Śmierć królowej Bony

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Julian Bartoszewicz
Tytuł Śmierć królowéj Bony
Pochodzenie Noworocznik. Kalendarz Illustrowany dla Polek na rok 1864; R. 4-ty.
Wydawca Księgarnia Polska A. Dzwonkowskiego
Data wydania 1864
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron
ŚMIERĆ KRÓLOWÉJ BONY.

Opuściła Bona Polskę, po trzydziestu ośmiu latach ciągłego w niéj pobytu. W Wiedniu uroczyście ją przyjmował król Ferdynand rzymski, w Wenecji doża i senat. Z Wenecji wyprawiła z powrotem do Polski dwór swój i panny. Wynaleziono niedawno w aktach weneckich ciekawe szczegóły o przyjęciu Bony w stolicy dumnéj pani lagun: na same koszta przyjęcia, rzeczpospolita wyznaczyła 400 dukatów, a w ciągu pobytu Bony, postanowiono dawać po sto skudów dziennie, na utrzymanie jéj domu. W sam dzień przybycia wystawna była wieczerza. Wysłano naprzeciw Bonie statek Bucentaur, trzy galery i mnóstwo brygantyn, aż do św. Błażeja; na Bucentaurze jechało przeszło sto pań weneckich, ubranych biało, a strojnych w drogie klejnoty. Wjazd Bony do Wenecji odbył się 26 kwietnia 1556 roku. Królowéj towarzyszyło aż dwóch kardynałów, de Augusta i kardynał Ferrary. Wysiadła na Rialto, w domu margrabiego Ferrary. Dnia 28 kwietnia Bona i cały jéj dwór słuchali u św. Marka małéj mszy z muzyką i śpiewami, i oglądali skarbiec. Dnia 1 maja Artur Papagoda jeździł do senatu weneckiego od Bony i otrzymał za to 300 skudów złotych, niby poseł państwa jakiego.
Wyjazd Bony z Polski był więcéj intrygą włochów, którzy ją otaczali, niżli jéj życzeniem; wmówili w królowę, że skarby jéj miłe pewne są w Polsce, a sami na nie zęby ostrzyli. Łatwiéj im było we Włoszech pomyśléć o kradzieży, jak w Polsce. Największy wtedy wpływ na Bonę wywierał Jan Lorenzo Papagoda, włoch, któremu nieznający zblizka stosunków królowéj, powieściopisarze i dramatyczni poeci polscy, tak niewłaściwe naznaczają stanowisko. Śni się im wszystkim, że Papagoda był kochankiem Bony i ajentem nikczemnym, podłego rodu. Był to jednak wierny jéj sługa, markiz włoski; sprawiał znakomite urzędy w jéj księstwach, a potem do pani swojéj do Polski przyjechał; był to więc nieodstępny królowéj minister i doradca. O stosunkach miłośnych tu ani mowy być nie może, tembardziéj, że wszelkich ku temu posądzeniu brak wskazówek. Papagoda postanowił wreszcie Bonę skraść; dosyć jéj służył i on to podobno głównie ułożył projekt téj włoskiéj podróży. Mówił jéj, że skoro przyjedzie do swojego księstwa barskiego, zostanie rejentką neapolitańską. Przybywszy tedy do ojczyzny, zaraz podjęła o to Bona wielkie zabiegi, zwłaszcza, że posada namiestnika była bardzo zyskowna. Ogromne summy wysypała na dworze Filipa IIgo, żeby otrzymać to namiestnikostwo. Uśmiechał się jéj majestat i władza, które utraciła w Polsce. Skutek okazał, że się okropnie omyliła. Pożyczyła wtedy Filipowi 420,000, wielką summę, z któréj potem płynęły pretensje królów polskich do Hiszpanji; król jéj pewne cła i komory wypuścił za to w procencie.
Oszukana po kilkunasto-miesięcznym pobycie we Włoszech, myślała powrócić do Polski: tam przynajmniéj byłaby królową i miała swój stopień; w Barze zaś uważano ją jako prywatną możną panią i dobrze obdzierano. Wtém zachorowała lekko. Mówiła, że jak się jéj lepiéj zrobi, stanowczo wybierze się z powrotem do Polski. Wtedy Papagoda przekupił lekarza Jana Antonia z Maceraty, który w lekarstwie otruł królowę. Papagoda pozbył się sztucznie i lekarza. Bona, według zwyczaju, kazała Janowi wypić połowę lekarstwa; lekarz wypił w nadziei, że przeciw-trucizną, którą przygotował sobie, łatwo skutki trucizny zniszczy. Papagoda nie odstępował ich wtenczas obojga ani na krok i nie wypuścił lekarza z komnaty, w któréj odbywała się ta trajedja. Jan przepowiedział, że tydzień sam żyć będzie, a Bona niedociągnie trzech dni nawet. Był poprzednio ułożony już testament królowéj, o którym Papagoda wiedział, więc go zaraz zniszczył, a nowy sfałszował z jakimś mnichem franciszkańskim, Pawłem. Zygmunt-August był przez Bonę mianowany dziedzicem całéj fortuny, ale mnóstwo legatów zapis ten uniwersalny uczyniło martwym. Działo się to jeszcze za życia Bony. Pomagała dwóm zbrodniarzom trzecia osoba; była to dziewczyna, od dzieciństwa przy królowéj wychowana, a zwano ją „mniszką Maryną.“ Kiedy przed konającą królową czytano ten testament, Maryna trzymała rękę pod jéj poduszką i poruszała sztucznie głową królowéj, która niby to niemem przyzwoleniem zatwierdzała wszystko. Taki był koniec Bony w Barze 20 listopada 1557 roku. Żyła lat 65, miesięcy 7 i dni 10.
Takie daty podaje nagrobek królowéj, postawiony w Barze przez Annę Jagiellonkę (patrz Starowolskiego Monumenta Sarmatarum). Majątek ogromny królowéj przepadł jak kamień w wodę, nawet śladu nie zostało żadnego, jak był ogromny. Papagoda zręcznie się zawinął. Nie przypuszczono Zygmunta-Augusta do księstw, kapitały i kosztowności rozszarpali sprawcy zbrodni, a historja ma tylko ślad o téj sławnéj pożyczce Filipowi IImu, z któréj urosła sprawa o summy neapolitańskie. Summy te były jedną tylko częścią tego ogromnego spadku. Dużo pisano o nich po konstytucjach narodowych aż do roku 1794. Potem nawet i pretensje te przepadły. Obszerny artykuł o wszystkich przejściach téj sprawy, drukowaliśmy kiedyś w Gazecie Warszawskiéj z roku 1850, pod tytułem: „Summy neapolitańskie.“

Juljan Bartoszewicz.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Julian Bartoszewicz.