ».Joż wiemy, sam nam mówił o tem*. W barszcz dwa grzyby. Wystarczy jeden w tym wypadku. Cliceszb, żebym ja mówił, nie mówże ty, bratku.
Dary nawet największe, wierzaj mi Posluinie,
Marnuje, kto języka powściągnąć nie umie.
V. 57.
Nic nadymaj się, Cynno, że ci mówię: panie;
Ja n.eraz twemu słudze daję to nazwanie.
V. 73.
Czemu mimo próśb i namów Nie posłałem epigramów?
— Ot, po prostu z Lej przyczyny,
Byś mi nie dał swej książezyny.
V. 74.
W afrykańskiej legł ziemi Pompejusz po zgonie, Synów zaś Europa i Azya chłonie.
Dziwisz się, że po świecie los nimi tak ciska?
— Za mała jedna ziemia na takie zwaliska.
V. 76.
Wskórał Mitrydat, pijąc trucizny miast wody,
Ze nawet jak najgorszą mógł pijać bez szkody.
Twe obiady nowego dostarczą dowodu:
Ty nie będziesz mógł, Cynno, nigdy umrzeć z głodu-
VI. 19.
Ni o gwałt, ni zabójstwo, ni zgładzenie jadem,
Lecz o nędzne trzy kozy mam proces z sąsiadem. Pomyłką je do swego zapędził ogrodu,
Skradł po prostu, lecz sędzia wymaga dowodu.
Ty o Kannach nam prawisz, Mitrydackim boju, Przeniewierczym Kartagom nie dajesz spokoju,
Sulle i Maryuszów, Mucyuszów obu
Twym głosem stemorowym wywołujesz z grobu
Rękoma illustrając cały ogrom grozy:
Ależ, drogi Postumie, trzy kozy, trzy ko — ży!
VI. 5S.
Wczora kąpał się z nami, zasiadał do stołu,
Dziś rano martwe zwłoki, marna garść popiołu.
Czy wiecie, co tak nagle ścięło pana brata?
Olo we śnie doktora ujrzał Hermokraia!
VI. lii.
Cały Pizym moje wierszo lubi, chwali, umie,
Wszędzie widzisz je w ręku; więc ten i ów w tłumieStanie jak wryty, płonie, blednie, nienawidzi:
Drawo! teraz się autor swych wierszy nie wstydź..
VI. 6B.
W iesz, że cię ująć pragnie i wiesz, że jest sknera i wiesz, czemu w twe łaski tak obces się wdziera,
A przecież go dziedzicem przysposabiasz sobie.
I on ma, głupcze jakiś, wziąć wszystko po tobie?
— >Wielkie dary posyłał*. — Tak, ale na wędzie: Odtąd chyba rybaka rybka kochać będzie.
Więc ty wierzysz w te jego po twej śmierci żale? Chcesz, by szczerze żałował? nie daj mu nic wcale..
VI. 62.
StraGł syna Sylanus, jedyne kochanie:
Jeszcześ darów nie posłał ojcu, Opianie?
O losie nielitośny, o Parki okrutne!
Który też sęp się rzuci na to ścierwo smutne?
VI. 48.
Choć ci brawo tłum bije, w togę obleczony,
Nie tyś, Pomponianie, twój obiad uczony.
VI. 51.
’Że tak często, Luperku, jesz obiad bezemnie, Znalazłem dobry sposób, by oddać wzajemnie. Zemstą dyszę i mimo czułe zaprosiny,
— »Cóż zrobisz?< — Co ja zrobię? Nie chybię godziny.
VII. 1(5.
’ Grosza nie mam, lecz darów Reguła mam mnogo; Może kupisz, Reguiu? — sprzedam (i niedrogo.
VII. 59
Cecylian obiadu bez wiiprzka nie jada:
Ze ślicznym biesiadnikiem do stołu zasiada.
VII. (id.
Fabiusz Labienowi zapisał swe mienie:
Ty to złym interesem zowiesz, Ci hienie?
VII. 77
Prosisz, Lukko, o wiersze: uwziąłem się nie dać,
Bo je chcesz mieć nie po to, by czytać, lecz sprzedać.
VII. 81. Trzydzieści epigramów złych liczy ta karta*:
— Niech tyleż będzie dobrjch, książka czegoś warta.
VII.
Że tam gładko wykładasz dystych jeden, drugi,
Że czasami wiersz nawet tlklecisz niedługi,
Chwalę, lecz nie podziwiani; to trochę za mało: Chcesz swą sztukę pokazać, napisz księgę całą.
VJ.l 98.
Kto się wszystko kupić kusi,
Ten wnet wszystko sprzedać musi.
VIII. 8.
Po tysiąc za opończę llassus handlu dobił Tyrską, kolor najlepszy; dopiero zarobił!
— »Więc to, myślisz, tak tanio?* — O pewnie nie straci, Owszem, zrobi interes, bo nic nie zapłaci.
VIII. 12.
— Czemu me chcę bogatej? — pytasz mię zgorszony, Odpowiadam: Bo nie chcę być mężem swej żony. Gdzie pieniężną przewagę ma żona nad mężem,
’Obie strony już równym nie walczą orężem.
VIII. 27.
I staryś i bogaty; więc, kto ci śle dary,
Jakby mówił do ciebie: »Kiedyż umrzesz, stary!*
VIII. 41.
Rozpacza Atenagor, że posłać nie może Podarków mi zwyczajnych w najzimniejszej porze.
Czy smutny Atenagor, wnet poznam po minie;
Że mnie mocno zasmucił > ręczę, Faustynie.
VIII. 69.
Sławnym staje się autor aż po swym pogrzebie,
Poeta, co nie umarł, nic nie wart u ciebie.
Wybacz, proszę, Wacerro, tę mowę otwartą:
By się tobie spodobać, umierać nie warto.
IX. 14.
Ten, którego zjednały twe dobre obiadki,
Myślisz, że ci przyjaciel serdeczny i rzadki?
Dzik, muszla, sutka, rybka — to jego kochanie;
Gdy ja dobrą dam ucztę, on do mnie przystanie.
IX. ai.
I.słuchacz i czytelnik chwali mc wierszyki,
Tylko łaski nie mogę znaleźć u krytyki.
Co mi tam! Głupi tylko na krytyków zważa:
Gdy gość chwali potrawę, kpię sobie z kucharza.
IX. 88.
Gdyś mnie sobie chciał ująć, poseł posła goni;
Lecz ująwszy, Rufusie, przymknąłeś swej dłoni.
Dajże dalej, nie chceszli stracić niewolnika:
I wieprz, gdy źle karmiony, wnet z chlewa umyka.
IX. 96.
Zabrał doktor łyżeczkę, chory zauważył: ♦ Oddaj*, rzecze, ♦łyżeczkę!* — ♦Więcbyś, głupcze, zażył?«
IX. 100.
Urząd za trzy denary wkładasz na mnie mnogi:
W todze naprzód raniutko wycierać twe progi,
Na krok cię nie opuszczać, zawsze na wyprzody Iść z lektyką i setne odbywać obchody.
Moj płaszcz, Hassie, i lichy, wytarty i sta.-y,
Lecz go przecie nie kupię za twe trzy denary.
IX. 102.
Na czterysta mi, Febie, oddajesz skrypt dłużny: Pożycz, Febie., sto raczej, chceszli być usłużny.
Dla innych takie dary, ja o nie nie stoję;
Czego ci, Febie, oddać nie mogę, to moje.
X. 18.
Przestał dary posyłać i zastawiać stoły,
Nie ręczy, nie pożycza, bo też i sam goły.
Lecz bezdzietny, więc zawsze tłum przy nim się bieli: O Rzymie! jakże głupich masz obywateli!
X. 47. 0 najdroższy mój Julu! cel życzeń poety,
Szczęśliwego żywota masz oto sekrety.
Majątek pradziadowski, nie znojem nabyty,
W kuchni żar niewygasły, plon z roli obfity,
Brak procesów, myśl dobra, gala bardzo rzadka,
Siły małe, lecz w zdrowiu niechaj płyną laika, ’Rozum chłopski, druhowie myśli zc nmą jednej, Pożycie z ludźmi łatwe i stół niewybredny,
Kielich wina wieczorem, ot, na trosk zalanie, Towarzyszka uczciwa, cnotliwe kochanie,
Sen, że nocka ci zleci, jakby trzasnął biczem,
Na swej doli przestawać, nie marzyć o niezem,
Końca czekać spokojnie, jak wieczór zaśnięcia,
Śmierci się nie wypraszać, nie lecieć w objęcia.
XI. 83.
Sknerom bezdzietnym dajesz za darmo mieszkanie, Dom się przecie ojiłaea dobrze, Sozybianie.
XI. 107.
Odtfcił książkę Reptycyan i skłamał wszetecznic,
Że przeczytał po drążek; więc ja na to grzecznie: Wiem, wierzę, cieszy mnie to, żeś czytał po drążek, Ja tak samo pięć twoich przeczytałem książek*.
XII. 10.
Afrykanus ma milion i jeszcze mu bieda:
Często daje Fortuna, nigdy dosyć nie da.
XII. 13.
Nowy dziś rodzaj zysków, gniew, mają bogaci 1 Gniewać się zamiast dawać — lepiej się opłaci.
XII. 25. (Zawsześ jakoś bez grosza, gdy na słowo proszę; Gdy wioska za mnie ręczy, wnet znajdą się grosze.
Mniej staremu druhowi wierzysz, Telezynie,
Aniżeli korzonkom, łodyżkom, drzewinie.
Więc gdy Karus zaskarży, niechże wioska broni,
Zapadnie wyrok smutny, niech wioska łzy roni I
XII. i».
Lat trzydzieści i cztery, jeśli myśl nie myli,
Myśmy razem, mój Julu, ze sobą przeżyli.
Było wiele słodyczy, było i goryczy,
Ale przecie chwil pięknych człek więcej naliczy.
I gdybyś gałek różnych jednę kupkę całą Na dwie rozdzielił kupki, tu czarną, lam białą,
Czarnych gałek by przecie mniej się okazało. Chcesz daleko od siebie odpędzić kłopoty,
’Chcesz się ustrzedz trosk czarnych, strapień i zgryzoty.
Nie znaj bracie, przyjaźni słodkiego imienia:
Mniej może zaznasz pociech, lecz i mniej cierpienia.
XII. 47.
Żółć, słodycz, szorstkość, grzeczność łączysz w swej osobie: Żyć bez ciebie nie mogę, nie mogę przy tobie.
XII. 61.
Fabellina oszuka, kio chce. Nie dziwota:
Frycowe, o mój Aułu, płaci zawsze cnota.
XII. 68.
Tak rano! (to mię z rzymskich wygnało salonów).
Maszh rozum, ambitnych poszukaj patronów Jam nie rzecznik, nie dla mnie gorące rozprawy,
Jam pod lekkim Muz znakiem wiek przeżył dla sławy. Dziś chcę wczasu, wyspania: w Rzymlem marzył o tem,
A miałbym i tu nie spać, uciekam z powrotem.
XII. 76.
W mo asów dwadzieścia, zboże cztery asy:
Czyś.rzeźwy, czy pijany, zawsze liche czasy.
XII. 92.
Nieraz mię pytasz, Prysku, jaką miałbym postać,
Gdyby niebo mi dało skarb jaki skąd dostać;
Trudno w przyszłej postaci dziś wystawiać siebie:
Ty jakim byłbyś, powiedz, gdyby lew był z ciebie? 11. 17.
Nieznośna jejmość febra czemu cię nu; minie,
Jęcząc i postękując pytasz mię, Letynie Z tobą chodzi na spacer, z tobą do kąpieli,
Z tobą grzybki, ostrygi, sutki, dzika dzieli,
Betynem się zalewa lub Falernem raczy,
Na Cekuba bez śniegu nawet nie popatrzy;
Wonnym zlana balsamem, ustrojona w roże,
W miękkim puchu spoczywa na tyrskiej purpurze.
Mając takie wygedy, pańskie wychowanie,
Ciebie, myślisz, opuści, do sługi przystanie?
V. 3(>.
Pochwaliłem w mych wierszach, głupiego udawał,
Niby nic mi nie dłużen: to mię wziął na kawał!
Thhn. dla lego dzieła Jan Czubek.
BAJKA.
Z „BAJEK“ FEDRUSA. 1. Wilk i baran.
Pragnieniem przymuszeni, raz do jednej strugi Pierwszy wilk pić był przyszedł, a baranek drugi Slanął po nirn. Wilk; »J?o co ty mi mącisz wodę?* Baranek: »Do mnie płynie*. — Wilk: »Ja ci to dowiodę, Żeś przed sześcią miesięcy*... — »Mum tylko półczwarta*. Wilk: Może; ale matka twoja na wilki zażartą*.
I zjadł go. — Kiedy przemoc do niecnoty zajdzie, Grzech się uświątobliwi i przyczyna znajdzie. 2. Krowa, kózka, owca i lew
Nixt się z możnym w bezpiecznej lidze nie ostoi; Świadkiem propozycyi jest ta bajka mojej.
Krowa, kózka i owca, co znosi cierpliwie krzywdę, były z lwem w jednej w lesie komitywie. (idy im się raz wielkiego jelenia poszezęści Uszczwać, tak lew rzekł do nich, podzieliwszy części: ♦ Tę pierwszą biorę, że się lwem zowię, jak znacie; Drugą, że mocny jestem, pogotowiu dacie;
Trzecia mi się, żem od was godniejszy, należy; Nieszczęście go ogarnie, kto czwartą ubieży*.
I tak niecnota sam łup opanował cały;
Towarzyszom się części żadne nie dostały. 3. Liszka i kozioł.
Człowiek w niebezpieczeństwo wielkie kiedy wpadnie,
Myśli, jakby z drugiego szkodą wyszedł snadnie.
Gdy wpadłszy liszka w studnię nie wiedząc, z przygody,
Dla wysokiej nie mogła wyskoczyć zagrody,
Przyszedł kozioł spragniony tamże, oraz pyta,
Czyli też słodki napój i woda obfita?
Ta zaś w sercu swem zdradę knując potajemną: ♦ Zstąp jeno, przyjacielu; wodę lak foremną Mam, że się rozkosz moja nasycić nie może*.
Spuścił się brodacz; liszka, mając za podnóże Wysokie kozła rogi, wyskoczyła z studni,
Zostawiwszy go, skąd mu wynijść było trudniej
Tłóm..z K Minasomice.
SIELANKA.
Z BUKOLIK WERGILEGO.
Sielanka I.
MBLlBKUS, tytyr.
MELlISEUS.
Tytyrze! pod bukowym spoczywając cieniem Dumasz, na wątłej słomce wiejskium nucąc pieniem:
My pola, my ojczyste rzucamy zagrody,
My wygnance I Ty uczysz wśród lubej swobody Brzmieć imieniem nadobnej Amarylli gaje.
TYTYR. 0 Melibeju I bóstwo te mi wczasy daje.
Bóstwem on będzie dla mnie; jemu z trzody mojej Często pierwotne jagnię krwią ołtarz napoi.
Zathey. Antologia rzymska. 13
On mym wołom dozwala błąkać się po roli I mnie na wiejskiej fleLni przygrywać do woli.
MELfBEUS.
Nie zajrzę ci, Tytyrze, lecz raczej się dziwię; Wszakże dotąd panuje ucisk na tej niwie:
Oto słaby już pędzę stąd ubogą trzodę;/
Tę chorą.v jako widzisz, macierz ledwo wiodę,
Co na gołe krzemienie pomiędzy leszczyną Bliźnięta, trzód nadzieję, zroniła jedyną!
Ach dawno num te klęski dąb gromem rażony I złowrogiej na jodle krzyk objawił wrony!
Ale któż jest tem bóstwem? niech Tytyr mi powie.
TYTYR.
Miastu, które się Rzymem, Melibeju, zowie,
Prostak mniemałem wprzódy, że nasze podobne,, Dokąd na targ pędzimy stąd przychówki drobne.
Psom równałem szczenięta, jagnię do macierzy;
Tak się zwykle po małej rzeczy wielka mierzy.
Becz tyle Rzym swe szczyty wzniósł nad inne miasta, Ile cyprys poziome kaliny przerasta.
MEUBF.US.
Co Rzym zwiedzić, Tytyrze, chęć zajęło w tobie?
TYTYR.
Wolność, która mi w późnej zajaśniała dobie,
Gdy z mej twarzy sędziwsza już spadała broda. Przyszła jednak, choć długo żądana, swoboda,
Jak zaczęła mej sprzyjać Amarylla doli;
Bo gdy mię Galaleu trzymała w niewoli,
Ni swobody nadzieja, ni pieczy o stadzie!
Choć często na rzeź poszedł skop w mojej gromadzie, Choć z mleczywa tłoczyłem ser dla miasta mnogi,
Z próżną dłonią w domowe powracałem progi.
MF.UHEUS. 0 Amaryllo! czemu twe oczy płakały,
Na kogo owoc czekał na drzewie dojrzały,
Domyślam się: Tytyra nie miały te kraje;
Ciebie wzywały krzewy, strumyki i gaje.
TYTYR.
Cóż czvnić? ni mi wolność tu sprzyjała droga,
Ni tak możnego indziej mogłem znaleźć boga.
Tam poznałem młodziana, mą słodką nadzieję;
Jego ołtarz co miesiąc mymi śluby tleje;
On pierwszy rzekł, mojemi prośbami zmiękczony >Me dzieci, paście trzody, składajcie zagony*.
MELIBEUS.
Szczęśliwy starcze! twoją ty posiadasz niwę. rly masz dosyć: choć głazy na niej sterczą siwe,
Chociaż bagniste łąki sit kryje dokoła,
Jednak owce nie będą gryźć neznane zioła.
Twe stado zarażonej trzody nie spotyka.
Szczęśliwy! ty na brzegu znanego strumyka, l.ub u źródła, gdzie z młodu piłeś słodkie wody,
Szukać będziesz wśród letnich upałów ochłody.
Tu przy płocie, gdzie kwiatów przynęcone wonią Ilybli pszczoły na wierzbie miód zbierając dzwonią,
Do snu słodkiego swoim zachęcą cię brzmieniem;
Ciebie, pod skalą robiąc, kmieć ucieszy pieniem,
Dla ciebie gruchać będą miłośnie gołębie 1 grzywacz się chrapliwy odezwie na dębie.
TYTYU.
Więc wprzódy na powietrzu paść się będą łanie,
Ryba wody rzuciwszy na br/egu zostanie I własne zamieniając na obce zagrody,
Part będzie pił Aram, Niemiec Tygru wody,
Nizli w mojej pamięci jego obraz zginie.
MEI.IUEUS.
A my pójdzii-m po Afrów tułać się krainie,
Do Scytów, lub gdzie Oax rwie krelejsk.e skały, (idzie.Brytanów od świata morskie dzielą wały.
Czy kiedy los dozwoli nam słodkiej pociechy.
Ujrzeć domów ojczystych ilarniem kryte strzechy?
Wulzieć po długich latach łanów naszych plony?
Srogi żołnierz te gnojne pouędzie zagony,
Pozbiera z naszej pracy żniwa już gotowe. (Idzie nas przywiodły, bracia, niezgody domowe I Patrzcie, komusmy naszą zasiali pszenicę!
Szczepże tu teraz gruszki, sadź w rzędy winnicę.
Idź więc już. moja trzodo, tak niegdyś szczęśliwa!
Już w chłodnej grocie leżąc, którą liść okrywa,
Nie ujrzę cię wiszącą na pochyłku skały,
Już mych pieśni nie będą gaje powtarzały
Inny pasterz powiedzie was, me drogie kozy, Ogryzać gorzki listek szczodrzeńca i łozy.
TYTYR.
Melibeju! niech jeszcze tę noc z tobą dzielę, Miękkie ci łoże z liści zielonych uściolę; Znajdziem tu słodkie jabłka i smaczne kasztany I ser tłoczony z mleka i mnogo śmietany.
Już się nad wioską wznoszą dymu gęste chmury, A dłuższy na dolinę cień upada z góry.
Tłum. Józef Lipiński.
PROZA.
I DZIEJOPISARSTWO.
Dziejopisarstwo zaczyna się w Kzymie z końcem III. w. przed Chr. Zjawiają się wtedy pierwsi armaliści (roezmkarze) piszący po grecku na wzór greckich logografow; dzieła ich, okolicznościowe i tendencyjne, nie miały wielkiej wartości. Szło głównie o wymienienie swego rodu, swojej osoby, albo swojego stronnictwa. NąJ dawniejsi, a między nimi Ouintus Fabius 1’ictor, zwany ojcem rzymskiej historyi, byli pewniejsi jato źrudlo dla późni.jszych dziejopisarzy, bo byli więcej naiwni. Późniejsi, mądrzejsi niby, niejedno już umyślnie przekręcali i przerabiali. Pierwszym prawdziwy® twórcą rzymskiej prozy był słynny w dziejach:
Markus Porcyusz Kato (M. Poreius C.ato, 234 — 149) urodzony w Tusculum. Ważna to i znaczna w dziejach postać. Zwolennik starych czasów i obyczajów, niechętnie patrzał na greckie prądy i na przeobrażenia społeczeństwa pod ich wpływem Żołnierz, który odbył całą drugą punicką wojnę, kwestor, konsul, wreszcie censor surowy i ostry w urzędowaniu (dlatego ma przydomek Censorius), natura twarda, uparta, ale szlachetna i dobrze myśląca, stał się przysłowiową, że tak powiemy, postacią: każdego męża wyfcrwałego i wiernego zasadom nazywamy po dziś dzień w całym świecie Katonem. Byłto ostatni przedstawiciel rolniczego, twardego, chłopskiego Rzymu; imał dowcip rodzimy, ale i prostacką uczciwość wieśniaka. Walczył z całą zawziętością przeciwko wpływowi greczyzny. Nie znalazł wszakże dostatecznego poparcia; wszystko pochłaniająca fala grecka była tak silna, że biedny Kato sam nie zdołał się jej oprzeć, a nie chcąc być zatopionym, na starość zaczął się uczyć po grecku, mimowoli przedtem jeszcze wyświadczywszy znienawidzonemu hellenizmowi przez sprowadzenie Enniusza do Rzymu największą usługę. Słynął jako mówca; Cicero znał 150 jego mów politycznych i sądowych. Mówca to był szorstki czasem i twardy, ale niepospolity, bo słowa jego nie wywpływały ze sztucznych zastawień! lecz z głębokiego przekonania. ♦ Trzymaj się rzeczy a słowa się znajdą* (Hem tene, verba seąnentur), ♦Mówcą powinien być człowiek dobry, w mówieniu biegły* (mr bonus (licomU peritus), oto były jego zasady. Talent miał znaczny, ale sztukmistrzem, artystą nie mógł i, powiedzieliśmy, nie chciał zostać. W starości postanowił Kato spisać dzieje ojczyste najdawniejszych czasów. Nazwał dzieło swoje „Origines“ (Początki). Napisał o praslarych dziejach trzy księgi, ale gdy skończył, a siły dopisywały, wzięła go chętka opowiadania późniejszych czasów, opisywał; więc obie wojny punrckie i następne zdarzenia aż do r. 119 i tak powstało dzieło poważne, z siedm u ksiąg złożone, w którem umieścił wiele mów, między innemi swoich własnych. Zostało z niego, niestety, tylko niewiele urywków, ale możi my polegać na zdaniu Cycerona i przyjąć za swoją pochwalę daną Katonowi: >wielee poważny autor* („grartssinms am, lor“). Oprócz lego pisał Kato przestrogi dla syna, pełne praktycznych drogoskazów życia (Ad /ilium), o gospodarstwie (De agricuUura), głównie o uprawie winnic i oliwnych drzew, a nadto listy do syna. Zebrano także wiele mądrych zdań, wypowiedzianych przy różnych sposobnościach, p. t. „Apophthegma!a“ł).
Za przykładem Katona zaczęto pisać wyłącznie po łacinie, trzy mai, je się zreszlą annalislycznego (rocznikarskicgo) przedstawienia dziejów. Jedni zajmowali się dawnetni dziejami, drudzy współczesnemu Nie będziemy się nimi dokładniej zajmować, ponieważ dzieła ich mniej były ważne i albo zaginęły, albo tylko w nieznacznych Aóslioweły się urywkach. Właściwe, umiejętne dziejopisarstwo zaczyna się dopiero w połowie wieku I. przed Chr., więc pod sam koniec rzeczypospolitej. Wtedy występują na widownię następujący wielcy pisarze;
Juliusz Cezar (Gaius Julius Caesar, 100 — 44 przed Chr) jest nie tylko jedną z największych i najciekawszych postaci w historyi całego świata i wszystkich wieków, jest nie tylko najznamie-
J) Tak nazywali i nasi poeci (n. p. Rej) krótkie wierszyki, zawierające rożne myśli, do życia się odnoszące. nitszym mężem swoich czasów, ale, i to z nasz°go stanowiska najważniejsza, utalentowanym i bystrym, miłym pisarzem. Zycie jego znane z historyi starożytnej, więc wolno nam, podobnie jak u Cycerona, przypomnieć tylko najważniejsze daty w zwięzłym zarysie. Urodził się w r. 100 d. 12. miesiąca »Quintilis«, który później otrzymał po Cezarze nazwę ».1 iilius*; był siostrzeńcem Maryusza; ożenił się z Kornelią, córką Cynny, a to nie podobało się Sulli, więc skazał go na wygnanie i ułaskawił potem bardzo niechętnie. W r. 80 służył w Azyi Mniejszej i odrazu odznaczył się; po śmierci Sulli powrócił do It/ymu i zdobył sobie imię jako mówca sądowy. Ale widać nie był ze siebie zadowolony, chociaż się podobał; pojechał więc na wyspę Rodos, ażeby uczyć się u stawnego nauczyciela wymowy (retora) Molona. Powróciwszy, zdobywał silą talenlu jedno stanowisko po druga m; w r 67 kwestor, w 65 odyI, zwracający na siebie powszechną uwagę świetnością urządzonych przez siebie igrzysk, w r. 63 arcykapłan (pontifex maximus), w następnym pretor, zaraz w rok później proprctor w Hiszpana, gdzie pokonał Luzylanów; w r. 60 tworzj Iryumwirat z Pompejuszem i Krassusem, w następnym zostaje konsulom. W parę miesięcy później jako prokonsul udaje się do Gallii i w przeciągu ośnou lat (58 — 50) podbija cały len obszerny kraj, a co najważniejsza, zręcznem prowadzeniem wojny, taktem, slużbistością i ludzkością stwa rza armię karną, posłuszną, prawdziwym duchem wojskowym przojętą, patrzącą w niego jak w słońce, ciałem i duszą oddaną. Wiadomo, że dobry żołnierz za dobrym wodzem pójdzie w ogień z zapałem i ochotą. Skorzystał z tego O zar. W duszy jego zrodziła się myśl snmowładztwa, myśl opanowania wszystkiego i lo miało się stać zgubą jego osoby, choć nie, ego idei. W drugiej wojnie domowej (49 — 45) pokonał nie bez wielkich trudów i ciężkich walk Pompejusza i jego zwolenników i stał się rzeczywistym panem świata Ale w chwili największej potęgi i władzy wybita dla niego ostatnia godzina. Dnia 15. marca 44 przed Chr. dosięgły go sztylety ostatnich obrońców rzeczypospolitej..leszcze i wtedy spokój dusz), panowanie nad sobą, wzbudzać musiały podziw; odezwał się nawet w tej przytomne] zawsze, ale raczej trzeźwo chłodnej naturze jakby głos serca, gdy umierając przeboleć nie mógł, że i ukochany jego Brutus do spiskowców1 należy i zawołał z żalem: »1 ty, Brutusie?* („Et tu, Brute?u).
Pism jego znaczna część przepadła; wiemy, że pisał nawet poezye, że był autorem tragedyi, pracował nad poprawianiem kalendarza, nad łacińską gramatyką, odpowiadał na pismo Cycerona „Calou (Anticatones) i wysyłał w świat bardzo wiele listów, ale niestety pozostały i po dziś dzień w szkołach czytane są tylko dwa Pamiętniki (Commcntarii) a mianowicie: 1. O wojnie gallickiej (De bello Gallico), wydane w r. 51 w siedmiu księgach1). Jestto oczywiścde książka nie wolna od osobistych celów, od zamiaru usprawiedliwienia swoich czynów i wyniesienia swojej osoby, ale mi., io to przedziwna, tak, że odczytać się jej nie można, tak wdzięcznie, miło i sympatycznie pisana. Cezar mówi o sobie jakoby 0 trzeciej osobie i to podnosi urok pamiętnika, w którym razićby nas mogło wieczne »ja«..Plan dzieła jest następujący:
W ks. 1. pokonanie Helwetów, klęska Aryowista w r. 58.
W ks. Il walki w Belgii i Bretanii.
YV ks, III pokonanie ludów alpejskich, morska bitwa z Wenetami 1 t, p., zdobycie Akwitam:.
W ks. IV. rozbiwszy llzypotów i Tenklerów buduje Cezar most na Benie, wpada do Germanii, przeprawia się do Brytanii, tłumi wreszcie powstanie w Belgii.
W ks. V. Cezar przeprawia się drugi raz do Brytanii3), opanowuje południową jej część. Tymczasem książę Kburonów Ambiorix w r. 64 niszczy lo kohort, któremi dowodzili Kotlo i Subuitis. Trzeciego wodza (l)licero) naciskają Nerwiowie: Cezar przybywa w ostatniej chwili, ocala go; Labie naw odpiera napad Senonów i Trewerów.
W ks. VI. Cezar uspokaja Indy północnej Galhi; przechodzi powtórnie Ren3): Swebowie cofają się; pogrom Lburenów (53).
W ks. VII. cała. Gallia powstaje w obronie swojej niepodległości; na czele wielkiego tego ruchu stoi Vercingetorix. Cezar zdobywa Avarieurn, ale pod Gergowią pobity. Vercingetorix zamknąwszy się w Alezyi po nąjdzh lniejszej, najkrwawszej obronie wreszcie poddać się musi i niepodległość Gallii umiera smutnie, ale zaszczytnie. 2. O w o j n i e domowej ( De bello civili, 3 księgi), dzieło wydane dopiero po śmierci autora, opowiada smutne z tylu względów dzieje wewnętrznych walk i niesnasek. Cezar opanował całą Italię. Pompejusz chroni się do Dyrrliachium. Cezar przez Gallię wkracza do Hiszpanii i zmusza legatów Pompejusza do poddania się. (Ks. I.). Gała Hiszpania dostaje się w jego ręce. (Ks. IL). Spieszy do Grecyi (czynność, energia nie do uwierzenia), pod Dyrrliachium pobity wkracza do Tessalii, Pompejusz idzie za nim. Teraz ma się rozegrać ostatnia stawka, teraz nastąpić ma przesławna i przesmutna bitwa pod Pharsalus, która dla Pom-
’) Legat Cezara. A. Hirlius. dopisał księgę ósmą (zdarzenia z r. 51 — 50).
J) V rozdziale 12 — 14 opis kraju. s) W rozdziale 11 — 28 porównanie Gallii z Germanią. pejusza tak nieszczęśliwie wypadła. Ucieka do Egiptu i tam pada ofiarą podłych morderców. Zaczyna się wojna lak zwana aleksandryjska, której dzieje, równie jak i wojny afrykańskiej i hiszpańskiej, opowiedzieli mniej ważni jako pisarze zwolennicy Cezara, ale nie dorównali mu pod żadnym względem.
Cezar zajmuje w literaturze rzymskiej wyjątkowe stanowisko: nie tworzy on książek, greckim szlakiem idących, me jest zwolennikiem sztuki dla sztuki, ale z prostotą żołnierską i z wielkiem stosunkowo umiarkowaniem opowiada przesławne dzieje swoje językiem najmilszym, najzrozumialszyrn..leżeli osobiste widoki ma na celu, to przyznać każdy musi, że broni ich przyzwoicie, z wielką, wykwintną elegancyą.
Osobno zwrócić uwagę należy na jego geograficzne i wojskowe opisy. Co to naprzykład za cudne miejsce, w kiórem opisuje, że doświadczeni jego żołnierze (weterani), z nakazu jego stojący w ubezpieczeniu (asekuracyi) dział oblężniczyc h jako rezerwa, mając zabroniony czynny udział w walce, widząc padających tuż obok młodych żołnierzy, płakali rzewnemi łzami, że z rozkazu wielkiego wodza musieli na to patrzeć bezczynnie. Co to za obraz, co za nauka: starzy, sterani wojownicy, którzy płaczą, że im umrzeć nie wolno, a nie wolno dlatego, że tak ukochany wódz i mistrz rozkazał, a oni pragnęliby wmieszać się w wir walki i umrzeć, by tych młodzieniaszków niedoświadczonych ocalić.
O Cezarze pisano niezliczone dzieła. To tylko smutne, że w literaturze naszej, tak skądinąd bogatej, dotychczas nie mamy godnego prawdziwej nauki tłómacza dzieł jego, bo tylko Wargocki w r. 1608 przetłómaczył pamiętnik »0 wojnie francuskiej*. W sferach wojskowych, poważnych, jest on dotychczas przedm.otem ciągłego rozważania i studyów.
Korneliusz Nepos (Cornelius Nepos, 94 — 30) z północnej Italii rodem, przyjaciel Catulla., Cycerona i Atticusa, a szczegół ten wystarcza, żeby go uważać za człowieka większej wartości. Zresztą o życiu jego nic nie wiemy oprócz tego, że pisał kilka dzieł, które zaginęły. Została tylko część dzieła »0 znakomitych mężach* a mianowicie życiorys Katona i Attyka i cały rozdział o znakomitych wodzach obcych ludów (De excellentibus ducibus exterarum gentimn), 19 żywotów (biografii).
Nepos ma tę dobrą stronę, albo, jak inni powiedzieć mają prawo, tę słabość, że do każdego, o którym pisze, przywiązuje się i widzi w nim ideał. A przytem ma jedną niezaprzeczoną wadę, że z źródeł, jakie miał (n. p. Tukidydesa, Xenofonta itd.) korzysta pobieżnie i lekko. Ale z drugiej strony stanowczo pochwalić należy szczery, uczciwy zamiar moralnego wpływu na czytelników, ażeby się z żywotów ludzi niepospolitych uczyli, jak żyć należy. Są tam niedokładności, są pomyłki, styl jest monotonny, niejednolity i niewzorowy, drobiazgi i anegdoty zajmują go czasem więcej niż czyny rzeczywiście doniosłe. To są przyczyny, dlaczego tego pisarza do niedawna we wszystkich szkołach czytanego niektórzy usunąć z nich usiłowali. Pomimo to wszystko z powodu szlachetnych chęci na pamięć zasłużył
Żywoty tlómaczył Mierzyński (Warszawa 1883).
Sallustyusz Kryspus (tlaius Sallustius Crispu? 86 — 35) miał życie nienudne i nieciężkie, ale także niebardzo spokojne. Urodzony w starem sabińskiem Amuernum, żył potem w Itzymie wc-soło, mimoto został kwestorem a w r. 52 nawet trybunem ludu. Występował nieprzyjaźnie przeciw Cyceronowi i Pompejuszowi. Niemoralne jego życie sprawiło, że w r. 50 wykluczono go z senatu. Wtedy udał się do Gallii do swego przyjaciela Cezara. Ten dał mu zadośćuczynienie, wprowadził go napowrót do senatu, postarał się o to, że go zrobiono pretorem, a w r. 46 wysłał jako prokonsula do Afryki. rlam wzbogacił się, a wróciwszy założył na Kwirynale słynne, przepiękne ogrody (hord Sallmtiani). Po zamordowaniu Cezara wycofał się zupełnie z życia publicznego, poświęcił się cichej pracy literackiej, żył tylko »Muzom i sobie*, że użyjemy słow.lana Kochanowskiego. Pisma pozostały po nim następujące: 1. Katylina (Sprzysiężon ie Katyliny albo Wojna Kąty liny, ])e amiwalione CutiUnae, Bellmn Calilinae). Opowiada tu Sallustyusz o sprzysię.żeniu Katyliny, tendencyjnie przedstawiając zepsucie obyczajów w wyższych warstwach towarzystwa, choć sana nielepszy był od innych. Dla Cycerona, chociaż był jego przeciwnikiem, sprawiedliwy, Katona bezstronnie ocenia, Cezara z widocznem podnosi zamiłowaniem. Pismo to wyszło w r. 42. 2..Tu gurt a (Bellmn Infpurthinuni). Opisuje tu autor wojnę z numidyjskim królem Jugurtą (111 — 106) w sposób bardzo zajmujący, z wielkiem poczuciem tego, co godziwe i godne. Kreśli dobitnie zepsucie arystokracyi, ale nie wwrządza krzywdy tym, co wpośród niej odznaczali się (n. p, Metellus) i tak samo nie ukrywa błędów demokracyi. Pod koniec wojny wysuwa się na pierwszy plan Maryusz 3. Dzieje (Historiae), obejmujące dzieje od r. 78 do 67, miały być najznakomitszą pracą Sallustyusza. Dzieło zaginęło niestety, zostały tylko urywki (fragmenty), a mianowicie cztery mowy i dwa listy, ale już te urywki potwierdzają sąd starożytnych o doskonałości dzieła. ♦ Katylinę* tłómaczył ks. Pi Ich o w sili, (Wilno 1767) i Habura (Tarnów 1877).
»Jugurtę« tłómaczył ks. Pilchowski (1767) i Rzepiński (Wadowice 1893).
Marcyalis nazwał Sallustyusza »pierwszym w dziejopisarstwie* (primtis in historia) i nazwał go poniekąd z niezaprzeczoną, słusznością, ponieważ był on pierwszym w Rzymie, który historyi nie uważał za bajanie, za gadaninę, ale za dzieło sztuki i liiozofii. Wzorem, mistrzem jego był wielki Tukidydes, ale nie wynarodowił, nie zgnębił jego rzymskiego umysłu, jego m.łości własnej ojczyzny. Ma on całość jej spraw na oku i w duszy, patrzy na wszystkie strony, a zawsze ze zmysłem moralnym, nawet z ostrą powagą, słowem znakomitym jest patryotą, myślicielem i pisarz, m, śledzącym i szukającym psychologicznych przyczyn i pobudek działania rodaków i dlategć nie tylko w średnich wiekach był przedmiotem uwielbienia, ule na zawsze zapewnioną mu nieśmiertelność.
Tytua Liwiusz (’lilus l.mus, 59 przed Chr. — 17 po Chr.) jest w epoce Augustowskiej niewątpliwie najznakomitszym dziejopisarzem. Urodził się i umarł w Padwie (Patavium), gdzie w putnaście wieków później godnie uczczono jego pamięć: w r. 154 8 zbudowano dlań mauzoleum. Pochodził z rodziny zamożnej i poważanej, szkołę retoryczną odbył, jak wszyscy, w Rzymie, z Augustem znajomość zawarł, ale nie ubiegał się o jego względy, nie przyjmował żadnego urzędu, nie mięszał się do polityki. Patrzał uważnie na Rzym nowy i zakochał się w starym Dawne rzymskie cnoty przyświecały jego duszy, pragnął je wskrzesić w sercach swoich czytelników i pod tem hasłem i z tym szlachetnym zamiarem przystąpił do pisania dziejów ojczystych, którym dał skromny tytuł »0d założenia miasta księgi* (Ab mbe condita libri). Ryło tych księg 142 a zapewne miał zamiar zaokrąglić 1ę liczbę do 150. Do naszych czasów doszły niestety tylko księgi 1. do X. i XXI. do XLV., obejmujące okres czasu od r. 754 — 293 i 218 — 167 przed Chr. Liwiusz zaczyna opowiadanie od przybycia Eneasza do Italii i doprowadza je aż do swoich czasów sposobem rocznikarskim (annalistycznym). Opowiadanie ożywia świetna fantazya, patryotyzm, inność prawdy, wdzięk, zręczny układ wplecionych mów, — szlachetny sposób myślenia, lgnącego do wszystkiego, co dobre i piękne. Najświetniejszy jest opis drugiej wojny punickiej. Już u współczesnych dzieło miało wielb ie powodzenie. Kwintylian (X. 101) podziwia łatwość, przyjemność, elegancyę opowiadania, Seneka (VI. 21 i nast.) nazywa Liwiusza najczystszym wszystkich wielkich umysłów oćeniaczem, Pliniusz (t.p. II. 3) opowiada, że jakiś zacny obywatel odbył umyślną podróż z Kadyksu (Gades) do Rzymu, ażeby Liwiusza zonaczyć.
Lecz wadą największą było przedsięwzięcie zbyt wielkiego dzieła. To też niewszystkie źródła wyzyskał należycie, mimo głęboko szlachetnego umysłu nieprzyjaciół ojczyzny nie ocenia zawsze sprawiedliwie, nieraz podaje zdarzenia bez należytej krytyki, a w politycznych poglądach okazuje pewną chwiejność (ehoc’nż wybitnym był zwolennikiem Pompcjusza), w sprawach wiary szanuje wprawdzie tradyeyę, ale bez zapału, bitwy fantastycznie opisuje i t. d Język jego jest piękny i miły do czytania, chociaż naturalnie nie zawsze równy. Jeżeli znakomity Asiniusz Pollio dopairził się w jego dziele padewskiego prov, ineyonalizmu (FataińnitaF), to nawet najwięksi uczeni nie mogli dojść, na czem la padewskość* polegała. Dzieło Liwiusza okoto r. 500 po Chr. podzielono na dziesięć ioksięgi czyli dekady (I., III., IV. i część ’. pozostały). Oprócz tego dochowały się streszczenia niektórych ksiąg innych t. /w. periochae. Dzieje* Liwiusza przetłumaczył Ossoliliski (Lwów 1850). /a cesarstwa dziejopisarstwa smutne miało losy. Prawda musiała zasłonić sobie twarz i pójść w służbo despotyzmu; jedni pochlebiał. i ci nic me byli warci, drudzy ze świętem oburzeniem, ze złością, z grozą patrzyli na rzeczy, ale tych prześladowano i ścigano. N. p. szlachetny Kremucyusz Kordus (Cremulius Cordus) oskarżony o wolnomyślność, musiał skończyć, jaK wielu innych, samobójstwem za rozkazem Tyberyusza, a jego Bocznik (Annalis), opowiadający upadek rzeczypospolitej, na rozkaz senatu, nie mającego już żadnej myśli, woli ani władzy, publicznie spalono.
Wellejusz Paterkulus (Velleius Paterculus). I usposobienia lichego (wielbił n. p. Tyberyusza) i pisarz mierny, powtarzający się, skłonny do pompatycznego i przesadnego przedstawienia rzeczy. Jego »IIistorya rzymska* (Hisloriae liomanae w 2 księgach! pobieżnie i bez artystycznej wartości pisana, ma chyba tę zaletę, że podaje niezłą charakterystykę niektórych wybitnych osób.
Tłómaczył ją na język polski Winc. Smaczniński (Warszawa 1830).
Korneliusz Tacyt (Publius Cornelius Tacitus 53 — 117) pochodził z rodziny zamożnej i poczciwej, (idzie się urodził, na pewno nie wiadomo, ale ponieważ cesarz Tacitus przyznawał się do pokrewieństw’a ze sławnym pisarzem, a sam pochodził z lnteramna w Umbryi (teraźniejszego Tervi), przeto przypuszczano, że to jest miejsce jego rodzinne i wystawiono mu tam w r. 1514 pomnik (odnowiony w r. 1884). W Rzymie uczył się pilnie i wiele, nietylko u retorów1), ale i u prawników. W r. 78 ożenił się z córką szlachetnego Juliusza Agricoli, którego żywot później lak pięknie opisał Piastował rozmaite urzędy, wreszcie w r. 88 został pretorem. W r. 90 znikł; co się z mm działo, gdzie by i przez parę lat, nikt. nie wie; niektórzy domyślają się, że nie mogąc patrzeć na to, co się działo w Rzymie, schronił się do Brytanii. W r. 93 po ^mierci teścia powrócił do Rzymu. W r. 97 za panowania Nerwy został konsulem (consul sulfeetus), w r. 100 wraz z przyjacielem swoim Pliniuszem młodszym występował w obronie Afrykanów, których uciskał i wyzyskiwał Marius Prisftus, Umarł, jak się zdaje, w pierwszych latach panowania lladryana. Do zawodu autorskiego przysposabiał się już wcześnie, z całą świadomością poważnych obowiązków poważnego pisarza Studyow.ił pilnie i badał historyczne źródła, a także tajemnice rzeczywistej wymowy i klasycznego stylu.
Dzieła Tacyta są następujące2): 1. Dyalog o mówcach ( Dialogu s dc oralo-rihus) jest to rozprawa o upadku krasomowstwa za czasów cesarskich i o wartości wymowy w stósunku do wartości poezyi. LI kochani nauczyciele Tacyta prowadzą w niej dysputę na taki temat. W tej pracy dwudziestoletniego młodzieńca widać już błyski wyższego talentu i nadzwyczajnej bystrości sądu; ale widać też wyraźnie wpływ Cycerona na jej treść, formę i styl. 2. 0 życiu i obyczajach Juliusza Agrykoli (De rita ct mo-rilms Dliii Agricolac). Pismo to jest życiorysem teścia Tacyta (ktor; przez kilkanaście lat, jako zarządca Brytanii, wielkie oddał ojczyźnie usługi), napisanym w tonie czysto panegirycznym, z widoczną tendeneyą, stylem retorycznym w całem słowa tego znaczeniu. Bardzo
U M. Aper, Iulius Secundus, a może i Quintilianus. 3) Podajemy je w porządku chronologicznym. Dyalog o mówcach powstał w r. 75, Żywot Agrykoli w r. 97, Germania w r. 98, Ilistoriaeprzed r. 109, Annales przed r. 117. ciekawe są ustępy o okrutnych rządach Domicyana, o Brytanii i o Brytanach. 3. Germania (Germania, sive de origine, situ, moribus ac pojndis (iernianiae libellus), etnograficzny opis starożytnej Germanii, jest dla Niemców najważniejszem źródłem do poznania ich prastarych przodków. Autor mówi w niej naprzód ogolnie o ludach »półnoenego kraju*, potem przechodzi po kolei wszystkie szczepy i kończy opowiadaniem o Słowianach i Finach. Czy Tacyt opierał się tylko na dziełach Cezara i Pliniusza, czy ’też sam poznał Germanów, o tem różnie mówią uczeni. Przypuszczać trzeba, że był na północy i dokładnie zbadał obyczaje tego narodu, więc wierzyć mu można. 4. Dzieje (Histnriae) pisał Tacyt za panowania Trajana. Było ich ksiąg 14; zostały tylko 4 początkowe i 26 rozdziałów piątej. Opowiadanie obejmowało wypadki czasów od śmierci Nerona do śmierci Domicyana (69 — 96), więc zaczerpnął je autor z własnych wspomnień. Część dzieła nam znana obeprmje rok 69 i nie cały 70; jest w niej ważny i interesujący ustęp o Palestynie i Żydach. 6. Boczniki (Annales) mają także inny tytuł »Od zgonu boskiego Augusta* (Ab <xcccssu dim Auc/usti). Zawierają dzieje rzymskie od śmierć. Oktawiana Augusta do śmierci Nerona. Ponieważ późnie; pisane, jeszcze doskonalsze są od dzieła poprzedniego, które, choć wcześniej pisane, ze względu na treść jest niejako dalszym ich ciągiem., Niestety i dtoczniki* nie doszły do nas w całości. Było ksiąg 16; dziś posiad tmy tylko księgi 1. — IV., XII — XV. w całości i księgę V.,
VI., \l. i XVI. w urywkach.
Za czasów cesarstwa me można było krytykować rządów, nie można było mówić o kweslyach politycznych i społecznych w taki sposób, jak to czynili historycy doby republikańskiej. Żeby więc historyi nie uczynić panegirykiem, albo tylko suchym opisem zdarzeń, wprowadził Tacyt do mej nowy element, który dotychczas nie grał w niej roli, choć wielką rolę odgrywać powinien, mianowicie psychologię, znajomość ludzkiej duszy. Zdarzenia, (akta zajmowały go tylko o tyle, o ile były w związku z człowiekiem i jego wolą. Chciał wniknąć w głębię dusz tych, co rządzili państwem, czy tłumami, starał się zbadać a przynajmniej odgadnąć myśli i uczucia, pobudki i sprężyny, które ten lub ów wypadek wywołały, na to, by wykryć, gdzie cnota działała, a gdzie wina, i poczuciu sprawiedliwości zadość uczynić. To było jego zadaniem. Zadaniu temu odpowiedział w wielkim stopniu, bo wielki talent, wzniosłą duszę i gorące serce jemu poświęcił, Pracował wytrwale, poznał wszystkie źródta, wszystkie pisma, odnoszące się do czasów, o których zamierzał pisać, nad wypadkami, które sam pa miętał, uważnie się zastanawiał, o ile możności bez gniewu i uprzedzenia (sine ira et studio).,
Więc to jest cechą Tacyta, że przedstawia dzieje rzymskie w takiem świetle, w jakiem sam je widzi i że patrzy na nie ze swojego punktu widzenia. Dzieła jego noszą na sobie wybitne piętno autora. Jako pisarz ze skutkiem.stara się Tacyt uczynić zadość wszelkim wymaganiom sztuki i jak najbardziej zaciekawić czytelnika. Układ historyi jest u n.ego świetny. 2 niezwykłą zręcznością i umiejętnością, z mislrzowstwem prawie łączy on luźne zdarzenia w jedną całość i z nieładu przeróżnych objawów politycznego życia tworzy obrazy i charakterystyki ludzi. Przytem pomija milczeniem szczegóły zbyteczne i mało ważne’, by za to dzieje ciekawe i wstrząsające opowiedzieć z prawdziwem zamiłowaniem. Styl Tacyta jest całkiem oryginalny, łączy w sobie niezwykłą zwięzłość, rozmaitość i poetycką barwę. Odznacza się tem, że unika zarowuo wyrażeń gminnych i spowszeclmiałych jak przestarzałych i obcych, że w kilku dosadnych wyrażeniach zawiera wiele myśli a przecież me jest niezrozumiały ani ciemny, że używa zdań zwięzłych i krótkich;l nie Gycerouskieh sztucznych, długich okresów, że wreszcie zdań nie łączy ze sobą, ale czytelnikowi pozostawia wyszukanie związku myśli. Styl to piękny w swoim rodzaju i do treści doskonale zastosowany
Nie można zaprzeczyć, że Tacyt jest po Tukidydesie największym historykiem świata starożytnego. Szkoda wielka, że ludzie dzisiejsi tak mało go czytają. Nasz Naruszewicz, przygotowując się do pisania dziejów ojczystych, przetłumaczył Tacyta. Nie wchodzimy w to, jak przetłomaczył, ale firma tłómaeza była sławna, a mimo to przekład nie docz.rkał się drugiego wydania. Twierdzimy siniało, że bez trudu i przykrości zmądrzałoby wielu, gdyby każdy zamiast tylu marnych powieści choć raz w życiu z uwagą przeczytał dzieła tego wielkiego pisarza.
Prócz Naruszewicza tłómaczył Tacyta w najnowszych czasach Okęcki (Roczniki, Żywot Agrykoli).
CEZAR.
Z „WOJNY GAlLICKIEJ“.
Pogrom Wenetów. (III, 12 — 16).
Wszelkie ni“mal miasta Wenetów leżą na ostatnich kończynach cyplów i przylądków i dlatego są niedostępne tak od strony lądu, gdyż przypływ morza powtarza się tam z wielką regularnością dwa razy na dobę, jako też i od strony morza, gdyż znowu statki wskutek odpływu bardzo łatwo mogą szkodliwie osiadać, na mieliźnie. Te dwie okoliczności utrudniały w wysokim stopniu tyr.ii miast dobywanie. ‘Niekiedy ogrom naszych robót oblężmczych robił skutek: oblężeni truchleją już na widok olbrzymiej grobli kamiennej, sięgającej wysokości murów miejskich i roztrącającej zwycięsko bezsilne fale, gdy wtem przybija znaczna ilość statków, o które u Wenetów nip trudno, i prz’wożą całą ludność wraz z mienieni do miast poblizkieh, gdzie się. znów dzięki korzystnemu położeniu dalej bronić mogą. Na tem zeszło prawie całe lato, zwłaszcza że nasza flota z powodu ciągłych burz z portu wychylić się nie śmiała i wogóle żegluga na tym niezmierzonym oceanie wobec olbrzymieli fal i prawie zupełnego braku przystani połączona jest z mesłychanemi trudnościami.
Okręty Wenetów były w następujący sposób zbudowane i urządzone — spód ich był znacznie bardziej płaski niż u naszych statków, nie grzęzły więc nawet podczas odpływu morza na mieliznach; miały sztaby i rufy wysokie, przystosowane wybornie do wielkich fal i burz, szalejących na oceanie; budowane z samej dę.biny, mogły wytrzymać najgwałtowniejsze nawet nawałności. Wiązania burtnic stanowiły belki, grube na stopę, przybijane żelaznymi gwoździami grubości wielkiego palca; kotwice zamiast na linach wisiały na żelaznych łańcuszkach; miejsce żagli płóciennych zastępowały skóry surowe lub miękko wyprawiane, nie wiedzieć, czy z braku płótna lub skutkiem nieznajomości jego użytku na ten cel, czy też, i to rzecz podobniejsza do prawdy, że ich zdaniem silne wieliry, szalejące podczas burzy na oceanie, wkrótceby potargały w szmaty płócienne żagle i że takie żagle nie nadają się wogóle do poruszania takich kolosów. W spotkaniu z tymi okrętami miała nasza flota jedną tylko przewagę, szybkość ruchów pochodzącą z wiosłowania; we wszystkiem innem umiał się nieprzyjaciel lepiej urządzić i przystósować do warunków miejscowych a zwłaszcza do burz panujących na oceanie. Dzioby naszych statków nie mogły nic zrobić tym silnie zbudowanym okrętom a na wysokim pokładzie z trudnością dosięgał kogo pocisk; z tegoż samego powodu zaczepienie hakiem nie było również tak łatwe. Dodajmy, że takie okręty, zaskoczone burzą, puszczały się z wiatrem i przetrzymywały ją łatwo, gdyż nawet mielizny nie przedstawiały dla nich znaczniejszego niebezpieczeństwa i że nawet w czasie odpływu rafy i skały podwodne nie były dla nich groźne, gdy tymczasem we wszystkich tych wypadkach groziło naszej (locie bardzo poważne niebezpieczeństwo.
Zdobywszy sporo miast, przekonał się Cezar, że jednak olbrzymie jego trudy i wydatki idą na marne, gdyż z dobytego miasta mógł się zawsze nieprzyjaciel ratować ucieczką i w ten sposób śmiertelnie ugodzony być nie mógł; postanowił więc oczekiwać (loty, która też szczęśliwie przybyła. Skoro ją tylko nieprzyjaciel spostrzegł, wypłynęło natychmiast na jej spotkanie z przystani około 220 zupełnie do boju gotowych i jak najlepiej we wszystko zaopatrzonych okrętów. I naczelny admirał lfrutus i dowodzący osobnymi statkami trybunowie i centuryonowie byli w największym kłopocie, co począć, albo jakiego na przeciwnika zażyć sposobu. Że tu dziób żadnej nie wyrządzi szkody, była rzecz jasna; stawiać wieże, również na nic się nie zda, gdyż rufy statków nieprzyjacielskich były jeszcze wyższe, wskutek czego pociski nasze rzucane z dołu słabo tylko mogły dosięgać nieprzyjaciela, gdy tymczasem pociski Gallów tem skuteczniej razić musiały. Jeden wszelako pomysł naszych marynarzy okazał się w wykonaniu bardzo skuteczny: osęki, osadzone mocno na długich żerdziach, a bardzo podobne do osęk, używanych przy oblężeniu. Temi to osękami chwytano liny, na których wisiały reje u masztu, i przyciągano do siebie; następnie rozpędzano statek zapomocą wioseł, skutkiem czego liny się rwały a reje spadały na pokład. Gdy zaś u Wenetów cała wartość bojowa okrętu polegała na żaglach i niezbędnych do ich obsługi linach, przeto utrata lin pociągała za sobą natychmiast zupełną jego niezdatność. Teraz o losie bitwTy rozstrzygało jedynie męstwo walczących, a tego było po stronie rzymskiej bez porównania więcej, zwłaszcza że bitwa toczyła się w obliczu Cezara i całego wojska a tak żaden czyn cokolwiek wybitniejszy nie mógł ujść uwagi; wszystkie bowiem wzgórza i wypukłości powierzchni, z których był jaki widok na morze, zajmowało nasze wojsko. Gdy już okręty Wenetów w sposób powyżej opisany potraciły reje, rzuca się po dwa i trzy rzymskich statków na jeden nieprzyjacielski, a nasi z największem bohaterstwem wdzierają się na pokład. Zdobyto w ten sposób znaczą liczbę okrętów. Widząc to barbarzyńcy a nie mogąc żadnego na to odnaleźć środka, rzucają się do ucieczki; i już okręty obróciły się w stronę
Zalhey. Antologia rzymska. 14 wiatru, gdy wtem nastała nagle najzupełniejsza cisza, tak że się z miejsca ruszyć nie mogły. Naszym było to bardzo na rękę, gdyż ułatwiało niezmiernie dokończenie roboty: przypadłszy zdobywają jeden okręt po drugim i kilka zaledwie zdołało pod osłoną nocy przybić do lądu; bitwa trwała bowiem od czwartej godziny dnia aż do zachodu słońca
Bitwa ta zakończyła wojnę z Wenetami a zarazem na całem wybrzeżu. Były w niej wszystkie, jakie tylko mieli, okręty Wenetów, a na nieb cała ludność, zdolna do noszenia broni, a nadto ze starszych wiekiem wszystko, co się tylko wyróżniało rozumem i pewnem znaczeniem w narodzie. Po takich stratach resztki, które pozostały przy życiu, nie wiedząc, gdzie się podziać lub czem się w miastach bronić, poddały się Cezarowi razem z całem swem mieniem. Wódz rzymski ukarał starszyznę śmiercią, a całą ludność zaprzedał w niewolę, wymierzając surową karę; chciał on barbarzyńcom dać zbawienną nauczkę, ażeby w przyszłości nie ważyli się naruszać nietykalności poselskiej.
Gallowie i Germanowie.
Szkic etnograficzny, (VI, 13-28).

W całej Gal lii, jak długa i szeroka, są tylko dwie warstwy społeczne, które naprawdę coś znaczą i cieszą się poważaniem Lud bowiem prosty, potulny zawsze i pozbawiony wszelkich praw politycznych, niewiele się różni od niewolników. Wypadki, że ktoś przyciśnięty czyto długami, czy nadmiernymi podatkami, czy wreszcie samowolą jakiego wielmoży, sam się dobrowolnie oddaje w niewolę szlachcicowi, wypadki takie zdarzają się niemal codziennie. Temu ostatniemu służą natenczas wszystkie te prawa, jakie posiada pan nad swymi niewolnikami. Warstwy uprzywilejowane stanowią druidzi i rycerstwo.
Druidzi zajmują się służbą bożą, składają ofiary tak w imieniu jednostek jak i całego narodu, są tłómaczami woli bogów. Do nich garnie się tłumnie młodzież na naukę i wogóle cieszą się druidzi wielkiem poważaniem w narodzie. To też rozstrzygają oni niemal wszystkie spory, tak prywatne jak i puh’iczne, i czy to spełniono jaką zbrodnię n. p. zabójstwo, czy spór się toczy o spadek, o kopce graniczne, we wszystkich tych sprawach wyrokują druidzi; przysądzają również korzyści i skazują na karę W razie nieprzyjęcia wyroku czy to ze strony jednostki czy narodu wykluczaią opornego od ofiar. Taka klątwa jest u nich największą karą a wyklęty uchodzi za największego zbrodniarza: każdy go bokiem obchodzi, unikając spotkań.a i rozmowy, gdyż już samo zetknięcie z mm sprowadza nieszczęście; wyklęty nie może nigdzie sprawiedliwości dochodzić, ani żadnych zgoła piastować godności. Wszyscy ci druidzi mają jednego naczelnika; jest on dla nich największą powagą. W razie śmierci dostaje się naczelnictwo najgodniejszemu, w wypadkach zaś, jeżeli jest kilku równych kandydatów, rozstrzyga wybór a niekiedy nawet rozprawa orężna. O pewnych porach odbywają druidzi posiedzenia na świętem miejscu w kraju Karnutów, leżącym według ich mniemania w samym środku Gallii. Ktokolwiek ma jakiś spór, przybywa tutaj, poddając się ich sądom i wyrokom. Jest powszechne mniemanie, że nauka druidów powstała pierwotnie w Brytanii i stamtąd dopiero dostała się do Gallii.stąd to i dziś jeszcze, kto ją chce lepiej zgłębić, udaje się w tyin celu zazwyczaj do Brytanii.
Druidzi na wojnę zwyczajnie nie chodzą i nie płacą podatków; są owszem zupełnie wolni tak od służby wojskowej jak i od wszelkich ciężarów publicznych. Dzięki tym przywilejom garnie się zawsze do nich mnóstwo młodzieży już to dobrowolnie, jnż też z woli rodziców i krewnych. Uczą się tam podobno niezliczoną ilość wierszowanych formułek na pamięć i dlatego nauka trwa nieraz całych lat dwadzieścia. Formułek tych spisywać się nie godzi, choć we wszystkich zresztą stosunkach, tak prywatnych jak i publicznych, używają pisma, posługując się alfabetom greckim. Działały tu widocznie dwie przyczyny: naprzód obawa, żeby lud nie poznał dokładniej całej nauki, następnie troska, że uczniowie spuszczając się na pismo mogliby zaniedbać ćwiczenie pamięci, rzecz to bowiem powszechnie znana, że kto się może posługiwać pismem, u lego i chęć uczenia się na pamięć i sama pamięć zazwyczaj słabnie. Dru.dzi uczą Przedewszystkiem, że dusza razem z ciałem nie umiera, lecz przechodzi po śmierci w inne ciało, przekonani, że ta wiara, przejmując swych zwolenników pogardą śmierci, przez to właśnie najskuteczniej do bohaterstwa pobudza. Zajmują się nadto badaniem gwiazd i ich ruchów, obliczaniem większości świata i ziemi, zgłębiają tajniki przyrody, roztrząsają istotę bogów — i naukę swoją wykładają młodym druidom
Drugą warstwę społeczną tworzy stan rycerski. W razie potrzeby, gdy mianowicie jaka wojna wybuchnie — a wydarzało się to przed wkroczeniem Cezara niemal co roku, gdyż sąsiad albo napadał sąsiada albo odpierał jego napad — rusza całe rycerstwo; a im kto wyższy urodzeniem i majątkiem, z tem liczniejszą drużyną hajduków i wasali wychodzi w pole: to u nich jedyna miara wpływu i potęgi jednostek.
Wszyscy Gallowie bez względu na stan, do którego należą, są bardzo religijni. Stądto w ciężkiej chorobie, w bitwie, w niebezpieczeństwie albo składają albo ślubują złożyć ofiary z ludzi, przyczem asystować muszą druidzi. Zabobon ten opiera się na wierze, że gniew bogów tylko w ten sposób przebłagać można, że za życie ludzkie składa się drugie w ofierze. Dowolne ofiary składają również w imieniu całego narodu. U niektórych narodów można widzieć olbrzymie bałwany, uplecione z chrustu; do ich wnętrza wsadzają ludzi żywych i podpalają a ludzie giną w płomieniach. Złodzieje, rozbójnicy i inni skazańcy uchodzą wprawdzie bogom za najmilsze ofiary, w braku ich jednak nie wzdrygają się ofiarować ludzi zupełnie niewinnych.
Z bogów osobliwszą cześć mają dla Merkurego; ma on też najwięcej posągow. On to uchodzi za wynalazcę sztuk wszelkich, on obrońcą podróżnych na gościńcach i ^oieżkaeh, on najlepszym stręczycielem zysków pieniężnych i opiekunem kupców. Obok niego czczą Apollina, Marsa, Jowisza i Minerwę. O tych bogach mają tesame niemal wyobrażenia, co i inne narody; a więc Apollo oddala choroby, Minerwa uczy sztuk i rękodzieł, Jowisz jest najwyższym władcą w niebie, Mars wreszcie prowadzi wojnę. Jemu to przed rozpoczęciem bitwy ślubują zazwyczaj przyszłą zdobycz wojenną, Po bitwie strona wygrywająca zabija zagarnięte bydło na ofiarę, całą zaś zdobycz składają na jedną kupę. Stąd to można oglądać w wielu krajach po uroczyskach formalne kopce, wzniesione z rzeczy zdubycznyeh, i nader rzadko się trafia, iżby kto wyzbywszy się przesądów śmiał albo zdobycz zataić albo cokolwiek z owego kopca zabrać. Takiego świętokradcę czeka najsroższa kara: śmierć na mękach.
Gallowie, powołując s.ę na powagę druidów, uważają się za potomstwo Dysa i dlatego czasu n.e liczą na dn>o, tylko na noce; urodziny, nastanie nowego miesiąca czy roku poczynają więc święcić ze zmierzchem. Z innych zwyczajów jeden tylko wyróżnia ich z pośród narodów: oto synowie przed dojściem do wieku, w którym są zdolni do noszenia broni, nie mogą się na miejscach publicznych pokazywać z ojcami, uważają tam bowiem za rzecz wysoce nieprzyzwoitą, żeby ich dzieciak paradował niejako publicznie przy boku ojca.
Mąż otrzymawszy posag za żoną, daje ze swego majątku po dokładuem obliczeniu takąż sumę i łąeży ją ze sumą posagową; całością obracają wspólnie, składając, dochody, a kto kogo przeżyje, temu dostają się obie połowy w spadku wraz z naskładanymi dochodami Mąż ma nad oną podobnie jak liaęl dziećmi władzę nieograniczoną. Gdy umrze głowa znakomitej rodziny, zbierają się krewni nieboszczyka i w razie najmniejszego podejizenia badają wdowy jakby niewolnice na torturach, a jeśli co wyjdzie na jaw, giną wszystkie wśród strasznych mąk na stosie. Pogrzeby są u Gallów w porównaniu ze skromnym sposobem życia bardzo wystawne kosztowne; w czem się tylko kochał nieboszczyk, wszystko, nawet zwierzęta, wrzucają w ogień a jeszcze nie tak dawno temu palono po pogrzebie pana na wspólnym stosie ulubionych jego niewolników i klientów.
II narodów znanyeli z rządnośei istnieje prawo, iż o każdej pogłosce lub nowinie, posłyszanej w sąsiednim kraju a mogącej dotyczyć dobra całego narodu, każdy obywatel ma obowiązek donieść zwierzchności, nikomu o nuj nie mówiąc; wiadomo tam bowiem z doświadczenia, że ludzie lekkomyślni i nierozważni pod wpływem fałszywych pogłosek tracą częstokroć głowę, posuwają się do wybryków a nawet najważniejsze czynią postanowienia. Urząd wedle własnego uznania jedno zataja, drugie, widząc w tem korzyść publiczną, podaje do powszechnej wiadomości. O sprawach publicznych wolno rozmawiać jedynie na wiecu.
II.
II Germanów zupełnie odmienny obyczaj. Niema u nich druidów, będących powagą w rzeczach religii, nic znają ofiar. Wierzą tylko w te bóstwa, które na własne oczy widzą i których dobroczynnego wpływu na sobie doznają; są to słońce, ogień i księżyc; innych nawet ze słychu nie znają.
Całe życie schodzi im na ustawicznych łowach i ćwiczeniach wojskowych; hartują się oni od dziebi i zaprawiają do ponoszenia trudów. Zajęć rolniczych nie lubią, żywią się też przeważnie mlekiem, serem i mięsem. Nikt tam nie posiada osobnych gruntów i wogóle własność ziemska zgoła nieznana. Urząd i starszyzna wyznacza co roku szczepom i rodoin, stanowiącym jedne drużyny, według własnego uznania pewien obszar pola, który po roku muszą zamienić na inny. Rozmaite względy przemawiają wedle Germanów za tym zwyczajem: wskutek dłuższego zasiedlenia się na jednem miejscu mógłby duch rycerski ustąpić miejsca zamiłowaniu do roli, powstałaby może żądza posiadania rozległych obszarów, mocny wydzierałby słabszemu jego własność, stawianoby wygodniejsze budynki, chroniące lepiej od zmina i gorąca, wkradłaby się zapewne chciwość pieniędzy i za nią, jak wszędzie, zaburzenia i niezgoda domowa; tak, jak jest, lud prosty i.ie ma zgoła żadnego powodu do niezadowolenia, gdy widzi, że ostalni German ma tyle, co i pierwszy w narodzie.
