Dwa lata pracy u podstaw państwowości naszej (1924-1925)/I/Rozdział 10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Grabski
Tytuł Dwa lata pracy u podstaw państwowości naszej (1924-1925)
Data wydania 1927
Wydawnictwo F. Hoesick
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron

Rozdział X.

Waloryzacja zobowiązań.


Osobne miejsce w mojej polityce w 1924 roku należy dać waloryzacji zobowiązań. Wspomniałem na początku, mówiąc o pierwszem mojem ministerstwie z 1920 r., że zająłem stanowisko nieprzychylne do objawu spłaty zobowiązań po relacji nominalnej. Uważałem, że moratorjum należało się wierzycielom dla przyjmowania spłat, oraz że procenty i spłaty powinny były być oparte na współczynniku wartości objektów, na których tranzakcje między wierzycielami i dłużnikami były oparte. Pogląd ten wykazałem w całej pełni w 1923 r. za drugiego mego ministerstwa. Poruszyłem i postawiłem wtedy na warsztacie sprawę waloryzacji zobowiązań. Leżało to wtedy całkowicie po linji interesów wierzycieli. Dłużnicy bali się waloryzacji i myśleli, że jej unikną. Uprzedzałem ich i wskazywałem na konieczność odpowiednich układów dobrowolnych. Jednocześnie wystąpiłem z tem, by zabezpieczyć Skarb we wszelkich wypadkach, w których był on wierzycielem.
Przystępując do reformy walutowej, zażądałem pełnomocnictw dla przeprowadzenia waloryzacji, bo wiedziałem, że Sejm nigdy by tej sprawy nie załatwił. Już wówczas uprzedzano mnie, że podejmuję się rzeczy tak niewdzięcznej, że nie warto było brać jej na barki rządu. Wspominano, że gdy Austrja po wojnach napoleońskich przeprowadziła ustawową waloryzację, nikogo to nie zadowolniło i przeciwko rządowi zwróciło się niezadowolenie jednych i drugich. — Uważałem jednak, że sprawy nie wolno zostawiać nierozstrzygniętej. Przecież złoty miał być równym miljonom marek. — Czyż można było zostawić nierozwiązanem zagadnienie, czy wolno będzie zobowiązania zaciągane w setkach tysięcy marek przedwojennych, rubli, lub koron płacić groszami. A przecież bez ustawy o waloryzacji taki musiałby być wynik, że o wyższą waloryzację niż ta, która wypływała z zamiany marek na złote, każdy by się musiał upominać sądownie.
Podjąłem zatem sprawę waloryzacji zobowiązań ze względu na ochronę interesów wierzycieli, ale oczywiście zrozumiałem, że między ich interesami a interesami dłużników państwo musi doprowadzić do rozumnego i godziwego kompromisu. Ażeby do tego doszło uprosiłem prof. Zolla z Krakowa, by podjął się trudnej misji zbadania poglądów tych dwóch stron w osobie licznych reprezentantów jednych i drugich i opracował odpowiedni projekt.
Gdy Komisja prof. Zolla przystąpiła do pracy, zaraz ujawniły się dwie koncepcje: jedna by ustalić normy kompromisu i ustanowić spłaty po paru latach, druga, by przyjąć jako zasadę normę pełnej relacji w złocie i dać dla spłaty bardzo długie moratorjum. Za tą drugą koncepcją wyrażało się nie wiele tylko osób. Przeważało zdanie, by sprawy nie odwlekać ad infinitum, gdyż wtedy żaden nowy kredyt nie byłby możliwym, hypoteki byłyby zamazane, a wierzyciele i tak by nic nie mieli. Znaczna przeto większość opinji zarówno ekonomistów jak i prawników była za normami kompromisowemi.
Komisja składała się przeważnie z prawników, a opinje sfer zainteresowanych badała za pomocą osobnych zebrań o szerszym składzie. Praca komisji była bardzo sumienna i poważna. — Prof. Zoll włożył w nią duże bardzo oddanie się sprawie publicznej i wykazał dużo talentu w sposobie ujmowania i formułowania zagadnień.
