Droga do Szwecyi Króla J. Mości w r. 1594/Księga III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Zbylitowski
Tytuł Droga do Szwecyi Króla J. Mości w r. 1594
Podtytuł Księgi III
Pochodzenie Niektóre poezye Andrzeja i Piotra Zbylitowskich
Data wydania 1860
Wydawnictwo Biblioteka polska
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Indeks stron
KSIĘGI III.



Mieszkając król w Sztokholmie, sprawy odprawował
Państw swoich, a potem się na pogrzeb gotował
Ojca swego, aby dość swojej powinności
Uczynił, i ku ojcu synowskiej miłości,
Który mu skarby wielkie po sobie zostawił,
I jeszcze za żywota na królestwo wprawił.
Prowadził tedy ciało z wielką uczciwością
Z Sztokholmu do Upsala, i z tą powinnością,
Którą powinien ciału króla tak zacnego,
Cnotami, co ich jedno jest, ozdobionego,
Który był u wszech sławny swoją pobożnością,
I cnemi postępkami, i sprawiedliwością;
Sławny był swą nauką, i rządem w pokoju,
I rycerską dzielnością, gdy potrzeba w boju;
Poddane swe miłował, każdemu łaskawie
Twarz swoję pokazował, w jakiejkolwiek sprawie;
Występne karał, bronił zawżdy ukrzywdzonych,
Ubogim dobrze czynił, cieszył utrapionych, —
Dla których cnót na państwo był z więzienia wzięty,
I z radością od wszytkich poddanych przyjęty.
Z wielką tedy żałością ciało tak zacnego
Ojca swego prowadził król do budownego
Upsala, a z nim wszytek senat i królowe,
Królewna, dwór, pospólstwo, żołnierstwo Karłowe.

Kiedy już blisko miasta z ciałem wszyscy byli,
Do kościoła porządkiem tym je prowadzili:
Naprzód cztery sta Węgrów szło z Polski, za tymi
Zaś piechota królestwa szwedzkiego, za nimi
Dwieście czterdzieści i ośm rajtarów Karłowych
Na koniech, do wszelakiej potrzeby gotowych.
Za tymi szło przez pięć set ministrów z świecami,
Arcybiskup Upsalski z dwiema biskupami:
Ci łacińskim językiem żałośnie śpiewali,
A wszyscy świece w ręku woskowe trzymali.
Za ministrami tudzież z trąbami swojemi
Zaś trębacze żałośni; a zaraz za temi
Szły dwie osoby, które błękitne trzymały
W ręku kije, a te rząd w tumulcie działały.
Konie potem wiedziono, na których szwedzkiego
Były herby królestwa; dworzanin każdego
Wiódł konia, a przed każdym niósł chorągiew wielką,
Pokazując płaczliwą twarzą żałość wszelką.
Na chorągwiach z obu stron herby malowane
Swej ziemi i powiatu były każdej dane.
A było tych chorągwi czarnych, co z herbami,
Trzydzieści i dwie, koni także co z kapami.
Zaraz proporzec wielki błękitny niesiono,
Na nim wszytkie królestwa herby wyrażono.
Za tym osoba smutna też zaraz jechała,
Która kirys na sobie pozłocisty miała,
Pod nią także zupełnym okryty żelazem
Koń dzielny, i drugiego wiedziono zarazem,
W którym się za żywota kochał przed inszemi
Król zmarły, a za tym szli tudzież z kosztownemi
Ozdobami królestwa cni senatorowie,
Przesławnej rady szwedzkiej przedniejsi panowie.
Jeden niósł sceptrum złote, a drugi koronę,
Trzeci jabłko, czwarty miecz, rycerską obronę.
Naostatku niesiono ciało przesławnego
Króla pod baldekinem, który był z czarnego
Axamitu, takimże i trunę nakryto,
A na wierzchu krzyż z białej telety przyszyto;
Po bokach z obudwu stron wisiały ojczyste
Na axamicie srebrne herby pozłociste.