Spustoszyć jak największe obszary ziem okolicznych i otoczyć się w ten sposób jak najrozleglejszą pustynią uchodzi u Germanów za szczyt marzeń i chwały; uważają to bowiem za najlepszy dowód swego męstwa, jeżeli wypędzeni z swych krajów sąsiedz. ustępują dalej, a żaden naród nie śmie się w ieli pobliżu osiedlić, zarazem usunięta możliwość nagłego napadu podnosi ich własne bezpieczeństwo. F’rzed każdą wojną czy to zaczepną (ży odporną odbywa się wybór naczelnego wodza z władzą nieograniczoną jedynie do prowadzenia tej wojny. W czasie pokoju niema naczelnej władzy; po opolach i gminach starszyzna odprawia sądy i załatwia spory Rozboje poza granicami kraju nie hańbią nikogo; nazywają je tam owszem doskonałem ćwiczeniem dla młodzieży i wybornym środkiem chroniącym od próżnowania. Jeśli kto ze starszyzny oświadczy na wiecu gotowość do przewodzenia wyprawie i zaprasza na ochotnika, wtedy powstają mołojcy, którym wyprawa i wodz przypadną do smaku, i przyrzekają swoj udział a zgromadzenie daje un poklask. Gdyby który z takich ochotników uchylił się następnie od wyprawy, uważają go za zbiega i wiarołomcę; takiemu już potem nikt zgoła w niczem nie daje wiary.
Targnąć się na gościa za grzech sobie mają; każdy przybysz bez względu na cel, w jakim się zjawił, cieszy się zupełnem bezpieczeństwem, osoba jego jest święta, każda chata stoi dlań otworem i wszędzie się z nim strawą podzielą.
Był niegdyś czas, kiedy Germanów bitnością przewyższali Gallowie, trapili ich najazdami a nawet skutkiem przeludnienia i braku ziem. za kładali za Renem osady. Wolkowie np. i Tektosagowie zdobyli i osiedli najżyźniejsze w całej Germanii ziemie w okolicy Lasu Ilercyńskiego, znanego już, jak się przekonywam przynajmniej ze słuchu, Eratoslenesowi i innym Grekom, którzy go Orcyńskim nazywają. Szczep ten utrzymał się do dziś dnia w swoich siedzibach i słynie ze swej sprawiedliwości i bilnośei. Alić Germanowie zachowali swoje dawniejsze ubóstwo, niedostatek i wytrzymałość na trudy, żyją i ubierają się jak dawniej, gdy tymczasem u Gallów blizkie sąsiedztwo naszych prowincyi oraz zapoznanie się z zamorskimi płodami sprowadziły dobry byt i używanie. Skutek był taki, że Gallowie oswoiwszy się z myślą o swej niższości a nawet kilkakroć pogromieni dziś już sami przyznają Germanom przewagę wojenną nad sobą.
Na przebycie rzeczonego Lasu potrzebuje dobry piechur lat dziewięć; rozległość inaczej określić się nie da, gdyż innych miar odległości Germanowie nie znają. Poczyna się ten L«s na granicach ziem Helwetów, Nemetów i Kauryków i ciągnąc się wzdłuż rzeki Dunaju, dosięga granic Daków i Anartów; zwraca się następnie na lewo, opuszczając kierunek rzeki; tu się schodzą granice kilku narodów, co się rozległością tego pasma tłómaczy. Niema bowiem w znanej mi Germanię człowieka, coby się mógł nawet po 60-dniowej podróży pochwalić, że dotarł do ostatecznych granic tego Lasu lub że wie napewno, gdzie się to pasmo z drugiego końca poczyna. To pewna, że żyją tam takie rodzaje zwierząt, jUkifch gdzieindziej dotąd nie widziano. Najosobliwsze i najhardziej godne wzmianki są następujące.
A naprzód żyje lam bydlę, mające kształt naszego jelenia na czole w równej od obydwóch uszu odległości wyrasta mu róg, jeden tylko, lecz dłuższy i nie taki kręty, jak znane nam togi. Wierzchołek tego rogu rozszczepia się w rozległe rosoclty kształtu dłoni; samiec i samica nic różnią się niczent pomiędzy sobą: mają te same własności, ten sam kształt i rogi równej wielkości.
Inne znów zwierzę, zwane tam łosiem, przypomina i kszlałtem i niejednakowym zabarwieniem sierści naszego kozła, jest jednak nieco większe i ma rogi tępo zakończone a golenium brak stawów i przegubu. Dlatego to łosie nie kładą się na spoczynek a raz upadłszy na ziemię ani się zerwać na nogi ani wogóle podnieść nie mogą. Drzewa zastępują im legow; — ka: o nie się opierają i tak pochylone cokolwiek w tył zażywają spoczynku. Myśliwi więc wytropiwszy miejsce ich zwykłego spoczynku albo podkopują wszystkie drzewa albo podrzynają, tak jednak, że to wygląda, jak gdyby dęby mocno stały. Łoś opierając się swoim zwyczajem o takie drzewo wywraca je swoim ciężarem i sam razem z niem upada na ziemię.
Trzeci rodzaj zwierząt stanowią tak zwane tam przez mieszkańców tury; są one nieco mniejsze od słoni a z kształtu, barwy sierści i postaci podobne do naszych wołów. Posiadają siłę olbrzymią a nadto niezwykłą chyżość w biegu; spostrzegłszy człowieka lub zwierzę, zaraz się nań rzucają. Łowią je, ostrożnie napędzając w doły, i tam dopiero zabijają. Trud ten hartuje młodzież i polowanie takie stanowi dla niej wyborne ćwiczenie wojenne, a kto najwięcej ubił turów, o czem świadczy ilość rogów publicznie wystawionych, ten ma wielką stąd chwałę. Atoli zwierzęta te, nawet bardzo młodo złapane, nie dadzą się obłaskawić na przyszłość. Grubość ich rogów, powierzchowność i kształt znacznie są inne jak u naszych wołów. Przepadają tam za nimi; dostawszy oprawiają brzegi w srebro i używają przy najświetniejszych biesiadach zamiast puharów.
Tłóm. dla tego dzielą J. Czubek.
Z „WOJNY DOMOWEJ“.
Zajęcie Korfinium. (I. 1(1-23).
Po ucieczce Lentulusa i zajęciu Askuhim wydał Cezar rozkaz pozbierać żołnierzy, którzy odstąpili Lentulusa i utworzyć z muli nowe kohorty; następnie zatrzymawszy się w mieście tylko dzień jeden, a to ceh.m nagromadzenia zapasów żywności, wyrusza na Korfinium.
Zbliżając się ku miastu, zastał 6 kohort, wysłanych w tym celu przez Domieyusza, zajętych właśnie zrywaniem mostu na rzece, oddalonego od Kortinium o jakie 5000 kroków Natarła na nich zaraz przednia straż Cezara, a oddział Dotnicyusza, odparły od mostu, cofnął się szybko do miasta. Przeszedłszy z legionami rzekę po moście, stanął Cezar pod miastem i rozłożył się w pobliżu murów obozem.
Widząc to Domicyusz, wyprawia do Apulii ludzi zjednanych nadzieją sowitej nagrody a znających dobrze tamtejsze okolice z listem do Pompejusza, w którym usilnie prosi o pomoc: »i)wa wojska* — pisał Domicyusz — »mógł; by nawet z łatwością osaczyć Cezara jak w matni i odciąć mu zupełnie dowóz żywności: jeżeli odsiecz nie nadrjdzm, i on i przeszło 30 kołiort tudzież znaczna liczba senatorów i rycerzy rzymskich mogą się znaleźć w nader niebezp.ecznem położeniu*. Tymczasem zagrzawszy przemową swych żołnierzy, ustania na murach machiny wojenne i rozdziela pomiędzy dowódców obronę m.asta; następnie zwoławszy koło wojskowe, przyrzeka w własnych dobrach powydzielać żołnierzom grunta, szeregowcom po 4 morgi, centuryonom i weteranomochotnikom stosownie więcej.
W tymże czasie otrzymał Cezar wiadomość, że mieszkańcy miasta Sulmo, odległego od Korfinium o 7000 kroków, byliby gotowi stanąć po jego stronie, gdyby nie obecność senatora Kwintusa Lukrecyusza i Attyusza Peligna, którzy w 7 kohort zajmują miasto. Cezar posyła tam Marka Antoniusza z 5 kohortami XIII. legionu. Na widok naszych sztandarów otwierają Sulmonianie bramy i wszyscy, tak mieszczanie jak i żołnierze, z okrzykami radości wychodzą naprzeciw Antoniusza. Lukrecyusz i Attyusz rzucili się z murów. Przyprowadzony przed Antoniusza Attyusz zażądał, aby go odstawiono do Cezara. Z kohortam — i Attyuszem powraca jeszcze tego samego dnia do obozu Antoniusz. Kohorty wcielił Cezar do swego wojska, Attyusza zaś puścił wolno.
Nie tracąc czasu, począł teraz Cezar silnie umacniać obóz i gromadzić zapasy zboża, dostardzanego przez okoliczne miasta, postanowiwszy tu, pzekać na swe główne siły. Do trzech dni nadciągnął legion
V1.1I. i 22 kohorty, świeżo zaciągnięte w Gallu i około 3U0 jazdy od króla noryckiego. Po przybyciu tych oddziałów zakłada po drugiej stronie miasta drugi obóz, powierzając w nim dowództwo Kuryonowi. W następnych dniach zaczął otaczać miasto wałem, wzmacniając go równocześnie basztami. Właśnie w tym czasie, kiedy roboty były już na ukoń czeniu, powrócili wysłańcy od Pompejusza.
Domicyusz przeczytawszy list, zataił jego treść, zapowiedział natomiast na radzie wojennej, żo Pompejusz lada dzień z odsieczą przybędzie i wezwał obecnych, iżby nie tracąc ducha poczynili potrzebne do obrony przygotowania. Potajemnie jednak naradza się z garstką swych zaufanych przyjaciół i postanawia umknąć. Atoli mina Domicyusza, zadająca kłam jego słowom, jakaś gorąezkowość i uderzający brak stanowczości w całem jego postępowaniu od kilku dni, zbyt ezęsle konszachty na osobności z przyjaciółmi, czego przedtem u niego nie bywało, slaranne unikanie publicznych narad i wszelkich zebrań wogóle: wszystko to było powodem, że rzecz wkrótce wydać się musiała. Olo l’otnpc|usz odpisał, że nie myśli wszystkiego stawiać na jednę kartę; zresztą Domicyusz, ani rady jego nio zasięgnąwszy ani czekając rozkazu, zamknął się w murach Korfimum; będzio-li rzecz możliwa, niech się przedziera do niego z całem swem wojskiem. — Alić obsaczonie i wały, zamykające szczelnie miasto, czyniły tę rzecz zgoła niemożliwą.
Kiedy już w całem mieście wiedziano o zamiarze Domicyusza, zebrała się o zmierzchu cała załoga na koło, a trybunowie i centuryonowie oraz najwpływowsi z pomiędzy szeregowców tak soDie rozumują Jesteśmy szczelnie osaczeni, roboty oblężnicze niemal już ukończone, wódz nasz Domicyusz, w którym dotychczas ślepe pokładaliśmy zaufanie, porzuca teraz wszystko i myśli uciekać; pora myśleć o sobie*. — Nie zgadzają się zrazu na to Warsowie i obsadzają nawet dzielnicę miasta, która się im wydała najobronmejszą. Rozdrażnienie wzajemne było tak wielkie, że omal do starcia i formalnej bitwy nie przyszło. Aleć przecie udało się wkrótce obustronnym posłom zażegnać szczęśliwie zatarg, gdy wyszło na jaw, o ezem dotąd nie wiedzieli Warsowie, że Domicyusz myśli uciekać. Teraz, wszyscy już lednej myśli, obstępują i strzegą pilnie sprowadzonego Domicyusza i wyprawiają z pośród siebie do Cezara posłów z oświadczeniem, że gotowi bramy otworzyć i wogóle zastosować się do jego rozkazów, Domicyusza zaś wydać żywcem.
Cezar rzecz rozważywszy, byłby z ważnych względów wolał jak najprędzej zająć miasto i załogę do swego obozu sprowadzić, mając zwłaszcza na uwadze, że czy to podarunki, czy stosowna przemowa, wlewająca nowego ducha w żołnierzy, czy wreszcie fałszywe pogłoski mogą zachwiać postanowieniem załjgi: toć na wojnie błahe przyczyny ważne nieraz sprowadzają wypadki; z drugiej strony obawiał się znowu, że jego żołnierze, wkroczywszy nocną porą do miasta, mogliby się łatwo do rabunku posunąć. Mając to wszystko na uwadze, wyraża posłom swe zadowolenie i odsyła ich napowrót do miasta z poleceniem strzeżenia bram i murów. Następnie wały jeszcze niezupełnie ukończone obsadza wojskiem, lecz nie w pewnych odstępach, jak to dotychczas bywało: był to raczej nieprzerwany łańcuch straży i placć wek, które pomiędzy sobą utrzymywały czucie i cały wał zapełniały; trybunom i prefektom wyznacza stanowiska na tymże wale okólnym, polecając im nic tylko mieć się na baczności przed wycieczkami, ale także pilnie uważać na to, żeby się nikt z miasta nie wykradł. Nie znalazł się wiedy w całem wojsku nikt z tak zimną krwią lub do tyła ospały, iżby tej nocy oko choćby na chwilę zmrużył. Z takiem zaś zaciekawieniem oczekiwano końca tej sprawy, że niemal każdy inaczej w duszy zgadywał, co się stanie z mieszkańcami Korfinium a co z Domieyuszem, Lentulusem i z załogą i jaki los oblężonych czeka.
Około czwartej straży wszczął Lenlulus Spintcr z muru rozmowę z naszemi strażami i placówkami oświadczając, że chciałby się widzieć z Cezarem, gdyby ten na lo się zgodził. Gdy żądane pozwolenie na deszło, wyprawiono go z miasta, lecz żołnierze Domicynsza dopiero wlody go odstąpili, kiedy już miał stanąć przed Cezarem. Przedmiotem rozmowy było bezpieczeństwo Lontulusa: błagał on, zaklinając na wszystko, co święte, iżby mu Cezar życie darował; wspominał dawną przyjaźń, wyliczał przysługi, jakie mu Cezar wyświadczył — a były one niemałe: dzięki Cezarowi dostał się on do grona pontylików, po preturze otrzymał w zarząd Hiszpanię, ubiegając się o konsulat doznał również jego poparcia. Przerwał mu Cezar uwagą, że przekraczając granice swej prowincyi nic miał na myśli nizkiej zemsty, lecz tylko własną obronę wobec nikczemnych zniewag ze strony przeciwników, przywrócenie trybunom, którzy w jego obronie musieli Rzvm onuścić, należnej im powagi, a wreszcie zapewnienie wolności sobie a zwłaszcza narodowi rzymskiemu, uciskanemu przez nieliczną klikę możnowładców. Pokrzepiony na duchu temi słowy Lenlulus prosi, aby mógł wrócić do miasta, zapewniając, że jego ułaskawienie doda drugim otuchy i nadziei; niektórzy bowiem do tego stopnia upadli na duchu, że omal nie targnęli się na własne życie. Otrzymawszy pozwolenie wraca do miasta.
Gdy się wreszcie rozwidniło, polecił Cezar odstawić do obozu wszystkich senatorów z dziećmi, tudzież trybunów wojskowych i rycerzy rzymskich. Senatorów było pięciu: Lucyusz Domicyusz, Publiusz Lentulus Spinter, Lucyusz Wibulliusz Rufus, kwestor Sekstus Kwintyliusz Warus i Lucyusz Rubryusz; nadto syn Domicyusza i niemało młodzieży, a także znaczna liczba rycerzy i dekuryonów z miast prowineyonalnych, których Domicyusz do Korfinium powołał. Wszystkich co do jednego dostawiono. Cezar zakazał żołnierzom wszelkich zniewag i urągań. W krótkiej prze mowie do jeńców oświadcza z ubolewaniem, że niektórzy z nich źle mu się wywdzięczyli za wielkie dobrodziejstwa, które im wyświadczył, puczem wszystkich obdarza wolnością. Domicyusz przywiózł był ze sobą sześć milionów sestercyów, które następnie złożył w kasie miejskiej. Gdy więc teraz duumwirowie miejscy wydali tę sumę Cezarowi, zwrócił ją tenże Domicyuszowi, chcąc przez to pokazać, że nie tylko krwi ludzkiej, ale także i złota bynajmniej chciwy nie jest, chociaż dobrze wiedział, że to była kasa wojenna, zasilona przez Pompejusza, z której wypłacano żołd wojsku. Następnie odebrawszy na swoje imię przysięgę wierności od żołnierzy Domicyusza, jeszcze tego samego dnia zwija obóz i odbywa zwyczajny pochód. Siedm dni wszystkiego zabawił pod Korfinium. Teraz ciągnie dalej krajem Marrucynów, Frentanów i Larynian i wkracza wreszcie do Apulii.
Bitwa pod Farsalos. (III. 84 — 1)9;.
Wojaku było zaopatrzono w żywność i ożywiał je wyborny di mli; od potyczek pod Dyrraelnum upłynęło sporo czasu i już można było polegać na męstwie żołnierza. Cezar postanowił więc przekonać się, czy Pompujesz golów bitwę przyjąć albo przynajmniej o niej myśli. W tym celu wyprowadza wojsko z obozu i ustawia je w szyku bojowym, naprzód w dogodnem dla siebie miejscu a w znacznej od obozu Pompejusza odległości, następnie z każdym dniem oddala się bardzie) od swego obozu, posuwając się równocześnie ku wzgórzom, zajętym przez Pompejusza. Ruchy te z każdym dniem podnosiły odwagę żołnierzy. Ale iazda stanowła zawsze jeszcze najsłabszą stronę Cezarowego wojska. Co do niej trzymał się więc swojej dawnej taktyki, o której już była mowa, tej mianowicie, że wybrany z pomiędzy legionów hufiec młodych i krzepkich junaków, zaopatrzonych w lżejszą broń celem podniesienia szybkości ich ruchów, rozdzielał pomiędzy jazdę i razem z nią puszczał na nieprzyjaciela; wskutek ciągłego ćwiczenia nabyli oni doskonałej wprawy w tej sztuce. Tem się też tłómaczy, że tysiąc takiej jazdy nawet w olwartem polu mogło w razie potrzeby stawić czoło siedmiu tysiącom jazdy Pompejusza, nie czując tak dalece ich liczebnej przewagi. W ostatnich dniach stoczyła też ta jazda zwycięską utarczkę z jazdą nieprzyjacielską, w której poległ pomiędzy innymi także jeden z owych dwóch Allobrogów, którzy, jak się to już powiedziało, zbiegli do Pompejusza.
Pompejusz, którego obóz stał na wzgórzu, szykował swoje wojskozawsze u stóp pagórka, oczekując widocznie, czy Cezar nie da się przecie zwabić w niedogodne dla siebie miejsce. Ten znowuż widząc, że Pompejusz w żaden sposób do przyjęcia bitwy skusić się nie da, uznał za rzecz dla siebie najkorzystniejszą ruszyć z miejsca i ciągłe odbywać pochody, rachując na to, że ustawiczna zmiana miejsca i przechód przez świeże okolice ułatwi mu wyżywienie wojska, a nadto zdarzyć się może właśnie w pochodzie dobra sposobność do stoczenia bitwy, nieprzywykłego zaś do trudów Pompejańskicgo żołnierza znuży ciągłymi pochodami. Wykonując swój zamiar, rozkazał otrąbić pochód i już nawet zwinięto namioty, gdy wtem spostrzeżono, że szyk Pompejusza odsunął się cokolwiek dalej jak zwykle od szańców obozowych, wskutek czego pole walki nie przedstawiało już zbyt wielkich niedogodności. Wojsko było już w bramach, gdy Cezar zawołał na swoich: »Pochód na razie odłożyć a myśleć o bitwie! Nasze gorące życzenie spełnione! Odważnie do boju! Tak łatwo druga sposobneść się nie nadarzy*, i natychmiast wiedzie na nieprzyjaciela wojsko do boju gotowe.
Pompejusz postanowił również, jak się to później dowiedziano, na powszechne naleganie swoich przyjaciół bitwę stoczyć. Zapewnił nawet na radzie wojennej, dzień przedtem odbytej, że jeszcze przed właściwem starciem pójdzie wojsko Cezara w rozsypkę. Słysząc zaś pewne wątpliwości od kilku, dodał: »Wiem ja, że obiecuję rzecz niemal niepodobną do wiary, ale gdy wam swój plan wyluszczę, pójdziecie jeszcze z lepszą otuchą na bój; oto wyłożyłem dowódzeom naszej jazdy swój pomvsł, którego wykonanie wzięli na siebie: przed samem rozpoczęciem bitwy rzuci się nasza jazda z prawego, nieosłoniętego boku na szyk bojowy (Jesara, następnie zaszedłszy z tyłu, sprawią w mm zamieszanie i popłoch, zanim jeszcze z naszej strony pierwszy pocisk padnie. W ten sposób bez narażenia nawet legionow na wątpliwą zawsze walkę a prawie bez krwi rozlewu położymy kres wojnie. Plan ten wobec ogromnej przewagi naszej jazdy nic przedstawia zgoła żadnych trudności*. Zarazem nakazał członkom rady gotowość wojenną wobec zbliżających się wypadków i kiedy już przyjdzie nareszcie do bitwy, o której tak często marzą, niechże w boju potwierdzą mniemanie o sobie własne i innych. Po mm zabrał głos Labienus i lekko się wyrażając o wojsku Cezara a plan Pompejusza jak najgoręcej popierając, tak się odezwał: »Już to nie to wojsko, Pompejuszu, które pobiło Gallię i Germanię. Brałem odział we wszystkich bitwach, nie mówię więc na ślepo, lecz rzeczy dobrze świadom. Garść tylko niewielka z owego wojska pozostała; większa część wyginęła, co po tylu bitwach wydać się musi rzeczą zupełnie naturalną, a iluż to zmiotła niezdrowa jesień w Italii, ilu do domów się rozeszło, ilu zostało w Italii! A’boż to nie wiecie, że z chorych, którzy w Brundyzyum zostać musieli, potworzono tamże kohorty 1 Wojsko, które przed sobą widzicie, toć to sam niemal świeży żołnierz w tych dwóch ostatnich latach zaciągnięty w Galin przedpadańskiej a po największej części nawet z tamtej strony Padu. Co było wyborowego wojska, to wyginęło w dwóch bitwach pod Dyrrachium*. W końcu zaklął się, że nie wróci do obozu chyba zwycięzcą i wezwał obecnych, aby podobną złożyli przysięgę. Pompejusz nie szczędząc pochwał, sam również przysiągł; przysięgli bez wahania wszyscy na radzie obecni. Na — tem zakończono obrady: wszyscy rozeszli się pełni otuchy i w radosnem usposobieniu a przekonani, że w rzeczy tak ważnej tak doświadczony wódz bezpodstawnych twierdzeń wygłaszaćby nie mógł, już teraz uważali się w duchu za zwycięzców.
Podstąpiwszy bliżej pod obóz Pompejusza, rozpoznał Cezar teraz już dobrze ustawienie nieprzyjaciela. Na lewem skrzydle stały dwa legiony, 1. i II!., odstąpione niegdyś jeszcze w początkach zatargu przez Cezara wskutek uchwały senatu; tu znajdował się sam Pompejusz, środek zajmował Scypion z syryjskimi legionami: legion cylicyjski wraz z ldszpańskiemi kohortami, które, jak się to uż powiedziało, przyprowadził Afraniusz, stanowił prawe skrzydło. W tych pokładał Pompeiusz największe nadzieje. Resztę wojska ustawił pomiędzy środkiem a oboma skrzydłami; ilość kohort dochodziła do 110, liczących razem 45.000 żołnierza. Weteranów-ochotników było do dwóch tysięcy; byli to opatrzeni już gruntami weterani, którzy dawniej pod nim służyli; tych porozstawiał w różnych punktach na całej linii bojowej. Ryło jeszcze ponadto siedm kohort, które dla obrony zostały w obozie i w poblizkich szańezykaeli. Prawe skrzydło zasłaniał potok o stromych brzegach, dlatego całą jazdę oraz procarzy i łuczników mógł rzucić na skrzydło lewe.
Cezar dawnym swoim zwyczajem postawił legion X. na prawem skrzydle, IX. zaś na lewem, chociaż ten ostatni w bitwach pod Dyrracluuni dotkliwe poniósł straty; obok niego stanął VIII. tak blizko, że oba legiony zlewały się niemal w jeden; Cezar polecił im nawzajem się wspierać. Kohort na linii bojowej miał ośmdziesiąt czyli 22 000 żołnierza; dwie kohorty zostawił dla obrony w obozie. Dowództwo nad lewem skrzydłem oddał Antoniuszowi, nad prawem Publiuszowi Sulli, nad środkiem Juliuszowi Domicyanowi; sam stanął naprzeciwko Pompejusza. Wtem spostrzegł ruch nieprzyjacielski, o którym powyżej była wzmianka; w obawie tedy, żeby ta ogromna masa jazdy nie ogarnęła prawego skrzydła, wyrywa szybko z trzeciej linii bojowej kilka kohort, tworzy z nich czwartą linię, zwracając się czołem naprzeciw jazdy i wyłuszczywszy swój plan, zapewnia uroczyście, że na ich mieczach spoczywają losy dnia dzisiejszego, zarazem przykazał trzeciej i czwartej linii bojowej zeby się me ważyły bez wyraźnego rozkazu przyjmować udziału w bitwie: w chwili, którą uzna za stósowną, da znak swoją chorągwią.
Teraz obyczajem wojennym zagrzewa przemową żołnierzy do boju; wyliczając nieprzerwany szereg swoich względem wojska zasług, powoływał się zwłaszcza na świadectwo samychże żołnierzy, jak gorąco pragnął zawsze pokoju, opowiadał przebieg swoich rokowań za pośrednictwem Watyniusza na kilku zjazdach, następnie Aulusa Klodyusza ze Scypionem, wreszcie o swych usilnych staraniach pod Orykum względem przepuszczenia ze strony Libona posłów; zapewniał, że zawsze miał wstręt do niepotrzebnego krwi żołnierskiej przelewu i zawsze pragnął go rąco obydwa wojska zachować dla ojczyzny. Mowa la wywołała niesłychany zapał i głośne wołanie o hasło do bitwy, które też Cezar kazał. otrąbić.
Był w wojsku Cezara weteran-ochotnik, nazwiskiem Krastynus, przed rokiem najstarszy rangą centuryon w X. legionie, człowiek niezwykłej odwagi. Stary wiarus na pierwszy odgłos trąb zawołał: »Na przód, za mną, moi dawni druhowie z pod chorągwi! Dopełnijcie miary posług waszemu wodzowi, ostatnia to już bitwa, która wodzowi cześć osobistą a nam wolność przywróci*. Następnie zwrócony do Cezara rzecze: »Dzisiaj zaś, wodzu, żywemu lub zmarłemu będziesz składał dzięki*. Rzekłszy to pierwszy z prawego skrzydła poskoczył a za nim do stu dwudziestu ochotników z tej samej centuryi.
Pomiędzy obu wojskami było tyle miejsca, że obustronni wojownicy mieli się gdzie rozpędzić. Pompejusz jednak zapowiedział swoiin, ażeby spokojnie czekali natarcia, nic ruszając się z miejsca, przez co nastąpić musi rozluźnienie w nieprzyjacielskich szykach. Dał tę radę Pompejuszowi podobno Gajusz Togaryusz, przekładając, że w len sposób pierwszy ów najsilniejszy rozpęd się zmarnuje, w szeregach powstaną luki a żołnierze Pompejusza, w porządnym szyku stojący, uderzą na zmieszanego już nieprzyjaciela; liczył leż na to, że wyrzucone pociski z mniejszą siłą razić będą w miejscu stojących żołnierzy, aniżeli gdyby sami naprzeciw biegli z rozpędem, przypuszczał wreszcit, że przyśpieszony bieg zatamuje oddech Cezarowym żołnierzom i wyczerpie ich siły. Nam się zdaje, że tu Pompejusz popełnił wielki błąd. Wiadomo przecie, że jćst jakiś wrodzony szał, który w bitwie ogarnia walczących; szał ten dobry wódz nie gasić, ale podniecać winien i nindarriio przechował się dawny obyczaj, że tuż przed starciem wszystkie trąby grają i całe wojsko podnosi okrzyk, bo to wszystko, zdaniem wszystkich wodzów, nieprzyjaciela miesza a swoim dodaje odwagi.
Na dany znak rzucili się nasi żołnierze z gotowymi do rzutu pociskami naprzód; spostrzegłszy jednak, że Pompejańczycy stoją spokojnie w miejscu, natychmiast jako doświadczeni i do boju skutkiem poprzednich walk zaprawami wojownicy, sami bez rozkazu zwolnili biegu i zatrzymali się prawie w połowic drogi, nie cucąc z nadwąlloneini siłami uderzać na nieprzyjaciela; po małej chwili puścili się znowu biegiem i wyrzuciwszy pociski, niezwłocznie się wzięli do mieczów, stosownie do otrzymanego poprzednio rozkazu. Ale i żołnierze Pompejusza nie pokpili sprawy, nie tylko bowiem wytrzymali grad pocisków i natarcie legionów, lecz nawet zachowali porządek w szykach i wyrzuciwszy również swoje pociski, dobyli mieczów. Równocześnie cała jazda Pompejusza stosownie do poprzedniego rozkazu wysuwa się od lewego skrzydła naprzód a za nią chmury łm-zników. Nie wytrzymała natarcia nasza jazda; zmuszona do odwrotu cofa się zwolna a tymczasem jazda Pompejusza napiera coraz natarczywiej i rozwinąwszy się szwadronami poczyna odsłonięty bok naszych szyków oskrzydlać. Spostrzegłszy ten ruch Cezar, daje znak ośmiu kohortom, stojącym w czwartej linu bojowej. Te skoczą natychmiast naprzód i z taką furyą uderzą na jazdę Pompę jusza, że ta nietylko ustępuje z pola walki, nie usiłując wcale stawić oporu, ale nawet odrazu puszcza się galopem i nie opiera się aż na wysokich górach. Po pogromie jazdy łucznicy i procarze, pozbawieni swej obrony, zostali w pień wycięci. Następnie tym samym rozpędem obeszły owe kohorty lewe skrzydło, gdzie jeszcze wrzała bitwa i Pompejańczycy jeszcze się trzymali i uderzyły z tyłu.
W tejże chwili pchnął Cezar do bitwy trzecią linię bojową, która dotąd jeszcze nie brała udziału w walce. stojąc spokojnie w miejscu. Kiedy w ten sposób znużonych wojownikow zastąpiły hufce świeże, którę w boju jeszcze nie były, podczas gdy inne oddziały nacierały z tyłu, wtedy się już dłużej nie mogli utrzymać na stanowiskach Pompcjanczycy: powslał ogólny popłoch. Nio pomylił się więc Cezar, zapowiadając w przemowie do żołnierzy, że kohorty, stojące w czwartej linii bojowej naprzeciw jazdy, dadzą początek zwycięstwu. Ono to bowiem najpierw jazdę rozbiły, one wycięły w pień procarzy i łuezmków, one obeszły lewe skrzydło Pompejusza i zmusiły nieprzyjaciela do ucieczki.
Pompejusz widząc swą jazdę rozbitą i te Imice w popłochu, w których największe pokładał nadzieje, traci zaufanie i do innych, opuszcza pole walki i odjeżdża zaraz do obozu. Do cenluryonów, stojących z posterunkiem przed bramą pretorską, rzekł głośno, żeby i żołnierze słyszeli:.Pilnujcież obozu i brońcie usilnie w razie jakiego nieszczęścia; ja objadę inne bramy i dodam otuchy obrońcom*. Potem zamknął się w swym namiocie, straciwszy już nadzieję wygranej a jednak oczekując jeszcze wyniku bitwy.
Uciekające wojsko Pompejusza schroniło się za wały obozowe. Cezar wiedząc, o tem. że pobiiemu nieprzyjacielowi nie należy dawać ani chwiik, wytchnienia, przemawia do żołnierzy, wzywając ich, ażeby korzystając z łaski fortuny, przypuścili szturm do obozu liył właśnie upał nieznośny, gdyż hitwa przeciągała się do południa; mimo to jednak wojsko, do wszelkich trudów ochocze, wykonało rozkaz. Obozu broniły dzielnie kohorty, do tego przeznaczono, a jeszcze uporczywiej Trakowie i posiłki barbarzyńców. Żołnierze bowiem którzy pierzohnęli z pola bitwy, upadli na duchu i wycieńczeni trudem, porzuciwszy w znacznej części broń i sztandary, myśleli raczej o dalszej ućioczoe aniżeli o obronie obozu. Ale i obrońcy, stojący na wale, nie mogli długo wytrzymać gradu pocisków; okryci ranami, opuścili swe stanowisko i schronili się wszyscy pod wodzą swych centuryonów w góry, pod któremi stał obóz.
W zdobytym obozie Pompejusza wpadały w oczy Przedewszystkiem pobudowane umyślnie allany. mnóstwo wystawionych sreber, świeża murawa po namiotach i namioty Lueyusza Lentula i kilku innych paniąt, pokryte bluszczem, nadto mnóstwo przedmiotów, świadczących o niesłychanym zbytku oraz pewności zwycięstwa. Odgadnąć było łatwo, że ci ludzie, wysilając się po prostu na zupełnie zbyteczne przyjemnostki, co do losów dnia tego najmniejszych nie mieli wątpliwości. A przecież zarzucali oni zbytek zbiedzonemu i trudami wycieńczonemu wojsku Cezara, które zawsze cierpiało niedostatek, nie mając czem zaspokoić najkonieczniejszych nawet potrzeb.
Nasi już byli w okopie, gdy Pompejusz dopadłszy konia i odrzuciwszy odznaki naczelnego wodza, umyka tylną bramą z obozu i co koń wyskoczy pędzi prosto do Larysy. Lecz i tu się nie zatrzymując, z szczupłą garstką uciekających, którzy się koło niego zebrali, puszcza się z tym samym pośpiechem pod osłoną zaledwie 30 jeźdźców w dalszą drogę i po całodziennym pochodzie dosięga wreszcie morza, tu wsiada na okręt, przeznaczony do przewozu zboża. Nieraz się podobno z goryczą odzywał: ♦ Doznałem strasznego zawodu, gdyż jazda, na którą najwięcej liczyłem, ta jazda właśnie pierwsza uciekła i przez to mię niemal zdradziła*.
Zdobywszy obóz, wezwał Cezar żołnierzy, żeby się nie bawili zbieraniem łupów, lecz korzystając z tak pięknej sposobności, wyzyskali zupełnie swoję zwycięstwo. Znalazłszy posłuch, poczyna górę otaczać wałami. Alić Pompujańczycy, dla których góra z powodu braku wody straciła swą wartość obronną, spuszczają się na płaszczyznę i całą kupą zmykają ku Larysie. Widząc to Cezar, dzieli swojo wojsko na kilka partyi; część zostawia w obozie Pompejusza, część odsyłn do swojego obozu, cztery zaś legiony bierze z sobą i wygodniejszym szlakiem poczyna zabiegać Pompejai.czykom drogę; uszedłszy 6.000 kroków, szykuje wojsko do bitwy Widząc: to tamci, zajęli jakąś górę, u podnóża której płynęła rzeka Miało się już dobize ku wieczorowi i żołnierze byli całodziennym trudem zmordowani; mimo to Cezar, zagrzawszy ich przemową, kazał pomiędzy gorą a rzeką sypać wały, ażeby nieprzyjaciela w nocy nie dopuścić do rzeki po wodę. Gdy szańce już były goiowe, wyprawiają tamci posłów, ofiarując się poddać. Kilnu jednak senatorów, którzy się do tego oddziału przyłączyli, wolało notą w ucieczce szukać ocalenia.
Nazajutrz ryc.tifo świt, dostaje cały oddział, usadowiony na górze, od Cezara rozkaz zejść na równinę i złożyć broń. Zrobili to bezzwłocznie; następnie rzuciwszy się na ziemię i wyciągnąwszy ręce z płaczem błagali o życie Cezar, nic skąpiąc słów pociechy, każe im powstać i napomknąwszy dla dodania iin otuchy, że się nigdy nie powoduje mściwością, ułiskawia wszystkich; swoim żołnierzom zaś przykazał, żeby się z jeńcami jak najlepiej obchodzili, nie odbierając im nawet ieh własności. Zarządziwszy te środki ostrożności, powołał do siebie legiony z obozu, a te, które miał dotąd przy sobie, odesłał dla wypoczynku do obozu i jeszcze tego samego dnia stanął w Larysie.
Straty Cezara w tej bitwie wynosiły zaledwie dwustu poległych, między nimi jednak do trzydziestu walecznych centuryonów. Zg.nął też, walcząc jak lew, ów Krastynus, o którym powyżej była wzmianka, z twarzą przeszytą mieczem: dotrzymał święcie obietnicy, danej przed samą bitwą Cezar istotnie przyznał, że w te| bitwie Krastynus najmężniej ze wszystkirii się potykał i najlepiej wodzowi się zasłużył Straty Pompejańskiego wojska można liczyć na jak.e 15 000; do niewoli dostało się przeszło 23 000, gdyż i kohorty, osadzone w osobnych szań czykaeh, poddały się same; prócz tego uciekło mnóstwo niedobitków do poblizkich miast; z pola walki przyniesiono przed Cezara 180 sztandarów i 9 orłów. Lucyusz Domicyusz wypadłszy z obozu, chciał się ratować ucieczką na górę, alić zmęczony opadł wkrótce ze sił i zostat zarąbany przez jazdę.
Tłom. dla tego dzieła Jan Czubek.
KORNELIUSZ NEPOS.
Hannibal. (w skróceniu). 1. Hannibal, Hamilkara syn, Kartagińczyk. Jeśli jest prawdą, 0 czem nikt nie wątpi, że naród rzymski walecznością swoją pokonał wszystkie narody, zaprzeczyć nie można, że llanmbal o tyle przewyższał innych wodzów mądrością, o ile lud rzymski przechodzi walecznością inne narody. Ho ilekroć z nim się w Italii potykał, zawsze wychodził zwycięzcą. A gdyby mu w domu własnych ziomków zazdrość przeszkód nie była stawiała, byłby mógł, zdaje się, Rzymian pokonać. Ale oszczerstwo wi lu przemogło dzielność jednego. On zaś jakby w spuściźnie pozostawioną ojcowską przeciwko Rzymianom zawziętość tak wiernie dochował, że życia raczej niż jej się wyrzekł, kiedy nawet wypędzony z ojczyzny i cudzej potrzebujący pomocy nigdy nie zaprzestał duchem bojować z Rzymianami. 2. Bo że pominę Filipa, którego, ehociaj się z nim nie widział, umiał uczynić wrogiem Rzymian, on Antyocha, który w owych czasach był najpotężniejszym, do takiej wojowania żądzy pobudził, że aż od morza Czerwonego na Ilalię orężne puścić chciał hufce. Do niogo przybyli rzymscy posłowie z zamiarem wybadać jego zamysły i tajnymi zacnodarni postarać się, aby Hannibala wprawić u króla w podejrzenie, jakoby od mch przekupiony innej jak dawniej był myśli. Gdy te ich zabiegi nie były daremne, a Hannibal to wymiarkował i od tajnych narad widział się wyłączonym, więc przy danej sposobności udał się do króla 1 wiele o swojej szczerości i zawziętości przeciwko Rzymianom pomówiwszy, to dodał: »Ojciec mój U.imilkar*, rzecze, »gdym małym był chłopcem, nie mającym więcej jak lat dziewięć, udając się z Kartaginy do Hiszpanii, Jowiszowi wszechmiłościwemu i wszechmocnemu przynosił ofiary. Podczas gdy tę świętą odprawiano czynność, mnie się zapy tał, czylibym z nim chciał w pole wyruszyć. Gdym to z radością usłyszał i prosić zaczął, żeby się nie wzbraniał zabrać mnie z sobą wtedy on rzecze: »Uczynię, jeśli mi dasz przyrzeczenie, którego wymagani*. Zarazem mnie do ołtarza zawiódł, na którym gorzała ofiara i usunąwszy wszystkich innych, dotknąć ołtarza i przysiądz mi kazał, że nigdy z Rzymiany w przyjaźni nie będę. Tę daną ojcu przysięgę aż do tego mego wieku tak zachowałem, że nikt o tem powątpiewać nie powinien, że także na przyszłość tyj samej będę myśli. Dlatego, jeśli względem Rzymian jakie przyjacielskie masz zamiary, nie nierozsądnie uczynisz, jeśli to mnie zataisz, jeżeli zaś gotujesz im wojnę, sam siebie zawiedziesz, jeżeli w tej wojnie nie uczynisz mnię naczelnym dowódzcą*, 3. W tych więc, jak mówiliśmy, latach z ojcem do Hiszpanii się wybrał; po którego śmierci, gdy Hasdrtibalu obwołano wodzem, on został dowódzcą całej jazdy. A gdy ten także zginął, wojsko najwyższą oddało mu władzę. O czem gdy do Kartaginy doniesiono, z urzędu to zatwierdzono. Tym sposobem Hannibal mając mniej jak lat dwadzieścia i pięć, został naczelnym wodzerh i zaraz w następnych trzech lutach wszystkie Hiszpanii plemiona orężem podbił; Sagiimuni, państwo związkowe Rzymian, wziął szturmem; trzy nader liczne armie wystawił: z tych jedną posłał do Afryki, Strugą z bratem ilasdrnbalem zostawił w Hiszpanii, z trzecią do Italii ciągnął. 1’rzez góry pircnejskie przepra wia się; dokądkolwiek poehod swoj zwrócił, wszędzie z mieszkańcami się ściera, a wszystkim zwycięską daje odprawę. Przybywszy do Alp, którę Italię od Galii odgradzają, a których nikt nigdy przed n.in z wojskiem nie przebył, wyjąwszy Herkulesa »Graie.kiego«, z czego one teraz nazywają się Alpami graiekiemi: więc mieszkańców alpejskich, chcących przejścia mu bronić, wyrąbał; bezdroża uczynił dostępne; gościńce uto rował i tego dokonał, że słoń uzbrojony tędy mógł przechodzić, kędy poprzednio człowiek jeden bezbronny zaledwie mógł przebrnąć Tędy więc wojska prze, prnwił i do Italii przybył. 4. Nad Rodanem starł się z konsulem P. Korneliuszem Seypionem i zmiótł go z pola; temuż pod Klaslidium nad Padem dał bitwę i stąd rannego i spłoszonego spędza z pola. Po raz trzeci Scypio z towarzyszem Tyber; uszom Longusem przy Trchii zaszedł mu drogę: z nimi bój stoczył i obu pogromił. Stąd na kraj Ligurów przechodzi przez Apeniny, dążąc do Etruryi. W tym pochodzie na tak ciężką chorobę oczu zapadł, żo później nigdy prawem okiem równie dobrze widzieć nie mógł Podczas gdy go jeszcze ta niemoc trapiła i na lektyce noszono, konsula
G. Elaminiusza z wojskiem nad trazymeńskiom jeziorem zasadzką otacza i zabija, a niedługo potem pretora G. Centeniusza, który z wyborowem wojskiem wąwozy poobsadzał. Stąd wyruszył do ApulfS. Tam drogę mu zastąpili dwaj konsulowie: G. Terencyusz i L. Emiliusz. Wojska obydwóch w jednej bitwie rozgromił, konsula Pawła zabija i prócz tego kilku byłych konsulów, a między nimi P. Serw-iliusza Gemina, który roku przeszłego był konsulem. 5. Tę bitwę stoczywszy ciągnął do Rzymu bez wszelkiego oporu i na górach w blizkości miasta zabawiał. Tu przez kilka dni stał obozem, a kiedy do Kapuy wracał, Fabinsz IVIaxymus, rzymski d; ktator, na ziemi falernijskiej zastąpił mu drogę. Tu zamknięty węzizną miejsc
Zathey. Antoloyia rzymska. 15 w nocy bez wszelkiej straty wojska się wywinął i zwiódł wielce przebiegłego wodza Fabiusza. Bo kiedy noc zaszła, pęki chróstu na rogach bydląt nawiązawszy, zapalił i ogromną ilość tego rodzaju bydląt rozegnawszy, na obóz rzymski napędził. Nagłe zjawienie się tego widoku tak wielki na wojsko rzymskie rzuciło postrach, że nikt za wały wychylić się nie śmiał. W niewiele dni po tym wypadku M. Minucyusza Rufa, dowódzeę jazdy, mającego równą z dyktatorem władzę, wywabił podstępnie do boju i z pola spędził. Tyberyusza Semproniusza (irakcha, powtórnie konsula, lubo osobiście nie dowodził, w ziemi lukańskiej zwabinnego w zasadzkę zabił. Podobnym sposobem zgładził pod Wenuzyą M. Klaudyusza Marcella, który był pięćkroć konsulem. Za długoby było boje wyliczać. Dlatego to jedno wystarczy powiedzieć, aby módz wyrozumieć, jak wielkim był mężem: póki w Italii zostawał, nikt mu w otwartym boju miejsca nie dostał; nikt po bitwie pod Kannami przeciw niemu w równem polu obozem nie stanął b. Niezwyciężony stąd na obronę ojczyzny odwołany, wojnę prowadził przeciwko P. Scypionowi, synowi lego Scypiona, którego sam naprzód nad lindanem, powtórnie nad Padem, trzeci raz nad Trebią przepędził. Ponieważ zasoby ojczyzny już były wyczerpane, pragnął na ten czas z nim wojnę zagmlzić, aby pokrzepi wszy się, staczać znów boje; zeszli się na umowę, ale na warunkach się rozeszli. Kilka dni po tym wypadku, starł się z nim pod Zamą pobity (dziwnie powiedzieć) w dwóch dniach i w ilwoeh nocach przybył tlo Uadrumetum, które od Zamy około trzykroć stotysięey (rzymskich) kroków jest oddalone. W tej ucieczcze Numiilowie, którzy razem z nim z boju wyszli cali, na nogo się zasad: iii; tym nie tylko że uszedł ale samych pokonał. W lladruinetum resztę zbiegłych zbierał; przez nowe zaciągi w kilku dniach wii lu zgromadził. 7. (.idy jak najusilniej zbrojeniem wojsk się zajmował, Kartagińezycy wojnę z 1 tzymianami zagodzili. Kiedy później posłowie z Rzymu do Kartaginy przybyli, Hannibal przeczuwając, że ich wysłano, aby im go wydano, jeszcze nim posłuchanie mieli w senacie, tajemnie wsiadł na okręt i umknął do Syryi do Anlyocha...
S). Po klęsce zadanej Antyochowi obawiał się, aby go nie wydano, coby niezawodnie nastąpiło, gdyby się dał pochwycić; więe popłynął do Krety do Gorlyńezyków, aby tam się namyślić, dokądby się obrócić. Wiilz.ał zaś ten mąż, przechodzący wszystkich chytrością, że dla chciwości Kreteńczyków w wielkiem będzie niebezpieczeństwie, jeżeli jakoś nie zaradzi. Wiózł bowiem zć sobą znaczne pieniądze, o czem, jak wiedział, rozeszła się pogłoska. Więc na taki sposób się bierze. Kilka dzbanów dwuusznych napełnia ołowiem, na wierzchu zaś kładzie złoto i srebro, te w obecności mężów przedniejszych składa w świątyni Dyany pod pozorem, że pieniądze swe powierza ich rzetelności. Tym sposobem ich zwiódłszy, posągi spiżowe, które wiózł z sobą, napełnia wszystkimi swymi pieniądzmi i rzucił je u siebie na podwórzu, gdy tymczasem Gortyńczycy z wielką gorliwością strzegą świątyni, nie tyle przed innymi, ile przed Hannibalem, aby bez wiedzy ich nie zabrał skarbu i z sobą nie uniósł. 10. Tak więc ocaliwszy swoje mienie i zwiódłszy wszystkich Kreteńczików, Puńczyk przybywa do Pruzyasza do Pontu. U niego tej samej był względem Italii zawziętości i jedynie o to zabiegał, aby króla na Rzymian uzbroić i wyćwiczyć. A ponieważ widział, że siły krajowe nie są dosyć potężne, jednał mu innych królów i sprzymierzał bitne narody. W nieprzyjaźń! z nim żył Eumenes, król pergameński, bardzo wielki Rzymian przyjaciel, i oni wiedli z sobą wojnę na morzu i lądzie; tem goręfcej więc Hannibal zgnębić go pragnął. Ale na obu żywiołach przemagał Eumenes dla przymierza z Rzymianami; więc byleby go sprzątnąć, mniemał, że wszystko inne pójdzie łatwiej. Na zgładzenie tegoż taki wymyślił sposób. Za dni kilka mieli walczyć na morzu; przemagali go liczbą okrętów; trzeba więc było walczyć podstępem, gdzie orężem nie było się równym. Rozkazał więc co najwięcej żywych jadowitych nazbierać wężów i wrzucić j<> w garnki gliniane. Zebrawszy ich moc bardzo wielką, w tym samym dniu, w którym chciał stoczyć bitwę morską, zwołał wojsko okrętowe i zapowiedział, ażeby wszyscy na jeden króla Eurncuesa okręt uderzyli, a dość nueli na tem, bronić się innym; tego zaś łatwo zapomocą licznych wężów dopną; sam zaś urządzi, że będą wiedzieli, na którym okręcie król będzie płynął. Jeśli go pochwycą, obiecuje, że widką odbiorą nagrodę.
U. Po takiej do żołnierzy zachęcie, okręty z obu stron wywiedli do walki. Gdy stanęły w porządku bojowvm, Hannibal, nim hasło do luiwy wydano, wyprawia z laską poselską gońca na łodzi, aby swoim pokazać, na którym okręcie Eumenes się znajduje. Skoro ów do nie przyjaoielskie.il okrętów się zbliżył, pokazując list oświadcza, że szuka króla. Więc natychmiast go zaprowadzono do Euim nesa, ponieważ nikt nie wątpił, że tam o pokoju coś było napisane. Goniec zaś gdy swoim okręt duwódzcy był wykrył, tam, skąd przybył, się wrócił. Eumenes, otworzywszy list, nic innego nie znalazł prócz rzeczy godzących na jego wyśmianie. Chociaż przyczynie sit-’ dziwił i odgadnąć jej nie mógł, nie ociągał się jednak bitwy niebawem rozpocząć. Gdy się potykali, Bitynowie za rozkazem Hannibala wszyscy na okręt Eumenesa uderzają. Król nie mogąc, ich gwałtowności miejsca dotrzymać, ucieczką ocalić się stara, a nie byłby dopiął tego, gdyby się nie był schronił poza straże, które na najbliższym brzegu były rozstawi one. Podczas gdy pozostałe pergameńskie okręty żywiej nacierały znagła na nie garnki, o których wyżej wspomnieliśmy, rzucać zaczęto. Rzucone z początku wzbudzały śmiech u walczących, bo pojąć nie mogli, dlaczego to się dzieje. Oba czywszy zaś w okrętach rojące się węże, nową tą rzeczą przerażeni, gdyż nie wiedzieli, czemu się wprzódy bronić, sztaby zwrócili i cofnęli się do obozu okrętowego. Tym sposobem Hannibal podejściem pokonał potęgę orężną Pergamericzyków i nie tylko tą razą, ale często indziej wojskiem pieszem równą przebiegłością spędził z pola przeciwników. 12. Co gdy w Azyi się dzieje, wypadek zrządził, że posłowie Pruzyasza w Rzymie u byłego konsula L. Q. Flaminina obiadowali, a gdy tam wzmiankę o Hannibalu uczyniono, jeden z nich napomknął, że przebywa w państwie Pruzyasza. O tem nazajutrz Flamininus senatowi donosi. Ponieważ senatorowie, pókiby żył Hannibal, nigdy bezpiecznymi od zamachów się nie czuli, posłów a między nimi Flaminina wyprawiają do Bitynii(’którzyby króla upraszali, aby najzaciętszego im wroga u siebie nie trzymał, lecz aby im go wydał.Me oduażył się Pruzyasz im tego odmówić; przed jednem się wzdragał, aby nie wymagali od niego uczynić tego, coby przeciw prawu gościnności grzeszyło: sami zaś, jeżeli się uda, niech go sobie pochwycą a miejsce, gdzicby prze1 bywał, z łatwością znajdą. Albowiem Hannibal na jednem tylko przesiadywał miejscu, na zaniku, klóry mu król podarował; on go zaś tak przebudował, że na wszystkie strony zamku dla siebie miał wyjście, oczywiście z obawy, żeby się to nie stało, eo rzeczywiście się wydarzyło. Gdy tutaj posłowie rzymscy przybyli i zamek ów, ludźmi obstawili, niewolnik czatujący na bramie dał znał Hannibalowi, że liczniejsze, niż zwykle, pokazuje sję mnóstwo zbrojnego ludu. Ten daje mu rozkaz obejść wszystkie wyjścia zamku i spiesznie mu donieść, czy w równy sposób zewsząd jest otoczony. Gdy niewolnik eo tchu z odpowiedzią pospieszył i oznajmił, że wszystkie wyjścia są obsadzone, zmiarkował, że to nie przypadkiem się dzieje, lecz że dybią na niego i dłużej przy życiu zostać się nie może, którego aby za wolą obcą nio stracił, pomny swej dawnej dzielności, z iżył truciznę., którą zawsze przy sobie zwykł był nosić. 13. Tym sposobem mąż tak dzielny, doznawszy wielo różnych jirzygód w roku siedmdziesiąlym zasnął w pokoju...
T/iim. A. Mierzyński.
SALLUSTYUSZ.
ZE „SPISKU KATYLINY“. lloz. 9 — 11). 9. Przeto w pokoju i na wojnie dobrych obyczajów przestrzegano, jedność panowała jak największa, chciwości nie było najmniejszej; sprawiedliwość i prawość miała u nich znaczenie nie na mocy ustaw, ale z praw przyrodzenia. Kłótnie, niesnaski, poswarki z nieprzyjaciółmi ojczyzny wszczynali, obywatele z obywatelami o cnotę tylko się ubijali; w nabożeństwach do bogów wystawni, w domu oszczędni, względem przyjaciół wierni byli. Dwiema temi sztukami: odwagą we wojnie, sprawiedliwbscią w pokoju, swego i rzeczypospolitej dobra przestrzegali. Na.to mam Lc niemałe dowody: że w wojnie częściej karano tych, którzy wbrew rozkazowi wodza przeciw nieprzyjacielowi walczyli i tych, którzy mimo danego do odwrotu hasła z pola bitwy nie zeszli, niż tych, co chorągiew opuścić lub przed nawałem nieprzyjaciół pierzchnąć z placu boju się odważyli; a dalej, że w pokoju raczej dobrodziejstwy niż szerzeniem bojaźni rządy swe sprawowali, a doznawszy krzywdy, przebaczyć niż dochodzić praw swoich woleli. 10. kecz kiedy trudem wojennym i sprawiedliwością rzeczpospolita wielką się stała, kiedy wielcy królowie orężem pokonani, kiedy szczepy dzikie i narody ogromne w pięść rzymską ujęte, kiedy Kartagina, rywalka światowładziwa rzymskiego, z ziemią zrównaną została, kiedy wszystkie morza i ziemie otworem stanęły wtedy poczęła się srożyć Fortuna i wszystko wprawiać w zamęt. I dla tych, co trudy oręża, niebezpieczeństwa, wąlpliwe i pełne mozołów rzeczy łatwo byli znieśli, dla tych wówczas bogactwa, pożądane innym, stały się ciężarem i niedolą. Więc najprzód pieniędzy, potem panowania ządza urosła: te przywary były niejako zarodem wszystkich nieszczęść. Albowiem chciwość wypleniła rzetelność, uczciwość i resztę dobrych przymiotów charakteru, a w miejsce ich nauczyła dumy, okrucieństwa, bezbożności i przedajności żądza dostojeństw nauczyła niejednego obłudy, co innego mieć w sercu, co innego na języku, związki przyjazni i nieprzyjaźni nie miarą tego, czciii są, lecz miarą korzyści oceniać i raczej mieć uczciwe oblicze niż charakter. Te zdrożności w początkach powoli rosły, czasem bez kary nie uszły, później kiedy zły przykład jako zaraza wszystko ogarnął, społeczeństwo zmieniło się zupełnie, rząd z najsprawiedliwszego i najlepszego stał się okrutnym i nieznośnym.
Roz. Oń — 54. 60....Dowiedziawszy się o tych przygotowaniach konsul, porozstawiał straże, jak lego potrzeba i czas wymagały, zwołał senat i wniósł na posiedzeniu, co się ma stać z tymi, co pod straż obywatelską oddani zostali. A już trochę pierwej zawyrokował był o nieb Ikpinie zgromadzony senat, że sic dopuścili zbrodni stanu. Wtedy Deeynsz Juniusz Sylanus pierwszy o zdanie zapytany, ponieważ był wtedy desygnowanym konsulem, orzekł 0 tych, którzy pod strażą trzymani byli, nadto o I.ucyuszu Kassyuszu, Publiuszu Furyuszu, Publiuszu Umbrenie, Kwintusie;\nmuszu, w razie li schwytania, że powinni być śmiercią karani. Ale później wzruszony mową ilajuszd Cezara, oświadczył, że pójdzie za zdaniem Tyberyusza Nerona, ponieważ ten głosował zatem, że należy wprzód wzmocnić straże, a potem dopiero wnieść tę sprawę na posiedzenie senatu. A Cezar, gdy nań kolej przyszła, zapytany przez konsula o zdanie miał mowę następującą: 51. ’Zgromadzeni senatorowie 1 Wszystkim ludziom, którzy o rzeczach wątpliwych się naradzają, przystoi usunąć ze serca nienawiść 1 przyjaźń, gniew i litość. Boć nie łatwo tam umysł w prawdę trafia, gdzie one w zawadzie stoją i nikt w świecie nie zdoła naraz iść za namiętnością i za korzyścią. Jeżeli wytężysz siły umysłu, to wtedy umysł rej wodzi: jeżeli namiętność tobą owładnie, to ona panią, a cała potęga duchowa ni na co się przyda. Dużobym mógł, zgromadzeni ojcowie, przytoczyć przykładów, gdzie królowie lub narody gniewem lub litością uwiedzeni źle sobie postąpili; ale te wolę tutaj przywieść, gdzie przodkowie nasi, nie dając się oszołomić namiętnością, dobrze i tak, jak się należy, sobie postąpili. W wojnie macedońskiej, klórąśmy z królem Persesem prowadzili, okazała się rzeczpospolita rodyjska wielka i wspaniała, która na łasce potęgi narodu rzymskiego wzrosła była, wiarołomną i wrogą dla nas; a mimo to, kiedy po ukończeniu wojny o Rodyjczykach radzono, aby nikt nie powiedział, żp raczej gwoli bogactw, niż z powodu krzywdy wojnę tę podjęto, wybaczono im tę winę. Podobme we wszystkich wojnach punickich, choć Kartagińezycy nieraz tak w czasie pokoju jak w czasie zawieszenia broni wielu niecnych czynów dopuścili się byli, nie postąpili sobie tak nigdy nasi przodkowie, mając k’ temu sposobność; bardziej oni patrzyli na to, co odpowiada ich godności, niż na to, coby przeciw tamtym na mocy prawa przedsięwziąć było można. Na to również i wy baczyć powinniście, zgromadzeni ojcowie, aby u was nie znaczyła więcej zbrodnia Pnbliusza l.ctilula i jego spólników, niż własna nasza godność i abyście nie więcej zważali na swój gniew, niż na swojo dobie imię. Bo jeżeli się da jaka kira ich czynom odpowiednia wynaleźć, to siej całą duszą zgadzam na tę niezwykłą radę; jeżeli zaś wielkość zbrodni pojęcie wszystkich przechodzi, to zdaniem mojem trzeba się trzymać togo, co nam ustawy podają. Większa część z tych, co przedemną głosowali, w misternych i patetycznych wyrazach ubolewali nad niedolą rzeczypuspolilej; co to jest okropność wojny, eo zwyciężeni znosić muszą, wyliczyli: oto porywają chłopięta, odrywają dzieci od łona ro dzieiedskiego, domy boże i mieszkania ludzkie rabują, rzeź, pożary szerzą, krótko mówiąc, wszystko napełniają bronią, stosami trupów, krwią i łzami. Ale, rui bogów! do czego la mowa zmierzała? Czy aby was na piłnić zgrozą przeciw spiskowi? Zapewne, na kogo rzecz lak wielki i tak okropna nie zrobiła wrażenia, lego mowa zipali. Aliści tak nio jest; i nie masz takiego człowieka na świecie, któremuby jego własne krzywdy małemi się wydawały; owszem wielu oburza się niemi bardziej, niż togo słuszność wymaga. Ależ, ojcowie zgromadzeni-, co wolno jednemu, tego nic wolno drugiemu.leżeli ludzie nizkiego stanu, żyjący poza oczyma świata, dopuszczą się z uniesienia gniewem jakiego błędu to mało kto wie o tem! sława i fortuna ich pozostają na równi: na czyny zaś lych, którzy mając w ręku wielką władzę, na wyżynie społecznej żyją, patrzą wszyscy ludzie. A tak w najwyższym stanie najmniejsza jest samowola; ani stronniczość, ani nienawiść, a najmniej unoszenie się gniewem me przystoi; co się u innych namiętnością gniewu nazywa, to u dzierżących władzę jest dumą i okrucieństwem. Co do mnie, to zaiste jestem tego zdania, zgromadzeni ojcowie, że wszystkie męczarnie są mniejsze niż przestępstwa onych zbrodniarzy; lecz większa część ludzi baczy tylko na to, co się na końcu stało i w sprawie ludzi bezcornych zapominając o ich zbrodni, mówią tylko o ich karze, jeżeli ta była trochę za surową. — Przechodząc do Decymusa Sylana jestem pewny, że co mąż ten dzielny i pełen charakteru powiedział, powiedział to z miłości ojczyzny i że w tak ważnej sprawie nie powoduje się względami przyjaźni lub nieprzyjaźni: taki charakter, takie umiarkowanie w tym mężu poznałem — ale jego zdanie wydaje mi się nie okrutne, — bo gdzież jest okrucieństwo na takich ludzi? lecz niezgodne z dobrem Waszem public znem. Ro, zaiste, albo bojaźń albo wielkość zbrodni spowodowała cię, Sylanie, desygnowany konsulu, nowy rodzaj kary wnosić. O bojaźni niema co mówić, gdy dzięki Przedewszystkiem czujności najdostojniejszego męża, konsula, tak wielkie załogi pod bronią stoją. Co do kary, o iej możemy mówić, jak w istocie jest, że. w similku i kłopotach śmierć jest utrapień ukojeniem, nie męczarnią — ona kończy wszystkie nieszczęściu ludzi; poza grobem nie masz ani troski ani radości. Ale, na bogów nieśmiertelny®, czemużeś do wniosku swojego nie dodał, aby i di wprzód batogami ukarano? Czy dlatego, że prawo Poreyuszowe na to nie pozwala? Ależ inne prawa wyraźnie powiadają, że obywatele nie powinni być gardłem karani, lecz że im iść na wygnanie powinno być dozwolonctn. Czy dlatego, że sroższą jest rzeczą być ochłostanym niż zabitym? Cóż atoli jest przykremi lub zbyt srogiem przeciw ludziom; którym tak wielka zbrodnia została udowodnioną? Czy może dlatego, że jest rzeezą lżejszą? Ale gdzież to konsekweneya, w drobniejszej sprawie bać się prawa, gdy je w większej pogwałciłeś? Atoli — rzekłbyś — któż będzie brał za złe to, co się na zbrodniarzy stanu uchwali? Czas, stosunki, los, którego kaprys rządzi narodami. Tych słusznie spotka to, cokolwiek się im stanic: ale wy, zgromadzeni ojcowie, rozważcie dobrze, co przeciw drugim posiana wiacie. Wszystkie złe przykłady wzięły początek z dobrych; lecz kiedy się władza w ręce nieświadomych lob mniej dobrych dostanie, wtedy on nowy tryb postępowania od godnych i powołany’-h do tego, przenosi się na niegodnych i niepowołanych. Lacedemończycy pokonawszy Ateńczyków, narzucili im trzydziesto mężów, którzy ich jiaństwem rządzić mieli. Ci poczęli najprzód najgorszych i powszechnie znienawidzonych ludzi bez przesłuchania zabijać; z tego się cieszył lud i mówił, że się to słusznie dzieje; ale potem, gdy ich samowola większe przybrała rozmiary, poczęli zarówno dobrych jak złych według swego upodobanki sprzątać z tego świala, resztę straszyć obawą. Tak w jarzmo niewoli wzięte miasto ciężko za swą niemądrą radość odpokutowało. A za naszej.pamięcią* kiedy zwycięski Sulla Damazyppa i iunychtego kalibru ludzi, coto niedolą rzcczvpospolitej urośli byli, kazał stracić, któż tu nie pochwalał jego czynu? Mówiono, że zbrodniarze i burzyciele porządku publicznego, którzy rokoszami państwo niepokoili byli, słusznie pod miecz gardło dali. Ale czyn ten był początkiem wielkiego krwi rozlewu: ho jak tylko kto zapragnął czyjegoś domu lub w-si wreszcie naczynia lub odzieży, to się o to starał, aby imię jego było na liście proskrybowanych umieszczone. A tok ci, którym śmierć Damazyppa radość sprawiła była, niedługo potem sami na rzeź byli ciągnięci i nie było końca rzezi dopóty, aż Sulla wszystkich swoic-li bogaczami porobił. Nie bojęć ja się tego ze strony Marka Tulhusza ani w dzisiejszych czasach: ale w wielkiemi państwie duzo i różnych jest sposobów myślenia u ludzi. Może w innym czasie, za innego konsula, który również ma wojsko na rozkazy, coś fałszywego za prawdę uchodzić; kiedy trzymając się tego trybu działania na mocy uchwały senatu konsul miecza.’dobędzie, któż mu kres założy, kto powściągnie? Przodkom naszym, zgromadzeni ojcowie, nigdy ani rady ani odwagi nie brakło; atoli nigdy im duma me stanęła na przeszkodzie, ażeby obcych instytucyi, jeżeli tylko były dobre, nie zaprowadzili u siebie. Oręż i broń wojenną od Samnitow, insygnii urzędników większą część od Tusków przyjęli, krótko mówiąc, co się im tylko u sprzymierzeńców lub nieprzyjaciół przydatnem wydawało, z największą skwapliwością u siebie zaprowadzali: woleli oni dobrych naśladować, niż im zawidzić. Ale w tymże samym czasie właśnie idąc za obyczajem Greków chłostą obywatelów karali, na skazanych karę śmierci wykonywali. Kiedy rzeczpospolita wzrosła przy wielkiej ludności obywatelskiej stronnictwa się wzmagały, poczęto na niewinnych sidła zastawiać i inne tym podobne kruczki wymyślać: wtedy prawo Poreyusza i inne prawa ustanowiono, na mocy których dobrowolne opuszczenie kraju skazanym dozwo lonem zostało. Tę przyczynę ja, zgromadzeni ojcowie, uważam Przede wszystkiem za dostateczny dowód, abyśmy nowego wyroku nie wydawali. Zaiste dzielność i mądrość większą była w tych, którzy z małych zasobów tak wielowładne państwo stworzyli, niż w nas, którzy te szczęśliwe nabytki ledwie utrzymać zdołamy. Czyż stąd wynika, że ja chcę, aby tych winowajców wypuszczono i wojsko Kalylmy wzmocniono? Bynajmniej; ale to jest moje zdanie: skonfiskować ich majątki, ich samych zaś trzy mai w więzieniach po munieypiach, które mają najwięcej środków bezpieczeństwa i niechaj nikt potem ich sprawy nie wnosi do senatu ani na zgromadzeniu ludu; kto wbrew temu postąpi, tego senat uzna nii przyjacielem rzeczypospolitej i uobra powszechnego*. 52. Gdy Cezar swą mowę skonczył, reszta senatorów głosowała jednem słowem, jedni za zdaniem tego, drudzy za zdaniem tamtego rozmaicie się oświadczając. Ale Marek Poroyusz Katon, zapytany o zdanie miał mowę następującą: »Zgromadzeni ojcowie! Zupełnie inny sąd tworzę sobie w myśli, gdy stan rzeczy i niebezpieczeństwa, w których się znajdujemy, rozważam i gdy zdanie niektórych tu wygłoszone w swej duszy rozbieram. Oni, zda mi się, rzecz mieli o sposobie ukarania tych, którzy ojczyźnie, rodzicom, ołtarzom i ogniskom domowym wojnę zgotowali: stan rzeczy zaś woła na nas, abyśmy się raczej mieli przed tymi ludźmi na baczności, niż żebyśmy się naradzali, co mamy przeciw nim postanowić. Albowiem wszystkie mne złoezyństwa możesz sobie wtedy dopiero sądami ścigać, kiedy zostały popełnione, temu zaś jeżeli nie zabieżysz zawczasu, to próżno będziesz szukał u trybunałów pomocy po dokonanej sprawie. kiedy się miasto dostanie w ich ręce, wtedy zwyciężeni nic nie mogą począć. Ale, na bogów nieśmiertelnych, do was się tutaj zwracam, do was, którym zawsze chodziło o własne domy, włości, posągi, obrazy, więcej niż o rzeczpospolitą: jeżeli te rzeczy, w których się kochacie, niech sobie będą jakie chcą, utrzymać, jeżeli swoim upodobaniom dogodzić chcecie, to się raz przecie ocknijcie a o rzeczypospolitej pocznijcie mieć staranie. Nie rozchodziło się tu o podatki ani o krzywdy sprzymierzeńców: wolność i życie nasze w niebezpieczeństwie! Nieraz ja, ojcowie zgromadzeni, zapuszczałem się w tem kole w rozprawy: nieraz na zbytki i chciwość naszych współobywateli wywodziłem żale i wielu ludzi z tej przyczyny na siebie zraziłem; ponieważ ani sobie ani skłonności swojej nigdy żadnego przewinienia nie pozwoliłem, więc nie łatwo na swywoli drugiego niecne czyny przez palce patrzyłem. Lecz aczkolwiek wy sobie to lekceważyliście, przecież rzeczpospolita silną była: zamożność niedbałości płużyć pozwalała. Teraz zaś nie o to tu chodzi, czy moralnie czy niemoralnie żyjemy, ani o to, jak wielkie i jak wspaniałe jest świalowładztwo narodu rzymskiego, lecz o to, czy to wszystko, jakiekolwiek ono jest, ma być naszą, czy też wraz z nami nieprzyjaciół własnością. Tu mi ktoś napomknie o łaskawości i miłosierdziu. Już ci dawno, niestety, nie umiemy rzeczy nazywać po imieniu, skoro rozrzulne szafowanie eudzeni mieniem hojnością, zuchwała do złych rzeczy pochopność męstwem się nazywa; to rzeczpospolitą nad przepaścią postawiło. Niech sobie bę.dą — skoro do tych obyczajów u nas doszło — bornymi ze szkatuły sprzymierzeńców, niech sobie będą litościwymi dla złodziei skarbu publicznego: tylko niech krwią naszą nie szafują i pobłażając, kilku zbrodniarzom, niech nie godzą na zgubę wszystkich zacnych ludzi. W pięknych i na efekt obliczonych wyrazach wywodził Gaju.sz (’.czar przed chwilą rzecz o życiu i śmierci w tem tu zgromadzeniu, uważając, pewnie za bajkę to, co o świecie podziemnym podają, a mianowicie, że źli w zupełnie osobnych od dobrych stronach zainmją miejsca brzydkie, puste, szkaradne i strachem ziejące. A więc głosował za tem, żeby dobra ich skonfiskować, ich zaś samych po imimcypiach pov.ię.zić: bojąc się snać, aby ieli, jeśliby w Rzymie byl. zatrzymani, albo spódnicy spisku, albo najęta zgraja przemocą nie odbiła. Jak gdybyto złoczyńcy i zbrodniarze w mieście tylko, a nie po całe; Italii hylbl ilbo jakby nie tam większą moc miała zuchwałość, gilzie są mniejsze środki obrony. Dlatego wręcz marną wydaje mi się la rada, jeżeli się niebezpieczeństwa ze strony tych ludzi boi; a jeżeli w tak wielkiej obawie powszechnej sam jeden się nie boi, to tem więcej zależy na tem, abym ja się. bał o siebie i o was, Dlatego bądźcie pewni, że kiedy o P. Lenlulu i reszcie jeńców stanowicie, to wtedy zarazem o wojsku Katyliny i o wszyslkii h spiskowcach wyrok wydajecie. Z im większą wy skrupulatnością tę sprawę załatwiać będziecie, tem mniej tamci będą mieli otuchy; jeśli zaś pomiarkują, że choć tylko trochę wy ręce w tej sprawie opuszczacie, to wnet wszyscy zuchwale podniosą głowę. Nie sądźcie, że przodkowie nasi siłą oręża rzeczpospolitą z małej wielką zrobili. Gdyby tak było, loby przez nas stanęła na stopniu najwyższej świetności: wszakci więcej od nich sprzymierzeńców i obywateli, nadto większe siły wojska pieszego i konnicy mamy na swoje rozkazy Ale co innego było, co ich wielkimi uczyniło, na czem nam schodzi cale: w domu skrzętność, na zewnątrz sprawiedliwe rządy, w radzie zdanie wolne, żadnej przywarze ani namiętności niepodległe. W miejsce tego my mamy rozwiązłość i chciwość, w życiu pubhcznem ubóstwo, w prywatnem za możność bijemy czołem przed bogaetwy, oddajemy się bezczynności; między dobrymi i złymi żadnej nie czynimy różnicy, wszystkie wieńce zasługi przekupstwo zabrało. Nie dziw tedy kiedy wy, każdy z osobna, przy naradach swoje osobiste sprawy ma na celu; kiedy w domu rozkoszy, tu pieniędzy lub żądzy wpływów niewolnikami jesteście: przychodzi do tego, że napaść czynią na opuszczoną rzeczpospolitą. Aleja temu dam pokój. Sprzysięgli się obywatele z najdostojuiejszyćdi rodów miasto ojczyste podpalił;; plemię gallickie najnieprzyjaźniejsze narodowi rzymskiemu do wojny przywołują; herszt nieprzyjaciół z wojskiem na kark nam włazi; wy się jeszcze ociągacie i namyślacie, co z pojmanymi w murach miasta nieprzyjaciółmi zrobić macie? Zlitujcie się nad nimi, radzę wam — wykroczyli młodzieniaszkowie uniesieni żądzą sławy — a nawet ich z bronią w ręku wypuśćcie na wolność! Bodajby ta łaskawość i politowanie, jeśli się oni do broni porwą, ostiilnioj na was biedy i nędzy nie przywiodła! Co prawda, sytuacyą kłopotliwa, lecz wy się jej nie boicie. Ba i bardzo: lecz przez gnuśność i miękkość serca, jeden na drugiego się oglądając, ociągacie się: zapewnie ufając bogom nie śmiertelnym, którzy tę rzeczpospolitą nieraz w największych niebezpieczeństwach poratowali. Nie ślubami ani modłami niewie.ściemi pomoc bogów się zyskuje: czuwanie, energiczne działanie, dobra rada są warunkami powodzenia we wszyslkiem; skoro się odda iz niedbałości i gnuśności, napróżno będziesz wtedy wołał do bogów o pomoc: rozgniewani są i obrażeni Za naszych przodków kazał Tytus Manliusz Torkwatus w wojnie gallickiej zabić syna własnego za to, że tenże przeciw rozkazowi wodza w bój się był wdał, i ów nieporównanej zacności młodzieniec nieposkromione męstwo śmierdą przypłacł: a wy namyśla ie się, co macic o najokrulniejszyeli zbrodniarzu!di stanu poslanowić? Zapewnepoprzednie ieli życie zawiera okoliczności łagodzące, te zbrodnię. Atoli przepuśćcie dostojeństwu Lentula, jeżeli on sam wstydowi, jeżeli dobremu imienin, jeżeli kiedy bogom lub ludziom którym przepuścił; wybaczcie młodości Cetega, jeżeli już nic j>o raz wióry na ojczyznę oręż podniósł. Bo cóż nam powiedzieć o Gabiniuszu, Stalyliuszii, Geparyuszu? którzy, gdyby im kiedy było co świętem, nie byłyby im takie zamysły przeciw rzeczypospolilej w głowie powstały. Wreszcie, zgromadzeni ojcowie, gdyby, na boga, było na czasie błądzić, chętniebym patrzał na to, żeby was rzecz sama nauczyła rozumu, ponieważ na słowa nie zważacie. Lee/, zewsząd jesteśmy otoczeni. Kalylina z wojskiem na kark nam włazi, inni nieprzyjaciele są w obrębie murów i w samym środku miasta; ar., nic przedsiębrać ani naradzać się potajemnie przed nimi nie można; przeto tem bardziej spieszyć trzeba..Dlatego takie jest moje zdanie. ponieważ przez bezeeną zmowę zbrodniami pokalanych obywateli rzeczpospolita na największe niebezpieczeństwa narażoną została i ponieważ ci obywatele zeznaniem Tytusa Woltnreyusza i posłów allobrogskich przekonani zostali i sami się przyznali do tego, że rzeź, pożary i inne okropności a okrucieństwa współobywatelom i ojczyźnie zgotowali byli: więc trzeba obyczajem przodków tych, co się do zbrodni gardłowych przyznali, nie robiąc różnicy, tak jak tych, którym podobne zbrodnie udowodnione zostały, ukarać śmiercią*. 53. Gdy Katon usiadł, wszyscy konsularni tudzież wielka część senatorów pochwalają jego zdanie, chrobry jego umysł pod niebo wynoszą: jedni drugich z góry nabierając, tchórzami się wyzywają, Katon jeden za sławnego i wielkiego uchodzi. Staje uchwała senatu po jego myśli
Tu powiem, że mnie, którym nie jedno czytał, nie jedno słyszał 0 czynach sławnych, które naród rzymski w domu i na wojnie, na lądzie i na morzu zdziałał, opanowała mimowoli chęć zastanowienia się nad tem, co leż Przedewszystkiem było dźwignią tak wielkich szczęśliwie dokonanych przedsięwzięć:. Wiedziałem, jako nieraz nasi małą garstką staczali boje z wielkimi zastępami nieprzyjaciół, dowiedziałem się, że małem wojskiem prowadzili wojnę z przeważnymi królami; do tego, że nieraz srogie próby losu wytrzymali, że wymownością Grecy, chwałą wojenną Gallowie nad Rzymian górowali. A tak rozważając niejednę rzecz w umyśle, przychodziłem do Lego przekonania, że niepospolita dzielność 1 zacność niewielu obywateli wszyslkiugo dokazała i że sląd poszło, iż ubóstwo pokonało bogactwa, mała garstka wielkie tłumy. Lecz skoro zbytkiem i bezczynnością obywatelstwo się zepsuło, wtedy na odwrót rzeczpospolita ogromem swoim zdrozności wodzów i urzędników utrzymywała i przez długie czasy nie pojawił się w Rzymie ani jeden człowiek wielki cnotą ducha. Lecz za mojej pamięci było dwóch mężów ogromnych talentów, odmiennego*, charakteru: Marek Katon i Gajusz Crizar. A ponieważ mi historya mówić kazała, wica nie mogło rui przyjść do głowy pominąć ich milczeniem, ale muszę ich obu usposobienia i charakteru, o ile mi na to starczy talentu, podać obraz. 64. Wójt: rodem, wiekiem, wymową byli sobie, prawie równi, niemniej iliwałą, ale nie obaj jednakową. Cezar słynął dobrodziejstwy i hojnością, nieskazitelnością życia Katon. Tamten zarobił sobie na chwałę łagodnym i miłosiernym umysłem, ten surowością powagę sobio zjednał. Cezar dawaniem, wspieraniem, przebaczaniem, Katon skąpieniem wszystkiego urósł w chwałę, W jednym z nich nieszczęśliwi mieli [trzysta ii, w drugim źli zgubę; tamtego przystępność, tego stałość chwalono. Wreszcie^Cezar wziął sobie za zasadę pracować, bezsenne przepędzać noce; sprawami przyjaciół zajęty, zaniedbywać swoich; niczego nie odmawiać, coby godnie w podarunku ujść mogło: sobio zaś życzył wielkiej władzy, wojska, nowej wojny, gdzieby jego męstwo szerokie pole popisu miało. Przeciwnie Katonowi chodziło o skromność, przystojność, a najbardziej o surowość; nie bogac.twy z bogaczem, ani warctiolstwem z war* chołem, lecz ze zacnymi cnotą, ze skromnymi skromnością, z bezinteresownym bezinteresownością szedł w zapasy: być raczej, niż się wydawać dobrym wolał a tak im mniej za chwałą gonił, tem bardziej ta za nim chodziła.
