Fraszki/Księgi Pierwsze (całość)
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
| Księgi Pierwsze (całość) Fraszki Jan Kochanowski |
Księgi Wtóre→ | ||
| Ta strona wymaga poprawnego sformatowania. Tekst ten powinien zostać poprawiony tak, by był zgodny z zaleceniami edycyjnymi i przypominał układ tekstu oryginalnego.
Należy w nim sformatować odnośniki do tytułów w nagłówku; zamiast [[#O ŻYWOCIE LUDZKIM II]] wstawić [[#O ŻYWOCIE LUDZKIM II|O żywocie ludzkim II]]. Po naprawieniu wszystkich błędów można usunąć tę wiadomość. |
| Ten tekst wymaga dopracowania zgodnie z zaleceniami edycyjnymi (ogólne - na wikipedii). Należy w nim zamienic szablony, szczegóły. Po wyeliminowaniu niedoskonałości prosimy usunąć szablon {{Dopracować}} z kodu tej strony. |
[edytuj] DO GOŚCIA
Jesli darmo masz te książki,
A spełna w wacku pieniążki,
Chwalę twą rzecz, goścu-bracie,
Bo nie przydziesz ku utracie;
Ale jesliś dał co z taszki,
Nie kupiłeś, jeno fraszki.
[edytuj] NA SWOJE KSIĘGI
Nie dbają moje papiery
O przeważne bohatery;
Nic u nich Mars, chocia srogi,
I Achilles prędkonogi;
Ale śmiechy, ale żarty,
Zwykły zbierać moje karty.
Pieśni, tańce i biesiady
Schadzają się do nich rady.
Statek tych czasów nie płaci,
Pracą człowiek próżno traci.
Przy fraszkach mi wżdy naleją,
A to wniwecz, co się śmieją.
[edytuj] O ŻYWOCIE LUDZKIM
Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy,
Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.
[edytuj] Z ANAKREONTA
Ja chcę śpiewać krwawe boje,
Łuki, strzały, miecze, zbroje;
Moja lutnia - Kupidyna,
Pięknej Afrodyty syna.
Jużem był porwał bardony
I nawiązał nowe strony;
Jużem śpiewał Meryjona
I prędkiego Sarpedona;
Lutnia swym zwyczajem g'woli
O miłości śpiewać woli.
Bóg was żegnaj, krwawe boje,
Nie lubią was stony moje.
[edytuj] O HANNIE
Serce mi zbiegło, a nie wiem inaczej,
Jedno do Hanny, tam bywa naraczej.
Tom był zakazał, by nie przyjmowała
W dom tego zbiega, owszem, wypychała.
Pójdę go szukać, lecz się i sam boję
Tam zostać. Wenus, powiedz radę swoję!
[edytuj] NA HARDEGO
Nie chcę w tej mierze głowy psować sobie,
Bych się, mój panie, miał podobać tobie;
Widzę, żeś hardy - mnie też na tym mało,
Kiedy się tobie tak upodobało.
[edytuj] NA STARĄ
Teraz by ze mną zygrywać się chciała,
Kiedyś, niebogo, sobie podstarzała.
Daj pokój, prze Bóg! Sama baczysz snadnie,
Że nic po cierniu, kiedy róża spadnie.
[edytuj] Z ANAKREONTA II
Próżno się mam odejmować,
Widzę, że muszę miłować.
Miłość mi dawno radziła,
Lecz ja, jako prawy wiła,
Nie chciałem słuchać jej rady,
Aż nama przyszło do zwady.
Bo sajdak z łukiem porwała,
A mnie na rękę wyzwała.
Ja też, jako Hektor zasię,
Wziąwszy karacenę na się,
Tarcz i szablę jako brzytwę,
Stoczyłem z Miłością bitwę.
Ona ku mnie ciągnie rogi,
A ja co najdalej w nigi.
A gdy wszystkich strzał pozbyła,
Sama się w bełt obróciła
I prosto mi w serce wpadła,
A mnie zaraz moc odpadła.
Próżno tedy noszę zbroję,
Próżno za pawęzą stoję:
Bo kto mię ma bić na górze,
Kiedy nieprzyjaciel w skórze?
