Boże Narodzenie (Mátyás, 1902)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
>>> Dane tekstu >>>
Autor Karol Mátyás
Tytuł Boże Narodzenie
Podtytuł Studyum etnograficzne
Pochodzenie Czas, 1902, nr 295
Data wyd. 1902
Druk Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Boże Narodzenie.[1]
Studyum etnograficzne.
Napisał
Dr Karol Mátyás.

Po pośniku[2] chłop, pomyślawszy jeszcze raz o tym małym, białym jak śnieg Jezusie, co przyszedł pod jego strzechę biedną, zasnął twardo. Szczekanie psów wiejskich budzi go na pasterkę. Zrywa się, wybiega przed próg, rozgląda się na około, nasłuchuje w ciszy nocnej, psy szczekają dalej, ale koguty jeszcze nie pieją — jeszcze czas. Stoi i duma... naokoło, jak okiem sięgnąć, biało, a na niebie miesiączek srebrny, otoczony złotemi gwiazdami, nad białą zwiesza się ziemią i patrzy i słucha cichy, jak ta noc.
Wtem padł strzał... Wzdrygnął się człowiek.
„To nic, tylko Wojtek próbuje szczęścia — z pewnością położył zająca, będzie mu się darzyło cały rok“.
Wraca do izby, a tymczasem baba już roznieciła światło i poczyna się krzątać, jakasi szczególnie raźna. Ogarnęli się i idą na pasterkę, choć jeszcze czas, ale też i kawałek trzeba iść. Spoglądają na niebo, na którem gwiazd jak piasku złotego moc, wypatrują jutrzenki, ciekawi bardzo, czy też w nadchodzącym roku polskiemu sercu będzie ona świeciła.
„Bo to starzy opowiadają ludzie, że ta cudowna gwiazda, która przededniem bardzo jasno świeci, świeci od czasu, kiedy się Pan Jezus narodził w Betlejem. Nie w każdym roku ta gwiazda świeci w naszej części świata, a to z tej przyczyny:
Jeżeli w innej części świata w wiliją B. Narodzenia do pasterskiej Mszy św. ksiądz wcześniej się weźmie i odprawi ją wcześniej, to tam ta gwiazda poranna będzie przez cały rok świecić. A dopiero w następnym roku, jeżeli ksiądz u nas się pospieszy z odprawieniem tej Mszy św. pasterskiej, to wtenczas i ta gwiazda jutrzenka znów u nas będzie świecić przez cały następny rok, a w tamtym kraju już nie. I tak powiadają, że czasami to ta gwiazda jutrzenka świeci i przez trzy lat po sobie, a czasami to rok i dwa niema u nas tej gwiazdy, tylko świeci ona bez przerwy innym krajom. (Opowiedział Stanisław Kołodziej z Woli rzeczyckiej w powiecie tarnobrzeskim).
W Zaborowie (powiat brzeski) powiadają sobie o tem z pewną odmianą, a mianowicie, „że wtedy, kiedy raz w roku ksiądz ma śpiewać przy pasterskiej Mszy św. jutrzenkę („Zawitaj prześliczna jutrzenko! “) a powita ją najpierwszy, jak się jutrzenka na niebie pokaże, to ona nad tym kościołem przez cały rok świecić będzie aż do następnej wilii. Jeżeli, dajmy na to, świeciła nad Strzelcami[3], a powitał ją pierwszy w pasterkę ksiądz w Zaborowiu, to się zaraz przeniesie nad Zaborów i cały rok nad Zaborowiem będzie świeciła“.
Na pastyrke idą przeważnie młodzi, starzy zaś spią; z pasterki wracają o drugiej godzinie po północku i spią aż do siódmej godziny rano. (Stale w powiecie tarnobrzeskim). Gdy rano (dzień B. Narodzenia) wstaną, wlewają na miskę wody, do wody wrzucają trochę siana ze stołu wilijnego i pieniądz srebrny i w tej wodzie się umywają. W sianie na to się umywają, żeby byli zdrowi, a pieniądz srebrny ma dać ich ciału, ich twarzy białość srebra i pieniądze w przyszłym roku będą się ich trzymały. Potem mówią pacierz, jedzą opłatek, a następnie śniadają, a jeżeli mają wódkę, to sobie wypiją po kieliszku przed śniadaniem. Na śniadanie jedzą pozostałą z pośnika kaszę z warzonem mlekiem, a potem kawę z plackiem (Wola gołego), gdzieniegdzie nawet nie gotują śniadania, tylko jedzą resztki z pośnika (Zawada pod Nowym Sączem).