Roz. 56 — 57 iw skróceniu). 56. Podczas gdy się to w Rzymie dzieje, tworzy Katylina ze wszystkich ludzi, których i sam przyprowadził i Manliusz miał był, dwie legie, kohorty stósownie do liczby żołnierzy kompletuje, potem, jak tylko jaki ochotnik lub spiskowiec do obozu przybył, rozdzielił ich równo i w krótkim czasie sformował legie o zupełnej liczbie żołnierza... 57... Ale skoro Katylina zobaczył, że górami i wojskiem nieprzyjaciół został zamknięty, że w mieście sprawy opak poszły, że dlań niema nadziei ani ucieczki ani ratunku, sądząc że najlepiej zrobi, jeżeli w takiem położeniu spróbuje szczęścia wojennego, postanowił jak najspieszniej stoczyć z Antoniuszem bitwę. Więc zwoławszy swoich ludzi na zgromadzenie, miał do nieb zachęcającą mowę.
Roz. 59 — fil. 69. Po krótkiej pauzie kazał otrąbić hasło do boju i sprowadza na równinę gotowe do boju szeregi. Potem oddaliwszy na stronę wszystkie konie, aby żołnierze, po zrównaniu niebezpieczeństwa wszystkich, tem więcej nabrali odwagi, sam pisszo wojsko wedle przestronności miejsca w szyk wprawia. Albowiem, jak na to pozwalała równina, która z lewej strony miała góry a z prawej strony skałę, sławi ośm kohort na froncie, resztę chorągwi w ciaśniejszym szyku w rezerwie ustawia. Z tych jednak wybiera wszystkich eo najdzielniejszych cenluryonów owokalów, nadto ze szeregowców najtęższych a dobrze uzbrojonych i ustawia ic.li w pierwszym szyku. Gajuszowi Manliuszowi na prawem, jakiemuś Feznlańezykowi nalewom skrzydle dowodzie każe; sam z wyzwoleńcami i kolonistami przy orle staje, który w wojnie cymliryjskiej miał był Gajusz Maryusz, jak jiowiadano. A po stronie nieprzyjaciół zdaje Gajusz Antoniusz, chory na nogi, ponieważ we własnej osobie w bitwie udziału brać nic mógł, dowództwo wojska na swego legata Marka Petiejusza. Ten szykuje kohorty weteranów, których z powodu nagłej wojny powołał był, na froncie, za memi resztę wojsku w rezerwie stawia, sam zaś na koniu objeżdża szeregi, przemawia do każdego po imieniu, zachęca, prosi, aby pamiętali, że walczą przeciw bezbronnej zgrai zbójców, za ojczyznę, za. dzieci, za świątynie i domowo ogniska. Jako stary wojak, który przeszło 30 lat służył w wojsku jako trybun albo jako prefekt albo jako legat albo jako pretor, znał większą część żołnierzy osobiście wraz z iuh mężnymi czynami, które teraz na pamięć przywodząc, zapalał serca żołnierzy.
GO. Obmyśliwszy wszystko, każe Pctrejusz trąbić hasło bojowe i kohortom zwolna naprzód się posuwać. To samo czyni wojsko nieprzyjacielskie. kiedy doszli do tego punktu, że forentarze mogli bój rozpoczynać, z największym krzykiem rzucają się na siebie z zaciekłością nieprzyjaciół, odrzucają oszczepy na bok a do mieczów się biorą. Weterani, pomni dawnego męstwa, nacierają wręcz zapalczywie, tamci odważne stawiają czoło: obie strony biją się z największem wysileniem. Katylina tymczasem z hufcami lekkozbrojnych ugania w pierwszym szyku, przyciśnionym bieży na pomoc, nietkniętych stawia na miejsce rannych, na wszystko ma baczne oko, sam dużo się bije, niejednego nieprzyjaciela trupem kładzie, słowem dzielnego żołnierza i dobrego wodza obowiązki naraz wykonywał. Skoro Petrejusz spostrzegł, że Katylina wbrew jego oczekiwaniom silny opór stawia, sprowadza pretorską kohortę w szyki nieprzyjaciół, rozbija i oh i ściele trupem, kto się jeszcze tu i ówdzie opierał; poezem po obu końcach linii bojowej z boków na resztę wpada. Manliusz i Fezulańczyk legli walcząc w pierwszych szeregach, A Katylina widząc, że wojsko poszło w rosypkę a sam z małą garstką tylko pozostał, pomny na swój ród i na dawną godność, rzuca się w najgęściejszą ciżbę nieprzyjaciół i tam ginie śmiercią bohaterską przeszyty mieczem. 61. Ale po skończonej bitwie dopiero mogłeś widzieć, jaka odwaga, jaki duch męstwa ożywiał wojsko Katyliny. Albowiem każdy prawie pokrył, wyzionąwszy ducha, ciałem to miejsce, którę stając do boju zajął był żywy. Mała zaś garstka tych, których pretorska kohorta rozbiła była, trochę dalej, lecz wszyscy ranami odniesionenii z przodu okryci polegli. Katylina zaś zdała od swoich pośród trupów nieprzyjaciół został znaleziony, trochę jeszcze dychający i w rysach twarzy zachowujący ową dzikość umysłu, którą miał był za życia. Kiólko mówiąc, z całego wojska ani w brbyie ani w ucieczce żadi 11 rodowity obywatel nie dostał się do niewoli: wszyscy oni tak dobrze własnego jak nieprzyjaciół życia nie szczędzili...
Tłónt. Franciszek Muhnra.
Z „WOJNY JUGURTYŃSKIEJ“.
Roz. 5 — 7. 6. Zabieram się do opisania wojny, którą Rzym prowadził z królem ntimidyjslcim Jugurlą, a to naprzód dlatego, że wojna ta była wielką i okropną i że raz w niej jedna, drugi raz druga zwyciężała strona, a powtóre dlatego, że wtedy {10 raz pierwszy wystąpiono przeciw pysznym rządom szlachty. Walka, co się stąd wywiązała, sprawiła przewrót wszystkich stosunków w świecie i do tego stopnia szału doszła, że zapasom obywatelskim uczyniła koniec dopiero wojna, co całą Italię zamieniła w pustynię. Lecz zanim zacznę opowiadanie takiej rzeczy, cofnę, się w określaniu wypadków nieco wstecz, aby przez to obraz całości w oczach czytelnika wystąpił w jaśniejszem świetle i w wyraźniejszych kształtach. Od „zasu wystąpienia Rzymu jako wielkiego mocarstwa na widownię świata, nie zadał nikt potędze Italii tak dotkliwych ciosów jak wódz kartagiński Hannibal w drugiej wojnie punickiej. W czasie tej wojny zawarł Publiusz Scypion, który później dla swego męstwa miał przydomek »Afrykański«, przymierze z królem numidyjskim Masynissą. Ten dokazał wielu i to głośnych czynów wojennych. Po zwyciężeniu Kartagińczyków i po wzięciu do niewoli Syfaksa, który w Afryce wielkie, rozległe i potężne posiadał państwo, nadali Rzymianie w nagrodę tych czynów królowi w darze wszystkie miasta i wsie, które tylko zdobyli. To też Masynissa pozostał dla nas i nadal dobrym i rzetelnym sprzymierzeńcem..Panował on do samej śmierci. Po nim wziął panowanie syn jego tylieypsa sam, bo bracia Mastanabal i Gulussa pomarli wskutek choroby. Ten miał dwóch własnych synów: Adherbala i Ilicmpsala, a syna brata swego Masttinabala, Jugurtę, który ostatniem rozporządzeniem Masynissy był usUY.ięty od dziedzictwa tronu, chował na równi z własnymi synami na swoim dworze. fi. Ten wyrósł na silnego, urodziwego, a szczególnie niepospolitych zdolności umysłowych młodzieńca. Już w pierwszej młodości nie oddał się zbytkowi ani gnuśności na skarlenie, Lecz obyczajem lego narodu ćwiczył się w jeździe konnej, w rzucaniu pociskiem, w bieganiu w zawody ze swymi rówieśnikami; a chociaż wszystkich przewyższał chwałą, to jednak wszyscy go lubili; do tego najwięcej czasu przepędzał na polowaniu, pierwszy, albo przynajmniej w rzędzie pierwszych ubijał lwa oraz innego zwierza; był nadzwyczaj czynny a jak najmniej sam o sobie mówił. Z lego się Micypsa początkowo cieszył, rozumiejąc, że dzielność Jugurly przyniesie państwu jego < hwałę. Ale skoro zmiarkował, że młody człowiek rośnie w znaczeniu, gdy tymczasem on jest na schyłku życia a dzieci jego małe, począł się tem niepokoić i rozmaite myśli przyehodzih mu do głowy. Trwożyła go natura ludzka, chciwa panowania i pragnąca gorączkowo prędkiego urzeczywistnienia żądzy serca, nadto doskonała sposobność, jaką wiek jego i dzieci nastręczał Jogurcie, która to sposobność nawet ludzi mepalrżących wysoko nadzieją zdobyczy szczęścia na złe pokuszą drogi, a do tego namiętne przywiązanie Numklyjczykow do Jugurty; bał się, ażeby z tego przywiązania nie wynikł jaki rokosz lub wojna, gdyby takiego męża podstępem sprzątnął z tego świafcj. 7 W tem kłopotliv.cru położeniu widząc, że ani przemocą ani zasadzką nie można zgubić człowieka, mającego taki mir u swego ludu, postanowił, ponieważ Jugurta był skory do oręża i pożądliwy sławy wojennej, wystawić go na niebezpieczeństwa i w ten sposób próbować szczęścia. Kiedy więc Micypsa we wojnie numanlyńskiej posyłał Rzymianom posiłki w konnicy i piechocie, oddał mu dowództwo nad N u — midyjczykami, których do Hiszpanii wyprawiał spodziewając się, że albo popisując się swojem męstwem, albo z rąk srogich nieprzyjaciół łatwo śmierć znajdzie. Ale stało się całkiem inaczej, niż sobie racho wał Albowiem Jugurta, jako człek z natury rzutki i bystry, wnet wymiarkował charakter ówczesnego wodza rzymskiego, Pubhusza Sc piona i sposób wojowania nieprzyjaciół. Więc z trudu szedł w trud, nie lenił się w służbie a n.idto wypełniał jak najKarniej rozkazy i szukał nieraz niebezpieczeństw, przez co w krótkim czasie tak wielką, sobie zyskał sławę, iż nasi go niezmiernie polubili, a dla Numantvnów największym był postrachem. I rzeczywiście, co z rzeczy trudnych jest najtrudniejszą, łączvł w sobie dwa przymioty: był dzielny w boju i dobry w radzie, z których to przymiotów drugi ze zbytniej ostrożności przeradza się zazwyczaj w bojażliwość, pierwszy z odwagi w ślepe szaleństwo. Stąd poszło, że naczelny wódz wszystkie prawie trudne przedsięwzięcia zdawał nn Jugurlę, wziął go do swego boku i z każdym dniem coraz bardziej go lubił, bo był to człowiek, który niczego ani nie radził, ani nie podejmował na darmo. A do tego miał on szczodre serce i sprytny umysł, któremi to zaletami zjednał sobie poufałą przyjaźń wielu z Rzymian.
Roz. 29. 29. Ale skoro Jugurta przez swoich posłów począł kusić pieniądzmi i wskazywać na uciążliwość wujny, której prowadzenie nań było zdane, wnet w człowieku chorym na chciwość nastała odmiana myśli. Ale działając ostrożnie, przybiera sobie za powiernika i pomocnika wszystkich swoich zamysłów Skaurusu. Ten z początku mimo to, że prawiy wszyscy z jego frakcyi byli jurgiellnikumi króla, był skuszony wielkością sumy pieniężnej, porzucił drogę prawości i uczciwości a poszedł na drogę niegodziwośći. Ale Jugurta miał początkowo na myśli tylko okupienie sobie przewłoki wojny, sądząc, że tymczasem w Rzymie wskóra coś pieniądzmi albo wpływam, swoich przyjaciół; potem atoli, skoro Skaunisa wciągnął w swoją sprawę, nabrał oLueliy, że.pokój znów uzyska i postanowił prowadzić osobiście wszystkie układy z nimi. Tymczasem konsul wysyła do miasta Jugurtowogo Wagi kwestora Sekstyusza, jako zakładnika, a na oko nibyto po odebranie zboża, którego dostawę kalpurniiisz nakazał publicznie posłom.Jogurty, ponieważ z powodu przewlekania się układów o poddanie się trwało zawieszenie brani. Więc król wedle postanowienia przybył do obozu. Na radzie wojennej mówił niewiele o tem, że tak źle osądzono jego postępek i oświadczył gotowość poddania się, o reszcie spraw umawia się potajemnie z Restyą i Skaurusem Na drugi dzień odbyła się znów rada wojenna, na której głosowanie odbyło się bez zachowania przepisanego porządku i kolei i przyjęło jego poddanie się. Ale według uchwały zapadłej na radzie wojennej dostawił Jugurta kwestorowi trzydzieści słoni. moc bydła i koni, z maleńką sumką srebra. Kalpurniiisz odjechał do Rzymu do przeprowadzenia wyboru urzędników. Numidya i wojsko nasze miało pokoj.
Roz. 32 — 35. 32. I ymczasem Memiusz nakłania lud do uchwały, żeby wy prawić Luc.yusza Kasyusza, który wtedy był pretorem, do Jugiirty z poleceniem sprowadzenia go za glejtem do Rzymu, by tem snadniej przez zezn mie króla wyszły na jaw przewinienia Skaurusa i innych, których Memiusz obwiniał o przekupstwo.
Kiedy się to dzieje w Rzymie, oficerowie pozostawieni od Restyi w Numiclyi, idąc za wzorom swego wodza, dopuścili się bardzo wielu nader haniebnych czynów. Jedni za złoto wydawali Jugurcie słonie, drudzy sprzedawali mu zbieguu, inni łupieżyli w okolicach spokojnych, taka opanowała ich umysły chciwość jakby zaraza.
Przyjęcie projektu do ustawy Gajusza Memiusza na kornicyaah przeraziło wszystką szlachtę. Więc pretor Kasyusz jedzie do Jogurty. Ten był w wielkim strachu, a mając nieczyste sumienie, zwątpił o sobie. Ale
Kasyusz umiał go przekonać, że skoro się raz poddał narodowi rzymskiemu, to lepiej jest dla niego zdać się na jego łaskę, niż go wyzywać do użycia siły oręża. Nadio dał mu jako porękę bezpieczeństwa swoje słowo, które tyle u niego ważyło co glejt: taki mir miało wtenczas imię Kasyusza. 33. Więc Jugurta przybywa z kasyuszem do Rzymu, ale nietak, jak przystało dostojeństwu króla: wcale nie dworno i nio strojno. Był to człek silnego ducha, ale mu jeszcze dodali otuchy i odwagi ci wszyscy, których wpływy albo podłe faktorstwo były osłoną tych wszystkich jego czynów, o których powyżej mówiliśmy. Więc zjednywa sobie wielką sumą pieniężną trybuna ludu, Gajusza Bebiusza, którego bezczelność miała go zasłonić przed wszclkiem prawem i bezprawiem. Ale kiedy Gajusz Memiusz zwołał zgromadzenie ludu, pokazało się, jak lud był rozżarty na króla: jedni wołali, żeby go wtrącić do więzienia, drudzy, żeby go obyczajem przodków stracić jako nieprzyjaciela państwa, gdyby spólników swojej zbrodni me wydał. Ale Memiusz, powodując się więcej poezueium godności niż gniewem, uśmierzał wzburzone tłumy i uspokajał ich umysły, a nakoniec oświadczył stanowczo, że nie dopuści naruszenia glejtu. Następnie, kiedy się uciszyło, każe Jugurtę stawić przed ludem i zabiera głos: opowiada jego niecne czyny w Rzymie i w Numidyi, stawia przed oczy jogo zbrodnie popełnione na ojcu i na braciach, oświadcza, że naród rzymski wie, kto mu był pomocny i usłużny w tych jego czynach, to jednak chciałby w tej mierze więcej pewności powziąć od niego samego; jizeli wyzna prawdę, to może polegać na rzetelności i łaskawości narodu rzymskiego, jeżeli zaś prawdą zamilczy, lo tem spólnikoin swoim nic pomoże a siebie zgubi i nadzieje swoje pogrzebie. 34. Kiedy Memiusz skończył swą mowę, wezwano Jugurtę do dania odpowiedzi. Wtem występuje trybun ludu, Gajusz Elebmsz, który, jak to wyżej powiedzieliśmy, był przekupiony i każe królowi milezeć. Tłum ludu obecnego na zgromadzeniu, zapalony strasznym gniewem, chciał go przestraszyć krzykiem, wyrazem oblicza, kilkakrolnem porywaniem się na niecnotę, oraz innymi sposobami’,, którymi się gniew rad posługuje, ale nadaremnie: zwyciężyła bezczelność. A tak lud zelżony rozszodł się ze zgromadzenia, a Jugurta, Bestya i wszyscy inn., których to dochodzenie nabawiało niepokoju i trwogi, nabrali odwagi. 35....Niezadługo potem puścił się Jugurta w drogę, odebrawszy od senatu rozkaz opuszczenia Italii. Ale wyjechawszy z Rzymu miał się kilka razy obejrzeć na miasto w milczeniu a w końcu wyrzec te słowa: >0, miasto sprzedajne i upadku blizkie, jeżeli tylko znajdzie kupca!«
Roz. 1)2 — 94. 92. W pobliżu rzeki Muluchy, która rozgraniczała państwo Jugurty od państwa Bokchusa, na rozległej równinie sterczała skała, dla małego grodu dość przestronna, niezmiernie wysoka, z jednym bardzo wązkim dostępem, cała z natury tak stronią. jakby ją kto umyślnie uciosał. Otóż to miejsce zdobyć wziął się Saryusz, gdyż tam były skarby królewskie. Ale udanie się tego przedsięwzięcia raczej szczęśliwemu tra fowi niż swemu planowi zawdzięczał. Bo w grodzie była silna załoga i dostateczny zasób oręża, wielki zapas zboża i zdrój wody; groble, wieże i inne machiny wojenne na nic.się nie zdały w takiej miejscowości,; ścieżka wiodąca do grodu była bardzo wązka, z obu stron spadzista. Szopy oblężnjczc z wielkiem niebezpieczeństwem a nadaremnie przymykano, bo kiedy się trochę przysunęły, to je ogniem lub kamieniami niszczono; żołnierze nie mogli ani przed szopami ustać z powodu nierówności miejsca, ani pod szopami bezpiecznie robót odbywać; co najlepsi padali albo ponosili rany, c^-drugim jeszcze większego napędzało strachu. 93, Straciwszy Maryusz nadaremnie tyle dni i tyle poniósłszy trudów, począł się trapić i przemyśliwać nad tem, czy ma zaniechać przedsięwzięcia, gdyż takowe było daremnem, czy toż czekać na los szczęścia, którego usług już tyle razy przedtem doświadczył. Kiedy go tak przez kilka dni i nocy z rzędu te myśli gorączką trawiły, zdarzyło się przypadkiem, że pewien Liguryjezyk, prosty żołnierz z kohort posiłkowych, wyszedł sobie z obozn po wodę i niedaleko od boku twierdzy, przeciwlogłegb’ walczącym, spostrzegł pomiędzy skałami pełzające ślimaki. Bierze on z nich jednego, potem drugiego, potem coraz więcej, aż wiedziony chętką zbierania zwolna prawie aż na sam szczyt góry się dostał; kiedy zobaczył, że tu pusto i głucho, wrodzona człowiekowi żądza dokonania czegoś trudnego podsunęła mu inne myśli. Na tem właśnie miejscu wyrastał przypadkowo z pomiędzy skał wielki dąb, który się tylko trochę zwieszał na dół a dalej się wyginał i strzelał w górę, dokąd wszystkim roślinom natura mąć się każe Chwytając się to gałęzi tego dęba, to skal wystających, wyspinał się Liguryjezyk na samą płaszczyznę zamku, bo wszyscy Numidowie, zajęci obroną, byli tam, gdzie wrzał bój. Zbadawszy wszystko, co się wkrótce, jak myślał, na coś przydać mogło, wraca napowrót tą samą drogą, ale nie na oślep, tak jak się wspinał, jeno się dokoła rozglądając, i wszystko dobrze uważając. Więc stawi i się spiesznie przed Maryuszem, opowiada mu swoją wycieczkę ze wszystkimi szczegółami, namaw.a go i zachęca, aby z tej strony, którędy On się wspinał, uderzył na zamek; ofiaruje się sam na przewodnika w lej niebezpiecznej wyprawie, Maryusz wysyła kilku ludzi, których m.ał koło siebie z 1 Jguryjczykiem w celu zbadania, ilć jest prawdy w tem, co on zapowiada. Z tych każdy wedle swego wrodzonego usposobienia rzecz przedstawia; jeden jako trudną, drugi jako łatwą; dość, że w konsula znowu duch wstąpił. Więc z pośród surmaczy i trębaczy wybiera pięciu co najchybszycth, a na ich załogę czterech centurionów i przykazuje wszystkim słuchać Liguryjczyka. Na tę wyprawę wyznacza dzień jutrzejszy. 94. Kiedy się Liguryjczykowi zdawało, że wedle odebranego rozkazu już czas wyruszyć w drogę i kiedy wszystko do wyprawy było przygotowane, spieszy na ono miejsce. Ale ci, co się na ową górę piąć mieli, pouczeni poprzednio przez przewodnika, zmienili zbroję
Zalhey. Antologia rzymska. f II i ubranie: z głową odkrytą i boso szli, aby mogli lepiej przed siebie patrzeć i snadniej się wspinać po skałach; przez plecy przewiesili miecze i tarcze numidyjskie ze skóry dla lekkości i dla mniejszego chrzęstu przy potrąceniu. Więc Liguryjczyk szedł przodem i przywiązywał do skał i do starych korzeni, jeżeli gdzie sterczały, powrozy, żeby się ich żołnierze chwytali i snadniej się wspinać mogli: nieraz gdy w nich ta niezwykła droga bojaźń obudzała, podawał im rękę i’ciągnął do góry; gdzie wspinanie się do góry było trochę uciążliwsze, tam im po jednemu bez broni kazał iść przed sobą, a potem za nimi sam szedł z ich bronią; gdzie zaś wspinanie się do góry wydawało się karkołomnem, tam on pierwszy próbował: po kilkakroć tą samą drogą wspinał się na górę i schodził na dół a potem zaraz ustępował na bok i tym sposobem drugim dodawał odwagi. Tak po długich i mnogich truciach dostali się wreszcie na zamek, opuszczony z tej strony, gdyż wszyscy, tak jak po inne dni naprzód przeciw nieprzyjaciołom byli obróceni. Maryusz przez cały ten dzień zaprzątał Numidów walką obronną; a gdy otrzymał przez gońców wiadomość o tem, czego l.igtiryjczyk dokonał, wtedy zagrzewa żołnierzy, wychodzi sam z pod szopy, każe tarczo wznieść w górę i pod ich zasłoną iść tiłprzńćl, a równocześnie pociskami z dział, strzałami i procami prażyć nieprzyjaciół z dali. A Numidowie, ponieważ przed tera nieraz szopy rzymskie zgrnchotali i spalili, nie chronili się za mury grodu, ale przed rnurem dzień i noc uganiali, wyzywali Rzymian a Maryusza szaleńcem przezywali, żołnierzom naszym grozili niewolą 11 Jogurty — powodzenie uczyniło ich butnymi. Wtem kiedy tak wszyscy Rzymianie i nieprzyjaciele zapalczywie się biją, kiedy obie strony z wielką zaciętością, ci o chwałę i o panowanie, tamci o życie walczą, nagle z tyłu zabrzmią trąby bojowe. I naprzód kobiety i chłopcy, którzy wyszli z grodu, żeby się bitwie przypatrywać, poczynają uciekać, polem ci, co stali najbliżej murów, nakoniee wszyscy zbrojni i niezbrojni. Natenczas Rzymianie tem natarczywiej nacierają, rozbijają zastępy nieprzyjaciół i po największej części ranią ich tylko, a po ciałach poległyMi kroczą naprzód; pałając żądzą sławy, pędzą na wyścigi do inuru, ani jeden nie daje się zatrzymać chęci zdobyczy. W ten sposób przypadek naprawił szaleństwo Maryusza a błąd jego przysporzył mu jeszcze sławy.
Itoz. 9r>. 95. Kiedy się to właśnie dzieje, przybywa do obozu kwestor Lucyusz Sulla z wielkim oddziałem konnicy, dla której zebrania z La eyum i z krajów sprzymierzeńców pozostał w Rzymie.
A ponieważ mi tok wypadków przywmdł na pamięć tak wielkiego męża, przeto uważam za rzecz stosowną, podać tu kilka rysów jego charakteru i sposobu życia: bo już nigdzie indziej nie będę miał sposobności p’sać o czynach Sulli, a Lucyusz Sysenna, który ze wszystkich historyków najlepiej i najdokładniej te czyny przedstawił, nie dość śmiało mojem zdaniem o nich pisał. Otóż Sulla był potomkiem rodu patrycyuszowskiego i to arystokrata z rodziny podupadłej z powodu opieszałości przodków; w literaturze greckiej wykształcony zarówno jak w ła cińskiej i to gruntownie; był to mąż wielkiego ducha, żądny rozkoszy, ale żądniejszy chwały, bardzo lubił wygódki, ale od czynności nigdy go rozkosz nie powstrzymała; tylko co się tyczy żon, toby sobie mógł był szlachetniej postępować; był wymowny, przebiegły, w przyjaźni uprzejmy, do udawania miał liczne sposoby, a znajdował je w niezmiernych głębiach swego rozumu; w rozdawaniu wielu rzeczy, szczególnie pieniędzy, był szczodry. A chociaż był najszczęśliwszy w świecie, to jednak przed zwycięstwem we wojnie domowej nigdy szczęście jego nie było większe niż jego tęgość i wielu nie umiało powiedzieć, czy był dzielniejszy, czy szczęśliwszy: bo o jego późniejszych czynach wolę nie mówić, nie wiem ze wstydu, czy z odrazy.
Tłóm, Stanisław llsepińsk*.
Z „ROCZNIKÓW“ LIWIIjSZA.
Charakterystyka drugiej wojny punickiej (Ks. XXI. roz. 1). 1. Pochlebiam sobie, mi się godzić będzie na wstępie do tej części mojego dzieła dosyć pospolity zwyczaj pisarzów naśladować i jako oni z góry w treści całe przedsięwzięcie zapowiadają, tak tu w krótkości mój dalszy przedmiot wyłuszczyć. Oto biorę pod pióro z wojen, ile h tylko kieilyżkolwiok’ świat zawichrzyło, najwalniejszą i najpamiętniejszą, Kartagińczyków z ludem rzymskim. Albowiem nigdy ani potężniejsze, ani zamożniejsze nie starły się z sobą narody c.zy rzeczypospolile, ani leżsame, w u.nej porze w tak mocne siły i dostatki nie opływały, jaku; w tej tu dostarczały im dobie; oprócz tego wcale nie nowym i nawzajem nieznajomym trybem, ale doświadczonemi już w pierwszej punickiej wojnie zachodziły na siebie sztukami. Tak też wąLpliwom i luzującem się walczyli między sobą powodzeniem, że zwycięzcy długo byli bliższymi upadku, niżeli owi, co nakoniec ulegli. Spierali się z zawziętością, niemal nad siły i dostatki ich większą. Rzymian rozżarzała uraza, iż raz od nieb pokonani, śmieli przeciwko nim do oręża się zrywać; Penów rozjątrzała niechęć, powzięta z dumnego i srogiego Rzymian nad sobą przewodzenia...
Charakter Hannibala. (Ks. XXI. roz. 4). 4....Hannibal, posłany do Hiszpanii, natychmiast za przebyciem swojem całego wojska na siebie obrucił uwagę. Zsiwiałe pod bronią żoł 16* daetwo mniemało w jego osobie wróconego sobie Hamilkara; zdało im się, że owego postać przed ich odnowiła się oczyma; lęż samą upatrywali w młodzieńcu, co niegdyś w jego ojcu, czerstwość lica, żywość źrenicy, urodę twarzy, dziarskość całej postawy; wkrótce ząś dopiął osobistej wziętości, że wdzięczna pamięć ojca ledwo nie za najmniejszą służyła mu zaletę. Żaden może, jak świat światem, me posiadał do różnej, wbrew sobie przeciwnej doli, władzy czy posłuszeństwa równej zdolności; przeto też tak potrafił i wodzowi i wojsku się przypodobać, że nie snadna byłaby do rozwiązania zagadka, komu był z nich milszym. Hazdrubal, ilekroć chodziło o mężną jaką przewagę, nigdy się chętniej na innego, jak na niego, nie zdawał: wojsko w nikim większej nie pokładało ufności, pod niczyim przewodem mężniej nie walczyło. Śmiałość i odwaga w porywaniu się na niebezpieczeństwa, roztropność z biegłością w przełamywaniu ich świetnie jaśniały, trudy i znojo jak sił ciała nie wątuły, tak nie tępiły potęgi duszy. Wytrzymały na skwar i na mróz, pokarmów używał podług potrzeby, nie szukając w nich rozkoszy; nio miał oznaczonej czyto do. pzuwania, czy do spoczynku doby; w nocy, jak we dnie równie pilny jak czujny, te szczególnie chwile wytchnieniu oddawał, które mu od zatrudnienia zbywały. Nio-potrzebował wabić snu bądź wyszukaniem cichego ustronia, bądź wygodą miękkiej pościeli; nieraz go napotkać było na gołej ziemi między stanowiskami i strażami obozowemi z całą tłuszczą pokotem leżącego, bez innego nakrycia prócz kurtki żołnierskiej. Nie sadził się na ubiór, chciwy jedynie celowité współlowarzyszów końmi i rynsztunkiem Między jazdą jako i między piechotą nic mając sobie równego, zwyczajnie pierwszy na harc, występował. Pierwszy ciągnął na pJib, ostatni z niego schodził. Te lak świetne i liczne męża lego cnoty ważyły niepośledniejsze przywary: nieludzkie okrucieństwo, wiarołomtiość, nawet samę ową, którą w przysłowiu punicką zwano, przewyższającą; bez sumienia, wiary, bojaźni bogów, pobożności, z:i nic sobie ważył przysięgę, za nic pra-wdę, nic me było u niego świętem, na wszystko gotów targnąć się. Tą mieszaniną cnót i występków dzielny, trzy całe lata pod llazdrubalem żołdował, a nieleniwy chwytać każdą do popisywania się zręczność, ’ już wtenczas to w radach, to czynnościach meleksie ani nieskąpe na przyszłą zawołanego wodza sławę zaliczał zadatki,
Poselstwo rzymskie w Kartaginie. (Ks. XXI. roz 1, 8 — 20 w skróceniu). 18. Te przygotowania poczyniwszy, dla skrzętnego zachowania przed rozpoczęciem wojny form słuszności, do Kartaginy w ąelu dowiedzenia się. czyli z własnego domysłu, bądź z publicznego rozkazu porwał się był Hannibal na Sagunt, nowe poselstwo wyznaczono z poważnych sędziwym wiekiem mężów, Gaja Fabiusza, Marka Liwiusza, Luc.
Emilego, Gaja Licyniego, Gaja Bóbiusza. Razem zlecono, iż gdyby, co było. do przejrzenia, Kartagińczycy przedsięwzięcie Hannibala na publiczne kładli imię, uroczyście wojnę im wydali. Za przybyciem do Kartaginy słuchani byli od senatu tamtejszego, a gdy najstarszy’ z niclr Gajusz Fabiusz zabrawszy głos, w nic się innego nie wdając, o to jedno nalegał, aby mu krótko na proste jego zapytanie względem Hannibala odpowiedziano: »tak« albo »nie*, odezwał się jeden z Kartagińczyków: >Już owo pierwszy krok, którymeście się, Rzymianie, o wydanie Hannibala, jakoby on samowładnie z Saguntyuami wojnę był zaczynał, upominali, skwapliwym był i nierojjmyślnym; wszakże niniejsze wasze poselstwo j acz w słowach zdaje się umiarkowańszem, jest jeszcze surowsze i ostrzejsze od owego. Albowiem wtenczas, oskarżając Hannibala, wymagaliście ukarania go i osądzenia jeszcze, nim był słuchany i przekonany; teraz zaś na nas samych wymusić chcecie razem i wyznanie winy i zado.syć za nią uczynienie,.la rozumiem, iz tu nie o to rzecz, czyli z publicznego wyroku, albo li leż bez żadnego, rozpoczęto nieprzyjacielskie kroki przeciw Saguntowi, ale raczej, czyli takowy postępek zgadzał się z słusznością i z prawem. Zaiste do nas to sanwli należy wejrzeć, czyli współobywatel nasz według naszej sprawił się woli, albo li też przeciwko niej poszedł. Między wami a nami jedynie o to może być rozprawa, czyn zawnrle z wami przymierze pozwalało num albo zabraniało Saguntynów zaczepić. Wszakże kiedy wy usiłujecie rozróżniać czynności wodzów od rozkazów wyższej nad nimi władzy, wmjdźmy w głębsze całej rzeczy rozpoznanie. Wiąże nas i was społem zawarty za konsula Lutacogo sojusz-, którym zaręcza się sprzymierzeńców obydwóch stron bezpieczeństwo, nie wymieniają się zaś tam Saguntyni, jeszcze pod ową porę żadnym z wami niepołączeni związkiem. Ale, rzoczecie, w drugim z Hazdnibalem sojuszu wyraźnie wyłączają się. Naprzeciw temu nie powiem ja nic więcej, jak czegom się od was samych nauczył. Wypieraliście się pierwszej owej z waszym Gajem Kulącym konsulem umowy, jakoby nieprawnie, bez zezwolenia senatu i ludu zawartej; zatem nakierowaliście rzecz do nowej ugody, mającej już po sobie waszych najwyższych władz powagę. Jeżeli was nie obowiązują bez waszego dołożenia się uczynione przymierza, i nas llazdru, balowe, mimo naszej wiadomości zaszłe, nie powinny krępować. Zatem nie bałumućcie tu wzmiankami Saguntu ani lberu, ale, — co już od dawna w waszych lęgnie się umysłach, wydajcie na świat*. Na to Rzymianin, rogi szaty swojej na fałd zwinąwszy, wskazał im jeden i drugi, mówiąc: »Oto macie pokój, oto wojnę! Obierajcie, co wam się zda lepsze*. Okrzykniono go z drugiej strony, niech wytrząśnie, co się jemu samemu bardziej upodoba. Skoro zaś ów wojenne zawinięcie rozpuścił; ’Przyjmujemy ją*, rzekli, »z ochotą, i takim umysłem popierać będziemy*. 19....Posłowie rzymscy, podług danego sobie zalecenia, po odbyciu się w Kartaginie, wstąpi.i do Hiszpanii dla pociągnienia tamecznych narodów do związku z Rzymianami, bądź przynajmniej odstręczenia.ch od Penów... Przewędrowawszy nadaremnie całą Hiszpanię, przenieśli się do Gallii. 20. Tu uderzył ich w oczy nieświadomy dotąd i wcale dla nich nowy widok zbrojnej rady; albowiem narodowy Gallów zwyczaj niesie, orężnie na nią się zbierać, (idy posłowie rzymscy w okazałych słowach to cnotę, to męstwo Rzymian, to polęgę i rozległość ich państwa wy nosząc, dopraszali się, aby Penom, Włoch) zagrażającym, wolnego przez gallickie miasta i włości przejścia nic dopuszczano, powstał między młodzieżą z okropnym zgrzytem.śmiech tak gwałtowny, że go za ledwo przewaga urzędów i starszyzny uśmierzyła: zdało się albowiem wcale dzikiem i szalm.em dopominaniem się, aby Gallowie, tamując drogę nieprzyjaciołom do cudzych dziedzin, swoje na sztych i łupież wydawali. Po uciszeniu hałasu nastąpiła odpowiedź, »że żadnych dla
Rzymian obowiązków nic mają, któreby ich pobudzać mogły za nich walczyć; ani Kartagińczykowio nie dali im się tyle we znaki, iżby mieli powód przociwko nim powstawać: owszem przeciwnie słuchy ich o Rzymianach dochodzą, że ich współrodaków z ról i włości odzierają we Włoszech, haraczem obarczają i rozmaiłem dręczą prześladowaniem*. Podoimy duch wynurzał się po całej Gallii; ani nigdzie nie doznali gościnności, ani usłyszeli przyjacielskiego słowa, czyli jaką o spokojności owych narodów powzięli otuchę, aż się o Marsylię oparli. TaniIo dopiero u szczerych sprzymierzeńców rzetelnie uwiadomili się, że llanmbal wcześnie wszystkich Gallów na stronę swoją przekabacił i że, jnkożkolwiek ten naród srogi i dziki dał się w sidła Hannibalowi ułowić, nic byłby nawet jemu wierny, gdyby zaniedbał możniejszych, niewypowiedzianie na kruszec chciwych, kicdyn.ekicdy złotem ku sobie przychylność ożywiać. Po takowem wałęsaniu się po różnych kąlach Eliszpanii i Gallii posłowie jakoś niedługo po oddaleniu się konsulów dc wyznaczonych sobie prowineyi do Rzymu wróciwszy się, zasiali całego miasta, za dosyć pewną wieścią o przeprawieniu się Penów przez Iber, na przyszłe wojenn-ch powodzeń obroty natężoną uwagę.
Przejście Hannibala przez Alpy. (Ks. XXI. roz. 31-38). 31. Temi namowami zagrzanym rozKazuje pokrzepić ciało i gotować się do drugi. Nazajutrz puściwszy się lewą stroną Rodanu wewnątrz Gallii, nie żeby tamtędy prościej mu było ku Alpom zmierzać, ale mniemając w znaezniejszem oddaleniu się od morza mniej często rzymskie wojska spotykać, z któremi nie życzył sobie przed wkroczeniem do Włoch ścierać się, czwartem obozowaniem stanął na wyspie, gdzie Arar i Rodan z różnych gór spadające, niejaki szmat ziemi wzajemnym ku sobie zbiegiem zajmują. W tem międzyrzeczu noszącem, jako się rzekło, przezwisko wyspy mieszkają Allobrogowie, naród żadnemu z galliekich w dostatkach czy sławie nieustępujący, pod tę porę niezgodą wewnętrzną zaburzony. Dwaj bracia rodzeni rozprawiali się 0 berło; starszego Branka, który je pierwej piastował, późniejszy urodzeniem, mniej mający prawa, lce.z przy wsparciu młodzieży więcej mocy, spyfiliał z tronu. Hannibalowi wcale na rękę to przypadało; obrany rozjemcą, idąc, za zdaniem senulu tamecznego i chęcią zacniejszej narodu części, starszemu panowanie przywrócił; a ten wywdzięczając mu się, opalrzył go w żywność oraz w zapas odzieży, mogącej mu się kiedyś przydać w przeć bodzie Alp, osławionych z nieznośnych szronów 1 mrozów, Po zagodzeniu Alloluogów ruszywszy dalej, nie szedł za prostym gościńcem, ale skierował do Trykastynów; stamtąd okrajkiem siedlisk Wokonc.yów do Trykoryów; po lej drodze nic trafiał nigdzie na zawadę, aż gdy doszedł do rzeki Druencyi, także z samych Alp płynącej, z pomiędzy r/ek galliekich najtrudniejszej do przebycia; albowiem obfity do tatek wody iocząc, przecież donośnej do spławy sialków nie dustar ezn z przyczyny, że pozbawiona brzegów, któreby ją w koryto ujmowały, wydrąża sofcie rozmaite niestałe, lecz tu i ówdzie zmienne, to przepaście, to mielizny, dla czego nawet chcącym pieszo w bród j!\ przechodzić nichezpicezciisiwcin grozi, gdy prócz tego jeszcze gruzy i kamyczki, któro kupami nurtem swoim pławi, mniej ostrożną zawodzą i nagle oblewając, zdradzają slopę; w tej zaś dobie, nabrzmiała ulewami, rozmnażała jeszcze liczniejsze i niebezpieczniejsze trudności, które wojsko mieszały, owszem z >amego jego przestrachu tudzież wszczętej a niego coraz z nieładem wrzawy srożsZ‘-j nabierały postąpi. (32 Publiusz Korneli konsul prawie we trzy dni po odsunięciu się llanmbnlu od brzegów Bodami w czwomgraniiyrn szyku zblczył się pod obóz nieprzyjacielski, z przedsięwzięciem niezwłoczo.ua z nim spotkanej; wszakże znalazłszy próżne stanowisko, ani tusząc sobie snadno doścignąć nieprzyjaciela, zwrócił się ku morzu i okrętem w nadziei łaL.viejszego spotkania Hannibala w samem z Alp zstępowaniu. Atoli dla niczostawicnia zupełnie obnażonej Hiszpanii, prowincyi na siebie przypadłej, rodzonego swego brata Gneja Scypiona z większą połową wojska przeciw Hazdrubalowi oddzielił, nie tylko w celu zasłonienia oraz obrony dawnych, a jednania sobie nowych sprzymierzeńców, ale nawet zlecając mu wyrugowanie z hiszpańskich granic Huzdrubala sam ze szczuplejszą siłą udaje się do Genui, układając sobie z ową, klora nad Padem w pogotowiu była, Włochy ratować. Hannibal od Druencyi spokojnie dociągnął do Gallów, mieszkających pod samym podnóżkiem Alp, Tu aczkotwiek już wcześniej wieści, pospolicie rzeczy nad prawdę zwięk szające, ohydny tych miejsc wystawiały obraz, atoli jednak z blizka pod oczy podpadły widok owych gór niezmiernych, owyc-h wierzchołków śniegami zasepanych, ledwo nie w samych ukrywających się obłokach, niezgrabnych chat na stercz skał natłoczonych, bydląt i trzód skostniałych od mrozów, postaci ludzkich nieugłaskanych, srogich, włosem obrosłych, zgoła okropne całego przyrodzenia, czyto martwego, czy tchnącego żydem, zwarzone i otrętwiałe oblicze, okrutniej jeszcze teraz wzrok, niżeli niegdyś w opowiadaniu uszy, przerażające, dawne w umysłach odnawiały i rozjątrzały trwogi. Pnącym się na pierwszą tych grzbietów pochyłość pokazali się obsiadujący wzgórki górale, którzy, gdyby byli po dolinach zaczaili się, nagłym wypadem byliby sprawieniem nielada popłochu ciężką klęskę zadali. Hannibal wstrzymał natychmiast chorągwie, wyprawił zaś lekkich Gallów dla zawarowania wertebów; a skoro zapewnił się o niepodobieństwie przejścia tamtędy, obóz swoj w pośrodku urwisk i parowów na najdłuższym rozpostarł padole. Przez owych Gallów, niewiele się obyczajami i językiem od alpejskich rodaków różniących, sposobnych zatem stowarzyszać się z nimi i w rozmowy wchodzić, powziął wiadomość, że przerzeezone czaty tylko na dzień trwały, na noc zaś zwykle rozchodziły się; o świcie ubiegł owe kopc-e, jakoby gotowy wstępnym bojem wśród dnia ciasnoty gwałtem przełaniać. Aż do zmroku obłudne obroty utrzymywały ich w mniemaniu, że ten był prawdziwy jego zamiar; nocą oszańcowawszy się w tej samej posadzie, gdzie się był za dnia utrzymał, gdy się gallickie straże rozpierzchły i opuściły dzienne ognie, zostawiając ciężary wojenne i jazdę z większą częścią piechoty, sam z lekkim i najdzielniejszym wybranym pocztem coprędzej z owych wyrywa się manowców i rozkłada się na wzgórku, strzeżonym dotąd od nieprzyjaciół. 33. O porannej zorzy za podniesieniem obozu reszta wojska ruszyła, Już górale za wydanym znakiem z ich przytułków na zwyczajne skupiali się stanowiska, gdy nagle wpadają im w oczy nieprzyjaciele, obejmujący przez nich wczoraj posiadane szczyty, prawic nad ich głowami zawieszeni, toż drudzy ciągnący drogą. Obydwa widoki wzrok z umysłem naraz odurzając, nieco ich w kroku zastanowiły: toż gdy spostrzegli nieprzyjaciela, jużto w ciasnych umotanogo wertebach, już poniekąd ich obecnością przerażonego, osobliwie niesforne cukaniu się przelęknionych korii, uroili sobie, iż pomnożeniem nieco przestrachu dokonaliby klęski; dlaczego obiegając opoki, równie wprawni jak przez ścieżki tak przez bezdroża zmykać, rozpierzchli się. Naciśnieni to napaścią dzikiej drużyny, to miejsc niegodziwością Ronowie, gdy jakitak: usiłował przed innymi wygramolić się z niebezpieczeństwa, więcej się między sobą, niż z nieprzyjacielem spierali. Konic nadewszystko mnożyły nieład i zamieszanie. Płoszyły je i burzyły przeraźliwe wrzaski barbarzyńców, rozlegające się po kniejach i dolinach, odbitym od skał i odwiecznych tramów hukiem okropniej jeszcze wzmagane; jeżeli zaś na nieszczęście którego z tych zwierząt raz jaki z zadaniem mu boleści lub rany dosiągł, prawie się wściekając, wszystkie naokoło wichrzył: zrzucały jeźdźców z karku; ludzi i sprzęty, zgoła co się im nawinęło, obalały, rozmiatały, tratowały tych i owych zbrojnych, osobliwie motłoch czeladny; ciężary, wozy, zaprzęgi w niezgłębione z owych zewsząd sterczących urwisk przepaście strącały, skąd opodal straszliwy trzask z przerażającym gromem wrzawił po powietrzu, jakoby same owe ogromy gruchotały się na stosy i w bezdno ziemi przepadały. Na widok tego okropnego zamętu Hannibal, lękając się go nagłem nadciąganiem pomnożyć, nieco stanął i hufce swoje wstrzymał: toż spostrzegając poprzedzający szyk zerwany i odstrychnione od niego ciężary, troskliwy 0 ich uratowanie, niemniej też niewątpiący, że za ich utratą poszłaby 1 zguba wojska, obces z górki się spuścił; wszakże iak wyuzdanym na pędem poraził gawiedź, tak też między swoimi powiększył zamieszanie, którę przecież, skoro uprzątnione spędzeniem barbarzyńców zobaczono szlaki, w mgnieniu oka ucichło; nakoniec owe wyboje całe wojsko bezpiecznie, nawet spokojnie przebyło. Zatem zameczek, stolicę całej owej okolicy, z przyległemi siołami opanował oraz zajętem nieprzyjaciołom bydłem przez trzy dni wojsko swoje żywił; że zaś i miejsce pomagało i barbarzyńcy z przestrachu nieochłonieni nie bruździli, w tym przeciągu nawet i nieco drogi odprawił. 34. Potem dostał się do jednego licznego, jako zwyczajnie wszystkie podgórskie, narodu; tam go nie boje na niebezpieczeństwo naraziły, ale o mało sztukami swemi, zdradą i podejściem w sidła ułowiony nie został. Zebrały się do niego różne poselstwa tamecznej starszyzny i panków wielu zamczysk: ci piękne z ust cedząc słówka, oświadczyli się, >że świeżym sąsiadów nauczeni przykładem, woleli w przyjaźni żyć z Kartagińczykami, niżeli iść z ich szczęściem na udry; ofiarowali przytem wypełnić, czegoby po nich żądał, żywności oraz przewodników dostawić, nawet szczerość swoją zakładnikami zaręczyć*. Hannibal ani im ślepo ufając, ani, żeby ich nie burzył, ni* gardząc ofiarowaną przyjaźni;?, ’ odprawił ich z uprzejmą odpowiedzią, przyjął zakładników, korzystał z nawiezionej slrawy, jidnak zawsze w porządku i pod bronią, mając się na ostrożności, za ich przewodnikami ciągnął. Przodem szła zasłoniona jazda, sam następował z piechotą, pilnie na wszystkie oglądając. się slrony. Skoro wojsko weszło na węższą drogę, położoną po jednej stronie pod grzbietem górującej nad nią opoki, obces ze wszystkich slron wysypała się barbarzyńców hołota; ci z przodu, owi z lyłu, to z blizka to z daleka przechodzącym doskwerali; ogromne kamienie i oderwiska skał prosto na ićli głowy zwalali, osobliwie od tyłu główną, tłuszczą uategali. Hannibal obrócił się na nieb z piechotą, a tu okazało się, że trudnoby się był od znacznej klęski ueliromł, gdyby nie imał był wzmocnionych poślednich szyków. Z tem wszystkiemi znalazł się jeszcze w niebezpieczeństwie ledwo nie ostatecznej zguby i od przodu; albowiem zwlekając, z swoim hufcem w ów wąwóz zapuścić się, ponieważ, jak pierwej piechotą jazdę wspierał, teraz piechocie żadnej z lyłu zasłony nie opatrzył, górale zaszedłszy bocznymi szlakami, wciskając, się w szereg pomiędzy obydwa oddziały wojskowe, obsadzili drogę tak dalece, że Hannibal jednę noc przepędził oderznię.ty od jazdy i obozowych sprzętów 35. Nazajutrz już leniwiej przeciwiali się barbarzyńcy; za.-zem łatwiej obydwa oddziały zetknąwszy się z sobą, z owych dzikich puszcz, acz nie bez straty, większej przecież bydląt niż ludzi, wydobyli się. Odtąd barbarzyniec małemi garstkami nie po wojennemu, ale raczej w sposobie łotrnwania napadając szyki to przednie, to poślednie nagabał, roztargnionych przy każdej trudności miejsc lub też zdarzonej zwłoce trapił, nie nadążających za wojskiem, równie prześcigających luzaków sprzątał. Słonie w ciasnych owych i przepaścistych wertebach nie mało postępowanie wojska tamowały; atoli z drugiej strony warowały go i zasłaniały, ponieważ dzmz, nieoswojona z ich postacią, lękała się zbliżać.
Dziewiątego dnia po przełamaniu wielu bezdróż i rozmaitem, to przez zdradę przewodników, to przez nieufność w nich i mylne z pozoru wygodniejszych dróg zgadywanie, błąkaniu się, dopięło nakoniec szczytu Alpów, gdzie przez dwudniowy odpoczynek żołnierz, trudem i ciągłym bojem wyniszczony, poKrzepił się na siłach; dokąd też kilka sztuk bydła stoczonego w przepaście z urwisk, wygramoliwszy się ku górze za śladem wojska przytulało. Atoli jeszcze na steranego tylu przeciwnościami żołnierza nowa bieda się zwaliła, śnieg nagle w czasie zachodu dżdżownie spadły, który go wiele, *e zatrwożył. Gdy wojsko za ruszeniem o samym świcie proporców opieszało i niechętnie przez gęste, bielejące się zaspy brnęło, Hannibal postrzegając na wszystkich twarzach posępność i rozpagź, wyprzedziwszy czoło, wybił się na jeden wzgórek, daleki na przyległe okolice podający widok; tam też i wojsko wslrzymał, ukazując mu Włochy, oraz pod samemi Alpami szeroko rozpostarto nadpadańskie niwy: >0lo przebywacie szańce i niwy nie tylko włoskiej krainy, lecz i samej jej zawołanej stolicy, Rzymu! Odtąd już spotkają was same równiny i płaszczyzny; jedna, najwięcej dwie bitwy to sławne miasto w ręce wam podadzą!* Zatem dalej postępowało wojsko; nieprzyjaciel już się więcej na nic ważnego nje zrywał, przestając na drobnycdi kradzieżach, kiedy mu się do mcii jaka nastręczyła sposobność. Wreszcie ponieważ od slrony Włoch góry mniej rozległe, na ostrzejszo i wyższe strzelają stercze, trudniejsza jeszcze niżeli pod górę na dół wydarzała się droga, niemal wszędzie przepaścista, wązka i ślizka, tak, że trudne było idąc oprzeć kroku, albo potknąwszy się, czego uchwycić; leciało się na łeb na szyj<;; kupy ludzi i bydląt nawzajem się obalały i tłoczyły. 36. Oparto się potom o nierównie węższą opokę, tak spn z.a stenn najeżoną urwiskami, że żołnierz, nawet zostawiwszy wszystkie ciężary, pilnie macając nogami tu i ówdzie jakiego jiłaściejszego uskoku i chwytając się to chaszczów, to krzaków naokoło rosnących, ledwo mógł się z niewypowiedzianym Irudem na dół sjmścić. 1’osada ta, już z jirzyrodzonia swojego od wieków przepaścista, świeżą wyrwą ziemi prawic jeszcze na tysiąc stóji w głębszą otchłań się zajiadła. Tam gdy konnica, jakoby u kresu drogi, nagle bieg zatamowała, Hannibalowi, dziwującemu się, coby to znaczyć miało, doniesiono, wszelkiego ujścia pozbawioną skałę być niepodobną do przobycia. Sam obejrzawszy jiolem jamę, uznał, że nic zostawało innego sposobu, jak najdłuższcin obejść ją wyboczom. bo naokoło okazywały się same bezdroża ludzką nietknięte stopą Atoli podlegało to praw ie nieprzezwyciężonym trudnościom, ponieważ dawne stwardniałe śniegi świeży nie bardzo nadzwyż był jirzysypał: łacno tedy ten i ów po miękkiej i jiłytkiej zamieci potrafiał pojedynczo brodzić; wszakże pod natłoczoną zgrają jak ludzi, tak i bydląt skrzepłe dno rozbijało się i tajało; zatem brudne szumowiny, wylewając z pod siebie strugi mętów, oblegały na ostatnich szychtach jeszcze nierozmarzmonych; przypadało więc na wzdęty puszczać się odmęt i po ślizk.ej przeprawiać się gołoledzi. Srogi więc narażał się na oczy widok dużająoyeh się z temi zawadami, gdy jak ciężko przychodziło utkwić w gołoledzi stopę, tak spadzistość urwiska krok spychała i na gwałtowne pędziła usterki, z których gdy się chciano gramolić rękami czy nogami, ślizgającym się po owym skrzepłym głazie biedakom nie nadarzał się żaden krzak, żaden chwast, któregoby się uchwycić mogli, lub o któryby się kolanem, bądź przynajmniej piętą oparli; toczyli się więc walcem z urwy na urwę, po lekkiej skrzepłości roztopach, i Cięższa jeszcze była przeprawa bydląt; częstokroć za pierwszem stąpieniem cały grząszcz naraz przebijały kopytami, a gdy te pełzły po lodac-b, sądząc się utrzymać miotaniem się, mocnemi razami podków wybijały w marszlinie dziury, w których jakoby w kleszczach wiązły. 37 Nakoniec próżno nanużywszy jak ludzi tak bydlęta, rozmyślił się Hannibal na tem wicrzchowisku zatknąć obóz, z niewypowiedzianą trudnością plac uprzątawszy, albowiem niezmierną moc śniegu przypadało odkopywać i odmiatać. Natychmiast obrócono żołnierza do łupania opoki, przez którą samą mogła być otworzona droga; a że wypadało kuć ją w ciosach, więc najprzód naścinano i naspuszezano w poblizkości moc drzewa; to okrzesano z gałęzi, potem zwalono je na niezmierny stos, a gdy pomyślny wiatr do rozniecenia ognia upatrzono, podpalono; toż rozparzuną i rozżarzoną skałę polewano octem dla zmiękczenia i w pył obrócenia, a niemal iskrzącą się z pożaru żeleźcami kruszono; nakoniec dla umknienia nagłej spadzistości, na rozmaite zakoły, żeby nie tylko bydlęta, ale i słonie mogły być bezpiecznie przeprowadzane, wysiekiwano. Cztery dni strawiono na tej robocie, gdy tymczasem morzyły się zwierzęta dla niedostatku karmi, której skąpo dostarczają owe płonne knieje, a wówczas i te drobiny zawalały śniegi. Poniższe doliny, na dzielność słonecznych promieni wyslawniojsze, oraz tu i ówdzie strużkami przerżnięte, podają posady, już więecj rolniczej wartająee uprawy. Wyprawiono tam bydlęta na paszę, tudzież strudzone ciało szukano Irzechdmowyni pokrzepić odpoczynkiem: dalej zstąpiono na płaszczyznę, powabniciszą i miejsc i mieszkańców łagodnością. 38. Tym trybom dolarł Hannibal do Włoch, w piątym miesiącu po ruszeniu z Kartaginy, a jak niektórzy twierdzą, piętnastego dnia przedzierania się przez Alpy. Jak liczne zaś z sobą przyprowadził wojsko, z podania pisarzów nic jest dostatecznie wiadomo. Ci, klórzy największą kładą liczbę, rachują sto tysięcy pieszych, dwadzieścia tysięcy konnych; którzy najmniejszą, dwadzieścia tysięcy pierwszych, drugich sześć tysięcy. Luc. Cyueynsz Aliment, świadczący o sobie, że był w niewoli u Hannibala, iiajwięcejby u mnie znajdował wiary, gdyby był z porządnym zaciągiem Gallów i Ligurów nie pomieszał liczby weszłych do Włoch; acz mi się podobną rzeczą zdaje, oraz wielu na to się pisze, że dopiero po wkroczeniu w ten kraj siły Hannibala, znacznie z rozmaitych nadrosłe przybyszów, hurtownie wyniosły do ośmiudziosiąt tysięcy piechoty, dziesięciu tysięcy jazdy; przydaje do tego, że z ust samego Hannibala słyszał, że od przejścia Rodanu aż do Taurynów, narodu Gallom pograliu znego, trzydzieści sześć tysięcy ludzi z wielkiem mnóstwem koni i innych bydląt utracił. Ponieważ tę okoliczność wszyscy pisarze za pewną pojmują, nie pojmuję, jak się nie mogą zgadzać względem miejsca, w którem przebył Alpy i skąd się wzięło pospolite mniemanie, że przez góry penińskie, nawet od imienia Penów tak nazwane. Celiusz twierdzi, iż przeszedł góry kremońskie; wszakże z obydwóch tych stron nie przypadłaby mu była droga na Taurynów, ale prowadziłaby go przez Salassów podgórskich do Libuów-Gallów. Niema też wielkiego do prawdy podobieństwa, iżby już wtenczas otwarłem być miało to do Gallii przejście, ile że cały szmat, który dąży do Peninu, obsiadły był od narodów półgermańskich: co jeżeliby kto roił sobie, iż imię penińskieh gór od przejścia Penów poszło, o tem żadnego podania u Weragrów, mieszkańców ich nie’znajdzie, którzy przeciwnie ciągną go od ołtarza bożka, na najwyższym wierzchołku czczonego, od nich rzeczonego Peninem.