Dopiero syn żałosny, Zygmunt król, odziany
Długim płaszczem, szedł: tego niewypowiedziany
Smutek trapił, a z oczu łzy jego płynęły,
Z czego nieubłagane Parki się cieszyły,
Które siedząc pod ziemią przędą ludzkie lata,
Gdy nić zerwą, odbieżeć każdy musi świata:
Ani ich jaką rzeczą ubłagać kto może,
Dobroć, cnota, pobożność, u nich nie pomoże;
Niedbają nic na króle, pany świata tego,
Nic na złoto, pieniądze, na żadną rzecz jego;
W jednakiej u nich cenie bogaty, ubogi,
Mężny, i bojaźliwy, pokorny i srogi.
Za królem książę Karzeł, brat jego rodzony
Szedł żałośnie, nadzwyczaj wielce zasmucony.
Za którym szli królestwa szwedzkiego grofowie,
Paniąt i szlachty siła, i senatorowie,
Dopiero żona jego, łzami polewając
Twarz swoję, i ustawnie serdecznie wzdychając,
Białym ruchem okryta, synaczka swojego
Mając przy sobie, czarnym płaszczem odzianego.
Który też oczki swoje obfitemi łzami
Oblewał, więc królewna szła z swemi ciotkami,
Mekielburska i saska księżny, frasowliwe
Siostry jego, od płaczu prawie ledwie żywe;
Lecz królewna, nad wszytkie barziej żałościwa
Po ojcu swym, szła lejąc łzy wielce troskliwa.
Za nimi szła królowa polska, ozdobiona
Wysokiemi cnotami; więc Karłowa żona,
I inszych pań niemało królestwa szwedzkiego
I panien, które króla płakały swojego.
Pospólstwa płci obojej wielkość szła w żałobie,
Królewskie wspominając z płaczem cnoty sobie.
Nietylko ludzie, ale i Tytan wysoki
Zakrył twarz śliczną swoję czarnemi obłoki,
Niechcąc na smutek ludzki poglądać tak wielki,
Który (za ciałem idąc) pokazował wszelki,
Tak swój, jak cudzoziemiec. Potem gdy wniesiono
Do kościoła królewskie ciało, postawiono
Trunę w kaplicy, w której leży Gustaw sławny,
I tam go pochowano w ojcowski grób dawny,

Z płaczem wszytkich: chorągwie one powieszono,
Które przed ciałem jego ziem wszytkich niesiono.
Potem szedł król do chóru słuchać smutnej mowy,
Którą czynił długiemi arcybiskup słowy;
Ministrowie po jego kazaniu śpiewali,
A świece zapalone w rękach swych trzymali.
Gdy śpiewać ministrowie już przestali ony
Lamenty, Typocius wystąpił uczony,
I łacińskim językiem długą rzecz prowadził.
Gdzie wielkiem krasomowstwem słowa piękne sadził,
Któremi zacne szwedzkie królestwo wynosił,
I z dawna bitne Goty, i jako rozgłosił
Ten sławny naród imię swe po wszytkim świecie,
Jako tyranów na swym nie chcieli mieć grzbiecie,
Którzy im nad ich wolą chcieli rozkazować
Z Danii, a wolności i prawa ich psować,
O co się mężnie Gustaw król sławny zastawił,
Bóg mu szczęścił, że prawa i wolność naprawił;
Poddane od tyrana wybawił srogiego,
Miłością wielką zjęty narodu swojego;
Za co potem od wszytkich królem uczyniony,
I na państwa tak wielkie zgodnie wysadzony.
Wspominał Typocius w swojej mowie przytem
Króla Jana, jako był u wszech znakomitym
Swą dzielnością i życiem pobożnem, cnotami,
Rycerskiemi gdy było potrzeba sprawami.
Wspomniał i to, jaką miał miłość u poddanych,
Nie opuścił cnót inszych niewypowiedzianych.
Na ostatku swej mowy wynosił polskiego
Króla, a syna jego Zygmunta trzeciego:
Jako go Bóg na państwa tak wielkie postawił
Królem i z wielu znacznych trudności wybawił;
Jako nad nim swą boską ma zawżdy obronę;
Jako nietylko polską otrzymać koronę,
Lecz i ojczyste państwa dał do władzy jego.
Nie przepomniał w mowie swej jeszcze wspomnieć tego,
Jako nieprzyjaciele Bóg jego pogromił,
I ich pysznego wodza zarazem uskromił,
Który mu w tem przeszkadzał, co mu już był przejrzał
Bóg pierwej, gdy na cnoty jego wielkie wejrzał,