Rozporządzenie o waloryzacji zobowiązań, jest poważnem dziełem prawniczem i to samodzielnie w Polsce wypracowanem. Ustawa niemiecka ukazała się później od naszej i na polskiej twórczości prawniczej wzorowaną była.
Jak było do przewidzenia „lex Zoll” wywołała duże niezadowolenie. W porównaniu z normami niemieckiemi w naszej ustawie normy są dużo więcej szczegółowe, bo idące od 5% do 50% a właściwie do 100%. Przytem w naszej ustawie normy idą w swojej rozciągłości dalej od ustawy niemieckiej w kierunku właśnie więcej dla wierzycieli korzystnym. To, że normy w naszej ustawie idą na ogół wysoko, stało się to na skutek wyraźnych moich nalegań. Gdyby nie takie moje naleganie, zapewne nasza ustawa nie przekroczyłaby normy 25%. Zdaniem moim norma 5% od których zaczyna się nasza waloryzacja jest za niska. Ale na to nie mogłem oddziałać, gdyż te 5% jako najniższa stawka miały swoich gorących obrońców. Każdy szczegół ustawy był bardzo dokładnie badany i sumiennie obmyślany.
Na razie, po wyjściu „lex Zoll”, wierzyciele nie byli niezadowoleni, gdyż otrzymali znacznie więcej niż mieli poprzednio. Ale potem zaczął się skup wierzytelności i listów zastawnych i utworzyła się grupa spekulantów, którzy rozpoczęli szaloną kampanję w kraju przeciwko „lex Zoll” w imię zasady pełnej waloryzacji.
Jeżeli się uwzględni, że w żadnym kraju nie ma i nie było nic podobnego, że w Niemczech waloryzacja jest na 15%, że w Belgji po reformie jasnem się stało, że waloryzacja wynosi 16%, bo na nowy pieniądz idzie 6 dawnych jednostek, że waloryzacja Francji i Włoszech też nie przekracza 20%, a Czech 15%, — to okaże się, że w Polsce waloryzacja o ile przekracza 25% nie może być uważana za zbyt niską, oczywiście, gdy uwzględnimy, że w 1924 roku złote były pełnowartościowe.
Ci, którzy występują przeciwko „lex Zoll” operują szeregiem argumentów, którą część opinji publicznej przyjęła za dobrą monetę, a mianowicie, że dlatego nie może się rozwinąć u nas kredyt hypoteczny, bo wierzyciele zostali skrzywdzeni. Jest to fałsz tak wyraźny, że dziwić się należy tym, którzy w to wierzą. Kredyt długoterminowy dlatego nie może się rozwinąć, że jest mało kapitałów ruchomych i że te, które są, wymagają ogromnie wysokiego oprocentowania. — Tego kto dziś ma pieniądze, nic a nic nie odstrasza od dawania na hipotekę pieniędzy, jeżeli znajdzie kogoś, kto da mu wysoki procent i zahypotekuje sumę w dolarach lub w złotych w złocie.
W sprawie waloryzacji dużo osób krytykuje lex Zoll. Ale nikt nie chce się podjąć rewizji tej ustawy i nikt zapewne nie potrafiłby zredagować coś lepszego, coś bardziej przejętego duchem rozumnego i koniecznego kompromisu. — Jest ona wyrazem poważnego ducha prawniczego. — Napaści na nią — to gra spekulacyjna, próbująca występować pod płaszczykiem zasad moralnych, czy politycznych. — Są takie czynniki życia politycznego, które nie wiedzą jak tę grę traktować i gotowe ją brać na serjo. Ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać. A tymczasem nikt na tem dobrze nie wychodzi, gdy istnieje niepewność co do tego, czego się trzymać należy.
Gdy ustąpiłem, przeciwnikom lex Zoll zdawało się, że nastał moment obalenia samej ustawy. Od tego czasu zmieniło się kilku ministrów Skarbu, a lex Zoll została nienaruszoną. Najlepszy to dowód, że była to ustawa o poważnych zasadach prawnych.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Grabski.