[edytuj] DO HANNY
Chybaby nie wiedziała, co znaczy twarz blada
I kiedy kti nie g'rzeczy, Hanno, odpowiada,
Często wzdycha, a rzadko kiedy się rozśmieje -
Tedy nie wiesz, że prze cię mije serce mdleje?
[edytuj] DO PAWŁA
Pawle, rzecz pewna, u twego sąsiada
Możesz długiego nie czekać obiada,
Bo w mej komorze szczera pajęczyna,
W piwnicy także coś na schyłku wina.
Ale chleb (według przypowieści) z solą
Każe położyć prze cię z dobrą wolą.
Muzyka będzie, pieśni też dostanie,
A k'temu płacić nie potrzeba za nie,
Bo się tu ten źmij rodzi tak okwitło,
Lepiej daleko niż jęczmień, niż żyto.
Przeto siądź za stół, mój dobry sąsiedzie,
Boś dawno bywał przy takiej biesiadzie,
Gdzie śmiechu więcej niż potraw dawają:
Ale poetom wszystko przepuszczają.
[edytuj] NA UTRATNE
Na przykrej skale, gdzie nikt nie dochodzi,
Zielone dzrzewo słodkie figi rodzi,
Których z wronami krucy zażywają,
Ludzie żadnego pożytku nie mają;
Takżeć nie wiem, z kim wszytko drudzy zjedzą,
A ludzie godni gdzieś na stonie siedzą.
[edytuj] SEN
Uciekałem przez sen w nocy,
Mając skrzydła ku pomocy,
Lecz mię miłość poimała,
Choć na nogach ołów miała.
Hanno, co to znamionuje?
Podobno mi praktykuje,
Że ja, będąc uwikłany
Tymi i owymi pany,
Wszystkich inszych łatwie zbędę -
Tobie służyć wiecznie będę.
[edytuj] DO PANIEJ
Pani jako nadobna, tak też i uczciwa!
Patrząc na twą wdzięczną twarz, rymów mi przybywa,
Które jeśli się ludzim kiedy spodobają,
Nie więcej mnie, niż tobie, być powinne mają.
[edytuj] RAKI
|
Folgujmy paniom nie sobie, ma rada; |
Palindrom
|
[edytuj] O KOCIE
Słyszał kto kiedy, jako ciągą kota?
Nie zawżdy szuka wody ta robota,
Ciągnie go drugi nadobnie na suszy.
Sukniej nie zmacza, ale wżdy mdło duszy.
[edytuj] NA NIEODPOWIEDNĄ
Odmów, jeślić nie po myśli; daj, masz li dać wolą;
Słuchając słów niepotrzebnych aż mię uszy bolą.
[edytuj] NA PIESZCZONE ZIEMIANY
Gniewam się na te pieszczone ziemiany,
Co piwu radzi szukają przygany.
Nie pij, aż ci się pierwej będzie chciało,
Tedyć się każde dobrym będzie zdało.
[edytuj] NA NIESŁOWNĄ
Miałem nadzieję, że mi zyścić miano,
Tak jako było z chucią obiecano;
Ale co komu rzecze białogłowa,
Pisz jej na wietrze i na wodzie słowa.
[edytuj] DO PANIEJ II
Co usty mówisz, byś w sercu myśliła,
Barzo byś mię tym, pani, zniewoliła;
Ale kidy mię swym miłym mianujesz,
Podobno dawnym zwyczajom folgujesz.
[edytuj] O CHMIELU
Co to za sałata rana,
Różynkami posypana?
Chmiel, jeśli dobrze smakuję;
Przetociem go w głowie czuję.
[edytuj] NA NABOŻNĄ
Jesli nie grzeszysz, jako mi powiadasz,
Czego się, miła, tak często spowiadasz?
[edytuj] NA GRZEBIEŃ
Nowy to fortel a mało słychany:
Na śrebną brodę grzebień ołowiany.
[edytuj] OFIARA
Łuk i sajdak twój, Febe, niech będzie, lecz strzały
W sercach nieprzyjacielskich w dzień boju zostały.
[edytuj] O SOBIE
Dopiero chcę pisać żarty
Przegrawszy pieniądze w karty;
Ale się i dworstwo zmieni,
Kiedy w p y t l u h r o s z a n e n i.
[edytuj] NA KONRATA
Milczycie w obiad, mój panie Konracie;
Czy tyko na chleb gębę swą chowacie?