To wspominając, przytem i insze dzielności
Jego pańskie, wystawiał wielkie pobożności,
Skończył swą mowę. Zatem król do wysokiego
Jechał zamku, aby tam odpoczął z onego
Smutku i utrudzenia. Drugiego dnia potem
Począł z zacnym senatem już namawiać o tem,
Jakoby coprędzej mógł do koronacyi
Przystąpić, i to skończyć, po co do Szwecyi
Z sarmackich krain płynął, przez morze głębokie.
Tam na pałace wezwał senaty wysokie,
I o dobrem królestwa ojczystego radził,
Na które go Bóg z łaski i woli swej wsadził.
Kilka dni między sobą rzeczy ucierali,
I to co im poprzysiądz miał król spisowali.
Nawiętsza trudność była z strony religii,
Bo im król tej pozwolić nie chciał kondycyi,
Żeby nowotne miały być wnoszone wiary,
Lecz chciał, żeby obyczaj zachowali stary
Cnych przodków swoich, którzy wiecznie sławni byli
W wierze rzymskiej, a nowych sekt tam nie wnosili;
W której im Bóg od dawnych czasów błogosławił,
Od wielu nieprzyjaciół nie raz ich wybawił;
Jako w tejże tak wielkie państwa rozszerzyli,
I straszni w obcych krajach swojem męstwem byli.
Co im król świętobliwy szeroce rozwodził,
I przykłady z ich pisma dawnego przywodził.
Ale to nie pomogło, nic oni nie dbali
Na te królewskie słowa, ani pamiętali
Na cnoty przodków swoich, trzymali upornie
Nowej wiary obronę, stali przy niej sfornie:
Nigdy od niej i do swych gardł nie odstępować,
Ani rzymskich obrzędów i wiary przyjmować.
Król widząc upór taki, chciał pogodniejszego
Czasu dostać, i użyć szczęścia życzliwszego.
Jako pan w każdej sprawie nie jest pokwapliwy,
Tak też i w tem niechciał być zaraz popędliwy;
Wolał folgować, i to czasowi darować,
A do koronacyi prędzej się gotować:
Którą z pany na pierwszy złożył dzień marcowy,
I rozkazał ją na dzień obwołać wtorkowy.

A nim jeszcze koronę złotą nań włożono,
I władzę tak wielkiego królestwa mu dano,
Ministrowie tymczasem, i gmin ludzi wielki,
Szli do zamku żeby tak mógł oglądać wszelki,
Pana swego; do których król z pałacu swego
Zszedł na dół, i stanąwszy u okna wielkiego,
Uczynił długą mowę do nich, objecując
Im wszytko, i łaskę swą pańską ofiarując;
Rzekł im dotrzymać tego, co zacni przodkowie
Poprzysięgli. Po jego onej potem mowie
Wszytcy zgodnie królowi swemu dziękowali,
Posłuszeństwo i wiarę strzymać obiecali,
Jak życzliwi poddani: czego potwierdzili
Przysięgą, na to palce wzgórę podnosili.
Gdy przyszedł naznaczony dzień koronacyi,
Zjechali się przedniejsi ludzie ze Szwecyi,
Na tak wielką pociechę patrzyć pana swego,
Której zdawna pragnęli. Tamże do wielkiego
Kościoła upsalskiego z zamku prowadzili
Króla z wielką radością, i tryumf czynili.
Szedł król pieszo, a nad nim baldekin trzymali,
Którego przed kościołem biskupi czekali
Ubrani, arcybiskup, i ministrów siła,
Przy których różnych wielka liczba ludzi była.
Za królem książę Karzeł, stryj jego rodzony,
Tuż zaraz szedł, w książęcy ubiór obleczony.
A królowa za nimi na wozie jechała,
Białychgłów siła zacnych koło siebie miała.
Gdzie była żona króla niedawno zmarłego,
Mając Jana synaczka tam przy sobie swego;
Była królewna śliczna, z ciotkami swojemi,
I z paniami królestwa szwedzkiego zacnemi,
Które umyślnie na to z domów przyjechały,
Aby na tę pociechę tak wielką patrzały.
Gdy już król do kościoła wszedł ozdobionego,
Tam w chórze u ołtarza stanął przedniejszego
I z królową. Tymczasem po szwedzku śpiewali
Ministrowie, i pieśni na organach grali.
Było po tem śpiewaniu do ludzi kazanie,
W którem królewskie sławił cnoty, wychowanie,