Klęska pod Kannami. (Ks. XXII. róż. — 10 — 60.) 40. Odpowiedź konsula, pomienione uwagi raczej za gruntowne i prawdziwe niżeli za łatwe do wykonania przyznająca, niewielki] przynosiła pociechę. Jeżeli dyktatorowi z mistrzem jazdy trudno było pokurać, jakże można, mówił Emih, tuszyć sobie, iż konsul do oparcia śię zuchwałemu i burzliwemu a równemu solne w mocy koledze będzie mógł mieć dosyć przewagi czy siły? Za przeszłego swego urzędowania o mało w pożarze rozlerków gminnych me spłonął, ani się z niego nie wyratował bez osmolenia się. Zaiste pragnął z serca, aby się wszystko jak najlepiej powiodło. Gdyby zaś nieszczęście jakie na rzeczpospolitą przypaść imało, wolałby głowę swoją pod razy nieprzyjacielskie, niżeli wyrok zapalczywego pospólstwa poddać.
Po takoweiu oświadczeniu udał się Esjiili do obozu, wyprowadzony od samego czoła senatu Puścił się w tęż drogę i Warron, tłumem pospólstwa, raczej z liczby niż godnością znakomitym, otoczony. Stanąwszy na miejscu i połączywszy dawniejsze wojuka z nowymi zaciągami, dwojaki utworzyli tabor: wszyscy przybysza składali mniejszy, bardziej ku Hannibalowi posunięty; w dawnym główna siła doświadczonego żołnierza, nawet z liczby swojej znaczniejsza, pozostała. Zatem jednego z przeszłych konsulów, Marka Atylego, wymawiającego się od służby podeszłym wiekiem, do Rzymu odesłali, Getnina zaś Serwiiego nad drobniejszym obozem, pułk Rzymian i dwa tysiące jazdy sprzymierzeńczej zawierającym, przełożyli. Hannibal, lubo świadomy podwojenia walczącej przeciwko sobie potęgi, jirzecież niewymownie rad był zmianie konsulów. Albowiem nietylko już mu przebierało się żywności z dopadkowych rabunków z trudnością zgarmonej, ale nawet me było już czego rabować, ponieważ jakie tylko mogło jeszcze gdzie znajdować się zboże, w pierwszym początku najazdu włości do obronnych uwieziono miasteczek. Okazało się też potem, rż ledwo był w stanie z zapasów swoich jeszcze dziesięć dni wojsko utrzymać i że Hiszpanie głodem przyciśnieni byliby od niego zbiegli, gdyby Rzymianie byli doczekiwali dojrzalszej pory. 41. Wreszcie samo szczęście podżegło zuchwałość i zbujało gwałtowny umysł konsula, zdarzając, że w jednej przy dobijaniu się o żywność przypadkowej rozprawie, która nie z rozkazu hetmanów, lecz z samych ochotników rzymskich zapału, wysuwających się na powściągnienie łotrostw nieprzyjacielskich, \yszczęła się była. Kartagińczykowie wcale nierównym losem zmierzyli się z Rzymianami, straciwszy tysiąc siedemset swoich, nie więcej zaś Rzymian i sprzymierzonych jak około stu głów wybili. Konsulowie władali wojskiem, na przemiany codzień się w sprawowaniu władzy luzując: owego dnia właśnie przy Pawle zostawała, który widząc swoich daleko się za pierzchającymi zapędzających wstrzymał ich z bojaźni jakich zasadzek. Burzył się na to Warron, krzycząc w złości z całego gardła’, że samochcąc z rąk wypuszczano zwycięstwo i sposobność jednym zawodem ukończenia wojny. Hannibala nie bardzo obchodziła ta klęska; owszem cieszył się poniekąd, że się porywczy konsul jako i świeży żołnierz za tą ponętą uwiedzie. Niemniej wiedziat dobrze, jak co się w jego własnym obozie, co się w nieprzyjaciół działo. Świadom tedy był rożnego sposobu myślenia oraz niezgody dwóch rzymskich helmanów, także składu wojska, licząećgo niemal dwie części świeżych do boju, meutartych zaciągów, sądząc więc i czas i miejsce zdatne do fortelu, następującej nocy, zostawiwszy w obozie wszelki jak publiczny tak i prywatny dostatek, wyprowadził całe wojsko w sam tylko oręż opatrzone. Za przyległen.i górami piechotę przygotowaną do boju po lewej, po prawej jazdę zaczaił. Zatem środkiem doliny kazał ciężarom powoli ciągnąć, albowiem tuszył sobie, że Rzymianie obces padną na obóz i na łup, nicpiko podany pod ich rękę, a wtenczas będzie miał porę drupieżą zatrudnionych spotkać i pognębić. Rozniecił zaś był wicie ogniów w swoim obozie, mając ten cel, iżby Rzymianin, przypomniawszy so.bi.ft-, jako niegdyś był sztuką zażył Kabiusza, kiedy to dla wstrzymania go od pogoni za sobą swoje z miejsca ruszenie sięi tym pozorem był ukrył, pomyślił sobie, iż pewnie’ i teraz chciał konsulów zatrzymać, pókiby sam na bezpieczne się miejsce nie wymknął. 42 Za rozedniemetn się najprzód obluzowane nieprzyjaciela stanowisko, dalej bliżej postępującym nadzwyczajna cichość w obozie podziwieni“ sprawiła A gdy coraz bardziej wyświecały się pustki, jedną rnzą gruchnęła w rzymskim obozie wieść o tak nagłeni Kartagińczyków ustępie:, że wszystkiego odbiegli, a dla tem lepszego utajenia ucieczki umyślnie mnogie pozapalali stosy, Z tukowemi nowinami skupiła się zgraja żołnierska przed namioty konsulów i powszechnym dopominając się wrzaskiem, żeby czemprędzej znaki rzucać, nieprzyjaciela ścigać, obóz jego złupić. Warron, zmieszawszy się zgniinein, niemniej od niego burzliwy; Kmili zaś me raz, ale kilkakrotnie ostrzegał mieć się przeciwko zdradzie na ostrożności, nakoniec nie mogąc się ani rozruchowi, am hersztowi jego oprzeć, z pocztem lukańskini Maryusza Statylcgo, pułkownika, na zwiady wyprawił, który dotarłszy do bram obozowych kazał orszakowi się zatrzymać, a samotrzeć wewnątrz wjechawszy i wszystko pilnie przepatrzywszy, za powrotem przytaczał za poszlaki akiegoś uknowanego podstępu gęste ku obliczowi rzymskich stanowisk rozniecone ognie. Otwarte na rozcież namioty, co najdroższe sprzęty na dorędziu wystawione, rozmaite sztuki srebrne, tu i ówdzie po drodze, jakoby na lep, rozsypane. Wszakże co tjlko na odstraszenie chciwości przywodził, rozżarzając ją, przeciwny sprawowało skutek. Wrzasnął cały tłum, że jeżeli natychmiast nie będzie dany znak do ruszenia, wnet obchodząc się bez wodzów, sami pociągną; atoli nie zeszło im i na wodzu, albowiem Warron natychmiast wydał rozkaz iść w pole i sam na czele stanął. Emili, sam z siebie daleki od dzielenia zapalczywości z kolegą, otrzymawszy nadto niepomyślną wieszczbę kurcząt, oznajmił o niej wojsku właśnie, kiedy jiiż z bram wynoszono proporce. Otrząsł się na to Warron; przecież świeża pamięć nieszczęścia Mammiego, jakoteż w czasie pierwszej puniekiej wojny wodnej klęski od Nlaudyusza konsula poniesionej, bogobojnym postrachom dodała wagi. Niemal sarni bogowie owego dnia zgubie wojska rzymskiego zapobiegli, albo raczej na inną odłożyli ją porę. Cudem prawie, właśnie w chwili, kiedy żołnierze opierali się za zwróconymi nazad w obóz znakami kroku cofać, dwaj słudzy, jeden Formiana, drugi Sydycyna rycerza, za konsulów Serwilcgo i Atylego na picowaniu od Numidów schwytani, do swoich panów zbiegli; toż stawieni przed konsulami zeznali, że całe wojsko kartagińskie ukryło się za górami. Co niejako pokrzepiło i umocniło konsulów władzę, którą duma jednego z nich, sądzącego się pomnożyć swoją u żołnierskiego pospólstwa pobłażaniem nut wziętość, zwąlliła była. 43. Hannibal widząc, że fortel jego wprawdzie poduszczył był nieroztropną u Rzymian zapalczywość, atoli nic zcukał jej do ostatniego, ponieważ z odkrytej zdrady nic mógł sobii żadnego obiecywać skutku, wrócił się nazad do obozu. Gdzie gdy go cm iz cięższy dzień w dzień brak żywności naciskał, i sam różne dla wydobycia się z tej potrzeby Knował przedsięwzięcia i rozmaiło w wojsku, z napływu wieloraki, li narodów zmieszanem, roiły się zamysły. Snuły się najprzód w obozu jego niechętne szemrania na zatrzymanie żołdu, drogośc żywności, dalej już i na ostatni głód, toż codziennie wzmagały się na burzliwszo krzeki, nawet na spinki, owszem i rozchodziła się wieść, że najemny żołnierz, osobliwie hiszpański, zabierał się przejść na stronę nieprzyjaciół. Skąd i o samym Hannibalu twierdzono, jakoby miał być do lej przyprowadzony rozpaczy, że ważył w myśli, zostawiwszy na sztych piechotę, z jazdą się do Gallii cofnąć.* Tymczasem gdy się takowo zamachy działy i pogłoski o nim samvm rozchodziły, ułożył u siobio udać się w cieplejsze oraz skorsze do żi.iwa Apulii okolice, mając i na to uwagę, iż w odległości od nieprzyjaciela płoche umysły różnych jego żołnierzy mniej do zbiegostwa znajdą sposobności. Zatem nocą ruszył, nie opuszczając, jak i pierwszą razą, łudzić nieprzyjaciela pozornym płomieniem i widokiem kilku zostawionych namiotów, iżby ich pogoń podejrzenie podobnej do pierwszej zdrady nieco wstrzymało. Ale ten sam, którego się wyżej wspomniało, I ukańczyk Statyli wyszpiegował jego obroty, nawet i dostrzegł coraz dalej usuwających się jego hufców; zaczęto tedy radzić o ściganiu go. Obydwóch konsulów jak zazwyczaj tak i teraz niezgodne były zdania. Za Warronem prawie wszyscy pisali się. Emili nie miał po swojej stronie tylko przeszłorocznego konsula Serwilego. Zatem podług większości kresek ruszono pod Kanny, lichą wioszczynę, którą nieprzyjazny Rzymianów wróg postanowił był najokropniejszą ich klęską wiekopomnie wsławić. Tam swój obóz Hannibal zatknął, obierając położenie, że mu wiatr południowo-wschodni w owych stronach gęste chmury pyłu i prochu z spieczonej skwarem słonecznym ziemi miotający, z tyłu przypadał. Dogadzało to żołnierzowi jego w obozie, ale i nie mało posłużyło w czasie samej bitwy, gdy walczących z Rzymianami wicher ów tylko tyłem dosięgał, tym zaś same oczy zasypywał. 44. Konsulowie dosyć pilnie przepatrzonymi szlakami postępując za Hannibalem, spotkawszy go pod Kannami, przeciwko obozowi jego w dwóch się oszancowali, w tej od niego co i przed tem od Gereonium odległości; podobnie też pułki swoje na dwoje podzielili. Rzeka Aufid blizko płynąca obydwom wojskom dostarczała wody, co zdarzało prawie ustawiczne potyczki, atoli większą zręczność do korzystania z rzeki mieli Rzymianie, ponieważ mały obóz za nią leżał, a nieprzyjaciel jej brzegu żadnym nie osadził był warunkiem. Hannibal, postrzegając, plac ten wcale dogodny jeździe, którą za niezwyciężoną sądził, pochlebiał sobie wciągnąć do boju Rzymian, przeto też ich rozmaicie lekkimi Numitlów podjazdami zaczepiał. Odnowiło to u Rzymian rozruchy żołnierskie i niezgodę konsulów Emili kłuł w oczy Warrona klęską Elaminiego i Semproniego; Warron zarzucał (’krzyczaną l’abiusza gnuśność i bojażliwość, wzywając bogi i ludzi na świadków swojej niewinności, że Włochy dotąd jesrzcze w sz|>onach Hannibala zostawały albowiem gdyby sam nie m.ał skrępowanych rąk i gdyby żołnierzowi pełnetńu gorliwości i ognia oręża ledwie nie gwałtem nie wytrącano, jużby dawno wiły ten spór zoslał był rozslrzygniony. Ow nawzajem pojirzysięgał, że jeżeli się co przeciwnego wojsku na los nierozmyślnie ważonemu i wydanemu w bitwie, nierozsądnie i wcale niebacznie wiedzionej, przydarzy, temu w żaden sposób winny nie będzie, osoby też swojej od powszechnego me uchyli nieszczęścia. Ci, co się teraz chełpliwie junaczą i tak się skwapliwie do oręża porywają, niech się przesadzają, ażeby, ile szermują językiem, tyle, gdy przyjdzie do boju, ręką i dziełem dokazywali. 45. Gdy Rzymianie zamiast radzenia raczej na sporach i kłótniach chwilo trwonili, Hannibal późno na dzień w porządnym szyku na jdaeii wytrwawszy, zaczął się nazad do swojego obozu ściągać, Numidom zaś rozkazał, przeszedłszy za rzekę na Rzymian, z mniejszego obozu [łojących koni, uderzyć. Nie ciężko przyszło Numidom, jak tylko na brzeg wybrnęli, wrzasku m i obcesowym napadem spłoszyć niesforną zgraję, owszem wraz na stanowisko, wały zasłaniające, natarli i niemal o samo oparli się bramy. Rzymianów obruszyła śmiałość nieprzyjaciół, lekkimi i dorywczymi podjazdam. samych ich obozów nagabania, ani ich nie co innego wstrzymało od nagłego natychmiast rzeki przebycia, jak jedynie władzy najwyższej owego dnia zostawanie przy Emilim. Nazajutrz sprawujący ją po kolei Warron, bynajmniej nie dołożywszy się kolegi, hasło do bitwy wydał, wojsko pod chorągwie zebrał i za rzekę przeprowadził. Emili, acz nagan.ał to przedsięwzięcie, niemocen go nie popierać, szedł za kolegą. Za rzeką przyłączyły się do nieh pułki mniejszego obozu; na prawym boku bliższym rzeki postawili jazdę rzymską, dalej piechotę, podobnież na lewym jazdę sprzymierzeńców, toż ich piechotę, która ku środkowi do rzymskiej przytykała. Czoło czyli przednią straż zajmowali strzelcy pociskowi wraz z resztą lekkich hufców. Konsulowie przywodzili skrzydłom, Emiliusz prawemu, Terency lewemu, środkowi zaś Serwili i Gemin. 46. Hannibal o porannej zorzy przesławszy Balearów i inno lekkie roty za nimi, sam przeszedł rzekę i jak tylko jakie pułki przeprowadził, tak je zaraz w tym samym porządku stawił. Gallicką i hiszpańską jazdę na lewem skrzydle u rzeki przeciwko rzymskiej, Numidów konnicę na prawem uszykował, środek zapełnił piechotą tak, że obydwa rogi zajmowali Afrowio a między nimi mieścili się Galloyvie i lliszpani. Afrowie po większej części uzbrojeni byli po rzymsku orężem, pod Trebią, w znaczniejszej jeszcze liczbie u Trazymenu zdobytym. Gallowie i IJiszpani podobnych używali paweży, wcale, zaś różnych mieczów. Owi niezmiernie długich i bez szpiców, lliszpani, ile zwyczajniejsi przebijać, niżeli ciąć i rąbać, krótkich, zwrolniejszych i w końcu zaostrzonych. Obydwa te barbarzyńskie narody osobliwie z olbrzymiego wzrostu i okropnego twarzy składu sumą postacią wydawały się strasznymi. Gallowie aż po pas obnażali ciała; lliszpani lśnęli się osobliwszą białością szat swojej odzieży, szlakiom purpurowym podnieconą. Całe wojsko wówczas występujące do boju z czterdziestu tysięcy piecholy, dziesięciu jazdy składało się. ’Hetmanił lewemu skrzydłu llazdrubal, prawemu Maharbal, środek sprawował sam Hannibal z bratem Magonem. Ftzymianie obróceni byli ku południowi, Kartagińczykowic ku północy. Słońce, bądź to tak przypadek zdarzył, bądź przezorność opatrzyła, obydwie strony ukosom tylko dosięgając, żadnej nie dokuczało. Wszakże, wiali’ wschodnio — południowy, od mieszkańców Wulturnoin zwany, prosto po oczach Kzvmianów siekąc, gęstym pyłem wzrok ich zaciemniał 47. Z wzniesionym okrzykiem najprzód posunęły się ku sobie posiłkowe roty i lekki żołnierz rozpoczął potyczkę: toż jazda galhoka. hiszpańska lewego skrzydła starła się z prawem rzymskiem, atoli wcale nie trybeiń zwyczajnym w spolkan.u się konnicy, albowiem gdy ich z jednej strony ściskała rzeka, od drogie, piechota zamykała, niemającym placu do rozpędzania się z rozmaitych obrotów wypadało koniecznie całem czołem wprost na siebie uderzać. Zaczem stłoczono na kupę konie tak się zwarły, że żołnierze naciśnicni jedni na drugich prawie wpół się chwytali, toż ściągali się na ziemię, co walkę ich wcale na pieszą odmieniało: szła żwawo, ale nie długo trwała: rzymska jazda przyparta pierzchno.ła. Kiedy na ten sposób rozpieranie, się jazdy koniec brnło, zagaiła się rozprawa między oboją piechotą. Zrazu Hiszpani i Gallowie dotrzymywali szyku, równic krzepko i dzielnie bijąc się jak Rzymianie, ale że ci sprawieni byli w prostą nabitą i głęboką ścianę, więc po kilkakrolnem natarciu rozbili klin nieprzyjacielski, z rzędu występujący, w samym końcu swoim nazbyt szpiczasty, a tem wycieńczony i wątły; toż za przerażonymi strachem i w popłochu umykającym zapalczywie pędzili i za ich śladem zagnali się w sam środek nieprzyjacielskiej siły, ani doznając żadnej zawady aż do Afrów dotarli, postawionych po bokach tej samej piechoty hiszpańskiej i gallic-kiej, która znacznie wymknięta, ani doznając żadnej przeszkody, posunęła się była ku Rzymianom, teraz od nich pędzona, doszedłszy do swoich pierwszych stanowisk, nie zatrzymała się w nich, lecz jeszcze się nieco usuwając utworzyła niejaki kształt księżyca wewnątrz wklęsły. Natychmiast zetknęły się pułki afrykańskie z rogami owego kabłąka, między które niebacznie wpadli Rzymianie, które też zetknąwszy i tył im wzięli i zewsząd w ostępie zamknęli. Tu Rzymianie jeszcze swej pierwszej nie spełniwszy bitwy, opuszczając ściganych Gallów i Hiszpanów musieli nową z Afrykanami zwodzić, już nietylko z opasania siebie przez nich trudną, ale tem cięższą, że znużonym przychodziło dużać się z świeżymi i czerstwymi. 48. Już i na lewem skrzydle, gdzie rzymscy sprzymierzeńcy mieli postawioną przeciwko sobie Numidów jazdę, acz zrazu opieszale, toczyła się walka, zagajona punicką zdradą. Około pięciuset Numidów, oprócz zwyczajnej broni i pocisków opatrzonych w miecze, utajone za pancerzem, pod pozorem zbiegów z zawieszonymi na plecach pawęzann do Rzymian przybyło; zaraz pozsiadali z koni i złożywszy swój oręż jak i pukli rze u nóg nieprzyjaciół, dobrze przyjęci i przez szyk przepuszczeni, odebrali rozkaz w tyle wojska pozostać. Na tem miejscu po zawzięciu się między obydwiema stronami utarczki spokojnie się zachowywali, póki się bardziej nie wzmogła i wszystkich oczu i umysłów nie zaprzątnęła. Wtenczas dopiero pochwyciwszy tu i owdzie przy poległych trupach rozmiecione tarcze, na tył szeregów rzymskich uderzyli i tnąc to po grzbietach, to po kolanach, znaczny w nich pobij, znaczniejszy zaś jeszcze przi strach i nieład sprawili, gdy jedni mieszali się i uciekali, drudzy po różnych stronach z rozpaczy uporczywy, acz płonny dawali odpór. 1 iazdrubal, owemu skrzydłu przy wodzący, widząc leniwie postępującą utarczkę, rozkazał Numidom, zaniechawszy jej, za uciekającymi gonić, Afrów zaś raczej rzezią niżeli bojem zmordowanych podparł gallicką i hiszpańską piechotą 49. W drugiej stronie bitwy Emili, aczkolwiek w pierwszej spotkanej ciężko od procowcgo pocisku zraniony, jednakże i samemu Hannibalów, w ści.śnionyrn poczcie nieraz w oczy zachodził i po różnych miejscach wskrzeszał upadłą bitwę. Zasłaniała go jazda, danj gdy go siły do utrzymania się na koniu opuszczały, razem 7, nim na piechotę zsiadła Powiadają jakoby Hannibal do kogoś, donoszącego sobie o danym konnicy przez konsula rozkazie do pieszej spotkanej, miał wyrzec: ’Czemuż po prostu w ręce mi skrępowanych nie oddał?*. Utarczka tego rycerstwa, przenoszącego śmierć nad ucieczkę, odniosła skutek, jaki ją po dokonanem już przez Hannibala zwycięstwie czekał, albowiem Kartaginczykowie rozjuszeni, że pokonani śmieli się jeszcze pomyślnemu ich powodzeniu opierać, nieustępujących z placu w pień wycięli; szczupła tylko garstka już unuzeniom, już ranami zemdlona prawie poniewolnie poszła w rozsypkę. Kto mógł dopaść konia, unosił ucieczką życie. Lentul, trybun pułkowy, ujeżdżając konno, spostrzegłszy siedzącego na ka-
Zathey. Antologia rzymska. 17 mieniu konsula Emilego, krwią własną oblanego, odezwał się do niego. Pawle Emili! sam jeden wcale niewinny dzisiejszej klęsce, zasłużyłeś na szczególniejszą bogów opiekę; oto masz konia i wsiadaj nań, ile ci jeszcze dozwolą siły spiesznie! ja cię dźwignę, będę ci towarzyszył, będę cię w tej podróży bronił. Dosyć już okropne i opłakane nasze nieszczęście; nie pogorszaj go śmiercią konsula!* »Korneli!*, rzekł na to konsul, >me trać serca, wszakże nie trać razem na próżnej litości i drogiego do ujścia rąk nieprzyjacielskich czasu. Spiesz się, oświadcz publicznie senatowi, aby jak najprędzej, niżeli jeszcze nieprzyjaciel nadciągnie, wzmacniał miasto i w załogę opatrzył. W szczególności zaś powiedz odemnie Fabiuszowi, żem jego przestrogi zachował i oto umieram, przekonany o ich gruntowności. Wreszcie zostaw mnie mojemu losowi; wolę na tem tu moich żołn.erzy pobojowisku głowę moją wpośród ich trupów położyć, niżeli w Rzymie musieć znowu bro.nć się przeciwko potwarcom, czyli kolegę mojego oskarżać*. Ciągnęli jeszcze tę rozmowę, kiedy przypadł najprzód tłum uciekających Rzymian, toż w te tropy nadbiegła nieprzyjacielska pogoń: ci konsula, me wiedząc, ćo był za jeden,. gradem pocisków zagnębili; Lentula zbujały wrzawą rumak uniósł; uciekano co żywo. Siedm tysięęiy schroniło się do małego obozu, dziesięć do wielkiego; około dwóch szukało przytułku w samej wiosce Kannach tych, ile w miejscu nieobronnem, natychmiast Kartalon jazdą swoją zagarnął. Konsul drugi bądź z przypadku, bądź z urnysłu nie przyłączył się do żadnego z owych reszty wojska rzymskiego udziałów, ale w siedmdziesiąt koni uniknął do Wenuzyi. Czterdzieści tysięcy piechoty, dwa tysiące siedmset jazdy, prawie w równej hczbie Rzymian i sprzymierzeńców, miało, jak twierdzą, na placu zostać; między nimi dwóch kwestorów konsulowskich, dwudziestu i jeden trybunów pułkowych, wiciu konsularnych, kilku byłych pretorów i cdylów; w szczególności wymieniają Gn. Serwilego Ger.una oraz M. Minueego, przed kilku laty konsula, w przeszłym zaś roku mistrza jazdy; oprócz tego rachują do ośmdziesiąt jużto sonaiorów, już mających z odbytych urzędów prawo wnijścia do senatu, co się za ochotników z własnej chęci pod pułkowe chorągwie zapisali byli. W niewolę dostało się trzy tysiące piechoty, trzysta jazdy. 60. Taki był l<Js kamieńskiej bitwy, godnej porównania z ową wielce zawołaną aJijską klęską! Jeżeli w skulkaeli swoich zdf się od ’tej lżejszą, ponieważ nieprzyjaeiel wciąż z swojego szczęścia nie korzystał, z znacznej i sromotnej na placu rzezi wojska, ową okropnością przewyższa. UeieCzka z pod Alii wprawdzie wydała na sztych miasto, ale ocaliła wojsko; z pod Kann ledwo siedmdziesiąt z jednym konsulem ratującym się ucieczką uszło, całe zaś niemal wojsko podzieliło los drugiego, trupem na placu poległego. Schronionej do obydwóch obozów, ledwo w połowie broń zachowującej niedobitków rzymskich zgrai schodziło na wodzu; przecie znajdująca się w większym obozie wyprawiła do mniejszego poselstwo, ażeby, gdy nieprzyjaciel z utrudzenia bitwą, tudzież po odniesionem zwycięstwie swawolną biesiadą poniewierany w nocnym martwiał odpoczynku, zebrawszy się jak najskwrapliwiej, przy bywali z nimi się łączyć i wspołem do Kanuzyum uchodzić. Wielu naganiało to wezwanie: czemu raczej sami nie przybyli zjednoczyć się z nimi? Zapewne, mówili, wszystkie szlaki zajmuje nieprzyjaciel i dlategoto wolą kogoś niżeli siebie na niebezpieczeństwo narażać? Innym nie tak nie podobała się rada, jako raczej odwagi brakowało. Na to odezwał się Semproni Tudytan, trybun pułkowy: »Wolicie tedy dostać się w niewolę i poddać wasze głowy pod taksę najokrutniejszemu i najłakomszemu nieprzyjacielowi, który was wypytywać się będzie, obywateleście rzymscy, czyli łacińscy sojusznicy, a poniżenie i nędzę jednych za zaszczyt i ujęcie sobie drugich obracać. Zniesieszli więc wyrzec się owego Emilego, który wolał z chwałą utracić, niżeli z hańbą przepędzać życie, jeżeliś jego oraz tych nieśmiertelnych bohaterów, co wraz z nim pole trupami swymi zasłali, współziomek? Nie czekajmyż dnia! Niżeli przedsięwzięcie nasze zorza wyświeci i niżeli tłumy nieprzyjaciół zatarasują nam drogę, korzystajmy z ostatka nocy; przerżnijmy się przez tę błąkającą się około naszego obozu niesforną gawiedź. Odwaga i żelazo otworzyłoby nam przejście nawet przez zgęstwione nieprzyjaciół szyki: tem łatwiej zaś złożeni w klin przepełzniem się jak nic przez luźnych i rozbujanych. Idźcież więc za mną wy, których obchodzi własna i ojczyzny całość!« To wyrzekłszy dobywa miecza, sprawuje.swoich w spiczasty trójgran, puszcza się wpośród nieprzyjaciół: ponieważ zaś Numidowie kierowali swoję pociski ku prawemu obnażonemu bokowi, kazał na tę rękę puklerze»z prawej przełożyć; tym sjiosnbem około sześciuset żołnierza schroniło się do większego obozu, stamtąd zaś złączeni z drugim liczniejszym orszakiem szczęśliwie do Kanuzyum dociągli. W tych obrotach każdy raczej szedł za własnym poeliopem czyti też za własnego umysłu skłonnością lub ślepym trafunkicm, niżeli wszystkimi ogółem rozkaz, bądź jednomyślna zgoda, albo wspólnie przedsięwzięta rada kierowała. 7. Do berła wynosi rodowitość, do buławy męstwo. Władza atoli królów nie jest swobodna i bez granic; hetmani przykładem raczej i szacunkiem osobistej cnoty, niżeli rozkazem w bitwach przywodzą.
Tłóm J. M. Ossoliński.
Karać, więzić, smagać, nikomu prócz kapłanom nie wolno. Takowe zaś każni mniemaniem ich nie są z rozkazu wodza lub jakiej zwierzchności ziemskiej, lecz jakby z woli Boga, którego przytomnym być w obozie wierzą i obrazy pewne z proporcami z gajów świętych idąc do potyczki wynoszą. i\Tajwiększą u nich do męstwa pobudką, że się nie przypadkiem jakim w zwyczajne szykują hufce i zastępy, lecz każda familia osobno do boju stawa, mając pobliżu żony i dzieci, skąd słychać niewieście wycia i wrzaski niemowlęce. Te są u nich najwierniejsze dzielności świadectwa, te najwymowniejsze pochwały. Po bitwach niosą zadane rany do żon i matek: tam odwagi rachunek, tam gnuśności wyrzuty: same nawet pomiędzy szyki z pokarmem i napojem odważnie idą. 8. Zdarzyło się, jak słychać, żelkilka ich wojsk pogromionych i już w rozsypkę idących przywiodły znowu do sprawy przytomne niewiasty uporem gróźb, zarzutem własnych piersi a żywymi wyrazami niewoli swojej, której się Germanowie bardziej niżeli własnej lękają. Jakoż te miasta u nich najwierniej w przymierzach stoją, które w zakładzie szlachetne panienki dają. Upatrują oni we phi żeńskiej coś świętego i prorockiego; nie odrzucają rad, nie gardzą wyrokami. Widzieliśmy za czasów Wespazyana Weledę, długo od gminu jakby za boginię mianą. Przed nią Albrunie i innnym wielu podobną cześć oddawano, nie z pochlebstwa wprawdzie, lecz ani jeszcze przyznając, aby to jakie bóstwa były. t). Między bogami w największem nu^ą poszanowaniu Merkuryusza, klorego w pewnych dniach krwią nawet ludzką błagać wolno być sądzą. Herkulesowi z Marsem z bydląt ofiary czynią. Część Swchów Izydzie także pokłon oddaje. Skądby zaś początek wzięło obce to nabożeństwo, niewiele się mogłem dowiedzieć: chyba, że bogini postacią galery ukryta świadczy, iż pospołu z obrządkiem swoiin z zamorza jest przywieziona. Zawierać bogi w ścianach albo się im pod ludzkimi wizerunkami kłaniać mają za rzecz niegodną ich majestatu. Gaje im tylko i lasy święcą, a odludne owe ustronia boską micszkalnią być mieniąc, z poszanowaniem na nio patrzą. 10. Żadnego narodu nie masz, coby lak pilnie losów i wróżek postrzegał. Hposób losowania mają prosty. Uciąwszy z drzewa owocowego różdżkę, sieką ją na kolanka, które pewnemi cechami oznaczone, rzucają trafunkiom na biały płatek. Na powszechnej radzie kapłan narodowy, a na jirywalnych schadzkach gospodarz miejsca pomodliwszy się bogom i wejrzawszy w niebo, bierze po trzykroć każdą szlukę i podług wyrażonego znaku tajemnicę wykłada. W przypadku niepomyślnej odpowiedzi już się tego dnia więcej naradzać nie godzi: przeciwnie zaś, dla większej wiary, powtórne czyni się doświadczenie. Zwyczaj postrzegania lotu i gwaru ptaków jest im także znajomy, właściwsza atoli przypatrywać się obrotom końskim i czynić stąd wnioski na przyszłość. Chowają się te konie publirzmm kosztem w tychże samych lasach i gajach, wybrawszy co najbielsze i do żadnych jeszcze posług ludzkich nieużyte, które gdy się do świętego wozu założą, idzie podle kapłan albo król lub pierwszy w powiecie z pilnym przystuchem — poryżaniu i sapom. Takowe wróżki najznakomitszą mają powagę nie tylko w gminie, ale w celniejszych nawet i w duchowieństwie. Mają albowiem siebie za tłumaczów boskich, a konie za składy ich tajemnic. Jest jeszcze inny rodzaj wieszczby, w czasie ciężkich wojen do badania przyszłych powodzeń stosowny. Dostawszy jakimkolwiek sposobem więźnia narodu, z którym wojnę toczą, stawią mu naprzeciw wybranego ze swoich chłopa i uzbroiwszy obu po swojemu, każą się potykać; los pacholczy jest godłem przyszłego dla strony szczęścia. 11. O sprawach lekszej wagi radzi starszyzna, o główniejszych wszyscy, tak jednak, że,„co gmin ma postanowićp to byo musi i wyżej 1’oztrząśniono. Schodzą się, jeśli niespodziana jaka nie zajdzie przeszkoda, w pewnych dniach, kiedy księżyc jest na nowiu albo w pełni, rozumiejąc, że te pory są najpomyślniejsze do zaczęcia obrad. Nie mierzą czasu dniami, jako my, ale nocami, datując niemi schadzki swoje i zapozwy sądowe. Noc tam zdaje się dniowi przodkować. Z wolności ich ta wynika wada, że się ani razem ani na czas wyznaczony schodzą: stąd bywa, że częstokroć kilka dni przez tę opieszałość próżno upływa. Za dopełnieniem liczby zasiadają zbrojni. Duchowieństwo, które i tam ma prawo gospodarzyć, nakazuje milczenie. Potem król albo przedniejszy z krajowych a za nimi drudzy według wieku, godności, zasług wojennych, przymiotów wymowy, porządkiem głosy zabierając* sposobią umysły bardziej ważnością przyczyn, niżeli mocą rozkazów. Jeśli się zdanie nie podoba, odrzucają one powstającym gwarem; jeśli zaś do smaku, biją szablami po tarczach na znak zgody. Najszlachetniejszy to rodzaj zezwolenia, uzyskać orężną pochwałę. 12. Wolno też nu sejmie obwiniać złoczyńców i gardłem karać. Każdy występek właściw; kaźń odnosi. Zdrajców i zbiegów wieszają na drzewach: gnuśników zaś, tchórzów i wszeteczników w bagnie albo w błocku przywaliwszy kratą, grą/ą. ’Jakowa różność kary dlatego jest ustanowiona, aby zbrodnie publiczne wszystkim były jawne, a sromoty (osobiste w wiecznej ugrzęzły niepamięci. Lekszo przestąpsLwa nie są też bez nagany według pomiaru grzechów. Winowajca opłaca się końmi, bydłem, dając część królowi lub miastu, część osobie pokrzywdzonej albo jej krewnym. Na tychże sejmach obierają się starsi do szalunku sprawiedliwości w powiatach i włościach, z przydaniem każdemu stu wybranych z gminu towarzyszów, którzy wespół z mmi zasiadają w radzie i sprawy sądzą. 13. Żaden się nie pokaże bądź publicznie bądź prywatnie bez broni: nikomu jednak nie wolno jej nosić bez uznania zdolności od współobywatelów. (idy wiek dośpieje, prowadzą młodzieńca do gromady, gdzie mu albo starszy powiatowy albo ojciec lub krewny daje spisę i puklerz. Ta jest u nich męska szata, ta najpierwsza młodości chluba; przedtem niedorostek był tylko cząstką domu, odtąd zaczyna być rzeczypospolitej. Wysoka rodowitość, zasługi rodziców znamienite, jednają często ich potomstwu, acz małoletniemu, pierwszeństwo między młodzieżą. Wreszcie po tym obrządku zaraz idą w poczet dojrzalszego już i z dawna ćwiczeńszego rycerstwa; ani mają za wstyd liczyć się pomiędzy towarzystwem rządowej zwierzchności. Kto mu przodkuje, dzieli i wyznacza według woli swej pewne stopnie: skąd rośnie emulacya w jednych, aby się rangą co najbliżej do swego przymknęli wodza; w drugich, aby najwięcej i najżwawszych mieli przy boku junaków. Na tem ich zacność, na tem potęga zawisła, widzieć naokoło piękne wybranej młodzieży grono, skądby w czasie wojny zaszczyt, w pokoju ozdobę mieć mogli. Liczba takiego towarzystwa pomnaża im u swoich sławę, u pogranicznych szacunek: szukają z nimi obcy przymierza, wyprawując poselstwa, darząc upominkami: a odgłosem potęgi same się wojny uprzedzają lub kończą. 14. Gdy rzecz przychodzi do bitwy, byłaby wielka zniewaga dla przodkującego ustąpić w męstwie towarzyszom, a tym przeciwnie, cnocie wodza nie wyrównać. Najsromotmejsza atoli i na całe życie obelżywa, zoslać przy życiu, gdyby wódz na placu poległ. Zasłaniać go od szwanku, bronić i wszystkie dzieła osobiste ku chwale jego kierować, mają za najświętszy obowiązek. Wodzowie walczą za zwycięstwo, towarzysze za wodza. Jeśli rzeczpospolita jaka długim pokoju przeciągiem zaległszy pole martwieje: młódź wszystka szlachetna, która się tam porodziła, idzie do lyeli krajów, gdzie się wojna toczy. Prócz tego albowiem, że Germanowie nie lubią próżnować, a łatwiejszy dla nieb w zdarzonych trwogach sławy nabytek, trudno utrzymać starszyźnie liczny towarzystwa poczet bez gwałtów i boju. Jaki taki nalega na swojego wodza, aby mu lub dzielnego konia lub zmaczaną krwią nieprzyjacielską broń darował. Gafy żołd: stoły hetmańskie, grube i niewymyślne, ale hojnie zastawione, nagrody i darów trzeba wojną i rabunkiem szukać. Łatwiej namówić do zaczepki nieprzyjaciół i nastawy ciała niż do uprawy roli i oczekiwania żniwa. Gnuśność to ostatnia, nabywać w pocie czoła, czego się krwią dorobić można. 15. W czasie pokoju bawią się mego myśliwstwem, więcej jednak czasu trawią na biesiadach i ospalslwio. Najmężniejszy u nich i najbitnirjszy, spuściwszy dom i rolę na niewiasty, starce lub jak.ego służalca, gnuśnieje bezczynny, dziwnym jakimś przeciwnej natury zrządzeniem, że ciż sami ludzie lubiąc próżniactwo, nienawidzą razem spoczynku. Swobodne narody mają zwyczaj dawać starszyźnie podatek z bydła i zboża: każdy to czyni, lecz z dobrej woli, Takowa danina choć pozór grzeczności i przysługi nosząca, potrzebom nawet pubhcznym dostarcza. Najchętniej przyjmują upominki sąsiedzkie, od stanów i od prywatnych, w wybornym rynsztunku, dzielnych koniach, łańcuchach i uprzężach. Chciwość nasza już ich i pieniądze brać nauczyła. 16. Wiadomo jest dosyć, że Germanowie nie mają żadnych m.ast i cierpieć nawet nie zwykli, aby ich domy z sobą się stykały. Budują się udzielnie, gdzie się któremu gaj, równina lub źródło jakie podoba. Osadzają włości różnym od naszych sposobem, nie stawiąć chałup je dnej podle drugiej: każdy około siebie znaczny plac zostawuje, bądź dla warunku od ognia, bądź dla nieumiejętności budowy. Nie zażywają nawet kamieni i dachówek, klecąc domy z meociosanego drzewa, bez oka żałości i rozkoszy. Niektóre miejsca lepią kształtnie tak czystą i lśniącą się gliną, że farbistemi żyłkami malowidła naśladuje. Kopią także podziemne lochy, narzucając gnojem dla składu zboża i przytułku w zimie. Takowe kryjówki chronią ich od mrozów; w czasie też wojny, gdy nieprzyjaciel pustoszy włości, o utajonych albo nie wie, albo ich długo szukając, sam się plącze. 17. Odzienie ich burka, spięta na szyi sprzączką lub w niedostatku kolcem głogowym. Wreszcie są nadzy: przeto cały dzień przy ogniu siedzą. Bogatą różnią się szatą, nie przestronną i fałdzfstą jak Partowie i Sarmaci, rfle opiętą i dobrze do ciała przymuskaną. Noszą i kożuchy zwierzęce: lecz pobrzeźni bez wyboru: dalsi i głębsi, nie prowadzący handlu, okazalsze wdziewają skóry. Dla tej przyczyny upatrują na łowach co piękniejszych futer: c.ętkują te zwłoki; lub nagromiwszy różnego zwierza, co go pobrzeżne dalszego oceanu rodzą krainy, celują z doboru sierei błamy rozlicznych kolorów. Odzienie niewiast w tem się tylko różni od męskiego, iż one częściej zażywają płótna szachowanego szkarłatem: nie noszą też rękawów, mając odkryte ra miona z częścią piersi. ( Roz. 22 — 27.) 22. Gościny sposób jest ludzki. Wstają pospolicie późno i zaraz się ciepłą wodą omywszy, ponieważ tam zima trwa bardzo długo, po wannie jedzą. Każdy siada u osobnego stołu;, dą potem do zabaw zwyczajnych, wziąwszy oręż j z którym częstokroć do obiadu przystępują. Przetrwać cały dzień i noc, na pijatyce, nie jnasz wstydu, wszakże takowy przelej do zwad okazyą: i rzadko się na wymówkach bez krwi rozlania i zaboju zakończy. Bywa i to, że sic podezas bankietów czy nią przeprosiny, szykują małżeństwa, stanowią magistraty, układa wojna i pokój jakby w żadnym innym czasie ani się umysł do rzeczy potoeznych lepiej ni* otwierał, ani do wielki, ’.i zagrzewał Swobodne żartów stołowych bezpieczeństwo wynurza najskrytsze tych ludzi prostych i nieobłudnyeh tajemnice. Nazajutrz roztrząsają po tr/eźwu, co wczoraj w pełności wylanego z trunkiem serca ułożyli. Każda rzecz ma swoję czasów udziały, Kadzą się, gdy zmyślać nie umieją: stanowią, gdy błądzić nie mogą 2?t. Napój robią z jęczmienia albo z psze.niey nakształt wina przeburzonoj: bliżsi jednak grani# naszych wino kupują. Pokarm mają prosty: całe m Ii ]adło jabłka leśne, ’surowa zwierzyna albo masło.
Bez przypraw i wytworu głód opędzają. Atoli w napojach nie masz takiej imary. Dodawszy im trunku, ile zapragną, aby się popili, niemniej ich łacno kutiom jak orężem zwyciężysz. 24. Rodzaj igrzysk mają tylko jeden, którym się we wszystkich zgromadzeniach bawią Nadzy młodzieńcy czynią rozliczne skoki pomiędzy szermem szablie i ciskaniem oszczepów. Zwyczaj takowi ch ćwiczeń przyniósł im pewne prawidła a sztuka przydała piękność. Nie bierze się za to jednak żadna nagroda; cały zysk tej niebezpiecznej swawoli, ukontentowanie patrzących. Grając w kości, po trzeżwu nawet, tak są, rzecz dziwna, w zysku lub stracie zapamiętali, że przegrawszy wszystko, stawią nakoniec na los szczęścia ostateczny ciało i wolność własną. Zwyciężony oddaje się samochcąc w niewolę; a lubo młodszy i duższy, dopuszcza siebie wiązać i zaprzedawać. Tak to twardy u nich w małych rzeczach upór, który oni słownością zowią. Panowie wygranych zaraz ich obcym przedają, wstydząc się sami nikczemnego zwycięstwa. 25. Nie rozpisują Germanowie, tak jako nasi, służalców według gatunku posług: każdy kmieć ma własny dom z gospodarstwem, obowiązany tylko przystawi&Tpanu pewną miarę zboża, albo co z bydła i odzieży, na czem się służba jego kończy. Rzadko się trafia, aby ich panowie bili, więzili albo im ciężkie jakie roboty wyznaczali. Jeśli się zdarzy którego zabić jak nieprzyjaciela, pochodzi to z gniewu raczej i pierwszych złęści zapędów, niżeli z prawa i dla przykładu. Wszakże takowe zabójstwa bez kary uchodzą. Wyzwoleńcy niewiele więcej ważą od niewolników. Żaden z nich w pańskim domu, dopieroż w rzoczypospolitej, nie przewodzi; wyjąwszy narody pod królami, gdzie nie tylko nad wolnym ludem, ale i nad szlachtą górę biorą. Nierówność wyzwoleńcza u innych, jest dowodem wolności obywatelskiej. 26. Zyski z lichwiarstwa nieznajome: zatłumia one dzielniej ta nieznajomość, aniżeli zakazy prawne. Grunta podług liczby rolników rozbierają włościanie i dzielą między sobą, uważając na stan i kondycyę każdego. Rozległość kraju czyni ten podział łacnym. Role odmieniają co rok, zostawując ich część na ugor. Nie zadają też sobie pracy dla przestworu i płodności ziemnej, aby zakładali sady, wilżyli ogrody, wytykali pastwiska, przestając na siejbie zboża. Stąd idzie, że rok u nich nic tak się dzieli jak u nas: znają tylko zimę, wiosnę i lato, wyrażając one swojemi nazwiskami: jesienne imię, równic jako jej dary, nie są tam znano 27. W pogrzebach nio widać żadnej okazałości na to jedynie wzgląd bywa, aby ciała znakomitszych ludzi pewnetni drwami palono. Nie rzucają na stosy ani odzieży, ani zapachów, tylko oręż zmarłego. Czasem konia z mm palą. Nagrobki dźwigają z darniny, gardząc wspaniałemi wybornych kunsztów dziełami, które, ciężarem dla umarłych być sądzą. Nic długo płaczą; lecz żal i smutek nie rychło tracą: niewiastom łzy lamcnta, mężom pamięć przystoi. Mówiłem dotąd, com o wszystkich Germanów rodzic i obyczajach w powszechności mógł zebrać: teraz o prawach i zivyczajaeli każdego w szczególności kraju i które się narody od nich oderwawszy, w Gallii mieszkanie założyły, mówić będę.
Z „ROCZNIKÓW“.
Odnalezienie kości Warusa. (Ks. I. roz. 60 — 62.) 60. Temi słowy nie tylko Cherusków z pogranicznymi narody, ale Ingwiomera stryja, wielkiej u Rzymian powagi, na swą stronę przeciągnął. Cezar obawiaj;;# się, aby nań razem cały wojenny nie upadł ogrom, kazał Geeynie z dwoma pułkami ciągnąć przez kraj Brukterów ku rzece Amizyi, dla rozerwania sił nieprzyjacielskich: Pedona z jazdą na granice Fryzów wysłał, a sam wsadziwszy na łodzie cztery pułki, popłynął jeziorami, tak, że się razem wszystkie wojska u pomienionej rzeki zgromadziły. Chauków, obiecujących posiłki, do służby przyjęto: Brukterów, którzy własne dzierżawy palili, wysłany z lekkim ludem Stertyniusz poraziwszy, znalazł między łupami orła, który się po klęsce Wara Niemcom dostał. Ciągnął potem Gormanik w głąb kraju Brukterów pustąsząc wszystko, cokolwiek się między Lippą i Amizyą rzekami rozciąga, niedaleko lasu tentoburskiego, gdzie, jak powiadano, zwłoki Wara i pobitych z nim pułków niepogrzebione leżały. 61. Wzięła go zatem żądza uczcić ostateczną przysługą wodza i żołnierzów: czego pragnęło całe wojsko, rozrzewnione stratą krewnych i przyjaciół a losem wojen i doli ludzkiej nieszczęśliwością. Szedł przodem Geeyna dla wybadania leśnych tajników, stawiania mostów, sypania grobów na oparzyskaoh i trudnych do przebycia miejscach: za nim ciągnęły pułki przez okropne puszcze, oczom i pamięci obrzydłe. Naprzód się okazał pierwszy obóz Wara, z którego rozmiaru i obwodu znać było, że się w nim trzy pułki mieściły; dalej stał na pół rozwalony szaniec zniegłębokiin rowom, gdzie się podobno reszta niedobitków osypawszy broniła; w pośrodku pola bielały zbutwiałe kości albo rozsypką, gdy uciekających pojedynkiem bito, albo w kupach, gdy się społem odcinając, jeden na drugim padali; podle leżały ułomki skruszonej broni i kónskie gnaty; stały do pniaków przybite głowy a w blizkich krzakach barbarzyńskie ołtarze, przy których trybunów i przednich setników porznięto. Ci, którzy z placu podczas potyczki lub z kajdan po klęsce uszli, ukazywali dowodnie, kędy polegli legatów ie, gdzie wydarto orły, gdzie Warus pierwszą ranę odebrał, gdzie się sam nieszczęsną ręką dobił, z którego miejsca mówił do swoich Arniiniusz, wielo szubienic, dla pojmańców wystawić;, wielo dołów wykopać rozkazał i jako się zuchwale z chorągwi i orłów rzymskich natrząsał. 62. Przeto Rzymianie, którzy w lat sześć dopiero po owej klęsce na pobojowisko przyszli, nie mogąc, rozeznać swoich od obcych, wszystkich pospołu kości za krewnych i powinowatych grzebli, z tym większym żalem i gniewem na nieprzyjaciela. Pierwszą ziemi skibę na mogiłę położył sam Germanik, oświadczając zmarłem ostateczną miłość, a żal powszechny z przytomnem wojskiem rozdz, elając. Nie pochwalił mu tego Tyberyusz, czy to przez nienawiść wszystkie synowca postępki na złe obracając, czy że rozumiał, iż żołnierz okropnym widokiem mepogrzebionych ciał napojony, opieszalszym miał zostać i trwożliwszym do potrzeby. Przydał i to: >że jako imperator starożytnym augura urzędem zaszczycony, nie powinien się był żałobnych obrzędów tykać*.
Śmierć Germanika. (Ks. II. roz. 69-73.) 69. Powróciwszy Germanik z Egiptu, znalazł wszystkie rozporządzenia, które był pierwej w wojsku i miastach poczynił, albo z grantu zepsute albo odmienione od Pizona. Stąd sroższe jeszcze wybuchnęły nienawiści i pogróżki. Już był Pizon postanowił wyjechać z Syryi, lecz zatrzymany słabością Germanika, wziąwszy wkrótce wiadomość, że się mu polepszyło i że za ocalenie jego publiczne czyniono modły, posłał do Antyochn sw)ch liktorów, którzy pozrzucawszy ofiary, księży i radosny lud rozegnali, Potem wyj ci bał do Seleuoyi, czekając skutku choroby, w którą był Germanik popadł. Natężało niemoc podejrzenie zadanej od Przona trucizny: znajdowano przy pałacu rozrzucone albo zawieszone na ścianaah członki wygrzebanych trupów, rymy czarnoksięskie, przekleństwa, tablice ołowiane z napisem imienia Germanika, opalone i omazane jiosoką gnaty, tudzież inne czarownicze gusła, któremi się (jak mówią) dusze piekielnym jędzom w moc podają. Żalono się także na wysłanych od Pizona szpiegów, którzy się o stanie chorego tajemnie wybadywali. 70. Bolał mocno na tak niegodziwe postępki trwogą i gniewem przenikniony Germanik. Jeśli, powiadał, w domu własnym otoczony, w oczach nieprzyjacielskich duszę mam wyzionąć, cóż się z nędzną żoną, co z niedorosłemi dziatkami stanie? Tęskno go, że mu ezary oporem idą, radby dziś wojska i prowincyę sam opanował, lecz nie tak jeszcze zwątlony Germanik, żeby się zbójca z zysku swej zbrodni miał ucieszyć. Napisał zatem listy, czyniąc z nim rozbrat a niektórzy mówią, że mu wnet kazał z prowincyi ustąpić. Nie długo się bawił Pizon i wsiadłszy w okręt popłynął powoli, ażeby rychlej powrócił, jeśliby śmierć Germanika Syryę mu otworzyła.
’ 71. Pokrzepiony nadzieją zdrowia Cezar, gd) wkrótce ustając na siłach blizki kros widział, w te słowa do przytomnych przyjaciół mówić począł: »Gdybym przyrodzoną śmiercią ze świata schodził, miałbym poniekąd żal sprawiedliwy na samych bogów’, że mnie w kwiecie młodości z łona ojczyzny, rodziców i dziatek moich skwapliwym wydzierają zgonem. Teraz gdy zbrodnia Pizona i Plancyny przed czasem życie mi bierze, ostateczne uprzejmym sercom waszym niosę prośby: donieśeie ojcu i bratu, jakimi frasunkami strapiony, jakiemi uwikłany zdrady, nędzny ten żywot niegodną śmiercią kończyć muszę. Kogokolwiek nadzieje moje lub związki pokrewne ze mną złączyły, owszem sama żyją cemu niechętna zazdrość, użali się bez poehyby doli mojej, że po tylu przygodach wojennych, pełen zawsze zdrowia i sławy, z niewieściej ginę ręki. Wzywajcie senatu, wzywajcie praw na mą zemstę. Nie jest to najgłówniejszy przyjaźni dowód, gnuśne łzy nad umarłym ronić-, lecz na wolę jego pamiętać i zlecenie wykonywać. Zapłaczą nad Gennanikiem i obcy ludzie: wam krzywdy jego zemścić się należy, jeśliście mu dotąd, nie fortunie jego sprzyjali. Stawcie przed ludem rzymskim wnuczkę Augusta, a moję razem małżonkę: wyliczajcie sześcioro sierót, znajdziecie politowanie u sądu, a zwalająca na dane sobie rozkazy zbrodnia albo wiary nie znajdzie albo nie ujdzie kaźni*. Poprzysięgli przyjaciele, biorąc go za rękę, że pierwej zginą, niż darują mordercom. 72. Potem obróciwszy się do żony zaklinał ją na miłość mał żeńską i spólne potomstwo, ażeby miarkowała swą popędliwość, uchylając się złej chwili, a za powrotem do Rzymu niewczesną potęgi emulacyą możniejszych od siebie nie jątrzyła. To mówił jawnie, inne zaś rzeczy tajemnie dla bojaźni, jak mniemano, Tyberyusza i wkrótce potem z niezmiernym żalem prowineyi i pogranicznych narodów życie skończył. Opłakiwali śmierć jego obcy królowie, taka w nim była ku sprzymierzeńcom ludzkość’; taka ku nieprzyjaciołom łaskawość: z głosu i wejrzenia równie szanowny, umiał tak utrzymać powagę wysokiego stanu, że go ani duma ani zazdrość nie dotknęła. 73. Pogrzeb jego bez okazałych przepychów, pochwały i paI mięć cnot rozlicznych ozdobiły. Niektórzy go z wieku, postąei, podobieństwa śmierci, blizkośei miejsc zgonem obu znakomitych, z Aleksandrem Wielkim porównywali: oba albowiem byli wzrostu pięknego, wysokiej roflowitości; oba ledwo trzydzieści lat spełniwszy w obcej krainie domową zdradą polegli. Atoli Germanik łaskawością ku nieprzyjaciołom, pomiarkowanem rozkoszy używaniem, stateczną jednej małżonki miłością i pewnem potomstwem Aleksandra celował. Nie mniej też walecznym był wojownikiem, acz nic tak zuchwałym i któremu zazdrość na pogranicznych lylckroć Niemców jarzma zupełnie włożyć mc dała. Co gdvby był samowładnym wszystkiego panem, gdyby imię królewskie z powagą nosił, doścignąłby niechdmie rycerskiej greckiego bohatera sławy, tak jako go łagodnością, wstrzemięźliwością i innemi cnotami przewyższył. Nim ciało na stos włożyć miano, obnażono je na rynku antyocheńskini, miejscu na pogrzeb wyznaczonem. Trudno było dociec, jeśli się na nim jakie trucizny znamiona pokazały: bo jako kto, czy Germanika żałował, czyli Pizonowi sprzyjał lub uprzedzone miał o nim rozumionife* tak sobie tłumaozył.
Pogrzeb Germanika. (Ks. |0I. roz. 1 — fi.) 1. Agryppina, nie zważając na niebezpieczeństwo zimowej żeglugi, kończyła nieprzerwanie swą podróż aż do wyspy Korcyry, leżącej naprze ciw brzegów Kalabryi. Tam się nieco zatrzymała, kojąc nieutulony w żalu, a do cierpienia nieprzywykły umysł. Tymczasem zasłyszawszy 0 jej przybyciu wierni przyjaciele, wielu z rycerstwa, którzy pod Germanikiem broń nosili, zbiegali się do Brundyzyum, jako najbliższego 1 najbezpieczniejszego portu: sami nawet nieznajomi przybywali z miast pobliższych, jedni przez ciekawość, drudzy dla oświadczenia życzliwości. Ledwo zoczono flotę, okryły się mnóstwem smutnego gminu nie tylko port i miejsca nadmorskie, lecz mury, dachy i skąd tylko pojrzeć można było, każdy się pytał: jeśli z okrzykiem czyli w milczeniu wysiadającą miał przyjmować, nie wiedziano bowiem, co w takowym razie czynić należało. W tem powoli zbliżały się statki; zasępieni smutkiem majtkowie żadnych zwykłego wesela nie dawali znaków, Skoro wysiadła na ląd z dwojgiem dziatek, trzymając z wlepionemi w ziemię oczyma żałosną trumnę, ozwały się natychmiast powszechne jeczenia; nie rozeznać pomieszanego mężów i niewiast, swoich i obcych lamentu, chyba że Agryppina ze swą drużyną długim zemdlona żalem mniej boleć od świeżych zdawała się. 2. Wysłał naprzeciw Tyberyusz dwie roty pretorskie z rozkazem do urzędników Kalabryi, Apulii i Kampanii, ażeby zmarłemu synowi ostateczną posługę oświadczyli. Niesiono popioły na ramionach trybunów i setników; poprzedzały trumnę nieprzybrane chorągwie, wywrócone liktorów pęki; gdziekolwiek żałobny przechodził orszak, wychodziło mu naprzeciw zaczernione pospólstwo przybrane w paradno szaty. Rycerstwo paląc każdy według swej przemożności szaty, kadzidła i inne obchodom pogrzebowym zwyczajne rzeczy. Zbiegało się nawet z dalszych miast* czek pospólstwo, bijąc na oliarę bydło, budując podziemnym bogom ołtarze a łzami i plaezhwem narzekaniem nieutulony żal oświadcz..jąc. Druzus z dziećmi Germanika, które się w mieście znajdowały i bratem jego Klaudyuszem wyjechał aż do larracyny. Walery, Messala i Aureli Kotla (już albowiem objęli konsulowie urząd) tudzież senat i wielka część ludu napełniła gościniec, stojąc rozsypką i, jako kto chciał, płacząc, bez pochlebstwa, zwłaszcza, że każdy poznawał radość stryja zmyślonym ukrytą żalem. 3. Nie znajdował się tam Tyberyusz z Liwią, bądź mieli za ujmę majestatu jawnie płakuć, bądź dla bojaźni, aby stojąc na celu tylu ciekawie patrzących na się oczu, obłudy nie wydali. Nie czytałem nigdzie ani w dziejopisach ani w aktach publicznych, aby Antonia znakomity jaki macierzyńskiej ku synowi miłości dowód pokazała; lubo w nich krom Agryppiny, Etruza i kiaudyusza inni nawet krewni wyraźnie są wzmiankowani; czyli słabość zdrowia tego jej nie pozwoliła, czy zwątluny boleścią umysł nio czuł się być silnym d#.zniesienia smutnego widoku. Łacniej bym temu wierzył, że Tyberyusz z Liwią nie wychodząc sami z domu, przeszkodzili Antonii, aby się zdawało, że za przykładem matki równa stryja i babki żałość wszystkich pospołu zatrzymała. 4. Dzień, którego śmiertelne zwłoki wniesiono do grobu Augusta, już na głuchem milczeniu, już na lamentach schodząc, smutnej razem pustyni i trwogi okropnej sprawował wizerunek. Pełno po ulicach gminu, oświecone pochodniami Marsowe pole, zbrojne żułnierstwo, żałobne magistraty, lud na kupy podzielony; wszędy się odzywały płaczliwe głosy: Upadła rzeczpospolita, zginęła wszelka nadzieja*: a to z taką wolnością, jakby Rzym na swych panów zapomniał. Atoli nic głębiej nie ubodło Tyberyusza, jako uprzejma ludu ku Agryppinie miłość, który ją »ozdobą ojczyzny, krwią Augusta, jedynym starożytności przykładem* nazywając, wznosił ręce do nieba, prosił bogów, »aby pognębiwszy nieprzyjaciół, potomstwo jej dalszym wiekom w całości dochowali*. 5. Przyganiano też niedbalstwu względem pogrzebowej okazałości’, przywodząc na pamięć ową wspaniałość, z jaką był August przed laty ojca jogo Druza pochował. »Że sam wpośród tęgiej zimy jechał do Tycynu i ciała aż do Rzymu nie odstąpił. Ze niesiono około trumny obrazy Klaudyuszów i Julich, opłakiwano go na placu publicznym, chwalono w mowach pogrzebowych, łącząc ze starożytnymi wszystkie od potomności wynalezione honory; Germanikowi zaś tych nawet ubliżono, które lada szlachetnie urodzonego spotykać zwykły: że musiano wprawdah dla odległości miejsca spalić go jako tako w obcej krainie, lecz należało w domu sowicie to nagrodzić, ćzogo mu zawistne pierwej zajrzało szczęście, że go — brat niedaleko spotkał a stryj do bramy nawet nie wyszedł. Gdzież się zadziały owe starożytne zwyczaje? gdzie niesiony na marach obraz? gdzie pieśni na pochwałę? gdzie mowy żałobne, gdzie opłakiwania albo przynajmniej pozory onych?« 6. W odział o wszystkiem Tyberyusz, przeto, ażeby dalszym pospólstwa szemraniom zabiegł, ogłosił wyrok. »iż żaden z tylu przczacnytdi Rzymian, którzy swe życic za ojczyznę położyli, z tak wielką żałością nic był wspominany: że takowa ku zmarłemu przychylność jemu i wszystkim jest nader przyjemna, byle się tylko w pewnych zachowała gram o.rtCti. Ze nic wszystko to książętom i panującemu nad światem narodowi, co mniej znakomitym domom lub miastom przystoi. Że godna wjirawdzie lak wielka strata łez hojnych, ale już czas otrzeć oczy, czas podnieść umysł za przykładem Juliusza i Augusta, z których pierwszy utratą córki jedynaczki, drug: wnuków strapiony, umieli jednak smutek utaić, Nic trzeba tu starożytnych przywodzić przykładów, jak wiele razy lud rzymski, zgubę swych wodzów, pogromy wojsk, wytępienie do szczętu prawie najzacniejszych domów męznem sercem poniósł. Umierają mocarze, rzeczpospolita śmierci nic podlega. Należy zatem każdemu powracać do zwykłych powinności, a przy następujących igrzyskach Mogalskich rozrywki nawet zażyć*.
List Tyoeryusza o zbytku. (Ks. 111. roz. 52 — 55.) 52. Następuje rok pod konsulami Gajem Sulpicym i Decyuszem Haterym, spokojny wprawdzie od rozruchów zagranicznych, lecz w domu pełen trwogi, dla bojaźni ostrych praw na zbytki i wydatki pieniężne, którę już z granic wychodziły. Lecz inne utraty, lubo nierównie kosztowniejsze, łacno było utaić dla nieznajomego każdemu szacunku; najwięcej obchodziły przepychy stołowe, jako wiadome wszystkim, aby ich Tyberyusz, pan staroświeckiej skrzętności, surowiej nie ukarał. Odezwał się najpierwszy Gajusz Gibulus, za nim drudzy edylowie poszli żaląc się: »że prawo o zbytkach poszło w zupełną pogardę: że sprzęty domowe mimo tyle zakazów coraz się więcej mnożyły; że na zabieżenie silącemu się złomu mało już lekkie poradzą lekarstwa*. Tej sprawy zupełny rozsądek odłożył senat do Tyberynsza, który po uważnem namyśleniu się, jeśli tak szkodliwym wydatkom skutecznie zabieżeć można, czyli poskromienie onych więcejby szkody rzeczy pospolitej przyniosło? zważywszy przytem, że porwanie się bez skutku jemu samemu hańbę a wykonanie wielu zacnym osobom przyniosłoby zelżywość i niesławę, napisał nakoniec list do senatu w te prawie słowa ułożony. 53. >W innych rzeczach, prześwietny senacie, byłoby podobno przyzwoiciej i waru się pytać i mnie wobec zdanie otwierać, cobym rorumiał być z dobrem rzeczypospolitej: w teraźniejszej zaś dobie lepiej jest być nieprzytomnym, ażebym patrząc na wytykających wzrokiem trwożliwe umysły, która się do tych haniebnych zbytków poczuwają, sam ich niejako wybierać i wskazywać nie zdawał się. Gdyby gorliwi ci edylowie wprzód u mnie rady zasięgnąć chcieli, nie wiem, ezybyni im nj’c życzył zaniechać raczej silnych już i zakorzenionych występków, niżeli to tylko niewczesną dokazać lisilnością, abyśmy przed światem naszą w ich wytępieniu niemożność odkryli. Lecz oni czyniąc zadość poruczoneinu sobie urzędowi, dają przykład drugim, aby pilnie swoję pełnili obowiązki. Mnie w tej dobie jak mówić tak milczeć trudno, bom ani edylem, ani pretorem, ani konsulem, a stopień, na którym stoję, większego czegoś i wspanialszego po mnie wyciąga. Pofifiyślne powodzenie każdy rad sofcie przyczyta: wszyst.kic.li winy na samą zwierzchność padają. Nie wiem, od czego mam zacząć i co naprzód w staroświecką ryzę wpraw.ć? czy owe nicpon.iorzone gmachy? owe rozlicznej czeladzi narody? złota i srebra stosy? misterne miedzi i malowideł cuda? ową znicwieściałych ubiorów na mężczyznach hańbę? samych kobiet szkodliwą chlubę, które dla kamieni drogich skarby nasze do zagranicznych i nieprzyjaznych narodów wypychają. 54. Ledwo nie na wszystkich biesiadach i posiedzeniach słyszeć, ustawiczne mowy o zbytkach i o potrzebie poprawy onych: niechże kto tylko ustanowi prawo, niech na występnych naznaczy karę, alić ci sami wrzeszczeć zaczną, że się rząd dawny obala, najszlachetniejsze wytępiają domy, wszystkim powszechna gotuje zguba. Lecz jako zadawnionych a zaniedbaniem coraz silniejszych chorob trudno bez tęgich i ostrych lekarstw wykorzenić, tak skażony oraz samego siebie zarażający skaźca, umysł ludzki, im się bystrzejszych chuci pożarem zatli, tem twardszych do potłumienia złego rad wyciąga. Tyle praw baczna ukowała starożytność, tyle ich August postanowił: cóż za pożytek? gdy z nich jedne w niepamięć poszły, drugie (co haniebniejsza) ze wzgardą połamane, wolniejsze jeszcze zbytkom swą nieskutecznością puściły cugle. Niegodziwa chciwość przynajmniej się powściąga bojaźnią przyszłego zakazu. lecz gdy się raz bezkarnie na zakaz targnie, już więcej ani się boi, ani wstydzi, Zacóż tedy starożytni ludzie skromność kochali? dlatego, że w ścisłych żądze swe mieli klubach: żeśmy jednego miasta byli obywatelami: a Włochy nawet podbite tyle nam jeszcze do złego pochopów nie dawały. Zagraniczne zwycięstwa nauczyły nas obce, a domowe rozruchy dziedziczne zbiory trwonić. Lecz jeśli rzucim oko na główniejsze sprawy, mała ta est nader w porównaniu z drugiemi, na którą edylowie sarkają. Żaden zaiste nie wniósł tego, że Włochy cudzej potrzebują pomocy: że życie ludu rzymskiego codzień się szturmom i Hagom morskim na szańc niesie: że gdyby inne prowineye panów, kmieciów i czeladzi.swoimi nie wspierały dochody, niewieleby nam pomogły rozkoszne chłodniki i wspaniałe po wsiach budowania. Tem się, prześwietny senacie, staraniem troskliwa zaprząta zwierzchność, bez którego trudno rzeczypospolitej bez szwanku zostać. Zabiegajmy złemu, poczynając od siebie poprawę: was hańba narodu, ubogich niedostatek a bogatych sama sytość naprawie powinna. Jeśli który z urzędników tyle rozumowi i siłom ufa, że złemu dać odpór zdoła, chwalę mu to i chętnie wyznaję, że lfli w ciężarze prac publicznych folgę uczyni: lecz jeśli się tylko na skażone obyczaje żalą, aby odn.ósłszy stąd chlubę na mnie całą zwazwalali nienawiść, wierz mi, prześwietny senacie, żem i ja nie rad mieć nieprzyjaźni, których gdy już dosyć wiele i ciężkich nader dla dobra ojczyzny niewinnie ponoszę, od próżnych, a równie mnie jako i wam niezdatnych, sprawiedliwej wymówki pragnę*. 65. J‘o przeazy lanym liście Cezara odpowiedziano edylom, aby zostawić rzeczy w dawniejszym stanic: zbytki też stołowe, od końca wojny akcyjskicj aż do rozruchów owych, kiedy Galba na państwo wstąpił, z niezmiernym kosztem przez sto lat trwające, powoli sanie ustały. Nie od rzeczy tu będzie przytoczyć przyczynę tej odmiany. Przed laty znakomitsze i możniejsze Hzyinianów domy przesadzały ’się w okazałości. przepychach, bo jeszcze naówczas wolno było skarbić sobie miłość u gminu, u sprzymierzeńców i królów zagranicznych i owych się wzajemną zaebw’ycać przychylnością, lin kto albowiem Wysokiem urodzeniem, sprzętami i majątkiem drugich celował, tem więcej sławy i klientów liczył. Lecz Kiedy silmejszem coraz okrucieństwem szlachetne zlatały głowy a kredyt zgubą groził, ktokolwiek z tej zguby na sucho uszedł, skromniejsze przedsięwziął życie. Napełnił się potem senat nowymi ludźmi, którzy z osad, miast wolnych i dalszych prowincyi do rady często przybrani, wiejską z sobą oszczędność przynieśli. I lubo wielu z nich bądź szczęściom, bądź przemysłem do pieniężnej przyszli starości, atoli wpojonego z lat młodych skrzętności ducha nie odmienili. Najzna komitszy surowym obyczajem pochop dał Wespazyan, żyjąc sam skromnie i po staroświecku się nosząc. Jego wysoki przykład a żądza podobania się panu skuteczniejszym były powodem, niżeli bojaźń kaźni prawami opisanych. Chyba, że się podobno wszystkie śmiertelne rzeczy niechybnym toczą obrotem a jako czasy tak i sprawy ludzkie koleją chodzą. Atoli starożytność nie tak się wysiliła w cnotę, aby i wiek nasz szlachetnych a naśladowania godnych czynów potomkom nie zostawił. Oboje nam przodkowie odkażali, my o same tylko cnoty spór z nimi prowadźmy.
