Życie i miłostki imperatorowej Katarzyny II/Rozdział V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł Życie i miłostki imperatorowej Katarzyny II
Wydawca Wydawnictwo „Świt”
Data wydania 1927
Druk Drukarnia „Siła“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ROZDZIAŁ V.
Imperatorowa Katarzyna II. Rządy Orłowa. Jak popadł w niełaskę? Wasilczykow.

Jak oczekiwać tego należało, zaraz po wstąpieniu Katarzyny II na tron, deszcz nagród i odznaczeń spadł na jej popleczników. Oczywiście lwia część przypadła Orłowym, specjalnie Grzegorzowi, faworytowi imperatorowej.
Prócz tytułu hrabiowskiego, zostaje on generalnym adjutantem carycy, szefem kawalergardów, kawalerem niebieskiej wstęgi Rosji, w końcu feldmarszałkiem i księciem. On jeden przez długi szereg lat miał prawo wyłącznie nosić na piersi odznaczenie: portret cesarzowej, obsypany brylantami.
Że majątek jego sięgał miljonów — zbytecznem jest dodawać. Podarowano mu siedziby carskie — Ropczę i Gatczino oraz wspaniały pałac w Petersburgu, prócz majątków w Estlandji i Liflandji. Już w pierwszych dniach panowania Katarzyny zarysowała się jego potęga i władza nad monarchinią.
Podczas przyjęcia w Zimowym Pałacu, pod pretekstem zranienia nogi, najspokojniej siada on sobie w pobliżu tronu. Mimo iż znacznie młodszy rangą, siedzi, gdy starzy generałowie wszyscy stoją. Rezultat tego ostentacyjnego postępku był taki, że za następnym razem, przy wejściu Orłowa, wszyscy najwyżsi dygnitarze się ze swych miejsc podnieśli.
Katarzyna bynajmniej nie wstydzi się swego z nim stosunku. Wystawia go na pokaz i snać by podkreślić, przeznacza mu na mieszkanie (mimo podarowanego pałacu) szereg pokoi w Pałacu Zimowym, bezpośrednio stykających się z jej apartamentami.
Jest to stosunek quasi małżeński i caryca wprost odgrywa rolę zakochanej, a nieśmiałej małżonki. Tylko w obecności Grzegorza Orłowa, czuje się pewną i bezpieczną. Ile razy godzinami wyczekiwała, wypatrując z niepokojem przez okno, na powrót faworyta, który nawet na dni parę tajemniczo przepadał. Katarzyna nawet wiedzieć tego nie chce, co szepcą przy dworze. A jest publiczną tajemnicą — hulaka Orłow od czasu do czasu musi się zatopić w dzikiej orgji, w pijaństwie i najcyniczniejszej, najbrudniejszej rozpuście.
Drżała na samą myśl, że wargi ukochanego dotykać inną kobietę mogą... drżała, lecz wolała o tem nie wiedzieć.
Oczywiście i Aleksy Orłow nie pozostał bez nagrody. Prócz tytułu hrabiowskiego otrzymuje rangę generał lejtenanta, adjutanta cesarzowej, szereg najwyższych orderów rosyjskich, a w 1772 r. podczas wojny z Turcją — naczelne dowództwo nad całą flotą rosyjską. Ponieważ, o służbie morskiej nie miał najlżejszego pojęcia, wszelkie przedsięwzięcia w tej dziedzinie kosztowały tylko niezliczoną ilość milionów, nie przynosząc pozytywnego rezultatu.
Pozostali dwaj bracia Grzegorza — Iwan i Włodzimierz, wielce w spisku pomocni, również otrzymali hojne nagrody.
Władza Grzegorza Orłowa była równą władzy panującego, lecz miał on nienasycone ambicje. Pragnął pójść jeszcze wyżej, zamierzał poślubić Katarzynę II. Było to najgorętszem pragnieniem jednocześnie carycy, która kochanka ubóstwiała. Kroki przedwstępne robili bardzo sprytnie, bo organizowali całe delegacje, w imieniu ludu rosyjskiego błagające o to małżeństwo, jak o zbawienie ojczyzny. Miało się odnieść wrażenie, iż naród domaga się związku — oni zaś ulegają powszechnej woli. Sprawa niemal była przesądzona, gdy nastąpiła rzecz niezwykła. Senat stale powolny wobec Katarzyny II, nagle zaprotestował. W jego imieniu kanclerz Panin oświadczył, iż pani Orłow cesarzową rosyjską być nie może. Projekt marjażu odłożono, czem faworyt nie martwił się zbytnio, będąc zadowolony ze stanowiska cesarza, caryca zaś by go udobruchać, przygotowała dlań po cichu patent na tytuł książęcy, którego chwilowo nie ogłaszano.
