Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Tomasz Zan

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Galle
Tytuł Tomasz Zan
Pochodzenie Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX
Wydawca Marya Chełmońska
Data wydania 1901
Drukarz P. Laskauer i W. Babicki
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom pierwszy
Pobierz jako: Pobierz Cały tom pierwszy jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom pierwszy jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom pierwszy jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Tomasz Zan.
* 1796 1855.
separator poziomy
I

Ile razy piszemy lub mówimy o młodzieńczych latach Mickiewicza, zawsze spotykamy się z nazwiskiem człowieka, którego ze czcią wspominać musimy, a tym człowiekiem jest — Tomasz Zan.

Zasługi czysto literackie Zana bardzo niewielkie: kilka ballad, które miały poprzedzić Świteź i Ucieczkę Mickiewicza, kilka piosenek okolicznościowych — oto wszystko, co znamy z jego utworów; bogata zaś jego spuścizna pośmiertna dotychczas nie ukazała się na światło dzienne. A pomimo to ten człowiek o duszy stalowej tak ważną odegrał rolę w dziejach naszej umysłowości, że imię jego zawsze pozostanie pamiętnem.
Bo też nie piórem oddziaływał on na społeczeństwo, ale żywem słowem i czynem, życiem przykładnem i nieposzlakowanem, niezwykłym hartem duszy i niepospolitą energia, oraz tem czemś co trudno daje się ująć w słowa, ale co odczuwa się, gdy się zbliżamy do człowieka wyższego duchem i charakterem i mimo naszej wiedzy i woli ulegamy jego wpływowi.