Widowisko bitwy morskiej. (Ks. XII. roz. GG — 57.) 66. Około tegoż czasu przekuto górę między jeziorom fucyńskiem a rzeką Lirys: ażeby się zaś wspaniałość dzieła od wielu widzieć mogła, igrzysko z bilwy wodnej na samem jeziorze wyprawiono. ’Tak niegdyś August uczynił, ulawszy staw z tej strony Tybru, z tą różnicą, że się na nim mniejsze statki i w drobniejszej liczbie potykały. Sporządził Klaudyusz od trzech i czterech rzędów galery z dziewiętnastu tysięcy zbrojnych ludzi, otoczywszy je dokoła tratwami, dla zagrody ucieczki: zostało jednak dosyć miejsca do rozpędu, obrotów, uehodu, tudzież innych sztuk żeglarskich, wodnym utarczkom zwyczajnych. Na tratwach stali pod bronią jezdni i piesi pretoryanie, mając przed sobą zbudowane twierdze, z którychby się rozmaita puszczała strzeliła., Resztę zajęły kryte nawy z wodnem żołnierstwem Wszystkie brzegi, pagórki i wierzchołki gór, nakształt teatrum, napełniło niezmierne ludu mnóstwo, z pobliżjzyfti miast i samej stolicy, bądź przez ciekawość, bądź dla pochlebstwa Panu zgromadzone. Klaudyusz w paludamencie a podle niego Agryppina w złotogłowie, siedziała. Spotkali się winowajcy walecznych mężów sercem, a po wielu odebranych ranach ginąć im nie dopuszczono. 57. Gdy się zakouc/ył widok i utworzona wodzie do zbiegu droga, pokazało się niedbalstwo robotników, iż nie dosyć głębokie wyżłobiono rowy, aby przez me cały wód ogrom mógł się ze swego wyruszyć legowiska; przeto, skoro się tylko błąd od kopaczów poprawił, dla ściągniema rozbiegłego ludu wyprawiono igrzysko z szermierzów pieszych na zbudowanych na to um} lnie inosla<’li. Zastawiono nad upustem biesiadne stoły, wielkiej wszystkich nabawiły trwogi, kiedy wysforowane bystro przekutym gościńcem wody, wylawszy się z koryta, porywały co było w pobliżu, a coraz się przepełniając, srogim trzaskiem i szumem dalszych przestraszyły. Agryppina korzystając z bojaźni Klaudyu.sza poczęła narzekać na Narcysa, zdzicrslwo mu i chciwość zarzucając; lecz i on nie skąpy w wetowaniu, dumę jej niepowściągnioną i szkodliwe zamysły wzajemnie wyrzucał. — 273 — Wojna z Partami. (Ks. XIII. roz. 34 — 42.). 34. Neron, po trzeci raz konsul, wziął sobie za kolegę Walerego Messalę, którego pradziad Korwin, krasomówca, Augusta, pradziada także Neronowego na konsulacie kolega, od niektórych jeszcze starców był znany. Przydano zacności domu Korwinów nowy zaszczyt ofiarowaniem corocznie sumy, którąby Messala bezwinne ubóstwo swoje podźwignął. Kazał dać także Neron pensyę roczną Aurelemu Kotcie i Ilateryuszowi Antoninowi, lubo ci obaj na zbytkach’ ojczyste dostatki marnie strwonili. Na początku tegoż roku odwłóczona z Partami o Armenię i lekko tylko popierana wojna gwałtownie się z obu stron zajęła. Wologezes patrzeć nie chciał, aby wsadzonego od siebie na tron Tyrydata Rzymianin spychał albo go na nim utrzymując, darem tym sobie tylko jednemu obowiązywał. Korbulon też wziął za honor ludu rzymskiego, aby zhołdowane niegdyś od Lnkulla i Pompeja prowincye w posłuszeństwie utrzymał. Do tego Ormianie, naród dwoistego umysłu, oba wojska do siebie przyzywali, będąc położeniem kraju i podobieństwem obyczajów bliższymi Partów a związkiem krwi z nimi i nieznajomą wolnością bardziej skłonnymi do niewoli. 35. Atoli więcej miał Korbulon ciężaru ze swoim ludem, niżeli z chytrością nieprzyjaciół. Seiągnione z Syryi pułki, długim pokojem zgnuśniałe, zalcżawszy pole, wierzgały na trudy rzymskiemu żołnierstwu zwyczajne. Rzecz jest pewna, że się wielu między nimi znalazło nawet weteranów, którzy nio znając, co to są czaty, straże i placówki, bez szyszaków, bez pancerzów patrzał i jak na cudo jakie na wały i przekopy; a spaśli i pieniężni, dobrego tylko po miastach opasu i zysku z handlu szukali. Przeto Korbulon oczyściwszy ze starzyzny i kalectwa bufy, dopełniał je zdolniejszym ludem, ściągając wybrańców z Gnlaeyi i Kapadocyi. Przydany pułk niemiecki z jazdą i piechotą cudzoziemską: trzymane całe wojsko pod namiotami, lubo w tak mroźnej chwili, iż musiano tłuc skrzepłą ziemię na wsadzenie utrzymujących pokrycie drągów. Wielu mróz lęgi członki powarzył, wielu stojących na warcie pomarzło. Postrzeżono, iż jednemu żołnierzowi, który drwa dźwigał, tak ręce oziębły, że lodem przykute do ciężaru, razem z nim od ramion odpadły. Korbulon dla zachęcenia żołnierstwa sam w lekkiem odzieniu i z odkrytą głową pomiędzy kupami robotników chadzał, pomagał w pracach, wychwalał pilnych, cieszył zwątlonych, wszędy dobrego wodza przykładem zasilając. Z tem wszystkiem, gdy dla ostrej chwili i prac. nieznośnych wielu się buntując rzucało obóz, musiał na zabieżenie złemu lekarstwa w surowości szukać. Albowiem nie idąc za przykładem wojsk drugich, kędy się jedna i druga wina przebacza, za pierwszą zaraz ucieczkę gardłem karać rozkazał: lecz la surowość na lepsze mu z doświadczenia wyszła, niżeli litość, ponieważ tym sposobem mniej było u niego zbiegów, niżeli u drugich, którzy się łaskawiej ze swymi obchodzili.
Zathey. Antologia rzymska. 18 36. Tymczasem Korbulon trzymając pułki w obozie aż do wiosny, lud zaś posiłkowy na miejsce zdolne rozłożywszy, rozkazał, aby się pierwsi do bitwy nie porywali. Dozór garnizonów Pakcyuszowi Orfitowi, pierwszemu setnikowi, zlecił. I lubo setnik o nieostrożności barbarzyńców a sposobnej do ich pobicia porze wodzowi oznajmił, wziął rozkaz, aby się w okopach trzvmając, znaczniejszych posiłków oczekiwał. Lecz on mimo wolą hetmańską gdy na nieuważne prośby przybyłych z pobliższych zamków kilku chorągwi jezdnych wydał potyczkę, zbity uciekać musiał. Ci zaś, którzy mu szli na pomoc, strwożeni usłyszaną klęską, do swoich się obozów skwapliwie wrócili. Urażony srodze Korbulon, zgromiwszy ostro Orfita, z inną starszyzną i żołnierzami kazał wszystkim za wały ustąpić, trapiąc dotąd obelżywą karą winowajców, póki się za nimi całe wojsko nie wstawiło. 37. Lecz Tyrydat, wsparty oprócz własnych przyjaciół pomocą brata swego Wologeza, począł już jawnie na Armenię napadać, mieszkańców, których wiernymi Rzymianom być rozumiał, dzierżawy pustoszyć, potyczki z nami unikać, a tam i ówdzie latając, więcej sławą niżeli bronią postrachu rozsiewał. Łudzony długo Korbulon, nie mogąc nieprzyjaciela w polu dostać, musiał za przykładem jego wojsko swe na kilka części rozesłać, aby legatowie i rotmistrze ze swymi udziały z różnych go miejsc płoszyli. Wskazał też do Antyoeha króla, ażeby wkroczył do pogranicznych prowinoyi, ponieważ I arazman, zamordowawszy syna Kadamisla pod pozorem knowanej zdrady, ażeby wierność swą ku nam okazał, zastarzałe ku Ormianom gniewy silniej wywierał. Naówczas też pierwszy raz wezwani na pomoc Mosohowie, naród nam sojuszny, stronami Armenię szarpał. A tak gdy wszystko Tyrydatuwi opak poszło, wyprawił posłów, żaląc się swojem i Partów imieniem, że po wziętym zakładzie i ponowionej zyskownej na czas dalszy dla obu narodów przyjaźni wyganiano go z dawnych dzierżaw Armenii. Że WologezeS dlatego się jeszcze VIo broni nie ma, iż woli te zatargi prawem raczej i sprawiedliwością niżeli bojem zakończyć: że jeśli Rzymianie wojny pragną, nie brak jeszcze Arsacydom na męstwie i szczęścm, którego nieraz z klęską swoją doznali. Wszakże Korbulon, wiedząc dobrze, że siły Wologeza bunt llirkanów na wodzy trzymał, radził Tyrydatowi udać się z prośbą do cesarza: że tym sposobem na tronie się utrzyma bez wylania krwi poddanych, jeśli zaniechawszy późnych i płonnych nadziei, biizkich się i pewniejszych ująć zechce. 38. Ponieważ zaś po częstych z obu stron poselstwach żaden się krok do istoty pokoju nie uczynił, postanowili zjechać się z sobą na pewno miejsce dla umowy. Tyrydat wskazał do Korbulonn. że przybędzie z tysiącem konnych dla bezpieczeństwa, że wódz rzymski może mieć, ile i jakich chce ludzi przy boku, byleby dla pozoru pokoju bez szyszaków i pancerzów stanęli. Każdemu człowiekowi, dopieroż staremu i opatrzonemu hetmanowi, łacno się było domyślić, do jakiego ’celu barbarzyńska zmierzała chytrość. Dlatego sobie mniejszą ilość naznaczył, a większej Rzymianom pozwalał, ażeby łacniej zdradę przygotowaną ukrył. Nie wielcby zaisie ważyła obnażona z przyłbicy i kirysów zgraja, stając na celu jazdy, do łucznej strzelby należycie wyćwiczonej. Wszakże Korbulon, jakby się nie dorozum.at, odpowiedział posłom, że w rzeczach publicznego dobra tyczących się, w obecności wszystkich wojsk mieć rozmowę należy i razem obrał miejsce mające częścią lekko pochyłe pagórki dla postawienia piechoty, częścią równinę, sposobną do uszykowania jazdy. Gdy przyszedł dzień umowie naznaczony, wyciągnął Korbulon na skrzydłach roty, sprzymierzon z posiłkami królów a we środku postawił pułk szósty, zmocniony przyzwanym w nocy z trzeciaków na trzy tysiące ludem tak dobrze zmieszanym z drugimi pod jednym orłem, jakby się tylko jeden wydawał hufiec. Nadszedłszy Tyrydal pod wieczór, stanął opodal, skąd go bardziej widzieć niżeli słyszeć można było, przeto bez żadnej rozmowy wódz rzymski każdemu do swego obozu wrócić się kazał. 39. Tyrydat zai, czyli przez podejrzenie, że się nasi w różne udali strony, czyli chciał idącą z Trapezuntu morzem ponekiem żywność zabrać, dał znak skwapliwie na odwrót. Lecz an. wozów rozbić me mógł,.ponieważ góry, którędy ją prowadzono, garnizony nasze osiadły. Korbulon też, żeby się wojna próżno nie wlokła a Omnanów do bronienia swych dzierżaw przymusił, zamki im zburzyć postanowił. Zleciwszy zatem drobniejsze fortece Kornelemu Flakkowi legatowi i Instejowi Kapitonowi oboźnemu, sobie twierdzę nazwiskiem Folandus. najmocniejszą w owej prowincyi, zachował, a po oblfjrzatmm położeniu miejsca i mocy jego tudzież uczynionych przygotowaniach do szturmu upominał żołnierzów, aby włóczęgów owych, którzy ani pokoju ani bitwy nie chcą a swe gnuśne tchórzostwo ucieczką okazują, precz z owego przytułku wyparli, na sławę i korzyść pamiętając. Podzielił zatem wojsko na cztery części, jedni ze złożonymi w żółwia puklerzami mur podwalać, drudzy drabiny przystawować, inni z dział groty i ożogi ciskać, mieli: a kuszarzom i procnikom osobne miejsce naznaczone, skądby zdała kamienić rzucali, równym zewsząd na wszystkie strony podstępem, aby nieprzyjaciel rozerwany wzajemnej sobie pomocy nie dawał. Co z takiem męstwem waleczno wykonało wojsko, że przed godziną szóstą wieczorną uprzątnione z obrońców mury, wywrócone bramy, dobyte, szturmem wały; wybito roślejszych, bez straty żadnego żołnierza, prócz niewielu ranionych: motłoch gnuśny pod wieńcem zaprzedano; wszystek łup zwycięzcom się dostał. Równe legatowi i oboźnemu posłużyło szczęście, kiedy dobywszy w jednym dniu trzech zaników, inne postrachem lub dobrowolnem obywatelów poddaniem się opanowali. Ta jiomyślna wyprawa tyle dodała serca rycerstwu naszemu, że się o stołeczne miasto Artuxatę pokusiło. Atoli hetman me chciał prowadzić wojska krótszą drogą, albowiem ciągnąc mostem na rzece Araxie, która miasto oblewała, zbudowanym podałoby się na sztych nieprzyjacielowi: przeto opodal szerszemi mieliznami przeszło. 40. Tyrydat ważąc się długo między wstydem i bojaźnią: ponieważ nie broniąc miasta, stałby się nieużytecznym, przeciwnie naraziłby i siebie i całą jazdę na niebezpieczne w górzystym kraju miejsca, przedsięwziął nakoniec wyprowadzić wojsko w pole i nazajutrz albo się z Rzymianami spotKać albo zmyśloną ucieczką na zasadzki je narazić. Otoczył zatem nagle wojsko nasze, czego się Korbulon spodziewając, tak swe pułki rozporządził, aby i do marszu i do bitwy gotowe były. -Na prawej stronie ciągnął pułk trzeci, a na lewej szósty, we środku postępowali wybrani z dziesiątego pułku co najmężniejsi, wozy szły pomiędzy szykami: tyłu zaś strzegła jazda, wziąwszy rozkaz, ażeby nacierającym wrąez się broniąc na miejscu, pogoni zaniechała. Na skrzydłach strzelców i piechotę z resztą konnych postawiono: lecz idącym po lewej ręce kazano się rozciągnąć przez doliny, ażeby w przypadku napadu nieprzyjaciela z przodu go zaraz i z boków można było przywitać. Tymczasem Tyrydat przyskakiwał zewsząd, dalej jednak niżeli na strzelanie, a raz postrachem jakby się zbliżał, drugi raz uchodem jakby z bojaźni, łudził bez ustanku, chcąc zmieszać szyki a potem z nieładu korzystać. L^cz gdy cię Rzymiai.in n.e dawał uwieść, a jeden tylko dekuryon jazdy poskoezywszy zuchwałej, natychmiast grotami osypany, innych przykładem klęski w porządku utrzymał, widząc król, że nic nie zyska, za nadejściem zmierzchu nazad się cofnął. 41. Korbulon założywszy na miejscu obóz, namyślał się, jeśli miał ciągnąć zaraz pod miasto z ludem i mury otoczyć, rozumiejąc, że król tam się udał. Lecz uwiadomiony od szpiegów, ze się on w dalszą drogę niewiadomo czy do Medów czy do Albanów puścił, czekał świtu, a tymczasem lekkim chorągwiom pod mury się zbliżać i zdała szturm zaczynać kazał. Wszakże mieszkańcy otworzywszy bramy, sann się dobrowolnie z majątkami swymi poddał i, co ich od zguhy zachowało. Miasto spalone i i ziemią zrównane, ponieważ ani go zachować dłużej bez znacznego garnizonu dla obszerności murów można było, ani się w wojsku naszem tyle znajdowało żołnierzów, ażeby i obronie i jadowym jiolrzebom wydołać mogło: zostawione zaś w całości bez straży żadnej, mc wieleby samem wzięciem sławy jirzyniosło. Zdarzyło się nadto z boskiego prawie zrządzenia cudo, kiedy wszystkie przedmieścia aż po mury słońce oświecało, sam tylko środek lak nagle czarm z łyskawicami zaćmiły obłoki, że się zdawało, iż niechętne nieba — miasto ono na zgubę skazały. Z. tej przyczyny Neron imperatorem okrzykniony. Uchwalił senat publiczno modlitwy na podziękowanie bogom, oraz posągi, bramy tryumfalno i dozgonny konsulat dla (’.czara. Rozkazano w poczet świąt policzyć dni wszystkie, których odniesione w polu, oznajmione w mieńcie a ogłoszone w senacie zwycięstwo było. Postanowiono i inne tym podobne rzeczy z takiem pochlebstwa natężeniem, żo Kassyusz przyzwalając na drugie honory dołożył: »JeśIi za wszystkie powodzenia rzeozypospolitej dziękować marny bogom, cały rok na modły nie wystarczy: należy podzielić dni święte i robotne, w — których by się i chwale boskiej zadosyć uczyniło i ludzkie jirace uszczerbku nic imały*. 42. Po różnych nakoniec przygodach a silniejszej coraz ku sobie nienawiści odniósł karę nie bez szemrania na Senekę sławny ów plotkarz Publiusz Suiliusz. Nie było nadeń za panowania Klaudyusza straszliwszego potwarcy: przedajny kłamca, za odmianą nawet czasów nie tak z hardości, jak sobie nieprzyjaciele życzyli, spuścił, kiedy wolał być winowajcą uznanym, niżeli się ukorzyć. Dla przyspieszenia mu zguby wskrzeszona, jak powiadano, rada owa senatu i kaźń prawem Cyncyusza uchwalona na tych, którzyby stawając w sprawach podarki brali. Suiliusz z przyrodzenia hardy a sytością wieku swobodny, ruszy} obelżywych słów na Senekę, wyrzucając mu: »że przyjaciołom klaudyusza z tej miary był niechętnym, iż go sprawiedliwie z miasta wywołać kazał: że na gnuśnych naukach i z głupimi żaki w szkole czas strwoniwszy, uwiądł z zazdrości ku tym, którzy dzielną a nieskażoną wymowę swoją całości obywatelskiej poświęcili. Byłem*, powiadał skwestorem Germanika, kiedy on dom jego cudzołóstwem zelżył. Z jakiej to fiiozoln ustaw doszedł ów mędrek, ażeby w przeciągu czterech lat łaski pańskiej 5 558.578, ozer. złot. zebrał? nałowił jak w myśliwcze sieci tyle testamentów, tyle dóbr bezdzietnych R.zymian, wyssał Włochy i inne prowincye niezmiernem lichwiarstwem Zajrzy tej grosza odrobinie, którą pracy mojej winienem. Wolę zaiste potwarze, wolę wszelkie przygody i nie wiem jakie ponieść męki, niżeli sędziwej a dawnemi zasługami ozdobionej głowy raptownej tęj jego i ledwo wylęgłej fortunie uchylić*.
Zabicie Agryppiny. (Ks. XIV. roz, 1 i 3-12). 1. Pod konsulem Gajem Wipstanein i Fontejem umyślił nakoniec przywieść do skutku długu knowaną szkaradę Neron. Natężyło w nim dumę ukrzepiono dawnością panowanie i zupalczywsza coraz miłość ku 1’oppei, która straciwszy nadzieję rozwodu Cezara z Oktawią i małżeństwa z nim za życia Agryppiny, hydziła ją synowi częstemi pntwarzami: wtrącała niekiedy dotkliwe przycinki, nazywając go niedorostkiem, jakoby obcej jeszcze władzy podległy nie tylko berła, lecz i woli własnej panem nie. był. »Czemu«, mówiła, »zwlekasz me zamęśeie? CiZylim nie ładna i nio, z tryumfalnej krwi urodzona? czy o mcm sercu nieobłudnem wątpisz? lękasz się podobno Agryppiny, abym zostawszy przynajmniej twą żoną, krzywd senatu, niechęci ludu, na dumę i zdzierstwa matki utyskującego, nie objawiła? Jeśli Agryppina innej synowej prócz nieżyczliwej lobie oierpieć nie chce, wróć mię Othonowi: pójdę w najdalsze krainy, woląc z daleka o zniewagach cesarskich słyszeć, niżeli na nie z blizka, krzywd jego uczestnica, patrzeć*. Tych i tym podobnych, łzami przyprawnych podniet nikt nie tłumił: bo lubo każdy życzył widzieć złamaną Agryppiny przemogę, żaden atoli nie wierzył, aby się złość synowska aż do mordu matki zaeiec miała. 3. Ilekroć bądź do ogrodów, bądź do Tusculum, bądź do Antium wyjeżdżała, chwalił, że sobie rozrywkę czyniła: nakoniec, gdzieżkol wick przebywała, mając za nieznośną, zabić ją postanowił: w tem się tylko namyślał, jeśli trucizną, czy żelazem, czyli innym jakim sposobem miał swe zamysły wykonać. Obrał był naprzód truciznę, lecz zachodziły niektóre zawady: trudno było podać ją u stołu i na tralunek złożyć po świeżym Brytanika przykładzie: namawiać też służalców zdawała się rzecz niepewna, przeciwko takiej kobiecie, która długą zbrodni praktyką nauczywszy się ostrożności z cudzych szwanków, umiała nadto lekarstwami przeciwko wszelkim uzbrajać się jadom. Żelazo i mord oczywisty jakby utaił, nie znajdował: do tego wątpił, aby go w wykonaniu tak okrutnych rozkazów słuchać miano. Namknął mu swój dowcip Anicet wyzwoleniec, admirał iloly mizeńskiej, który Nerona w dzieciństwie wychowywał, a Agryppiny, równie od niej nienawidzony, nienawidził. Powiadał: »iz można zrobić okręt, któryby na samem morzu sztucznie rozsypany, niewiadomą zatopił. Nic nad morze przypadkom bardziej nie podlega: jeśli utonie, któż będzie tak niesprawiedliwy, aby to złości przypisywał, co woda z wiatrem zbroiła? wystawisz potem kościół i ołtarze, okażesz inne żalu i miłości ku zmarłej pozory*. 4. Podobał się wyzwoleńozv przemysł, zwłaszcza, że mu sam czas dopomagał a święta w Bajach nazwano quin<piatruum odprawowały się. Namówił zatem Agryppinę do przybycia, odzywając się często: »iż trzeba ulegać rodzicom i urażonych łaskę pozyskiwać*, aby tom pogłoskę zgody uczynił, a matkę oszukał zwyczajną kobietom w żądanych wieściach lekkowiernośeią. Gdy powracała z Antium, zaszedł jej naprzeciw u brzegu i uściskawszy mile, prowadził do Baulów, wioski zakołem morskim między przylądkiem Mizerni a jeziorem bajańskiem oblanej. Stała między drugiemi ozdolmicjsza nawa, jakoby ją dla honoru matki sporządzono: miała albowiem zwyczaj żołnierską galerą płynąć. Sprawił łłeron bankiet, ażeby się w ciemnotach nocnych lepiej utaiła zdrada. Powiadano, że jej ktoś poszepnął i że wątpliwa kazała się nieść w lektyce aż do Bajów. Lecz wszelkie podejrzenia pieszczotami ogładzone, przyjęta nule i u stołu wyżej syna posadzona. Po zwleczonej w późną chwilę biesiadzie, gdzie Neron raz wesołą miną i żartami, drugi raz zasępi* nem czołem, jakby coś ważnego na ucho mówił, zabawiwszy matkę, prowadził ją na koniec, tuląc się do piersi i oczy w niej trzymając-, czy to dla dopełnienia obłudy, czyli ostatnie na ginącą rodzicielkę wejrzenie dzikie nawet miękczyło scrcą. 6. Zdarzyły nieba spokojne morze, i jasną poświatę na wyświecenie zbrodni. Miała Agryppina przy sobie dwoje poufałych ludzi. Kreperejusz Gallus stał niedaleko steru; Acerronia przypadłszy do nóg leżącej na łóżku pani, rozpowiadała wesoło upamięlanie syna i przywrócenie mu łaski macierzyńskiej. Wtem ledwo się dobrze odbiła galera, za daniem znaku runął obciążony ołowiem pułap i Krepereja na miejscu przy tłukł. Agrvppinę z Acerronią kąty łóżkowe, nie dawszy się ciężarowi złamać, od szwanku zasłoniły. Lecz gdy w zamieszaniu owem, gdzie niewiadomość przeszkadzała świadomym, nie następował rozpad, rzucili się majtkowie do chylenia nawy na jeden bok, aby ją nabraniem wody pogrążyć; lubo i w tym razie przeciwna strona, ważąc się na drugi, nie tak gwałtowne sprawiła ponurzenie. ’Niebaczna Acerronia, udawszy się za Agryppinę i wrzeszcząc o pomoc, drągami, wiosłami lub, co trafunek do rąk podał, okrętową bronią zamordowana, Agryppina, siedząc w milczeniu a stąd mniej poznana, jednę tylko w barki ranę odebrała. Potem puściwszy się wpław, za nadejściem łódek przez lukryńskie jeziora do wioski swej zaprowadzona. 6. Tam rozważając obłudną przez listy namowę, zmyślone honory, nie wiatrów napędem na skały uniesioną, lecz niedaleko brzegu na kształ! ziemnego gmachu z wierzchu strzaskaną nawę: rozmyślając przytem śmierć Acerronii a na ranę swą patrząc, jedynym środkiem do zemsty być osądziła zdrady nieznajomość. Wysłała zatem wyzwoleńca do syna z oznajmieniem, »że łaską bogów a jego szczęściem zachowana żyje, że go uprasza, ażeby lubo szwankiem macierzyńskim zatrwożony, odłożył wizytę, ponieważ chwilę spoczynku potrzebuje*. A tymczasem udając spokojność kazała lekarstwa sposobić, ranę opatrzyć, szukać testamentu Acerronii i sprzęty jej zapieczętować: to tylko bez obłudy. 7. Oczekiwającemu troskliwie końca swej niezbożności Neronow doniesiono, że matka, lekko tylko raniona, zguby uszła i że o sprawcy tej roboty nie wątpiono, Więc obumarły ze strachu, wrzeszcząc, jakoby już mściwa zbroiła służalców, zapalała wojsko, szła do senatu i ludu, przypadek swój, rany i pobitych przyjaciół mordy opowiadała, nie wiedział, jakiej się rady chwycić, czekając, co mu Bnrrus z Seneką powiedzą, których zaraz przyzwać rozkazał; niewiadomo, jeśli dawniej o tem wiedzieli. Długo żaden z nich słowa nie rzekł, bądź rozumiejąc, iż mu darmo odradzać, bądź, że rzeczy do tego już kresu przyszły, że albo mu zginąć, albo matkę uprzedzi’ należało. Seneka, poclmpniejszy zawsze do rady, spojrzawszy na Burra, spytał »jeśli żołnierskiej ręki zażyć można?* Odpowiedział Burrus: »że pretoryanie, domowi Cezarów obowiązani a pamiętni na Germanika, nic przeciwko krwi jego począć‘nio zechcą: niechaj Anicel jak zaczął, tak kończy*. Chętnie się ów podjął dopełnić zbrodni, na co Neron: »Teraz dopiero darem wyzwoleńca panować poczynam* zawoławszy, kazał mu wziąć co nąjpoufalszyoh i spieszyć co najrychlej. Sam zaś uwiadomiony, że matka przysłała doń Ageryna, ułożył scenę występku, kiedy mówiącemu posłańcowi podrzucił miecz pod nogi; potem jakby postrzegłszy zdradę, kazał go w kajdany okuć, udając, że nań matka nasłała siepacza, a po objawionej zbrodni sama się z rozpaczy zabiła. 8. Tymczasem po rozgłoszonym Agryppiny przypadku, jakby się trafunkiem zdarzył, biegło, co żyło, na brzeg z ciekawości. Jedni leźli na tamy, drudzy na blizkie łodzie; ci brnęli po szyję, inni ręce dla ratunku wyciągali. Rozlegały się po brzegach lamenty, życzenia, pytania niepewne, niesforne odpowiedzi, leciały tłumy z pochodniami, gotując, wesołe okrzjKi i powinszowania za powziętą wiadomością o zachowancm życiu, póki ich groźna zbrojnych kupa nie rozsypała. Anicet, opasawszy żołnierstwem pałac i wywaliwszy bramę, poehwytał snujących się służalców, idąc prosto do pokoju, przy którym niewielu straż trzymało: inni się, pędem wpadających strwożeni, rozpierzchnęli. Niewielkie było w pokoju światło i jedna tylko służebna siedziała przy pani, troskliwszej coraz, że nikt od syna, nawet Agery nie przychodził, że przede drzwiami pustki i nagłe hałasy ostateczną jej podobno zgubę wróżyły. Wtem wyszła dziewka. Agryppina rzekłszy do niej: »I ty mnie porzucasz?* a widząc Anic-eta z Herkulem kapitanem galery i Obarytem setnikiem zawołała: »Jeśli o zdrowie pytasz, powiedz, że się mam lepiej; jeśli chcesz zabić, nie wierzę: nie synowski to rozkaz*. Rzucili się oprawcy do łóżka i pierwszy kapitan kijem ją w głowę uderzył. A gdy setnik dobył miecza, nadstawując brzucha: >Ten płataj* krzyknęła i wielą ranami zamorzona poległa. 9. Na to wszyscy się zgadzają: jeśli zaś oglądał ciało zabitej, jedni twierdzą, drudzy’przeczą. Spalona tejże nocy na biesiadnem łożu, lichym obrządkiem Nawet, póki żył Neron, nie miała grobowca; dopiero potem, za staraniem domowników, usypana mogiła, między drogą mizeńską i wsią Cezara dyktatora, która z góry na podległe wybrzeże pogląda. Po rozpalonym stosie wyzwoleniec jej, nazwiskiem Mnester, mieczem się przebił, niewiedzieć, czyli z miłości ku pani, czyli z bojaźni kary. Takowy zgon swój przewidziawszy z dawna Agryppina lekce go sobie ważyła Bo gdy raz badała Chaldejczyków o Neronie a oni jej powiedzieli, »że będzie panował, lecz matkę zabije*, rzekła: »Niech zabije, byle panował*. 10. Dopełniwszy zbrodni Neron, począł dopiero poznawać szkaradę: strawił ostatek nocy raz na posępnem milczeniu, drugi raz porywając się z łóżka jak szalony Czekał dnia, jakby mu na ostatnią zgubę miał zaświtać. „Najpierwsi go trybunowie i setnicy za powodem Hurra w nadziei dźwignęli, biorąc za ręce z powinszowaniem, »że nagłej przygody i zdrady macierzyńskiej szczęśliwie uszedł*. Rozbiegli się potem przyjaciele po kościołach a za ich przykładem pobliższe Kampanii miasta biciem ofiar i poselstwami radość oświadczyły. Sam, ustroiwszy obłudny smutek, gniewał się wrzekoino na swe ocalenie i śmierć matki opłakiwał. Lecz ponieważ nie tak się łacno kształt miejsca jako ludzkiej twarzy odmienia i stawał mu w oczach groźny morza owego z brzegami pozór (mówiono nawet, że się po okolicznych pagórkach dźwięk trąby a z grobu jęki macierzyńskie dawały słyszeć), wyjechał do Neapolu a stamtąd listy do senatu tej treści napisał: 11. »Xe Agoryn zbójca, jeden z najpoufalszych Agryppiny wyzwoleńców, wszedł do pokoju z mieczem: za co odniosła karę od tegoż sumienia, którem zbrodnię uknowała*. Przydawał inne zdała naciągnione występki: chciwość spólnego berła, przysięgi od rot pretorskich, poniżenie senatu i pospólstwa; czego nie mogąc dokazać przez złość na wszystkie stany, wstrzymała hojność cesarską ku żołnierzom i gminowi, naraziła na zgubę tyle głów znakomitych. Że wielo zażył trudności i zabiegów, aby ją od wdzierania się do senatorskich obrad, od słuchania poselstw zagranicznych odciągnął. Szarpiąc też nawiasem panowanie Klaudyusza, wszystkie owego rządu złoc.zyństwa na karb matki wkładał z przydatkiem, »że jej zgubą naród ożył*. Nie omieszkał i przygody na morzu. Lecz któryż głupiec wierzyłby temu, że się to trafunkiem stało? albo że od jedmj topielnicy wysłany zbójnik przez wodne i lądowe wojska z żelazem się do pokoju cesarskiego przedarł? Stąd nie tak na Nerona, którego dzikość wszelkie przechodziła żale, skarżono, jako na Senekę, iż on w takowem piśmie wyznanie występku zawarł*. 12. Atoli dziwnymi pochlebstwa wyścigami nakazane publiczne modły n wszystkich ołtarzów i uchwalono, »ażeby podczas świąt quinquatruum, kiedy odkryta zdrada, igrzyska były wyprawowane: aby postawić w senacie posąg złoty Minerwy a przy nim obraz cesarski: aby dzień rodzinny Agryppiny między nieszczęśliwe był policzony*. Trazea Petus, znosząc z milczeniem albo lekko pozwalając na przeszłe pochlebstwa, wyszedłszy z senatu naówczas i sobie do zguby dał przy czynę i drugim wolności powodu nie uczynił. Około tego czasu zjawiło się wiele cudów bez żadnego skutku. Niewiasta jedna urodziła węża: draga piorunem zabita. Zaćmiło się nagle słońce: na wielu miejscach upadły gromy: lecz to nie było znakiem jakowej bogów troskliwości, kiedy Neron długo jeszcze potem i panowanie i zbrodnię ciągnął. Wreszcie chcąc ochydzić bardziej pamięć matki, jakoby po jej zejściu łaskawszym został, przywrócił do ojczyzny Junię i Kalpurnię, szlachetne niewiasty, tudzież Walerego Kapitona i Lieyniusza Gabola, przeszłych pretorów, których Agryppina wygnała. Pozwolił też odwieźć popioły Lollii Pauliny i grób dla nich zbudować, lturyusza zaś i Kalwizego, których sam niedawno skazał, od kary uwolnił. Albowiem Sylana, wróciwszy się z dalekiego wygnania do Tarentu, już była umarła, ucieszona i przy zgonie upadkiem kredytu Agryppiny, której nienawiścią upadła.
Pożar Rzymu. Prześladowanie chrześcijan. (Ks. XV. roz. 88 — Si). 88. Następuje klęska, nad wszystkie inne, ile ich kiedy miastu gwałtowne przyniosły pożary, okropniejsza, niewiedzieć, ozy trafunkiem czyli przez złość Nerona, ponieważ oboje ma swoich świadków. Poc.ząlek jej wybuchnął tu tej stronie cyrku, która się z górami palatyńską i odską styka kędy wszczęty ogień w sklepach, pełnych materyi pochopnej do zażogi, a wnet silniejszy i wiatrem porwany, całą dłużynę cyrku zajął. Nie było żadnych murowych lub innych jakich między kościołami i domami na uczynienie mu wstrętu zawad. Uniesiony zapędem płomień, naprzód poziome strawiwszy gmachy, wdzierał się na górę, skąd znowu niosąc spustoszenie na dół a przechodząc bystrością wszystkie zabiegi, sięgał łatwo po ciasnych i krętych ulicach niezgrabne owe starego Rzymu btulowiska. Do tego trwożliwe kobiet wrzaski, zgrzybiała starość i niedołężne dzieciństwo, gdy każdy o sobie lub o drugich radzi tumultem, bieganiem, czekaniem, ciągnieniem mieszało wszystko. Wielu patrzących nazad płomień lub z przodu lub z boków zawijał: a lubo się drudzy ratując, na bliższe uszli miejsca, i tam zachwyceni w niebezpieczeństwie zgubę znajdowali. Nakoniec. nie wiedząc, skąd i gdzie uciekać, tłoczyli się po gościńcach, padali po po lach: drudzy utraciwszy wszelki majątek do ostatniego kęsa, inni z żałości po swoich, których ratować nie mogli, dobrowolnie ginęli Żaden się nie ważył bronić, iż wielu groziło, aby nie zalewać, wielu rzucało umyślnie głownie, wrzeszcząc, iż to czynili nie swoim domysłem: czy żeby bezpieczniej kradli, czyli z rozkazu. 39. Neron, podówczas rozkoszując w Antium, nie wprzód się do miasta wrócił, aż kiedy już ogień domu jego, który się od pałacu do ogrodów Mecenasa ciągnął, dochodził. Trudno atoli było poradzić: pałac, dom i wszystko naokoło razem w perzynę poszło. Jednak dla pociechy i przytułku tulącej się nędzy plac Marsowy z gmachami Agryppy oraz ogrody swoje otworzył; budynki tymcześne, gdzieby się pogorzelcy mieścić mogli, postawił: sprzęt różny z Ostyi i pobliższych miasteczek sprowadził, cenę zboża spuścić rozkazał. Wszakże ta około dobra publicznego troskliwość sławy mu nie przyniosła dla rozgłoszonej wieści, że w czasie pożaru wstąpiwszy na domowe teatrum, opiewał zburzenie Troi, starożytny pogrom z obecną klęską porównywując. 40. I.odwo szóstego dnia na podnóżu eskwilskiem opłonął ogień, usławszy rumami tak ogromne zgliszcze, że się pustki tylko a niebo przed oczyma snuło. Jeszcze jedna nie zeszła trwoga, kiedy się znowu straszny płomień na otworzyste miasta wytoczył miejsca: skąd mniej szwanku w ludziach, lecz świątynie bogów i zbudowane dla przechadzek chodniki szeroko runęły, z tem większą powtórnej klęski hańbą, iż ona z folwarków Emiliańskieli Tigellina wybuelmęła i zdawało się, że Neron sławę imienia swego z nowern miastem ogniem chciał wybudować. Ze czternastu części, na które się Rzym dzielił, cztery tylko ocalały; trzy z ziemią zrównane; w siedmiu ostatnich, zdartych lub zapalonych na poły, ledwo gdzie nikczemne ślady mieszkania u idzieć było. 41. Trudno zrachowae, jak wiele domów, kamienic i kościołów pożar ten w niwecz obrócił. Spłonęła owa wielce w starożytność i szanowna a od Serwiusza Tutki Księżycowi poświęcona bożnica tudzież kościół z wielkim ołtarzem Herkulesowi od Ewandra Arkasa wystawiony: nadto świątnica Jowisza Statora, dźwigniona od Romula: pałac Nomy z cerkwią Westy i Renatami rzymskiego ludu. Przydać do tej klęski tytą zwycięstwami nabyte bogactwa, greckich rękodzieł zaszezyly i wyborne starożytnych dowcipów a nieskażone jeszcze upominki, które aczkolwiek w tej odrastającego Rzymu wspaniałości za świadectwem pa miętnych starców liczne trudno było powetować. Uważali niektórzy, żt*się ten pożar zaczął dziewiętnastego lipna, tegoż samego dnia, którego niegdyś Senonowie pojmany Rzym zapalili. Drudzy szperaniem do tego przyszl;, że równą lat i miesięcy liczbę między obiema klęskami wyrachowali. 42. Lecz Neron, korzystając z pożóg ojczyzny, zbudował sobie pałac, gdzieby nie tak blask złota i drogich kamieni, zwyczajne już a dla powszechnych przepychów mniej szacowni* ozdoby, jako raczej pola, stawy a na wzór pustyń tu lasy, ówdzie równiny i wesołe wejrzenia były ku podziwieniu. Rządził, tem dziełem Sewer i Celer budowniczy, dowcipni oba i dzielnej imprezy przesadzać misterstwem naturę samą a chlubną Cezara próżność na niezmierne nakłady pociągać. Obie cywali mu wykonać kanał spustny od jeziora Awernu aż do ujścia Tybru, ciągnąć go skalistym gruntem i łamanemi górami. Albowiem wyjąwszy pontyńskie bagniska, nie widzieć tam naokoło oparzysk i rodowodnych poników: ostatek ziemi zalegały urwiska kamienne lub pia ski, w których przekuciu niezmierna praca, mało zysku. Atoli Neron, chciwy zawsze cudów, usiłował przekopać przyległe Awernowi góry: czego dotąd bezskuteczne zostają ślady. 43. Wreszcie pozostałe od domu złotego miejsca nie obyczajem starożytnym po pierwszym od Gallów pożarze byle jak i bez porządku zabudowane: lecz wymierzono połacie, rozprzestrzeniono ulice, naznaczono pewną wysokość domom, rozszerzono dziedzińce, przydano gmachom naczelne galerye, które Neron własnym kosztem zbudować i oczyszczone od gruzów dziedzińce panom oddać przyobiecał. Przydał toż nagrody według stanu każdego i potrzeby, zamierzając czas, w którymby po wystawionych dworach i kamienicach gospodarze je otrzymywali. Na wywóz gruzów wyznaczył bagniska oslyeńskie, rozkazawszy, aby je łodziami, któremi się zboże Tybrem przystawiało, spuszczano. Rozkazał na miejsce pułapów z drzewa sklepić kamieniem albańskim albo gabirtskiin jako niepochopnym do zazogi. Do źródeł, które prywatni na swe wygody obracali, ażeby napolem hojniej i liczniej po miejscach publicznych biegły, przydani strażnicy ZaledonoB aby każdy dom miał w pogotowiu potrzebne do tamowania pożaru naczyniu oraz żeby wszystkie gmachy, buz slyczki z innymi, własnymi się marami otaczały. Takowe rozporządzenia krom pożytku przydawały miastu ozdobę. Znaleźli się atoli, którzy dawniejszy budowania sposób zdrowszym być rozumieli, ponieważ wysokość dachów a ciasnota ulic nic tak się dawała słonecznym przenikać skwarom: kiedy przeciwnie teraz otworzyste owe a cienia pozbawiono przestwory silniejszym upałem dopiekają. 44. Dotąd się wszystko ludzkim tylko sporządzało obmysłem. Nastąpiły błagalne bogów oliary: radzono się ksiąg sybilskP-li, z klórych rady bito oDary Wulkanowi, Cererzc, 1’rozerpinie: czyniono modły Junonie przez kobiety naprzód w kapitolium, potem u blizkiego morza, skąd zaezerpnioną wodą kropiono świątnioę i po3ąg samej bogini: odpraw o Wały mężatki jutrznie, sprawiano boże obiady. Atoli ani pomoc ludzka, ani szczodrobliwy łask szafnnek, ani błagania bogów zatrzeć nic mógł) hańby i powszechnego mniemania, iż ten pożar był dziełem Nerona. Przeto na zatłumicnie wieści podemknął winowajców i najwytworniejszemi mękami dręczyć kazał, których, dla zbrodni nienawistnych, gmin Chrześcijanami nazywał. Początkiem imion.a tego Chrystus, który za panowania Tyberyusza od prokuratora ponckiego Piłata na śnnerć skazany. Potłnmiony na czas szkodliwy zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w żydowskiej ziemi, kędy się to złe wylęgło, lecz w Rzymie samym, gdzie wszystkie zewsząd szkarady i sromoty cenę i przytułek mają. Schwytano naprzód tych, którzy tę wiarę wyznawali, a za wydaniom niezmiernej liczby towarzyszów nie tak o podpał nuasta, jako raczej o nienawiść ku narodowi ludzkiemu przekonano. Przydane do zguby urągowiska, ażeby jedni odziani w zwierzęce skóry szarpaniem psów ginęli, drudzy na krzyż wbici albo paleni za ustąpieniem dnia miasto kagańców nocne ciemnoty rozświecali. Na ten widok ofiarował Neron ogrody swoje, gdzie wyprawując cyrkowe igrzysko, latał pomiędzy gminem w stangrecem odzieniu albo konie z woza uganiał. Skąd, lubo ku winnym i gardła wartym, powstawała litość, jakoby nie dla publicznego pożytku, lecz dla ukontentowania jednego okrutnika ludzi skwarzono.
Tłum. A. Naruszewicz.
Z „HISTORYK
Stan umysłów po śmierci Nerona. (Ks. 1. roz. 1 — (i), 1. Początkiem dzieła mojego będzie powtórny konsulat Galby z kolegą Tytem Winiuszem. Albowiem od założenia miasta cokolwiek się w przeciągu ośmiuset i dwudziestu lat przydarzyło, to nam z podania rożnych jest wiadomo, kiedy się jeszcze dziej<!Ł rzymskiego ludu z równą wymową i swobodą pisać mogły. Lecz po akeyjskim pogromie, skoro dla dobra pokoju zupełność władzy na jedną głowę zlano, zniknęły wysokie owe dowcipy: prawda też z wiciu miar nadwątloną została, bądź nieznajomością ojczyzny jakby już obcej, bądź pochlebstwem, bądź nakoniec niechęcią ku panującym. A tak w skażonych nienawiścią luh podłością duchach ustać musiało haczenić na potomność. Wszakże juko pochlebne pióra ściga wzgarda pospolicie, tak obmowiska oszczerców poehopniejszem zazdrość przyjmuje uchem, ponieważ w pochlebstwach gnuśna niewolniczej duszy zbrodnia się wydaje, a jadowite pióro zawsze powabnej na się wolności pozór bierze. Mnie Gallu, Olho i Witelliusz ani dobrodziejstwem ani krzywdą znać się nic dali. A lubo wyznać mi należy, żem pierwiastki szczęścia mojego Wcspazyanowi, pomnożenie Tylowi a obszerniejszy wzrost Domicyanowi winien, jednak ludziom, nieskażoną prawdę za cel mającym, ani miłość ani nienawiść prawidłem być nie powinna. Co jeśli mi dłuższe pozwoli życie, zachowałem szczątkowi wieku żyźniejszą i bezpieczniejszą pracę w opisie dzieł Nerwy i Trajana a to dla rzadkiej nader czasów szczęśliwości, kędy, co się podoba, rozumieć a co rozumiesz, swobodnie mówić można. 2 Przedsiębiorę dzieło płodne w przygody i srogie boje, zmącone domowymi rozruchami, w samvm nawet pokoju okropne. Czterech książąt żelazem legło.* Trzy wnętrzne wojny, więcej zagranicznych albo z obu zmieszanych. Szczęśliwe na wschodzie, nieszczęśliwe na zachodzie losy. Zaburzony Uliryk: chwiejące się Gallie — ukrócona i wnet zaniedbana Brytania, podniesiony na nas Sarmatów i Swewów oręż: wsławieni wzajemnemu klęskami Dakowie, ledwo nie ruszeni od broni Parci fałszywego
Nerona igrzyskiem. He do Włoch, te bądź nowemi klęskami, bądź po długim lat obiegu cofnionemi uciśnione. Pożarte lub leżące w gruzach żyznej Kampanii miasta; sam Rzym strawiony pożarem; poszły w perzynę najslarożytniejsze świątynie; zniszczone Kapitolium obywatelskiej ręki podpałem; znieważone święte obrzędy; zagęszczone srogie niewslydy; pełne tułaezów morze; zakrwawione tychże mordam. wyspy dzikie. Okropniejsze jeszcze w samej stolicy okrucieństwo: szlachetność, dostatki, wzgarda urzędów lub piastowanie za występek poczytaneMniechybna zguba za cnotę. Szafowane plotkarzom nagrody, niemniej jak zbrodnie ich nienawistne, kiedy jedni konsulskich i kapłańskich dostojeństw jak łupu dopadłszy, drudzy dworskich urzędów i pałacowej potęgi nabywszy, mieszali wszystko gwoli wyuzdanej zemście i łakomstwu. Z gniewu lub bojaźni podkupowani na pańskie głowy służalcy, na patronów wyzwoleńcy; a kto nieprzyjaciela nie miał, przyjacielską ręką ginął. Nie był atoli wiek ów tak w cnoty niepłodny, aby razem znakomitszych przykładów nie wydał. 3. Szły matki na wygnanie za synami, nie odstępowały w tułactwie małżonków kochające żony, nie ustawała odważna przyjaźń w powinowatych, stateczność w zięciach, uporczywa w samych katowniach sług ku panom wierność; nieprzełamane wielkich umysłów na widok śmierci męstwo i wielbionym od starożytności zgonom równe dokonania. Prócz tych rozlicznych żywota ludzkiego przygód zjawiły się na niebie i ziemi okropne dziwy, groźne pioruny i inne przyszłych losów poznaki, smutne, pomyślne, Oczywiste, obojętne.‘Nigdy się zaiste straszniejszemi ludu rzymskiego klęskami i jaśniejszymi znaki nie dało widzieć, że bogowie mało dbają o dobro nasze, czują na Karę. 4. Lecz nim wykonam, cum postanów.f, zdaje m. się przywieść na pamięć, jaki był stan miasta, jakie żołnierstwa duchy, co za kształt prowineyi, jaka gdzie na okręgu świata potęga lub słabość; aby nie tylko przypadki ze skutkami swymi, które częstokroć trafunek rodzi, ale się razem przyczyny i środki onych poznawały. Śmierć Nerona jako w pierwszym radości zapędzie wesoło gruchnęła, tak wkrótce różne w umysłach nie tylko w mieście między senatem, ludem i miejskimi pułki, lecz wszystkich zgoła wojsk i hetmanów sprawiła wrażenia, po wyjawię zwłaszcza tajemnic dworskich, że się może i za Rzymem dać głowa światu. Senatorowie, radzi przywłaszczonej nagle swobodzie, śmielej sobie poczynali, mając sprawę z nowym i nieobecnym yfjilm: pierwsi z rycerstwa pierwszą okazywali radość: gmin po części poczciwy i do wielkich przywiązany domów: klientów z wyzwoleńcami wywołanych lub skazanych na śmierć panów nadzieja lepszej doli krzepiła motłoch próżniacki, do igrzysk tylko i teatrów przyuczony, służebna hultajska hałastra, tudzież którzy styrawszy marnotrawstwem ojczyste zbiory, haniebną Nerona hojnością żyli, w smutku i niesmaku czekali tęskliwie zawieruchy. 5. Miejski żołnierz, z dawnych lat Cezarom przysię/ny a do opuszczenia Nerona fortelem bardziej i obcym musem niżeli z własnej woli przywiedziony, zrozumiawszy, że go obiecane imieniem Galby upominki chybiają; że łaska pańska uprzedzona od tych pułków, co go obrały; że większe zasługom i nagrodzie pole otwierać będzie wojna niżeli pokój; skłonny wreszcie do buntów, nadto jeszcze zbrodnią Nimfulyusza Sabina pułkownika drogę sobie do tronu ścielącego poruszony, burzyć się począł. Lecz Nimfidyusza w pierwiastkowych zamysłach potłumiono. Atoli chociaż bunt herszta postradał, zostawali jeszcze społecznicy układów, ani schodziło na takich, co Galbie starość i łakomstwo wyrzucali. Wielbiona owa przed laty, wielce u ludzi rycerskich chlubna surowość jego bodła bardzo niekarnych leniuchów, którzy w przeciągu czternastu lat panowania Nerona tak się zbestwili, że nie mniej występki panów jako wprzód cnoty ich kochali. Tkwiały krom tego chwalebnie wprawdzie dla rzeazypospolitej, lecz niebezpiecznie dla osoby własnej wyrzeczone od Galby słowa: »że clKfe wybierać, nie kupować żołnierza*, bo inne jego sprawy nie były tym krojem. 6. Tytus Winiusz i Korneli Lakon, jeden najniecnotliwszy z ludzi, co je ziemia nosiła, drugi najgnnśniejszy, obarczywszy niedołężnego starca własnych zbrodni nienawiścią, bardziej go jeszcze do zguby ściąganiem wzgardy na swe gnuśne postępki popychali. Podróż Gal by ’leniwa i krwawa zamordowaniem Cyngoniusza Warrona, obranego konsula i Petroniusza Turpiliana, radnego męża. Pierwszy, jako Nimfidyusza towarzysz, drugi, że był hetmanem Nerona, niesłuchani, bez patrona jako niewinni gardło dali. Sam wjazd do miasta, srogiem tylu tysięcy bezbronnych żołnierzów wycięciem samym nawet, siepaczom okropny, nic dobrego nie rokował. Napełniły się mury obcem żołnierslwem, kiedy oprócz wprowadzonego ibszpanów pułku i pozoslałvch ludzi, których Neron z wodnych żołniorzów spisał, ukazały się liczne roty Niemców, Brytanów, llliryków, zebranych od tegoż Nerona i posłanych dawniej do cieśnin kaspijskich dla rozpoczęcia wojny z Albanaini. potem cofnionycl. na pntłuinieme zamysłów Windexa. Wi< Ika zaiste do nowych rozruchów malcrya, jako żadnej w szczególności osobie nic ufna, tak każdemu, ktoby śmiał jej użyć, zdatna do zamętu.
Palestyna. Początek oblężenia Jerozolimy. (Ks. V. roz. (i — 13). 6. Graniczą od wschodu z Arabami, na południc z Egiptem, od zachodu mają Eenicyę i morze, a z buku Syryi daleko na północ patrzą. Ciała ludu zdrowe i do pracy zdolne; rzadkie u nich deszcze, rola dziwnie tłusta: owoce i zboża obyczajom naszym, a nadto balsam i palmy, Palmy są rosłe i okazałe; balsam drobne drzewko’ nabrzmiałe gałązki, jeśli je żelazem zatniesz, martwieją natychmiast: odłupkiem kamienia albo skorupą otwierają się. Sok do lekarstw przydatny. Najwyższy z gór Liban, rzecz dziwna, przy takich upałach zawsze zielony i śnieżny. Na nim się pocz.na i z niego wvlewa rzeka Jordan, która do morza nie wchodząc, przebiegłszy jedno i drugie jezioro, w trzeciem się kryje. To jezioro niezmiernego obwodu, nakształt morza, przykre smakiem, a dla cuchnącej pary zaraźliwe mieszkańcom, ani się wiatrem porusza, ar.i ryb, ani wodnego ptactwa cierpi. Wody niepewne, porzucone — na siebie rzeczy jak na gruncie dźwigają i czyli kto umie pływać czyli nie, równie unoszą. Pewnych czasów w roku wyrzuca klej, z którego zbioru szukać użytków, tak jako innych przemysłów doświadczenie nauczyło. Po wierzchu pływa jakowaś wilgoć czarna z przyrodzenia, która za wlaniem octu tężeje. Ci, którzy ten klej zbierają, zgrabiwszy rękoma, ciągną na wierzch łodzi. Stąd bez żadnej pomocy wpływa i dno napełnia, póki się nie przerwie; nie daje się ani żelazem ani miedzią przecinać: lęka się krwi. Tak powiadają starożytni pisarze: atoli świadomi miejsca twierdzą, że ten klej w bryłach po wodzie pływa i rękami się do brzegu garnie: potem, gdy go słoneczne pożogi a pary ziemne osuszą, klinami i sie kierami jak drzewo i skały rozbija się, 7. Niedaleko stamtąd leżą pola, żyzne niegdyś i wielkiemi miastami nasiadłe, które, jako wieść niesie, piorunami spłonęły: jakoż znać to dają pozostałe ślady, a ziemia jakoby zgorzała moc rodzenia utraciła. Albowiem cokolwiek na niej bądź przez się, bądź z zasiewu wyrasta, przyszedłszy do trawy i kwiatu lub do zwykłego na pozór ówoeu, czernieje i w popiół się sypiał“.la, acz temu nie przeczę, że sławne owe miasta niebieski ogień pochłonął, atoli tak mniemam, że parą jeziora te, go ziemuT’ się kazi, powietrze zaraża u z owej obu żywiołów zgnilizny i zboża i drzewne owoce psuć się muszą. Wpada także rzeka fielos do morza żydowskiego, około kLórej ujścia zgromadzono piaski za pomieszaniem nitru na szkło się wypalają: szczupły to brzeg, ale nieprzebrany. 8. Wielka część żydowskiej ziemi wioskami nasiadła: mają i miasteczka. Jeruzalem głowa narodu. Tam kościół niezmiernie bogaty: pierw szym nmrem miasto, drugim pałac krńłeWski, ostatnim wewnątrz kościół obwiedziony: do drzwi samym tylko żydom przystęp wolny: skąd do środka żaden prócz kapłanów nie wchodzi. Roli wschodnie kraje Assyryjczykom, Medom i Persom hołdowały, było żydowslwo najlichszą częścią poddańców. Za panowania Macedonów król Anlyoch chcąc otrzeć z zabobonów ów naród i na greckie go obyczaje przekształcić, nie mógł wykonać zamysłów w naprawi’; tych plugawcow, wojną z Partami zaprzątniony, albowiem owego czasu Arsaees bu ul podniósł. A lak żydzi w osłabieniu Macedonów, w uiedorosłej jeszcze potędze Partów a odległości Rzrmiun sami sobie królów stanowili: którzy ziniennictwem gOuiuu wygnani, odzyskawszy bronią państwo a na wywołania obywatelów, pożogi miast, na braci, żon i rodziców morderstwa, tudzież inne królom zwyczajne dzieła zaciekli, krzewili zabobony, zasadzając powagę królewską na dostojeństwie kapłaństwa. (J. Pierwszy z Rzymian (inejusz Pompejusz żydów pogromił i prawem zwycięstwa wszedł do kościoła. Stąd gruchnęło, iż tam żadnych wewnątrz nie było boskich obrazów, puste tylko siedlisko i bez tajemnic. Po rozwalonych miasta murach ocalał kościół. Wkrótce za domowych między nami wojen. kiedy owe prowineye dostały się Markowi Antoniemu, król Partów Pakor opanował ziemię żydowską. Lecz gdy go Wentydyusz zgładził a Partów za Eufrat zagnano, pobił żydów Gńjusz Sozyusz. Dane od Antoniego królestwo Herodowi zwTycięzca August pomnożył. Po śmierci Heroda mejakiś Symon imię sobie królewskie przywłaszczył. Tego Kwintyli Warus, rządca Syryi, ukarał, a poskromionym narodem trzej synowie Heroda rządzili. Za Tyberyusza trwała spokojność: następca ICaligula gdy obraz swój w kościele postawić kazał, woleli raczej broń podnieść, który jednak rozruch śmierć jego ukoiła. Klaudyusz Cezar po zejściu królów albo ich zdrobnieniu poddał judzką prowincyę pod rząd rycerstwu rzymskiemu i wyzwoleńców: z tych Antoniusz Felix przez wszelkie rozpust i okrucieństwa sposoby berło królewskie służebnym kierował duchem, wziąwszy w małżeństwo Druzyllę, Kleopatry i Marka Antoniego wnuczką tak iż ten Antom był i F;elixa po żonie i Klaudyusza po matce dziadem. 10. Znosili jednak cierpliwie żydzi aż do Gessyusza Flora prokuratora: za niego zaczęła się wojna, którą w pierwiastkach chcąc stłumić Gestyusz Gallus, legat Syryi, różnym losem a częściej przeciwnym bitwy zwodził. Po jego śmierci, bądź z przyrodzenia, bądź z tęsknoty zaszłej, wysłany od Nerona Wespazyan szczęściem, sławą, wyborną posługą we dwu leeieeli wszystkie włości i wszystkie prócz Jerozolimy miasta zwycięskiem wojskiem posiadł. Następujący rok, domowymi rozruchami zakłócony, ile do żydów spokojnie przeszedł: lecz po zaszłym pokoju we Włoszech wróciła się troskliwość o obce. Rozjątrzył gniewy upór samego żydowstwa. Przeto zdało się użyteczniej zostawić Tytusa przy wojskach z pilnem okiem na wszystkie w nowem panowaniu przygody i trafunki. A tak Tytus rozłożywszy się obozem przed murami Jerozolimy, jakem mówił, zbrojne pułki miaslu okazał. 11. Żydzi pod samymi murami stanęli w sprawie, myśląc, że gdy się powiedzie, dalej natrą, a w złym razie golowy przytułek znajdą. Wysłana na nich jazda z lekklemi rotami, potykała się naprzód różnem szczęściem: ustąpił nakonicc nieprzyjaciel i w następujących dniach częste z nami w bramach bitwy zwodził, póki go ustawiczne klęski w mury nie zagnały, llzymianie udali się do szturmu, sądząc za rzecz niegodną czekać ogłodzenia nieprzyjaciół: woleli szwanki, jedni z ooholy, drudzy ze złości i żądzy łupiostwa. Slawały na myśli Tytusowi Hzyrn, jego bogaclwa i rozkosze, zwłoka w ich użyciu, gdyby natychmiast Jeruzalem nie upadła. Atoli prócz przykrej miasta posady broniły go twierdze i wały, zdolne nawet do warunku miast na równinie siedzących. Dwa pagórki niezmiernie wyniosłe zamykał mur sztuką ukośny, wewnątrz granowaty, ażeby z boku oblężeńców razić można. Srogie na skałach przerwy, wieże na górach do sześćdziesiąt stóp wysokie, a na dolinach na sto dwadzieścia wzniesione, ozdobne na pozór a patrzącym zdała równe. Wewnątrz inno mury na opas królewskiego pałacu, z wieżą dziwnie okazałą, którą Horód na cześć Marka Antoniego Antonią nazwał. 12. Kościół nakształt zamku własnymi murami misterniej i warowniej nad inne obwiedzony. Same krużganki, którymi się otaczał, wyborną dla niego twierdzą. Tam zdrój wiekuistej wody, kute pod ziemią góry, sadzawki i cysterny dla chowania zlewów deszczowych Przewidzieli albowiem radcy miasta częste wojny z różnicy obyczajów; przeto się we wszystko do wytrwania by najdłuższego oblężenia opatrzyli. Dobyte mia sto od Pompeja bojaźń i doświadczenie większej ostrożności nauczyło. Korzystając z łakomstwa czasów Klaudyusza, kupiwszy wolność do naprawy rozwalin, wynieśli mury w pokoju jakby na wojnę, pomnożeni niezmiernym ludu ściekiem a drugich miast klęską: albowiem co naj uporczywszy tam uciekał, skąd większa duma i zaciętość. Były tam trzy wojska i trzech wodzów. Skrajnych murów, gdzie najobszerniejsza rozległość, Symon; środka miasta Jan, którego nazywano Bargiora, kościoła Eleazar bronił. Jan z Symonem gminem i bronią, Eleazar posadą miejsca celował. Lecz sami się zdradą, bojem i pożogami psując, wielką część żywności* spalili. Wkrótce Jan wysławszy pod pozorem czynienia ofiary siepaezów, którzy Eleazara z ludem jego zamordowali, kościół opanował: tak na dwie partye rozdzieliło się miasto, póki za zbliżeniem się
Rzymian obcy oręż zgody nie zrobił. 13. Zjawiły się eudowiska, których ani ofiarami, ani ślubami odwracać godzi się zabobonnemu a bogom przeciwnemu narodowi. Widziano na powietrzu walczące wojska, blask oręża i nagle spadłym z obłoku ogniem kościół rozświeeony. Otworzyły się gwałtownie bramy świątyni: słyszano głos ogromniejszy nad ludzki, że bogowie wychodzą i razem straszny szelest wychodzących. Niewielu stąd trapiła bojaźń: więcej tych było, którzy zawarte w starożytnych księgach kapłańskich napisy stosowali do obecnych okoliczności, »jakoby wschodnie państwo górę wziąć miało, a wychodzący z żydowskiej ziemi śviat opanować*. Ta malamna przepowiedziała Wespazyana z Tytusem, atoli gmin obyczajem ludzkich chiiwośćL do siebie ton tak wielki szczęścia ogrom pociągając, samymi nawet szwankami nie dał się ito prawdy skłonić. Mamy z podania, że na sześćkroć sto tysięcy dusz obojej płci’ i różnego wieku było w oblężeniu. Szedł do oręża, kto’}fo tylko mógł dźwigać, a zuchwałość więcej jeszcze rąk uzbroiła. Równa zaciętość w mężczyznach i niewiastach: a w przymusie odmiany ziemi rodzinnej większa życia bojaźń niżeli śmierci. Z takowem miastem i narodem mając sprawę Tytus Cezar, kiedy niezdolność miejsca męstwu i fortelom zagrodzili drogę, ściskaniem go i szturmem dostać postanowił. Wyznaczono pułkom roboty, ustały bitwy, pókiby wszystkich tak od starożytności, jak nowo wynalezionych sposobów do brania miast nie przygotowano.
TMjm. Mlum Naruszewie:.
Zathey. Antologia rzymska. 19
II WYMOWA.
Mowy i listy.
Wymowa miała w Rzymie pierwszorzędne znaczenie, była bowiem najskuteczniejszym środkiem do uzyskania władzy i znaczenia. Kto pragnął wzbić się ponad tłum, musiał swemi mowami na zgromadzeniach ludowych, w senacie czy w trybunale zwrócić na siebie powszechną uwagę. To też już w pierwszych wiekach rzeczypospolitej kształcili się Rzym.ame w tym kierunku. Naturalnie w pierwotnych czasach nikt nie spisywał swych przemówień. Wyjątkowym tylko było faktem, że Appiusz Klaudyusz (Appius Ciaiidius G-aecus), mąż w życiu publicznem wielce zasłużony, twórca słynnej drogi nazwanej od jego nazwiska via Appia i appijskich wodociągów, na piśmie utrwalił swą mowę, która sprawiła, że senat odrzucił propozyeye króla Pyrrhusa w r. 280 R. Nie mamy więc pojęcia, jak te przemówienia brzmiały. Możemy tylko przypuszczać, że były proste, rubaszne, niewygładzone, Dopiero w wieku II. retorowie przybywający z Grecyi zaczęli Hzymian uczyć umiejętnej wymowy. Spieszono do nieb pc naukę chętnie, mimo niechęci rządów. Daremnie w r. 161 uchwalił senat wypędzenie wszystkich retorów i filozofów, daremnie opierali się tym ’greckim nowinkom* surowi cenzorowie: ogół nie dał się powstrzymać w zamiłowaniu helleńskich wpływów i uchwały rządu skończyły swe życie na papierze. Historya podaje cały szereg imion tych mężów, którzy potein zasłynęli jako mówcy. Między wielu innymi odznaczyli się na tem polu: M. Porcius Cato (patrz rozdz.: ♦ Dziejopisarstwo*), G. Semproniusz Grakchus, M. Antoniusz, * ) Cycero znał jeszcze tę mowę, później zaginęła.
