Boska Komedia (Stanisławski)/Czyściec - Pieśń XXXII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIEŚŃ
TRZYDZIESTA DRUGA.

Tak oczy moje wytężone pilnie
Dziesięcioletnie gasiły pragnienie,
Że wszystkie inne zmysły me zamarły,
A ztąd i zowąd odgrodzone ścianą
O nic nie dbały, tak je uśmiech święty
Dawnemi sidły przyciągał do siebie.[1]
W tem gwałtem wzrok mój został odwrócony
Ku lewej stronie przez one boginie,
Bom słyszał jasno głos ich: „nadto pilnie.[2]
Stan, w jaki oczy bywają wprawione,
Gdy je blask słońca tylko co uderzył,
Na czas niejaki pozbawił mnie wzroku;
Lecz, skoro z blaskiem obył się on słabym
(Słabym, powiadam w porównaniu z wielkim,
Co mnie od niego oderwano siłą),
Ujrzałem wonczas, że już zastęp chwały
Zawrócił w prawo, a idącym w twarze
Świeciło słońce i siedem płomieni.[3]
Jak hufiec zbrojny, gdy uchodząc zguby,

Pod puklerzami wkoło swej chorągwi
Zwija się pierwej, nim szyk cały zmieni;
Podobnie wojsko niebieskiego państwa
Idące przodem, przeciągnęło całe,
Nim przednie wozu zwróciło się drzewo.[4]
Potem niewiasty do kół powróciły,[5]
A gryf poruszył brzemie swoje święte,
Choć żadne piórko na nim ani drgnęło.
Piękna niewiasta, co mnie wiodła brodem,
I ja, i Stacjusz, szliśmy wślad za kołem,
Które w zawrocie mniejszy łuk znaczyło.[6]
Idąc wspaniałym, dziś bezludnym lasem,
(Z winy tej, która uwierzyła w węża),
Anielskim krok nasz mierzyliśmy śpiewem.
Może potrzykroć wypuszczona strzała
Przebiega przestrzeń, jakąśmy przbyli,
Kiedy zstąpiła na dół Beatricze.
W tem słyszę — wszyscy szemrają; „Adamie!“
Potem do koła otoczyli drzewo
Z liści i kwiatów całkiem obnażone.[7]
Gałęzie jego, co im wyżej w górę,
Tem się koroną rozlegają szerszą,
Przez Indiany nawet by w ich lasach
Za swą wysokość podziwiane były.
— „Błogosławiony jesteś ty, o gryfie,
Że nie rozdzierasz dziobem tego drzewa,
Słodkiego smaku, bowiem żywot inny
W srogiej boleści tarzał się od niego.[8]“ —

Tak wkoło drzewa krzepkiego wołano;
A zwierz dwurodny odpowiedział na to:
„Tak się nasienie wszelkiej prawdy chowa![9]
I ku dyszlowi zwracając się znowu,
Do stóp wdowiego przyciągnął go drzewa
I to co z niego przy niem pozostawił.[10]

Jak nasze drzewa, kiedy światło wielkie
Pada zmieszane z tem, które promieni
Wślad Ryb niebieskich, nabrzmiewają treścią,
Potem z nich każde odnawia się w barwie
Właściwej sobie, pierwej niźli słońce
Pod inną gwiazdą sprzęże swe rumaki;[11]
Tak, mniej niż róży, więcej niż fiołka
Spłonąwszy barwą, odżyło to drzewo,
Które przed chwilą obnażone stało.[12]
Nigdym nie słyszał, ani też na ziemi
Śpiewają kiedy hymn podobny temu,
Jakim naonczas ozwała się rzesza;
A całej pieśni znieść nie byłem w stanie.
Gdybym był zdolny wyrazić jak niegdyś,
Słuchając powieść o Syrinksie młodej,
Snem były zdjęte bezlitośne oczy,
Co czujność swoją przypłaciły drogo, —
Jak malarz, który ze wzoru maluje,
Skreśliłbym obraz jak zasnąłem wtedy.[13]
Lecz niech kto zechce maluje uśpienie;
A więc przechodzę do chwili ocknienia