Szczęście jego i dzielność, i pobożne sprawy,
Dla których go tak wielkich państw chciał mieć łaskawy
Bóg królem, i narodom zacnym rozkazować,
Sarmatom, Szwedom, Gotom, Wandalom panować.
Kiedy już arcybiskup swej dokończył mowy,
I ono dostatniemi dosyć wywiódł słowy,
Po tem kazaniu były zaś znowu śpiewania,
A tymczasem król z formy szedł do ubierania.
Gdzie nań kosztowne szaty królewskie włożono:
Naprzód w brunatną szatę długą obleczono
Axamitną, perłami wszędzie haftowaną.
I drogiemi kamieńmi nieoszacowaną.
U dołu bram szeroki z pereł nasadzony,
Potem łańcuch z kamieni drogich nań włożony.
W tym ubiorze prowadzon jest przed ółtarz wielki,
Tak, że go mógł już snadnie widzieć człowiek wszelki.
Przystąpił arcybiskup zarazem do niego,
Modlitwy szwedzkim mówił językiem, a tego
Od Boga mu winszował szczęścia, które dawni
Przodkowie mieli, w rzeczach rycerskich przesławni.
Potem Szpar podkanclerzy artykuły czytał,
Które król poprzysięgał, a z osobna pytał,
Jeśli te wszytkie rzeczy strzymać obiecuje:
Wiary, praw, i wolności bronić im ślubuje.
Na co wszytko przyzwalał klęcząc dobrotliwy
Monarcha, i przysięgą potwierdził. Sędziwy
Biskup zatem przystąpił, arcybiskupowi
Nie dozwolił korony kłaść Abrahamowi.
Naprzód tedy królowi szpadę podał, potem
Wziął balsam, który w słoiku był chowany złotym,
A tym mu krzyż na czele napierwej uczynił,
Więc na szyi, na ręku, zaś drugich przyczynił.
Zaraz drogą koronę królestwa szwedzkiego
Włożył na jego głowę, którą od dawnego
Czasu w skarbie chowają. Potem laskę złotą
Dał w ręce, jabłko barzo kosztowną robotą.
Zaraz ludzie z radości wielkiej zawołali,
Którzy byli w kościele co na to patrzali:
Niech król nasz sławny żyje Zygmunt długie lata,
Niech mu Bóg w wielkiem szczęściu da zażywać świata,

Niechaj nieprzyjacielom swoim straszny będzie,
Niech cnoty jego wielkie będą sławne wszędzie.
W bębny miedziane bito, trębacze trąbili,
Grzmot wielki od radości, z dział ogromnie bili.
Węgrowie bez przestanku z swych rusznic strzelali,
Szwedowie także strzelbę swoję wypuszczali.
Tymczasem nim się ten huk uspokoił wielki,
Pospolity dziękował Bogu człowiek wszelki,
Za to, że im doczekać dał pana takiego,
Który nie ujdzie niwczem cnego ojca swego.
Arcybiskup z biskupy modły odprawili,
I nabożeństwo swoje z ministry skończyli.
A król w koronie złotej, w ręku sceptrum mając,
Przed ółtarzem, sprawy swe Bogu poruczając,
Siedział: zaraz królową w tem przyprowadzono,
I koronę na głowę jej złotą włożono.
Potem szedł na majestat, w koronie, wysoki,
Nad którym był zawieszon baldekin szeroki.
Tamże go na kosztownym stołku posadzono,
Ciebie Boga chwalimy, po szwedzku śpiewano.
Zatem Karzeł w książęcym swym ubiorze wstąpił
Na majestat, do króla tuż prawie przystąpił,
I podniósłszy dwa palca hołd oddawał jemu,
I przysięgę uczynił, jako panu swemu.
A chorągiew błękitną przed królem trzymano,
Na której herby wszytkie wymalować dano.
Przyszedł i brat królewski malutki, przyrodny,
Hołd czynił, i grofowie, kanclerz człowiek godny
Przysiągł królowi klęcząc. Potem wprowadzono
Królową na majestat, którą posadzono
Podle króla, w koronie. W rozmaite grali
Muzyki, w bębny bito, z dział w zamku strzelali.
Jaka więc radość bywa na wysokiem niebie,
Gdy Jowisz dobrej myśli, mając wedle siebie
W złotej koronie swoję nadobną Junonę,
Gładszą nad wszytkie co jest bogiń w niebie żonę;
Tam mniejszy koło niego zasiadłszy bogowie,
Każdy mając pachniący wieniec na swej głowie,
Wesela zażywają wespół z boginiami,
Gry czynią rozmaite, i tańce z nimfami;