Licyniusz Krassus, Q. Hortensyusz i t. p. Ale i ci, o ile sądzić możemy z urywków i z sądów starożytnych badaczy, do miernych tylko dochodzili stopni. By wznieść się ponad poziom mierności, trzeba było mieć koniecznie ogólne, Przedewszystkiem filozoficzne wykształcenie, dokładną znajomość prawa i historyi i dar przekonywania, rozweselania i wzruszania słuchaczów. Jeden tylko Rzymianin stanął tak wysoko, że przewyższył nie tylko wszystkich swych ziomków, lecz także greckich swych mistrzów (z wyjątkiem Demostenesa), mianowicie sławny na cały świat Cycero.
Cycero (Marcus Tullius Cicero) urodził się w r. 106 przed Chr. w Arpinum1). Ojciec jego należał do stanu rycerskiego, był człowiekiem zamożnym i wykształconym, więc sprowadził się do Rzymu, aby swym dzieciom dać jak największe wykształcenie. W stolicy więc przyszły mówca pobierał nauki. Kształcił się pod kierunkiem znakomitych mistrzów wymowy i prawa. Poeta Archiasz, Orek, wlewał w niego zapał do poezyi, Licyniusz Krassus zapał do krasomówstwa. W r. 89 przerwała mu naukę służba wojskowa: brał udział w wojnie przeciw Marsom, zaciągnąwszy się pod chorągwie PomDejusza Strabona. Przerwa trwała niedługo, rok niespełna. Po zawarciu pokoju wrócił Cycero do Rzymu i uczył się w dalszym ciągu, mianowicie odbywał z kolei studya filozoficzne. W r. 81 wystąpił po raz pierwszy publicznie: odegrał rolę obrońcy w spadkowym procesie hwinkcyusza. Z zadania wywiązał się doskonale; jasność wykładu, sita argumentacyi i iędrność wymowy zjednały mu ogólne uznanie obywateli, W rok potem bronił Roscyusza z Ameryi, oskarżonego o ojcobójstwo. Zachęcony powodzeniem wyjechał w r. 79 do Crecyi, by wydoskonalić się jeszcze w swym zawodzie i uzupełnić swe wiadomości. Bawił naprzód w Atenach, potem w Rodos i w Azyi Mniejszej. Na wyspie Rodos zapoznał się i zaprzyjaźnił z najsłynniejszym podówczas nauczycielem retoryki, Apolloniuszem Molonem. Wróciwszy po dwuletniej podróży do ojczyzny, rozpoczął zawód polityczny i obejmował stopniowo rozmaite urzędy W r. 75 został kwestorem, w r. 69 edylcm, w r. 66 pretorem, w r. 63 konsulem Czas piastowania tej najwyższej godności był dla niego najpiękniejszą epoką życia. W tym roku ocalił on od wielkiej klęski Rzym i rzeczpospolitą, odkrywszy spisek Katyliny Lud z wdzięczności obdarzył go tytułem »ojca ojczyzny* * ) Miasteczko Samnium, w którem także Maryusz się urodził 19* i wieńcem obywatelskim. W pięć lat potem przeprowadził trybun ludu Klodyusz prawo, karzące wygnaniem każdego, kto odważył się stracić rzymskiego obywatela bez sądu ludu. Prawo było wymierzone w pierwszym rzędzie przeciwko Cyceronowi, który będąc u steru rządów, śmiercią ukarał spiskowców. Spostrzegł to Cycero i nie czekając na wyrok, opuścił kraj i udał się do Macedonii w r. 58. Dom jego zburzono, majątek skonfiskowano na korzyść państwa. Ale już w następnym roku uzyskał za sprawą Pompejusza pozwolenie powrotu: wrócił z tryumfem do Rzymu a senat kazał mu kosztem państwa dom odbudować. W r, 53 został augurem, w r. 51 namiestnikiem Cylicyi z tytułem prokonsula. Podczas wojny Cezara z Poinpejuszem stanął po długiem wahaniu w rzędzie stronniKów Pompejusza. Po bitwie pod Parsalus opuścił obóz, popłynął do Brundyzyum i zdał się na łaskę zwycięzcy. Cezar przyjął zbiega łaskawie, ale kazał mu się usunąć od publicznego życia Odtąd żył Cycero w swojej posiadłości w Tusoulum, poświęcając się wyłącznie literackiej pracy. W r. 45 dotknął go cios, który duszę jego napełnił rozpaczą: umarła mu ukochana jego córka Tullia. Po śmierci Cezara wystąpił w ognistych mowach przeciw Antoniuszowi, który zapragnął samowładztwa. Antoniusz mszcząc się zato, umieścił jego imię na liście proskryńowanyeh. Tak zginął Cycero w r. 43 z ręki podłych siepaczów. Po śmierci jeszcze w nieludzki sposób nad trupem jego się pastwiono.
W ocenieniu Cycerona trzeba odróżnić człowieka od pisarza i polityka. Miał on naturę miękką, zmienną, wrażliwą, skłonną do admiracyi samego siebie, więc niestosowną była dla niego karyera polityczna. Na każdym kroku musiał kogoś pytać o radę, w niebezpieczeństwie tracił głowę, ciągle się czegoś obawiał, ciągle ulegając wrażeniom chwili, zmieniał sposób swego myślenia i postępowania. Jego polityczne przekonania, to coś bardzo nieokreślonego; stosunki były zawikłane i bardzo trudne: usiłował niby stworzyć drogę pośrednią, a ciągle się chwiał, ciągle lawirował między jednem stronnictwem a drugiem, widząc ich błędy. Zaczął jako stronnik ludu, za konsulatu przeszedł do stronnictwa senatu; zachowywał przyjaźń z Pompcjuszem, ale przytem schlebiał Cezarowi. Po wybuchu wojny domowej nie wiedział, co z sobą zrobić; wreszcie udał się do obozu Pompejusza; potem przystał do Cezara a po zamordowaniu Cezara sławił jego morderców. Dopiero w ostatnich latach swego życia wystąpił już stanowczo i śmiało przeciw
Antoniuszowi i nie uląkł się śmierci. Gdy jednak wejrzymy w prywatne życie Cycerona, odkryjemy wiele bardzo cennych zalet. Uderza w nim Przedewszystkiem wielka moralność. Pod tym względem odróżnia się wyraźnie od wszystkich innych rzymskich pisarzy. W całem życiu ani jednym rzeczywiście brudnym czynem się nie splamił; nie skaził s.ę lichwą, jak Brutus, ani skąpstwem jak Kato. Piękną stroną jego życia rodzinnego jest dalej ogromna miłość ojcowska i przywiązanie do niewolników. Z niewolnikami swymi obchodził się bardzo łagodnie; jednego z nich nawet serdecznie pokochał Tiro zarządzał jego majątkiem, był jego sekretarzem, prawie współpracownikiem. Przytem był Cycero ogromnie zamiłowany w sztukach pięknych i w literaturze. Rujnował się niemal na kupowanie posągów i obrazów, a zwłaszcza książek. Te księgi nie były ozdobą mieszkania, lecz przedmiotem jego najgorliwszego zajęcia. Pracowitość Cycerona jest poprostu zdumiewająca. Wszystkie nauki go zajmowały, najwięcej retoryka, polityka i filozofia. Był chciwy wiedzy i nie mniej chciwy sławy. Więc ciągle czytał i pisał. Działalność jego na niwie literackiej była bardzo wielka i bardzo różnorodna. Napisał całe mnóstwo dzieł. Były między memi utwory poetyczne, były dzieła historyczne i prawnicze, pamiętnik i przekłady z greckiego. Te wszystkie nie miały rzeczywistej wartości, toteż nie zachowały się do naszych czasów. N itomiast pierwszorzędne znaczenie mają inne pisma, mianowicie mowy, rozprawy retoryczne i filozoficzne i listy. Ważno te rozprawy zarówno przez treść swoją, jak i przez formę. Przez treść, bo mówią często o kwestyach skądinąd zupełnie nieznanych; przez formę, bo Cycero pod względem czystości i poprawności języka, harmonijnej budowy okresow i nieprzebranego bogactwa wyrazów doprowaaził prozę łacińską do najwyższej doskonałości, tak, że służył za wzór wszystkim późniejszym pokoleniom. Znane nam dzieła Cycerona podzielimy na następujące 4 kategorye: 1. Mowy.
Jako mówca był Cycero znakomitym w całem tego słowa znaczeniu. Prócz Demostenesa, do dziś dnia niezrównanego w prostocie, sile i głębokości wyrażeń, w tym zawodzie nikt inny mierzyć się z nim nie może. Żywa wyobraźnia, wielka pamięć, cięty dowcip, niezrównany dar szybkiego oryentowania się w każdej sprawie, a przytem żywość, ogień, temperament, sprawiały, że słowa płynęły mu gładko jak fala i działały potężnie na umysły i serca słuchaczy1). Jeżeli zważymy nadto, że był świetnym stylistą i że gruntownie zbadał teoryę wymowy, przyznać musimy, że mu do doskonałości chyba nie daleko. Mamy dochowanych 57 mów całych i urywki z 20, bądź politycznych, bądź sądowych; wymienimy najważniejsze:
W obronie Roscyusza z Ameryi (Pro Roscio Amerino), mowa, w której Cycero z energią i odwagą broni człowieka oskarżonego 0 ojcobójstwo przez jednego z zauszników Sulli, który chciał z pomocą potwarzy majątek jego sobie przywłaszczyć.
Przeciw Werresowi (In Vcrrem), mów siedm z r. 70. Ten Werres był pretorem w Sycylii a zarazem brutalnym łupieżcą, który tę prowincyę wyzyskiwał w niegodny sposób. Cycero wystąpił w obronie uciśnionych. Mowy rzucają jasne światło na gospodarkę niektórych rządców prowincyi.
O dowództwie Pompejusza (De impcrio Cn. Pompei) z r. 06. Mową tą świetną, efektowną (chociaż niowolną od frazeologii) sprawił, że Pompejusz otrzymał dowództwo w wojnie przeciw Milrydatesowi.
Przeciw K a ty linie (In L. CaliUnam), cztery mowy z r. 63, przesławne (czwarta najsłabsza). Początek pierwszej stał się prawie przysłowiem, „(juousgue landem alndere, Cal-di-na, palienlia noslra“ (♦Dokądżo nadużywać będziesz, Kulylino, nasze^ cierpliwości*).
W obronie Mureny (Pro h. Afwetia), z tego samego roku, co poprzednia, mowa pełna byslrego dowcipu i przycinków adresowanych do prawników i stoickiej filozofii.
W obronie poety Archiasa (Pro Archia poda), liyłto poeta grecki, nauczyciel mówcy, przyjmowany w najlepszych kołach Rzymu. Zaprzeczono mu praw obywatelskich W obronie występuje Cycero, podnosząc znaczenie nauk.
W obronie Celi cisza (Pro M. Caelio), najdowcipniejsza z mów, ważna dla poznania stosunków wyższych kół towarzyskich ówczesnego Rzymu.
W o br o n i b M i 1 o n a (Pro T. Anwio Mihmc). Nie miał Cycero tej mowy, ale napisał ją. (Spowodowało ją zamordowanie Klodyusza).
Filippiki przeciw Antoniuszowi (In M. Anloniwn orationes Philippicae), najdłuższe, najostrzejsze, pełne goryczy, więc może w niektórych szczegółach przesądne, ostrzegająco senat i lud, żeby nie szedł na lep swego przeciwnika. 2. Pisma o wymowie czyli retoryczne.
Także jako teoretyk wymowy położył Cycero wielkie zasługi. Stworzył kilka dzieł doskonałych w swoim rodzaju, choć niecał ej Także powierzchowność mówcy musiała wpływać na wrażenie, jakie wywierały jego słowa. Cycero miał okazałą i ujmującą postawę 1 głos bardzo dźwięczny. kiem oryginalnych, bo na greckich wzorach opartych. Najcenniejsze są trzy następujące:
O mówcy (De oratore), trzy księgi. Jestto najważniejsze w tej materyi dzieło z literatury rzymskiej, należące przytem do pereł stylistyki. Forma dyalogu na wzór katoński.
Brutus, czyli o sławnych mówcach (Brutus sive de Claris oratoribus) z r. 46, także w formie dyalogu. Jestto krótka, zwięzła charakterystyka około 200 mówców po większej części już nieżyjąeych, najważniejsze źródło do poznania dziejów rzymskiej wymowy.
Mówca, do Brutusa (Orator ad M. Brutnm) z r. 46; przedstawia ideał mówcy, który powinien Przedewszystkiem trzy rzeczy mieć na względzie: pomysł (inventio), uporządkowanie (collocatio) i wykonanie (elocutio). 3. Pisma filozoficzne, pairz rozdz.: Filozofia*. 4. Listy (Epi&tolae) są cenną skarbnicą wiadomości, bo autor mówi w nich zupełnie szczerze o wszystkiem, co widział koło siebie, co myślał, co czynił. Odzwierciadiają się w nich wypadki i charaktery osób, ruch umysłowy i życie domowe. Dochowało się1) do nas aż 864 listów; uczeni podzieli’, je na cztery zbiory 1. Do Attyka (Ad Atticnm) z r. 68 — 43, 16 ksiąg. 2. 1) o p r z y j a ci ó ł (Ad familiares) zr 63 — 43, 16 k.iąg, 3. Do brata Ouintusa (Ad Quinlum fratrem) z r. (’>(.’ do 54, 3 księgi. 4. Do Brutusa (Ad M. Brulum) z r. 44 — 43, 2 księgi.
Na język polski przotłómaczył wszystkie dzieła Cycerona
E. Bykaczewski (Paryż 1870).
W epoce cesarslwa wymowa rzymska bardzo podupadła. Mowy stały się wtedy szumnemi dcklainacyami, pisanemi sztucznie, według reguł, jakie wygłaszano w szkołach retorów. Treścią ich były zwykle pochlebstwa. Najzdolniejszymi przedstawicielami tej panegirycznej wymowy byli dwaj znani pisarze: Ouintilianus i Pliniusz Młodszy.
M. Fabiusz Ouintilianus (ok. 40 — 98) urodził się w Kalagurrs w 1 liszpanii, kształcił się w Rzymie, potem wrócił do ojczyzny, lecz z Galbą napowrót przybył do wiecznego miasta i już stale w niem pozostał j iko nauczyciel wymowy. Sławę pozyskał wielką i był pierwszym, któremu jako nauczycielowi (professor ełoąmn-
J) M iększą część listów odkrył w r. 1345 wielki poeta Pctrarka; sprawiły one wówczas wielkie wrażenie. tiae) na rozkaz Wespazyana płacono pensyę z cesarskiej kasy. Urząd ten piastował przez dwadzieścia lat. Kilka dzieł jego (np. »0 przyczynach upadku wymowy*) zaginęło, ale pozostała na szczęście książka, jedyna w swoim rodzaju, niezmiernie ważna p. t. Nauka wymowy (Institutio oratoria) w 12 księgach. Najważniejsza dla nas jest księga X., w której podaje ciekawe i ważne wiadomości z historyi literatury i bardzo zajmującą charakterystykę pisarzy. Deklamacye są najprawdopodobniej dziełem innego autora.
Pliniusz Młodszy, uczeń Oumtiliana, a synowiec sławnego naturalisty, człowiek intelligentny, zacny i sympatyczny, naukę głęboko miłujący, urodził się w r. 62 po Chr., był w r. 100 konsulem a od 111 — 112 namiestnikiem Bitynii. Zachowały się jego Listy, które są bardzo cennym wizerunkiem owych czasów; szczególnie dla nas ważna jest korespondencya jego z cesarzem Trajanem o obchodzenie się chrześcijanami (96 i 97). Mniej podobać się musi jego Panegiryk (Panegyricus) na cześć Trajana napisany, sztuczny, naciągany, przesadny, jak zresztą każdy panegiryk.
Listy Pliniusza przetłumaczył na język polski Ziołecki (Wrocław 1837).
MOWY,
Z MÓW CYCERONA. Z MÓW PRZECIW WERRESOWI.
Z mowy czwartej. , j16’oz.’ 48 — 57.) 48. Dawne to jest mniemanie, sędziowie, oparte na najstarożylniejszych pismach i pomnikach greckich, że cała Sycylia jest poświęcona Cererze i Prozcrpinie. Tak mniemają i inne narody, a Sycylianie tak są 0 tem przekonani, iż się zdaje, że to uczucie jest im wrodzone i w ich umysły wpojone; wierzą bowiem, że i te boginie urodziły się w ich kraju 1 że uprawa zboża tarnże naprzód wynaleziona i że Libera, którą także Prozerpiną zowią, z gaju pod Knną porwana została, miejsce, które będąc w samym środku tej wyspy, pępkiem Sycylii się nazywa. Mówią, że Ceres, chcąc wyśledzić i wynaleźć swą córkę, zapaliła pochodnię od płomieni z wierzchołka 1’ltny wysychających i niosąc ją w ręku, cały świat obiegła. Lnna, gdzie to, co mówię, stać się miało, jest na bardzo wysokiej i wyniosłej górze, a na jej wierzchu rozciąga się polista płaszczyzna ze źródłami nigdy nie wysychającemu Cała jest odcięta i odłączona od innych pagórków: naokoło niej są gaje, ji ziora i we wszystkich porach roku kwilnące kwiaty; samo miejsce zdaje się wskazywać porwanie dziewicy, o któram w dziecinnym wieku słyszeliśmy. Znajduje się bowiem w blizkości na północ obrócona, niezmiernie głęboka pieczara, z której, jak powiadają, nagle ojciec Dis (Pluło) nawozie wyjechał, porwaną stąd dziewicę z sobą uwiózł i w tej samej’, chwili niedaleko od Syrakuz w ziemię się zapadł, gdzie zaraz ulworzyło się jezioro, przy którem aż do tego czasu Syrakuzanie obchodzą doroczne ś\\ lęta w licznem zgromadzeniu mężczyzn i kobiet. . 49. Dla tej starodawnej wiary i dla tego, że ślady tych bogiń i prawie ich kolebka znajdują się w tym kraju, czczona jest Ceres enneńska prywatnie i publicznie w całej Syeylii ze szezegulniejszem nabożeństwem. Często wiele cudów moc jej boską ogłasza: w wielu trudnych bardzo okolicznościach częsio w momencie dopomogła, tak iż się zdaje, że nie tylko tę wyspę lubi, lecz w niej mieszka i ma ją pod swą strażą.
Nie tylko Sycylianie, ale i inne także narody i plemiona Cererze enneńskiej najgłębszą cześć oddają. Jeżeli na obrządki Ateńczyków, do których Ceres, błąkając się po świecie, przybyć i zboże przynieść miała, zbierają się ludzie z największą skwapliwością, jakaż musi być cześć dla niej tych, u których podług powszechnego mniemania na świat przyszła i uprawę zboża wynalazła? Dla tego zadni ojców naszych, w trudnych i okropnych rzeezypospolitej czasach, kiedy po zabiciu Tyberyusza Grakeha wielkie niebezpieczeństwa z nadprzyrodzonych znaków przepowiedziano, radzono się za konsulatu Kw. Mucyusza i L. Kalpurniusza ksiąg sybillińskich, w których znaleziono, że >starodawną Cererę przebłagać trzeba*. Chociaż była w mieście naszem bardzo piękna i wspaniała świątynia Cerery, pojechali jednak wtenczas kapłani ludu rzymskiego z szanownego zgromadzenia decemwiralnego aż do Enny; bo obowiązek, którym tak jest czczona, tak był dawny i poważny, że gdy się w tę drogę wybrali, zdawało im się, że nie do świątyni Cerery, ale do samej Cerery jadą.
Nie cląrę was dłużej nudzić, oddawnil. już bowiem obawiam się, żeby mowa moja nie zdawała się zbyt daleko odbiegać od zwyczaju sądowego i codziennego sposobu mówienia w sądaeh. To tylko powiadam, że tę starodawną i z głębokiem uszanowaniem czczoną Cererę, początek wszystkich obrzędów religijnych u narodów całego świata odprawująeyeh się, G. Werres z jej świątyni i przybytku zabrał. Wy, coście byli w Ennie, widzieliście posąg marmurowy Cerery, a w drugiej.świątyni Prozerpiny: są bardzo wielkie i wspaniałe, ale nie tak starożytne. Był bronzowy miernej wielkoijci, przecudnej roboty, z poehodnią, ze wszystkich w tej świątyni najdawniejszy: ten zabrał, a jednak na nim nie przestał. Przed świątynią Cerery, na obszernem i otwarłem miejscu stoją dwa posągi, jeden tej bogini, drugi ’1 ryplolcma, bardzo piękne i kolosalne tym piękność nii bezpieczeństwo, wielkość ocalenie przyniosła, gdyż ich zdjęcie i wywiezienie przytrudne się zdawało. Na prawe) ręce Cerery stał bardzo pięknie zrobiony posążek hogim Zwycięstwa: ten od posągu oderwać i zabrać kazał. 60. Co się dziać musi w duszy Werresa przy rozpamiętywaniu swych występków, kiedy ja wspominając o nich, doznaję wzruszenia umysłu i dreszcz po ciele czuję? Przyelmdzi mi bowiem na pamięć świątynia, miejsce, obrządek religijny: wszystko mi snuje się przed oczyma: dzień, w którym po przybyciu mojem do Knny kapłani z opaskami na głowie i z zieli m koszyskiem naprzeciw mnie wyszli: zgromadzenie i napływ ludu, przed którym gdym mówił, taki płacz i jęk dał się słyszeć;, iż się zdawało, że całe miasto okryło się grubą żałobą. Nie narzekali ani na nakazy dziesięciu, ani na wydarcie dóbr, ani na niesprawiedliwe wyroki, ani na wyuzdaną rozpustę, ani na gwałty, ani na obelgi, któremi okryci i znieważeni byli żądali, żeby bóstwo C-erery, jej starodawny obrządek, świętość przybytku, ukaraniem tego ziu hwałego bezbożnika przejednane były. Mówili, że wszystkie inne jego przestępstwa zniosą i zaniechają; ale uczucie tej krzywdy było tak bolesne, iż się zdawało, że Werres, jak drugi bóg piekielny, wpadł do Enny i nie Prozerpinę, lecz samą Cererę porwał. Bo to miasto nie zdaje się być miastem, ale świątynią Cerery. Mieszkańcy Enny są przekonani, że Ceres między nimi mieszka, tak, iż nie obywatelami tego miasta, ale kapłanami, sąsiadami i służebnikami Cerery być się mniemają.
A tyś się ośmielił zabrać posąg Cerery z Enny! tyś się odważył wyrwać w Ennie z ręki Cerery boginię Zwycięstwa i jedną od drugiej rozłączyć! kiedy ci, którzy mieli wszystkie skłonności pobudzające ich bardziej do przestępstwa niż do religii, nie odważyli się dotknąć się tych świętości i ich naruszyć. Bo za konsulatu P. Popiliusza i P. Rupiliusza zajęli byli to miasto niewolnicy, zbiegli hultaje, barbarzyńcy, nieprzyjaciele; ale oni nie byli do tego stopnia niewolnikami swych panów, jak ty twych chuci; nie tak daleko odbiegli od swych panów, jak ty od prawa i sprawiedliwości; nie byli językiem i urodzeniem takim; barbarzyńcami, jak ty charakterem i obyczajami; nie byli takimi ludzi nieprzyjaciółmi, jak ty byłeś nieprzyjacielem bogów nieśmiertelnych. Jakże się tedy może od kary wyjirosić ten, który w podłości niewolników, w zuchwalstwie zbiegłych buhajów, w bezbożności barbarzyńców, w okrucieństwie nieprzyjaciół przewyższył? 51. Słyszeliście jak Teodorus, Numenius i Nikasio, posłowie z Enny, w imieniu miasta oświadczyli, że mieli zlecenie od swych obywateli udać się do Werresa i żądać od niego oddania posągu Cerery i bogini Zwy eięstwa. Jeśliby to u niego uprosili, chociaż ucisnął Sycylię, zachowując jednak dawny zwyczaj Ennensów od przodków odziedziczony, nie mieli złożyć przeciw niemu świadectwa. Jeśliby zaś nie oddał, polecono mi stanąć przed sądem, opowiedzieć’ sędziom jego bezprawia a najwięcej 0 zgwałcenie religii uskarżać się. Proszę was przez bogów nieśmiertelnych, sędziowie, nie odrzucajcie ich skarg, nie pogardzajcie, nie pomiatajcie nimi. idzie tu o krzywdy sprzymierzeńców, idzie o moc praw, idzie o honor i rzetelność sądów. Wszystko to są ważne rzeczy, ale ta najważniejsza: cała prowineya jest jirzejęta takiem roligijnein uczuciem, taka bojaźń istot niebieskich o|ianowała umysły wszystkich Syeyliatiów z powodu uczynku Werresa, iż cokolwiek niepomyślnego zdarza się u nich w jtrywatnem lub pubneznem życiu, wszystko to zdaje, am się pochodzić z jego bezbożności.
Słyszeliście posłów z Conturipy, Agyriuni, Katany, Marbitf, Enny 1 wielu innych imieniem miast opowiadających, jakie spustoszeniu na polach, jak rolmcy pouciekali, jak grunta opuszczone odłogiem leżą, jakie wszędzie pustki. I ubo to jest skutkiem mnogich i rozmaitych przestępstw Werresa, ta atoli jedna przyczyna przemaga w mniemaniu Sycylianów, iż im się zdaje, że po znieważeniu Cerery cała uprawa roli w ich kraju ustała i płody Cerery zginęły. Ratujcie, sędziowie, r< bgię sprzymierzeńców; zachowajcie wasze. Nie jest bowiem ta rehgia zagraniczna; nie jest wam obca; a choćby taką była, gdybyście nie chcieli ująć się za nią, wypadałoby wam jednak ją utwierdzić ukaraniem jej gwałciciela. Ale gdy tu idzie o wspólną wszystkim narodom religię, obrządki, które przodkowie nasi od postronnych narodów przejęli i do nas przenieśli, które obrządki, jak były w rzeczy samej greckimi, takiemże imieniem nazwać chcieli, jakżebyśmy mogli, choćby się tak nam podobało, niedbałymi i obojętnymi pozostać? 52. Wspomnę wam jeszcze, sędziowie, o jednem z najpiękniejszych i najwspalnialszych miast, o Syrakuzach i opowiem, jak było złupione, żeby nareszcie cały ten rozdział mojej mowy zamknąć i zakończyć. Niemasz zapewnie między wami żadnego, coby często nie słyszał a czasem w rocznych dziejach nie czytał, jak M. Marcellus zdobył Syraknzy. Porównajcie rząd Werresa w głębokim pokoju z tamtą wojną, wjazd tego pretora z lamtego wodza zwycięstwem, bezecny orszak Werresa z Marcella niezwyciężonem wojskiem, rozpustę Werresa ze wstrzemięźliwością Marcella, a powiecie, że zdobywca Syrakuz był ich założycielem, ten zaś zburzycielem, co je dobrze urządzone i kwioiące zastał.
Pomijam teraz, com już w różnych miejsąach dorywczo powiedział i co jeszcze powiem: że rynek syrakuzański, przy wkroczeniu Marcella wolny od mordu, zalany był przy przybyciu Werresa krwią niewinnych Sycylianów; że port syrakuzański, który wtenczas dla naszych i kartagińskich flot był zamknięty, za tego pretora dla lekkiego statku Cylicyanów i dla morskich rozbójników stał otworem. Pomijam, mówię, to wszystko, co Werres przez trzy lata popełniał, a to tylko wam opowiem, co z tem, o czem wprzód mówiłem, w związku zostaje.
Że miasto Syraknzy jest największe z mt/ist greckich i najpiękniejsze ze wszystkich, ezęstośeie słyszeli. Tak jest w istocie, jak mówią; bo nic tylko ma mofije położenie, ale zewsząd od lądu i morza bardzo piękny widok: ma także, porty pod same prawie domy dochodzące i w widnokręgu miasta zamknięte, a te, e.lioć mają różne wejścia, wody iąh1 łączą się z sobą i spływają. Przy ich spływ® część miasta Wyspą zwana, wązką odnogą morza od lądu oddzielona, jest z nim mostem złączona. 53. To miasto jest tak wielkie, iż mówią, że się z czterech wielkich miast składa. Jedno jest wspomniana już Wyspa, która dwoma otoczona portami, rozciąga się do ich wchodu i ujścia, gdzie jest pałac, który należał do króla Hierona, w którym pretorowie mieszkać zwykli. Jest tam wiele świątyń, ale dwie celniejsze od innych: jedna Dyany, druga Minerwy, która przed przybyciem Werresa była bardzo przyozdobiona. Nii ostatecznym krańcu Wyspy jest źródło wody słodkiej, Aretuza zwane, ogromne, ryb pełne, któreby woda morska zalała, gdyby groblą i tamą kamienną od morza oddzielone nie było. Drugie miasto w Syrakuzach zowie się Achradina, gdzie są piękne bardzo portyki, obszerny rynek, wspamale przyozdobione prytaneum, ogromny ratusz i osobliwszej piękności świątynia Jowisza olimpijskiego. Inno części tego miasta, przedzielone jedną szeroką wskróś ciągnącą się ulicą i poprzeeznemi ulicami, zawierają prywatne budynki. Trzecie miasto zowie się Tycha, dla tego, że w tej części była starożytna świątynia Fortuny, gdzie jest obszerne gimnazyum i wiele świątyń ta część jest najlepiej zamieszkana i zaludniona. Czwarte miasto, że było naostatku zbudowane, Neapolis się nazywa, gdzie na najwyższem miejscu jest obszerny teatr: są tam dwie świątynie, jedna Cererze, druga Prozerpinie poświęcona, tudzież bardzo wielki i piękny posąg Apollina nazwiskiem Temenites, któryby Werres niezawodnie był zabrał, gdyby go mógł był z miejsca ruszyć. r 64. Do Marcella teraz powracam, a zobaczycie, że nie bez potrzeby o tem wszystkiem wspomniałem. Zdobywszy siłą oręża to sławne miasto i wszedłszy do niego na czele wojska, sądził, że nie byłoby chlubnie dla ludu rzymskiego, gdyby te piękne dzieła sztuki, ile że nie groziło żadne zieli strony niebezpieczeństwo, zniszczył i zburzył. Wszystkie tedy gmachy, publiczne i prywatne, poświęcone i niepoświęoone, ochronił, tak iż się zdawało, że nie dia zdobycia, ale dla ich obrony z wojskiem wkroczył. Co do dzieł sztuki miasto zdobiących, miał na względzie zwycięstwo i ludzkość. Myślał, że zwycięzca miał prawo przenieść do Rzymu, co służyć mogło ku ozdobie temu miastu; ale miał za obowiązek ludzkości nie ogałacać zupełnie Syrakuz, ile że je chciał zachować. W tym podziale ozdób nie więcej Marcellus w imię zwycięstwa dla ludu rzymskiego zażądał, jak jego ludzkość Syrakuzanom zostawiła. Co do Rzymu sprowadził, widzimy przed świątynią Honoru i Cnoty, tudzież w innych miejscach. Nic w swoim domu miejskim, nic w wiejskim na przedmieściu nie postawił: myślał, że jeżeli z ozdób miasta nic do domu swego nie wniesie, dom jego będzie ozdobą miasta. W Syrakuzach wiele wybornych dzieł sztuki zostawił: boga żadnego nie obraził, żadnego się nie tknął. ’Porównajcież z nim Werresa, nie żeby jednego obok drugiego stawić, boby się przez to stała krzywda cieniom takiego męża, lecz żeby pokój z wojną, prawa z przemocą, sądy i władzę opiekuńczą sprawiedliwości z siłą zbrojną i orężem, przybycie spokojnego orszaku z Iryumfalnem wej.iciem zwycięskiego wojska porównać. 65, Jest na Wyspie, o której się rzekło, świątynia Minerwy, której Marcellus nic tknął, którą pełną ozdób zostawił. Tę Werres obdarł i złupił, nie jako nieprzyjaciel w wojnie nawet religię i prawo narodów szanujący, ale jako barbarzyński rozbójnik w spustoszeniu tylko upodobanie mający. Wisiały na ścianach wewnątrz świątyni pięknie malowano obrazy, przedstawiające biiwę konną króla Agatoklesa. Nic sławniejszego nad te malowidła nie było, nic w Syrakuzaeli za godniejsze widzenia nie uważano. Tych obrazów M. Marcellus, chociaż jego zwycięstwo odjęło wszystkiemu cechę świętości, powstrzymany religią nie dotknął się: Werres przeciwnie, zasiawszy je długim pokojem i wiernością ludu syrakuzańskiego uświęcone, wszystkie te ohrazy zabrał: ściany, których ozdoby tyle wieków przetrwały, przez tyle woj’ n ocalały, nagie i oszpecone zostawił.
Marcellus, który, (eśliby Syrakuzy zdobył, dwie świątynie w Ftzymie postawić ślubował, nie chciał zdobić, co nuał zbudować, zdobylemi dziełami sztuki. Werres, który nie ślubował jak Marcellus Honorowi i Cnocie, ale Wonorze i Kupidynowi, ośmielił się świątynię Minerwy złupić. Tamten nie chciał zdobu bogów łupa, mi innych bogów: len ozdoby dziewicy Minerwy w dom swój przeniósł. Zabrał prócz tego z tejże świątyni dwadzieścia siedm pięknie malowanych obrazów, między nimi wizerunki królów i tyranów Sycylii, które nie tylko z piękności malowidła, ale z podobieństwa i przypomnienia postaci tych ludzi zaletę miały. Uważajcie, o ile sroższy od poprzednich był ten tyran dla Syrakuzanów: bo gdy tamci przynajmniej świątynie bogów nieśmiertelnych zdobili, ten pomniki i ozdoby bogów zabierał. 66. Cóż dopiero powiedzieć o podwojach tej świątyni? Boję się, by nie myśleli ci, co ich nie widzieli, że przesadzam i ich piękność powiększam: nikt jednak nie powinien mieć mnie za tak namiętnego, iżbym chciał mieć tylu dostojnych mężów, mianowicie między sędziami, którzy w Syrakuzach byli i te podwoje widzieli, przekonanych, żem niedokładnie i fałszywie rzecz tę wystawił. Prawdziwie, sędziowie, upewnić mogli, że wspanialszych podwojów, złotem i kością słoniową kunsztowniej wysadzanych, przy żadnej świątyni nigdy nie było. Nie do uwierzenia, iłu Greków o piękności tych podwojów pisało. Zanadto może podziwiają i wynoszą; być może; chlubniej jednak, sędziowie, dla naszej rzeczvpospolitej, że nasz wódz, co im się pięknem zdawało, w czasie wojny zostawił, niżeli, że pretor w pokoju zabrał. Były na tych podwojach historyczne wizerunki doskonale zroDione z kości słoniowej: te wszystkie Werres zdjąć kazał. Najpiękniejszą głowę Gorgony, węże zamiast włosów mającą, oderwał i zabrał. Okazał jednak w tym razie, że nie tylko pięknością roboty, ale wartością maleryału i zyskiem powodować się dawał; albowiem wiele ciężkich ćwieków złotych, którę tkwiły w tych podwojach, nie wahał się wyrwać i zabrać, których nie robota, lecz waga mu się podobała. Tak tedy In podwoje, które głównie służyły do ozdoby świątyni, w takim stanie zostawił, że teraz tylko do jej zamykania służą
Z mowy piątej.
Itoz. 7 — U. 7. Nie postąpiłżeś podobnie z Arystodamem z Apollonii, z Leonem z Megary? A ta niespokojuość między niewolnikami, ta nagła obawa wojny, czy cię pobudziła do pilniejszego dozoru jirowincyi. czy też nastręczyła ci nowy sposób najniegodziwszego ohłowu? Kiedy włodarz Kumenidasa z h&ilfcyi, znacznego, zacnego, pieniężnego człowieka, za sprawą twoją oskarżony został, kazałeś sobie jego panu 60 000 sesterryów wypłacić, co sam niedawno pod przysięgą zeznał i opowiedział, jak się to stało. Rzymskiemu rycerzowi, Matryniusowi, zabrałeś podczas jego nieobecności, gdy był w Rzymie, 100.000 sesterców, oświadczywszy, że jego włodarze i pasterze popadli u ciebie w podejrzenie. Zeznał to L. Flawiusz, pełnomocnik Matryniusza, który ci pieniądze wyliczył, zeznał tam Matryn.usz; zaświadczył dostojny mąż, cenzor Gnejusz Lentulusi, który przez szacunek dla Matryniusza list do ciebie zaraz na początku tej sprawy napisał i o napisanie przez innych się postarał.
Jak pominąć, co się zdarzyło Apolloniuszowi, synowi Dioklesa z Panormu, przezwiskiem Geminus? Co głośniejszego w całej Sycylii, co niegodniejszego, co jawniejszego? Kiedy Werres do Panormu zjechał, kazał przywołać Apolloniusza i z trybunału zapozwał w obecności mnóstwa obywateli owego obwodu. Zaczęli’zaraz ludzie między sobą mówić, dziwować się, że Apolloniusz, człowiek pieniężny, tak długo przez Werresa nie był nagabany. »Coś sobie wymyślił, musiał ćoś z sobą przynieść, pewnie nie bez przyczyny tego bogatego człowieka niespodziewanie zapozwał*. Wszyscy ciekawie oczekiwali, coby to było, gdy znagła przybiega zadyszany Apolloniusz z młodym synem, gdyż ojciec podeszłego wieku oddawna już obłożną chorobą był złożony. Werres wymienia niewolnika, którego za dozorcę trzód jego podaje i utrzymuje, że uknuł sprzysiężenie i innych niewolników poruszył. Takiego niewolnika w liczbie należących do Apolloniusza nie było. Werres go zaraz sławić każe. Apolloniusz upewnia, że w ca® nie posiadói’niewolnika tego imienia. Werres każe go porwać z trybunału i do więzienia wtrącić. Gdy go porywano, woła ten nieszczęśliwy, że nic nie uczynił, nic nie popełnił, że mu się należą od ludzi pieniądze, ale gotowych w tej chwili nie ma. Kiedy to przed licznem zgromadzeniem oświadczał, tak iż każdy mógł zrozumieć, że mu się taka krzywda dlatego tylko dzieje, że pieniędzy nie dał, kiedy głośno, jak mówię, o pieniądzach wołał, wtenczas oku to go w kajdany. 8 Zastanówcie się nad konsekwentnem postępowaniem pretora, który teraz będąc oskarżonym, nie tak jest broniony jak mierny pretor, ale chwalony jak wódz doskonały. Kiedy się obawiano wojny z niewolnikami, odpuszczał skazanym niewolnikom karę, którą nieskazanym panom groził. Apolloniusza, nader bogatego człowieka, który, gdyby zbiegli niewolnicy wsz> żęli — wojnę w Sycylii, bardzo znaczny straciłby majątek, pod pozorem wojny z niewolnikami, bez sądu i wyroku w kajdany kazał okuć: niewolników zaś, który-li sam ze swą radą skazał za sprzysiężenie w celu prowadzenia wojny, bez zdania rady, sam swoją wolą od wszelkiej kary uwolnił.
Gdyby Apolloniusz o popełnił, za coby go słusznie ukarać należało, miałżebym utrzymywać, że Werres ściągnąć na siebie powinien naganę i nienawiść, jeśliby przeciw niemu zbyt surowy wydał wyrok? Nie, tak ostro postępować z tobą nie będę.; nie pójdę za tym zwyczajem oskarżycieli, iżbym obwiniał wyrok łagodny jak lekkomyślne pobłażanie lub wystawiał surowsze ukaranie w posiani wzbudzającego nienawiść okrucieństwa. Tak z tobą postąpić nio myśli}: pójdę za twoimi wyrokami, twoich postanowień bronić będę, póki ich sam trzymać się zechcesz. Ale skoro je uchylać zaczniesz, przestań gniewać się na mnie; bo na mocy prawa przy tom obstawać będę, że kto się własnym wyrokiem potępił, ten wyrokiem sędziów przysięgłych potępiony być powinien,
Nie będę bronił sprawy Apolloniusza, mego przyjaciela i gościnnego gospodarza, żeby się nie zdawało, że chcę twój wyrok obalić; nic nie powiem o skromnem życiu, cnocie, pracowitości tego człowieka: to także pominę, o czem wprzód nadmieniłem, że gdy jego majątek był w niewolnikach, bydle, włościach, wypożyczonych pieniądzach, niktby więcej od niego nie stracił, gdyby wszczął się jaki rozruch lub nastała wojna w Sycylii; i tego nawet nie powiem, że choćby Apolloniusz najwięcej przewinił, nie należało jednak tak ciężko bez sądu ukarać szanownego człowieka, obywatela zacnego miasta. Nie będę wzbudzał przeciw tobie przez to nienawiści, że gdy taki obywatel siedział w więzieniu, w ciemnicy, w brodzie, w kale pogrążony, nie pozwolono nigdy dla twoich tyrańskich zakazów podeszłemu w latach ojcu ani młodemu synowi odwiedzić tego nieszczęśliwego. O tem także nie wspomnę, że ile razy przez te półtora roku przybyłeś do Panormu (tak długo bowiem Apolloniusz w więzieniu siedział), tyle razy przychodziła do ciebie rada panormitańska z urzędnikami i kapłanami, błagając izaklinająć, żebyś tego nieszczęśliwego a niewinnego człowieka z takiego utrapienia nakoniec uwolnił Wszystko to pomijam, co gdybym chciał przywodzić, łatwobym okazał, żeś przez okrucieństwo dla drug.Ai oddawna już zagrodził sobie przystę.p do litości sędziów. 9. Wszystko ci to odpuszczam i daruję; przewiduję bowiem, co powie 1 lortensyusz na twą obronę. Wyzna, że ani staróść ojca, ani młodość syna, ani łzy-ich obu więcej wagi u Werresa nie miały, jak dobro i pożytek prowincyi; powie, że bez grozy i surowości państwem rządzić nie można; zapyta, dlaczego noszą pęiu rózg przed pretorem, dlaczego im dano siekiery, dlaczego więzienie zbudowano, dlaczego tyle kar na winowajców zwyczajem przodków postanowiono? Gdy to wszystko poważnym i surowym głosem wypowie, zapylam, dlaczego Werres tego Apolloniuszn znagła, lubo nic nowego me przyniesiono, bez obrony, bez przyczyny, z więzienia wypuścić kazał? a potom utrzymywać będę, że ten postępek tak jest podejrzany, że samym sędziom bez dalszych moich wywodów dorozumieć się pozwolę, jakim jost ien rodzaj zdzierstwa, jak niegodny, jak niegodziwy, jak obszerne do niezmiernego obłowu otwiera pole.
Dozwólcie sobie naprzód w krótkości opowiedzieć, czego się on na Apolloninszu dopuścił, jak ciężką krzywdę mu wyrządził; potem rozważcie to i pieniędzmi oszaćłj#*, a znajdziecie, że dlatego tylko tyle niegodziwośći przeciw temu niaiętnemu człowiekowi zgromadził, żeby drugich podobnemi cierpieniami zastraszył i wystawił im przed oczy grożące im niebezpieczeństwo. Naprzód nagłe posądzenie o ciężkie, nienawiść wzbudzające, karę gardła pociągające przestępstwo: zwilżcie, jak wysoko to oszacować możecie i ilu się od tego okupiło. Polem oskarżenie bez oskarżyciela, wyrok bez sądu. skazanie bez obrony: wszystko to na pieniądze oszacujcie i pomyślcie, że jeżeli jeden tylko Apolloniusz uwiązł w tych sidłach bezprawia, pewnie Inni w znacznej liczbie opłacili się od tych uciążliwości. Nakoniec ciemnica, okowy, więzienie, kara w miejscu zamkniętem, nie tylko od widoku rodziców i dzieci, ale od wolnego powietrza i spólnego światła odłączonern; tego, co życiem nawet każdy okupić jest gotów, oszacować na pieniądze nie jestem wstanie. Okupił się od tego zapóźno Apolloniusz, strapieniem, cierpieniem znękany, ale nauczył drogich mieć się zawczasu na ostrożności przeciw chciwości i okrucieństwa Werresa: bo nie myślicie zapewne, że ten majętny człowiek bez żadnego widoku obłowu na tak niepodobne do wiary oskarżenie został wybrany lub że bez podobnej przyczyny nagle z więzienia był wypuszczony lub że tego sposobu zdzierstwa na nim tylko jednym Werres chciał użyć i doświadczyć, a nie wszystkich majętnych Sycylianów tem, co tego spotkało, zastraszyć.
PIERWSZA MOW A PRZECIW KATYLINIE. 1. Dopókiż tedy, Kalylino, nadużywać będziesz cierpliwości naszej? jak długo jeszcze szaleństwo twoje nam się urągać będzie? dokąd miotać się będzie wyuzdana twoja zuchwałość? Nicżc więc ani całonocna straż Palatynu, ani rozstawione po mieście warty, ani trwoga ludu, ani kupienie się wszystkich dobrych obywateli, ani zgromadzenie senatu na to miejsce tak obronne, ani oblicze i spojrzenia tych mężów ciebie nie wzruszyły? Alboż riie poznajesz, że knowania twoje już są odkryte? nie widzisz, że twój spisek przez wiadomość o wszystkiem całego senatu jest już jakby siecią jaką splątany? Coś czynił przeszłej, co pozaprzeszłej nocy, kędyś się znajdował, jakich ludzi zwołałeś, ooś tarn z nimi uradził, mniemaszli, że komu z nas niewiadomo?
Ol ezasy! o! obyczaje! Wie o tem senat, konsul to widzi, a Katylina żyje jeszcze! Żyje! co większa, do senatu przychodzi, do obrad naszych należy, każdego z nas wybiera i oczyma na rzeź przeznacza. A my, ludzie odważni, rozumiemy, że dość dla rzorzypospolitej czynimy, kiedy jego wściekłości i oręża unikamy! Nie dopiero już, Kalylino, powinien był konsul kazać cię zaprowadzić na stracenie i tę zgubę, którą oddawna przeciw nam knujesz, na twoją zwalić głowę. On przezacny mąż, I’. Scypio, będąc najwyższym kapłanem, ale nie piastują# żadnego urzędu, nie zabiłże Ty bury u sza firakcha za nieznaczne jakieś zachwianie rzeczypospoiitej, a my konsulowio mamyż ścierpicć Katylin.e, chcącemu ogniem i mieczem zniszczyć ś\t iat cały?
Mijam z dawnych wieków frrzykład, że G. Serwiliu.sz Ahala Spuryusza MoliOsza, chcącego coś nowego do rządu wprowadzić, własną ręką zabił. Była, była niegdyś w tej rzeczypospoiitej taka odwaga, że ludzie mężnego serca ostrzejszemi karami szkodliwego obywatela, niż najsroższego nieprzyjaciela powściągali. Mamy na ciebie, Kalylino, ciężkie i surowe postanowienie senatu; nie schodzi rzeczypospoiitej na mądrości, ani na powadze tego stanu; na nas, na nas, mówię otwarcie, konsulach schodzi. 2. Postanowił niegdyś senat, aby L. Opimiusz konsul baczył, iżby rzeczpospolita szkody jakiej nie poniosła i nim noc nadeszła, G. Grakchus podejrzany o jakieś wichrzenia zabity, z ojca, dziada i przodków
Zithry. Antologia rzymska. 20 znakomitych. Takiż los spotkał z synami M. Fulwiusza, konsularnego męża. Kiedy podobne postanowienie senatu poleciło G. Maryuszowi i L. Waleryuszowi czuwać nad rzecząpospolitą, ażali choć dzień jeden odwlekano ukaranie zasłużoną śmiercią L. Saturnina, trybuna ludu i G. Serwiliusza, pretora? Ale my już od dwudziestu dni dopuszczamy, aby tępiało ostrze wręczonego nam przez senat miecza. Mamy jego postanowienie, ale w archiwach schowane, jak miecz w pochwie, na mocy którego powinienbyś, Katylino, tej godziny dać gardło, Żyjesz jednak, a żyjesz, nie żebyś złożył swą zuchwałość, ale żebyś się w niej mocniej utwierdził. Radbym, senatorowie, mieć serce skłonne do litości, z drugiej jednak strony nie chciałbym w tak wielkiem niebezpieczeństwie miękkim się okazać; ale już samego siebie o gnuśność i nikczemność potępiam. Założono w Italii obóz przeciw rzeczypospolitej w wąwozach litruryi; liczba nieprzyjaciół codzień się pomnaża a wódz ich i herszt między naszymi przebywa murami; co gorsza, widzimy go w senacie, knującego codzień jakieś na zgubę rzeczypospolitej zamachy. Gdybym cię już zaraz, Katylino, pochwycić i stracić kazał, legobym się tylko obawiał, aby wszyscy dobrzy obywatele nie powiedzieli, żem zbyt długo ukaranie twoje odwlekał, nie żem z tobą okrutnie postąpił. Ale, co już dawno należało nczynić, dla pewnych przyczyn na później odkładam: wtenczas dopiero stracić cię każę, kiedy się już żaden lak niegodziwy, tak występny, tuk tobie podobny nie znajdzie, któryby nie przyznał, że to się słusznie stało. Dopokąd kto taki będzie, coby cię śmiał bronić, żyć będziesz, a żyć będziesz, jak teraz żyjusz, memi wiernemi i licznemi strażami dokoła obsadzony, abyś nie mógł ruszyć się przeciw rze’(jzypospolitej. Na ciebie nic nie przeczuwającego oczy wielu osób patrzeć, uszy podsłuchiwać cię, jak dotąd, będą. 3. Czegożbyś więc, Katylino, spodziewał się jeszcze, kiedy ani noe ciemnościami schadzek twych zbrodniczych zakryć, ani dom ścianami głosu sprzysiężenia twego zawrzeć nie może? kiedy wszystko na jaw wychodzi, wszystko się rozgłasza? Odmień już swoje zamysły, wiorzaj mi, wybij solne z głowy morderstwa. pożogi: obskoczoriyś’ ze wszech stron; są nam jaśniejsze nad słońce wszystkie twoje zamiary, które tu ze mną jirzywiedź sobie na pamięć. Czy przypominasz sobie, com powiedział w senacie 21. października, że pewnego dnia, a dniem tym miał być 27. tegoż miesiąca, G. Manliusz, twój towarzysz i pomocnik twego zuchwalstwa, powstanie z orężem w ręku? Alboż mnie, Katylino, omyliło moje uwiadomienie nie tylko o tak szkaradnym, niepodobnym do wiary wypadku, ale, co nierównie dziwniejsza, o dniu na to przeznaczonym? Powiedziałem także w senacie, żeś dzień 2d. tegoż miesiąca naznaczył na wyrżnięcie przedniejszych obywateli, i w ten dzień właśnie wielu z nich wyniosło się z Rzymu, nie tak dla ocalenia siebie, jak dla pohamowania twoich zamai hów. Ażali możesz zaprzeczyć, że tego samego dnia tak byłeś strażami memi dokuła otoczony, tak cię pilnowałem, żeś się ani ruszyć mógł przeciw rzeczypospolitej? a po ustąpieniu innych dałeś się z tem słyszeć, iż dość ci na tem, że ja, który pozostałem, gardło położę. Kiedyś się spodziewał ubiedz 1’reneste nocnym napadem 1. listopada, Czyliż nie postrzegłeś, że la osada odebrała z mego rozkazu mocną załogę? Cokolwiek działasz, cokolwiek knujesz, cokolwiek myślisz, niemasz nic takiego, czegobym nie tylko nie słyszał, ale nawet nie widział i prawie ręką nie dotykał. 4. Przypomnij sobie nakoniec noc onegdajszą a zrozumiesz, że ja pilniej czuwałem nad ocaleniem, niż ty nad zgubą rzeczypospoiitej. Powiadam, że nocy onegdajszej przyszedłeś na ulicę Nośników jaśniej powiem, do domu Leki, że tamże zeszło się wielu szaleństwa i łotrowstwa twego towarzyszów. Czy śmiesz zaprzeczyć? czemu milczysz? przekonam cię, jeśli zaprzeczysz; widzę albowiem tu w senacie kilku z tych, co tam z tobą byli. O! bogowie nieśmiertelni! gdzież jesteśmy? w jakiem mieście z\jemy? jaką rzeczpospolitą mamy? Tu, tu, pomiędzy nami, senatorowie, w tem na całej kuli ziemskiej najświętszem i najdostojniejszem zgromadzeniu są tacy, którzy o zgubie mojej, nas wszystkich, o zburzeniu Rzymu a zatem całego świata zamyślają. Na nich ja konsul patrzę, w sprawach rzeczypospoiitej o zdanie ich pytam i, których należało zgładzić żelazem, słowem nawet jeszcze nie ranię. Ryłeś tedy onej nocy u Leki, Kalylino, podzieliłoś tam na części Italię, postanowiłoś, gdzie kto miał jechać z twego rozkazu, wybrałeś tych, których w Rzymie zostawić, których z sobą zabrać miałeś, wskazałeś, jakie części miasta zapalić miano, powiedziałeś, że jużbyś sam wyjeęhał, tylko cię to nieco wstrzymuje, że ja jeszcze żyję. Znalazło się dwóch rycerzy rzymskich, którzy chcąc cię uwolnić od tej troski, przyrzekli lejże samej nocy mało przed śwucm zabić mnie w łóżku. O tem ja wszyslkiem, ledwo się schadzka wasza rozeszła, dowiedziałem się, dom mój większą strażą ubezpieczyłem i obwarowałem, kazałem nie wpuścić tvch, których ty rano dla pozdrowio.ua mme przysłałeś, kiedy właśnie ci sami ludzie przyszłą, oznajmiłem nawet wielu dostojnym mężom, że o tym czasie przyjść mają. 6. Co gdy lak jest, Katylino, dąż, dokąd iść zacząłeś, ruszaj nakoniec z miasta; bramy Rzymu otwarte; wyjeżdżaj dawno już obóz M uiliusza wygląda swego wodza. Wyprowadź z sobą wszystkich a przynajmniej jak najwięcej; oczyść z nich Rzym. Od niemałej uwolnisz mnie bojaźni, kiedy innie mur od ciebie przedzieli. Z nami przebywać już dłużej nie możesz: nie, Katylino, nie zniosę, nie ścierpię, nie dopuszczę. Wielkie bogom nieśmiertelnym należą dzięki a nadewszystko temu Jowiszowi Statorowi, najdawniejszemu tego miasta stróżowi, żeśmy lak strasznego, tak szkaradnego, tak zawziętego na zgubę rzeczypospoiitej nieprzyjaciela już tyle razy uszli zamachów. Nie powinna być dla jednego człowieka ciągle wystawiona na niebezpieczeństwo całość rzefzypospolitej. Dopókiś mi, naznaczonemu konsulowi, Katylino, na gardło nastawał, broniłem się środkami osobistej ostrożności, nie przybierając do boku publicznej straży. Na ostatnich konsulowskich wyborach ^kiedyś chciał zgładzić mnie konsula na polu Marsowem i tych, co się z tobą 0 tenże urząd starali, przydusiłem twoje zbrodnicze usiłowania wsparciem 1 pomocą przyjaciół, nie wszcząłem żadnego rozruchu. Ilekroć nakoniec na mnie godziłeś, sam ci stanąłem na wstręcie, chociaż widziałem, że zguba moja pociągnie za sobą wielkie nieszczęście rzeczypospolitej. Teraz Już otwarcie na całą rzeczpospolitą nastajesz, kościołom bogów nieśmiertelnych, domom naszym, nam wszystkim grozisz, z całej nakoniec Italii chcesz uczynić okropną pustynię.
Ponieważ nie śmiem jeszcze wykonać, co jest pierwszym tego urzędu obowiązkiem i co zawżdy przodkowie nasi czynili, udam się do innego sposobu, który acz łagodniejszy, skuteczniej nas wszystkich ocalić może: bo jeśli cię na stracenie oddam, pozostała zgraja sprzysiężonych u nas zamieszka: ale jeśli się ty wyniesiesz, jak ci już oddawna radzę, wyjdzie za tobą z Rzymu stek twoich licznych towarzyszów szkodliwi rzeczypospolitej. Cóż, Katylino? czy wahasz się za moim rozkazem to uczynić^-.coś już sam dobrowolnie postanowił? Konsul rozkazuje ustąpić z Rzymu nieprzyjacielowi. Zapytujesz mnie, czy na wygnanie? Nie każęć tego, ale jeśli mego zdania zasięgasz, radzę. 6. Cóż bowiem jest, Katylino, coby ci w tem mięście podobać się mogło? gdzie, wyjąwszy niecnych twego spisku spólników, niemasz nikogo, ktoby się ciebie nie lękał, nikogo, ktoby cię w nienawiści nie miał. Jakitjże domowej sromoty piętno na żywocie twoim wypalone nie jest? jakich niecnot domowych nieocimyta plama do ciebie nie przylgnęła? Jestże jakaś rozpusta, na którąś nie patrzał? jakie morderstwo, któregoś, nie popełnił? jaka sprosność, której całegoś siebie nie oddał? Jestże choć jeden młodzieniec, ponętą rozpusty w sidła twoje wplątany, ktoregobyś zuchwalstwu miecza nie dodał, któremubyś, niewstydom jego jak pochodnią przyświecając, za przewodnika nie służył? Niedawnego jeszcze czasu uprzątnąwszy śmiercią pierwszej żony z domu przeszkodę do drugiego wesela, nie przyczyniłżeś do pierwszej zbrodni drugiej niepodobnej do uwierzenia? Co ja pomijam i rad milczeniem pokrywam, aby mc mówiono, że tak okropna zbrodnia albo była kiedy w Rzymie popełniona albo nie została ukarana. 1’omijatn ruinę twego majątku, która nad głową twoją wisząca w dniu najbliższych Id da ci się uczuć: przystępuję do tego, co się nie ściąga do twych haniebnych domowych zdrożności, do sromotnego zawikłania majątku, ale co dotyka całej rzeczypospolitęj, bezpieczeństwa i życia wszystka li Rzymian.
Możeż, l\alvlino, być ci przyjemnem światło lego słońca albo powietrze tego kraju, kiedy wiesz, że żadnego nie masz senatora, któryby nio wiedział, że ostatniego dnia grudnia za l.cpida i Tulla konsulów w zgromadzeniu ludu z puginałem stanąłeś? żeś zebrał zgraję łotrów na zabici“ konsulów i przedniejszych obywaleli? i że nio opamiętanie się jakie albo bojaźń, ale szczęście rzeczypospolitej powstrzymało twoj szalony zapęd? Ale o tem więcej nic mówię; dobrze to wszystkim znane a niedługo polem tyłeś złego jeszcze narobił. Ileż to razy przed objęciem i po objęciu przezemnie konsulatu zabić mnie chciałeś? ileż to się ja razy od zamachów twoich tak wymierzonych, że się zdawały być nieuchronne, trochę, jak mówią, na bok uskoczywszy, uchyliłem? Nic nie czynisz, nie nie dopinasz, nic nie knu jesz, coby się przedemną tej samej chwili ukryć mogło a przecie od twych złych chęci i zamiarów nie odstępujesz. Ileż to razy ten puginał z rąk ci wy darto? ilekroć nie wiem jakim przypadkiem wymknął się i wypadł ci z garści? nie możesz jednak obejść się dłużej bez niego. Poświęciwszy go nie wiem jakim obrządkiem i jakiemi przekleństwy, chcesz go koniecznie w piersiach konsula utopić. 7. Teraz zaś, Katylino, jakie twoje życie? ho tak już mówić z tobą będę, jak gdybym nie miał do ciebie żadnej nienawiści, którą mieć powinienem, ale jak poruszony litością, na którąś nie zasłużył. Przyszedłeś przed chwilą do senatu: któż cię w tak licznem zgromadzeniu z tylu przyjaciół i osób z tobą zażyłych przywitał? Jeżeli to nikogo, jak zapamiętamy, nie spotkało, czekaszże, aż ei w głos powiedzą, jJ:o trzymają o tobie, już potępionym ciężkim sądem samego ich milczenia? Co to znaczy, że za przyjściem twojem wypróżniły się senatorskie ławki? że skoroś tylko usiadł, wszyscy konsularni mężowie, których sobie tak często na zabicie upatrywałeś, tę stronę senatu nagą i pustą zostawili? Jakiem sercem znieść myślisz laką zniewagę? Gdyby niewolnicy moi tak się mnie bali, jak się ciebie wszyscy twoi współobywatele boją, myślałbym, że mi dom porzucić trzeba: a ty nie myślisz, że ci Rzym opuścić trzeba? Gdybym się także widział ciężko, acz niesłusznie u moich współobywateli podejrzanym i tak im obmierzłym, wolałbym wyrzec się ich oglądania, niżeli żeby na mnie mechętnem okiem patrzali: a ty wiedząc, żeś zbrodniami swemi zasłużył na sprawiedliwą a oddawna tobie należną wszystkich nienawiść, wahasz się jeszcze uniknąć obecności i widoku ludzi, których umysły i uczucia oburzyłeś na siebie? Gdyby twoi rodzice nienawidzili i lękali się ciebie i gdybyś nie mógł żadnym sposobem ich przebłagać, sądzę, że zeszedłbyś im z oczu: a oto ojczyzna, która jest wszystkich nas spólną matką, ciebie nienawidzi, dobie się lęka i od dawnego czasu jest przekonaną, że o jej zgub.e zamyślasz. Nie będzież w tobie ani poszanowania jej powagi, ani znania się na jej, wolą, ani bojaźni jej silnej prawicy? Ta ojczyzna tak do ciebie, Kalylino, przez moje usLa przemawia: »0d kilku już lat żadnej nie widziano zbrodni, ktorejhyś nie był powodem, żadnej sromoty, do klnrejbyś me należał; tobie jednemu zabójstwo wielu obywateli, tobie jednemu uciemiężenie i złapiecie sprzymierzeńców uszło bez kary i bez powściąga; ty nie tylko miałeś za mc prawa i sądowe poszukiwania, ale nawet byłeś mocen obalić jo i połamać. Dawniejszych onych przestępstw tubom nic powinna była cierpieć, jak mogłam jednak, śf.ierpiałain; teraz zaś, żebym dla ciebie jednego w ustawicznej zostawała trwodze; byleby co gruchnęło, żeby się natychmiast Katyhny lękano; żeby nic przeciw mnie nie knowano, na coby się twoję skażone serce wzdrygnęło, to już do niczniesienia. Dlatego ustąp i uwolń nmie od tej bojaźni: jeśli jest niepłonna, żebym nie padła ofiarą; jeśli jest próżna, żebym kiedvż lodyż bać się przestała*. 8. W taki sposób gdyby przemówiła do ciebie ojczyzna, „zyby nie powinna tego u ciebie uprosić, chociażby nawet przymusu użyć nie mogła? Co nam po tem, żeś się sam oddał pod dozór? że dla uniknionia podejrzeń oświadczyłeś, że chcesz zamieszkać w domu M. Lepida? Nie przyjęty od niego, miałeś czoło nawet przyjść do mnie i prosić, abym cię w domu moim pilnował. Kiedy odemnie także odebrałeś odpowiedź, że nie będąc bezpieczny w jednem z tobą mieście, żadnym sposobem przebywać z tobą pod jednym dachem nie mogę, udałeś się do pretora Kw. Metella, od którego podobnie odprawiony, poszedłeś do swego towarzysza M. Marcella, nieoszaeowanego człowieka, myśląc zapewne, że mu ani na pilności w strzeżeniu ciebie, ani na przenikliwości w dociekaniu twoich zamysłów, ani na śmiałości w powściąganiu cię od nich schodzić nie będzie. Nie powinienże taki człowiek siedzieć w więzienia i brzękać kajdanami, który już sam siebie osądził, że zasługuje na — to, aby był pod straż oddany? Jeżeli tedy, Katylino, spokojnym umysłem przebywać tu nie możesz, jeszczeże się ociągasz odejść do jakiego kraju i to życie ocalone od sprawiedliwie należnej ci kaźni na tułactwie i w samotności przepędzić? Odnieś to«, mówisz, »do senatu*: żądasz tego odemnie i powiadasz, że jeżeli senat postanowi, żebyś poszedł na wygnanie, będziesz mu posłuszny. Nie odniosę, bo to nie zgadza się z mo’m sposobem myślenia, ale dam ci do poznania, jak o tobie senatorowie trzymają. Wyjdź z Rzymu, Katylino, uwolń rzeczpospolitą od bojaźni; na wygnanie, jeśli oczekujesz wyrzeczenia tego wyrazu, udaj się. Cóż, Katylino, czy baczysz, czy uważasz milczenie senatyrów? zgadzają się, milczą. Pocóż czekasz, żeby ci powiedzieli, żeby ci rozkazali, jeżeli ich milczenie dosyć ci jasno ich chęci objawia? Gdybym to powiedział temu cnotliwemu młodzieńcowi, P. Sestyuszowi albo dzielnemu mężowi, M. Marcellowi, zaraz na mnie, choć jestem konsulem, porwałby się senat w tej samej świątyni i miałby słuszną przyczynę. O tobie zaś gdy jest mowa, Katylino, siedząc spokojnie pochwalają, nio opierając się stanowią, milcząc głodny wyrok wydają. Tak myślą nic tylko senatorowie, których powagę, niby szanujesz a życie tak mało cenisz, ale nawet ci zaoni i szanowni rzymscy rycerze, ludzicż inni mężnego serca obywatele, klórzy stoją naokoło senatu, których widzisz takie mnóstwo., poznajesz chęci a trochę pierwej mogłeś słyszeć ieli głosy. Już nie dopiero i< u ręce i oręż zaledwie powstrzymać od ciebie mogę, ale jeżeli ustąpisz z Rzymu, na którego spustoszenie oddawnaś się uwziął, łatwo ich do lego przywiodę, że cię aż do bramy miasta odprowadzą. 9. Ale na co to mówię? Jestże jaka nadzieja, żeby co twój upór złamało? żebyś się kiedy poprawił? żebyś do ucieczki umysł nakłonił? żebyś się sam rozmyślił pójść na wygnanie? Obyć bogowie nieśmiertelni tę myśl podali! chociaż widzę, kiedy głosom moim przerażony skło’ nisz się z Rzymu ustąpić, jaka polężna nienawiść, jeśli nic teraz za świeżej twych zbrodni pamięci, to póżnioj mi zagraża. Ale niech i lak będzie, byle tylko ta burza na mnie spadła a nie dotknęła rzeezypospolilcj. l ecz żebyś wzruszył się uezucietn swych złości, żebyś uląkł, się surowości praw, żebyś uległ okolicznościom, w jakich się rzeczpospolita znajduje, tego żądać od ciebie nie można; nie jesteś bowiem, Katylino, tak.m człowiekiem, ażeby c>ię uczucie wstydu od sromoty, bojaźń od niebezpieczeństwa, rozum od szaleństwa odwieść i powstrzymać miał.
