Demon Wody Ognistej/1

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anonimowy
Tytuł Demon Wody Ognistej
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wydania 29.8.1938
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz Anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


PL Buffalo Bill - winieta b&w.jpg
Demon Wody Ognistej
Przygoda w podróży

— Podróżni do Calumet Wells, wsiadać!... — zawołał Hank Elmore z wysokości swego kozła.
Dyliżans był już w zupełności gotów do drogi. Czekał tylko na pasażerów. Gdy Elmore rozglądał się dokoła, z biura towarzystwa przewozowego Wells Fargo wyszła jakaś zawoalowana kobieta, która zbliżyła się do dyliżasu. Elmore zeskoczył z kozła i pomógł jej wejść do powozu.
Wiedział on, że jest to Vera Bright, artystka, która właśnie opuszczała Blossom Range.
— Czy to już wszyscy? — zawołał Hank Elmore, zwracając się do tłumu, otaczającego dyliżans.
W tej samej chwili jakaś mały staruszek zaczął przepychać się przez tłum ciekawych.
— Proszę zaczekać, proszę zaczekać!.. — zawołał. — Idę już, idę!...
— Aha!.. zawołał z przekąsem Elmore. — Obudził się nareszcie!... Już od piętnastu minut powinniśmy być w drodze. Prędzej staruszku... Wybierz sobie miejsce na koźle, albo wewnątrz pojazdu. Nie będzie dziś tłoku. —
Istotnie, artystka i mały staruszek byli jedynymi pasażerami dyliżansu tego dnia. Tak niewielka frekwencja w dyliżansie tłumaczy się tym, że w okolicy nie wygasła jeszcze obawa przed straszliwym zbirem Timem Bensonem. Wprawdzie Buffalo Bill wypędził Bensona z miasta i okolicy, ale wszyscy wiedzieli że bandyta kryje się w niedostępnych skałach i nie zrezygnował z zemsty.
Ponieważ nikt nie wsiadał do dyliżansu, Hank Elmore trzasnął siarczyście z bata i ciężki dyliżans potoczył się naprzód z hałasem baterii artyleryjskiej. Po chwili zniknął w chmurze pyłu na drodze do Calumet Wells.
— Tak, tak... — myślał Elmore. — W obecnych czasach kobiety są odważniejsze od mężczyzn. Ta artystka naprzykład zdecydowała się na podróż, której lękają się mężczyźni. —
Tymczasem w dyliżansie pierwsze kilka minut upłynęło w milczeniu, które wreszcie przerwał staruszek, zwracając się do Very Bright uprzejmym tonem:
— Przepraszam panią.. Pani zapewne jest artystką Verą Bright. Nieraz miałem panią przyjemność podziwiać w „saloonie“... —
— Tak. — odparła krótko artystka i zaczęła wyglądać przez okno pojazdu, nie okazując chęci podtrzymywania rozmowy.
Staruszek okazał się jednak bardzo gadatliwy i znów rzekł:
— Tak... Znam panią dobrze. Nie rozumiem jednak, dlaczego opuszcza pani Blossom Range. Właściciel „saloonu“ mówił, że jest pani zaangażowana na kilka tygodni. —
— Niech pan da temu spokój. — rzekła Vera Bright niechętnie. — Bardzo mi miło, że mnie pan sobie przypomina, ale ja pana sobie nie przypominam i wogóle pana nie znam. —
— Ależ to nic nie szkodzi. — rzekł starzec z uśmiechem. — Jedziemy razem do Calumet Wells. Droga jest długa, chciałem więc porozmawiać z panią nieco. Pani również do Calumet Wells? —
— Tak — rzekła obojętnie artystka.
— Hm... To nie jest miejsce odpowiednie dla pani. Przypuszczam, że pojedzie pani jeszcze dalej, do San Francisko naprzykład... —
— Może. —
Vara Bright oparła się o siedzenie i zatopiła się w myślach, nie zwracając uwagi na gadatliwego staruszka. Minęło kilka minut w milczeniu, które znów przerwał pasażer.