A syn piękny Latony z lutnią chodzi grając,
Dziewięć panien przy sobie helikońskich mając;
Nadobna Terpsychore w swojej cytry strony
Przy jego lutni bije; a wiersz nauczony
Zaś śpiewa Kalliope; a smyczkiem wyprawia
Errato, poskakując nogi kształtnie stawia;
Więc Wulkanus, choć chromy, na tak wdzięczne granie
I bogiń kastalijskich przyjemne śpiewanie,
Wywiódł w taniec Cyprydę od ślicznej Dyony,
A Kupido mu służy z sajdaczkiem pieszczony:
Ba i Mars bitny, który rad goni na zwadę,
Wywiódł swoję Bellonę, a Bachus Palladę;
Pan Cerere którego chwalą Arkadowie,
Sylwan Dyanę, co mu cześć czynią Faunowie;
I Alcydzieś srogiego lwa odziany skórą
W plęsy poszedł, porwawszy nimfę lada którą;
Za nim insi z swych stołków powstawszy bogowie
Poszli, Neptun, Palemon, Fauni, Satyrowie,
Więc Tetys, Galatea, Pomona, Dryady,
I co w rzekach mieszkają głębokich Najady;
A królewicz trojański nosi w kubkach młody
Słodki napój, i Hebe nadobnej urody;
Na co Jowisz patrzając wesela zażywa,
I nigdy lepszej myśli jak wtenczas nie bywa,
Tryumf i radość wielka na wysokiem niebie.
Tak właśnie sławny królu, gdy ujrzeli ciebie
W tem szczęściu, wszytek senat, i zacne książęta,
Lud wielki, i z królestwa szwedzkiego panięta,
I ci którzy przez morze z tobą przyjechali,
Aby na twe pociechy tak wielkie patrzali,
Weselą się, a kto ich wypowie radości,
Które odnoszą z wielkiej ku tobie miłości?
Gdy już koronacyą rządnie odprawiono,
Króla z wielkim tryumfem w zamek prowadzono
W koronie, a królowa tuż za nim jechała,
Koronę też na ślicznej głowie swojej miała.
W bębny bito, w muzyki rozmaite grano,
Pieniądze między wielkie pospólstwo ciskano.
Kiedy wchodził do zamku król ozdobionego,
Przed bramą stało ludu kilkaset jezdnego,

Stryja jego, co na to wtenczas przyjechali,
Aby panu swojemu uczciwość działali.
Gdy już króla w pałace wyższe wprowadzono,
Wszytkę strzelbę ogromną zarazem puszczono,
I z dział w zamku i w polu Szwedowie strzelali,
I hajducy kilkakroć strzelbę wypuszczali;
Że od grzmotu srogiego aż się twarde skały
Koło zamku, i mury wysokie wzdrygały;
A Satyrowie co tam pobliżu mieszkali,
Od strachu do głębokich jaskiń uciekali.
Tegoż dnia sprawił wielką cześć na pany swoje
Król w zamku, gdzie kosztownie obito pokoje
Oponami złotemi, misterną robotą;
Tam wszytkich hojnie z wielką uczczono ochotą,
Potrzeb wielkich dodając, muzyki rozlicznie
Na różnych miejscach grały, w trąby ustawicznie
Trąbiono, w bębny bito, a król za swym stołem
Z Karłem siedział, z królową, a dworzanie kołem
I urzędnicy stali, posługi oddając
Panu swemu, uczciwość wielką wyrządzając.
Po wieczerzy na tejże tańce były sali,
Król naprzód szedł z królową, a ci którzy stali
Przy nim, i książę Karzeł, wszyscy mu służyli;
Potem i sami tańce rozliczne czynili.
Noc czarna, co w jaskiniach podziemnych siedziała,
Skoro się od Tytana tego dowiedziała,
Puściła się zarazem przez głębokie morze,
Wysławszy nakrapiane wprzód przed sobą zorze,
Aby też mogła widzieć takowe radości.
I Cyntya z dalekiej patrząc wysokości,
Przybliżyła się na dół, i ku Upsalowi
Twarz swoję obróciła prosto ku zamkowi,
W którym król dobrej myśli natenczas zażywał
Z gośćmi swemi, a tańców onych dokończywał;
I ślicznemi oczyma przez okno patrzyła
Do sali wielkiej, w której ta dobra myśl była;
Usta mając rumiane, któremi ślicznego
Endymiona niegdy całowała swego;
Dworzanom się udatnym wszytko przypatrzała,
Na obicie kosztowne pilnie poglądała,