Parobek lub chudobniejszy gospodarz, nie trzymający parobka, tymczasem daje jeść bydłu i koniom z tej karmy, którą utrząsł w wiliją, to jest słomę żytną (zytnionke) albo jęczmienną (jecmionke) albo owsianą (owsionke) z sianem lub koniczem, bo w godnie święta, a zwłaszcza w dzień B. Narodzenia niewolno pod grzechem ciężkim żadnych robót gospodarskich i domowych wykonywać, dlatego w wilią natrząść muszą tyle karmy, aby im wystarczyło na dzień B. Narodzenia i święty Szczepan. Tak samo w wiliją dla świń, kur i gęsi odmierzają ziarno, bo od Boskiego Narodzenia aż do Nowego Roku niewolno brać ziarna z beczki, boby na wiesne nie béło skutecne do siewu, boby nie wesło“. (Stale).
Po śniadaniu starzy się ładują (zbierają się) do kościoła, parobek zaprzęga konie do wozu lub sani i jadą starzy do kościoła. Młodzież idzie piechotą — chudobni także. W Stalach przed dwudziestu kilku laty z całej wsi chłopaki i gospodarze jechali konno wierzchem do kościoła, a na wozie nikt nie jechał, zwyczaj ten jednak zaginął. Miał on przypominać jazdę Matki Najświętszej z Jezusem na ośle do Jerozolimy.
Dzień Bożego Narodzenia uważa lud za najuroczystsze święto w roku. W dniu tym każdy spieszy do kościoła na mszę św., kto nie był na pasterce, musi być na rannej mszy św. lub sumie. Tylko maleńkie dzieci, zgrzybiali starcy i chorzy zostają w domu, jakby na straży sioła. Nawet taki, co nigdy nie lubi chodzić do kościoła, w Boże Narodzenie idzie. Jest to takie wielkie święto, że w dniu tym nawet żadna kobieta, ani dziewczyna nie zamiata izby, bojąc się, żeby jej Pan Bóg nie ukarał za pogwałcenie święta próżniactwem przez rok cały (powszechnie), zresztą jest to pamiątka, „że się Pan Jezus urodził w stajence“ (Wola gołego w powiecie tarnobrzeskim), a izba od wilii zasłana cała słomą, ma przypominać szopę betlejemską, (Jadachy w powiecie tarnobrzeskim), „w której narodził się Chrystus Pan między bydlętami, właśnie tam musiało być zabarłozone“ (Wola rzeczycka w powiecie tarnobrzeskim).
Wróciwszy z kościoła, jedzą śniadanie, względnie obiad stosownie do tego, czy byli na rannej mszy św., czy też na sumie. Dziewka, która pozostała w domu, zgotowała im kaszy jęczmiennej lub jaglanej i mięsa kilo albo dwa (Stale). Gdzieniegdzie starają się o pożywienie jak najwyśmienitsze. A więc barszcz tłusty z wieprzowiną, zasypany jagłami i chleb lub placek do niego. Albo barszcz z gęsiną, przyrządzony tak samo, jak z wieprzowiną. Po barszczu mięso, zwane śtuką. Nawet u najbiedniejszego są placki, choćby z razowej mąki i pierogi, pieczone z kaszy jaglanej lub reczanej, także z dodatkiem sera. (Wola rzeczycka j. w.).
Po obiedzie zasiadają razem i śpiewają kolędy i pasterałki (powszechnie).
Cały ten dzień siedzą kamieniem w domu, nawet do sąsiada nie idą, bo grzech jest wielki iść w tak uroczyste święto na chałpy (powsz.). Starodawny to obyczaj, którego twardo przestrzegają, tak dalece, że nawet dzieciom nie pozwalają chodzić do sąsiednich domów i straszą je, że kto dziś idzie na chałupy, temu zaraz język urzną“. (Pysznica w powiecie niskim). Bywało dawniej, że, jak ktoś w dzień B. Narodzenia przyszedł do drugiego domu, to mu tam obsypywano nogi popiołem lub nawet bito go miotłą, uważając przychodnia za czarownika (Jadachy j. w.) Młodsze pokolenie jednak, coraz mniej szanując stare zwyczaje i obrzędy, poczyna i ten obyczaj lekceważyć, to też gdzie niegdzie widzieć można młodych odwiedzających się, ale jeszcze bardzo rzadko (Jadachy), powszechnie jednak trwają przy pięknym obyczaju, który nawet największego pijaka chroni od pójścia do karczmy (Pysznica j. w.).
