Baśń (Oppman, ok. 1900)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
>>> Dane tekstu >>>
Autor Artur Oppman
Tytuł Baśń
Data wydania post 1900
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI (testowo)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

Artur Oppman - Baśń p1a.png
BAŚŃ
Napisał OR.
Artur Oppman - Baśń p1b.png





Artur Oppman - Baśń p3.png

Wieść niesie, że hen u stóp zamku Trockiego w błękitnych falach rozległych jezior dzieją się dziwy. Dziwy niedostępne wszystkim, zasnute mgłą tajemnicy i pewnej grozy. Wieczorem, lub nocką, gdy srebrzysta gama księżycowych promieni rozprzędzie się na połyskliwe fale, a cichość bezmierna spowije obszar wód rozpoczyna się ów „dziw“.
Liście drzew poczynają drgać, szumieć, zawodzić jakąś tryumfalną pieśń. Do wtóru pluskocą fale, bijąc rytmicznie w stare mury Trockiego zamku.
W sali, zwanej ongiś tronową, na podwyższeniu królowa czy kniahini siedzi. Postać w zbroję zakuta, a lica srebrzystą przyłbicą zasłonięte. Przy niej świta połyskliwa od stalowych zbroi i ciężkich mieczy, osadzonych w pochwach nabijanych drogimi kamieniami i złotem. Zdala huf pędzi.....
Na rosłych koniach, pokrytych srebrną blachą — rycerze. Zakuci od stóp do głów w stalowe pancerze. Dźwięczą kopyta, krzesząc iskry złote. Królowa podnosi w marmur spowite czoło. Jasne źrenice patrzą na huf, w ręku wieniec z lauru.
Wy skąd?
Z pod Wiednia pani.
Wiary i krzyża prawica nasza broniła. Przy nas zwycięstwo za nami pola krwią wrogów zroszone.
Jedzcie dalej.
Schyliły się kopje do tronu, pochyliły sztandary i pognał huf, nie grają mu tryumfu fanfary.
Znów kurzawa.
Dźwięczy ułańska trąbka, miga purpurą oblana horągiewka.
Kto wy?
My z pod Sammo—Sierry. Na barkach naszych chorągwie zdobyte u nóg lśniące Hiszpan działa się wloką. Nie straszne nam były gór ostre szczyty i śmiercią zionące wrogów działa. Imię twoje pani wiodło nas ze śpiewem w bitewną kurzawę — po zwycięstwo!
Jedzcie dalej.
Zasępiły się wojów twarze. Zagrała trąbka, zalśniły kopyta i zniknął we mgle hufiec.
A zdali znów płynie piosenka jasną mocą dygocąca. „O mój rozmarynie rozwijaj się.
Pójdziemy z okopów na bagnety.
Bagnet mnie ukłuje.
Śmierć mnie ucałuje — ale nie ty“.
Na stalowych żądłach bagnetów łamie się i księżyca światło. W szeregach zwartych pieśnią spojonych idzie huf. Bez zbroic i lśniących pancerzy. Szary mundur kurzem pokryty. Twarze młode, życiem tryskające.
Zkąd jesteście? rzekła z zadziwieniem jasna pani, wszak dziś po raz pierwszy przechodzicie przedemną?
Tak, bo my niedawno w twą służbę zaciągnięci. Patrz, dłonie nasze chłopięce, nie przywykłe do oręża, ale idziem z ochotą do Ciebie pani.
Skąd przybywacie?
My, harcerze z pod Radzymina. Rozbite wroga hordy. Patrz, oto zdobyte sztandary do stóp ci się chylą.
Zagrały fanfary.....
Uśmiech szczęścia zadrgał na licach jasnej pani. Wstała z tronu i białą do alabastru podobną dłonią, zawiesiła wieniec na trzepoczącym dumnie sztandarze.
Cisza..... wszystko znikło, jak mara. Pozostała tylko złocista smuga rycerskich hufców i..... jasnej pani.

KONIEC.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.