Przejdź do zawartości

Bajki i przypowieści (1856)/Puhacze

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Krasicki
Tytuł Bajki i przypowieści
Wydawca Kazimierz Józef Turowski
Data wyd. 1856
Druk Karol Pollak
Miejsce wyd. Sanok
Indeks stron

CXII. PUHACZE.


Małżonka puhaczowa, męża swego godna,
 A więc płodna,
Urodziła sześć sowiąt, puhaczków też nieco.
 Zrazu słabe, dalej lecą,
 Raz, gdy na zwykłe igrzyska
 Ponad puste stanowiska
 Nabujawszy się do sytu,
 Wróciły do swego bytu,
 To jest w dziurę przy kominie:
 Pani matka w córce, w synie,
 Wnukach, wnuczkach spoważniona,
 Przyjmując do swego łona,
 Jakto zawsze panie matki,
 Rzekła: Cóż tam moje dziatki?
 Cóż tam słychać? —
 A więc wzdychać:
Za naszych czasów wszystko coś szło sporzej,
 Teraz razwraz wszystko gorzej. —
 W tej tak wielkiej troskliwości
Najmłodsze puhaczątko, faworyt jejmości,
 Ozwało się: Jakeśmy tylko wyleciały,
 Wszystkie ptakie zaniemiały,
 W kąty każdy jął się cisnąć,
 Żaden nie śmiał ani pisnąć,

 My tylko same bujały.
Coś tam w krzaczkach ptaszek mały,
 Co go to zowią słowikiem,
 Odzywał się smutnym krzykiem;
 Ale i ten nieśmiał mruczyć,
 Skorośmy zaczęły huczyć. —
Po sercu (jakto mówią) matkę pogłaskało,
 Że się tak pięknie udało,
Najbardziej, iż pieszczoszek tak dzielnie wymowny.
Myśląc jednak, iż trzeba dać obrok duchowny,
Rzekła: Choć wasz głos piękny, chociaż lot tak skory,
Uczcie się miłe dziatki! i z tego pokory.
Dobrze to jest, iż cudzą ułomność przebaczem;
Nie każdemu dał pan bóg rodzić się puhaczem.