Zasadą jest, że w Boże Narodzenie nikt nie wychodzi nigdzie, tylko do jednego kościoła, a i z kościoła wyszedłszy, nie zatrzymuje się nigdzie, tylko wprost spieszy do domu. A w Zawadzie pod Nowym Sączem to z opisanym powyżej pięknym obyczajem łączą nawet przesąd, że w dzień Bożego Narodzenia nie należy chodzić do obcego domu dlatego, aby sie w tym domu bolaki nie kociły“.
W dzień Bożego Narodzenia gospodyni daje jeść kurom pod łóżkiem w obręczy z beczki (położy obręcz na ziemi, nasypie ziarna do środka, żeby w tem kółku kury jadły), żeby kury bez cały rok do sąsiadów nie odchodziły i jaj nie gubiły, tylko na obejściu niesły“. (Stale, Siedleszczany w powiecie tarnobrzeskim).
Jak nie zamiatają izby, tak też nie ścielą łóżek, boby sie cały rok pchły kociły i ludzi gryzły“ (Siedleszczany j. w.).
Nie czeszą się, boby po śmierci włosy z głowy nie wylazły, tylko mocno trzymać się bedą czaszki“. (Siedleszczany, Jadachy j. w.)[4].
Nie chodzi się w tym dniu[5] boso, żeby się bolaki, ani odbity[6] na nogach nie kociły“. (Siedleszczany j. w.). Nie należy jeść placka na polu, boby sie śnieć kociła w pszenicy[5] (Siedleszczany). Nie wolno jeść chleba i czegobądź na polu, boby ptaki zboże w polu jadły“. (Wola gołego j. w.). W Stalach od Boskiego Narodzenia do N. Roku ojcowie karentują[7] dzieci, żeby chleba na dworze nie jadły, boby wszystko zboże w polu myszy zjadły.
Jak gospodyni śpi po południu w B. Narodzenie, to sie ji len powali“. (Stale, Siedleszczany).
Nie wolno słomą w piecu zapalać jak to zwykle przez cały rok czynią, boby słomę w polu spalało“. (Wola gołego).
W dzień B. Narodzenia kto dotknie się nasienia kapusty, to zamieni się w rzepę. (Gorzyce w powiecie tarnobrzeskim). Kto dotyka zboża jakiegobądź rodzaju, to zamienia się ono w liche, chude i zachwaszczone (Gorzyce). „Kto chce mieć jare zyto, to musi w Boskie Narodzenie przewrócić trzy lub cztery snopki ozimnego zyta na drugi bok i po nowem roku go omłócić, to już na wiesne moze go siać i bedzie z ozimnego zyta jare. To jest przekonana prawda“. (Stale).
Na stole wilijnym chleb ma ciągle leżeć aż do N. Roku, bo Pan Jezus przychodzi w tym czasie po kolędzie (powszechnie).
Nie wolno świecić wieczór w B. Narodzenie naftą, a nawet świecą, boby była zaraza na pszenicę. (Wola gołego). Indziej od B. Narodzenia do N. Roku tylko zaraz z wieczora nie świecą lampy z naftą, tylko milową świecę, i świecą choć godzinę, zeby się pszenica nie zaśnieciła, a także powiadają, że Pániezus (Pan Jezus) chodzi po kolędzie. Potem dalej w wieczór świecą już lampą. (Siedleszczany).
Wieczerza w B. Narodzenie bardzo skromna — na wieczerzę nie palą, lecz jedzą pozostałości z obiadu albo placek z masłem lub serem. (Wola gołego).
Św. Szczepan...
Nietyle uroczyste, ile wesołe, rozkoszne to święto. Cieszy się na nie niejeden, a zwłaszcza młodzież cała.
Jak najraniej do dnia wstaje gospodyni, a gdzie są dziewczęta, to jeszcze wcześniej, zaraz po północy ruszają się one, by zamieść izbę, boby wstyd był wielki, gdyby rano przyszli kolędnicy i zastali niezamiecioną izbę wilijną. Nietylko wstyd, ale i koszt. Potem się położą spać, ale swoje zrobić muszą w czas. Rano ledwie świt chodzą po wsi chłopcy zamiatać izby“. Cieszą się niezmiernie, gdy wszedłszy w dom, zastają go jeszcze niezamiecionym, w tej chwili sami go zamiatają, a rodzice dziewczyny lub gospodarze służącej, obowiązanej do zamiatania, muszą im ten trud wynagrodzić i goszczą ich w rozmaity sposób. — Jeżeli zaś chłopaki zastaną już śmieci z domu wymiecione, to oni muszą dać poczęstunek. (Gorzyce).
