Świat nie przedstawiony/Księżniczka na grochu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Zagajewski
Tytuł Księżniczka na grochu
Pochodzenie Świat nie przedstawiony
Wydawca Wydawnictwo Literackie
Data wydania 1974
Druk Krakowskie Zakłady Graficzne
Miejsce wyd. Kraków
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


KSIĘŻNICZKA NA GROCHU

Sytuacja intelektualisty nie jest łatwa. Znajduje się on w położeniu kogoś, kto stracił zaufanie do samego siebie. Intelektualiści podzielili się na tych, którzy głosili prawdy banalne, tezy tak ogólne, że można by je wypowiadać w każdej sytuacji, i na tych, którzy wyspecjalizowali się w którejś z ezoterycznych dziedzin współczesnej humanistyki. Obecność pierwszych była pozorna, przydatność drugich wątpliwa. Dramat intelektualisty może się wydawać groteskowy i mało ważny. Sami intelektualiści dawali wielokrotnie do zrozumienia, że sztuka, w której występują, jest groteską, a ich ulubionymi autorami są Gombrowicz i Mrożek. Ale w rzeczywistości dramat ich jest poważniejszy, a intelektualiści bardziej są społeczeństwu potrzebni, niż się do tego przygotowali.
Są nadąsani, obrażeni o to, że ich nie słuchano, nie dopuszczano, że im nie umożliwiano. Ale teraz, gdy chce się ich słuchać, gdy się dopuszcza i gdy się im umożliwia, milczą tak jakby nie mieli wiele do powiedzenia.
Intelektualiści nie potrafią zrozumieć, że formy nowej współpracy, zarys nowego porozumienia, mogą być wytworzone tylko dzięki ich diagnozom, tylko w wyniku analiz przeprowadzonych właśnie przez nich. Niechęć do takich analiz może tylko przedłużyć sytuację, w której intelektualiści są niepotrzebni, ich talenty marnują się, a karierę robią półintelektualiści.
Sprawiedliwa ocena sytuacji intelektualisty musi dziś dotknąć zarówno obiektywnych jak i subiektywnych powodów jego nieobecności w życiu społecznym, musi się w niej mieszać szacunek z krytyką. Niezależnie od rozmiaru tej krytyki i zawartej w niej goryczy przeważyć powinien ostatecznie szacunek, gdyż nie sposób zachęcać kogoś do aktywności ośmieszając go tylko. Chociaż nie ma już w naszym kraju księżniczek, wrażliwość księżniczki jest wartością, która może owocować stokrotnie w kulturze. Ta sama wrażliwość, która jest niezbędna w działalności intelektualisty, staje się zawadą, gdy rodzi nerwicę i przeszkadza w dokonywaniu wyborów.
Naukowcy, artyści, pisarze w ciągu minionych kilku lat przywykli do pewnego specyficznego tonu, jakim mówiło się o ich problemach, przyzwyczaili się do zajmowania gorszych miejsc przy stole. Dlatego dyskusja o inteligencji i intelektualistach, przy całej ostrości sformułowań, powinna unikać tego właśnie, dzisiaj już porzuconego tonu. Inaczej mówiąc, warunkiem wstępnym wszelkiego programu, początkiem wszelkich postulatów, powinna się stać zmiana klimatu.
Taka jest bolesna dialektyka — losy samego tego słowa, należącego do obozu intelektualistów, mogłyby być ilustracją powojennej historii myśli w Polsce — zasług i win, odpowiedzialności intelektualistów. Odpowiedzialność ta znajdowała się dotąd w pół drogi między aprobatą a negacją, między banałem a specjalizacją, brakowało jej realności i rzeczywistego uczestniczenia w życiu publicznym. Teraz powrót intelektualistów do aktywności, powrót kultury do jej codziennych obowiązków jest sprawą nie mniejszej wagi niż na przykład uzdrowienie procesu inwestycyjnego. Kilku błyskotliwych felietonistów nie potrafi bowiem zastąpić sprawnie funkcjonującej kultury, literatury i filozofii żywiącej się autentyczną, współczesną problematyką.
Intelektualiści wytworzyli w obrębie swych dziedzin własny język, który, ponieważ nie był przeznaczony do porozumiewania się ze społeczeństwem, miał być zrozumiały tylko dla nich samych. Jest to język aluzji, paraboli, język spuchnięty od nadmiaru znaczeń. Działo się tak przede wszystkim w literaturze, w której eksperymenty językowe nie były tylko rezultatem estetycznych poszukiwań — były one odpowiednikiem perskiego oka w najbardziej poza tym odległej od współczesności materii artystycznej. Ale stosowanie szyfru w sztuce, niezależnie od czysto estetycznych wyników takiego zabiegu, ma jedną wadę zasadniczą: oto treść, która ulega zaszyfrowaniu, musi być wystarczająco jasna, wystarczająco banalna i powszechna. Nie można zaszyfrować odkrycia intelektualnego, nowej i odważnej myśli, gdyż wówczas zsumowałyby się dwie niewiadome i całość byłaby całkowicie nieczytelna. Dlatego literatura posługująca się szyfrem musi być jałowa.