Które po wszytkich ścianach było w sali onej,
Marmurem, ochędóstwem wszelkim ozdobionej.
Na złotem haftowanych oponach jedwabnych
Były pięknie wytkane wojny Greków dawnych,
Które z Trojany dziesięć lat ustawnie wiedli,
Od tego czasu, jako z naw na brzeg wysiedli
Pod Ilion; tam było właśnie wyrażono,
Jako Pentesileą śmiałą porażono,
Jako ją swym Achiles mieczem zabił mężnie,
I wojsko jej starł wszytko na głowę potężnie;
Hektor którym sposobem, u wszech wielce wzięty
Mąż rycerski, zapalił swą ręką okręty,
Sam jednak zdrowo uszedł, siła poraziwszy
Nieprzyjaciół, i mężów przedniejszych pobiwszy;
Jako z Parysem czynił o swą Menelaus
Żonę zdradliwą, jako cny Protesilaus
Zabit naprzód pod Troją, którym kształtem wzięto
Ilion nieszczęśliwy, jak Deifoba ścięto;
Którym sposobem konia w miasto wprowadzono,
Dla którego wysokie mury obalono.
Te rzeczy na oponach były wyrażone,
I prawie jako żywe niemal uczynione.
Były i insze bitwy ślicznie haftowane
Z rozlicznego jedwabiu, i złotem wytkane,
Jako Julius mężny walczył z Pompejusem,
Jakie wojska zwodziła Tomiris z Cyrusem.
Skoro król tę odprawił cześć w wielkim dostatku,
Szedł do pokoja swego, potem naostatku
Karzeł był dobrej myśli z polskimi dworzany,
I królestwa szwedzkiego przedniejszymi pany.
W kilka dni kazał w zamku majestat budować
Król zacny, na którymby przysięgę przyjmować
Mógł od poddanych; swoich tam gdy naznaczony
Dzień przyszedł, z powinną czcią od wszech prowadzony
Na wysoki majestat, na którym czynili
Posłuszeństwo i wierność, czego potwierdzili
Ślubem podniósłszy ręce, chłopi, ministrowie,
I z każdego powiatu, i z miasta posłowie.
Tym wszytkim król obiecał prawa i wolności
Strzymać, i co poprzysiągł zachować w całości.

Czem ich chęci i serca ku sobie obrócił,
Co odprawiwszy, zaś się na swój pałac wrócił.
A tymczasem pieniądze między lud miotano
Z majestatu, z dział w zamku i z rusznic strzelano.
Muzyki rozmaite wszędzie w zamku grały,
A śliczne szwedzkie nimfy z okien wyglądały,
I sarmackie boginie wespół z rakuskiemi
Poglądały oczyma na wszytko ślicznemi.
Patrzała na to piękna (i z królewną) żona
Książęcia Karła, która taką ozdobiona
Jest gładkością, że ledwie Juno takiej była,
Gdy ze dwiema nimfami o piękność czyniła;
Stała tuż panna Syra z nadobną Grofowną,
Stała wdzięczna Tarnowska z grzeczną Pretwicowną,
I udatna Krystyna, dla której gładkości
Zahamował kilkakroć Neptun nawałności;
Rozempus, i z siostrą swą nadobna Helena,
I z spaniałą Orszulą śliczna Magdalena.
Takie nimfy Dyana na tańce wywodzi,
Z któremi więc po brzegach Eurotowych chodzi,
Gry czyniąc rozmaite po myśliwstwie swojem,
Gorącem upalona Hiperion twojem;
A ty widząc ich twarzy spieszysz się ku ziemi,
Żebyś się ich oczyma mógł napatrzyć twemi.
Gdy już wedle potrzeby król wszytko odprawił,
Kilka dni się w Upsalu tam jeszcze zabawił,
Aby po onych pracach wytchnął nieco, potem
Jakoby do Sztokholmu jechać myślił o tem.
Karzeł też książę w tych dniach z królem się rozjechał,
I do Nikopen zamku swojego pojechał.
Król posła cesarskiego w Upsalu odprawił
Cala, ale tam i sam nie długo się bawił,
Bo prosto do Sztokholmu i z dworem swym jachał,
A w tych dniach Warszawicki do króla przyjachał,
Człowiek wielkiej godności, krasomowca sławny,
Przed którym niewiem by co miał w nauce dawny
Tulius rzymski, prawie Demostenes drugi;
Ten, nietylko że panom swym znaczne posługi
Królom sarmackim czynił, prawie od młodości,
Lecz i wtenczas przez morskie płynął głębokości,