Zanadto gorliwe dziewczęta i kobiety w zamiataniu domów po B. Narodzeniu, mianowicie te, które nie mając zegara, nie wiedzą, kiedy północ, i z obawy, aby kolędnicy nie zastali śmieci, zamiatają domy przed północą, t. j. jeszcze w dzień największego święta, karze Pan Bóg chorobą ich dzieci. Umierają dzieci takim gospodyniom albo są słabowite. (Gorzyce).
W Siedleszczanach po niektórych domach to w św. Szczepan do dnia jeszcze ciemno zamiatają izby i śmiecie wynoszą po ciemku w pole, żeby ptaki nie widziały, nie trafiły w pole do prosa, do pszenicy i nie wydzióbywały ziarna.
Co świt ruch we wsi wielki. W każdym domu, na każdem obejściu ruszają się żywo i krzątają. Gospodarz robi swoje, gospodyni swoje, czeladź swoje.
Gospodarz kraje z tego bochanka chleba, co leży od wilii na stole, tyle skibek, ile ma bydła i koni, i na każdą skibkę kładzie (przylepia) kawałek opłatka, który też leży od wilii na stole w sianie, a który umyślnie zrobiono dla bydła z rutą w środku. Gospodyni kładzie te skibki na wieku dzieżki od chleba, idzie do stajni i każdemu bydlęciu daje jedną skibkę chleba, to znaczy, że „daje bydłu kolęde“. (Stale).
Następnie gospodyni zbiera słomę z izby, wynosi ją do stajni i daje bydłu. Siano zaś ze stołu i z pod stołu wilijnego bierze parobek i zanosi koniom. Przytem uważają, czy na stole pod sianem niema jakiego ziarna, a gdy się znajdzie, to go zostawiają na nasienie“, bo powiadają, że to Pániezus przyniósł na kolęde“. (Stale).
Przeważnie jednak siano ze stołu i z pod stołu dają bydłu, nie koniom, bo koń nie był przy Panu Jezusie w stajence betlejemskiej, a słomę z izby ścielą pod bydło. (Siedleszczany, Pniów, Antoniów, Chwałowice, Witkowice w powiecie tarnobrzeskim). Przy tem sianie bydło się doi. (Zawada pod Nowym Sączem).
Z opłatkem z rutą piecze gospodyni w wiliją mały bochenek chleba, który w św. Szczepan razem z innemi potrawami, pozostałemi z pośniku, rozdziela między bydło jako kolędę. (Jadachy).
Na ostatek dopiero daje się chudobie[8] pożywienie zwyczajne. (Wola rzeczycka). Ta kolęda chroni bydło od czarów i zarazy. (Gorzyce).
W Woli gołego gospodarz bierze dzieżkę i stawia ją w komorze, gdzie zwykle stáwá, potem zbiera siano ze stołu, mięsza je z karmą z pod stołu[9] i daje bydłu: „aby bydło, które zje tę karmę, co była na niej dzieżka przez wiliją i B. Narodzenie, było takie tłuste, jak po chlebie, a potem dlatego, że tej karmy, ani tego siana nie wolno bądź gdzie wyrzucać, bo pod sianem była kolęda, a więc tak, jak sam Pan Bóg by był. To siano można tylko bydłu dać albo spalić“. (Wola gołego).
Pozostałe na stole prochy z siana, okruchy chleba i opłatków palą na stole i kadzą nimi izbę, aby była przez cały rok czysta, to jest, aby w niej nie było żadnej choroby, a zresztą tych prochów bądź gdzie wysypywać nie wolno. (Wola gołego).
Zamiatając izbę, trochę p[10] powyrywają z za belek, a resztę zostawiają do N. Roku. (Wola gołego). W Rzeczycy długiej (powiat tarnobrzeski) wydzierają słomę z za belków; pierwej nie wolno wydzierać tej słomy, boby głowa bolała“.
Śmiecie z izby grube wyrzucają na gnój, a drobne biorą na przetak, niosą w pole tam, gdzie się oset rodzi bardzo, rozsiewają te śmiecie i mówią:
Uciek, djáble, z ostem,
bo já ide z owsem!
Tam już ostu więcej nie będzie. (Wola gołego w powiecie tarnobrzeskim i Pysznica w powiecie niskim).