Album p268 - Tomasz Zan - podpis.png

Imię Tomasza Zana znanem jest naszemu myślącemu ogółowi nietylko z przyjaźni, jaka go lączyła z wielkim naszym poeta, jak to się nieraz dzieje z umyslami i charakterami względnie pospolitemi, co świecą światłem pożyczanem. Nasz Arcy-promienisty własnym blaskiem przyświeca; przeciwnie nawet, nie ulega wątpliwości, że jeżeli podziwiamy w życiu Mickiewicza wielkość charakteru, to przyczynił się do tego w znacznej mierze Zan, pod którego wplywem Gustaw, szalony kochanek Maryli, wyrastał na pelnego potegi duchowej Konrada.
Ten, który jest tak wybornym przedstawicielem pewnej chwili przełomowej w dziejach naszej myśli, był synem ubogiego, a rozgałęzionego rodu szlacheckiego. Rodzice jego Karol Zan i Katarzyna z Dylewskich, w ogólnej zawierusze przy końcu ubiegłego stulecia straciwszy swój mająteczek, czas jakiś tułali się po obczyźnie. W tym właśnie czasie, 21 grudnia 1796 roku, w prostej gospodzie, Miasocie, pod Mińskiem przybył im syn, któremu dano imię Tomasz.
Ułożyło się życie Zanom lepiej trochę z chwilą, gdy osiedli na ekonomii u pułkownika Trebickiego, w dzierżawionym przez niego majątku, Wiażynie. Stąd datują się pierwsze wrażenia dzieciństwa Tomalka, tu pobierał pierwsze nauki od dyaka cerkiewnego Oleszkiewicza. Utrwaliły się również w jego umyśle wspomnienia z pobytu w miasteczku Uzdzie, u babki Dylewskiej, gdzie słuchał nauk ks. proboszcza Kamińskiego w miejscowej szkółce parafialnej; służenie do mszy, trochę łaciny, śpiew kościelny — oto cały plon umysłowy, który wyniósł z Uzdy.
Oddano wreszcie Tomalka do szkół mińskich, gdzie odznaczał się wzorowem prowadzeniem i postępami w naukach: odznaczano go zawsze jako celującego i zapisywano do złotej księgi. Doszedlszy do szóstej klasy, zachorował na febrę i nie mógł przez czas dłuższy korzystać z wykładów.
Tymczasem stan majątkowy jego rodziców poprawił się o tyle, iż mogli wreszcie pomyśleć o własnym zagonie; gorącym ich chęciom stało się zadość: około 1810 r. p. Karol Zan ujrzał się właścicielem maleńkiego folwarczku Wiewióry, pod Mołodeczną.
W Mołodecznie osiadła wraz wnukami babka Dylewska; Tomasz, którego tylko silna wola ojcowska powstrzymała od zaciągnięcia się w szeregi wojsk napoleońskich w 1812 roku, w Mołodecznie ukończył nauki szkolne.
«Rok wojny» nie pozostał bez echa w wyobraźni 16-letniego chłopca; jak przyszłemu jego przyjacielowi scena przeciągania wojsk francuskich przez Nowogródek utkwiła w pamięci, tak on do śmierci nie zapomniał tej chwili, jak Eugeniusz Beauharnais w Mołodecznie spożywał skromną wieczerzę, przyrządzoną przez babunię Dylewską.
Już w szkołach uwydatnił się u Zana duch organizatorski, który ożywiał zawsze przyszłego tworcę Filaretów; utworzył on już w Mołodecznie korporacye koleżeńskie, zwane wojskami Marsa i Apollina, ku wspólnej zabawie. Tutaj również powstały pierwsze wierszyki Zana, po większej części okolicznościowe.
Wkrótce Zan znalazł sposobność rozwinięcia swej działalności na szerszym terenie. Ze strachem i błogosławieństwem wysłano go w roku 1815 do Wilna, w nadziei, że Tomasz, dzięki swym wrodzonym zdolnościom i pracowitości zda egzamin konkursowy i zostanie przyjęty do uniwersytetu na koszt rządowy.
Dzieje owego pamiętnego egzaminu zbyt są znane, ażeby je tu powtarzać; dość, że Zana ubiegł szczęśliwszy i bogatszy w poparcie ks. dziekana Mickiewicz. Ta chwila, zamiast rozdzielić, związała ich na całe życie nierozerwalnemi węzły przyjaźni.
Badź co bądź, projekt umieszczenia się na koszt rządowy upadł, trzeba więc było biegać po lekcyjkach, by i siebie utrzymać i młodszym braciom pomódz; — ciężkie zaczęły się kłopoty. Wyprowadził z nich biednego studenta zacny Kontrym, bibliotekarz uniwersytetu, znany w dziejach naszych, jako jeden z założycieli słynnych Szubrawców, powierzywszy mu kształcenie swego bratanka. Odtąd zjednywa sobie w Wilnie sławę zdolnego pedagoga, znajduje lekcyi coraz więcej w domach prywatnych i na pensyonatach.