Aby panu swojemu i w dalekiej stronie
Nauką swoją służył, nietylko w koronie.
Bodaj się zawżdy tacy synowie rodzili
W Polsce, coby ją swoją dzielnością zdobili.
A godność żeby miała nagrodę i cnota,
Która w więtszej czci być ma niźli co jest złota.
Do Sztokholmu kiedy król z Upsala przyjechał
Spraw państw swych odprawować pilnych nie zaniechał,
I kto miał krzywdę jaką, uciekł się do niego,
On bez wielkiej pociechy nie opuścił tego,
Czem sobie u poddanych miłość zjednał wielką,
Chęć powinną, poddaństwo, i powinność wszelką.
Tymczasem zima poszła za ryfejskie skały,
Lód zginął, białe śniegi od słońca zniszczały,
A wiosna nastąpiła z kwiaty rozlicznemi,
I łąki przyodziała trawami ślicznemi,
I lasy gałęziste liściem ozdobiła,
I ptastwo rozmaite z cieplic wypuściła,
Które w gęstwinach gniazda przykrytych czyniło,
I głosy rozlicznemi każdego cieszyło.
I wiatry leksze wiały, już morze szalone,
I jego nawałności były ukrócone.
Zaczem się też i nędzny żeglarz z tego cieszył,
A w dalekie krainy coprędzej się spieszył,
I mógł już żagle swoje rozpuszczać szerokie,
I maszty u okrętów podnosić wysokie.
Sowka muzyk królewski szedł sobie śpiewając
Wdzięcznym głosem, przez miasto na cytarze grając;
Okrutna Prozerpina słysząc jego granie
Z daleka, i przy strunach tak śliczne śpiewanie,
Zarazem go w swe kraje podziemne porwała,
Ani go ztamtąd na świat potem wrócić chciała.
Orfeus kiedy chodził do złej Persefony,
I do Plutona szukać swojej ślicznej żony,
Na jego smutne granie podziemne płakały
Duchy, i żonę mu wziąć z sobą rozkazały;
Lecz jego wdzięczna cytra i z głosem przyjemnym,
Milsza niż Orfeowa jest bogom podziemnym;
Bo jako go raz sobie tam oni dostali,
Puścić go niechcą, żeby strun jego słuchali.

W tych dniach Łaski do króla w okręcie przypłynął
Wojewoda sieradzki, który zawżdy słynął
Po wszytkich krajach męstwem, cnotą i dzielnością
Rycerską, i dowcipem, i wielką ludzkością.
Który, nietylko że się w przedniejszym urodził
Domu w Polsce, (z którego mąż zawżdy wychodził
Jak z konia trojańskiego, tak w rycerskich sprawach,
Jak też rzeczypospolitej potrzebnych zabawach.)
Lecz i on swą dzielnością i sprawami swemi,
Porówna z każdej miary z przodkami zacnemi.
Jako tygrys nie kunę lecz tygrysa rodzi,
Tak się o tym przesławnym panie też rzec godzi.
Miał ojca rycerskiego, i wielkiej godności,
Który był i u obcych panów w uczciwości,
Dla cnót wielkich i męstwa, syn go tez nie wydał,
Ale jeszcze i swoich moc dzielności przydał.
I ciebie Kryski muza moja nie przepomni,
Lecz wielką chęć ku panu za mną twoję wspomni.
Boś ty, z wielkiej którą masz ku niemu miłości,
Ważyłeś się przez morskie płynąć głębokości,
Nie pomniąc i na żywot, i na zdrowie drogie,
Któregoś mało nie zbył w nawałności srogie.
Jednak cię Bóg zachował, boś ty z chęci wielkiej
Ku panu swemu czynił, za coś godzien wszelkiej
Wdzięczności i pochwały, i znacznej nagrody,
Boś niemałe w tak długiej drodze podjął szkody.
Więc podczaszy Choiński dowcipu wielkiego,
(Który swe trawił lata na dworze zacnego
Cesarza, który zwiedził krainy postronne,
Niemieckie, hesperyjskie, i insuły one,
Które adryatyckie otoczyły wody,
Abo medyterańskie nieprzebrnione brody),
Prawie wtenczas na śliczny wysiadł brzeg sztokholmski,
I udatny Garwaski w tych dniach przybył z Polski.
Bo Polacy przez pana będąc już tęskliwi,
Jako zawżdy jednako byli mu chętliwi,
Tak i przez ten czas w onej jego niebytności
Dotrzymali mu wiary, chęci, życzliwości,
Którą panom swym zwykli statecznie zachować,
Dla nich krwie, majętności, nigdy nie żałować;

