Dmij, wichuro! Z zwiędłych koron

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

VI.

Dmij, wichuro! Z zwiędłych koron
te cmentarne drzewa łuszcz
I w szalonej mieć zawiści
coraz wyżej na mój grób!
Dmij, wichuro! Strzaskaj płytę,
nieśmiertelny połam bluszcz,
Nasyp z gliny zrównaj z ścieżką
dla zawziętych, marnych stóp!

Z korzeniami wyrwij jodłę,
przeniesioną z gęstych puszcz,
Próchniejące kości roznieś —
suche kości to twój łup,
Lecz nic więcej! Ten, co sycił
moją pieśń, żywotny tłuszcz,
Wsiąkł już w rolę, już z nią zawarł
niezniszczalny, wieczny ślub.

Dmij, wichuro! Dmij bez miary!
Widzisz, jak się spełnia cud?
Rój żniwiarzy zbiera plony,
co wyrosły z moich dum!
Przygłuszyłeś moje imię —
pamięć w ciemną-ś strącił noc,


A mych zwątpień, mych zachwytów
niedaremny wszak był trud —
Kłosom, z moich ziarn powstałym,
błogosławi boży tłum:
W mych zwątpieniach, w mych zachwytach
była jego krew i moc.



Grafika na koniec utworu.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.