I mówię, że mi rozdarł snu zasłonę
Blask i wołanie jakieś: „Wstań! co robisz?“

Jak Piotr i Jakób, i Jan, gdy ujrzeli
Kwiecie jabłoni, która swym owocem
Aniołów nawet obudza łaknienie
I nieustanne w niebie sprawia gody,
Złamani trwogą, ocknęli się znowu
Na słowo, które sny łamało głębsze,
I obaczyli zmniejszonem swe grono,
Bo już i Mojżesz i Eliasz znikli,
A szatę Mistrza swego przemienioną; —
Tak jam się ocknął, a nade mną stała
Ta litościwa, która kroki moje
Wiodła niedawno z biegiem świętej rzeki.[14]
Pełen zwątpienia — gdzież jest Beatricze?
Rzekłem; a ona: „Patrz, oto tam siedzi
Pod nowem liściem, na korzeniach drzewa;
Patrz, jakie grono otacza ją wkoło,
Gdy inni, z pieśnią słodszą i wznioślejszą,
W górę ku niebu wślad za gryfem dążą.“ —

Nie wiem czy jeszcze dalej co mówiła,
Bo już mi w oczach była ta, przez którą
Głuchy na wszelkie inne rzeczy byłem.
Na ziemi prawdy siedziała tam sama,
Jak straż u tego postawiona wozu,
Który dwuistny zwierz wiązał u drzewa.[15]
Siedem nimf wieńcem zamknęły ją wkoło,

Trzymając w ręku światła, co bezpieczne
Od Akwilona i Austra podmuchów.[16]
„Nie długo będziesz przybyszem w tym lesie:
Ze mną ty będziesz w nieskończone wieki
Obywatelem tej niebieskiej Romy,
Której sam Chrystus jest obywatelem.[17]
A więc dla dobra zepsutego świata,
Wpatruj się w rydwan, a gdy ztąd powrócisz,
To, coś tu widział, spisz na kartach księgi.“
Tak Beatricze przemówiła do mnie,
A ja się korząc u stóp jej rozkazów,
I myśl i oczy zwróciłem gdzie chciała.[18]
Nigdy tak szparko z łona gęstej chmury
Nie spada ogień, w chwili gdy na ziemię
Z najdalszych kończyn wyleją się deszcze,
Jak tam, widziałem, runął ptak Jowisza
Skróź gęstwę drzewa, zdźierając zeń korę,
Zbijając świeże i liście i kwiaty.
I z całej mocy na rydwan uderzył,
Który się ugiął, jak okręt wśród burzy,
Gdy ztąd i zowąd bałwany go tłuką.[19]
Widziałem potem — do kolebki wozu
Tryumfalnego wskoczył lis wychudły,
Co nigdy, zda się, nie znał dobrej strawy.
Lecz za bezecne zgromiwszy go winy,
Zmusiła Pani moja do ucieczki,
Na jaką tylko stać kości bez ciała.[20]
Widziałem później — orzeł z tejże strony,

Zkąd pierwej godził, spadł do wnętrza wozu
I wnet je pierzem okrywszy odleciał.
A jako z serca ściśnionego żalem,
Głos taki wyszedł z wysokości nieba:
„O łodzi moja! zły jest twój ładunek![21]“ —
Potem, jakoby rozwarła się się ziemia
Między kołami i smok się wynurzył
Co przez wóz w górę uderzył ogonem;
A jako osa kiedy żądło cofa,
Tak on cofając ogon jadowity,
Wyrwał kęs spodu i wijąc się zmykał.[22]
Jak żyzna ziemia odziewa się darnią,
Tak reszta wozu okryła się pierzem,
Co je tu w czystym i dobrym zamiarze
Zniesiono może: prędzej niż westchnienie
Wymknąć się zdoła przez otwarte usta,
Już się niem dyszel i koła okryły.[23]
Przeistoczona tak budowa święta
Z różnych swych części wynurzyła głowy:
Trzy z nich na dyszlu, a po rogach cztery:
Pierwsze z nich były rogate, jak byki,
Zaś inne jeden róg miały na czole...
Potwór, jakiego nie widziano nigdy![24]
Ufna, jak twierdza na wyniosłej górze,
Na nim rozpustna wszetecznica siadła,
Chyże dokoła puszczając źrenice.[25]
A jakby strzegąc by mu jej nie wzięto.
Olbrzym, widziałem, stanął u jej boku,