Ślepe przywiązanie imperatorowej do Orłowa nie było pozbawione podstawy. Był jedynym człowiekiem na którego niezwykłą wierność i oddanie liczyć mogła. Dzięki nieprzeciętnej odwadze i energji ratował ją w najtrudniejszych sytuacjach i dzięki tylko stanowczości Grzegorza stłumiono w zarodku trzy spiski, wynikłe na początku panowania Katarzyny II. Z czasem jednak stosunek wzajemny począł się psuć.
W gruncie pozostał Grzegorz Orłow tem, czem był — niewykształconym, ordynarnym brutalem. Bezceremonialność, jaką ujawniał w stosunku do cesarzowej zdumiewała wszystkich. Nie liczył się z monarchinią zupełnie, dopuszczał uchybień tak jaskrawych, że żadna szanująca kobieta nie pozwoliłaby na to swemu kochankowi.
Po dziesięciu latach quasi małżeńskiego pożycia, stosunek począł ciążyć Katarzynie, lecz jak się pozbyć Orłowa?
A więc... gdy w 1770 r. wybuchła w Moskwie zaraza, szerząca wielkie spustoszenia, poczęła mu tłomaczyć iż gdyby udał się tam osobiście, pozyskałby dozgonną wdzięczność ludu rosyjskiego. Potrafiła tak podrażnić ambicję, że Orłow zgodził się chętnie. Udaje się, otoczony olbrzymim orszakiem do Moskwy i tam istotnie, dzięki zabiegom przywiezionych, najlepszych lekarzy, zaraza ustaje. Jak tryumfator powrócił Grzegorz do Petersburga, gdzie bito medale na jego cześć i wystawiono na przyjęcie tryumfalną bramę.
Pozornie jest u szczytu potęgi a w zaślepieniu nie przeczuwa machinacji wrogów, którym chętnie teraz ucha nadstawia Katarzyna; pracujących nad jego upadkiem.
W 1772 r. zostaje delegowany Grzegorz Orłow do Walachji, by tam w imieniu carycy zawrzeć z Turcją pokój. Jedzie, znów otoczony carskim przepychem, lecz tym razem podejrzewa. Zbyt często proponują mu wyjazdy. Staje się coś nieoczekiwanego...
Nagle znika z festynu, urządzonego na jego cześć w Foksari, bierze skromny pojazd i niezatrzymując spieszy do Petersburga. Sądzi, że przybędzie niepostrzeżenie, lecz... i jego pilnowano dobrze. Na rogatce miejskiej zatrzymują wszechwładnego faworyta i straż oświadcza, że w żadnym razie go nie przepuści, gdyż musi odbyć kwarantannę. Orłow pieni się i wysyła gońca do cesarzowej. Otrzymuje odpowiedź, uprzejmą, ale oziębłą. Pisze Katarzyna, że doskonale rozumie, jak przykrem jest podporządkowywać się kwarantannie i dla tego radzi, by udał się na pewien czas do swego pałacu w Gatczynie. Był to rozkaz, wyrażony w formie prośby, Grzegorz Orłow, chcąc nie chcąc, wściekły, musiał mu się poddać.
Cóż zaszło podczas nieobecności faworyta na dworze? Katarzyna II nagle zdobyła się na odwagę, ostatecznego zerwania z uciążliwym kochankiem. Zaś na tą decyzję niemało wpłynęła obecność młodego oficera Aleksandra Wasilczykowa.