[edytuj] DO MIKOŁAJA FIRLEJA
Jesliby w moich książkach co takiego było,
Czego by się przed panną czytać nie godziło,
Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny
Sam poeta; rym czasem ujdzie i wszeteczny.
[edytuj] O ŁAZICKIM A BARZYM
Łazicki z Barzym, gospodarzu miły,
Jesliś nieświadom, jakowej są siły,
Chciej same tyljo uważyć imiona,
A masz li rozum, niech spać idzie żona!
[edytuj] O JĘDRZEJU
Z sercem się rozśmiał Jędrzeja słuchając,
Kiedy do domu przyszedł narzekając
"A kat jej prosi, by się ku mnie miała,
Teraz się, małpa, z podchłopia wyrwała."
[edytuj] DO JÓSTA
Wiesz, coś mi winien; miejże się do taszki,
Bo cię wnet włożę, Jóstcie, między fraszki!
[edytuj] DO JAKUBA
Że krótkie fraszki czynię, to, Jakubie, winisz?
Krótsze twoje nierówno, bo ich ty nie czynisz.
[edytuj] EPITAFIUM KOSOWI
Z żalem i z płaczem, acz za twe nie stoi,
Mój dobry Kosie, towarzysze twoi
W ten grób twe ciało umarłe włożyli,
Którz weseli wczora z tobą byli.
Śmierć za człowiekiem na wszelki czas chodzi;
Niech zdrowie, niech nas młodość nie uwodzi,
Bo ani wzwiemy, kidy wsiadać każą,
A tam ani płacz, ani dary ważą.
[edytuj] O TYMŻE
Wczora pił z nami, a dziś go chowamy;
Ani wiem, czemu tak hardzie stąpamy?
Śmierć nie zna złota i drogiej purpury,
Mknie po jednemu jako z kojca kury.
[edytuj] O ZAZDROŚCI
Ani przyjaciel, ani wielkość złota,
Ani uchowa złej przygody cnota;
Przeklęta Zazdrość dziwnie się frasuje,
Kiedy u kogo co nad ludzi czuje.
Więc jesli nie zje, tedy przedsię szczeka,
A ustawicznie na twoje złe czeka.
To na nię fortel: nic nie czuć do siebie
A wszystko mężnie wytrzymać w potrzebie.
[edytuj] O DOBRYM PANIE
Dobry pan jakiś, jadąc sobie w drogę,
Ujżrzał u dziewki w polu bossą nogę.
"Nie chodź - powiada - bez butów, ma rada,
Bo macierzyzna tak zwitrzeje rada."
"Łaskawy panie, nic jej to nie wadzi,
Chyba, żebyście pijali z niej radzi."
[edytuj] O KACHNIE
Kachna się każe w łaźni przypatrować,
Jeslibych ją chciał nago wymalować;
A ja powiadam: gdzie nas dwoje siędzie,
Tam pewna łaźnia, mówię, łaźnia będzie.
[edytuj] DO GOŚCIA II
Nie pieść się długo z mymi książeczkami,
Gościu, boć rzekną: "Bawisz się fraszkami."
[edytuj] NA BARBARĘ
Jakoś mi już skaczesz słabo,
Folguj sobie, miła Barbaro, proszę cię.
Czart rozskakał tego swata,
Nie dba nic, choć kto ma lada co przed sobą.
Okazuje swoje sztuki,
Alboć nie wie, że masz w Nuremburku towar?
Ale ty wżdy nie bądź głupia,
Nieznajomym nie daj dudkować przed sobą.
Nie zwierzaj się leda komu,
Nie puszczaj mnichów do dobrego mieszkania.
I kapłanów się wystrzegaj,
Raczej sama zawżdy letanije śpiewaj!
A chcesz li mię słuchać dalej,
Moja Barbaro, nie szacuj dobrych ludzi!
Zawżdy raczej szukaj zgody,
Niech za cię skacze, kto młotem dobrze robi.
Możesz odpruć i te wzorki,
Czyście tak nama z paciorkowym biczykiem.
A nie dufaj w żadne czary,
I pod pierzem szpetny staroświetski bieret.
Wiedzże, co masz czynić z sobą,
Bo lisi ogon za towar nie uchodzi.
A łotrowie, co to widzą,
W oczy pięknie, w kącie szykują swe draby.