I całowali się czasem oboje.
Ale gdy błędne, pożądliwe oczy
Zwróciła na mnie, ten jej gach okrutny
Chłostać ją począł od stóp aż do głowy,
I podejrzliwy a jątrzony gniewem,
Odwiązał potwór i w las go pociągnął,
Który mnie wkrótce jak tarczą zasłonił
Od wszetecznicy i nowego zwierza.[26]




Przypisy

  1. Oczy Poety 10 lat pozbawione były widoku Beatriczy, która umarła w 1290 r.
  2. Boginiami (dee) nazywa Dante cnoty teologiczne i moralne, stanowiące orszak Beatriczy.
  3. To jest, siedm świeczników.
  4. To jest, dyszel.
  5. Widzieliśmy w Pieśni XXIX., że trzy cnoty teologiczne pląsały przy kołach rydwanu z prawej strony, a cztery cnoty moralne — z lewej.
  6. To znaczy, że Matylda, Stacjusz i Dante szli za kołami wozu z prawej strony; bo jeżeli wóz zawracał się wprawo, to i prawe koło mniejszy łuk kreśliło na ziemi.
  7. Drzewo to jest znajomość złego i dobrego; dla tego orszak, zbliżając się ku niemu, ze smutkiem i boleścią wspomina Adama, który, pomimo zakazu Bożego, zakosztował jego owocu, a ztąd złe wszelkie spłynęło na rodzaj ludzki.
  8. To jest: Błogosławionyś, Chryste, któryś aż do śmierci poszłuszny był woli Ojca, czyli, jak chcą niektórzy komentatorowie: Błogosławiony jesteś, żeś nie ubiegał się za władzą doczesną i ziemską, mówiąc: królestwo moje nie jest z tego świata; bo ta władza była przyczyną tylu nieszczęść i boleści dla następców Piotra.
  9. Gryf pod postacią którego rozumieć mamy Chrystusa, nazywa się zwierzem dwurodnym (binato), albowiem Chrystus raz jako Bóg, urodził się przed wieki w łonie Ojca, i po raz drugi urodził się jako człowiek, z Maryi Panny. Słowa wyrzeczone tu przez Chrystusa oznaczać mają, zdaniem jednych, że tylko bezwzględną uległością i posłuszeństwem woli Boga przechować można prawdę, podaną w Objawieniu; zdaniem drugich, — że tylko wyrzekając się dóbr ziemskich i władzy świeckiej, kościół może trwać na wieki, jako naczynie sprawiedliwości.
  10. Wóz, który oznacza kościół, urobiony był z drzewa wiadomości złego i dobrego.
  11. To jest na wiosnę, kiedy słońce dogrzewać poczyna, wyszedłszy ze znaku Ryb i wstępuje w znak Barana.
  12. Kiedy Chrystus (Gryf), uwiązał do drzewa swój rydwan (t. j. kościół), drzewo to spłonęło barwą rumianą, mniej żywą niż barwa róży, lecz więcej żywą niż barwa fijołka — barwą krwi Chrystusa, któta nadała życie kościołowi i w której odrodzić się miał ród ludzki.
  13. Jest to wspomnienie mythologicznej powieści, zapisanej w Metamorfozach Owidjusza: Kiedy Jowisz pokochał Jo i chciał ją uwieść, zazdrosna Junona kazała Argusowi, żeby pilnie strzegł dziewicę. Niepodobieństwem zdawało się omylić baczność stuokiego Argusa; jednakże Merkury, wysłany przez Jowisza, uśpił nielitościwego strażnika powieścią o miłostkach bożka Pana i Syrinksy, i śpiącego zabił.