A zatem, jak ci już nieraz powiedziałem, wynieś się stąd: i jeżeli na mnie, nieprzyjaciela, jak głośno mówisz, swego, chcesz ściągnąć nienawiść, idź prosto na wygnanie. Zaledwie będę mógł znieść mowy ludzkie, jeśli tak uczynisz, zaledwie udźwignę ciężar gniewu powszechnego, kiedy z rozkazu konsula na wygnanie pójdziesz. Jeżeli zaś wolisz przyczynić się do sławy* mego imienia, wyjdź z wyuzdaną bandą złoczyńców, udaj się do Manliusza, wzrusz złych obywateli, odłącz się od dobrych, wydaj wojnę ojczyźnie, ciesz się z bezbożnego rozboju a wtedy się okaże, że nie wygnany przezemnie, ale wezwany do swoich się udałeś. Ale co za potrzeba do tego cię wzywać, kiedy wiem, żeś już przed sobą wysłał ludzi zbrojnych, którzy na ciebie w Forum Aureliom czekać mają, żeś się z Manliuszem o dzień umówił, żeś przesłał naprzód onego orła srebrnego, który, jak mam pewną nadzieję, tobie i wszystkim twoim zgubę i smutek przyniesie, orła, który m.ał w domu twoim kaplicę na uświęcenie twych zbrodni. Mógłżebyś dłużej obejść się bez tego orła, któremu, ileś się razy wybierał z domu na mord jaki, miałeś zwyczaj pokłon oddawać, od którego ołtarza szedłeś broczyć tę rękę bezbożną we krwi obywatelów. 10. Pójuziesz nakoniec tam, dokąd cię wyuzdane i szalone żądze oddawna gwałtem porywały: co nie tylko bynajmniej cię nie trapi, ale przeciwnie jakąś niewymowną napełnia radością Na to szaleństwo przyrodzenie cię wydało, skłonność usposobiła, los zachował. Nigdyś nie tylko pokoju, ale nawet wojny nie lubił, chyba rozbójniczą. Dobrałeś sobie zgraję niecnotów nie tylko z całego majątku wyzutych, ale i od nadziei opuszczonych. Jak się tam cieszyć, jak wyskakiwać z radości, jak rozkoszować będziesz, kiedy w takiem mnóstwie przyjaciół ani jednego człeka uczciwego nie ohaczysz, nic usłyszysz! Do lego rodzą, u życia wprawiłeś się przez owe trudy, którę w tobie wychwalają: legałeś na gołej ziemi, czatując na dogodną chwilę dla popełnienia zbrodni; czuwałeś w nocy, dybiąc na majątek odpoczywających osób. Masz teraz pole dać dowód swej sławnej cierpliwości w znoszeniu głodu, chłodu i niedostatku wszech rzeczy, przez co wkrótce uczujesz się starganym na siłach. Odpychając cię od konsulatu tyłem dokazał, że się możesz pokusić jako wygnaniec o zaburzeni* rzeczypospoiitej, ale jej ueisnąć jako konsul nic możesz i że twój zbrodniczy zamach prędzej rozbojem niżeli wojną nazwać można 11 Chcąc teraz, senatorowie, usprawiedliwić się ze słusznej poniekąd skargi ze strony ojczyzny, proszę mnie pilnie słuchać i, co powiem, głęboko wyryć w waszej pamięci. Gdyby ojczyzna, która mi jest stokroć nad życie droższa, gdyby cała Italia, cała rzeczpospolita, tak się do mmc odezwała; »Co czynisz, Marku Tulliuszu? i tyż to temu człowiekowi, któregoś uznał za nieprzyjaciela ojczyzny, który, jak widzisz, zabiera się hetmanić wojsku przeciwko nam, którego, jak ci wiadomo, czekają w obozie nieprzyjacielskim, który jest twórcą i hersztem spisku, który poduszcza niewolników i hultajów, tyż mu pozwolisz odejść spokojnie? Nie będzież można powiedzieć, że, oóhyś miał wyru gować go z Rzymu, sam go do niego wpuściłoś? Czemu nie każesz okuć go w kajdany, zaprowadzić na stracenie i ukarać śmiercią? Co cię powstrzymuje od tego? Czy zwyczaj przodków? ale bardzo często w tej rzeczypospolitej nawet niemający urzędu kazali traęić szkodliwych obywatelów. Czy jakie prawa zakazujące karać śmiercią rzymskich obywateli?-ale ci, którzy podnieśli bunt przeciw rzeczypospolitej, nigdy w tem mieście nie zatrzymali praw obywatelskich. Czy lękasz się nagany u potomności? Pięknie się wywdzięczasz ludowi rzymskiemu za to, że cię, przez się jedynie znanego, żadnej przodków zalety nie mającego człowieka po wszystkich stopniach dostojeństw wyniósł tak szybko na urząd najwyższy, jeżeli dla tej nagany lub z obawy jakiego niebezpieczeństwa zaniedbujesz ocalenia swych spółobywateli. Lecz gdyby przyszło lękać się jakiej nagany, nnałżebyś więcej obawiać się, aby cię o zbytnią surowość i nieugiętość, jak o gnuśność i nikczemność nie ganiono? Kiedy wojna pustoszyć będzie Italię, kiedy miasta na łup pójdą, domy palić się będą, czy myślisz, że nie spłoniesz wtenczas płomieniem powszechnej nienawiści ‘Hł 12. Na ten czcigodny głos rzeczypospolitej i tych wszystkich, którzy jednego z nią są zdania, wyrzuty krótkiemi odpowiem słowy. Gdybym sądził, senatorowie, że najlepsza rada kazać stracić Katylinę, nie dałbym i godziny życia temu wysiekaczowi; bo jeżeli wielcy ludzie i najsławniejsi obywatele bynajmniej się nie splamili, ale owszem uzacnili krwią Saturnina, Grakchów, Klakka i widu innych dawniejszych, nie miałem pewnie przyczyny obawiai się, ażeby ze stracenia zabójcy spółobywateli spłynęła na mnie jaka nagana potomności. Choćby mi nawet ona najwięcej zagrażać nuała, takie jednak zawsze było moje zdanie, że naganę, odniesioną za cnolę, poczytałbym nie za naganę, ale za chlubę.
Ale są tacy senatorowie, którzy albo nie widzą, co nam grozi, albo widząc ukrywają, którzy miękko głosując, podsycili nadżieje Katyliny, nie dając wiary, klujący się spisek utwierdzili. Za ich idąc powagą, nie tylko wielu źle myślących, ale nieświadomych, gdybym go surowo ukarał, powiedzieliby, żem z niin okrutnie, żem po królewsku postąpił. Teraz wiem, że jeżeli Katylina wyniesie się, jak ma zamiar, do obozu Manliusza, nie będzie żadnego tak obranego z rozumu, któryby nie poznał, że jest spisek, żadnego tak niegodziwego, któryby logo me przyznał. Ale i to także wiem, że ze śmiercią jego jednego na czas tylko ta zaraza ucichnie, na zawsze nie ustanie. Jeśli zaś z Rzymu ustąpi i swoich z sobą wyprowadzi, jeśli zabierze zgromadzone zewsząd ostatki podupadłych na majątku i sławie towarzyszów, ta zaraza rzeczypospolib j, która już tak znacznie urosła, nie tylko zgładzona i wytępiona będzie, ale zarazem wyplenione zostanie nasienie wszystkich publicznych nieszczęśliwości. 13. już to nie dopiero, senatorowie, żyjemy wśród niebezpieczeństw i zasadzek tego sprzysiężenia; ale nic wiem, jak się to stało, że wściekłość i zuchwalstwo oraz co tylko jest niecnot, niby pory swej doczekawszy, za incgo wybuehnęły konsulatu. Jeżeli samego tylko herszta tych rozbójników sprzątniemy, ochłoniem wprawdzie na jakiś czas z bojaźni i niespokojności, ale niebezpieczeństwo pozostanie i osiądzie, jakby jad jaki, w żyłach, iż tak rzekę, i wnętrznościach rzeczypospoiitej. Jako chorym na gwałtowną gorączkę zda się zrazu, że pijąc zimną wodę ulgę sobie sprawili a potem w cięższą jeszcze wpadają niemoc; tak też ukaranie herszta sprawi nam folgę niejaką, ale, jeśli reszta buntowników przy życiu zostanie, ta choroba trawiąc siły rzeczypospoiitej im dalej, tem bardziej wzmagać się będzie.
Zaczem, senatorowie, niech źli precz ustąpią, niech się od dobrych odłączą, niech się w jedno zbiorą miejsce, niech mury Rzymu, jakom już nieraz powiedział, od nich nas oddzielą; niech przestaną czyhać na życie konsula we własnym jego domu, otaczać trybunał miejskiego pretora, oblegać senat z orężem w ręku, przygotowywać podpały i pochodnie dla obrócenia miasta w perzynę; niech nakoniec każdy nosi na czole wyryte, co myśli o rzeczypospoiitej. Przyobiecuję wam, senatorowie, że taka będzie pilność konsulów, powaga naszego zgromadzenia, dzielność rycerstwa rzymskiego, taka zgoda wszystkich dobrych obywateli, iż po wyjściu stąd Katyliny wszystkie jego zamysły odkryte, wyjawioue, zniweczone, ukarane ujrzycie
Ruszaj więc, Katylino, z tą przepowiednią rokującą całość rzeczypospolitej, tobie zaś i tym wszystkim, których zbrodnia i mężobójstwo z tobą złączyło, zgubę i upadek nieuchronny, ruszaj na tę niezbożną i niegodziwą wojnę. Ty nakoniec, o Jowiszu! któremu pod temiż, co i Rzym, wróżbami Romulus zbudował świąlnicę, ty, którego obrońcą tego miasta i państwa nazywamy, wstrzymaj tego człowieka i jego towarzyszów od rzucenia się na twe ołtarze i inne świątynie, na mury miasta, na domy, dobra i życie obywateli; spraw, ażeby wszyscy ci nieprzyjaciele ojczyzny i ludzi uczciwych, rozbójniki łotrująey po Italii, węzłem zbrodni i nieenom społeczeństwem z sobą połączeni, za życia i po śmierci karę odnieśli,
Z MOWY W OBRONIE POETY ARCHIASZa. 7... Gdyby nawet nauki takich nie wydawały owoców i gdybyśmy w nieli rozrywki szukali, to jednak, zdaje mi się, powinnibyśeie tę ulgę sprawioną umysłowi uznać za najszlachetniejszą i najstosowniejszą do ludzkiego przyrodzenia, Inne bowiem zatrudnienia nie przypadają ani do wszystkich czasów, ani do każdego wieku, ani do każdego miejsca; ale nauki są pożywieniem młodego wieku, rozweseleniem staroci, ozdobą szczęścia, ucieczką i pociechą w nieszczęściu: rozrywają nas w domu, me przeszkadzają poza domem, nocują z nami, towarzyszą nam w podróży, bawią z nami na wsi. 8. Gdyśmy się sami tych nauk dotknąć i ich owoców kosztować nie mogli, z podziwieniem dla nich być powinniśmy, widząc, że je drudzy posiadają. Kto z nas był tak dziki i nieczuły, żeby się niedawną śmiercią Roscyusza nie zasmucił? Chociaż umarł w późnej starości, zdawałosię jednak, że posiadając taki kunszt piękny i doskonały, nigdy umrzeć był nie powinien. Kiedy on ruchem ciała zjednał sobie faką u nas wszystkich miłość, mieliżbyśmy lekceważyć niepojęte poruszenia umysłu i bystrość geniuszu? Ileż to razy, sędziowie, słyszałem tego Archiasza (korzystać bowiem będę z waszej łaskawości, ponieważ mowy mojej nowego rodzaju lak pilnie słuchacie), ile razy go słyszałem, kiedy nie napisawszy żadnej litery, mnóstwo dobrych wierszy w przedmiotach, o których wtenczas mówiono, bez przygotowani^ deklamował! Ile razy słyszałem go, gdy go o to proszono, opowiadającego to samo innemi słowami i innym tokiem mowy! Co zaś wprzód pomyślał i napisał, widziałem z laką pochwałą przyjęte, że dosięgało sławy dawnych pisarzów. Nie miałżebym tego człowieka kochać, uwielbiać, bronić wszelkim sposobem?
Wietny od najmędrszych i najuezeńszych ludzi, że inne talenta nabywają się nauką, prawidłem i sztuką, a że poeta winien jest wszystko naturze, wznosi się siłą geniuszu i jakby duchem bożym jest natchniony. Słusznie tedy nasz Enniusz nazywa poetów święlemi istotami, ho bogowie, obdarzając ich wyższemi zdolnościami, zdają się ich ludziom polecać. Niech więc wam będzie, sędziowie, ludziom naukowo wykształconym, świętem imię poety, którego żadni; barbarzyństwo nigdy nie zgwałciło. Głazy i pustynie głos ich powtarzają: zwierzęta często śpiew i< li łagodzi i powstrzymuje. nas oświeconych nauką miałżeby głos poetów nie wzruszać? 9. Kolofonowie nazywają Homera swym współobywatelem; Cbijowie przywłaszczają go sobie; Saliiiuinowie upominają się o niego; Smyrnowie utrz-mują, że do nich należy i dlatego poświęcili mu w swem mieście świątynię; prócz nich wielu innych walczy i wiedzie spór o to. Chcą tedy obcego człowieka, ponieważ był pootą, po śmierci nawet sobie pizywłaszczyć: iriy mielibyśmy odtrącić od siebie żyjącego poetę, który z własnej chęci i na mocy prawa jest naszym, ile że Archi:.sz swą pilność i swój talent oddawna poświęcił na opiewanie sławy i zalet narodu rzymskiego? Bo nie tylko w młodości wziął za przedmiot swych pieni wojnę z Cynihrami, ale zjednał nawet pochwałę onego G. Maryusza, który zdawał się nie mie^edość delikatnego smaku w podobnych otworach Nikt bowiem nie jest takim Muz nieprzyjacielem, któremuby się nic podobała mezgasła dzieł jogo pochwała w poemacie uwieczniona. Ow wielki Ateńczyk, Temistoklcs, zapytany, jakich pieni i czyjego głosu słuchał najchętniej: »’lego«, odpowiedział, >który jego czyny najlepiej opiewał*. Dlatego także ów Maryusz bardzo polubił L. Plocyusza, sądząc, że talent tego poety będzie mógł jego dzieła wsławić.
Całą wojnę z Mitrydatem, wielką i trudną, na lądzie i na morzu z różną odmianą szczęścia prowadzoną, Arobiasz opisał w dziele, które nie tylko L. Lukulla, dzielnego i sławnego męża ale i imię ludu rzymskiego uświetnia. Pod dowództwem bowiem Lukulla lud rzymski stworzył sobie królestwo Pontu, niogdyś potęgą królów i samem położeniem warowne: wojsko ludu rzymskiego pod tymże wodzem szczupłą siłą pogro miło nieprzeliczone Armenów zastępy: jestto chwałą ludu rzymskiego, że przyjacielskie miasto Cyzyk mądrym planem tegoż wodza od napaści króla ochronione i jakby z paszczy wojny wydarte i zachowane zostało; jako nasz czyn zawsze będzie głoszone i sławione owo zatopienie floty nieprzyjacielskiej z zabitymi wodzami i owa niepodobna do wiary bitwa morska przy Tenedos, gdzie L. Lukullus walczył: nasze to są słupy zwycięstwa, nasze pomniki, nasze tryumfy: ci zaś, którzy to opiewają, sławę ludu rzymskiego rozgłaszają.
Drogim był starszemu Scypionowi Afrykańskiemu nasz Enniusz: stąd mniemanie, że w grobie Scypionów postawiono jego marmurowy posąg. Opiewając pochwały swych bohaterów, wysławia zarazem imię ludu rzymskiego. Wynosząc pod niebiosa pradziada tego męża, Katona, dodaje nowego blasku Rzymowi. Wszysoy nakoniec owi mężowie, Maxymus, Marcellus, Fulwiusz, nie bez spływającej na nas wszystkich sławy są przez niego uwielbieni. Kiedy zatem nasi przodkowie człowieka z Rudiów, chwalcę tych wodzów, w poczet obywateli przyjęli, mieliżbyśmy Archiasza zapisanego w Heraklei, którego wielu miast życzy sobie mieć obywatelem a który prawnie w naszem mieście obywatelstwo otrzymał, z grona naszego wyrzucić? 10. Jeżeli kto myśli, że greckie poemata mniejszy plon sławy niż łacińskie przynoszą, mocno się myli, dlatego, że greckie u wszystkich prawie narodów są czytane, łacińskie w granicach szczupłego kraju są zawarte. Ponieważ tedy dokonane przez nas dzieła oparły się o krańce krajów okręgu ziemskiego, życzyć sobie powinniśmy, żeby wiadomość i sława naszego imionia tam doszła, dokąd przedarł się oręż wojsk naszych, bo to dodaje blasku narodom, których czyny są tych pism przedmiotem i jest niezawodnie podnielą wojownikom, którzy w bitwach dla sławy narażają swe życie, do podejmowania trudów i niebezpieczeństw. Iluż to pisarzy swych dziejów miał, jak powiadają, z sobą Alcxandor Wielki? A jednak, kiedy stanął na przylądku sygejskim przed grobem Achillesa: »0! szczęśliwy młodzieńcze!« zawołał, »któryś znalazł w Homerze ogłosiciela swych bohaterskich czynów*. I słusznie, ho gdyby n.e było Iliady, w lej samej mogile, która ciało Aclnlle.sa.przykryła, imię jego zostałoby zagrzebane A nasz Wielk Porripojusz, którego dzieła bohaterskie szczęściu wyrównały, nie udarowałże Teofanosa z Mityleny, dziejów swyeli pisarza, na zgromadzeniu wojskowem prawem obywatelstwa? a nasi waleczni wojownicy, acz wieśniacy i żołnierze, pewną ponętą sławy ujęci, jak gdyby podzielali sławę swego wodza, nie potwierdziliż tego nadania głośnym okrzykiem?
Nie mógłże Archiasz dokazać, gdyby prawnie obywatelem rzymskim nie był, źby go jaki wódz obywatelstwem udarownł? Możeby Sulla, który Hiszpanów i Hallów tamże prawem obdarowywał, prośbę jego odrzucił? Sulla, któregośmy widzieli, jak się znalazł na zgromadzeniu, gdy nm pewien lichy poeta z ludu prośbę podał o to, że napisał na jego pochwałę epigramat z długich i krótkich naprzeinian wierszy złożony kazał mu Sulla zaraz zapłacić wszystkie towary, które wtenczas ten poeta sprzedawał, pod tym warunkiem, żeby potem więcej nie pisał. Sulla, który dobre chęci złego poety uznał godne jakiejkolwiek nagrody, ażaliżby nie ocenił talentu pisarskiego, mocy i obfitości Archiasza? Nie wyjednałżeby tego Archiasz bądź osobiście, bądź przez Lukullów, u swego poufałego przyjaciela, Kw. Metella Piusa, który wielu prawem obywatelstwa obdarzył, zwłaszcza, że tak gorąco pragnął mieć swe dzieła opisane, że na pienia w Kordubie nawet urodzonych poetów, których mowa brzmi nieprzyjemnie i z cudzoziemska zarywa, ucho skłaniał?
Nie powinniśmy bowiem ukrywać, czego ukryć nie można, ale głośno oświadczyć! wszystkich nas chęć pochwały unosi i im kto lepszy, tem więcej czuje do sławy pociągu. Sami nawet filozofowie, którzy o pogardzie sławy piszą, imię swe na tytule dzieł swoich kładą i przez to samo, lekceważąc niby odgłos i pochwałę, chcą, żeby ich chwalono i o nich wspominano. Wszak i D. Ilrutus, człowiek i wódz niepospolity, przyozdobił wierszami x\kcyusza, swego wielkiego przyjaciela, wnijścia do swych świątyń i pomników. Nie wahał się także Fulwiusz, który w towarzystwie Enniusza z Fiołami wojował, łupy Marsa Muzom poświęcić. Dlatego w tem mieście, gdzie wodzowie, nie zdjąwszy prawie jeszcze zbroi z siebie, uczcili imię poetów i Muz przybytki, sędziowie w sukniach pokoju nie powinni uchylać się od uwielbienia Muz-i ratowania poetów. 11. Żebyście to tem chętniej uczynić mogli, odkryję wam się, sędziowie, i o mojej miłości sławy może zbyt gorącej, ale uczciwej, złożę wyznanie. Co za mego konsulatu wraz z wami dla ocalenia tego miasta i państwa, dla zachowania życia obywateli, dla całej rzeczypospolitej zdziałałem, wziął to Archiasz za przedmiot poematu i zaczął opisywać. -Gdym się o tem dowiedział, ponieważ mi to ważną i przyjemną rzeczą być się zdało, zachęciłem go do kończenia; żadnej bowiem innej nagrody trudów i niebezpieczeństw cnota hic żąda nad nagrodę sławy i pochwały, która gdyby jej odjętą została, na cóżbyśmy, sędziowie, w tem nędznem i krótkiem życiu takie trudy podejmować mieli? Gdyby nasz umysł nie przeczuwał przyszłości i wszystkie swe myśli zamykał w obrębie życie ograniczającym, pewmebyśmy się ani taką pracą nio mozolili, ani częstetn po nocach czuwaniem i troską nio męczyli, ani tyle razy o satno życie nie walczyli. Ale znajduje się w najszlachetniejszych duszach pobudka do cnoty, która wc dnie i w nocy podnieca umysł bodźcem sławy i przypomina, że pamięć imienia naszego nio powinna ustać z końcem życia, lecz że ma przetrwać w najpóźniejszej potomności.
Albo my wszyscy, którzy piastujemy sprawy publiczne, narażamy się na niebezpieczeństwa życia, podejmujemy takie trudy i aż do zgonu nigdyśmy spokojnie nie odetchnęli, ażalibyśmy chcieli uchodzić za ludzi tak miałkiego rozumu, iżbyśmy mniemali, że wszystko razem z nami umiera? Kiedy wielu największych ludzi starało się troskliwie zostawić swe posągi i obrazy, które ciała, nie umysłu są wizerunkami, nie powinniśmy życzyć sobie zostawić obraz cnót i pomysłów naszych przez wielkie geniusze nakreślony i wygładzony? Co do mnie, wszystko, com działał, wystawiałem już sobie w samem działaniu, że to do wiecznej pamięci całego świata podaję i przekazuję. Czyli ta pamięć pozostanie po śmierci daleka od mojej wiedzy, czy też, jak najmędrsi ludzie mniemali, duszy mojej choć w części przytomną będzie, teraz już nawet cieszę się poniekąd tą myślą i nadzieją. 12; Zachowajcie tedy, sędziowie, człowieka, którego szlachetny sposób myślenia widzicie zaświadczony nie tylko powagą jego przyjaciół, ale dawnością zawartych z nim związków przyjaźni; którego talent jest taki, jaki sobie wyobrazić możecie, kiedy widzicie, że ludne wzniosłym geniuszem obdarzeni obcowania z nim poszukiwali; którego sprawa jest oparta na dobrodziejstwie prawa, na zaręczeniu miasta municypalnego, na świadectwie Lukulla, na księgach obywatelskich Metęlla. Co gdy lak jest, proszę was, sędziowie (jeżeli w tak.ej sprawie me tylko ludzkie, ale boskie polecenie miejsce mieć powinno), żebyście tego człowieka, który was, waszych wodzów i ludu rzymskiego czyny zawżdy wysławiał, który tym świeżym, domowym niebezpieczeństwom przez nas i przez was podjętym wiekuiste świadectwo chwały dać obiecuje, który jest z liczby wieszczów, których osoba u wszystkich narodów zawżdy za świętą była uważana i tak nazywana, żebyście go wzięli pod swą opiekę, tak izby o was myślano, że chcieliście raczej łagodnością waszą spraw:ć mu ulgę, niżeli go surowością waszą obrazić.
Com o tej sprawie podług mego zwyczaju krótko i po prostu powiedział, spodziewam się, sędziowie, że to znalazło wasze powszechne przyzwolenie. Com przeciw zwyczajowi sądowemu o talencie Lego poety, a w ogólności o poezyi namienił, mam nadzieję, sędziowie, że to przez was dobrze przyjęte będzie; co do przewodnika sądu, wiem z pewnością, że przez niego dobrze przyjęte zostało.
CZWARTA MOWA PRZECIW ANTONIUSZOWI. (W skróceniu). 1, Wasza niewypowiedziana skwapliwość, Rzymianie, i to lak ic-znezgromadzenie, j iku-go sobie nie przypominam, dodaje mi największej ochoty bronienia rzeczypospoiitej i nadziei odzyskania wolności. Nigdy mi wprawdzie nie schodziło na odwadze, ale czas nie był po temu; skoro zaś zabłysło najmniejsze światełko, pierwszy stanąłem w obronie waszej wolności; co gdybym wprzód elmał uczynić, terazbyrn jej bronić nie mógł. Jakoż nie mniemajcie, Rzymianie, żeśmy dnia dzisiejszego ladajakie przodsiewzięl. kroki: założyliśmy fundamenta dalszego działania; bo jeżeli senat nie wyrzekł jeszcze, że Antoniusz jest nieprzyjacielem ojczyzny, w rzeczy samej osądził go za takiego. Ja zaś tem większą teraz czuję w sobie odwagę, żeście go i wy także głośnymi i jednozgodnymi okrzyki za nieprzyjaciela uznali. Nie może być inaczej: albo ci są złymi obywatelami, którzy przeciw konsulowi wojsko zgromadzili albo on nieprzyjacielem, przeciw któremu słusznie wzięto się do oręża. Nie było w tem żadnej wątpliwości; żeby jednak jaka zachodzić nie mogła, tę senat dnia dzisiejszego uchylił Gajusz‘Cezar, który gorliwością, mądrością, majątkiem nakoniec swoim, bronił i broni rzeczypospolitej i wolności waszej, największemi pochwałami przez senat obsypany został. Chwalę, chwalę was, Rzymianie, że imię tego dostojnego młodzieńca czyli raczej wyrostka witacie głosem najżywszej wdzięczności. Czyny jego lat nie czekające nieśmiertelne będą. Wiele pamiątam, wiele słyszałem, wiele czytałem; ale z podania przeszłydi wieków nic podobnego nie znam. Kiedy nas cisnęło jarzmo niewoli, kiedy złe coraz się pogorszało, kiedyśmy żadnfj nie mieli obrony, kiedyśmy się krwawego i zgubnego powrotu Antoniusza z Brundyzyum lękali, Cezar nad spodziewanie wszystkich a przynajmniej bez naszej wiedzy powziął zamiar zebrania z żołnierzy ojcowskich niezwyciężonego wojska końcem odwrócenia od rzeczypospospolitoj szalonych zapędów i okrutnych zamysłów zaciętego na jej zgubę Antoniusza. 2 Któż tego nie wie, że gdyby Cezar nie miał w pogotuwiu wojska, Antoniusz po powrocie swoim w pieńby nas wyciął? Pałający nienawiścią ku wam, zbroczony krwią obywateli, których w Suessie, których w Brundyzyum pomordować kazał, wracał, o niczem nic myśląc, tylko o zagładzie rzeczypospolitej. Jakaby była obrona waszego życia i waszej wolności, gdyby wojsko Cezara złożone z najwaleczniejszych ojca jego żołnierzy nie stanęło (nu na wstręcie? Za jego boskie i nieśmiertelne usługi należą mu się boskie i nieśmiertelne pochwały i zaszczyty, które senat, przychylając się do mego zdania, przed chwilą postanowił wziąć jak najprędzej pod rozwagę. Któż nie widzi, że przez to postanowienie Antoniusz za nieprzyjaciela ojczyzny został osądzony? bo jak go inaczej nazwać, kiedy semit dla tych, którzy przeciw niemu wojsko zebrali, szczególniejsze zaszczyty obmyśleć ma za powinność? Cóż powiedzieć o legii Marsowej, która jakby ze zrządzenia niebios wzięła imię od tego boga, co go Ind r/ynislu ojcem swym uznaje? Nio osądziłaż ona Antoniusza za nieprzyjaciela ojczyzny, wprzód nim senat wydał o nim wyrok? A jeżeli on nieprzyjacielem me jest, musimy koniecznie tyci i, co konsula opuścili, za nieprzyjaciół poczytać. Słusznie Rzymianie i w swojern miejscu pochwaliliście okrzykami waszymi piękny postępek tyci i żołnierzy Marsowych, którzy do obrony władzy serialu, wolności waszej i całej rzeczypospolitej przystąpili a onego nieprzyjaciela, łotra i mordercę ojczyzny odstąpili. Nie tylko to mężnie i odważnie, ale rozważnie i mądrze uczynili. W Albie stanęli, mieście dogodnie położonemi, obronnem, blizkiem Rzymu, mąjąeem wiele ludu butnego, dobrych i wiernych obywatelów. Naśladując piękny przykład legii Marsowej, czwarta legia pod wodzą L. Egnatuleja, którego senat słusznie niedawno pochwalił, z wojskiem się Cezara złączyła. 3. Jakichże jeszcze, M. Antoniuszu, oczekuje, sz ważniejszych wyroków?.Wynoszą pod niebiosa Cezara który przeciw tobie wojsko wystawił. Wychwalają w najchlubmejszych wyrazach legie, które oię opu ściły, ktureś przywołał, które byłyby twoje, gdybyś konsulem raczej niż nieprzyjacielem być wolał. Mężny i sprawiedliwy sąd o tobie tych legii senat potwierdza J|Bpały lud rzymski pochwala; chyba, że wy, Rzymianie, za konsula a nie za nieprzyjaciela macie Antoniusza... Wiedziałem naprzód, Rzymianie, że zdanie wasze jest takie, jakie teraz objawiacie. A miasta municypalne, osady, prefektury, czy myślicie, że inaczej o nim sądzą? Wszyscy ’się na to jednomyślnie zgadzają, że ktokolwiek chce ocalenia ojczyzny, wziąć się do oręża przeciw tej pladze publicznej powinien. A zdanie D. Brutusa, któreście z ogłoszonego dzisiaj jego edyktu poznać mogli, czy się zdaje komu nie zasługiwać na żadną uwagę? Słusznie i sprawiedliwie przeczycie Rzymianie, jest bowiem jakby z dobroczynności i daru bogów nieśmiertelnych dany rzeczypospoiitej ród i imię Brutusów, bądź dla ugruntowania, bądź dla zachowania wolności ludu rzymskiego. Jakiż jest tedy sąd U. Brutusa o M. Antoniuszu? Nie dopuszcza go do prowincyi, opiera mu się na czele wojska, Gallię do broni pobudza, która już dobrowolnie, za własnem idąc zdaniem, wszystka powstała. Jeżeli konsulem Antoniusz, nieprzyjacielem jest Brutus. Jeżeli zbawcą rzeczypospoiitej Brutus, nieprzyjacielem Antoniusz. Można się w wyborze z tego dwojga wahać? 5. Uczynię przeto, co hetmani uszykowawszy wojsko czynić zwykli: chociaż widzą żołnierzy gotowych do boju, nie mniej ich jednak zachęcają; tak i ja was ochoczych i pałających żądzą odzyskania wolności zachęcę. iNie, Rzynnanie, nie walczycie z takim nieprzyjacielem, z którym jakikolwiek pokój zawrzeć można. Nie niewoli on waszej, jak dotąd, ale rozjuszony krwi już teraz waszej pragnie. Niemasz dla niego przyjemniejszej rozrywki jak krew, jak rzeź, jak mordowanie w oczach jego ohywaieli. Nie macie,.Rzymianie, do czynienia z niepoczciwym bezbożnym człowiekiem, ale z dzikim i strasznym zwierzem, który ponieważ wpadł w jamę, przywalić go i zatłuc trzeba, ho jeżeli się z niej wydobędzie, niemasz katuszy, od klórcjby się powstrzymało okrucieństwo jego: ale docieramy dć niego, otaczamy, ściskamy go tem wojskiem, które już mamy a wkrótce go temi ściśniom, które za kilka dni nowi konsulowie zgromadzą. Przykładajcie się jak dotąd, Rzymianie, do tej sprawy. Nigdyśeie przedtem tak zgodnie nie działali, nigdyście tak ściśle z senatem złączem nie byli.
Go do umie, ile tylko staraniem, pracą, czujnością, radą, powagą będę mógł dokazać, nic nie opuszczę, co dla waszej wolności za jiotrzehno uznam, Odebrawszy od was tyle nieocenionych dobrodziejstw, nie mógłbym bez zbrodni jej obrony zaniechać. Dnia zaś dzisiejszego na wniosek obecnego tu M. Serwiliusza, dzielnego i przychylnego wam męża, tudzież kolegów jego, zacnych ludzi i najlepszych obywateli, odżyła w nas poraź pierwszy jio kilku lal przeciągu, za przykładem i powodem moim, nadzieja odzyskania wolności.
LISTY.
Z LISTÓW CYCERONA.
Z LISTÓW DO PRZYJACIÓŁ (AD FAMILlARES).
List do M. Maryusza. (Ks. VII. list 1., w skróceniu).
Jeśli cię jakie cierpienie albo słabowite zdrowie powstrzymało od przybycia na widowiska, przypisuję to racżej przypadkowi niżeli twojej mądrości: ale jeżeli poczytałeś za rzecz godną pogardy, na co drudzy z podziwieniem patrzą i gdy ci zdrowie pozwalało, przybyć jednak nie chciałeś, podwójnie się“ cieszę, że przez ten ezas wolny byłeś od cielesnego cierpienia i że tak zdrów byłeś na umyśle, żeś za nic miał, ęo drudzy bez przyczyny podziwiają; byłeś tylko odniósł z swego wolnego czasu jaki pożyiek, do czego miałeś dziwnie piękną sposobność, kiedy w tak rozkosznie położonym domu sam jeden prawie pozostałeś. Nie wątpię, że w tym pokoju, z którego otworzyłeś sobie przez swój las stabiański widok na swoję Sejanum, przepędziłeś tych dm ranne godziny nad przyjemnem czytaniem, kiedy tymczasem ci, co cię tam samego zostawili, na pół spiąoy przypatrywali się tyle razy widzianym sztukom. Pozostało dnia godziny trawiłeś na przyjemnościach, których sobie podług woli swojej dobierałeś: my przeciwnie musieliśmy cierpliwie znosić, co się Spuryuszowi Mecyuszowi podobało. Widowiska, jeżeli chcesz o nich co więcej dowiedzieć się, były nader wspaniałe; ale jeżeli z mego gustu o twoim sądzić mogę, nie przypadłyby ei do smaku. Ho naprzód dla uczczenia Pompejusza powrócili aktorowi“, o których myślałem, że dla własn-j n putaeyi ze sceny ustąpili. Ale nasz Ezop, twój ulubieniec, takim się okazał, że mu wszyscy pozwolą przestać. Gdy zaczynał wymawiać przysięgę, zabrakło mu głosu na tyeli słowach: »Si scicns fallo*. Ale na co ci mam dalej opowiadać? znasz inne widowiska, a te nie były nawet tak piękne, jak mierno zwyczajne. Przypatrywanie się dekoraeyotn odjęło wszelką rozrywkę; żeś ich nie widział, wiem pewnie, że nie żałujesz. Bo jaką przyjemność sprawić może mnóstwo mułów w Klitemestrze albo trzy tysiące puklerzów w 1] on, in Trojańskim albo rozmaita broń piechoty i jazdy w jakiej bitwi“? Wszystko to wzbudziło podziwianie pospólstwa, ale tobie pewnieby się nie, podobało, Jeżeli przez te dni słuchałeś swego Protogena, byle tylko czytał ei eo innego a nie moje mowy, powiem, żeś miał więcej niz którykolwiek z nas przyjemności. Nie zdaje, im się, żebyś żałował greckich pantonumów albo rubasznych komedyi Ostów, ile że na te ostatnie w naszym senacie napatrzyć się możesz a Greków tak nie lubisz, że nawet do swego folwarku drogą grecką jechać nie zwykłeś. Nie zdaje mi się także, ażebyś atletów żałował, kiedy gladyatorami wzgardziłeś, którzy tak źle się popisali, iż sam Pompejusz wyznaje, że koszt na nich stracił.
Reszta widowisk: dwa polowania, każde przez pięć dni trwające, wspaniałe, nikt temu nie przeczy. Ale co za przyjemność może mieć człowiek dobrze wychowany, widząc albo niedołężnego niewolnika od potężnego zwierza rozszarpanego albo wspaniałego zwierza przeszytego oszczepem? co jeśli jest do widzenia, często widziałeś a my, cpśmy na to patrzali, nic nowego nie widzieliśmy. Ostatni dzień był słoniom poświęcony: widowisko, które wprawiło w podziwienie drobny lud i pospólstwo, ale nikomu przyjemności nie sprawiło; przeciwnie litowano się nad temi zwierzętami i uważano, że między niemi a ludźmi zachodzi jakieś powinowactwo.
List do M. Katona. (Ks. XV. list — i., w skróceniu). 1
Twoja nadzwyczajna powaga i moje nieustanne o twej cnocie szczególniejszej przekonanie czuć mi dają, iż mi wiele na tem zawisło, ażeby tutejsze sprawy moje były ci znane, tudzież żebyś wiedział, z jaką sprawiedliwością i wstrzemięźliwością bronię sprzymierzeńców i rządzę prowincyą. Bo jeżeli o tem wiedzieć będziesz, spodziewam się, że łatwiej oirzymam zezwolenie twoje na to, czego żądam.
Przybywszy do prowincyi ostatniego dnia lipc a i widząc, że dla pory roku najspieszniej mi do wojska pnjeehté należy, zabawiłem dwa dni w Laodycei, potem cztery dni w Apainei, trzy dni w Synnadzie, tyleż w Filomelum, gdzie na licznych zgromadzeniach uwolniłem wiele miast od niezmiernych podatków, ciężkiej lichwy i od długów zaeiągnio nych na ogromne procenty. A że przed mojem przyhyrtiem wojsko roz dzieliło się w pewnym gatunku buntu na dwie części, z których pięć kohort bez legata, bez trybuna wojskowego, nawęt bez setnika w Filoim.lnm osiadło, reszta w Laodycei; kazałem legatowi Al. Anne.juszowi zaprowadzić te pięć kohort do reszty wojska i zebrawszy wszystko w jedno miejsce, obóz w Likaonii pod Ikoniiun założyć. Gdy on togo pilnie dopełnił, przybyłem do obozu 20. sierpnia, obróciwszy dni poprzednie podług uchwały senatu na zebranie znacznego oddziału wysłużonych żołnierzy, porządnej jazdy, posiłków wolnych narodów i sprzym.erzonych królów. Kiedym po odbytym przeglądzie szedł do Cylicyi, przybyli do mnie 30. sierpnia posłowie króla Komageny i z wielkim strachem oznajmili mi, co się potem nie sprawdziło, że Partowie do Syryi weszli.
Ta wiadomość nabawiła mię niespokojności tak o Syryę, jakoteż o moją prowineyę i o pozostałą Azyę. W takim stanie rzeczy uważa-
Zathey. Antologia rzymska. 21 łem za rzecz najlepszą prowadzić wojsko przez Kappadocyę, stroną przytykającą do Cylicyi. Gdybym chciał prosto rzucić się do Cylicyi, łatwobym się w niej utrzymał dla posady góry Amanus; albowiem dwa są tylko przystępy z Syryi do Cylicyi, z których każdy małą siłą dla ciasnośęi miejsca zamknąć można, tak iż nie masz nic obronniejszego nad Cylicyę ze strony Syryi. Ale mnie szło o Kappadocyę, która jest otwarta od Syryi i ma królów sąsiednich, którzy lubo są naszymi przyjaciółmi, nie śmieją jednak być otwartymi Partów nieprzyjaciółmi. lak tedy na krańcu Kappadocyi, niedaleko Tauru, pod miastem Cybistra obozem stanąłem, żeby i Cylicyi bronić i zajmując Kappadocyę, nowym jakim sąsiadów zamysłom przeszkodzić. Tymczasem w takiem poruszeniu, w takiem oczekiwaniu wielkiej wojny król Deiotar, który me bez przyczyny i u mnie i u ciebie i u senatu ma wielkie zachowanie, mąż równie dobrze życzący i wierny ludowi rzymskiemu jak roztropny i nieustraszony, przysłał mi oznajmić, że ze wszystkiemi swojemi siłami do obozu mego przyjdzie. Wzruszony jego przychylną i gotową chęcią, podziękowałem mu listownie i o pospiech prosiłem. Bawiąc dla przygotowań do wojny przez pięć dni pod Cybistrą, uwolniłem króla Aryobarzana, którego obronę na twój wniosek miałem sobie od senatu poleconą, od niespodziewanego niebezpieczeństwa i nie tylko go uratowałem, ale nawet władzę jego wzmocniłem, Metrę i troskliwie nu przez ciebie poleconego Ateneusza, za naleganiem Atenaidy na wygnanie posłanych, do łaski i do zupełnego zaufania u króla przywróciłem.
A że w Kappadocyi zanosiło się na wielką wojnę, gdyby ten młody kapłan, mający dosyć jazdy, piechoty i pieniędzy, idąc za radą ludzi pragnących w rządzie odmiany, wziął się, jak myślano, do broni: do tego rzecz przywiodłem, że z królestwa dobrowolnie ustąpił i że król bez rozruchu, be-z dobycia oręża, władzę swą wzmocnioną i pano wanie z godnością utrzymał. Dowiedziałem się tymczasem z listów wiciu, osób i od posłańców, że Darłowie i Arabowie postąpili w znacznej sile aż do Antyoehii i że ich liczną jazdę,, klóra przeszła do Cylicyi, jazda moja i kohorta pretorska stojąca na załodze w Epifanii w pień wycięła. Widząc tedy, że Partowi* ustąpili z Kappadocyi i są blizno granic Cylicyi, poprowadziłem wojsko, jak mogłem najspieszniej, do góry Amanus.
Tam się dowiedziałem, że nieprzyjaciel cofnął się z pod Antyoehii i że Bilmlus do tego miasta przybył. Ciągnącego do mnie Deiotara z mocną jazdą i piechotą tudzież z całym swym rynsztunkiem wojennym natychmiast uwiadomiłem, że nie masz już przyczyny, dla którejby się ze swego królestwa oddalał a gdyby się co nowego zdarzyło, zaraz mu przez listy i gońców dam znać. Przybywszy w celu niesienia pomocy jednej i drugiej prowincyi podług tego, jakby wymagały okoliczności, jirzystąpiłern do czynności, którą wprzód już uznałem być z dobrem obu prowincyi, to jest do uspokojenia Amanu i do uprzątnienia z tej góry odwiecznego nieprzyjaciela Udałem, że się oddalam od tej góry i ciągnę w inne strony Cyheyi. Uszedłszy kilka mil drogi, roz łożyłem obóz pod Epifanią; potem 12. października nad wieczorem ruszyłem z wojskiem broń tylko z sobą niosącem, szedłem całą noc i nazajutrz równo ze świtem stanąłem na wierzchołku góry Amanus. Tu podzieliłem kohorty i wojska posiłkowe: jedną częścią dowodził ze mną mój legat, brat Kwintus, drugą legat G. Pomplyniusz, trzecią M. Anneusz z L. Tulliuszem. Napadliśmy na większą ich część z nienac.ka i albo wycięliśmy albo w niewolę zabraliśmy, bo im droga do ucieczki była przecięta. Eranę, główne miejsce Amanu, podobniejsze do miasta niż do wsi, tudzież Sepyrę i Kommoryn, w części góry opanowanej od Pomptyninsza leżące, od świtu aż do dziesiątej godziny żwawo bromące się, zabiwszy mnóstwo nieprzyjaciół zdobyliśmy, sześć innych zameczków wzięliśmy, wiele spaliliśmy.
Po tych czynach leżeliśmy obozem u stóp Amanu przy Ołtarzach Aleksandra przez cztery dni i obróciliśmy ten czas na wytępienie reszty tych rozbójniczych góralów, na spustoszenie kraju aż do granic mojej prowincyi. Kiedy tu już nie było nie więcej do czynienia, poprowadziłem wojsko pod Pindenissum, miasto leżące w niepodległej Gylicyi, którego mieszkańców dla górzystej i obronnej posady miejsca żaden z dawniejszych królów tego kraju nie podbił. Ponieważ oni dawali schronienie naszym zbiegłym niewolnikom i przybycia Partów niecierpliwie oczekiwali: rozumiałem, że dla honoru państwa rzymskiego powinnością moją było poskromić ich zuchwałość, żeby przez to upór drugich naszemu panowaniu niechętnych tem łatwiej przełamać. Opasałem to miasto rowem i wałem, sze-cią szańcami i szeroko rozłożonym obozem: groble, szopy szturmowe, wieże, wszelkie rodzaje machin, mnóstwo łuczników, wszystko zgoła było użyte w oblężeniu, którego dokonałem w przeciągu pięćdziesięciu siedmiu dni z wielką moją pracą, ale bez żadnej uciążliwości i kosztu sprzymierzeńców. słowem zburzywszy lub spaliwszy wszystkie części miasta, przymusiłem mu szkańeów do zdania się na łaskę. Od ic.li najbliższych sąsiadów Tybaranów, ludu niemniej zuchwałego i nam nieprzyjaznego, wziąłem po zdobyciu Pindenissum zakładników i rozpuściłem wojsko na leże zimowe, dawszy polecenie bratu K wintowi rozłożyć je po wsiach zdobytych lub jeszcze niezupełnie uspokojonych.
Z LISTÓW DO ATTYKA (AD ATTICUM). l Ks. I. list 18).
Trzeba ci wiedzieć, że na niezem mi teraz tak nie schodzi, jak na człowieku, któremubym ze wszystkiego, co mnie troską jaką nabawia, mógł się zwierzyć, któryby mnie kochał, rozumiał, z którymbym mógł pomówić, nic nie zmyślać, nic nie udawać, zniczem się nie k-yć. 21*
Niemasz tu bowiem mego brata, który jest tak dobroduszny i szczerze do mnie przywiązany, któremu mogłem otworzyć moje najskrytsze myśli równie bezpiecznie, jak skałom i pustynię®. A ty, który tak często radą i jednem słowem ulżyłeś rui troski i utrapienia, który zwykłeś mi być poinoeą w publicznych sprawach, mieć udział we wszystkich moich zamysłach, który wiesz o wszystkich moich domowych interesach, z którym o wszyslkiem mówić mogę — gdzie jesteś? Tak jestem od wszystkich opuszczony, że oprócz oliwil, przepędzonych z moją żoną, córeczką i słodkim synkiem, żadnego innego nie muin odpoczynku i rozweselo nia. Bo owe na interesie oparte, ubarwione przyjaeielstwa mają jakiś blask na Forinn, ale w domu nie przynoszą rrii żadnego pożytku. Tak tedy, chociaż pełno w domu gości, chociaż otoczony tem licznem gronem przyjaciół idę rano na Forum, żadnego w takiem mnóstwie znaleźć nie mogę, z którym bym mógł swobodnie pożartować lub poufale westchnąć. Więc ciebie wyglądam, tęsknię za tobą, powrotu twego pragnę. Tysiączne mam frasunki i zmartwienia, od których, gdybyś mnie chciał posłuchać, uwolr.ićby mnie, zdaje rui się, mogła jedna z tobą przechadzka.
Nie ci nie powiem o moich domowych troskach, bo ich nio powierzę listowi ani nieznanemu mi nnogo oddawcy. Nio frasuj się jednak, są do zniesienia, acz coraz głębiej osiadają i dopiekają a rue mam żadnego przyjaciela, któryby je radą i pociechą ukoił.
Tłiim. Tli Hi/kaczcwski.
Z LISTÓW PLINIUSZA M LODSZEGO.
Dwa listy do historyka Tacyta (Wybuch Wezuwiusza). (Ks. VI. list 16.)
Prosisz mnie, abym ci zgon wuja mego opisał, byś go tem lepiej zdołał podać potomności. Dzięki ci składam za to, gdyż widzę, iż śmierć jego, jeżeli ty ją uczcisz, nieśmiertelna czeka sława. Chociaż albowiem w klęsce najpiękniejszej krainy, równie jak narody, jak miasta, pamiętnym zginął przypadkiem, jakoby wiecznie żyć mając; chociaż sam bardzo wiele i trwałych dzieł utworzył: wielce się jednakże do nieśmiertelności jego wieczność twych pism przyłoży. Ja z mej strony uważam tych ludzi, którym z daru bogów dostało się w udziale albo działać rzeczy opisu godne albo pisać na czytanie zasługujące, za szczęśliwych; za najszczęśliwszych zaś, których jedno i drugie spotkało. W liczbie tych tu będzie wuj mój, tak przez własne swe dzieła, jak przez twoję.
Tem więc chętmoj zlecenia twego się podejmują a nawet go pragnąłem. Znajdował się on w Mizenum i osobiście Home przywodził. Dnia 2Hgo sierpnia około godziny siódmej dzienne1 matka moja oznajmia mu, iż się chmura nadzwyczajnej wielkości i kształtu ukazuje. On pod ten czas ngrzawszy się na słońcu, poleru zimną wz.ąwszy kąpiel, zjadł był obiad leżąc i pracował w naukach: kazał więc podać sobie trzewiki i wszedł na imej.sce, z którego owo zjawisko najlepiej można było widzieć. Wznosiła się chmura (zdała patrzący me wiedzieli, z której góry; potem się dowiedziano, iż z Wezuwiusza); podobieństwa jej i postaci żadne drzewo bardziej jak sosna nie wyobrażało, gdyż wznosząc się jakoby na bardzo wysok.in pniu, na kilka się rozdzielała gałęzi. Hozurniem dlatego, że mocnym w górę wyrzucona wiatrom, potem z osłabieniem tegoż albo też pod własnym ulegając ciężarem, wszarz się rozchodząc znikała: białego niekiedy, niekiedy brudnego i plamistego będąc koloru, w n.iarę jak ziemię lub popiół z sobą nnosiła. Zdało się to jemu jako mężowi bardzo uczonemu rzeczą nadzwyczajną i bliższego rozpoznania godną. Każe tedy przysposobić lekki statek i zdaje na wolę moją, jeżelibym chciał razem z nim jechać. Odpowiedziałdm, iż się uczyć wolę; a właśnie też dał mi był sam cos do pisania Wychodził już z domu; wtem odbiera list 0(1 Rektyny, żony Cezyusza Hassa, grożąeem przerażonej niebezpieczeństwem (jej bowiem letnie m.eszkanie leżało tuż u spodu i ucieczka stamtąd tylko okrętem był# podobną); błagała go, ażeby ją z tak wielkiego wyrwał niebezpieczeństwa Zmienił on przedsięwzięcie i to, c.o w zamiarze uczonym tylko postanowił, wykonał z najwiąkszcm poświęceniem siebie. Rozkazał spuśoić ezlerorzędowe okręty, mając nie tytko Rektyme, lecz i wielu innym nieść pomoc (wybrzeże bowiem z przyczyny swej przyjemności bardzo było ludne). Spieszy tam, skąd inni uciekają i prostą drogą ster wprost skierowawszy, ku niebezpieczeństwu dąży, tak dalece od bojaźni wolny, iż każde owego nieszezęsnogo zjawiska poruszenie, każdą postać, tak jak okiem dostrzegł, dyktował i rysował Już popiół na okręty padał, coraz gorętszy i gęstszy, im się bardziej zbiiżał, już nawet purchate i czarne, przepalone i w ogniu spękane kamienie; już nagła się ukazała mielizna i brzegi nieprzystępne przed zwaliskami góry. Zastanowiwszy się cokolwiek, czyby nnał powrócić, po chwili sternikowi napominającemu, ażeby tak uczynił, rzekł: »Smiałym szczęście sprzyja; udaj się do Pomponiana*. Tenże znajdował się w Stabiaeh za zatoką, gdyż tamże morze w zakręty i zwolna się krzywiące brzegi wchodzi. Tenże, chociaż tam jeszcze niebezpieczeństwo nie biizkiem, widzianem jednakże bvło i gdy się powiększało, nawet nader hlizkiem być mogło, kazał był sprzęty na okręty poznosić, w pewnem przedsięwzięciu ucieczki, skoroby się wiatr przeciwny uspokoił. Za którego to pomocą wuj mój na ten czas bardzo dogodnie przybiwszy, uściskał, cieszył drżącego i dodawał mu odwagi i dla uśmierzenia bojaźni jego przez ufność w własne bezpieczeństwo, do łaźni się zanieść kazał: po kąpieli położył się, wieczerzał i jeszcze z wesołością albo, co równie jest wielbem, z udaniem wesołości. Z góry Wezuwiusza tymczasem na kilku miejscach szerokie płomienie i wielkie buchały po żary, których połysk i światło ciemność nocy jeszcze powiększała. On zaś dla zaspokojenia bojaźni powiadał, że to wsi z przestrachu od włościan na pastwę płomieni zostawione i opuszczone w samotności się palą. Udał się potem na spoczynek i w istocie spał snem niezmyślonym, gdyż oddech jego, który dla sytości ciała cokolwiek ciężki miał i głośny, słyszeli ci, co koło progu przechodzili. Lecz dziedziniec, z którego się do mieszkania wchodziło, popiołem i zmieszanym, z nim purchatyim kamieniami tak się już wysoko był napełnił, iż, gdyby kto dłużej w pokoju pozostał, wyjśćby z niego nie mógł. Przebudzony wyszedł i udał się do Pomponiar.a i innych, którzy byli nie spali. Wspólnie się tedy naradzają, czy pomiędzy budynkami pozostać, czy też po otwartem chodzić miejscu: gdyż od częstego i gwałtownego trzęsienia ziemi budynki się chwiały i jakby z posad swych wyruszone raz na tę, drugi raz na ową stronę zdawały się nachylać lub napowrót wracać. Pod gołem znów niebem obawiano się spadku purchatych kamieni M, hociaż lekkich i wypalonych. Ostatnie jednakże porównywając niebezpieczeństwo wybrano. U niego jeden powód przemagał nad drugim, u innych zaś bojaźń tylko nad bojaźnią. Pokładłszy poduszki na głowy, chusLkami je przymocowali. To było ochroną przeciw spadającym przedmiolom. Gdzieindziej już był dzień, tam zaś ciemność nad wszystkie nocy czarniejsza i gęstsza, którą jednak wiele pochodni i rozmaite przerzedzały światła. Postanowił wyjść na brzeg i z blizka zobaczyć, czyby się już morzem puścić można, któro wciąż jeszcze wzburzone i do żeglugi niezdatnem było. Tamże na rozłożonem spoczywając płótnie po dwakroć zimnej sobie kazał podać wody i napił się. Nareszcie pło/nienie i zapach siarki, płomieni poprzednik, innych do ucieczki zmusza a jego wzbudza. Na dwóch wsparły niewolnikach powstał i natychmiast upadł, gdy mu, jak się ja domyślam, gęstszy cokolwiek dym oddech zatamował i żołądek skurczył: a miał go też z przyrodzenia słaby i wązki i do częstego odbijania skłonny Skoro dzień wuói ił, ( trzeci to po owym, który on po ostatni raz był widział), znaleziono ciało jego całkowite, nienaruszone i tak zupełnie odziane, jak był ubrany; postawa ciała bardziej do śpiącego niż umarłego podobna. Ja i matka m.ąa byliśmy przez ten czas w Mizcnum. Lecz to niema z historyą związku; nic też więcej prócz zgonu jego wiedzieć nie chciałeś. Zakończę tedy. To jedno tylko dodam, iż wszystko, przy czem obecny byłem i com słyszał, natychmiast, a wtedy się zwykle jeszcze bardzo zgodnie z prawdą opowiadają zdarzenia, wiernie opisałem. Ty rzeczy najważniejsze wybierzesz. Co innego bowiem jest list, co mnogo historya, co innego dla przyjaciół, co innego dla wszystkich pisać. Bądź zdrów. (Ks. VI list 20.)
Powiadasz, iż listem. który ci o wuja mego śmierci na żądanie twoje napisałem, powodowany dowiedzieć się pragniesz, jakiejbym w Mizenum pozostawszy (do tego bowiem przyszedłszy, powieść przerwałem) nie tylko trwogi, lecz jakichbym też doznał przypadków.
Chociaż umysł na samo się wzdryga wspomnienie,
Zaczynam.
Po odjeździe wuja pozostały czas poświęciłem pracy naukowej (dla tego bowiem zostałem); potem nastąpiła kąpiel, wieczerza i sen niespokojny i krótki. Już poprzednio przez kilkanaście dni panowało trzęsienie ziemi, mniej straszliwe dla tego, iż w Kampanii zwyczajne: w tej zaś nocy tak się wzmogło, iż wszystko nie poruszać, lecz się obracać zdawało. Wśród tego wpada matka moja do mego sypialnego pokoju; właśnie też już wstawałem w celu przebudzenia jej, jeżeliby spała.
Usiedliśmy na dziedzińcu, który w miernej przestrzeni morze od budynków przedzielał. Nie wiem, czy to odwagą czy nieroztropnością mam nazwać, byłem bowiem na ten czas w ośmnastym roku. Każę sobie księgę Tyta Liwiusza podać i jakby w czasie spokojnym czytam; a nawet, jakem już był zaczął, robię wyciągi. Wtem przyjaciel wuja mego, który do niego z Hiszpanii niedawno był przybył, zoczywszy mnie i matkę moją siedzących a mnie jeszcze nawet czytającego, zganił cierpliwość jej a mnie nieostrożność: pomimo tego jednak nie spuściłem oka z księgi. Już pierwsza godzina dzienna nadeszła, a jeszcze światło pomroczne i niejako ponure: gdy się już otaczające nas budynki wstrzęsły, mopno i z pewnością należało się lękać ich upadku, choąiaż w miejscu otwarłem, pomimo tego jednak ścieśnionem. Wtedy dopiero umyśliliśmy wyjść z miasta. Za nami udaje się przerażone pospólstwo i chwyta się, co zwykle w trwodze miejsce zastanowienia zastępuje, innych a nie własnego rozumu rady i w tłumie niezmiernym uchodzących nas ściska i tłoczy. Wyszedłszy z pomiędzy domów, zastanowiliśmy się. Wiele tam dziwów spotykamy, wiele doznajem strachu. Gdyż wozy, którym zajechać kazaliśmy, chociaż na najrówniejszej ziemi, na przeciw* były miotane strony a nawet kamieniami zaparto, na miejscu ostać się nie mogły. Prócz tego zdawało się, że morze sarno siebie pochłonąć chce i że je trzęsienie ziemi niejako od lądu odpycha. Przynajmniej brzegi się rozszerzyły i wiele zwierząt morskich na suchym pozostało piasku. z drugiej strony czarna i straszliwa clnnura nieustannie <w wite zakręty błyskawicami przerzynana, szerokie wybuchała płomienie: były one i podobne piorunom i większe od nieb. Na ten czas ów przyjaciel z Hiszpanii mocniej i usilniej nalegając rzekł nam: * Jeżeli twój brat, jeżeli wuj twój żyje, życzy, abyście ocaleli; jeżeli zginął, chciał, abyście pozostali przy życiu: czegóż się więc ujść wahacie?*. Odpowiedzieliśmy, że nie dopuścim się tego, abyśmy w niepewności o życiu jego, o zachowaniu własnego myśleć mieli. Nie czekając tedy porwał się i co tchu biegnąc przed niebezpieczeństwom uszedł; niedługo też potem chmura owa spuszczać się na ziemię i okrywać morza zaczęła. Już była otoczyła i zasłoniła Kapreę i przylądek Mizenu skryła przed okiem, Matka tedy moja napomina, rozkazuje, ażebym na wszelki sposób uchodził ponieważ jako młody zdołam; że ona laty i ciałem obciążona chętnie umrze, byleby przyczyną mego zgonu nie była. Przeciwnie zaś ja, »iż się nie ocalę*, rzekłem, >chyba z nią razem*. Potem uchwyciwszy jej rękę, naglę ją kroku przysparzać; ona idzie z niechęcią i wini siebie, że mnie zatrzymuje Już popiół, jeszcze jednak rzadki, padał; oglądam się a tu gęsta z tyłu nasuwała się mgła, która na podobieństwo potoku po ziemi płynąc, za nami postępowała. »Zboczmy«, rzekłem, »dopóki widzim, ażebyśmy od ciżby idących na drodze powaleni i w ciemności zdeptani nie zostali. Ledwośmy usiedli, aż tu noc, nie jak kiedy księżyc nie świeci lub kiedy pochmurno, lecz taka, jaka bywa w miejscach zamkniętych, gdy się światło zagasi. Można było słyszeć szlochanie niewiast, krzyk dzieci, wrzaski mężczyzn: jedni rodziców, drudzy dzieci, inni żon po głosie szukali i po głosie się poznawali; jedni własne, drudzy krewnych swych nieszczęścia opłakiwali; byli i tacy, co z bojaźni śmierci, tejże sobie życzyli. Wielu wznosiło ręce do bogów; większa część rozumiała, iż już bogów wcale niema i że noc ta wieczną i ostatnią była dla świata. Nie zbywało też na takich, którzy urojonymi i zmyślonymi strachy istotne powiększali niebezpieczeństwa. Znajdywali się ludzie, eo kłamliwie lecz łatwowiernym opowiadali, że w Mizenum byli, że się toż zawaliło, że się pali. Cokolwiek się rozjaśniło; lecz się to nie dniem nam zdawało, ale zbliżającego się pożaru oznaką i był też lo w istocie pożar, lecz się zatrzymał zdała: znów potem nastała ciemność i powtórnie popiół w wielkiej ilości i gęsty: po kilka razy powstając, otrzepywać się z niego musieliśmy, inaczej bylibyśmy mm okryci a nawet ciężarem jego przyciśnieni zostali. Mógłbym sięfchełpić, iżem w tak wielkiem niebezpieczeństwie ani westchnienia ani wyrazu mniej męskiego nie wypuścił, gdybym nie był czuł tej okropnej, prawda, wielkiej jednak w mym zgonie pociechy, iż wspólnie ze wszystkiem ginę i wraz ze mną wszystko. Nareszcie owa ciemność przerzedziwszy się, w dym niby czyli mgłę oię zmieniła: wkrótce dzień rzeczywisty i słońce nawet zajaśniało, mdłe jednak, jak bywać zwykło podczas zaćmienia. Drżące jeszcze oczy spotykały wszystko w zmienionej postaci, głębokim popiołem jakby śniegiem pokryte. Wróciwszy do Mizi num, jukokolwiek ciało posiliwszy, przepędziliśmy noc w niepewności i wątpliwi między nadzieją i trwogą; trwoga zawsze jednak przemagała, gdyż trzęsienie ziemi nie ustawało i mnóstwo ludzi, rozumu pozbawionych, straszne rozpowiadając wróżby, z własnych i cudzych natrząsali się nieszczęść. My atoli i wtenczas nawet, chociaż doświadczywszy już niebezpieczeństwa i jeszcze go oczekując, oddalić się nie dnieliśmy, dopokiby wiadomość o wuju nie nadeszła. Wszystko to, jako bynajmniej na umieszczenie w dziejach nie zasługujące, czytać będziesz nie w celu zapisania go w tychże i sam sobie, ponieważ tego żądałeś, winę przypiszesz, jeżeli nawet listu godnem nie osądzisz. Bądź zdrów.
List Pliniusza do cesarza Trajana o cnrześcijanach. (Ks. IX. list 9(5).
Mam sobie za obowiązek, Panic, we wszystkiem, w czemkolwick jestem wątpliwym, do ciebie się odwoływać. Któż bowiem lepi»j zdoła 8ub z wątpliwości mnie wyprowadzić lub w niewiadomości oświecić? Nigdy nie byłem przy sądowem postępowaniu przeciwko chrześcijanom; alatego me wiem, co i o ile albo karać albo śledzić się zwykło. Ni« małą mi też sprawiło wątpliwość pytanie, czy zachować wzgląd jaki na wiek, czy też wcale nieodróżniać choćby jak najmłodszych od ludzi dojrzalszych? i czy się ma udzielać przebaczenia powracającemu z żalem, czy też, skoro kto raz był chrześcijaninem, wcale ku ochronie jego służyć niema, że nim być przestał? Czy samo imię tylko, chociaż zbrodnią nieskalane, czy też zbrodnie wraz z imieniem połączone karać należy? Tymczasem z tymi, których mi jako chrześcijan wskazywano, w ten sobie postępywałem sposób. Pytałem się ich, »czy są chrześcijanami?* Przyznających się po drugi i po trzeci raz pytałem, grożąc im karą śmierci, a na obstających przy swojem wykonać ją kazałem. Bynajmniej bowiem nie wątpiłem, iż, jakiekolwiek było wyznanie ich, upór przynajmniej i nieugięte zuchwalstwo ukarać należało. Znaleźli się i inni szaleni, których, ponieważ obywatelami rzymskimi byli, wciągnąć w spis kazałem w celu odesłania ich do Rzymu. Wkrótce, gdy przez samo poszukiwanie, jak się to dziać zwykło, występek się rozszerzał, więcej się zdarzyło przykładów. Przełożono mi bezimienną skargę zawierającą nazwiska wielu ludzi, którzy zaparli, iż są lub że byli chrześcijanami; przytem za przykładem moim bogów wzywali i obrazowi twemu, który wraz z posągami bogów umyślnie dlatego kazałem przynieść, z kadzidła i wina ofiary czynili; prócz tego Chrystusowi złorzeczyli: do czego wszystkiego tych, którzy prawdziwymi są chrześcijanami, zniewolić, jak powiadają, wcale nie można. Osądziłem więc za słuszną uwolnić ich. Inni w wykazie wymienieni powiedzieli, iż są chrześcijanami i zaraz znów zaparli się mówiąc, że wprawdzie byli nimi, lecz być przestali, jedni przed trzema, drudzy przed kilkunastą a niektórzy nawet przed dwudziestą laty. Wszyscy także i obrazowi twemu i posągom bogów cze.ść oddali. Równio też i Chrystusowi złorzeczyli. Zapewniali zaś, że to było całą ich czylito winą czyli błędem, że zwykli byli w dniu przeznaczonym przed świtem się zgromadzać i modlitwę do Chrystusa, jakby do boga, wspólnie odmawiać i przysięgą nie do zbrodni jakiej, lecz do tego się zobowiązywać, ażeby kradzieży, rozbojów i cudzołóstwa nie popełniali; ażeby wiary nie łamali; ażeby na wezwanie nie zapierali złożonych u siebie rzeczy; że po dokonaniu lego zwyczajem u nich było rozchodzić się i powtórnie się zgromadzać dla pożywania pokarmu, pospolitego jednakże i niewinnego: że i tego nawet zaprzestali po ustawie mojej, w której według zleceń twoich schadzek publicznych zakazałem. Tem więc większą uznałem potrzebę dowiedzieć się, nawet zapomocą tortur z dwóch dziewczyn, które służebnicami nazywano, ileby w tem było prawdy. Lecz nic więcej me znalazłem, jak przewrotny i zagorzały zabobon i dlatego odroczywszy sąd, udałem się do ciebie o radę. Zdała mi się bowiem rzecz ta godną zasiągmenia rady od ciebie, osobliwie dla mnóstwa ludzi o to zapozwanych. Wielu bowiem wszelkiego wieku, wszelkiego stanu, nawet płci ohojej, pociągani są 1 będą. Albowiem nie tylko po miastach, ale po wsiach nawet i włościach zaraza tego zabo bonu się rozpostarła, którą, jak się zdaje, wstrzymać i wykorzenić można. Pewno przynajmniej jest, iż do świątyń, prawie już opustoszałych, znów uczęszczać i ofiary uroczyste oddawna zaniechane wznawiać zaczęto; i że raz po raz sprzedają się zwierzęta ofiarne, na którę dotąd bardzo rzadko się kupiec zdarzał. Z czego łatwo wnieść, jak wielkie mnóstwo ludzi poprawićby można, gdyby się żałującym za winę przebaczenia udzieliło.
Odpowiedź Trajana. (List 97).
W rozstrząsaniu spraw tych ludzi, którzy przed tobą jako chrześcijanie oskarżeni byli, zachowałeś, najmilszy mój Sekundzie, postępowanie, jakie się należało. Nie można tu bowiem dać ogólnego i niejako pewnego przepisu. Śledzić ich nie trzeba; jeżeli zostaną oskarżeni i przekonani. ukarać ich należy, tak jednakże, iżby ten, co się zaprze być chrześcijaninem i uczynkiem tego dowiedzie, to jest oddając cześć bogom naszym, dla żalu za winę przebaczenie zyskiwał, choćby był podejrzany co do przeszłości. Bezimienno zaś skargi przy żadnym występku na wzgląd zasługiwać nie powinny. Gdyż to i najgorszy daje przykład i na panowanie nasze nie przystoi.
T/iim. IłtńHan ZiplecM.
III. FILOZOFIA.
Na polu filozofii nie stworzyli Rzymianie nic nowego, niczem nie przyczynili się do wzbogacenia skarbu greckiego a jeżeli zajmowali się mą wogóle, to tylko o tyle, o ile ona dawała wskazówki do życia praktycznego i o ile znajomość jej była potrzebna, jako warunek ogólnego wykształcenia, do zawodu mówcy i statysty. Naturalnie wszystko, co w tym zakresie wiedzieli, wiedzieli od Greków. Między greckimi uczonymi, którzy w 11. w. przed Chr. tłumnie, rzec można, zjeżdżali do Rzymu, było wiciu filozofów. Doznali oni zrazu chłodnego przyjęcia Nauka ich była całkiem nowa, nieznana a groziła podkopaniem uczuć religijnych i zmianą pojęć moralnych, więc wielu było takich, którzy gwałtownie sprzeciwiali się jej szerzeniu. SenaL nawet dwukrotnie wypędzał z Rzymu uczonych. Ale pomimo tych przeszkód i niechęci rządu rozciekawmna nowością młodzież zajmowrała się filozofią z coraz większym zapałem i garnęła.się do nauczycieli a nawot wyjeżdżała do Aten w tym celu, by zapoznać się z tą nauką tam, gdzie żyli najwybitniejsi jej przedstawiciele. Z początkiem wieku I. przed Chr. każdy prawie wykształcony człowiek zna już choć po wierzchu główne zasady epikurejskiego a zwłaszcza stoickiego systemu. Stoicyzm ze swą powagą, moralnością i praktycznym kierunkiem najbardziej odpuwiadał usposobieniu i charakterowi Rzymianina i w najmniejszej stosunkowo stał sprzeczności z jego religijnemi i państw owemi pojęciami. Zjawili się nawet pisarze, którzy próbowali pisać filozoficzne rozprawy, ale rzecz traktowali całkiem jednostronnie i powierzchownie, <vięc znaczenia nie mają.
Eklektykiem tylko był także główny reprezentant filozoficznych studyów w Rzymie, wielki Cycero (patrz rozdział: »Wymowa*).