Domyślajże się ostatka,
Wszakeś już swym dziatkom marcypan rozdała.
[edytuj] DO WALKA
Walku mój, tym mię nie rozgniewasz sobie,
Że się me fraszki kiepstwem zdadzą tobie.
Bych ja też w nich był baczył statek jaki,
Wierz mi, nie byłby tytuł na nich taki.
[edytuj] EPITAFIUM KRYSZTOFOWI SIENIEŃSKIEMU
Tylko cię tu na ziemię szczęście ukazało,
Dalej cię mieć, Krysztofie, na świecie nie chciało.
Czy to gorzej, czy lepiej? - Wy szmi widzicie,
Którzy tego i tego świata smak pomnicie.
[edytuj] Z ANAKREONTA III
Ciężko, kto nie miłuje, ciężko, kto miłuje,
Naciężej, kto miłując łaski nie zyskuje.
Zacność w miłości za nic, fraszka obyczaje,
Na tego tam naraczej patrzają, kto daje.
Bodaj zdechł, kto się naprzód złota rozmiłował,
Ten wszytek świat swoim złym przykładem popsował.
Stąd walki, stąd morderstwa; a co jeszcze więcej,
Nas, chude, co miłujem, to gubi napręcej.
[edytuj] NA PODUSZKĘ
Szlachetne płótno, na którym leżało
Owo tak piękne w oczu moich ciało,
Przecz tego smutny u Fortuny sobie
Zjednać nie mogę, aby głowy obie
Pospołu na twym wdzięcznym mchu leżały,
A zobopólnych rozmów używały?
Więcej nie śmiem rzec, bo i tak się boję,
Że z tych słów Zazdrość myśl rozumie moję.
[edytuj] NA FRASOWNEGO
Nie frasuj się na sługi, żeć się pożarli;
Trzeźwi słudzy z trzeźwimi pany pomarli.
[edytuj] NA STRYJA
Nie bądź mi stryjem, Rzymianie mawiali,
Kiedy się komu karać nie dawali.
Bądź ty mnie stryjem przedsię po staremu,
Jedno nic nie bierz synowcowi swemu.
[edytuj] NA ŚWIĘTEGO OJCA
Świętym cię zwać nie mogę, ojcem się nie wstydzę,
Kiedy, wielki kapłanie, syny twoje widzę.
[edytuj] DO MIKOŁAJA MIELNICKIEGO
Nie dar jaki kosztowny, ale co przemogę,
Dam ci parę wirszyków, Mielecki, na drogę:
Boże daj, być się dobrze na wszytkim wodziło,
Byś we zdrowiu oglądał, na coć patrzeć miło.
Na mię bądź łaskaw, jakoś zawżdy okazował;
Nie był ten łaskaw, kto do końca nie miłował.
[edytuj] NA ŁAKOME
Na umyśle prawdziwe bogactwa zależą;
Pod nim śrebro i złoto, i pieniądze leżą;
A temu bogatego imię będzie służyć,
Który szczęścia swojego umie dobrze użyć.
Ale kto ustawicznie leży nad liczmany,
Tylko tego słuchając, gdzie przedaje łany,
Ten równie jako pszczoła plastry w ul układa,
A drugi nic nie robiąc miód gotowy jada.
[edytuj] NA NIESŁOWNEGO
Powiem ci prawdę, że rad obiecujesz,
A obiecawszy, potem się nie czujesz;
Fraszką by cię zwać, lecz to jeszcze mniejsza:
Jest w moich książkach fraszka stateczniejsza.
[edytuj] DO PAWEŁKA
Kiedy żorawie polecą za morze,
Nie bywaj często, Pawełku, na dworze,
Aby na tobie nie poklwali skóry,
Mnimając, żeś ty z Pigmeolów który.
[edytuj] NA MATEUSZA
"Mateusz wąsów" lepiej rzec; bo wielką kładziemy
Rzecz pod małą, kiedy "wąs Mateuszów" mówiemy.
[edytuj] NA POSŁA PAPIESKIEGO
Pośle papieski rzymskiego narodu,
Uczysz nas drogi, asam chybiasz brodu.
Nawracaj lepiej niżli twój woźnica,
Strzeż nas tam zawieźć, gdzie płacz i tęsknica.
[edytuj] NA PIJANEGO
Nie darmo Bakcha z rogami malują,
Bo pijanego i dzieci poczują.