Młody szlachcic, Aleksander Wasilczykow, był oficerem konnej gwardji, gdy go poznała Katarzyna. Odznaczał się urodą i wielkim dowcipem, a snać konwersację potrafił prowadzić więcej niż zajmująco, bo w parę dni później cesarzowa poleciła mu zająć apartamenty w Zimowym Pałacu, opróżnione przez Orłowa. Wkrótce otrzymał tytuł szambelana, order Aleksandra Newskiego, a grenadjerzy, jako warta honorowa, stali dzień i noc przy wejściu do jego pokoi.
Lecz nowy stosunek miłosny przesłonięty był chmurami. Mimo wszystko, Katarzyna drżała przed Orłowem i bała się zemsty. Uczuwała przed nim taki lęk, że gdy tylko rozmowa zbaczała na jego osobę, zmieniała się kompletnie i zatracała całą swą energję, odwagę, i siłę charakteru. Gdy razu pewnego Panin usiłował ją uspokajać, odparła „Pan go nie zna. Gotów mnie zamordować i wielkiego księcia!“ Musiała z praktyki pamiętać widocznie napady wściekłości Grzegorza, podczas których przypominał dzikie zwierzę. Kazała też podrabiać specjalne rygle do swej sypialnej komnaty, a przed tą musiał całą noc stać kamerdyner z nabitemi pistoletami.
Obawa przed zdetronizowanym faworytem poszła aż tak daleko, że cały dwór uznał za wskazane, by wstąpić z nim w pertraktacje, byle się uchronić przed jego wściekłością.
Cesarzowa posłała mu miljon rubli, który, jak twierdziła była mu winną i żądała by złożył wszystkie swe godności, oddał portret Katarzyny i wyjechał w podróż zagranicę. Gotowa nawet jest płacić mu roczną pensję 150 tys. rb. oraz dać 100 tys. na wybudowanie rezydencji poza granicami kraju, lub w którym z odległych majątków. Gdyby się jednak Orłow na te propozycje nie zgodził zostanie internowany w swoim zamku Ropczy, w tym samym, w którym zamordowano Piotra III.
Orłow w odpowiedzi, powyłamywał brylanty z oprawy portretu Katarzyny i je tylko odesłał, oświadczając, że sam wizerunek może oddać jedynie osobiście carowej. Co się tyczy złożenia piastowanych godności, to zwracał uwagę, iż mogą mu zostać odebrane, ale przez specjalny ukaz. Sam złożyć ich nie myśli. Nakoniec w sprawie zamierzonej podróży, oznajmiał, iż owszem odbyć ją pragnie... ale po skończonej kwarantannie... do Petersburga.
Rzeczywiście, pewnego dnia, jak gdyby nic nie zaszło pojawił się najspokojniej w sypialni Katarzyny.
Katarzyna na jego widok mało nie zemdlała. Nastąpiła burzliwa rozmowa... zakończona zupełnem pogodzeniem kochanków. Na przeprosiny Grzegorz Orłow otrzymał tytuł książęcy, nowy majątek z 6000 chłopami oraz wspaniały serwis srebrny paryski, który kosztował 250.000 rubli.
Wasilczykow, oczywiście, jak niepyszny opuścił dwór. Orłow ze swej strony ofiarował carycy dar, na który nawet ona nie mogła sobie pozwolić mimo, iż pożądała go oddawna. Ofiarował jej niebywałej wielkości brylant, który później przez długie lata zdobił berło carów rosyjskich. Dziś zapewne cieszą się nim bolszewicy.
Mimo jednak tak tryumfalnego powrotu, mimo nowych promieni łaski jakie na niego spadały, mimo że Wasilczykow zdawna był zapomnianym, Grzegorz Orłow nie czuł się pewnie... Katarzyna nie była tą samą!
Wolał też wycofać się sam, w pełni chwały. Dobrowolnie wyjechał za granicę, gdzie przebywał sporo czasu... a w końcu się ożenił. Dzięki żonie trzymał się od petersburskiego dworu zdaleka... od czasu do czasu tylko wywoływał niebywałe burze i sensacje swemi niepohamowanemi krytykami postępków Katarzyny, co mu oczywiście uchodziło na sucho.
Zmarł Orłow w 1783 r. w jednym ze swych majątków. Wraz z jego śmiercią poczęły blednąc gwiazdy jego braci, którzy tracili wpływy, wypierani przez coraz to nowych faworytów.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.