Żaden Rzymianin nie zgłęDił dokładnie dzieł myślicieli greckich, nie zgłębił ich też i Cycero, który wycofawszy się z życia politycznego po przyjściu Cezara do wszechwładzy, zanadto gorączkowo zajął się tą najpiękniejszą, ale zarazem najtrudniejszą z nauk i w krótkim przeciągu czasu napisał wiele rozpraw filozoficznych. Stąd wynikła pewna pobieżność. On nie próbował wcale tworzyć nowych systemów, nie myślał nad rozwiązaniem niezbadanych zagadek, ale wybierał ze znanych mu dzieł te zdania czy myśli, które można było użyć jako cenne wskazówki w praktycznem życiu, z pożytkiem dla moralności. Pojmował filozofię jako naukę dobrego życia (bene vivendi dtsciplina), dlatego i jemu najwięcej przypadł do smaku stoicyzm. Prócz Zenona1) tylko Platon wzbudzał w nim uwielnienie. Mimo tego braku gruntowności i ścisłości logicznej nie można Cyceronowi odmówić wielkiej, wieczystej zasługi. Gdyby nie on, nie mielioy Rzymianie i narody średniowieczne wyobrażenia o filozofii Dzieła jego pisane językiem barwnym i jasnym przyczyniły się w wysokim stopniu do spopularyzowania wiedzy greckiej, rozjaśniały umysły ludzkie i pobudzały je do cnoty, do wiedzy i do ciągłego postępu Stworzył nadto Cycero pierwszy w swojej ojczyźnie filozoficzną terminologię łacińską, także wzbogacanie języka, jak już wspomnieliśmy kilkakrotnie, jest zasługą niespożytą Terminologii jego używano aż do czasów najnowszych, w których zapanowało przekonanie, że kto, chce stanąć na wyżynie prawdziwej nauki, do greckich źródeł i wzorow powrócić musi. Filozoficznych rozpraw Cycerona jest czternaście, najważniejsze z nich są następujące: a) 0 rzeczypospoiitej (De repubUca, 6 ksiąg). Cycero wyraża w tem piśmie życzenie, żeby w ojczyźnie jego święta panowała zgoda, żeby i aryslokracya i demokracya podały sobie ręce i pracowały dla pospolitego dobra. Sławny jest ustęp z księgi szóstej, znany pod tytułem >Son Scypiona* (Somnium Scipionis).
I>) 0 granicach dobrego i złego (I)c /inibus honor um cł.nalormn, 5 ksiąg). Jestto zestawienie różnych zdań greckich filozofów o tem, co dobre a co złe, wyrażanych przez epikureji zyków, stoików, akademików i perypatcLyków.
J) Zenon z Cypru, założyciel szkoły stoików, żył na początku trzeciego wieku przed Chr. w Atenach. c) Rozprawy tuskulańskie (Tusculanae disputationesT 5 ksiąg) nazwane tak, ponieważ rozmowa w nich przedstwiona toczy się przez pięć dni, w wiejskiej posiadłości Cycerona, w Tusculum.
I. księga uczy o gardzeniu śmiercią, II. o cierpliwem znoszeniu cierpień,,
III. o sposobach złagodzenia bolu, IV. o innych zaniepokojeniach pogodnego życia, V. dowodzi, że tylko cnota jest zupełnie wystarczającą podstawą szczęścia. Najpiękniejsza jest księga I. i V. d) O naturze bogów (De natura deorum, 3 księgi); praca tosłaba i w założeniu i wykonaniu. Cycero bada teorye epikurejczyków, stoików, akademików, ale pobieżnie i bez rezultatu. Do tej samej kategoryi należy pismo „De divinatione“ (O wróżbach), opracowane wtedy, gdy Cycero był augurem, raczej skeptycznie i szyderczo, niż z namaszczeniem. e) Kato starszy czyli o starości (Cato maior sine de senectute). Stary Kato chwali starość. Miała to być pociecha dla stosunków f) L e I i u s z czyli o przyjaźni (Laelius sive de amicitia).
Leliusz rozmawia ze swymi zięciami Fanniuszem i Mucyuszem Scewolą 0 przyjaźni, opartej na prawdziwie moralnych podstawach. Rozmowa odznacza się wielką żywością. g) O obow ązkach (De officiis, ksiąg 3). Sam tytuł mówi o treści; dodać należy, że zabierając głos w tej sprawie, najważniejszej na świecie, bo tvlko ścisłe spełnienie obowiązków przyjętych świadczy o wartości człowieka, Cycero przytacza ważne przykłady z historyi.
Pisma filozoficzne Cycerona (obok innych) przetłómaczył Rykaczewski (Paryż 1870).
Prócz Cycerona jeden tylko pisarz zdobył sobie sławę jako autor dzieł filozoficznych a mianowicie Seneka.
Seneka (L. Annaeus Seneca, 4 — 65 po Chr.), syn sławnego retora, już od dzieciństwa wychowywał się w Rzymie, ucząc się retoryki i filozofii. Wcześnie wstąpił w służbę państwową, ale za panowania Kaliguli popadł w podejrzenie i tylko z trudnością uszedł śmierci. W r. 41 imał być uczestnikiem jakichś awantur 1 na żądanie Messalmy wysłał go cesarz Klaudyusz na wygnanie (do Korsyki). Fecz później wyrok wygnania zniesiono, mianowano go profesorem i pomczono mu wychowanie Nerona. Szanowny mentor z początku bardzo poważnie pojmował swoje zadanie i prowadził chłopca w najlepszym duchu, ale gdy zmiarkował, że niedobre instynkty w nim przeważają, zaczął się na nie patrzyć przez palce i to bjła największa jego wina. W r 57 był konsulem. (uly spostrzegł, że uczeń nie dowierza mu, cofnął się od życia publicznego, zamieszkał w swoich dobrach, ale pomimo to, jak tylu innych, podejrzany o udział w spisku Pizona, przeciął sobie w kąpieli żyły i skończył żywot nieszczęsny więcej niż szczęśliwy. Był on zwolennikiem szkoły stoików, ale pragnął iść drogą jeszcze więcej praktyczną i dlatego dzieła jego najbardziej przypadały do smaku ludziom, pragnącym spokojnego, rozumnego, obliczonego na minutę życia. Nie można nie przyznać, że głosił zasady szlachetne, że miał poczucie moralności w stopniu wysokim, że jednem słowem lepszy był niż jego wiek i wieku tego ludzie, jeżeli nie zawsze w życiu, to zawsze w pismach. Dlatego też chrześcijanie wzięli go w opiekę a nawet krążyło podanie, że był chrześcijaninem i przyjacielem apostołów (według jednych Piotra, według drugich Pawła). Pisma jego (nie wszystkie się zachowały) odznaczają się piękną formą i trafnością myśli.
Najważniejsze z nich są tragedye (patrz rozdz.: »Poezya dramatyczna*) i rozprawy z zakresu nauk przyrodniczych (Naturales ąuaestiones) i filozofii. Z zakresu tej ostatniej zachowały się trzy pisma: >0 dobrodziejstwach* (De beneficiis), >0 łagodności*, (De clementia, do Nerona) i Dyalogi (Dialogorum 1. XII.), traktujące o spokoju duszy, o opatrzności, o wytrwałości mędrca, 0 gniewie, o życiu szczęśliwem, o odpoczynku, krótkości życia. Zostawił także i znaczną liczbę listów (zachowało się 124, pisanych do młodego przyjaciela Lucyliusza, obfitych w mądre myśli 1 rady, wskazujące prawe drogi żywota i w niejednej sprawie z nauką chrześcijańską zgodne.
Traktaty Seneki tłómaczyli. Łukasz Górnicki (O dobrodziejstwach), X. Dawid Pilchowski (O krótkości życia, o życiu szczęśliwem, o opatrzności, o pokoju ducha i t. p., 1771 i 1775), Józef Max. Ossoliński (O pocieszeniu, 1782). 2 CYCERONA.
Z PISMA „0 RZECZYPOSPOLITEJ“.
Sen Scypiona. (Z księgi VI.). 3...........Chociaż przekonanie o pięknych uczynkach jest dla mędrców najhojniejszą cnoty nagrodą, ta boska cnota żąda jednak nie posągów ołowiem z swemi podstawami spojonych, nie tryumfów i więdniejąe.yeh wawrzynów, ale trwalszych i zielońszych wieńców
Leliusz: Jakie są te wieńce?
Seypio: Ponieważ trzeciego dnia świąt wolni jeszcze jesteśmy, pozwólcie mi opowiedzieć..... 1. Kiedym do Afryki przybył trybunem wojskowym, jak wiecie, czwartej legii, pod konsulem Manlinszom Maniliuszem. nic nie miałem pilniejszego jak odwiedzić króla Masynissę, dla słusznych powodów ściśle złączonego z naszą rodziną. Skorom przed nim stanął, uściskał mnie ton slarzee, potem podnosząc oczy w górę, zawołał: »Dzięki ci składam, najwyższe słońce, i wam wszystkim, że, nim się z tem życiem rozstanę, widzę w mojem królesiwie i w moim domu P. Korneliusza Scypiona, którego samo imię mnie rozwesela1; bo pamięć owego cnotliwego i niezwyciężonego męża, który także tak się nazywał, nigdy nie wychodzi mi zmyśli*. Pytałem go potem o stanie jego królestwa, on mnie o naszej rzeczypospolitej. ten dzień zszedł nam na długiej rozmowie. Po wspaniałej, jak na dworze królewskim, wieczerzy, rozmowa nasza przedłużyła się do późnej nocy; bo starzec, o niezem nie mówił, jedno o Scynionie Afrykańskim, którego nie tylko wszystkie czyny, ale i słowa pamiętał. 5. Potem, kiedyśmy się na spoczynek udali, sen twardszy niż zazwyczaj ogarnął mnie, strudzonego podróżą i długiem w późną noc czuwaniem. Wtedy, dlatego zapewne, żeśmy o n.m mówili (bo często się zdarza, że to, o eznm myślimy lub mówimy, sprawia we śnie co podobnego do tego, co Enniusz mówi o llomerze, o którym na jawie zwykł był myśleć i mówić), Seypio Afrykański mi się ukazał w tej postaci, jaka mi lepiej z jego obrazu, niżeli z osoby była znana. Wzdrygnąłem się na jego widok; ale on rzekł: »Uspokój się, Scypionie, i nie lękaj się, a co powiem, zatrzymaj w pamięci*. 6. »Czy widzisz to miasto, które zmuszone przezemnie do posłuszeństwa ludowi rzymskiemu, odnawia dawne wojny, nie może zachować się spokojnie*? To mówiąc, wskazywał mi Kartaginę z wysokiego miejsca, zasianego gwiazdami, jaśniejącego ich blaskiem. ♦ Zaledwie wyszedłszy z prostego żołnierza L przychodzisz ją oblegać. Nim dwa lata upłynie, zostaniesz konsulem i obalisz ją, przez co sam przez się otrzymasz przezwisko, które doląd masz po mnie w dziedzictwie. Obaliwszy Kartaginę, odprawiwszy tryumf, odbywszy cenzurę, objechawszy w poselstwie Egipt, Syryę, Azyę, Grecyę, zostaniesz w swej nieobecności po raz drugi konsulem wybrany i ukończysz wielką wojnę zburzeniem Numancyi. Ale kiedy wjedziesz do Kapitolu na tryumfalnym rydwanie, zastaniesz rzeczpospoh.ą zawiehrzoną zamysłami mego wnuka1). Tu, Scypionie, trzeba ci będzie okazać ojczyźnie światło twego geniuszu, mądrości, roztropności. Ale tego czasu widzę przeznaczenie jakby pewne swej drogi. Kiedy słońce siedm razy ośm obróci się koło ziemi i kiedy te liczby, z których każda dla różnych przyczyn jest doskonała, rozmnożone przez siebie doprowadzą cię przyrodzonym porządkiem dć nieuchronnego kresu, do ciebie, do ciebie jednego cały się Rzym obróci, na ciebie senat, na ciebie Latyn poglądać będą. Słowem trzeba, żebyś jako dyktator urządził rzeczpospolitą, jeżeli możesz uniknąć morderczych rąk twych krewnych*.
Na te słowa Leliusz krzyknął, drudzy jęknęli Ale Scypio: ♦Pro szę was, nie budźcie mnie ze snu*, rzekł z lekkim uśmiechem, >bądźcie cicho i słuchajcie reszty*. 7. * Żebyś miał, mój synu, więcej ochoty bronienia rzeczypospolitej, miej za rzecz pewną, że dla wszystkich, którzy ocalili, obronili, rozszerzyli ojczyznę, jest naznaczone pewne w niebie miejsce, gdzie wiecznej szczęśliwości używać będą: nic bowiem bogu najwyższemu, który całym tym światem rządzi, nie jest na ziemi przyjemniejszego jak zgromadzenia, towarzystwa ludzi węzłem prawa w społeczeństwo złączonych, którę się rzeezamipospolitemi zowią. Ich rządcy i zachowawcy stąd wychodzą i tu powracają*.
Na te słowa, lubo przerażony nie tak bojaźnią śmierci, jak niegodziwością moich krewnych, zapytałem, czy on, czy ojciec Paulus, czy drudzy, których my za umarłych mamy, są żywi. >Są«, rzekł, »bez wątpienia żywi, którzy się z więzów ciała, jakby z więzienia wyswobodzili. Go wy życiem nazywacie, to jest śmiercią. Patrz, oto twój ojciec Paulus przychodzi*. Skorom go ujrzał, wiele łez wylałem; ale on ściskając mnie i całując.J*płakać mi zakazał. 8..lak tylko, powstrzymawszy się od płaczu, mowę odzyskałem. ♦ Proszę cię, o! najlepszy i najczcigodniejszy z ojców! * zawołałem, ♦ponieważ jest życie, jak Afrykanin powiedział, czemuż zatrzymuję się na ziemi? cżeinu nie spieszę się do was powrócić?* — >Tak być nie może*, odpowiedział; ♦póki bóg, którego świątynią jest wszystko, co widzisz, nie uwolni cię z więzów ciała, wejść ci tu nie wolno. Bo ludzie dlatego są ‘) Grakcha. stworzeni, żeby strzegli tej okrągłej bryły, co ją widzisz w pośrodku tej świątyni a która ziemią się nazywa. Dana im jest dusza, pochodząca z tych świateł wiekuistych, które gwiazdami zowiecie a które w kształcie brył okrągłych, ożywione boskim duchem, odbywają po obwodzie koła swe biegi z niepodobną do uwierzenia szybkością. Trzeba ci tedy, Publiuszu, i wszystkim ludziom bogobojnym zatrzymać duszę w więzach ciała, ani bez rozkazu tego, który wam ją dał. wynosić się z śmiertelnego żywota, iżby się nie zdawało, żeście odbiegli powinności ludziom od boga wskazanej. Ale jak twój dziad, jak ja, twój ojciec, bądź sprawiedliwym i bogobojnym, kochaj krewnych i powinowatych a więcej jeszcze ojczyznę. Takie życie jest drogą do nieba i do czcigodnego tych zgromadzenia, którzy już żyć przestali i którzy uwolnieni z więzów ciała, zamieszkują to miejsce, które widzisz*. 9. Tem miejscem był ten ogromny kabłąk, miedzy światłami niebieskiemi najświetniejszą białością jaśniejący, co go wyrazem od Greków wziętym drogą mleczną zowiecie. Stamtąd przypatrując się wszystkiemu, widziałem resztę świata w swej przedziwnej piękności. Były to gwiazdy, których nigdy stąd nie dostrzegliśmy. Najmniejsza z nich, najdalsza od nieba a najbliższa ziemi, jaśniała cudzem światłem. Objętość gwiazd daleko większą była od objętości ziemi a sama ziemia tak mi się małą wydała, że wstyd mi było naszego państwa, które jakby punkt tylko na niej zajmowało. 10. Której gdym się pilniej przypatrywał, rzekł Afrykanin: «I)opokąd, proszę cię, myśl twoja w ziemię utkwiona będzie.? Czyż nie widzisz, do jakich świątyń przyszedłeś? Przed tobą z dziewięciu kręgów czyli raczej z dziewięciu glubów składa się świat powszechny, z których jeden niebieski (firmament) najodleglejszy, jest to bóg najwyższy, który wszystkie inne obejmuje i w sobie zawiera. Do niego przypięte są gwiazdy, które toczą się z nim razem nigdy nie ustającym kołowrotem. Poniżej jest siedm gwiazd, które wstecz się obracają ruchom przeciwnym ruchowi nieba. Jedną z nich jest gwiazda, którą na ziemi Saturnem nazywają; po niej druga, jasnem światłem błyszcząca, rodzajowi ludzkiemu przychylna i sprzyjająca, Jowiszem zwana; po tej czerwonawa, straszne ziemi światło, które Marsem zowiecie; poniżej środek prawłu tej przestrzeni słońce zajmuje, wódz, król, kierownik innych pochodni niebieskich; jakby jego towarzysze, Wenus i Merkuryusz. W najniższym okręgu księżyc oświecony promieniami słońca swe obroty odbywa. Poniżej nie już nic ma, jedno skazitelne i śmiertelne, wyjąwszy dusze ludziom z łaski bogów dano. Nad księżycem wszystko jest wieczne. Ziemia, w środkowem i najniższem postawiona minjscu, jest dziewiątą, nieruchomą bryłą, na którą wszystkie inne swem brzemieniem ciężą*. 11. Kiedym przyszedł do siebie z zadumie.nia, w jakie mnie wprawił ten widok: »Co to za dźwięk*, zapytałem, »lak głośny i słodki, który me uszy napełnia*? — »Jestto*, odpowiedział, harmonia, która pochodząc z nierównych odległości, ale połączonych z sobą w należytym stosunku, wynika z pędu i obrotu ciał niebieskich i której wysokie i nizkie tony, jedne drugimi umiarkowane, tworzą zgodę regularnie uroz-
Zalhey. Antologia rzymska. 22 maiconą Bo tak potężne ruchy nie mogą się odbywać w cichości a samo przyrodzenie wymaga, żeby ciała niebieskie, na ostatecznych krańcach obracające się, z jednej strony nizkie a z drugiej wysokie wydawały Drzmienia. Dla tej przyczyny ów świat najwyższy, gwiazdami zasiany, którego obrót jest prędszy, wydaje w swym ruchu dźwięk ostry i przyspieszony a bieg najniższego księżyca dźwięk bardzo gruby, zie mia zaś utkwiona w dziewiątym i ostatnim rzędzie, zajmując środek świata, pozostaje zawsze nieruchoma. Q>śm innych, między którymi Wenus i Merkuryusz brzmią jednakowo, wydają siedm różnych dla swej odległości dźwięków a ta liczba jest węzłem wszystkich prawie rzeczy. Ludzie, którzy naśladowali tę harmonię brzękiem strun lub dźwiękiem głosu, otworzyli sobie przez to drogę napowrót do tego miejsca, równie jak drudzy, którzy obdarzeni wyższym geniuszem, uprawiali w śmiertelnem życiu boskie umiejętności. Ale uszy ludzkie zagłusza ten odgłos dźwięków niebieskich, bo słuch jest u was najtępszym ze zmysłów; i dlatego, gdzie Nil z wysokich gór spadając tworzy tak nazwane katarakty, ludzie w blizkości tego miejsca mieszkający od ogromnego szumu ogłuchli. Ta harmonia pochodząca z szybkiego obrotu całego świata jest taka, że jej ucho ludzkie znieść nie może, równie jak me możecie pa trzeć wprost na słońce, którego promienie ćmią bystrość waszego wzroku*. Podziwiając to wszystko, spuszczałem jednak raz po raz oczy ku ziemi. 12. »Widzę*, mówił dalej Afrykanin, >że patrzysz ciągle na siedlisko i mieszkanie ludzi, które, jeżeli ci się zdaje, jak jest w istocie, małe, obróć oczy na niebo, pogardź rzeczami ludzkiemi. Bo jaki rozgłos mów ludzkich, jaką sławę godną pożądania osiągnąć możesz? Widzisz, że ludzie mieszkają na ziemi w rzadkich i ciasnych miejscach a i między temi, tam i sam jakby zamieszkałemi plamami, rozciągają się obszerne pustynie; widzisz nakoniec mieszkańców nie tylko tak odosobnionych, że nic od jednych do drugich dostać się nie może, ale rozprószonych w różnych kierunkach, tak, iż jedni ukośnie, drudzy w poprzek, inni obróceni do was stopami na swej ziemi stoją Od takich narodów żadnej bez wątpienia sławy spodziewać się nie możesz*. 13. ‘Widzisz zapewne te jakby pasy otaczające i obwijające ziemię. Z nich dwa skrajne, od siebie najodleglejsze i z obu stron na biegunach nieba oparte, są mruzem skrzepłe; średni najszerszy, od skwarów słońca spiekły Dwa są mieszkalne; jeden południowy, na którym mieszkający ludzie są do was stopami obróceni i nic mają nic spólnego z wami; drugi północny, przez was zamieszkały, patrz’, jak mało miejsca na mm wam się dostało. Cała zaś część ziemi, którą zaj mujecie, ku biegunom zwęzona, po bokach rozszerzona, jest jakby wysepka, morzem, które zowiecie atlantyckicm, Wielkiem morzem, Oceanem oblana, który pomimo tego szumnego nazwiska jak jest mały, widzisz. Z tych ziem uprawnych i znanych wychodząc, twjja lub czyjakolwiek z naszych ludzi sława czy mogła przedrzeć się na Kaukaz, co go widzisz, lub Ganges przepłynąć? Kto kiedy w innych Wschodu lub Zachodu stronach, pod biegunem północnym, pod biegunem połu dniowym, twe imię usłyszy? Odetnij te kraje a zobaczysz, w jak szczupłych obrębach wasza sława chce się rozprzestrzenić. Ci nawet, co o was mówią, jak długo mówić będą?* 14. »Ba nawet, choćby wnusi przyszłych pokoleń chcieli podaną sobie od swych przodków sławę każdego z nas swym potomkom przekazać, nie moglibyśmy przecież dla tych zatopów i pożarów ziemi, które w pewnych czasach koniecznie przytrafiać się muszą, nie mówię wiekuistej, ale długotrwałej sławy osiągnąć. Co ci wreszcie po tem ą ze ludzie kiedyś na świat przyjść mający w swych rozmowach wspominać 0 tobie będą, kiedy ci nie wspominali, co się przed tobą urodzili a którzy niemniej liczni a pewnie lepsi byli*. 15. »Kiedy zwłaszcza żaden z nas nie może spodziewać się żyć przez rok jeden w pamięci ludzi, którymby się zdarzyło nasze imię usłyszeć. Bo ludzie rachują pospolicie rok słoneczny, to jest wymierzony obrotem jednej tylko gwiazdy, ale kiedy wszystkie gwiazdy do punktu, z którego niegdyś wyruszyły, powrócą i po długiem upływie czasu to samo położenie nieba sprowadzą, wtenczas dopiero prawdziwie powiedzieć można, że się rok skończył, który ile naszych wieków zawiera, zaledwie śmiem powiedzieć. Słońce zaćmiło się niegdyś i zgasło ludziom z oczu, kiedy dusza Bomula dostała się do nieba; kiedy słońce drugi raz w tymże punkcie i w tymże czasie się zaćmi a wszystkie gwiazdy 1 planety w swych pierwszych miejscach staną, trzeba ci wiedzieć, że wtenczas dopiero rok się dopełni i że tego roku dwudziesta część jeszcze nie upłynęła*. 16. »Jeśliś tedy stracił nadzieję powrotu do tego miejsca, do którego pragną się dostać wielcy i celni mężowie, czemby dla ciebie była sława ludzka, która zaledwie przez małą cząstkę jednego roku potrwać może? Cliceszli w górę patrzeć i ciągle mieć przed oczyma to siedlisko i wiekuiste mieszkanie, nie poruczaj się mowom ludzkim ani pokładaj nadziei twych czynów w ludzkich nagrodach. Niech cnota swoim powabem prowadzi cię do prawdziwej sławy. Co ludzie o lobie mówić mogą 1 niech się sam. nad tem zastanowią; mówić jednak będą. Ale ich głos nie wychodzi poza szczupłe, które widzisz, obręby, o nikim wiecznie nie brzmi, ustaje ze śmiercią ludzi, w zapomnieniu potomnych wieków gaśnie*. 17. Gdy to powiedział: »0! Scypionie*, rzekłem, »jeżeli dobrze zasłużonym ojczyźnie otwarta jest droga do nieba, lubo od dzieciństwa wstępując w twoje mego ojca ślady, nie splamiłem naszego imienia, teraz jednak mając przed oczyma taką nagrodę, tem pilniej usiłować będę, żebym ją otrzymał*. /V on tak na to: »l]siłuj i miej za to, że nie ty jesteś śmiertelnym, ale twoje ciało; bo tem nie jesteś, czem cię kształt powierzchowny oznacza, dusza jest człowiekiem a nie postać, którą palcem wskazać można. Trzeba ci wiedzieć, żwś jest bogiem; bo ten bogiem, kto czuje, kto pamięta, kto przewiduje, kto tak rządzi, kieruje, kto żyje, porusza ciałem, którego jest panem, jak bóg najwyższy tym światem włada; a jak bóg przedwieczny nadaje ruch po części znikomemu światu, tak dusza nieśmiertelna porusza ciało śmiertelne*. 18. »Bo co się zawsze rusza, wiecznem jest, co zaś skądinąd nabiera ruchu i czemu innemu go nadaje, musi koniecznie umrzeć, kiedy ten ruch ustanie; a zatem, co tylko samo przez się rusza się, nigdy ruszać się nie przestaje, bo samo siebie nigdy opuścić nie może, ba nawet jest pierwszą przyczyną i początkiem ruchu innych ruszających się istot. Owoż pierwszy początek od niczego nie pochodzi, bo „ pierwszego początku wszystko wynika a on sam nie może od niczego pochodzić; bo coby od czego innego pochodziło, nie byłoby początkiem. Jeżeli się nigdy nie zaczął, nigdy się me skończy; bo pierwszy początek zniszczony, ani z siebie się odrodzi ani czego innego nie stworzy, ponieważ wszystko z pierwszego początku koniecznie rodzić się musi. Jest tedy początek ruchu w istocie, która się sama przez się rusza a ta nie może ani się zacząć ani skończyć: inaczej cały świat musiałby upaść, całe przyrodzenie musiałoby zatrzymać się a nie byłoby żadnej siły, którąby mu pierwszy popęd nadała. Ponieważ jasnośmy dowiedli, że to jest wiecznem, co się samo przez się rusza, któż zaprzeczy wieczności duszom naszym udzielonej? Bo wszystko, co popęd skądinąd odbiera, jest nieżywe; wszystko zaś, co jest żywe, swą własną rusza się siłą, która jest nieoddzielna od natury i istoty duszy. Jeżeli ona ze wszystkich istot sama jedna się rusza, a zatem nie urodziła się, jest wieczną*. 19. »Daj jej najszlachetniejsze zatrudnienia, niema szlachetniejszych nad starania o dobro ojczyzny. Temi staraniami zajęta i w nich wyćwiczona szybszym lotem wzniesie się do tego siedliska, do swego mieszkania. Tem prędzej do niego przybędzie, jeżeli będąc jeszcze w ciele zamkniętą, podniesie się do uwag i rzeczy niebieskich i jak najbardziej oderwie się od materyi. Bo dusze tych ludzi, którzy się oddali rozkoszom ciała, ich służebnikami się stali, którzy idąc za podędem i słuchając głosu namiętności, zgwałcili wszystkie prawa boskie i ludzkie, uwolnione z ciała, błąkać się będą naokoło ziemi i do tego miejsca me powrócą, aż gdy się pokutą wiele wieków trwającą oczyszczą*.
Zniknął a jam się ocknął.
Tłóm. E. Bykaczcmshi.
Z „ROZPRAW TUSKULAŃSKICH“. (Ks. V. roz. 20 — 22.) 20. Dyonizyusz, tyran syrakuzański, opanował władzę najwyższą w roku wieku dwudziestym piątym a sprawował ją przez lat trzydzieści ośm. Jak piękne, jak bogate było to miasto, które on tak długo w jarzmie niewoli trzymał! 0 tym człowieku dowiadujemy się od dobrych autorów, że był w życiu bardzo wstrzemięźliwym, w odbywaniu spraw rozumnym i pilnym, ale z przyrodzenia złośliwym i niesprawie dliwym; a zatem wszystkim prawdziwie o rzeczach sądzącym zdawać się musiał najnieszczęśliwszym. Bo, której tak bardzo pragnął, nie wtenczas najwyższą władzę osiągnął, kiedy się za wszechładnego miał. Chociaż pochodził z przodków wysokiego stanu i w zacnym się domu. urodził (o czem wszelako jeden tak, drugi inaczej powiada), chociaż miał między rówiennikami i krewnymi wielu poufałych przyjaciół, żadnemu z nich nie dowierzał, ale tym tylko, których z pomiędzy niewolników ludzi bogatych upatrzył i których niewolnicze imiona na wolnych ludzi imiona poodmieniał, straż zaś swojej osoby zgromadzonym z różnych stron przybyszom tudzież dzikim barbarzyńcom poruczył. Bojąc się nakoniec utracić swe niesprawiedliwe panowanie, zamknął się jakby w więzieniu w swoim pałacu. Ba nawet, żeby żadnemu cyrulikowi szyi me powierzyć, nauczył golić swe córki. A tak te królewny, zniżając się do czynności, jaką niewolnice odbywają, musiały golić brodę i strzydz włosy ojcu. A gdy urosły, im nawet nie pozwolił wziąć brzytwy do ręki i wymyślił taki sposób, że mu zapalonomi łupinami orzechowemi osmalały brodę i włosy na głowie. Tenże, nie śmiejąc stanąć na zwyczajnej mownicy, miał zwyczaj mówić do ludu z wysokiej wieży. Chcąc grać w piłkę (a lubił w tę grę grywać), gdy zdjął tunikę, oddawał, jak mówią, miecz młodzieńcowi. Gdy tu jeden z jego przyjaciół rzekł żartem: »Temu przynajmniej życie swe powierzasz* a młodzieniec się uśmiechnął, obu stracić kazał, jednego, że wskazał drogę zgładzenia go, drugiego, że te słowa uśmiechem pochwalił. Tego uczynku tak bardzo potem żałował, że nic go w życiu więcej nie zmartwiło. Tak w przeciwne strony rozrywają się żądze ludzi, którzy nad sobą panować nie umieją; jeśli pójdziesz za jedną, drugiej opierać się musisz. Ale ten tyran sam osądził, jak był szczęśliwym. 21 Gdy jeden z jego pochlebców, nazwiskiem Damokles, wspomniał w rozmowie o jego wojsku, o jego skarbach, o świetności jego panowania, o obfitości wszech rzeczy, o przepychu królewskich pałaców i dodał, że nigdy nie było szczęśliwszego człowieka, rzekł mu Dyonizyusz: »Ponieważ to życie tak ci się podoba, czy chcesz, Damoklesie, go spróbować i szczęścia im go doświadczyć?* Gdy ten powiedział, że lego sobie życzy, kazał go Dyonizyusz posadzić na złotem siedzeniu, zasłanej! przecudnej tkaniny kobiercem, na którom były wyszywane najpiękniejsze wzory. Na jego rozkazanie postawiono na kilku stolikach złote i srebrne z płaskorzeźbą naczynia. Kazał potem pacholętom rzadkiej piękności stanąć naokoło stołu i usługiwać mu na każde jego skinienie. Przyniesiono wieńce, wonności, zapalono kadzidła, zastawiono stoły najwyborniejszemi potrawami. Damokles zdawał się być uszczęśliwionym, gdy z nagła wśród uczty ujrzał nad swym karkiem miecz błyszczący, zawieszony z sufitu na rozkaz Dyonizyiisza na końskiej włosiem. W oczach mu się zaćmiło; nie widział już ani owych nadobnych pachołków ani srebra kunsztownej roboty, nie sięgał ręką do stołu, wieńce mu z głowy spadły. Błagał nakoniec tyrana, aby mu wolno było odejść, ponieważ nie chciał już być szczęśliwym. Nie dość-że jasno ukazał Dyonizyusz, że nic nie może uszczęśliwić człowieka, nad którego głową zawsze coś strasznego wisi? Ale już nie mógł wejść na drogę sprawiedliwości, wrć^ cić obywatelom wydaną wolność i prawa. Bo będąc jeszcze młodym, w wieku nieprzezornym, w takie się błędy uwikłał, takie przestępstwa popełnił, ze nie mógł być bezpiecznym, choćby mądrze postępować zaczął. 22. Bojąc się niewierności przyjaciół, jak bardzo życzył sobie mieć prawdziwych, oświadczył to z okazyi owych dwóch Pitagorejczyków, z których gdy jeden ręczył swą osobą za przyjaciela skazanego na śmierć przez Dyonizyusza, drugi stawił się na godzinę śmierci. »Obym mógł*, zawołał, »jako trzeci przyjaciel do was się przyłączyć!* Jakże nieszczęśliwy był ten człowiek, że musiał się obchodzić bez obcowania z przyjacioły, bez słodyczy towarzyskiego życia, bez poufałej nawet rozmowy! On zwłaszcza, który był uczonym, który od dzieciństwa wydoskonalił się w sztukach wyzwolonych, lubił muzykę, pisał nawet tragedye, — jak dobre, nie należy do rzeczy. Bo poeci, nie wiem jakim sposobem, mają to do siebie więcej jeszcze niż inni pisarze, że ich dzieła niezmiernie im się podobają. Nie znam żadnego, a miałem przyjaźń z Akwlniuszem, któryby się za najlepszego nie miał i nie myślał; tobie twoje, mnie moje się podoba. Ale do Dyonizyusza powróćmy. Sam sobie jakby zakazał towarzystwa z ludźmi dobrze wychowanymi: żył ze zbiegłyn.i niewolnikami, ze zbrodniarzami, z barbarzyńcami. Zdawało mu się, że żaden nie mógł być jego przyjacielem, któryby albo był godnym wolności, albo nawet wolnym być chciał.
T2um. E. Rykaczewski,
Z PISMA „LELIUSZ CZYLI 0 PRZYJAŹNI“. (Roz. lii — 15.)
Niechże Lo będzie najpierwszem przyjaźni prawem, abyśmy od przyjaciół uczciwych usług wymagali i przyjaciołom uczciwe usługi oddawali. Ale nie czekajmy, aż nas o to poproszą, bądźmy zawsze do usłużenia gotowi i nie ociągajmy się, radzi i szczerze radę dawajmy. Wiele waży w przyjaźni powaga tlobrze radzących przyjaciół’ używajmy tej powagi nie tylko otwarcie, ale ostro napominając, jeżeli rzecz togo wymaga i bądźmy powolni na zbawienne przeslrogi. Jeżeli sobio dobrze przypominam, ludzie, których, jak słyszę, miano w Grecyi za mędrców, upodobali sobie dziwno o przyjaźni mniemania; ale o czemże oni subtelnie ni“ traktowali? Jedni nauczają, że trzeba unikać ścisłych przyjaźni, żeby jeden nie troskał się o wielu; każdy, mówią, ma dosyć i zbyt wiele swo* ich interesów; zbytecznie cudzymi obarczać się jest ciężarem; najwygodniej, kiedy są słabe ogniwa przyjaźni, żebyś je mógł do woli ścieśnić lub rozwolnić; głównym warunkiem szczęśliwego życia jest spoknjriość, której użyć nie można. kiedy jeden za wudu kłopotać się musi. Drudzy, bardziej jeszcze zbaczając od przyrodzenia ludzkiego, (o czem już nieco pierwej w krótkości nadmieniłem), powiadają, że o przyjaźń starać się trzeba dla obrony i pomocy, nie dla zaspokojenia potrzeb serca. Podług nich, im kto słabszy i niedołężniejszy, tem więcej ma pochopu do zawierania przyjaźni; za czem idzie, że kobiety więcej szukają opieki przyjaźni, niżeli za szczęśliwych miani. 0! przedziwna mądrości! Odjąć ludziom przyjaźń, najlepszy i najsłodszy dar bogów nieśmiertelnych, jest to sprzątnąć słońce ze świata. Co to jest ta zachwalona spokojność, która z daleka się podoba, z blizka na odrzucenie zasługuje? Nie zgadza się z rozumem nie podejmować się niczego, co jest dobrem, żeby się nie nabawić niespokojności, albo wziąwszy na się, zrzucić z siebie. Jeżeli troski unikamy, musimy także cnoty unikać, bo cnota ma to siebie, że z pewną troskliwością, co jest jej przeciwne, ma w pogardzie i nienawiści: tak ma w pogardzie i nienawiści szczery człowiek chytrego, wstrzemięźliwy rozwiązłego, odważny tchórzem podszytego; dlatego także największą boleść sprawia ludziom sprawiedliwym niesprawiedliwość, walecznym tchórzostwo, skromnym rozpusta. Podobnież właściwa jest człowiekowi mającemu prawe uczucia weselić się z dobrego, złem się smucić. Jeżeli tedy są udręczenia w duszy mądrego (a pewnie są, chyba że go mamy za wyzutego z uczuć ludzkich), dlaczegóżbyśmy mieli całkiem rugować z życia przyjaźń dlatego tylko, abyśmy od niektórych z niej pochodzących kłopotów wolni byli? Bo po wyrugowaniu z serca wszelkich żywych uczuć jaka będzie różnica, nie mówię między człowiekiem a bydlęciem, ale między człowiekiem a głazem lub pniem lub czem podobnem? Nie słuchajmy ludzi, którzy chcą mieć cnotę twardą i jakby żelazną: jest ona jak w wielu innych razach, lak i w przyjaźni giętka i czuła, tak, iż gdy szczęście zdarzy się przyjacielowi, serce nam rozpływa się z radości a gdy go spotka nieszczęście, kurczy się i ściska. Jeżeli tedy doznamy często ściśnienia serca z powodu przyjaciela, nie jest to przyczyną, dla którejbyśmy przyjaźń z życia wypędzać mieli, równie jak nie powinniśmy wyrzekać się cnoty, dlatego, że niekiody troski i przykrości z sobą przynosi. 14. Ale ponieważ, jak wyżej powiedziałem, cnota, kiedy w kim błyśnie a podobny jej umysł do niej przylgnie, kojarzy przyjaźń, więc koniecznie miłość powstać stąd musi. Go głupszego jak mieć wielkie upodobanie w wielu błahych i próżnych rzeczach, jako to w dostojeństwach, w sławie, w pięknych domach, w przepysznych strojach, a nio bardzo wielkie w cnotliwein sercu, zdolncm kochać i kochającemu wypłacić się wzajemnością? Nic słodszego jak oddawanie usług za usługi, wywdzięczanie się przychylnością za przychylność. A jeżeli jeszcze dodamy, co tu dodać można, że nic tak do siebie nie wabi i nie pociąga jak podobieństwo uczuć i skłonności w przyjaźni, wypadnie stąd niezaprzeczona prawda, że dobrzy tylko do dobrych się garną i ich kochają, jakby połączonych z sobą węzłem naturalnego pokrewieństwu. Bo przyrodzenie mocno pociąga podobne sobie istoty do łączenia się. Dlatego, FaUni u szu i Scewolo, ja przynajmniej mam to za rzecz pewną, że między dobrymi i zacnymi ludźmi zachodzi konieczna potrzeba wzajemnej życzliwości a ta jest fundamentem przyjaźni przez przyrodzenie założonym; ale ta życzliwość może się rozciągać do wielu ludzi. Cnota jest czuła i ludzka, nikogo nie odpycha, często czuwa nad obroną całcch narodów i ma ich dobro na pieczy, czegoby zapewne nie czyni/a, gdyby powszechnej ludzi mi/ości nieprzychylną była. Ale i ci także, którzy myślą, że pożytek kojarzy przyjaźń, zdają mi się rozwiązywać najsłodszy węzeł przyjaźni. Bo otrzymany przez przyjaciela pożytek nie taką sprawia rozkosz jak sama przyjaźń, a co pochodzi od przyjaciela, wtedy dopii ro jest przyjemnem, kiedy z pełnego miłości serca pochodzi. Nie tylko to jest dalekie od prawdy, że ludzie dla niedostatku zawierają przyjaźń, ale przeciwnie ci, co mając podostatkiein wszystkiego a w szczególności cnotę, w której jest największa pomoc i obrona, drugich najmniej potrzebują, najwięcej łask i dobrodziejstw świadczą. Nie wiem jednak, czyby to dobrze było, gdyby przyjaciel niczego zgoła od nas nie potrzebował. Bo jakoby się moja przychylność okazać mogła, gdyby Scypio mojej rady i pomocy ani w pokoju ani na wojnie nigdy nie był potrzebował? Nie była zatem przyjaźń skutkiem pożytku, ale pożytek był skutkiem przyjaźni. 15. Nie trzeba tedy słuchać ludzi zatopionych w rozkoszach, kiedy mówią o przyjaźni, której ani z doświadczenia ani rozumem nie poznali. Bo ktoby, w imię bogów i ludzi! chciał opływać we wszelkie dostatki, zyć w obfitości wszech rzeczy pod tym warunkiem, aby nikogo nie kochał i nie był od nikogo kochany? Takiem jest życie tyranów, w którem niema żadnej wierności, żadnej miłości, żadnego zaufania w długo trwającą życzliwość, gdzie panuje podejrzenie i niospokojność, gdzie przyjaźń miejsca nie ma. Jak koehać tego, kogo się boimy albo rnyśhmy, że się nas boi? Jest jednak udana przyjaźń, którą przez pewien przynajmniej czas utrzymujemy. Kiedy giną tyrani, jak to najczęściej bywa, wtedy dopiero widać, jak mało mieli przyjaciół. Tarkwiniusz miał powiedzieć, że dopiero na wygnaniu poznał, którzy byli jego wierni, którzy niewierni przyjaciele, kiedy ani jednych ani drugich wynagrodzić nie mógł, choi-iaż wątpię, aby człowiek tak pyszny i popędliwy miał choć jednego przyjaciela. Niema prawdziwego przyjaciela dla człowieka takiego charakteru, niema wiernego przyjaciela dla wielu na najwyższym stopniu potęgi będących. Bo Fortuna nio tylko sama jest ślepa, ale najczęściej zaślepia swych ulubieńców. Podnoszą się zazwyczaj w pychę, stają się krnąbrni i zuchwali; a niema ni“ nieznośniejszego nad głupca wypieszczonego na łonie szczęścia. Często także widzimy, że ludzie pierwej uprzejmi, osiągnąwszy władzę i panowanie, odmieniają się w pomyślności, gardzą dawnymi przyjacioły, nowych szukają. Alu co o tych głupcach powiedzieć, którzy przyszedłszy do dostatków, do możności, nabywają to wszystko, co za pieniądze można dostać: koniu, niewolników, piękne suknie, kosztowne naczynia, a nie starają się o przyjaciół, najlepszy i najpiękniejszy, iż tak rzekę, sprzęt życia? Gromadząc wszystkie inne dobra, nie wiedzą, dla kogo gromadzą ani dla kogo pracują; ho to wszystkie dobra stają się częstokroć łupem mocniejszego, gdy przeciwnie posiadanie przyjaźni jest pewne i nieodmienne. Choćby nawet pozostały owe dobra, będące darem Fortuny, wszelako życie odludne i opuszczone od przyjaciół nie byłoby przyjemne. Ale dosyć o tem.
Z SENEKI.
Z PISMA „O GNIEWIE“. (Ks. III. roz. 24 — 37.) 24. Ilekruć zatem gniew kogo zdejmie, niech sam do siebie mówi: Iżalim ja jest wielowładniejszym nad Filipa? a jednakże mu bezkarnie złorzeczono. Zaliż ja w domu moim więcej mogę, niżeli ubóstwiony August po wszystkim świecie? On jednak miał na tem dosyć, że się od potwarcy swojego precz oddalił. Zacóżbym ja miał wolniejszą sługi mego odpowiedź, ponurą twarz i pokątne mruczenie natychmiast chłostą i więzami karać? Cóż to ja za jeden jestem, którego uszy słowem jakiem obrazić wielką niegodziwością jest? Wielu przebaczyło swym nieprzyjaciołom, zacóżbym ja nie nnał przebaczyć ludziom leniwym, niedbałym, świegotliwyin*?
Niech dziecię wymawia wiek, niewiastę płeć, obcego niepodległość, domowego poufałość. Teraz nas pierwszy raz obraził, pomyślmy, jak długo się nam wprzód podobał. Często i przedtem obrażał? znieśmyż to, cośmy już tak długo znosili. Przyjaciel jest? uczyni! to pewnie nnmo woli swojej. Jest nieprzyjaciel? uczynił, co był powinien. Rozumniejszemu ustępujmy, głupiemu wybaczajmy. Słowem, dla wymówienia każdego tak sami sobie odpowiadajmy: »l mądry częstokroć pobłądzi: nikt nio jest tak na wszystkie strony przejrzały, któregoby pilność i czułość czasem z stanowiska swego me zeszły. Nikt nie jest tak stateczny, któregoby powagi na porywczość jaką przypadek nie naraził; nikt nie jest tak bojący się urazy i potkmenia, któryby się i w tem, w czem się najbardziej chroni, me potknął*. 25. Jako zaś niższego stanu człowiekowi niemałą jest pociechą, gdy wspomni, że i z możnymi fortuna niestateczna poigrawa: jako zmniejszą żałością ów syna w zakątku opłakuje, który widzi, że i z królewskiego dworu z żałością pogrzebowy obchód czynią; tak też ten mniej czułym i dotkliwym umysłem zniesie, widząc się być od tego obrażonym, od owego wzgardzonym, który to sobie na myśl jirzywiedzie, że nie masz takiej potęgi, którejby krzywda sięgnąć nie mogła. Co jeśli rozumni ludzie niekiedy wykraczają, ozyjże błąd wymówki dla się nie najdzie? Obejrzyjmy się wstecz jedno a ubaezmy, jako młodość nasza w zachowaniu powinności swych mniej dbałą, w mowie tnnicj skromną, w napoju mniej wstrzemięźliwą była.
Jest kto zagniewany, dajmyż mu czas, któregoby rozważyć mógł, co uczynił. Sam on siebie ukarze. A jeśli on karę poniesie, toć niemasz, dlaezogoby.śmy ukaranego karali. Ton się bezwątpienia z pośrodka tłumu wyłączył i znacznie się w górę podniósł, który czyniącym sobie przykrości pogardził. Właściwa to jest ceolia prawdziwej wielkości pokazać się nieczułym na ich ukłucia. Tak ogromny zwierz na psów szczekanie zwolna się ogląda; tak fala o skałę uderzona w górę się podnosi: kto się nie gniewa, zostaje krzywdą nieporuszony; kto się zaś gniewa, bywa uniesiony. Ten tedy, któregom teraz nad wszystkie przygody wyżej postawił, posiada i ogarnia niejako najwyższe dobro. Taki nie tylko człowiekowi, ale też fortunie samej śmiało powiada: »Chociażbyś wszystko, co jeno możesz, uczyniła, jednakże tyle siły i zdolności mieć nie będziesz, iżbyś wypogodzony umysł mój zaćmić potrafiła. Broni tego rozum, któremum życie moje dał pod rząd: więcejby mi gniew zaszkodził, niżeli krzywda. Bo jakże nie więcej? Ta ma pewne granice; tamten zaś, jak dalekoby mię uniósł, niepewno jest*. 26 »Nie mogę*, prawisz, »cierpieć: boć ciężko jest krzywdę ponosić*. Nieprawdę mówisz. Bo któżby nie mógł znieść krzywdy, który znieść może gniew? Przydajże teraz, że nieraz to czynisz, z czego się pokazuje, iż i gniew i krzywdę znosisz. Przecz cierpisz chorego skwierkliwość? od rozumu odeszłego nieobyczajne słowa? chłopiąt zuchwałe uderzenia? Jeno dlatego, że zdadzą się nie wiedzieć sami, co czynią. Co tedy za różnica zachodzi, czy kto przez tę,,czyli przez owę przywarę nieuważnym jest? Nieuwaga równą na wszystkie przywary ochroną jest. »Cóż tedy«, powiadasz, »macież mu to przepuścić na sucho?* Dajmy, że ty tak chcesz, jednakże to tak nie będzie. Boć to samo jest największą karą uczynionej krzywdy, że uczynił krzywdę: i nie może nikt być surowiej ukaran jako ten, którego na ukaranie dojmującemu żalowi oddają.
Wreszcie trzeba się zejrzeć na rozliczne ułożenia, zwyczaje ludzkie, abyśmy we wszech przypadkowych rzeczach sprawiedliwymi sędziami być mogli: ten zaś niesprawiedliwym jest, który powszechne przywary szczególnym zarzuca osobom. Czarny kolor murzyna między jogo’/ rodakami nic ma nic osobliwszego: ani włos żółtawy i w węzeł spleciony nie szpeci Germana. Nie trzeba więc w jednym poczytać tego za coś osobliwszego albo obrzydłego, co narodowi jogo powszechne jest. ], eez to, com nadmienił, ochrania zwyczaj jednego tylko narodu i zakątka; patrzajno leraz, jako słuszniej daleko tym przywarom przebaczyć należy, które się po całym rodzm ludzkim rozsiały.
Wszyscyśmy niebaczni i nieprzezorni: wszyscyśmy niestateczni, skwierkliwi i dumni. Lecz po co łagodniejszemu potrosze słowy jawny i widoczny wrzód ukrywam? Wszyscy źli jesteśmy. Cokolwiek zatem w drugim się nagania, to każdy u siebie najdzie. Poco w tym bladość, w owym wyschłość postrzegasz? Powszechna jest zaraza. Bądźmvż jeden ku drugiemu łagodniejszymi. Boć źli miedzy złymi żyjemy. Jedna tylko rzecz nas uspokoić może, a ta jest: wzajemnego ulegania sobie umowa. »Już on mi zaszkodził: a jam mu jeszcze nic złego nic uczynił*. Aleś drugiego podobno obraził, podobno potem go obrazisz. 27. Nie czyń rozsądku o sobie wedle tej godziny albo dnia niniejszego. Uważ cały bieg życia twego..Teszc.ześ nic złego nie zrobił, ale zrobić możesz. Ażaż nie rad niej jest szukać, jakby krzywdę zatrzeć i zagładzić, niżeli, jakby się jej zemścić? Wicie czasu zemsta zabiera. Gdy jedna krzywda człeka dolega, więcej ich natychmiast sam sobie natworzy. Dłużej się nierównie gniewamy, niżeli nas obrażają. Ażaż nie lepiejby było pójść na przekor, nie zaś złe do złego przyczyniać? A osądziłżebyś, że jest przy zdrowym rozumie ten, któryby chciał mułowi piętami odwierzgnąć a psu się odgryźć? » Prawda*, powiadasz; »lecz te zwierzęta nie znają tego do siebie, iz wykraczają*. Alić i człowiek ten jako niesprawiedliwy jest, który dlatego drugiemu przebaczyć nie chce, iż człowiekiem jest? Bo jeśli inne zwierzęta nie powinny podlegać gniewowi twemu, że rozeznania nie mają, toć i żaden inny, któremu na rozeznaniu schodzi. Cóż bowiem na tem zależy, czyli człowiek w innych rzeczach od niemych zwierząt jest różny, kiedy jedno ma podobieństwo to, które w każdem wykroczeniu wymawia nieme zwierzęta, jakiem jest niedostatek rozumu. Wykroczył. A to u nas będzie i pierwsze, to i ostatnie. Nie masz mu czego wierzyć, chociażże powiedział: »Tego więcej nie uczynię*. I ten wykroczy i przeciw memu drugi i całe życie pośród błędów się zetrze.
Tłum. X. Dawid Pilchuwski.
Z PISMA „0 ŁASKAWOŚCI“. (Ks. II. roz. 1 — 2.) 1. Iżbym o łaskawości pisał, Neronie Cesarzu, najbardziej mię jedna powieść twoja pobudziła; którąm ja nie bez podziwienia i sam słyszał i innym opowiedział. Zaiste wdzięczna, wspaniała i pełna łagodności powieść: którąś ani dowcipnie przemyślił ani umysłem przypodobania się wyrzekł, lecz która ci niespodzianie z ust wypadła a wnętrzny spór dobroci twej z wysoką twą dostojnością na jaw wyprowadziła.
Burrus, marszałek twój, mąż zacny i z swych zasług dobrze ci znajomy, chcąc dwóch opryszków ukarać, prosił cię, abyś ich imiona i przyczynę kaźni podpisał: ale, ponieważeś już to nieraz w przewłokę puszczał, przeto usilniej nalegał, aby rzecz kiedyżkolwiek swój koniec wzięła. Zatem gdy kartę dobył i onę, acz niechętnie, tobie też niechętnemu podał, tak cię to zabolało, żeś żałośnie zawołał »llodajżebym pisać nie umiał*! 0 przedziwnyż to głos, godzien zaiste, aby go wszystek lud całego państw* rzymskiego słyszał! aby nawet do przyległych nam i sąsiedzkich narodów zaleciał, tak do tych, którę chwiejącej się wolności trzymają, jako też do owych, którę się nam sercem i siłą nadstawiają! O głosie godny, aby cię w zgromadzeniu wszystkich żyjących opowiedziano 1 aby rui cię wszyscy książęta i królowie poprzysięgli! 0 bodaiby się tym głosem wszystek ród ludzki ku poprawie przestrzegł 1 owe złote wieki przywrócił! Teraz wżdy powinnoby się wszystko ku sprawiedliwości i słuszności jednoczyć, w-yrtigowawszy bezneną chciwość, która jest wszystkiego złego zasiewem: teraz cnota, pobożność, ujirzcjiność z skromnością powinneby pójść w górę: a zbrodnie, które tak długo nierządnie panowały, tym już szczęśliwszym i lepszym czasom ustąpić. 2. Co że się stanie, Cesarzu, z wielu miar spodziewać się i obiecować można. Ta łagodność i dobroć serca twego bujnie się rozkrzewi i powoli rozejdzie po całem ciele państwa i wszystko na twój wzór i model przekształci. Zdrowie początek swój bierze od głowy: stamtąd wszystka! — czerstwość i rześkość albo słabość i martwość zstępuje wedle tego, jako umysł posłuży. A tak wszyscy obywatele twoi i sprzymierzeńcy tej dobroci twojej godnymi się staną: i znowu dobre obyczaje na cały świat się wrócą a wszędy od złych czynów zawściągną ręce.
Pozwól mi, iżbym się tu nieco dłużej zabawił, nie dla pochlebiania uszom twoim, boć to nic jest mój obyczaj: wolałbym prawdą obrazić, niżeli pochlebstwem przypodobać się; dlaczegóż tedy? dlatego, iżby dobroczynność i wdzięcznomowność we zwyczaj ci poszły, które, jako teraz z samej wrodzonej dobroci serca pochodzą, tak aby na potem z uwagi i rozsądku pochodziły.
Często ja to sobie na myśl przywodzę, jak wiole też to wspaniałych, lecz okropnych i straszliwych przysłowi w pożyciu ludzkiem zagęściło się i wszędy rozniosło, jak ono: >Niech nienawidzą, byleby się bali*. Od którego i ów wiersz grecki niedaleko się odstrychnął, który tak życzy:
Niech po moim zgonie Ziemia ogniem spłonie I inne tym podobne. Iście pojąć me mogę, dlaczego owe nadęte i złośliwe duchy żwawą i ostrozoną dotkliwość swą nieraz pomyślnie wyraziły: z owyęh zaś dobrotliwych i powolnych ust nigdym jeszcze żwawego słowa nie słyszał.
Cóż tedy czynić? chociażże ty rzadko i niechętny i z ociąganiem się do tego postępujesz, musisz atoli kiedykolwiek to podpisać, co ci tak bardzo w n.enawiść pismo podało: musisz, ale tak, jakeś zwykł, po długiem ociąganiu się i odkładaniu.
Tłóm. X. Dawid Piłchomski.
IV. HAUKI ŚCISŁE.
Niektóre tylko gałęzie nauki doszły w Rzymie do rozkwitu. Najwięcej pielęgnowano prawo. Rzymianie uprawiali tę naukę z zamiłowaniem i bystrością przez cały prawie czas swego istnienia, toteż doszli do zupełnej samodzielności i znakomitych rezultatów. Cały świat ucywilizowany opierał i opiera po dziś dzień ustawy swoje na rzymskiem prawie, dla którego w każdym uniwersytecie (bez wyjątku) istnieje osobna katedra. Prócz prawa zwłaszcza starożytności, językoznawstwo i rolnictwo miały poważnych badaczy. Nie będziemy tu wyliczać tytułów dzieł ani szeregu imion tych Rzymian, którzy w mniejszym lub większym stopniu wzbogacili wiedzę, nie zgadzałoby się to z ceiem tej książki. Wspomnimy tylko o jednym pisarzu, sławnym w starożytności badaczu przyrody, z którego dzieł kilka ciekawych i charakterystycznych wyjątków podajemy w wypisach. Jest nim:
Pliniusz starszy (G. Plioius Sei undus Maior, 23 — 79). Urodził się w Komum (dzisiejsze Como), z bardzo zamożnej rodziny, otrzymał staranno wychowanie w Rzymie i przechodził przedziwne, bardzo ciekawe i romantyczne prawie koleje życia Najprzód był oficerem i oubył kilka wypraw do Germanii, polom za Wespazyana był urzędnikiem w zarządzie skarbu i marynarki, cesarskim prokuratorem w Hiszpanii a wreszcie został dowódcą floty, stojącej pod Mizenum. Dnia 24. sierpnia r. 79., gdy nastąpił ów straszny wybuch Wezuwiusza, którego ofiarą padły trzy miasta (llereulanum, Pompei, Stabiae), popłynął z kilku okrętami na miejsce katastrofy, aby badać niezwykłe zjawisko natury a chociaż przysypywał je ognisty popiół, wytrwał na miejscu, robiąc zapiski i rysunki, dopóki nie zginął, siarczanym dymem uduszony. Padł więc ofiarą nauki, której poświęcił całe życie. Człowieka pilniejszego chyba nie byłe na świecie. Pisał dzieła z zakresu historyi, taktyki, gramatyki i retoryki (te zaginęły), ale główną uwagę poświęcił wszechstronnemu badaniu przyrody i dzieł greckich i łacińskich, poświęconych temu przedmiotowi. Miał przewertować dwa tysiące tomów pięciuset autorów, robiąc z nich wyciągi i tak powstała jego dochowana do naszych czasów »Historya naturalna* (Naturalis historia) w 37 księgach, obejmująca niezliczone wiadomości z geografii, astronomii, antropologii, zoologii, botaniki, mineralogii, medycyny i nawet historyi sztuki1). Prawdziwa ta kopalnia różnorodnej wiedzy, przez długie wieki bardzo ceniona, jest właściwą podstawą wszelkich następnych badań przyrodniczych. Oczywiście, że w takiej encyklopedyi, przez jednego człowieka opracowanej, nie obyło się bez niedokładności i pomyłek i że przedstawienie rzeczy nie mogło być wszędzie krytyczne ani mogło dojść do artystycznej doskonałości i zaokrąglenia. Tylko tam, gdzie kreśli wspaniałość przyrody, gdzie widzi jej harmonijną jedność i porządek (kosmos), wpada w zapał i pisze piękniejszym stylem,
Dzieło Pliniusza przetłumaczył na język polski Łukasiew i c z (Wrocław 184-3).
NAUKI ŚCISŁE.
Z DZIELĄ
PLINIUSZA STARSZEGO „HISTORYA NATURALNA“.
O pamięci. (Ks. VII. róż. 24). 24. Pamięć, najpotrzebniejsze dobro życia, kto w najwyższym stopniu posiadał, nie łatwo jest pov. ieuzieć, tak wielu się przez nią wsławiło. Król Cyrus znał z nazwiska wszystkich żołnierzy w wojsku swojem; L. Seypio wszystek lud rzymski; Cyneasz, poseł króla Pyrrusa, cały senat i stan rycerski nazajutrz po swojem przybyciu. Mitrydates, dwudziestu dwu narodów król, tyluż językami wymierzał sprawiedliwość i na zgromadzeniach do każdego bez tłumacza przemawiał. Niejaki Cliarmadas w Grecyi książki, zażądane z biblioteki od kogo, powtarzał na pamięć tak, jakoby je odczytywał. Nakoniec utworzono z tego sztukę, którą Symonides z Jllelos wynalazł a jMetrodorus z Skepsis udoskonalił, to jest, aby wszystko słyszane temi samemi słowy oddać. Ale też nic niema w człowieku wątlojszego i bardziej podlegającego wpływowi chorób i innych przypadków a nawet bojaźni, i to albo cząstkowo albo też całkowicie. Człowiek uderzony kamieniem zapomniał tylko zgłosek. Drugi, spadłszy z wysokiego bardzo dachu, zapomniał o swojej matce, krewnych i powinowatych; inny, chorując, nawet o sługach; Messala zaś Korwin, mówca, zapomniał własnego nazwiska. Częstokroć też usiłuje ona i przemyśla ujść z zdrowego nawet i silnego ciała Nakoniec, gdy sen człowieka ogarnia, opuszcza nas tak, iż czczy umvsł szuka jej, kędy jest.
Czerstwość ducha. (Ks. VII. roz, 25). 25. Największą dzielnością umysłu obdarzonym był, jak mniemam, Cezar dyktator. Nie wspominam lu o jego męstwie i stałości ni też o wielkości duszy, do wszystkiego, co niebo zawiera, zdolnej; ale mówię o właściwej mu żywości i bystrości, pewnym ogniem uskrzydlonej. Zwykł on był, jak słyszałem, pisać i czytać a równocześnie dyktować i słuchać. Dyktował zaś swoim sekretarzom cztery listy w najważniejszych sprawach albo, gdy nic innego nie robił, siedm naraz. W’ pięćdziesięciu bitwach walczył i w tem on sam tylkołprzewyższył M. Mareęlla, który w trzydziestu dziewięciu walczył, albowiem prócz zwycięstw jego w wojnach domowych zginęło od niego w bitwach 119.200 ludzi, krzywdy tej, którą, acz zniewolony, rodzajowi ludzkiemu wyrządził, nie poczytałbym mu właśnie za sławę; i on to sam przyznał, nie podając klęsk wojny domowej.
Znakomici rzeźbiarze. (Ks. XXXIV. roz. 19, w skróceniu). 19. Niezliczona prawie liczba artystów wsławiła się mniejszymi posągami i obrazami. Przede wszystkimi przecież Fidyas z Ateńczyk, zrobiwszy w Olimpii Jowisza z kośći-słoniowej i złota; ale robił także posągi z bronzu. Kwitnął w 81. olimpiadzie, około 300. roku naszego miasta.
Fidyas’/ prócz Jowisza olimpijskiego, którego nikt naśladować nie śtnie, zrobił także z kości słoniowej Minerwę w Atenach, która w Partenonie stoi. Z bronzu zaś zrobił, prócz Amazonki, Minerwę tak nadzwyczajnej piękności, iż od kształtu przydomek zyskała. Zrobił także Klidychusa i drugą Minerwę, którą Paulus Emiliusz w Ilzymie przy świątyni Fortuny huiusque diei poświęcił. Dalej dwa obrazy kapiszonem, którę Katulus w tejże samej świątyni postawił, także inny kolosalnej wic Ikośći, nagi; mniemają słusznie, że on pierwszy z sztuką toroutykę obeznał i ją wskazał.
P o 1 y k I e t z Sycyonu, uczeń Ageladcsa, zrobił młodzieńca jako
Diadumena, sławnego sląd, że wartał sto talentów. Tenże sam zrobił Dory fora, chłopca w męski-m zatrudnieniu. Zrobił także tak zwany od artystów kanon, na którym się początków sztuki uczą jakoby z ja kiego przepisu i on sam jeden z ludzi jest, o którym powiedzieć można, że sztukę wynalazł przez sztukę. Zrobił on także posąg ocierającego się i nagiego do gry w kostki wyzywającego..Dwóch chłopców nagięli, grających w kostki albo tak nazwanych Astragaiiznntów. Znajdują się one w atrium cesarza Tytusa: wielu sądzi, że dzieło to jest najdoskonalszem z wszystkich. Jakże Merkuryusza, który był w Lizymachii;
Herkulesa, który był w Rzymie; Aleksetera biorącego za broń; Ariemona albo tak zwanego Periforeta. Ten Polyklet miał udoskonalić tę sztukę a toreutykę tak wznieść, jak ją Fidyasz wynalazł. Właśc wem mu jest, iż posągi jego na jednej nodze stały, co jest jego wynalazkiem. Warro przecież powiada, że były kwadratami i prawie wszystkie na jeden model.
Myrona, urodzonego w Eleutera, także ucznia Ageladesa, wsławiła najbardziej krowa, chwalona sławnymi wierszami; jakto wielu artystów zaleca się bardziej cudzym niż swoim geniuszem. Zrobił on także psa, Dyskobolosa, Perseusza, Satyra dziwiącego się fletni i Minerwę, deltjekich pentatlów i pankratyastów, także Herkulesa, który jest przy wielkim cyrku w gmachu Pompejusza Wielkiego. Erynna w wierszach swoich oznajmia, iż zrobił także pomnik konikowi polnemu i szarańczy. Zrobił także Apollina, którego tryumwir Antoniusz zabrał a ubóstwiony August, upomniony we śnie, Efezyjczykom powrócił. Zdaje się, że on pierwszy sztukę rozszerzył i był w niej obfitszym a w symetryi pilniejszym od Polykleta a przecież i on pilniejszy był tylko około ciał, czucia duszy me wyrażał.
Durys zaprzecza, aby Lizyp z Sycyonu był kiedy uczniem, Tulliusz twierdzi, że nie był, alt wpierw kotlarzem i dopiero na odpowiedź mularza Eupompa odważył się na snycerstwo Gdy go bowiem ten spytał, za którym z poprzedników idzie, odpowiedział mu wskazawszy mnóstwo ludzi: >Naturę samą, nie artystę naśladować należy*. Najwięcej z wszystkich zrobił posągów, albowiem był w sztuce swej bardzo płodny; pomiędzy tymi ocierającego się, którego Markus Agryppa postawił przed swemi łaźniami i który był bardzo miły cesarzowi Tyberyuszowi, tak iż nie mógł się pohamować, chociaż w początkach swego panowania umiał nad sobą panować, i przeniósł go do swego sypialnego pokoju, postawiwszy tam inny posąg; lud zaś rzymski tak był krnąbrny, iż żądał z wielkim wrzaskiem na teatrze, aby Apoxyomena na dawnem miejscu postawiono, a książę, acz go bardzo lubił, postawił. Lizyppus słynie także z swojej pianej graczki na fletni, z psów i polowania, szczególniej zaś z swego woza czterokonnego z Słońcem Rodyjczyków. Zrobił on także wiele posągów Alexandra Wielkiego, zacząwszy od dzieciństwa jego. Statuę tę kazał pozłocić cesarz Nero, zachwycony nią bardzo. Potem, gdy z ceną znikł wdzięk sztuki, odjęto złoto i stania wyżej jest cenioną, chociaż blizny i rysy, w których złoto tkwiło, pozostały. Tenże zrobił ilefestyona, przyjaciela Alexandra Wielkiego, przypisanego Polykletowi, chociaż ten o sto lat prawie pierwej żył. Tenże zrobił polowanie Alexandra, które w Delfach stoi; grupę Satyrów w Atenach; obrazy Alexandra i jego przyjaciół wyraził z największem podobieństwem wszystkich. Te Metellus podbiwszy Maeedonię przeniósł do Rzymu. Zrobił także wiele, rodzajów wozów czterokonnych. Sztukę snycerską miał przez to najbardziej udoskonalić, że wyrażał włos, głowy robił mniejsze niż starożytni, ciała wysniuklejsze i chudsze, przez co wysokość posągów większą się wydawała. Symetrya me ma łacińskiego nazwiska; tej pilnował jak najpilniej i po nowej, niepróbowanej nigdy metodzie przemienił
Zathey. Antologia rzymska. 23 dawne kwadratowe figury i mawiał pospolicie: »Oni robili ludzi takimi, jakimi są; ja, jakimi mi się być wydają*. Delikatność w dziełach, zachowana w najmniejszych nawet rzeczach, zdaje się mu być właściwą.
Praksyteles był także w marmurze szczęśliwszym, przeto też i sławniejszym. Zrobił przecież z bronzu bardzo piękne dzieła: porwanie Prozerpiny, Cererę i Bakcha opilstwo i razem z nim sławnego Satyra, którego Grecy Periboetos zowią. Także posągi, które stały przed świątynią Szczęścia, Wenerę, która za panowania cesarza Klaudyusza z świątynią samą zgorzała i która była równą owej Wenerze marmurowej po całym świecie słynącej. Harmodyusza i Arystogitona, zabójców tyrana, których Alexander Wielki, pokonawszy Persów, odebrał Xcrxesov*i i odesłał Ateńczykom. Ziobił także Apollina jako młodzieńca dojrzałego, celującego strzałą do czołgającej się w blizkości jaszczurki, którego Sauroktonos zowią. Widać także dwa jego posągi, wyrażające różne uczucia: płaczącej matrony i cieszącej się dziewczyny. Jest także obraz okazujący jego dobroć, albowiem na wóz czterokońny Kalamidesa wstawił swego woźnicę, ażeby artysta ten, biegły w robieniu koni, nie zdawał się chybiać w posągach ludzi.
Tlóm. Łukasiewicz.