Niech głowa, niech mu służą dobrze nogi -
Sama postawa ukazuje rogi.
[edytuj] NA GOSPODARZA
Posadziłeś mię wprawdzie nie nagorzej,
Aleby trzeba mięsa dawać sporzej;
Przed tobą widzę półmisków niemało,
A mnie się ledwie polewki dostało.
Diabłu się godzi takowa biesiada!
Gościem czy świadkiem ja twego obiada!
[edytuj] NA MATEMATYKA
Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, prorokuje komu,
A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.
[edytuj] O KSIĘDZU
Z wieczora na cześć księdza zapraszano,
Ale mu na noc małpę przywiedziono.
Trwała tam chwilę ta miła biesiada,
Aż ksiądz zamieszkał i mszej, i obiada!
[edytuj] O GOSPODYNIEJ
Proszono jednej wielkimi prośbami,
Nie powiem o co, zgadniecie to sami.
A iż stateczna była białogłowa,
Nie wdawała się z gościem w długie słowa,
Ale mu z mężem do łaźniej kazała,
Aby mu swoję myśl rozumieć dała.
Wnijdą do łaźniej, a gospodarz miły
Chodzi by w raju, nie zakrywszy żyły.
A słusznie, bo miał bindasz tak dostały,
Żeby był nie wlazł w żadne famurały.
Gość poglądając dobrze żyw, a ono
Barzo nierówno pany podzielono.
Nie mył się długo i jechał tym chutniej:
Nie każdy weźmie po Bekwarku lutniej.
[edytuj] NA BUTNEGO
Już mi go nie chwal, co to przy biesiadzie
Z zwycięstwy na plac i z walkami jedzie;
Takiego wolę, co zaśpiewać może
I co z pannami tańcować pomoże.
[edytuj] ZA PIJANICAMI
Ziemia deszcz pije, żiemię drzewa piją,
Z rzek morze, z morza wszytki gwiazdy żyją.
Na nas nie wiem, co ludzie upatrzyli,
Dziwno im, żesmy trochę się napili.
[edytuj] O PRAŁACIE
I to być musi do fraszek włożono,
Jako prałata jednego uczczono.
Białychgłów młodych i panów niemało
Za jednym stołem pospołu siedziało.
Siedział też i ten, com go już mianował,
Bo dobrej myśli nigdy nie zepsował.
Mnich wedle niego, a po drugiej ręce
Pani co starsza. Słuchajże o męce:
Na pirwszym miejscu pannę całowano,
Także do końca podawać kazano.
Więc tego nie raz, ale kilka było,
A prałatowi by kąska niemiło,
Bo co raz to go baba pocałuje,
A on zaś mnicha; więc mu się styskuje.
Miał czyściec prawy jeszcze na tym świecie,
Bodaj wam taki, co go mieć nie chcecie.
[edytuj] DO MARCINA
A więc by ty, Marcinie, przed tym nie ugonił,
Co to siedzi jako wróbl, a oczy zasłonił;
Niech on chwali Żmudzinki, że bywają trwałe;
By miał mądzie jako sam, tedy przedsię małe.
[edytuj] NA MIERNIKA
Kiedyście się tych pomiarów tak dobrze uczyli,
Że wiecie, ilekroć koło obróci się w mili,
Zgadnicież mi, wiele razów, niż jeden raz minie,
Magdalena pod namiotem żywym duszą kinie.
[edytuj] O CHŁOPCU
Pan sobie kazał przywieść białogłowę,
Aby z nią mógł mieć tajemną rozmowę.
Czekawszy chłopca dobrze długą chwilę, Tak żeby drugi uszedł był i milę,
Pojźrzy pod okno, a ci sobie radzi!
I rzecze z góry do onej czeladzi:
"Po diable, synku, folgujesz tej paniej:
Jam kazał przywieść, a ty jedziesz na niej."
[edytuj] O HANNIE II
Tu góra drzewy natkniona,
A pod nią łąka zielona;
Tu zdrój przeźroczystej wody
Podróżnemu dla ochłody;
Tu zachodny wiatr powiewa,
Tu słowik przyjemnie śpiewa -
Ale to wszytko za jaje,
Kiedy Hanny nie dostaje.
[edytuj] DO STANISŁAWA
Co mi Sybilla prorokuje ninie?