Zajęcia zarobkowe nie przeszkadzają Zanowi oddawać się ulubionym studyom przyrodniczym i matematycznym; physica jednak nie pochłaniają go całkowicie i nie odrywają od metaphysica — owszem, stara się połączyć oba światy wspólnym łańcuchem. Stąd bierze początek teorya «promionków,» którą Zan chciał wytłómaczyć nietylko zjawiska fizyczne, ale i duchowe.
Jakkolwiek teoryi tej wiele można zarzucić ze strony ścisłości naukowej, przenosi ona bowiem żywcem zjawiska ze świata przyrody w świat psychy bez żadnej realnej podstawy, jakkolwiek nabożeństwo «promionkowe,» msza, pacierz i Wierzę wydają nam się obecnie dziecinną zabawką, zasługującą omal że nie na skarcenie, jednego nie można odmówić «promionkom,» co właściwie jest zasługą nietyle teoryi, ile jej twórcy: niesłychanej czystości moralnej i podniosłej atmosfery ducha, jaka otaczała Arcego i jego wyznawców. Jeżeli kochali sie, to miłość ta miała charakter czysto platoniczny, jak np. uczucie, jakie żywił Zan do pięknej «Feli» (Felicyi Micewiczówny), unieśmiertelnionej w «Pieśni Filaretów» Mickiewicza; jeżeli używali jakich napojów, to tylko mleka, narażając się na drwiny ze strony kolegów, zwolenników Wein, Weib und Gesang, którzy związawszy się w towarzystwo Anti-promienistych, wypowiedzieli wojnę wodzie i trzeźwości.
Taka sama atmosfera czysta i zdrowotna panowała we wszystkich stowarzyszeniach studenckich, które zakładał lub do których rekę przykładał nasz Arcy: Filomatów, Promienistych i Filaretów, łączących liczne koła kolegów poczuciem jedności i wytwarzających cieplarnianą temperaturę ducha, w której wzrósł i rozwinął się geniusz Mickiewicza. Pieśń Filaretów i bardziej jeszcze Oda do młodości są natchnionym wyrazem tych uczuć i tych wzniosłych aspiracyi, które napełniały te serca szlachetne i te głowy zapalne.
A Zan był duszą wszystkiego. On był przewodnikiem, po którym idea zrzeszeń od Masonów, Szubrawców i dawnych Filomatów nie bez współudziału Kontryma zapewne przeszła na Promienistych i Filaretów; on organizował wspólne majówki, pisał ustawy, wydawał tajne polecenia, roznoszone przez szambelanów, on wreszcie ze swą duszą promienną był przyczyną tego, iż stowarzyszenia owe po za wspólną zabawą i wspólnem przepędzaniem czasu miały cele wyższe, wysoce moralne, które rozżarzywzy się w ogniu romantycznego uczucia, przyjęły artystyczną formę Ody do młodości.
Smutny epilog sprawy Filaretów jest również aż nadto znany. Zan, przyjąwszy na siebie odpowiedzialność za wszystkich, osiedlony na Uralu, w gubernii Orenburskiej, pozostawał tam przez lat 15.
Odtąd zaczyna się dla niego nowy okres życia, niepodobny zgoła do poprzedniego; poznać go możemy z listów, pisanych do miłych sercu kolegów i przyjaciół.
«Abdragan Mułła», jak siebie w tych listach nazywa, zamieszkuje bądź w Orenburgu, bądź w Uskalyku, majętności generała Cieszkowskiego; ucząc syna jego, Piotrusia, czyta, uczy się, studyuje nauki najrozliczniejsze od geognozyi do gramatyki porównawczej, pisze, tłómaczy dzieła naukowe dla księgarzy wileńskich, by powiększyć swe skromne zasoby, kolekcyonuje zbiory naukowe entomologiczne i geognostyczne, przez 10 lat prowadzi obserwacye meteorologiczne, a jednocześnie nie zapomina i o kraju: zachwycają go Sonety Krymskie, choć znajduje w nich to i owo do poprawienia, a o Konradzie Wallenrodzie pisze z prawdziwym entuzyazmem.