  14. To jest: ocknąłem się i ujrzałem stojącą nademną Matyldę, a ocknąłem się tak, jak niegdyś, w chwili przemienienia Chrystusa Pana, Piotr i Jan i Jakób, olśnieni tym cudem Chrystusa (kwieciem mystycznej jabłoni), i trwogą przerażeni, ocknęli się na słowo Mistrza: „Wstańcie, a niebójcie się“ — słowo, które niejednokrotnie budziło nawet umarłych. (O przemienieniu Chrystusa na górze Tabor, czytaj u Mateusza w Rozdz. XVII. w. 1—8.).
  15. Na straży kościoła siedzi Beatricze — symbol Teologji Śtej.
  16. To jest: 7 świeczników, które symbolizują 7 darów Ducha Śgo. — Akwilon — wiatr północny, Auster — południowy.
  17. To jest, będziesz ze mną w niebie.
  18. Następują widzenia, symbolizujące ważniejsze przygody Kościoła i Stolicy Apostolskiej.
  19. Ptak Jowisza, czyli orzeł, oznacza władzę cesarzów rzymskich, cały zaś ten obraz symbolizuje prześladowania przez cesarzów podjęte przeciw kościoła chrzecijańskiego w pierwszych wiekach jego istnienia. (Naśladowanie Ezech. XVII., w. 3, 4.).
  20. Lis wychudły jest symbolem herezyi, która niejednokrotnie wkradała się do łona kościoła, ale zawsze zmuszoną była ustępować ze wstydem przed światłem prawdziwej chrześciańskiej nauki (Beatricze).
  21. Obraz ten napomyka na mniemane udarowanie kościoła przez cesarza Konstantyna skarbami, które, zdaniem Poety, więcej przyniosły szkody kościołowi, aniżeli prześladowania. — Głos wychodzący z nieba boleje nad tem uposażeniem kościoła, przewidując złe następstwa.
  22. Jedni pod figurą smoka rozumieją samego szatana, który natchnął papieżów namiętnością władzy świeckiej i tem zadał straszliwy cios kościołowi. Drudzy widzą w tym smoku Mahometa, który nauką swoją oderwał od kościoła znaczną ilość wiernych; inni nakoniec sądzą, że w tym obrazie widzieć należy oderwanie się Focjusza od jedności kościoła powszechnego.
  23. Napomyka ten obraz na szybki wzrost bogactw i władzy świeckiej papieżów, oraz daje do zrozumienia, że dary, któremi Konstantyn uposażył Stolicę Apostolską, równie jak i dary późniejszych cesarzów i osób prywatnych, w dobrej myśli niesione były; mianowicie dla większej okazałości obrzędów religijnych i dla wspierania biednych za pośrednictwem kościoła.
  24. Stolica Apostolska urosłszy w bogactwa i władzę świecką, przeistoczyła się w potwór Apokaliptyczny, mający siedm głów i dziesięc rogów, jak u Śgo Jana (Objaw. XIII.). Trzy głowy, osadzone na dyszlu rydwanu, i mając po dwa rogi, są to trzy grzechy główne: Pycha, gniew i łakomstwo; cztery inne, o jednym rogu, są to cztery ostatnie grzechy główne: nieczystość, zazdrość, lenistwo i obżarstwo.
  25. Pod figurą nierządnicy Poeta rozumie złych i chciwych papieżów.
  26. Olbrzym zamieniający uściski z nierządnicą, potem chłoszczący ją i nakoniec uwodzący rydwan przeistoczony w bestją razem ze wszetecznicą w głąb' lasu, jest to Filip Piękny, król francuzki, który to się przymilał papieżowi Bonifacemu VIII., to go poniżał i pastwił się nad nim, i który później (w r. 1305) przeniósł gwałtem stolicę papiezską do Awenjonu. Jest to więc niby prorocze widzenie tego co się stać miało po 5ciu latach.