Żyd wieczny tułacz (Sue, 1929)/Tom III/Część druga/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugène Sue
Tytuł Żyd wieczny tułacz
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wydania 1929
Druk "Oświata"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Juif Errant
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom III
Pobierz jako: Pobierz Cały tom III jako ePub Pobierz Cały tom III jako PDF Pobierz Cały tom III jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


III.
NIESPODZIEWANE ODWIEDZINY.

Jakkolwiek Rodin mocno się uradował z wiadomości, zawartych w drugim liście z Rzymu, nie chciał jednak dać poznać tego uczucia w swej odpowiedzi. Skończywszy skromne śniadanie, napisał następującą notę:
„To, o czem mi donoszą, bynajmniej mnie nie dziwi.
„Wahanie się i trwożliwość zawsze wywołują takie skutki. Dobrze. W Romanji wytępiają patrjotów. I to dobrze. Oddziały nasze przestały tępić liberałów. To mi się nie podoba. Należy działać ciągle i bez wytchnienia....“
W chwili, kiedy Rodin kończył pisać ostatnie wyrazy, uwagę jego przerwał nagle świeży, dźwięczny głos Róży Pompon, która, umiejąc Berangera na pamięć, otworzyła okno w mieszkaniu Filemona i, usiadłszy na niem, śpiewać zaczęła wyjątek z jego pieśni, w którym wyrażała się prawdziwie chrześcijańska tolerancja i życzliwość. Łagodność tych myśli tak była sprzeczna z zimnem okrucieństwem objawionem w kilku wierszach napisanych przez Rodina, iż tenże podskoczył i przygryzł sobie wargi ze złości.
Nie śmiejąc wyjrzeć oknem dla przekonania się, co to za natrętna śpiewaczka, wzruszył ramionami, wziął znowu pióro i pisał dalej:
„Ot co trzeba zrobić: Wypadałoby podburzyć wszystkich niechętnych, rozdrażnić wszędzie filozofów, rozdmuchać liberalizm — podburzyć przeciwko Rzymowi wszystko to, co lubi krzyczeć. W tym celu należałoby ogłosić światu, że nikczemnie i głupio jest pozwalać narodom korzystać ze swobody wyznania.
„Skoro ogłoszone zostaną te hasła, wybuchnie burza. Powszechne powstanie przeciwko Rzymowi — rozdwojenie w Rzymie — Święte Kolegjum rozdzieli się na trzy partje: jedna chwali, druga gani, trzecia drży — wszystko to dobrze, ba! bardzo dobrze. — Człowiek słaby zlęknie się, będzie abdykował, a wtedy — rozumiesz?
Zamiast powierzyć generałowi dowództwo naszego zakonu. najlepszego wojska, najlepszej podpory papieskiego tronu, ja sam dowodzić niem będę. — Wtedy już spokojny będę o to wojsko: — przykłady... Janczarowie i gwardje pretorjańskie zawsze były niebezpieczne dla władzy: — dlaczego? — bo byli obrońcami władzy, a o niej niezależni... dlatego też byli straszni. Klemens XIV? — Pognębić, zhańbić, osłabić nasze zgromadzenie: błąd niedorzeczny. — Bronić go, uniewinnić, ogłosić się jego generałem — oto co mu wypadało uczynić. Wtedy zgromadzenie, zależne od jego władzy, pozwoliłoby na wszystko; — wtedy my bylibyśmy ulegli papieżowi... i nie miałby powodu lękać się... naszych usług! Klemens XIV umarł na kolki: nauka dla innych. — Ze mną tego nie będzie“.
Znowu dał się słyszeć dźwięczny głos panny Róży Pompon, która śpiewała inną piosnkę Berangera.
Rodin, nie znając jej, podniósł się z taboretu, wyciągnął szyję, wytrzeszczył oczy i słuchał, jak Róża Pompon, przelatując jak pszczółka, z kwiatka na kwiatek, zaczęła znowu śpiewać inną zwrotkę, aż wreszcie umilkła.
Rodin usiadł i pisał dalej:
„Nigdy nie wierzyłem mocniej, jak w tej chwili, że wszystko się uda. Nowa myśl przyszła mi wczoraj.
„Zgodnie działać należy wspólnemi siłami. — Ufundowałem im dziennik ultra-katolicki: Miłość Bliźniego.
„Z jego fanatycznej zajadłości sądzić będą, że jest organem Rzymu. — Starać się będę, aby utwierdzać w tem mniemaniu. Nienawiść wybuchnie z nową siłą.
„To po mojej myśli.
„Wznowię kwestję o wolności nauczania, tutejsi liberaliści będą mnie wspierać. — Głupcy, przypuszczają nas do prawa powszechnego, kiedy tymczasem nasze przywileje, nasze swobody, nasz wpływ, nasze posłuszeństwo dla Rzymu czyni nas niepodległymi ogólnemu prawu. — Głupcy, głupcy! sądzą, że jesteśmy rozbrojeni, kiedy sami nie mają oręża przeciwko nam.
„Drażliwa kwestja; nowe krzyki; nowy niesmak dla słabego człowieka. — Kropla do kropli utworzą potok. Dobrze.
„Krótko mówiąc: — koniec końców, abdykacja.
Środki: Tortury moralne. — Spadek Rennepontów opłaci elekcję. — Chcesz — wierz, chcesz — nie wierz“.
Rodin nagle przestał pisać, sądząc, że słyszy pukanie do drzwi; nadstawił więc ucha; wszystko ucichło, osądził, że mu się tylko zdawało, i znowu zaczął pisać:
„Sprawę Rennepontów biorę na siebie — przedmiot, od którego zależą wszystkie doczesne kombinacje; rozpocząć je znowu trzeba: jako pośrednie dzieło postawić grę interesów — sprężynę namiętności, zamiast głupich, gwałtownych środków, jakich używał ksiądz d’Aigrigny; — takim sposobem omal, że wszystkiego nie popsuł. — Ale ma on znajomość wyższego świata. W swojej sferze będzie on pożyteczny.
„Wiadomości fałszywe. — Przeszło 200 miljonów; bardzo być może, że pewnem będzie, co było wątpliwem, — zniezmierne jest pole do działania. — Interes Rennepontów jest teraz podwójnie moim! — Żądałem władzy nieograniczonej; czas nagli, działam tak, jakbym ją miał w ręku. Działajcie i wy szybko! — jest to rzecz bardzo ważna; — jutro znowu napiszę. Dojdzie ta nota, jak zwykle, przez małego kupca“.
W chwili, kiedy Rodin w podwójną kopertę wkłada! i pieczętował ten list, zdało mu się znowu, że słyszy pukanie do drzwi swego mieszkania.
Rodin zerwał się: pierwszy raz — blisko już od roku, jak zajął to mieszkanie — pukano do jego drzwi.
Schowawszy spiesznie do kieszeni surduta list dopiero co napisany, pobiegł do starego kuferka pod łóżkiem, otworzył go, wyjął plikę papierów, zawiniętych w podatą chustkę od nosa, włożył do niej dwa ostatnio odebrane listy i znowu starannie zamknął kuferek na kłódkę.
Nie przestawano pukać do drzwi.
Rodin wziął w rękę stary koszyk przekupki, wsunął pod pachę parasol i zaniepokojony poszedł dowiedzieć się, coby to był za gość natrętny.
Otworzył drzwi i zastał przed niemi Różę Pompon, natrętną śpiewaczkę, która grzecznie, uprzejmie powitawszy go, zapytała:
— Czy pan Rodin?


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Eugène Sue i tłumacza: anonimowy.