Wiedza przyrodnicza przysłużyła się Zanowi niemało. Władza miejscowa poleciła mu zbadanie gór Uralskich i ich bogactw, z czego wywiązał się świetnie, odkrywając nieznane pokłady złota, za co też za wstawiennictwem gubernatora miejscowego, generała Perowskiego, otrzymał zezwolenie zamieszkania, gdzie zechce. Owocem jego kilkunastoletniego pobytu na Uralu jest szereg prac naukowych, wyszczególniony w liście do Franciszka Malewskiego z Orenburga, w 1836 roku: «najpełniejsze wiadomości zebrane: — pisze tu Zan — 1) O górach Uralskich, t. j. o skałach, składających grunt gubernii Orenburskiej i o bogactwach, należących do każdej kamiennej formacyi; 2) Wiadomości, tyczące się wód, w wapieńcach wytryskać mogących; 3) O kopalniach złota i platyny, jako najnaturalniejszym przemyśle kraju tutejszego; 4) O możności znachodzenia dyamentów po całym zachodnim pasie gór Uralskich; 5) O muzeum w Orenburgu, cel i sposoby zakładania muzeów prowincyonalnych; 6) Meteorologiczne zapisy w Orenburgu; 7) Dziennik Kozi; 8) O charakterach; 9) O dobroci; 10) Widzimisię gramatyczne; 11) Rośliny i owady tutejsze; 12) Okręg wód siarczanych w Sergiejewsku.» Widzimy z tego, że rzutka natura Zana nie znosiła bezczynności, czy to nad Wilią, czy też nad Uralem.
W 1837 roku na Kazań, Moskwę jedzie Zan do Petersburga, gdzie zajmuje urząd bibliotekarza w instytucie inżynierów górniczych. Dopiero w 1841 roku ujrzał Wilno, twarze dawno nie widziane i miejsca, z któremi łączyło go tyle wspomnień młodości. Serdecznie podejmowany przez rodziny Malewskich, Puttkamerów, Śliźniów, były wódz Filaretów zaznał po raz pierwszy od lat kilkunastu ciepła rodzinnego.
Rok jeszcze, a Zanowi zaświtała nadzieja szczęścia rodzinnego w osobie panny Brygidy Świętorzeckiej, w której sercu odnalazł odpowiednik do promionków swej własnej duszy. Ale narzeczony był bez stanowiska i bez majątku, posag narzeczonej także mocno zakwestyonowany. Rozsądek nakazywał czekać, życzyła sobie tego i matka panny Brygidy — więc czekano. Tymczasem pan Tomasz przyjął skromną posadę lustratora poduchownych majątków w powiecie Lepelskim, czekając cierpliwie cudu. Cud nie omieszkał się objawić: w roku 1846 zaproponowano mu kupno majątku Kochaczyna z klucza ks. Sanguszki, na tak dogodnych warunkach spłaty, iż nie płacąc zgóry ani szeląga, po 10 latach mógł majątek zupełnie z długów oczyścić. Tak więc ów Kochaczyn, nabyty za «srebrny złoty» panny Brygidy, staje się podwaliną szczęścia ich obojga.
29 października 1846 roku pobłogosławiono w Lebiedziewie ich związek małżeński, poczem nastąpiło «liczne i śliczne» wesele.
Odtąd życie byłego Filomaty upływa spokojnie i szczęśliwie na łonie ukochanej rodziny, wśród szczerze wielbionej żony, «kochanki, małżonki, matki, przyjaciółki, gościudarczyni» i trzech synów, którzy stanowili nadzieję jego na przyszłość: Wiktoryna (ur. 26 lutego 1848 r), Abdona (ur. 30 lipca 1849 r.) i Klemensa (ur. 23 listopada 1852 r.) czwarty synek, Stanisław, zmarł w niemowlęctwie.
Listy pana Tomasza z tego okresu tchną wewnętrznym spokojem i błogością człowieka, który nic już więcej nie żąda od życia i losu. «Bóg mię obdarzył dozgonną towarzyszką i miłemi dziatkami, - pisze do Józefa Chodźki 18-go czerwca 1851 roku z Wilna — jakich i tobie życzę. I to też łasce Bożej winienem, że w uczuciu, myślach, przedsięwzięciach i czynnościach naszych, nic inszego nie szukamy, jak królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, przekonani i doświadczeni, że wszystko inne samo się z Opatrzności Jego przydaje. Nie zazdrościmy bogatszym że sami ubożsi jesteśmy, bo komuż na czemkolwiek nie zbywa, i czyli nie to najbardziej dolegać zwykło?»
Umarł w Kochaczynie 7 lipca 1855 roku, otoczony rodziną i przyjaciółmi. Na grobie jego ks. Władysław Lubomirski położył krótki, lecz wymowny napis: «Miły Bogu i ludziom Tomasz Zan, którego pamiątka jest w błogosławieństwie.»

Henryk Galle.



Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1 s292.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Galle.