"Źle trzem - powiada - o jednej pierzynie."
Znać, Stanisławie, że się ta pieśń była
Mym towarzyszom dobrze w głowę wbiła.
Bom ja sam jeden został z tej drużyny,
Co pociągali na się tej pierzyny.
Ja przedsię ziębnę samotrzeć do zarze.
[edytuj] EPITAFIUM WOJCIECHOWI KRYSKIEMU
Płaczą cię starzy, płaczą cię i młodzi,
Dwór wszytek w czerni prze cię, Kryski chodzi,
Abowiem ludzkość i dworstwo przy tobie
W jednymże za raz pochowano grobie.
[edytuj] DRUGIE TEMUŻ
Hiszpany, Włochy i Niemce zwiedziawszy,
Królowi swemu cnotliwie służywszy
Umarłeś, Kryski, i leżysz w tym grobie;
Mnieś wielki smutek zostawił po sobie.
A iż płacz próżny i żałość w tej mierze,
Tym więtszą i płacz, i żałość moc bierze.
[edytuj] NA PANY
Ciężko mi na te teraźniejsze pany:
Siebie nie baczą, a ganią dworzany.
"W on czas - pry - czystych zapaśników było,
Szermierzów, gońców, aż i wspomnieć miło.
A dziś co młodzi pacholcy umieją?
Jedno w się wino jako w beczkę leją."
Prawda, że wielka w sługach dziś odmiana,
Ale też trudno o takiego pana,
O jakich nam więc starzy powiadali;
Oni się w męstwie, w dzielności kochali,
Dziś leda Żyda z workiem pierzu wolą -
Nie dziw, że rzadko za tarczami kolą.
[edytuj] DO GOSPODYNIEJ II
Ciebie zła lwica w ogromnej jaskini
Nie urodziła, moja gospodyni,
Ani swym mlekiem tygrys napawała;
Gdzieżeś się wżdy tak sroga uchowała,
Że nie chcesz baczyć na me powolności
Ani mię wspomóc w mej wielkiej trudności?
O którą samażeś mię przyprawiła,
Że chodzę mało nie tak jako wiła.
Wprawdzie żeć się już nie wczas odejmować;
Ja ciebie muszę rad nierad miłować.
Ty się w tym pomni, masz li mię mieć g'woli
Z mej dobrej chęci czyli po niewoli.
[edytuj] O STASZKU
Gdy co nie g'rzeczy usłyszy mój Staszek,
To mi wnet każe przypisać do fraszek.
Bracie, by się to wszytko pisać miało,
Już by mi dawno papieru nie zstało.
[edytuj] DO KACHNY
Pewnie cię moje źwierciadło zawstydzi,
Bo się w nim, Kachno, każdy szpetny widzi.
[edytuj] O LIŚCIE
Nie wiem, by ta niemoc była,
Co by się nie przyrzuciła.
Wczora mi pani pisała,
Że po tzy nocy nie spała.
Od tych czasów mi nie śmieszno
I sam nie spię, co mi teszno.
[edytuj] EPITAFIUM JĘDRZEJOWI ŻELISŁAWSKIEMU
W jegoż gospodzie o wieczornej chwili
Żelisławskiego niewinnie zabili
Swawolni ludzie; kto chce słowo miłe
Dać temu grobu, przeklinaj opiłe!
[edytuj] DO BALTAZARA
Nie dziw, żeć głowa, Baltazarze, chora;
Siedziałeś wedle głupiego doktora.
[edytuj] DO PAWŁA STĘPOWSKIEGO
Sam pannę ściskasz, sam się zakazujesz,
Sam w ucho szepcesz, sam, Pawle, całujesz,
Wsztkoś sam zabrał, ani się dasz pożyć -
A jeszcze by cię do fraszek nie włożyć?
[edytuj] O GOSPODYNIEJ III
Starosta jednej paniej rozkazał objawić,
Że legata rzymskiego u niej miał postawić.
"Ba, toć - pry -legat prawy, co go stawiać trzeba,
Ale w mym domu takim nie dawają chleba."
[edytuj] NA HARDEGO
Nie bądź mi hardym, chociaś wielkim panem,
Jam nie starostą ani kasztellanem,
Ale gdy namniej podweselę sobie,
Siła mam w głowie panów równych tobie.
