Dwie potęgi (Konopnicka, 1915)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Dwie potęgi
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolf.
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
XLI. DWIE POTĘGI.
Grafika na początek utworu 1.png

I

Nicość chwyta za ramiona
I zapładnia ją oddechem;
Słońc miljonem roziskrzona,
Wirująca ich pośpiechem,
Światy wzrokiem swym zatacza,
Z mgławic stęża gwiazd miljardy
I ciążenia zakon twardy
Globom, pchniętym w bieg, wyznacza;
Ima przestrzeń, waży bryły,
Wszechistnienia rodzi prawa,
Tchnie w przyrodę twórcze siły
I dnia mieczem noc rozkrawa.
Wieczność zowie jej imieniem,
W rozciągłości kształt zamyka,
Falującej żądzy drżeniem
Świetlny eter wskroś przenika.
Dźwięk dostraja, promień łamie,
Pręży gazy, studzi śniegi
I potęgi swojej znamię
W pierwobytów tchnie szeregi.
Węzeł przyczyn dzierży w dłoni,
Rozpryskuje się w atomy,
Tryska w blasku — w barwie — w woni,
Głos jej — cisza, słowo — gromy.


Turkusowy pierścień morza
Ziemi daje w upominku,
Wichrem rzuca się w przestworza,
Lądy rzeźbi dla spoczynku.
Popęd rzuca, jako strzałę,
Z części wiąże całość bytu,
W pąkach zwija róże białe
I dogląda ich rozkwitu.
Czas — to ona; ruch — to ona;
W nieskończoność mknie jej droga,
Słońc miljonem roziskrzona,
Bezgraniczna...
To myśl Boga.


II.

Świadomość w bezwiedzę tchnięta,
Płomień zamknięty w krysztale,
Nurt, co brzegów zrywa pęta
I pod chmury ciska fale...
Budzi się — drży — wzmaga skrzydła,
Potężnieje, świat rozpiera,
Słońca promień chwyta w sidła
I milczeniu głos wydziera.
Przestrzeń zwija, niby kartę,
Ruch ujarzmia, czas zdobywa,
Na materyę nieodparte
Kładzie więzów swych ogniwa.
Prawdę chwyta obnażoną,
Podsłuchuje życia tętna;
Rozłakniona i namiętna,
Na przyrody pada łono...
Sto dróg przed nią, sto dróg za nią,
Wskroś ciemności tory wije,
Zawieszona nad otchłanią,
W żyznych zdrojach wiedzę pije;

Martwe siły w jarzmo wprzęga,
Oceany szturmem bierze,
Tajemniczych głębin sięga,
Z huraganem ma przymierze...
Duch — jej imię, czyn — jej ciało;
Jej dziedzina — prawa bytu;
Z snów świątynię stawia białą,
A z pewników — słup granitu.
Jej sztandary — postać świata;
Bezcielesna, nieujęta,
Z płomienistych stosów wzlata
I kajdanów zrywa pęta.
Skroń zbielała, krew przelana,
Wzgarda, klątwy, nędzy łupy
I tułactwa skryta rana —
To urodzin jej okupy.
Rozproszonych prawd okruchy
Zebrać w całość, stać na czele
Ruchów świata, budzić duchy,
Pojąć życie — to jej cele.
Spromienione krople znoju,
Z własną głębią cicha zgoda,
Szczęście ludów, wiek pokoju,
Miłość bratnia — jej nagroda.
Z bóstwem stapia się w zachwycie,
Z bohaterem w przyszłość leci,
Z mędrcem czuje bieg stuleci,
A z genjuszem stwarza życie.
Wzlata — pada — znów powstaje,
W wiekuistość się obleka,
Ideałom ciało daje —
Posiew wieków...
Myśl człowieka.


Grafika na koniec utworu 3.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.