W św. Szczepan, zakil słońce nie obydzie“, dziewka, która chce się dowiedzieć, czy się w przyszłym roku wyda (to samo parobek), wyrzuca śmieci przed chałupę na śnieg, a jeżeli ptaki, które, jak słońce zejdzie, zaraz latać poczynają, przylecą na te śmieci, robi sobie dobrą wróżbę; jeżeli zaś pierwszy pies przyjdzie, powiadają, „że jej nikt nie będzie chciał“. (Zawada pod Nowym Sączem).
Jak się dzień zrobi, rozpoczyna się kolęda — kolęda chłopiąt, pastuchów. Biedne dzieci wiejskie, biedne pastuchy, co w lecie pasą gospodarzom bydło, biorą owsa do kieszeni i idą z kolędą po wsi wczesnym rankiem. Jest to przywilej biednych dzieci i pastuchów, więc inne dzieci z domów zamożniejszych nie odważyłyby się włazić im w drogę.
Wszedłszy do izby, mówią:
— „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! kolęda!“ — albo krótko: — „Pochwalony Jezus Chrystus! Kolęda!“
(To ostatnie słowo głośniej wypowiadają).
Domownicy odpowiadają:
— „Na wieki wieków! kolęda!“
Jeden z chłopców rzuca owies kurom pod łóżko i mówi:
— „Na szczęście, na zdrowie tobie, gospodarzu i wszystkiemu swemu! A mnie kolądecke dajcie ubogiemu!
Potem gospodyni ukraje kromę placka, która skąpa, to chleba mniejszą lub większą i daje biednemu kolędnikowi. Pocałowawszy gospodynią i gospodarza w rękę, odchodzi, mówiąc:
— Zostajcie z Bogiem!
A oni mówią:
— Idź z Panem Bogiem!
Już ginie ten zwyczaj bo ludzie coraz skąpsi nie chcą chleba dawać i odganiają kolędujące dzieci. (Wola gołego).
W Rzeczycy długiej do zwykłego pozdrowienia: „Na szczęście, na zdrowie“ dodają: „na święty Szczepan kolęda!“ A gospodarz na to: „A daj nam Panie Boże, kiedyśmy doczekali!“ (Wola rzeczycka). Dostają za to od gospodarzy kromeczkę placka lub pieroga lub pieniądze, centa lub dwa na kolędę.
Niewolno tym małym kolędnikom odmówić kolędy, boby to znaczyło, że człowiek samego Boga z domu odprawił“. (Stale). Jakby człowiek w takiej miłej chwili odrzucił to dziastwo (dzieci) toby go za to Pan Bóg pokarał ciężko (powszechnie).
W św. Szczepan przededniem chodzą ubodzy chałupnicy prosić bogatszych gospodarzów o zagon, przynosząc z sobą wódki na poczęstne. (Zawada pod Nowym Sączem).
„Niech Bóg broni, żeby kto w dzień św. Szczepana przyszedł do drugiego domu w kożuchu lub w czerwonej czapce, jak to dawno istniały te krakówki; takiego człowieka nie wpuszczają do domu, bo wierzą, że potem przez cały rok następny dom ich wrzody nawiedzać będą. A jeżeli trafiło się, że ktoś ze starszych przyszedł do chaty tak ubrany a nie śmiano mu wstępu odmówić dla podeszłego wieku lub stosunków rodzinnych, „patrzano na niego marcem albo zyzem“, jak mówi przysłowie. (Wola rzeczycka).
Po śniadaniu idą do kościoła na sumę, parobcy gospodarscy (synowie) jadą najwięcej konno wierzchem, wioząc w chusteczkach owies, po garncu a czasem i więcej. Po nabożeństwie, gdy ksiądz proboszcz zaodziany w kapucę, idzie z kropidłem przez kościół i święci owies, to gdy wraca ku ołtarzowi, kropiąc owies po drugiej stronie, oni w zamian kropią go z tyłu po ornacie owsem, grochem i bobem, bo niektórzy także groch i bób mają po kieszeniach. Ksiądz się tylko przychyli i ucieka czemprędzej do ołtarza. Zwyczaj ten istnieje na pamiątkę ukamienowania św. Szczepana młodzieniaszka.
Gdy ludzie wyjdą z kościoła, proboszcz każe dziadom zamieść kościół; nieraz i kilka korcy mieszanego ziarna nazmiatają proboszczowi.
Zwyczaj ten istnieje już w niewielu parafiach, w Pysznicy obecny proboszcz ze szczętem go zagubił“. (Jastkowice, Pysznica).