Odpowiednikiem języka wieloznacznego w literaturze jest hermetyzacja języka naukowej humanistyki. Gdy humanistyka nie czerpie inspiracji z rzeczywistości społecznej, gdy staje się akademicka, ze wszystkimi konsekwencjami tego stanu, wówczas język jej zaczyna być równie niezrozumiały dla społecznego odbiorcy jak język aluzyjnej literatury. Hermetyzacja języka humanistyki nie wynika tylko z wewnętrznego rozwoju nauki, nie jest zwykłym rezultatem procesu specjalizacji. To raczej nadmierna, abstrakcyjna specjalizacja nauk humanistycznych jest skutkiem odwrócenia się humanistyki od zagadnień współczesnych. O sprawie tej dyskutowano nawet w naszych czasopismach, ale mówiono o niej tak, jakby wybór języka, nadanie mu mniejszej lub większej zrozumiałości, był prywatną i całkiem dowolną decyzją naukowca, podczas gdy uchylanie się od komunikatywności było tylko symptomem sytuacji ogólniejszej.
Przywrócenie językowi literatury i humanistyki komunikatywności, dosłowności, dostępności społecznej jest zarówno celem, jak i środkiem powrotu intelektualistów do społeczeństwa. Dosłowność, jednoznaczność języka ani dla literatury, ani dla humanistyki nie oznacza rezygnacji z walorów estetycznych czy metodologicznych. Przeciwnie, dopiero jednoznaczność języka pozwala na dokonywanie przy jego pomocy odkryć intelektualnych i umożliwia rzeczywiste akty odwagi myślowej. Dosłowny język po jakimś czasie może na powrót wytworzyć własne parabole, własne konstrukcje metajęzykowe, wynikające z istotnych, uzasadnionych estetycznie potrzeb.
Nieobecność intelektualistów trwała tak długo, że tymczasem pojawiły się lub nabrały doniosłości nowe problemy. Obok dawnych, nie zaleczonych ciągle sprzeczności między nauką a popularyzacją, między eksperymentem a codzienną praktyką, między myślą zachodnią a polską wyrósł wielki kompleks zagadnień związanych z koniecznością przewartościowania tradycyjnego modelu humanistycznego intelektualisty (artysty, pisarza) wobec postępów cywilizacji technicznej, która zdaje się domagać nowych sposobów myślenia i nowych wzorców osobowych bardziej reprezentatywnych dla inteligencji, która w coraz większym stopniu jest inteligencją techniczną.
Ale głównym zadaniem, które czeka na intelektualistów, jest coraz lepsze rozumienie tego, czym jest socjalizm. Bez takiej pracy, zwróconej nie na historię filozofii marksistowskiej, ale na jej współczesność i jej życie, odnowa nie powiedzie się, nie nabierze trwałych kształtów intelektualnych i organizacyjnych. Budowanie nowych form życia, nowych stosunków międzyludzkich nie może się odbyć bez udziału kultury, bez udziału literatury i filozofii. Wymaga to obecności intelektualistów, codziennej, cotygodniowej, ciągłej — nie dorywczej. Jednym z charakterystycznych zjawisk w przeszłości było to, że jeśli intelektualiści brali udział w życiu społecznym, czynili to na marginesie swojej działalności zasadniczej, a nie poprzez prace naukowe czy artystyczne. Nie tylko pisarze, także profesorowie nie wypowiadali się na tematy aktualne.
Tymczasem zadaniem intelektualisty jest w równej mierze myśleć, jak i nauczać, odkrywać, ale równocześnie udostępniać wyniki tych odkryć innym, nadawać im bieg społeczny. Intelektualista jest bowiem myślicielem i nauczycielem równocześnie, jest kimś, kto otrzymuje społeczne zaufanie jako zadatek na myśl, którą upowszechni. Od społeczeństwa intelektualista otrzymuje także język, i język ten, po wzbogaceniu go w procesie myślenia, powinien społeczeństwu zwrócić. Dlatego tak istotnym zagadnieniem jest odnowa języka literatury i humanistyki, ujednoznacznienie go i nasycenie treściami ważnymi i aktualnymi. Upadek prestiżu nauczyciela i kryzys szkolnictwa jest objawem choroby głębszej, nie są to zjawiska lokalne, związane tylko ze zbyt dotąd niskimi pensjami pedagogów. Jest to mianowicie objaw choroby samej myśli, która nie umie związać się z rzeczywistością, jest za mało sprawna, żeby ją reprezentować i nadać jej formę. Dotychczasowa historia naszej kultury zdawała się świadczyć o tym, że myśl nasza jest „nierozpuszczalna”, nie nasyca literatury, nie ożywia oświaty, nie pobudza nauk humanistycznych i obca jest inteligencji. Oswojenie tej myśli i nadanie jej dalekosiężnej transmisji społecznej — oto zadanie intelektualistów.

1971 r.



Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.