[edytuj] Z ANAKREONTA IV
Kiedy by worek bogatego złota,
Mógł człowiekowi przysporzyć żywota:
I sam bych się już jął pieniędzy chować,
Żebych się miał czym śmierci odkupować.
Ale jesli nikt kupem nie przyczyni
Żywota sobie, zaż nie głupie czyni,
Kto się forsuje, a żywie w kłopocie?
Jesli masz umrzeć, a cóż ci po złocie?
Ja dobrej myśli zawżdy chcę używać,
Ja z przyjacioły chcę pospołu bywać.
A jesli Wenus od tego nie będzie,
I Bogumiła niechaj się przysiędzie!
[edytuj] NA SOKOLSKIE MOGIŁY
Tusmy się mężnie prze ojczyznę bili
I na ostatek gardła położyli.
Nie masz przecz, gościu, złez nad nami tracić,
Taką śmierć mógłbyś sam drogo zapłacić.
[edytuj] DO JANA
Radzę, janie, daj pokój przedsięwzięciu swemu,
Bo bądź krótko, bądź długo, przedsię przydzie k'temu,
Że się człowiek obaczy, a co mu dziś miło,
To mu będzie za czasem wstyd w oczu mnożyło.
Tę rozkosz, którą teraz tak drogo szacujesz,
Puścisz taniej po chwili, gdy prawdę poczujesz.
A tak, co ma czas przynieść, uprzedź go ty raczej,
Odmień swój bieg, a żagle nakręć w czas inaczej!
Świadomeś słów łaskawych i pięknej postawy,
Zdradę widzisz, znajże więc, co przyjaciel prawy!
A ty, o morska Wenus, chluśni z raz tej paniej,
A pomści się wzdychania i moich złez na niej!
[edytuj] O DOKTORZE HISZPANIE
"Nasz dobry doktor spać się od nas bierze,
Ani chce z nami doczekać wieczerze."
"Dajcie mu pokój! najdziem go w pościeli,
A sami przedsię bywajmy weseli!"
"Już po wieczerzy, pódźmy do Hiszpana!"
"Ba, wierę, pódźmy, ale nie bez dzbana."
"Pyszczaj, doktorze, towarzyszu miły!"
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły.
"Jedna nie wadzi, daj ci Boże zdrowie!"
"By jeno jedna" - doktor na to powie.
Od jednej przyszło aż więc do dziewięci,
A doktorowi mózg się we łbie mąci.
"Trudny - powiada - mój rząd z tymi pany:
Szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany."
[edytuj] O ŚLACHCICU POLSKIM
Jeden pan wielmożny niedawno powiedział:
"W Plsszcze ślachcic jakby też na karczmie siedział;
Bo kto jedno przyjedzie, to z każdym pić musi,
A żona, pościel zwłócząc, nieboga się krtusi."
[edytuj] EPITAFIUM DZIECIĘCIU
Ojcze, nade mną płakać nie potrzeba,
Moja niewinność wniosła mię do nieba;
Bodaj tak wiele tobie przyczyniła,
Ile mnie sroga śmierć lat ukrzywdziła.
[edytuj] NA MŁODOŚĆ
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,
Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli.
[edytuj] NA STAROŚĆ
Biedna starości, wszyscy cię żądamy,
A kiedy przydziesz, to zaś narzekamy.
[edytuj] NA ŚMIERĆ
Obłudny świecie, jakoć się tu widzi,
Doszedłem portu; już więc z inszych szydzi!
[edytuj] NA FRASOWNE
Przy jednym szczęściu dwie szkodzie Bóg daje.
Głupi nie widzi,
więc Fortunie łaje;
Baczy, co dobrze, to na wirzch wykłada,
A co nie g'myśli, to pilnie przysiada.
[edytuj] NA FORTUNĘ
W tym się Fortuny radzić nie potrzeba:
Chowaj swe dobrze, coś Bóg życzył z nieba;
A kiedy będziesz miał pogodę na co,
Łapaj jej z przodku, z tyłu nie masz za co.
[edytuj] O FRASZKACH
Najdziesz tu fraszkę dobrą, najdziesz złą i śrzednią,
Nie wszytkoć mury wiodą materyją przednią;
Z boków cegłę rumieńszą i kamień ciosany,
W pośrzodek sztuki kładą i gruz brakowany.