Owies święcony w dzień św. Szczepana mięszają na wiosnę z owsem do siewu przeznaczonym, żeby im się owies obficie urodził. Sieją go też w św. Szczepan po polu tam, gdzie się oset rzuca, i mówią:
Uciekáj, djáble, z ostem,
bo jà ide ze świętem owsem! (Wola rzeczycka).
Dnia tego po obiedzie odwiedzają się sąsiedzi, krewni, znajomi, na pogwarke i placka (chleb biały). Starsi gospodarze opowiadają sobie, ile to ksiądz nazmiatał owsa, a jeżeli do pary było korcy, to wróżą, że w roku następnym owies i konie będą się ludziom wiedły; jeżeli zaś korcy nie było do pary, to w owsie i w koniach chyba bedzie. Po tem przy placku i wódce gwarzą wesoło i żywo o różnych rzeczach, to o sługach, których kolęda nastała, to o weselach, które się kroją, to o tem, to o owem, a gdy im braknie tematu, opowiadają sobie przepowiadki tj. historyjki i bajki. (Jastkowice w powiecie tarnobrzeskim, Pysznica jak wyżej).
Wieczorem ruch, gwar, niezwykłe ożywienie we wsi. Słychać śpiew i dźwięk muzyki. Rozpoczyna się chodzenie po kolędzie, które trwa od św. Szczepana aż do Gromnic (Matki Boskiej Gromnicznej 2 lutego), a które opisano dokładnie w studyum o „nowym roku u ludu“[11]. Chodzą z gwiazdą, szopką, Herodem i misiem czyli turoniem.
Dzień św. Szczepana to ważny dzień dla sług i gospodarzy. Służący płci męskiej godzą się w ten dzień do służby do tego samego lub innego gospodarza i biorą pieniężny zadatek na służbę czyli t. zw. kolędę. Na wsi powiadają, że kolęda jest podzielona na dwa czasy, w św. Szczepan dla parobków[12]; a w Nowy Rok dla dziéwek. (Wola rzeczycka). Nazywają też święta B. Narodzenia godniemi świętami (powszechnie).
Są przysłowia:
W święty Scepán
Kuzdy sługa pán. (powsz.).
W święty Scepán gospodárze idą kole drogi, a parobki drogą.
(Rzeczyca długa, Rzeczyca okrągła, Brandwica, Jastkowice w powiecie tarnobrzeskim i Pysznica w powiecie niskim).
Bo i prawda, że trzeba gospodarzowi dobrze podchlybiać parobkowi, aby poszedł do niego do służby na rok przyszły. (Pysznica).

Dr Karol Mátyás.





Przypisy

  1. Przed siedmiu laty na tem samem miejscu dałem obraz obrzędów i zwyczajów wigilijnych ludu polskiego („Wilija. Jeden z jasnych dni żywota chłopskiego“. Czas 1895), a przed niespełna rokiem obraz obrzędów i zwyczajów noworocznych. (Czas Nr 300 z r. 1901 i Nr 1 z r. 1902).
  2. pośnik = wieczerza, względnie obiad wilijny (powszechnie).
  3. Wieś i parafia Strzelce wielkie (p. brzeski).
  4. Także w Wielki Piątek (Jadachy)
  5. 5,0 5,1 Także w W. Niedzielę. (Siedleszczany).
  6. Guzy pod podeszwami nóg.
  7. upominają.
  8. Bydło — bydło rogate i konie.
  9. W Woli gołego w wiliją dają karme (jak wyżej) pod stół, na którym mają jeść pośnik, a siano na stół, na karmie pod stołem zaś stawiają dzieżkę, z której placki piekli we wiliją, a to na to, żeby przez cały rok był chleb dobry z tej dzieżki i żeby się trzymał domu.
  10. Po wieczerzy wilijnej każdy bierze garść równianej słomy ze snopów, znajdujących się w izbie i rzuca źdźbła w szparę, znajdującą się między belkiem (stragarzem) a powałą. Ile ździebeł poszczególnego gatunku zboża wbije się w szparę, tyle kóp tego gatunku zboża będzie miał gospodarz w przyszłym roku (powszechnie).
  11. Dr Karol Mátyás: Nowy Rok u ludu. Kraków 1902 (odbitka z Czasu).
  12. Są jednak wyjątki np. w Siedleszczanach parobki i dziewki godzą się do służby w N. Rok, a tylko smarkáce, pastuchy w św. Szczepan.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Karol Mátyás.