Pisali, prosząc, aby do nich się nawrócił,
A mieszkania w swem państwie ojczystem ukrócił.
Jakoż zarazem chciał król do nich się pospieszyć,
I naród sobie chętny sarmacki pocieszyć,
Lecz iż królowa wtenczas w połogu leżała
W Sztokholmie, kędy córkę Katarzynę miała,
A ta niedługo swoich rodziców cieszyła,
Tylko trzydzieści i dwa dni na świecie żyła;
Potem poszła na wieczne do nieba radości,
Wzgardziwszy wszytkie świata tego obłudności.
Tak kwiateczek upada ostrą kosą ścięty,
Lub ręką (ledwie się co wzniósł od ziemie) wzięty.
A rodzicy z jej śmierci wielką żałość mieli,
Przeto że jej niedługo na świecie widzieli;
Której młode członeczki w trunienkę schowali,
I żałośnie przez kilka dni nad nią płakali.
Potem odprawił posła Fukiera zacnego,
Który był od książęcia posłan bawarskiego.
A w tych też dniach Polacy z Gdańska przypłynęli
W okręciech, i na kotwach przed zamkiem stanęli.
Tych wszytka pospolita rzecz zgodnie posłała
Po króla, bo ze wszech stron trwogi wielkie miała
Od różnych nieprzyjaciół, którzy pilnowali
Pogody, aby szkodę jaką udziałali.
Jakoż swego dowiedli krwie chciwi pohańcy,
Przemierzli i wzgardzeni Bogu bisurmańcy,
Wpadli w Pokucie, siła szkody poczynili,
Wsi spaliwszy i miasta, ludzi moc pobili,
Szable swoje maczając we krwi chrześciańskiej,
I używając swojej srogości pogańskiej.
Wysiedli tedy na brzeg sarmaccy posłowie,
Rycerskich ludzi siła i senatorowie.
Szedł wprzód zacny Czarkowski nakielski kasztelan,
A z nim pospołu grzeczny też brat rodzony Jan;
Obadwa i z urody i z wielkiej godności
Chwały godni, i w rzeczach rycerskich z dzielności.
Za nim Bykowski zaraz kasztelan Konarski,
Człek zacny, więc Stadnicki Adam rycerz darski.
Taki był Palamedes, Euryalus mężny,
Taki Neoptolemus, Patroclus potężny.

Za Stadnickim Warszycki osobnej dzielności
Starosta cyrski, który prawie od młodości
W krainach cudzoziemskich swoje trawił lata,
I wielką część w swym wieku młodym zwiedził świata.
Daniłowicz z nim wespół osobnej dzielności,
Zacnego domu, z ślicznej urody, z gładkości,
Z męstwa, z wdzięcznej wymowy, z cnót niewysłowionych,
I z grzeczności (które go zdobią) niezliczonych,
Jest przyjemny u wszytkich, i z wielkiej ludzkości,
I dla tej (którą w młodych leciech ma) godności.
Więc mężny jako drugi Ajax Przeradowski
Szedł dworzanin, jak śmiały Tideus Niegolowski,
Szedł Karkowski, którego dzielność pod Byczyną,
I insze wielkie męstwa zawżdy u wszech słyną.
I inszych zacnych ludzi rycerskich niemało,
Których wszytkich wspominać czasu by nie stało;
A każdyby z nich godzien osobnej pochwały,
Dla cnót i męstwa swego. Kiedy tak już stały
Okręty na kotwicach, strzelbę wypuszczono,
W bębny bito, a w trąby miedziane trąbiono.
Potem weszli na pałac królewski posłowie
Zacnej polskiej korony, wprzód kasztelanowie,
Potem insi witali swojego z radością,
I z tą, którą powinni jemu uczciwością.
A król siedząc na sali każdego przyjmował
Wdzięczną twarzą, i łaskę wszytkim okazował.
Potem wystąpił zacny Czarkowski, i długą
Rzecz uczynił do króla, a Bykowski drugą
Mowę dosyć poważną po nim zaś prowadził,
Gdzie sławiańskim językiem piękne słowa sadził;
Wspomniał wielki frasunek Polaków tęskliwych
Przez pana swego, wspomniał poddanych życzliwych
Chętne serca ku niemu, z jaką go radością
Wszyscy czekają, z jaką wielką statecznością
Wiarę jemu trzymają, przytem niebezpieczeństw
Koronnych nie zapomniał, i wielkich okrucieństw,
Które sprośni pohańcy w jego niebytności
Uczynili, i jakich użyli srogości
Idąc do Węgier hordy tatarskie okrutne;
Pamięta jeszcze dobrze dziś Pokucie smutne

Ich tyraństwo, — to wszytko oni wspominali
Królowi, a w drogę go coprędzej wzywali.
Jakoż i król był na tem, aby mógł pospieszyć,
A swoją obecnością Polaki pocieszyć.
I dla tegoż do Gdańska coprędzej wyprawił
Po okręty, aby się już nie długo bawił,
Niewieścińskiego, który z wysokich cnót swoich
I z nauki, z ludzkości, nie z tych wierszów moich,
Godzien wielkiej pochwały, i z swojej godności,
I z tej którą u wszytkich ma ludzi miłości.
Ten jako w każdej sprawie posługami swemi
Dogadzał panu, tak też nie omieszkał z temi
Nawami do Sztokholmu przybyć bez mieszkania,
Nie zaniechał pilnego w tem czynić starania.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Zbylitowski.