[edytuj] DO MIŁOŚCI
Chyba w serce, Miłości, proszę, nie uderzaj,
Ale na każdy członek inszy śmiele zmierzaj!
[edytuj] O ŚMIERCI
Śmiesznie to rzekła jedna białogłowa
Słuchając pieśni, w której są te słowa:
"Rada bym śmierci, by już przyszła na mię";
- Proszę, kto śmiercią, niech go też mam znamię.
[edytuj] NA UCZTĘ
Szeląg dam od wychodu, nie zjem, jeno jaje:
Drożej sram, niźli jadam; złe to obyczaje.
[edytuj] DO CHMURY
Mówiłem ja tobie, Chmura,
Że przy kuchni bywa dziura;
Aleś mnie ty nie chciał wierzyć,
Wolałeś swym grzbietem zmierzyć.
[edytuj] O TYMŻE II
Wierzę, od początku świata
Nie były tak suche lata;
Oczy nasze to widziały:
Chmury się w rzekach kąpały.
[edytuj] EPITAFIUM DZIECIĘCIU II
Byłem ojcem niedawno, dziś nie mam nikogo,
Co by mię tak zwał, takem w dzieci zniszczał srogo.
Wszytki mi śmierć pożarła; jedno śmierć połknęło,
Haftkę lichą połknąwszy, tak swój koniec wzięło.
[edytuj] DO PAWŁA II
Dobra to, Pawle (możesz wierzyć), szkoła,
Gdzie każą patrzać na poślednie koła.
Człowiek, gdy mu się wedle myśli wodzi,
Mnima, że prosto nie po ziemi chodzi;
Ale nietrwała rozkosz na tym świecie,
Upadnie jako kwiat za kosą lecie.
[edytuj] NA ŚLASĘ
Stań ku słońcu, a rozdziew gębę, panie Ślasa,
A już nie będziem szukać inszego kompasa;
Bo ten nos, coć to gęby już ledwie nie minie,
Na zębach nam okaże, o której godzinie.
[edytuj] EPITAFIUM WYSOCKIEMU
Urodziłem się w Prusiech, Wysockim mię zwano,
Umarłem w młodym wieku i tu mię schowano.
U śmierci w tejże cenie młody co i stary,
Napadnie li jej na raz, nie da doróść miary.
[edytuj] DO PANIEJ III
Imię twe, pani, które rad mianuję,
Najdziesz w mych rymiech często napisane,
A kiedy będzie od ludzi czytane,
Masz przed inszymi, jesli ja co czuję.
Bych cię z drogiego marmuru postawił,
Bych cię dał ulać i z szczerego złota
(Czego uroda i twa godna cnota),
Jeszcze bych cię czci trwałej nie nabawił.
I mauzolea, i egiptskie grody
Ostatniej śmierci próżne być nie mogą;
Albo je ogień, albo nagłe wody,
Albo je lata zazdrościwe zmogą;
Sława z dowcipu sama wiecznie stoi,
Ta gwałtu nie zna, ta się lat nie boi.
[edytuj] O MIŁOŚCI
Próżno uciec, próżno się przed miłością schronić,
Bo jako lotny nie ma pieszego dogonić?
[edytuj] NA KOGOŚ
Wyganiasz psa z piekarniej - ba, raczej sam wynijdź,
Bo tu jednak masz diabła u kucharek czynić.
[edytuj] O FRASZKACH
Komu sto fraszek zda się przeczyść mało,
Ten siła złego wytrwać może cało.
[edytuj] O ŻYWOCIE LUDZKIM II
Wieczna Myśli, któraś jest dalej niż od wieka,
Jesli cię też to rusza, co czasem człowieka,
Wierzę, że tam na niebie masz mięsopust prawy
Patrząc na rozmaite świata tego sprawy.
Bo leda co wyrzucisz, to my, jako dzieci,
W taki treter, że z sobą wyniesiem i śmieci.
Więc temu rękaw urwą, a ten czapkę straci;
Drugi tej krotochwile i włosy przypłaci.
Na koniec niefortuna albo śmierć przypadnie,
To drugi, choćby nierad, czacz porzuci snadnie.
Panie, godno li, niech tę rozkosz z Tobą czuję:
Niech drudzy za łby chodzą, a ja się dziwuję.