— Pani ma piękną walizkę. — rzekł. — Czy można wiedzieć, co pani w niej wiezie? —
— Jak pan śmie... — zawołała oburzona Vera Bright, ale natychmiast umilkła.
Spojrzała w oczy swemu towarzyszowi podróży i w tej samej chwili słowa zamarły jej na ustach. Poznała go. Był to Tim Benson, groźny bandyta, przed którym drżała cała okolica. Krótki okrzyk wydobył się z piersi artystki. Nie słyszał go nikt, prócz bandyty, gdyż Hank Elmore, który siedział na koźle nie mógł dosłyszeć żadnego dźwięku ze środka dyliżansu. Turkot kół zagłuszał wszystko.
— Doskonale — uśmiechnął się złowrogo Tim Benson. — Poznałaś mnie. Tym lepiej!
— To on, to on... — wyszeptała Vera Bright zbielałymi wargami.
— Dziwisz się że nie poznałaś mnie odrazu — mówił dalej Benson. — Znaczy to, że jesteś kiepską aktorką. Jeśli chodzi o sztukę charakteryzacji, mógłbym udzielić ci kilku lekcyj. To bardzo proste. Trzeba tylko zmienić głos, włożyć perukę i pochylić się nieco...
Kobieta patrzyła na bandytę rozszerzonymi ze strachu oczyma, a on mówił dalej spokojnie i rzeczowo:
— Mam nadzieję, że teraz powiesz mi, dlaczego opuszczasz Bloosom Range.
— Myślałam, że... że wy... wyjechałeś...
— Bardzo mi przykro, ale wyjeżdżam dopiero teraz. To było dość trudne.
Bandyta wyjrzał przez okno, uśmiechnął się i rzekł:
— Jesteśmy już daleko. Tym razem mam przyjemną podróż i mam wrażenie, że i tobie nie nudzi się w moim towarzystwie. Mam nadzieję, że zapomniałaś już o drobnym nieporozumieniu, jakie nas dzieli. John Ward nie żyje już od dawna, a Buffalo Bill nie schwytał mnie do dzisiejszego dnia.
— Nie zapomnę nigdy — rzekła twardo Vera Bright w nagłym przypływie odwagi. — Musisz odpokutować za śmierć Johna Warda! Przysięgłam ci zemstę i dotrzymam słowa!...
Bandyta błyskawicznym ruchem wyrwał z za pasa rewolwer i położył go obok siebie na siedzeniu.
— Nie obawiaj się! — zawołał z szatańskim uśmiechem. — Użyję go tylko w obronie koniecznej. A teraz gadaj. — Co masz w walizie?
— Suknie... — szepnęła artystka.
Benson wymierzył w jej stronę rewolwer i rzekł spokojnie:
— Ani słowa. Za każdy podejrzany ruch kula w łeb. Znasz mnie dobrze! Jeśli coś mówię, zawsze dotrzymuję słowa.
Benson otworzył walizkę, wydobył z niej suknie i począł je dokładnie oglądać.
— Cody znajduje się niedaleko... — rzekł cicho. — To więcej niż pewne. Muszę się pospieszyć. Musisz mi wybaczyć, że pożyczę od ciebie jedną z tych pięknych sukien.
— Co chcesz uczynić?
— Zmieniam płeć! — odparł bandyta z uśmiechem.
Bandyta szybko i wprawnie narzucił na strój podróżny suknię, zasłonił twarz woalką i po chwili wyglądał zupełnie jak kobieta. Przejrzał się w lusterku aktorki i mruknął z zadowoleniem:
— Teraz nie pozna mnie nie tylko Cody, ale i sam diabeł... Mam nadzieję, że będziesz zachowywała się rozsądnie... Zbliżamy się do Stag Mountain, a tam spodziewam się natknąć na Buffalo Billa. Jeśli nas zatrzyma, nie odzywaj się, gdyż w przeciwnym razie odezwie się mój rewolwer...
Vera Bright nie odpowiedziała ani słowa.
— Hej wy tam w środku! Nie boicie się? — zabrzmiał z kozła głos Hanka Elmore.
— Czego? — zapytał Benson.
— Dojeżdżamy do Stag Mountain....
— Cóż z tego?
— Tim Benson może być w tej okolicy!


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.